Mama2c

Mama2c

środa, 17 czerwca 2015

Źle... a nawet gorzej

No to co? Może zacznę od zdjęć zanim zacznę uprawiać gorzkie żale?

Sobota, zaraz po egzaminie z karate... Pogoda przepiękna na rodzinny spacer Wałami Chrobrego. I choć widok statków nie należy tu do rzadkości, to kiedy przypływa ich kilkanaście, robi się klimat. Między innymi za to właśnie lubię ten nasz Szczecin...









I na tym zdjęciu kończy się sobotnia fotorelacja. Właściwie, to można powiedzieć, że tego dnia byliśmy na Wałach tylko przelotem, bo tak jak wspominałam- raz, że Eliza była po egzaminie, a dwa- w planach mieliśmy rodzinne spotkanie przy grillu. Zachęceni jednak tym, co zobaczyliśmy, postanowiliśmy, że w niedzielę, z samego rana, wrócimy tu w czwórkę, żeby zwiedzić Dar Młodzieży i Sedova.

W związku z tymi planami, niedzielny poranek wymagał od nas pełnej mobilizacji.No i tu się właśnie zaczęła jazda bez trzymanki. Marcin pojechał na 7 do kościoła, a ja przez tą godzinę do Jego powrotu miałam zamiar wyjść z psem, umyć głowę, przygotować dla nas wszystkich śniadanie i wyszykować dziewczyny, głównie Lilę. Nic nowego, nic nadzwyczajnego, wszak wszystkie wiemy, że jakże modne ostatnio określenie mam mianem "multizadaniowych" z powietrza się nie wzięło. I pewnie bym to wszystko zrobiła, nawet z palcem w tyłku, gdyby nie moje kochane dzieci, głównie to starsze... I tu bym mogła już pisać, pisać i jeszcze raz pisać, jak bardzo "pomogła" mi Eliza tego ranka, ale chyba zwyczajnie nie chcę sobie po raz kolejnym podnosić ciśnienia. Wspomnę tylko, że kiedy po piętnastym: "Zostawcie psa w spokoju", po dwudziestym: "Chodźcie do jadalni, żebym was widziała" (Lila co chwilę płakała, także wolałam widzieć dlaczego), po nakryciu Elizy jak bezczelnie, z premedytacją robi Lilce na złość (tak, wiem- rodzeństwa tak mają, tylko, że Eliza wiedziała z jakiego powodu uwijam się jak w transie i myślę, że mogę wymagać od Niej myślenia przyczynowo- skutkowego: rycząca Lila=mama odrywająca się od swoich zajęć=strata czasu=późniejszy wyjazd na Wały), po prostu szlag mnie trafił. Ale to trafił tak, że pies nie wiedział co się dzieje, a te dwie księżniczki również.

Ochotę na nasze rodzinne wyjście oczywiście straciłam, ale... Doszłam do wniosku, że jestem na Nie tak wściekła, że jeśli zostaniemy w domu, to to się może źle skończyć- znam w końcu moje dzieci, i wiem, że chwilowa cisza i spokój, jakie nastąpiły po wejściu smoka z mamą w roli głównej, nie potrwają zbyt długo. Przez chwilę rozważałam zostawienie Ich z babcią (moja mama przyjechała zostać z Miśkiem, bo póki co jeszcze sam w domu nie zostaje) i ta wizja błogiego lenistwa TYLKO z mężem wydawała się bardzo kuszące, ale... zrobiło mi się żal babci. Na tym etapie moich rozmyślań Eliza już przebąkiwała, że Ona chyba za karę nie pojedzie. Nie wiem skąd Jej to przyszło do głowy, bo żadne z nas nawet słowem o tym nie wspomniało... Koniec końców- dużo później niż planowaliśmy, w gradowych nastrojach, ale pojechaliśmy...

Pogoda tego dnia idealnie oddawała nasze nastroje: było pochmurno i mocno wiało.









Jakby mało było nerwów, zaraz po dotarciu na Wały, Eliza zaczęła: "Jestem głodna" (przecież przed wyjściem jadła śniadanie!), "Zimno", "Ja chciałam zostać w domu"- to już mój faworyt, po którym miałam ochotę zasadzić Jej takiego kopa w tyłek, że od razu znalazłaby się w domu, przy własnym biurko, z nosem w książkach. Także przy Jej regularnym zawodzeniu, namiętnym okazywaniu znudzenia i niezadowolenia, zwiedziliśmy sobie ORP TORUŃ, po czym dostaliśmy telefon, po którym już nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. A jeśli śmiać, to oczywiście nerwowo i histerycznie, bo już nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam taki dzień! Dzwoniła mama, że... Misiek uciekł Jej z działki! Tak jak staliśmy, pobiegliśmy do auta... Ponad pół godziny jazdy. Ze trzy telefony do mamy... Nerwowo, bardzo nerwowo. Misiek uciekł ze smyczą, przecisnął się przez otwory w furtce (szlag by je trafił!!!), nie reagował na wołania mamy, która za nim biegła...

