Mama2c

Mama2c

czwartek, 20 sierpnia 2015

Dialogi rodzinne cz.3

Zbieram się do tego posta komunijnego, zbieram... I zebrać się w sobie nie mogę. W sumie- sama siebie rozgrzeszam, bo szczególnie miłe wspomnienia to niestety nie będą. A kto by tam chciał narzekać w wakacje :) Na pewno nie ja :p

Agatka ostatnio proponowała, żeby pośmiać się razem, także dziś może ja Wam zafunduję dawkę dobrego humoru. A przynajmniej- postaram się!

Niestety, pewnie od ostatnich "Dialogów..." umknęło mi kilka perełek, i nie, nie- to nie z systematycznością mam problem, ale z tym przeklętym brakiem czasu :(

Te, które przeczytacie zaraz spisywałam chyba ze trzy miesiące, i to widać jak na dłoni- komunia, szpital Elizy, teraz Jej pobyt górach...

No to zaczynamy...

Małpa w kąpieli

Jakiś czas temu...
Dziewczyny siedzą razem w wannie- nie ukrywam, że Ich wspólna kąpiel to dla mnie znaczna oszczędność czasu i zwyczajnie- wygoda. Niestety- moje panny mają diametralnie różne preferencje co do temperatury wody. Lilce wystarczy letnia- dosłownie! Eliza, jak Jej mamusia, najchętniej kąpałaby się w ukropie.

Tak jak wspominałam- One się moczą, ja podziwiam w łazienkowym lustrze, ile to zmarszczek jest w stanie człowiekowi przybyć w tak krótkim czasie, kiedy nagle słyszę wrzask Lilki:
-Mama boję się!
-Co się stało Lilciu?!
-Mama, Eliza dociepliła wodę! Wyciąg mnie!

Rarytas/Zakazany owoc

Chipsy... Przyznać się- kto kupuje dzieciom? Kto pozwala, a kto bezwzględnie zakazuje?
Eliza chipsy uwielbia, i tu się w mamę nie wdała, bo dla mnie mogą nie istnieć. Marcin lubi, ale to nie On dał Jej posmakować tego- bądź co bądź- żywieniowego syfu. W każdym razie- rzadko bo rzadko, ale od wielkiego dzwonu pozwalamy Elizie kupić sobie małą paczkę chipsów.

Jakiś czas temu Eliza była na urodzinach u koleżanki, po których z pełną powagą oświadczyła:
-Wiesz mamo... Czuję się nieusatysfakcjonowana po tych urodzinach.
Ekhm... Jaka się czujesz Elizko?! 
No ale żeby nie zaniżać poziomu rozmowy, równie poważnie pytam:
-Taaaak? A dlaczego tak się czujesz?
-No bo wiesz- na każdych urodzinach zawsze było tyyyle chipsów a dzisiaj nie było w ogóle.
Zonk.

Cała prawda o hipisach

Rozmawiam z Elizą o tym, dlaczego wieczorem może wychodzić z domu tylko z nami. Pojętne dziecko, więc łapie w mig, ale żeby się upewnić, że zrozumiała, mówi do mnie:
-Aha... To lepiej, żebym sama nie wychodziła, bo będzie szedł jakiś menel albo hipis?
-Kto?!?!
-No wiem, że tak się nie powinno mówić, ale wiesz, no to taki facet co śmierdzi alkoholem i grzebie w śmietnikach...
-Nie, nie- nie o menela mi chodziło. Hipis?! Skąd ty wzięłaś tego hipisa? Wiesz w ogóle kto to jest hipis?
-Nooo... No nie wiem.
I tu zaczynam tłumaczyć, mgliście bo mgliście, ale się staram... Na co Eliza mówi:
-Dobra zaraz sobie tego hipisa znajdę w necie.

Babci już dziękujemy

Babcia rozmawia z Elizą o swojej mamie, czyli o prababci dziewczynek. Lilka ożywia się na hasło: "prababcia Janina", a że Ona jest wyjątkowo dociekliwa na punkcie: "kto, z kim i dlaczego" musi od razu wiedzieć, kto to jest ta prababcia Janina... Niestety, prababci nie ma już z nami od dawna, w związku z czym moja mama rzuca takimi hasłami jak "bozia", "niebo", "aniołowie"... No i właśnie- Lilka szybko zapomina o prababci, i koniecznie chce wiedzieć wszystko o aniołach... Babcia zaczyna wywód- ewidentnie widać, że próbuje dopasować opowieść do możliwości poznawczych Lilki, co z kolei irytuje Elizę, która jak na świeżo upieczone dziecko komunijne przystało, przejmuje pałeczkę i zaczyna:
-No Lila, aniołowie to są duchy czyste, mające rozum i wolną wolę (cwaniara pamięta jeszcze tekst wykuty z kartki :p)... No wiesz Lilka- oni kumają tak jak my.
I wszystko jasne. 

