Mama2c

Mama2c

wtorek, 14 lipca 2015

Letnie dogadzanie...

...naszym podniebieniom trwa w najlepsze!

Doszły mnie słuchy, że niczego nie lubicie tak bardzo, jak moich postów kulinarnych, wrzucanych późnym wieczorem, ewentualnie przeglądanych wczesnych rankiem- więc proszę- oto kolejny :)

Jak w tytule- dogadzamy sobie na całego :) I chociaż wiem, że letni czas, to najlepszy okres, żeby pomyśleć o zrzuceniu paru kilo, to za nic w świecie nie jestem w stanie zmusić się teraz do jakichkolwiek wyrzeczeń. Serio, zdecydowanie wolę pomyśleć o tym na jesieni, choć w moim przypadku, czas kiedy kuszą mnie sezonowe dobra trwa chyba cały rok :) Na jesieni będę pewnie zajadała się dynią na 1001 sposobów, i choć sama w sobie pomarańczowa bania jest wyjątkowo niskokaloryczna, to przecież ja już wiem, jak wspaniale łączy się z wędzonym boczkiem, albo śmietaną kremówką. No nic- nie będę sobie przecież psuła humoru wyrzutami sumienia, że kolejne spodnie jakoś tak dziwnie ciasno wchodzą.

Właściwie to tytułu dzisiejszego postu, równie dobrze mógłby brzmieć: "Recz o porzeczkach", "Porzeczkowo nam", "Co dziś zrobiłam z porzeczek" :) Bo widzicie, z działką tak to już jest, że oprócz wszystkich jej plusów, w którymś momencie pojawia się myśl: "Ja pitolę, czego jeszcze nie robiłam z porzeczek?!" Nie, żeby nasze jakoś tak fantastycznie obrodziły- no ale- trochę ich było. W dodatku, odkryłam w jednym z marketów, że mają na stanie tak dawno przeze mnie nie widzianą- porzeczkę białą. Przed skakaniem z radości powstrzymał mnie tylko wzrok Marcina. I fakt, że w ręce trzymałam pełen koszyk :) Taaaak, ograniczenia nie są tylko w naszych głowach :)

W każdym razie, dziś po porzeczkach na działce nie ma już prawie śladu. No może, może jeszcze jeden kompocik ugotuje, i będzie koniec tego letniego rozdziału. Lila, korzystając z nieobecności starszej siostry, wzięła krzaczki szturmem. A ja, matka kwoka, stałam i zachwycałam się tym widokiem- umorusanej od porzeczek szczęśliwej buźki. A w głowie tylko jedna myśl: "Vanish? Vizir? Ariel? Co spierze te wszystkie plamy?" Mimo to, gdybym potrafiła malować, to tego lata narodziłaby się realna konkurencja Mony Lisy. Z tym, że co do mojej interpretacji, nie byłoby wątpliwości, czy panna na obrazie uśmiecha się, czy nie. No same spójrzcie!


Poniżej- wyjątkowo jagody :) Mąż upolował :) Po 12latach wie co lubię... Przepis- TUTAJ.



A tu już klasyka- czerwona porzeczka plus jogurt, no i trochę cukru. Prosto i pysznie.



 Letnia sałatka- była już na blogu, świetnie sprawdziła się podczas upałów.


A teraz uwaga, uwaga! Moje pierwsze, prawie samodzielne ciasto drożdżowe! Pamiętacie moje obawy i wyznania, że ja jeszcze nigdy, że nie potrafię, że nie moja bajka? A jednak- udało się, i nieskromnie powiem- pyszne było. Tym bardziej, że z naszą działkową czerwoną porzeczką. Oryginalny przepis- TU.




A kiedy niosłam to moje pierwsze drożdżowe ciacho w niedzielny poranek na działkę, to duma rozpierała mnie taka, że musiałam sprawdzać, czy nadal stąpam po ziemi, czy już unoszę się ze trzy metry nad ziemią :)

W międzyczasie oberwałam część czarnej porzeczki (nie ma tego szczęścia co czerwona, i nie do końca wygrzewa się całe dnie na słońcu, a co za tym idzie- później dojrzewa) i poczyniłam koktajl- przepis ten sam, co przy koktajlu z czerwonej.