Mama zostaje w domu z dziewczynami, a my z Marcinem rozdzielamy się i chodzimy ponad godzinę po osiedlu. Zeszliśmy je pewnie ze trzy razy- Marcin spotyka faceta, który widział Miśka, ja nie mam tyle szczęścia- nikt kogo mijałam, nie wiedział psa na smyczy. Przychodzimy do domu, bo muszę położyć Lilkę, Marcin już nie nogach, a autem jeździ dalej po osiedlu. Daję ogłoszenie na fb, żeby moi znajomi z osiedla wiedzieli, że Misiek uciekł... Po godzinie wraca Marcin, przygotowujemy ogłoszenia, które za chwilę przyklejamy na przystanku, koło Elizy szkoły, rozdajemy w sklepach, i przyczepiamy przy wejściu na działki... Wracamy do domu, piszę wiadomość do schroniska o tym, co się stało...

W głowie tysiące myśli, i jedno błaganie: "Misiek wróć, proszę!" Jest ze smyczą, wokół wszędzie las, a jeśli się gdzieś zaczepi... To nie sezon, ludzi w lesie jak na lekarstwo... Myślałam, że po tym nerwowym poranku nie mogło być już tego dnia gorzej. O naiwności...
Przed 16dzwoni telefon, jakaś pani mówi, że widziała go przed chwilą, jak biegał po działkach z innym psem, opisuje mi tego psa, i okazuje się, że wiem o którego chodzi... Oj Miśku, Miśku- ale żeś sobie towarzystwo wybrał! Wybiegam z domu, biegnę tam, gdzie psy były widziane, ale... widocznie się spóźniłam. Chodzę, wołam, szukam. Po chwili widzę tamtego psa! Niestety... Miśka koło niego nie ma. I tu się prawie załamałam :( Jednak po chwili, znajomy pysk wystaje znad wysokiej trawy- radosny i szczęśliwy, jak gdyby nic się nie stało! Nasz uciekinier. Biegnie do mnie, bez obroży, bez smyczy, ale cały i zdrowy! Jaka ulga!!!!


No i proszę- pospieszyłam się! To nie był koniec niedzielnych atrakcji... Kiedy wieczorem poszłam do śpiącej Lilki, okazało się, że... ma gorączkę. "Bujamy" się z nią do dziś, razem z kaszlem- objawy jak u Elizy, także leczenie wdrożyłam identyczne. Chyba jednak jutro wezwę już lekarza, bo zmian na lepsze nie widzę. A dla odmiany- dzisiaj od rana Misiek strajkuje z jedzeniem. Także ten... Źle, gorzej, jeszcze gorzej...

73 komentarze:

  1. O masakra... A myślałam, że jak mi dzieci podrosną to będzie łatwiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, może u Was będzie. Ja codziennie zastanawiam się, gdzie popełniłam błąd. Tylko, że tak jak jestem otwarta na wszelką konstruktywną krytykę i uwagi, to kurczę- no sama przed sobą mam czyste sumienie, że nie mogłam takich błędów popełnić, żeby wychować, aż tak rozwydrzone dziecko, jakim jest Eliza... Niestety, Jej stosunek do nas, do życia, już widać także w Lilki pewnych zachowaniach. I tu już jest wizja totalnej masakry. Elizie wydaje się, że Ona jest tu... trzecim rodzicem, chyba? Kolejnym dorosłym, który ustala zasady i reguły gry. Kochana i słodka- dopóki jest tak, jak Ona chce... Dużo by pisać. ..

      Usuń
  2. Jestem u Ciebie pierwszy raz (od Asi) i jakie znajome zdjecia: być moze w sobotę razem spacerowałyśmy po tych Wałach.
    Wygląda na to ze zostanę na dłużej, więc na razie nie będę się wymądrzać, zwłaszcza w temacie dzieci. Mam nadzieję, ze już lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak miło czytać. Ale ten świat mały!
      Czy lepiej? No nie do końca, ale chociaż pies dziś nie uciekł :)

      Usuń
    2. No własnie mialam pisac ze juz te zdjecia u stokrotki widzialam statku oczywiscie. Swiat blogowy sie lączy hi hi

      Usuń
  3. Nie ma to jak atrakcje, ktore funduja nam dzieci i pies, znam to az za dobrze.
    Musze przyznac, ze w poszukiwaniach spisaliscie sie z Mezem na medal- swietna organizacja i wspolpraca. Pewnie dlatego maly uciekinier tak szybko sie znalazl. Dziewczyny jak zwykle piekne. I jeszcze jedno: najpierw musimy zamienic sie figurami, a dopiero potem pisz kolejne posty o odchudzaniu... ;-)

    Pozdrawiam
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuje na razie nie podejmować tematu odchudzania :) A tak serio- oczywiście wiem, że nie powinnam narzekać na figurę. U mnie jednak problem polega na tym, że ja zawsze warzyłam jakieś 10- 12kg mniej, dlatego teraz czuję się mało komfortowo.

      No mąż zaangażował się równie mocno jak ja w poszukiwania naszego gagatka. I kiedy był taki moment, że byliśmy razem w domu, to zgodnie stwierdziliśmy, że już sobie nie wyobrażamy, żeby Miśka z nami nie było...
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Pies uciekinier- znam ,dzieci doprowadzające czasem do szału - znam ,marudzenie-znam. Ja mam chłopaków nastoletnich oo jak oni sie czesem zepną w walce to jest dopiero hardcore. No ale wszystko przed Tobą;) chociaż dziewczynki może się nie leją:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli- rozumiesz mnie :)
      Nie wiem jak inne dziewczynki, moje podejrzewam, że lać się będą...

      Usuń
    2. Haha,rozumiem doskonale :)

      Usuń
  5. Ojej ale sie narobiło.. tyle problemów na raz! Niezła historia z psem- dobrze, że sie znalazł.