Naprawdę!

Z dużego pokoju dobiega jakiś olbrzymi rumor, Pytam więc:
-Lila, co się stało?
-Ja nie skakłam mamo. Naprawdę.
Aha, na pewno :)

To się nazywa dyplomacja!

Mamy taką sąsiadkę, która zawsze widząc Lilę, daje Jej cukierki- takie a'la tic-taci. Jako, żem matka niedobra, zawsze jakoś te cukierki przechwytuję i chowam. Całkiem sporo się ich uzbierało. Ze względu na szpital Elizy, przed drzemką Lilki musiałam jeszcze wyprowadzić psa. A Małej opornie szła zupa- to znaczy jadła, ale najchętniej chodziłaby po całym mieszkaniu. Wpadłam na pomysł, że dam Jej te cukierki- niech się nimi pobawi i usiądzie w końcu na tym małym, kochanym tyłku :) Pomysł- super. Mała układała z nich wierzę, a ja łycha, za łychą- do buźki :) No tak, tak- wiem- źle, źle, źle- tak się dzieci karmić nie powinno, ale są sytuacje wyjątkowe. Ta właśnie taka była.
Nagle słyszę:
-A tych nie dam Elizie!!!
-Lilciu, dlaczego tak mówisz? Elizka jest w szpitalu, tęskni za nami, ty też za nią płakałaś... A teraz nie chcesz jej dać cukierków? Przecież masz ich tak dużo...
-Nie dam jej bo... bo są niezdrowe. Tylko Lila może takie niezdrowe.
No :)

Dyplomatka numer 2

Dzwonię do Elizy do szpitala, rozmawiamy, mówi, że właśnie je obiad.
- I co? Dobry? Ok, to było pytanie retoryczne... 
- No wiesz mamo... Cudów nie ma. 

Znawczyni 

Lila któryś raz z kolei domaga się piersi w ciągu dnia- wiem, że nie jest głodna, poza tym- mam już dość, więc odprawiam Ją z kwitkiem. Eliza kręci głową z dezaprobatą i mówi: "To karmienie cyckiem jest upierdliwe".

Laktacyjna terrorystka

Niby karmienie piersią jest upierdliwe, ale... Kiedy Eliza dowiedziała się, że moja kuzynka nie karmi już swojej 11miesięcznej córki, krzyknęła (tak, dosłownie- krzyknęła): "Jak to ciocia nie karmi już Basi?!?! Przecież ona jest jeszcze taka mała!"
Fiu, fiu... chyba rośnie mi w domu druga Hafija :)
Nie, nie- nic do kobiety nie mam.

Wszystko albo... nic

Luźna rozmowa taty z Lilą:
L: Ja lubię przejazdy kolejowe! (Często przez nie przejeżdżamy)
T: Tak? A co jest w nich takiego fajnego?
L: Nic!

Zwykła? Niezwykła? Po prostu... matka

Nakrzyczałam na Lilę, powiedziałam (albo i wykrzyczałam), że jestem na Nią zła i nie chcę z Nią na razie rozmawiać. Mała próbuje mnie zagadywać na wszelkie sposoby:
L: A jak ty się nazywasz?
M: Cisza
L: No jak się nazywasz?
M: Cisza
L: Zwykła matka się nazywasz!

Oburzona

Misiek w mig pojął do czego służą łóżka, także nie pytajcie mnie, gdzie śpi pies :) Nawet Marcin to jakoś przełknął. Niestety- Lila nie. Za każdym razem, kiedy Mała nakryje Miśka na łóżku jest to samo:

L: Mama zobacz gdzie on wlezł!
M: Wszedł.
L: Wlezł na łóżko! Niedobry pies.

Liczba mnoga

Na przeciwko nas działkę mają rodzice z bliźniakami: Alanem i Dorianem. Nie wiem czy Lilka Ich rozpoznaje (ja, Marcin i Eliza nie), ale operuje dwoma imionami. Jakie było moje zdziwienie, kiedy któregoś dnia widząc kolegów, powiedziała: "O, Doriany idą" :)

Tak sobie wykombinowała

Niestety, Lilce gorączka nie mijała, a że zaliczyliśmy przecież z Elizą szpital, umówiłam się na wizytę z naszym panem doktorem. Mogłam wziąć Lilę przez zaskoczenie, ale nigdy tej metody nie stosowałam, także niedługo po tym, jak do Niego napisałam, poinformowałam Lilę o tym, co nas czeka. "Szczęściu" nie było końca... Jak już przestała ryczeć, zaczęła kombinować... To, co rozśmieszyło mnie najbardziej (bo próbowała też udawać, że idzie spać, i że już nie kaszle :p), to Jej tekst. Stoi przy oknie i mówi: "Pan doktor nie może tu przyjechać. Auty stoją, miejsca już nie ma..."