I oto ona- biała wersja pysznych kuleczek :)



Moje ulubione ciasto ucierane- piekłam je już ze wszystkimi owocami, nie mogłam więc nie upiec z własną czarną porzeczką :) Przepis już Wam linkowałam, ale gdybyście miały ochotę spojrzeć jeszcze raz- zajrzyjcie TU.


No i to by było na tyle. Póki co- uciekam z psem. Rozumiecie- ach, ci pupile naszych dzieci :p
Wrócę tu jeszcze- Wasze komentarze czekają :)

15 komentarzy:

  1. O matko!! Co za cudnie i pysznie wyglądający placek, a ja właśnie z treningu kijkowego wróciłam......oj źle, że nie odczekałam do jutra choćby z zajrzeniem do Twojego posta ;))))

    OdpowiedzUsuń
  2. No i po raz kolejny zadaję sobie pytanie dlaczego ja wchodzę na Twój blog po godz. 21!?!? Bo jestem masochistką :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i po co tu zaglądałam? - pytam. Po co? Aż mi się w głowie kręci z głodu (przecież od wczoraj nie jem kolacji :) a tu takie smakołyki. Cóż... Pozostaje cieszyć oczy.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Mniam mniam mniam. Porzeczki pamietam z dzialki babci. Chyba najbardziej smakowaly mi czerwone...a ciacha slinka sama leci!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak patrzę , czytam , patrzę i nie wiem co bym schrupała najpierw ! Czy ciasto drożdżowe , ucierane czy Lilkę . Bo Lila wygląda obłędnie !
    I juz wiem , że schrupalabym wszystko na raz . I popila pysznym koktajlem .

    A wiesz , że ja nawet nie wiedziałam , że istnieją białe porzeczki !
    Koniecznie muszę spróbować

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaraziłaś mnie tymi ciastami ja upichciłam z borówkami wiśniami pycha, a jak patrze na moje umorusane dziecko to mnie myślę że to spiorę tyko kupię nowe bo sprać to już nie ma z czego.Widziałam białą porzeczkę nawet nie pomyślałam żeby spróbować hm ja mam czerwoną i czarną ale żeby z tego koktajl zrobić? I zgodzę się z wyżej komentującymi ten blog jest niebezpieczny dla figury. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  7. Matko same pyszności od czego tu zacząć? Lecę po jagody na targ :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wczoraj mieliśmy podobny koktajl... Tylko do czerwonej porzeczki i jogurtu nalałam trochę mleka i dałam trochę lodów. Taki shake. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Skuszę się na to ucierane ciasto. Obowiązkowo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie podoba mi się wcale ten post..

    Ochotę mi narobilaś..a tu ciasta brak. Prosimy o wysyłkę..listempoleconym

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. O rany jakie pyszności, te koktajle - rewelacja !!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. eee...Pierwszy raz w życiu widzę białą porzeczkę!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tam już nawet nie chcę na to patrzeć. A wiesz, jak ja lubię słodkie!
    Tylko, że mi obrzydły już owoce. Też sobie nasadziłam i teraz zamiast się delektować latem to zasuwam i przygotowuję konfitury i kompoty!

    OdpowiedzUsuń
  14. hahah własnie, pupile naszych dzieci ;)

    Ja to sobie myśle, ze jak bym była Twoją sąsiadką, to bym w kółko na kawie u Ciebie siedziała kusząc się na te wspaniałości ;) Oba ciasta i drożdżowe (też jeszcze nigdy nie odważyłam się upiec, bo wydaje mi się to czarną magią) i to ucierane wygladają przepysznie, choć tak jak za truskawkami to i za pożeczkami nie przepadam, ale i tak mnie skręca jak to oglądam :) I Lilcia jaka rozanielona :)
    Miłego dnia!!

    OdpowiedzUsuń
  15. No popatrz, a ja widząc porzeczki w sklepie w pierwszej chwili wyciągnęłam rękę, a potem pomyślałam "co zrobić z takim kwasidłem???" i grzecznie poszłam dalej. Porzeczki & agrest to takie moje wspomnienie dzieciństwa, z tym, że zjadane prosto z krzaczka. Kto wtedy myślał o bakteriach????

    A na dynię to ja też się cieszę, bo wreszcie będę miała do niej dostęp i już planuję odświeżenie Twoich zeszłorocznych postów, choć pewnie poraczysz nas pewnie porcją nowych pomysłów.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!