    Współczuje sytuacji z Eliza- oby szybko sie poprawiło, bo widze, ze jest nieciekawie i tracisz juz nerwy.. Powodzenia i duzo cierpliwosci życze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do psa- ulga, naprawdę ogromna ulga. Nie wyobrażam sobie innego zakończenia.
      Dzięki Inesko, no momentami naprawdę mam już dość.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamo 2 corek: nie popelnilas nigdzie bledu. Rozwydrzone dzieci "same sie takie robia". A tak detaliczniej: w dupe kilka pasow czy mocnych klapsow coreczce by sie bardzo przydalo. Od razu zrobilaby sie z Elizy nowka sztuka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie komentuje cudzych komentarzy ale chyba teraz nie moge zostawic tego ot tak- przepraszam bardzo- pas, klaps :O to zdecydowanie porazka!!! To najgorsza metoda i rada jaka mozna komus dac...

      Usuń
    2. No ja mam z tym właśnie problem- jak to jest z tym rozwydrzeniem... Bo tak jak już nie raz na blogu pisałam- mam świadomość, że jako rodzice nie uniknęliśmy błędów. Mniej więcej wiem nawet jakie popełniliśmy. Jednak kiedy zestawię je z obecnym zachowaniem Elizy... No nie- nie ma opcji, żeby to one tak nam "rozwydrzyły" dziecko, Z drugiej strony... nie lubię też "zwalania" wszystkiego na czasy, szkołę, rówieśników, bo to tak, jakby chcieć się usprawiedliwiać. W każdym razie- muszę to sobie w końcu otwarcie powiedzieć- no mamy poważny problem z Elizą i nie ma na co czekać, trzeba podjąć jakieś kroki, bo lepiej nie będzie.

      Wiem, że wizja pasa i wlania dziecku może szokować... Wiem, bo dla mnie to też niedopuszczalne, ale jeśli mam być szczera- nie raz miałam ochotę to zrobić. A w myślach to chyba zrobiłam to już ze sto razy. Nie jestem z tego dumna. O czym to świadczy? Nie wiem? O mojej matczynej nieporadności? Nieudolności? Normalnie porażka na całej linii.

      Usuń
    3. @Lux: Kazdy ma swoje metody wychowawcze. Na szczescie. Dopoki nie zyje w Korei Pln. - moge robic w moim domu, w mojej rodzinie wszystko to, co uznaje za stosowne.
      @M2C: Przeciez NIE POWINNO byc to okrutne lanie z krwia tryskajaca z posladkow, zeby musiec potem tydzien moczyc dzieciecy tylek w zsiadlym mleku... W mojej rodzinie najblizszej i dalszej dzieci dostaja lanie, gdy nie dziala tlumaczenie slowne. Krotko i wezlowato: 2-3 klapsy dla dziewczat reguluja wiele. Chlopcy np. za kradziez pieniedzy dostali od ojca kilka razow pasem. Pomoglo!

      Usuń
    4. Tak sobie myślę, że może warto Elizę postraszyć wycieczką do Korei... Ale to już jest czarny humor.

      http://www.100pociech.com/2015/06/kocham-nie-bije-serio.html
      Pod tym linkiem jest całkiem dobry tekst, myślę, że wart przeczytania. Dziś na niego trafiłam, może to jakiś znak...

      Co do tych pasów, za kradzież- jestem jak najdalej od oceniania innych, nawet w tak kontrowersyjnej kwestii jak właśnie klapsy. Pewnie wielu mogłoby mi zarzucić, że to chowanie głowy w piasek itd- i mieliby rację. Mnie tylko zastanawia jedno- bo ja wierzę, że pomogło. Tylko nie sposób nie zadać sobie pytania, czy pomogło bo zrozumieli, że źle zrobili, czy pomogło, bo następnym razem będą się bali paska? I uwierz mi, że nie raz mówiłam do Marcina, że "a w dupie mam jak, najważniejsze, żeby w końcu zaczęła się słuchać", to jednak, mimo wszystko ja tak nie chcę. Nie chcę posłuszeństwa, współpracy wymuszonej strachem. I być może dlatego mam, tak jak mam. Czy ja się czuję lepszą matką bo nie bije dzieci? A skąd! Bo tak jak pisałam- w myślach to już nie raz sprałam jak na kwaśne jabłko. Czyli tak- są chwile, że chciałabym to zrobić, więc jaka ze mnie dobra mama?

      Usuń
    5. Mnie się w ogóle ostatnio trudno pogodzić z tym, jakie mamy problemy z dziećmi. Mam takie nieodparte wrażenie, że w to co wierzyłam, i co sobie wymyśliłam- zupełnie się nie sprawdziło. A najgorsze jest to, że nie mam pomysłu co dalej...

      Usuń
    6. Pomysł przyjdzie a dzieci.....nauczą się , zrozumieją, wyrosną, dobrze będzie! Ja byłam straszna....pyskata, okropna....teraz matka mówi, że wyrosłam na dobrą kobietę, która w życiu sobie radzi :)

      Usuń
    7. A ja zawsze, odkąd tylko pamiętam byłam bardzo, bardzo blisko z moją mamą. Marzyła mi się taka sama relacja z Elizą, ale najwyraźniej gdzieś dałam ciała, bo mam niemal przeciwieństwo tego, co było i jest między mną, a moją mamą :(

      Usuń
    8. Wiadomo, ze z czasem Eliza o zyciu, wartosciach, rodzinie itd. zrozumie wiecej, niz rozumie teraz. Ale TERAZ tez jest wazne.
      Synowie mojego brata po dostaniu pasem lania nie ukradli juz nigdy niczego. (A okradli babci portmonetke, wiec nie byl to dorbiazg, naprawde.) Mysle, ze wowczas, gdy mieli po 10-12 lat bardziej bali sie kolejngo lania, niz rozumieli moralna strone kradziezy. Wazne jest, ze wychowawczo ich ojciec osiagnal cel.