Matka brudaska

Wołam Lilę do wieczornego mycia zębów, a Ta mówi do taty:
L: Nie ide do mamy, bo jestem na nią zła.
T: Dlaczego jesteś zła na mamę.
L: Bo to jest wstrętna bałaganiara.
No. I wszystko jasne.

Niejasne drzewo genealogiczne

L: Misiek to jest nas pies?
M: Tak, nasz kochany piesek.
L: A ja jestem jego kochaną córcią!

Zdania są podzielone...

Eliza krzyczy do mnie ze swojego pokoju:
E: Ale ten Bututa jest głupi, wołam go, a ten nic.
Na co oburzona Lila mówi:
L: Oni nie są głupi, Elizko! Oni rozumią. Tak, rozumują i teraz są smutni.

Dzieci i Ich (absurdalne) żądania

Lila od jakiś dwóch miesięcy dość wyraźnie interesuje się różnicami w budowie anatomicznej kobiet i mężczyzn. Jako, że brata nie ma- za modela podglądowego najlepiej, żeby robił tata. I tak, pierwszy dzień urlopu, tata w toalecie, a Mała szarpie za klamkę, krzycząc: "Tata, pokaz mi siusiak. Chce teraz zobaczyć twój siusiak". I tak przez cały czas, dopóki tata nie wyszedł. Przypominało to skandowanie przed koncertem :)
 A i tak nie pokazał...

Od przybytku głowa nie boli/Kombinuje jak może

Pisałam ostatni w którymś poście, że Lila ma fioła na punkcie takich czekoladowych draży dodawanych do jogurtów. No wiem, wiem- niezdrowe to jak cholera, cukry proste, próchnica, w przyszłości otyłość i tak dalej. Wszystko racja, tylko... Zawsze starałam się być wobec dzieci szczera, no i cóż- tajemnicą nie jest, że mama Marta lubi wszystko, co słodkie. Moje dzieci częściej widzą mnie z ciastkiem w ręce, niż z brokułem. Chociaż- brokuły też lubię. Bardzo. I co ja mam Im powiedzieć, kiedy proszą o czekoladę, cukierki, lizaka? Idź zjedz łyżeczkę stewii? Napij się syropu klonowego? Same rozumiecie...

W każdym razie- pisałam też, że Lila zjada swój przydział od razu, Eliza- niekoniecznie. Absolutnie nie jest mi to na rękę, bo jeśli chodzi akurat o te jogurty to stosuję zasadę "po równo", i kiedy Lila zapomniała, że to w ogóle jadła, wtedy Eliza wyciąga z lodówki swój jogurt... Domyślacie się, co się w takim momencie dzieje??? I tak, oczywiście, niestrudzenie, niezmiennie tłumaczę, że miała swój, że już zjadła, bla, bla, bla, że nie można jeść tyle słodyczy, że frank znowu skoczył w górę i te Jej jogurty puszczą nas w końcu z torbami i takie tam inne. Podziałało, bo Mała wzięła się na sposób- mi już nie jęczy. Dobre i to. Teraz uderza prosto do Elizy... "Daj mi Elizko", "Podziel się Elizko", "No prosę cię Elizko". Widziałyście? "Elizko"- takie to cwane!

No a teraz do brzegu- ostatnia taka akcja, Lila jęczy, Lila błaga, Eliza kapituluje i mówi: "Dobra, dam ci trzy cukierki i idź stąd wreszcie". Na co Lila uradowana krzyczy: "Mamuś słysałaś! Eliza da mi siedem cukierków! Siedem mi da, naprawdę!"...

To jednak nie koniec, bo okazuje się, że jeśli chodzi o cukier pod każdą jedną postacią, Lila nie zna umiaru. Ostatnio jest na etapie, kiedy we wszystkim chce nam pomagać. Ze szczególnym uwielbieniem mieszania. Robimy kilka dni temu budyń, Lila zwarta i gotowa. Czytam Jej przepis: "... i dodamy dwie łyżki cukru". Na to Lila: "Daj tsy, na pewno tsy" :)

Zdjąć, nie zdjąć...