      Usuń
  8. Oj, kochana, przesyłam wiele pozytywnych wibracji. Takie dni osłabiają :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam, ze jak przeczytalam, ze Misiek uciekl scierpla mi skora. Wyobrazam sobie co za stres przezyliscie. Na szczescie sie znalazl, radosc i ulga pewnie ogromna:-):-) brawo za szybka akcje, dzieki temu, ze nie straciliscie zimnej krwi odnalezliscie pieska:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stres był ogromny, tym bardziej, że pies jest u nas niecały miesiąc, także nie wiem, czy już jest na tyle z nami związany, że sam by wrócił... Bardzo się o niego bałam.

      Usuń
  10. Piekne zdjecia :) nawet jesli bylo zimno, badz corcia stroila miny i dasy...Powiem Ci, ze sytuacji z psem nie zazdroszcze- sliczna mordka i radocha w calym domu ale rowniez obowiazek no i niepotrzebny stres...znasz to przyslowie: "nie miala baba klopotu- kupila sobie koze " :)))
    Pewnie jeszcze nie raz bedziecie psiny szukac, tak to juz bywa..
    Wychowanie dziecka to najciezsza z prac mi znanych i nie pociesze cie, nie powiem:"z tego wyrosnie", powiem tylko- moze byc nawet chwilowo gorzej... :( i znowu odezwie sie "stara matka"- cierpliwosc i milosc- to jest to czego Ci zycze. Bylo i u nas- czasami naprawde ciezko ale z czasem okazalo sie, ze jednak dziecko dorasta i duzo sie zmienia- na +!
    Nie wolno tracic kontaktu- mimo wszystko...
    Usciski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze zdjęć nie jestem do końca zadowolona, naprawdę było tak dużo ludzi, że ciężko było zrobić dobre ujęcie. Marzy mi się, żeby przy okazji takiej imprezy pojechać tam koło 4-5 nad ranem i wtedy porobić zdjęcia. To dopiero byłoby coś. Może następnym razem uda mi się zrobić coś dla siebie, i właśnie wstać skoro świt :)

      Kurczę, ja dopiero 9lat w tej "pracy", a już mam chwile zwątpienia... Nie dość, że ta niedziela, to jeszcze dzisiaj- powtórka z rozrywki... Czasami wydaje mi się, że wszystko co robię, nie ma żadnego sensu. Nie wiem- albo ja jestem nieudolną matką, albo trafił mi się ciężki egzemplarz... Chociaż pewnie bardziej doświadczone mamy, i takie, które miały NAPRAWDĘ ciężki egzemplarz teraz mnie wyśmieją, i pewnie będą miały rację...
      Buziaki :*

      Usuń
  11. No czy u was to może być nudnie? Nigdy w życiu :) Nawet Misiek wczuł się w klimat :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madzia, Misiek wbrew pozorom to jest (póki co) najspokojniejszy z tego całego towarzystwa, aczkolwiek strachu mi napędził :)

      Usuń
    2. Nabiera wprawy, przecież nie będzie gorszy od Was :)

      Usuń
    3. Oj lepiej nie, to psina po przejściach, także teraz niech będzie już spokojnym, zrównoważonym pięciolatkiem :) A i pańcia nie potrzebuje więcej siwych włosów. Kurczę Madzia, ja normalnie cały czas wchodzę na to zdjęcie nowych fryzur dziewczynek i nie mogę uwierzyć!

      Usuń
  12. Marto mój syn to dopiero rozwydrzone dziecko i nie wiem jak i kiedy się to stało bo ja charakterek też mam nieugięty .Rada typu wlej pasem zabawna ,,anonimku,,kim kol wiek jesteś pewnie dzieci nie masz bo jeśli byś je miała to byś wiedziała że wlanie pasem nic by nie dało .
    Do ucieczek Miska to się raczej przyzwyczaj moje psy zawsze uciekają przy każdej cieczce jakiejś suczki w okolicy ,zgłodnieją to wracają. A tak na poważne pewnie WAS Misiu szukał . i jak choróbsko już odpuściło ?Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, tak mi się wydaje, że on nas po prostu szukał... Ale skończyć to się mogło różnie, ach nawet nie chcę myśleć. On jest wykastrowany, więc mam nadzieję, że problem ucieczek przy cieczkach nam odpadnie :) Chyba, że się mylę, to wtedy nie wiem- chyba zacznę łykać relanium, a w pogotowiu będę miała ulotki: "Uwaga zaginął pies" :)

      Co do rozwydrzenia... No u nas właśnie tu jest pies pogrzebany, bo Eliza robi po prostu co chce, a ja pojęcia nie mam jak to zmienić. Wszędzie trąbią, że nie dawać kar, że to nie metoda, bicie tym bardziej. No więc co? U nas ani rozmowa, ani prośby, ani tłumaczenia nic nie dają. A nie przepraszam- dają: jak Eliza coś chce- wtedy wszystko wie, wszystko rozumie, i oczywiście się poprawi... Powiem Ci, że jestem już zmęczona, tak po ludzku mam po prostu dosyć. I chociaż wiem, że to nic by nie dało, to nie ukrywam, że nie raz miałabym ochotę Jej po prostu wlać. Właśnie z tej bezsilności. Powstrzymuje mnie tylko przekonanie, że to właśnie nic nie da.

      Usuń
    2. Moja sąsiadka tak tłucze dzieci ma dwóch synów 4 i 6 lat od zawsze za wszystko dzieci zostają bite w głowę i plecy ma taki odruch leje po twarzy, te dzieci się tylko kula jak bity pies.Czy są grzeczniejsze lepiej wychowane ,nie one się boja są wyszkolone jak psy wiedzą ze zostaną tam nie ma żadnego tłumaczenie za co został zbity ani czego robić nie wolno. Tak zgadzam się że czym innym jest klaps i więcej powiedzmy efektu przyniesie niż takie bicie .Co jest najgorsze ze te dzieci na wszystko reagują pięściami jeśli coś chcą a ona się nie ruszy to ją okładają pięściami a ona nawet na to nie reaguje tylko ich odpycha. Powiem jedno nie wyobrażam sobie żeby mnie moje dziecko uderzyło. Ja pamiętam jak raz zostałam od mamy lanie za to ze jej uciekłam do koleżanki i nie powiedziałam ona mnie zaleź nie mogła i zapamiętałam na zawsze ze tak się nie robi. No cóż to temat rzeka . A kary u mnie dla syna po parokrotnym tłumaczeniu ostrzeżeniach,to zakaz oglądania bajki nie może dotknąć swojego smartfona tak ma ziemniaczka co go karmi,zakaz jazdy na kładzie u nas to jakoś wystarcza ale dziecko młodsze z wiekiem będzie trudniej.tłumacze i liczę na cud . Brat dla 15 letniej córki ma jedyną kare zabranie laptopa w zależności o co poszło czas czas się wydłuża i genialnie działa. Damy radę z nas coś wyrosło to i z naszych dzieci też ludzi da się zrobić.

      Usuń
  13. U Was się zawsze tyle dzieje. Jak Ty sobie dajesz radę? Podziwiam Cię, jesteś naprawdę silną kobietą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu... Silne to są mamy dzieci chorych na raka, albo narkomanów, morderców... Ja mam wrażenie, że ciągle się marzę, że nie daję rady...
      Buziaki!

      Usuń
    2. Haha! Ty naprawde dobra jestes, M2C!

      Usuń
  14. No to faktycznie sporo się u Was działo - ale jak na mój gust świetnie daliście sobie radę pomimo wszystkich tych przeciwności :)

    Też czasami zastanawiam się, jak to będzie u nas, kiedy Bąbel podrośnie - od samego początku jest charakterny i już teraz bardzo wiele rzeczy próbuje wymusić na nas rzucaniem się na podłogę i płaczem - a w zasadzie rykiem nie do opanowania , który mija nagle jak ręką odjął, kiedy tylko dostaje to, na czym mu zależało. Ja niestety czasami bywam zbyt miękka i ulegam, choć wiem, że to do niczego nie prowadzi...

    Swoją drogą to jesteś mistrzynią w budowaniu napięcia :) Już wyobrażałam sobie Miśka przejechanego przez jakiś samochód albo leżącego gdzieś w trawie, zagryzionego przez kompana - nawet nie wiesz, jak bardzo mi ulżyło, kiedy dobrnęłam do szczęśliwego zakończenia tej historii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, wielką sztuką jest być niewzruszenie konsekwentną, nigdy nie robić odstępstw od wcześniej ustalonych reguł. To na pewno procentuje i daje efekty, ale... Ile z nas tak potrafi? U nas co ciekawe- Eliza jako niemowlę i małe dziecko była aniołem. Żadnych buntów, histerii, czasami myślę, że to źle- że Ona teraz właśnie to sobie wszystko odbija, że to wychodzi... I wiesz co? Po stokroć wolę kiedy buntuje się niespełna 3letnia Lilka, niż prawie 9latka odstawia mi takie cyrki.

      Co do Miśka to nie powiem- różne miałam myśli. Bałam się potrącenia przez samochód, zaplątania gdzieś wokół drzewa... Na szczęście nic z tych rzeczy się nie zdarzyło... Uff!

      Usuń
  15. Ales mnie wystraszyla tym tytulem, Martus! Ale po przeczytaniu wcale sie nie dziwie! Tyle problemow naraz, o losie!

    O cyrkach serwowanych przez dzieci co nieco wiem, wiec rozumiem. Ktoregos dnia sami spojrzelismy na siebie z M. i zadalismy pytanie, czy moze odwolac urlop? Bo histerie i fanaberie ciezko jest zniesc we wlasnym domu, a co dopiero w malutkim, hotelowym pokoiku, lub na oczach publiki na plazy badz basenie... A juz najgorzej jak czlowiek robi cos z mysla o sprawieniu dziecku frajdy, a dziecko sie naburmuszy i ostentacyjnie okazuje jak bardzo jest znudzone i niezadowolone. No udusic! :)

    Pamietam jeszcze ucieczki Mai z zeszlego roku i Twoj post przypomnial mi wlasna panike i gule w gardle... Wspolczuje, dobrze ze Misiek sie znalazl caly i zdrowy!

    Mam nadzieje, ze u Lilci chorobsko nie rozwinie sie w nic powazniejszego, a w kazdym razie obejdzie sie bez szpitala!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, może faktycznie zaszalałam z tym tytułem, bo przecież gorsze tragedie się zdarzają...

      Ja też mam wiele obaw w związku z wakacjami- my wyjeżdżamy ostatniego dnia sierpnia... Też nie wiem jak to będzie. Lila może histerii aż takich nie robi, no ale... coraz częściej naśladuje starszą siostrę, a to oznacza katastrofę.
      Powiem Ci, że podejście Elizy tam na Wałach to olałam, pilnowałam tylko, żeby się nie zgubiła. Do jedzenia zaproponowałam coś zdrowego, ale jak wiadomo- Jej chodziło o frytki, hot-dogi... A skoro się nudziła, to na własne życzenie, w końcu sama chciała z nami jechać. Natomiast krew mnie zalewa, kiedy Ona olewa to co mówię. Równie dobrze, mogłabym Jej zupełnie nie mówić nic- na to samo by wyszło.
      Lila przebadana, ma trochę inne inhalacje niż Eliza, i będzie ok.

      Usuń
  16. O rety....zdrówka.oliwka też chora:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, nasz lekarz mówił, że ma tyle wyjazdów do chorych, że nic nie ustępują te infekcje...
      Zdrowiejcie :*

      Usuń
  17. Zawsze coś się dzieje :) Eliza ma humory i widocznie trzeba jakoś przez to przejść. Nic się nie poradzi. Szkoda, że napsuje Ci tyle nerwów, bo wydaje się, że jest mądrą i dużą dziewczynką, a zachowuje się jak by była w wieku Lilki :D
    Pies najwidoczniej zbuntował się, że zostaje z babcią - pokazał, że jest samodzielnym psem! :D
    A może chciał zabrać się z Wami!! :)
    I koniecznie po takim weekendzie musisz zrobić coś dla siebie tak jak piszesz :) buziaki Kochana i zdrówka dla Lilu ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głupio to pisać o swoim dziecku, ale czasami to bardzo wątpię w tą Jej mądrość. Albo po prostu muszę się pogodzić z tym, że mam złośliwe dziecko... Tyle Jej tłumaczymy, że w dużej mierze to właśnie od Jej zachowania bardzo dużo zależy, a Ona chyba się cieszy, kiedy w domu kolejna awantura trwa w najlepsze.
      Misiek lepiej, żeby babcię polubił, bo to Ona będzie się nim zajmowała, kiedy nas nie będzie i niech nie szaleje z tą samodzielnością :)
      Ściskamy Was dziewczynki, co tam u Was nowego?

      Usuń
  18. O matko zawsze coś! Ja tez często mam takie dni.... Będzie dobrze kochana głowa do góry:) Dzieci zawsze dają rodzicom w kość. Ja puki co z jednym się zmagam i mam czasem dosyć... Ale spokojnie po każdej burzy wychodzi słońce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego słońca właśnie mi teraz trzeba- niczym znaku, że będzie dobrze... Buziaki!

      Usuń
  19. to się nazywa intensywny weekend.....ale piękne to Wasze miasto :) oby młoda wyzdrowiała, pies więcej się nie zapodziewał i w ogóle wszystko było lepiej :) po takich ciężkich chwilach tez na ogół nie chce mi się z rodzina wychodzić, ale tak jak piszesz, siedzieć z nimi w domu i czekać na kolejen akcje?? Nieeee, to juz lepiej wyjść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie- u nas zostawanie w takiej sytuacji w domu nigdy się nie sprawdzało!
      Pozdrawiamy

      Usuń
    2. Wyjście z domu zawsze dobrze działa na wszystkich :) człowiek głowę przewietrzy, dystansu nabierze :)

      Usuń
    3. Zdecydowanie, choć tak jak w niedzielę, kiedy usłyszałam, że Ona wcale nie chciała jechać, to miałam ochotę się wystrzelić w kosmos- serio!!! :)

      Usuń
  20. No to faktycznie miałaś "wesoło"! Współczuję!
    Eliza już duża i mogłaby czasem mamie pomóc, a nie utrudniać. Masakra! Aż się boję jak to będzie jak Jaś podrośnie. I skutecznie Eliza odsuwa myśl o dziewczynce na bok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety- to mnie właśnie u Elizy boli najbardziej, że do Niej nie dociera, że jest w takim wieku, że mogłaby mi już trochę pomóc, z korzyścią dla wszystkich. Wychowałam egoistkę i tyle :(
      A co do dziewczynek- z całą pewnością nie ma co do nich reguły, że każda to idealna córeczka mamuni...

      Usuń
  21. o boże.....nie zazdroszczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nieciekawie, ale zawsze może być gorzej... Buziaki!

      Usuń
  22. Eliza dłuugo była jedynaczką... pytanie czy nie za długo? Może tu jest pies pogrzebany? Może nie bez powodu, jak sama piszesz, jako dziecko była aniołkiem? Może to pojawienie się Lili tak bardzo zmieniło jej życie, choć może wynie zdajecie sobie z tego do końca sprawy, że przyniosło takie efekty? Pewnie sama wiesz najlepiej.
    Czasem po prostu dzieci mają trudne charaktery, wiem, nic to pocieszającego...
    Brytusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brytusiu, fakt, że przez ponad 6lat była sama jedna na pewno nie jest bez znaczenia. Tym bardziej, że kiedy urodziła się Lila, ja przepadłam bez reszty, bo to było zupełnie inne macierzyństwo niż z Elizą... Tyle, że parę takich dobitnych akcji, po których już wtedy zapalało mi się małe czerwone światełko z tyłu głowy, było już przed ciążą i w trakcie niej...
      Nie wiem, czy Eliza ma już trudny charakter- na pewno nie ma łatwego... Z drugiej strony- nie chciałabym Jej zmieniać o 180stopni, bo każdy z nas jest inny, jest "jakiś"... Ona jest taka... Tyle, że niestety- utrudnia nam to momentami takie zwykłe normalne funkcjonowanie. Poza tym- nie chciałabym wypuścić z domu zadufanej w sobie egoistki...
      Pozdrawiam

      Usuń
  23. Atrakcji mieliście dość, jak na jeden weekend.
    Mam nadzieję, że kolejny przyniesie same pozytywy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, oby, bo już w w następny weekend Eliza wyjeżdża na obóz i nie będzie Jej prawie 2tygodnie.
      Buziaki!

      Usuń
  24. No to ładnie. Wez dziewczyny przetrzymaj w domu, najlepiej obie bo nie daj tfutfu... Znowu cos przypaleta sie.
    Psiurek no to numerek zrobil. Dobrze ze się znalazł. Pies zawsze wraca tam gdzie ostatnio widział swojego właściciela albo w miejsce gdzie często bywa. Wiec by wrócił. Zwłaszcza jak dobre zarwlko dostaje 😃
    Roznics wieku nie ma znaczenia. Poprostu Eliza zazdrosna i chce pokazac kto rządzi. Czy sie bawi w rodzica? Raczej nie.
    Buziaki
    Ewa Denys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, no tak się nie da :) Musielibyśmy w ogóle nie wychodzić z domu. Trudno- raz się coś złapie, innym razem nie :) Oby częściej nie :)
      Co do psa to on jest z nami tak krótko, że trochę się obawiałam czy na pewno wróci.
      Tak, Eliza uważa się tu za trzeciego rodzica- tak to moim zdaniem wygląda. I zupełnie nie pojmuje, że to nie Ona ustala tu zasady i reguły...
      Buziaki
      Ps. Co u Was?

      Usuń
    2. Napisałam Ci maila. ;)

      Usuń
  25. Trafiłam tu pierwszy raz wiec poprzednich wpisów jeszcze nie znam ale... pocieszylas mnie, ze nie tylko u mnie tak jest... Mam podobnie, jedna 2 lata, druga 10. Bywa cieżko. W szkole zachowanie wzorowe i czerwony pasek, w domu pyskówki i jazdy na maxa... Czasem dzień w dzień... Ileż razy to ja ( oczami wyobraźni jedynie) przykuwalam ja do kaloryfera i tłukłam na kwaśne jabłko? A w realu jedynie wieczory mogłam przepłakać i wyjsć z pokoju by nie stracić panowania nad sobą. Wg mnie to głownie charakter jest oraz sytuacja bycia starsza siostra. Moja nie raz już mi powiedziała, ze młodsza to ma lepiej bo ( tu wstaw dowolna sytuacje). Te awantury to chęć zwrócenia na siebie uwagi, nawet tej negatywnej, ale zawsze uwagi. I jeśli one widza, ze nas to wkurza, to idą tym torem bo działa, a właśnie o zrobienie nam na złość chodzi... Jak to ktoś powiedział? Małe dzieci, mały kłopot...?
    Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas w szkole, aż tak dobrze nie jest :) Tzn- tragicznie też nie, ale na pewno nie jest tak, że tam jest aniołem, a w domu sobie odbija... Przykro to pisać o własnym dziecku, ale Eliza zdecydowanie ma zadatki na tzw. ciężko charakter... I to nam pewnie nie ułatwia domowego współżycia.

      My oczywiście też się nasłuchaliśmy, że bardziej kochamy Lilkę, że Lila ma lepiej, że wolimy Lilkę... I dlatego z jednej strony obawiam się pójścia do psychologa- bo jasne, że życie Elizy zmieniło się odkąd nie jest już jedynaczką, ale w moim odczuciu sprowadzenie wszystkiego do tego, że długo była sama, a teraz ma siostrę więc wszystkim musi się dzielić, jest jednak dużym spłyceniem naszego problemu. Bo co jest wpływem posiadania młodszego rodzeństwa, to jest, ale... nie wszystkie problemy z tego u nas wynikają. Jak tak sięgnę pamięcią, to właśnie już na chwilę przed ciążę zaczęły się powoli Elizy wyskoki i pokazywanie na co Ją stać.
      A z tym, że kiedy Eliza widzi, że coś mnie wkurza i wtedy robi to tym częściej i tym bardziej, to święta racja. I nie powiem- no przykro mi po prostu. Ona ma 9lat- i jeśli chodzi o swoje uczucia to jest bardzo na ich punkcie wrażliwa, szkoda, że nie pomyśli, że inni też je mają, mimo, że za każdym razem Jej o tym przypominamy...
      Pozdrawiam serdecznie i siły, cierpliwości, zdrowia :)

      Usuń
  26. Mimo, że u mnie jest syn i córka - widze podobieństwa. U nas to nawet 7 lar różnicy. Zachowanie Syna już przed ciążą było czasem nieogarnięte.
    Nie chce się biczować, ale przyznaje iż moje macierzyństwo było inne.
    Do Hani mam więcej cierpliwości i co najważniejsze - rodzina jest pełna.
    Natomiast złapałam się na jednym. Choć to nie reguła, ale gdy kłócę się z małżem, ale nie okazuje mu szacunku, mam wciąż pretensje - Michał w jakiś cudowny sposób przejmuje moje zachowania - jest opryskliwy do Nas, arogancji, nieusłuchany - kiedyś nawet pytał czy się rozstaniemy z tatą - to mi dało do myślenia, że nasze kłótnie, które wprawdzie gasną szybko, powodują w nim jakiś niepokój i lęk - a poprzez zachowanie, szczególnie to niegrzeczne - odreagowuje na Nas, w szkole...przed nami dużo pracy aby dać mu poczucie bezpieczeństwa...bo Hania dostał je chyba w pakiecie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Z autopsji - łatwiej Wam nie będzie. Ale w komentarzu nie będę pisać dlaczego. Siły życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  28. Myślę, że to chyba taki wiek, niestety. Mnie się Ł też bardzo trudna ostatnio robi... I chyba lepiej nie będzie póki co ;)
    Dobrze, że Misiek na miejscu, przynajmniej 1 problem z głowy.
    Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  29. Martuś, nie wyrzucaj sobie, jedyne co mogłaś zrobić "źle" to zbyt łaskawie kochać. Obawiam się, że ja też byłam taka, jak Elizka i powiem Ci, że najbardziej przerąbane ma w tym wszystkim ona. Ty się wściekniesz, rykniesz, zamkniesz w pokoju, dasz karę, a ona sama przed sobą nie ucieknie, a humor nieustannie psuje wszystkim, przecież również sobie! Albo wyrośnie, albo ma taki charakter i po ptokach. Pogadaj z nią na spokojnie, to bystra dziewczyna, może sobie to przemyśli i chociaż na jakiś czas w domu zapanuje spokój ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Stawianie granic - to podstawa. Trzeba stanowczo stawiać granice. To Wy rządzicie w domu i koniec. Konsekwencje. Tak się zachowałaś, to ponosisz takie konsekwencje (mniejsze kieszonkowe, brak komputera itd) Nie wiem, czy to trochę nie zahacza o "kary", ale ja nazywam to konsekwencjami. Tak jest w życiu: nie przyjdziesz do pracy - wyleją cię, napyskujesz przyjacielowi - ma prawo zakończyć relację itp. To problem nie tylko Wasz, ale i Elizy, bo ludzie z takimi charakterami nie są zwykle szczęśliwi. Rozmawiajcie z mężem o tym, ustalcie strategię. I walczcie. Nie można tego tak zostawić. No i ona wchodzi w ten wiek, że takie zachowania mogą być coraz częstsze (może nie chcieć faktycznie z Wami wychodzić, bo się naprawdę nudzi).
    Świetne jest to, że Ty tak bardzo dużo widzisz, angażujesz się, szukasz przyczyny, choć przeciez sporo to Ciebie kosztuje. Ale to bardzo, bardzo cenne. Myślę, że sporo ludzi ma podejscie zupełnie inne. No i nigdzie nie jest idealnie... ja czasmai też wysiadam....Tak to już jest... Teraz dajmy z siebie wszystko, one kiedyś dorosną:) Nie poddawaj się.
    M. 3

    OdpowiedzUsuń
  31. Martus, nadrabiam u Ciebie zaległości :) uff jak dobrze, że Misiek się znalazł! Wiem dobrze co czuliscie,bo jako posiadaczka psa od 2 roku życia wiem doskonale jak to smakuje. W ciągu tych lat goniłam i za jamniczkiem i za dobermanem i tak jak w pierwszym przypadku martwilismy się tylko o psa, tak przy dobermanie trzeba było się jeszcze martwić o tych wszystkich, których spotkał po drodze :) i wcale nie, że ugryzie, bo to tylko strasznie wyglądajaca przylepa była, ale reakcji ludzi się baliśmy :) Poza tym muszę Ci pogratulować imponującej akcji ratowniczej - powiem Ci, że teraz widzę, że my krążąc po okolicy autem w poszukiwaniu zguby mocno bierni byliśmy :D Misiek niech doceni!

    A co do Elizy... Nie będę się wymadrzac, bo wiesz przecież, że w tym zakresie to my jeszcze mocno do tyłu jesteśmy, ale to co moja poprzedniczka napisała brzmi calkiem rozsądnie i chyba na Twoim miejscu właśnie od tego bym zaczęła. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  32. Faktycznie - klimat jest!

    Jak zobaczyłam zdjęcie naburmuszonej Elizy, to się zaśmiałam :) serio, mam z podobnego okresu identycznie naburmuszone miny na zdjęciach z rodziacami, którzy gdzieś obok z młodsza siostrą na rękach pozują do ładnego rodzinnego zdjęcia ;) I jedno z nich jest na statku ;) Taki to wiek kochana, przerabiałam to już Z Zuzią i powiem Ci lekko nie będzie. Można się dwoić i troić a i tak sielanki nie będzie. Tam powyżej dobrze ktoś o tych konsekwencjach napisał, nie ma zmiłuj, dziś mi za takie wychowanie moja Zuza dziękuje, choć kiedyś do śmiechu jej z tym nie było, a ja włosy z głowy rwałam :)
    Ech, dzieci :) nasze słodkie ukochane ;)

    jak nam tak pies znikał, tez na początku tak lataliśmy, szukaliśmy, z czasem daliśmy spokój... za każdym razem wraca sam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!