Babcia oznajmiła mi dziś, że jutro czeka Ich spływ przełomem Dunajca. Lilce nic by to nie powiedziało, także opowiadam Jej bardziej zrozumiale: "... a wiesz, że jutro Elizka będzie płynąć po takiej rzece w górach". Na co Lila, zupełnie serio: "A zdejmie majtki?"
I tym sposobem ja i mąż zaczęliśmy się śmiać- może jeszcze nie do siebie, ale w jednym czasie :) 

Jeśli ktoś miałby ochotę skomentować, że... okna brudne, to... zapraszam- można umyć ;)






29 komentarzy:

  1. Czytam po trzy razy każdy tekst i się śmieje do laptopa ! Dziewczyny miażdżą . I ja stanowczo proszę o więcej takich wpisów ! Dawka humoru przednia !

    A okna brudne ? No co Ty - jakie brudne .

    Moje Gałgany też wlezują na łóżka !

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedobre psy!

    Anetko, musiałabym Je nagrywać non stop, żeby wszystko tu umieścić... Czasami tak mi żal, bo zapomnę coś, co było kapitalne.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  3. Lila to mała Rozenek, no ona Was tam wszystkich po kątach poustawia, a matce bałaganiarze umyć okna karze, psa wygoni z łózka i będzie porządek jak ta lala!!!. Zobaczysz, wspomnisz moje słowa :-) :-). Z chęcią bym wróciła do czasów, kiedy moje dziewczyny były takie małe, ciesz się chwilą. Jak zwykle jestem nimi oczarowana, są cudne!!! Renata

    OdpowiedzUsuń
  4. Calineczka też się boi :docieplanej:" wody w wannie i mówi dokładnie tak samo! ;):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Marta! Dziewczyny masz świetne! Też będę pisać takie słówka Amelki jak podrośnie. Warto!
    Jest 4 nad ranem! :D idę spać! ;**

    OdpowiedzUsuń
  6. Teksty boskie! Pośmiałam sie :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Z Dziewczynkami nie można się nudzić :) To by górale mieli radochę, gdyby Eliza wcieliła w życie pomysły młodszej siostry.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  9. Siedzę i się śmieję do laptopa a Mimisiek pyta co chwile: cio tam? Cio?
    Rozładowałaś mi na chwile stresa tym naszym poniedziałkowym przedszkolem bo nie wiem czemu durna, ale tak się denerwuje, że od wczoraj boli mnie brzuch... jak tak dalej pójdzie to do poniedziałku się wrzodów nabawię. Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  10. Teksty Twoich dziewczyn to najlepsza terapia na świecie. Ich teksty poprawiają humor rach ciach. W kąpieli, oburzona i zwykła matka są ---- no brzuch boli ze śmiechu;}}}

    OdpowiedzUsuń
  11. Hehehe, chichotalam caly czas! :D

    Moje Potworki, o zgrozo nawet Bi, mowia, ze "skoknely". ;)

    Usmialam sie z Dorianow! Przypomnialo mi sie dziecinstwo. Moi rodzice mieli znajomych, ktorych dzieciaki zawsze kiedy jechali do nas, mowily, ze jada do "Agatek". ;)

    Taaak... Ja tez (nie)czekam, az mi kiedys dziecko powie: "Spoko matka, nie produkuj sie, zapytam wujka Googla...". :D

    Boszzzz... Terror laktacyjny we wlasnym domu, kryj sie kto moze! :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. No właśnie, jak są dzieci- to prędzej, czy później trzeba się dzięki nim pogodzić:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Twoje dziewczyn nie dość, że są śliczne to jeszcze takie rezolutne. Uśmiałam się, a niektóre historie sobie spiszę. Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  14. Laktacyjna terrorystka,leze i kwiczę:-):-):-) dzieci to potrafia podsumowac:-) ja jak mialam 6 lat bylam z tata odwiedzic mame w szpitalu,i obok na lozku lezala inna pacjentka, a ja zapytalam tate na calyglos" tato,a dlaczego ta pani ma wąsy?"

    Lilka cudownie mówi:-) a z tym siusiakiem tochyba norma takie zainteresowanie,mlody ciagle jak siusia to komentuje,ze to siusiak i mowi,ze ma malego,a tata ma duzego:-/ ale chlopcy tak maja,kolezanka ma 2 synow w wieku 4 i 8 lat i kapie ich razem, to porownuja i sie spierają,ktory ma wiekszego... faceci..im zwiazanie z tą czescia ciala na cale zycie zostaje:-)

    OdpowiedzUsuń
  15. :D ale się usmiałam..aż M pyta się z czego się śmieje :) Super ze zapisujesz takie teksty.. jak dziewczynki będą starsze to na pewno będą ci wdzieczne ;)
    Ale ty jesteś pozytywna :) super, uwielbiam cie czytać :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Pszę mi natychmiast powiedzieć przed jakim to koncertem skandowałaś "pokaż siusiak!" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żartujesz, prawda? Aaaa, no tak, Tobie to nic nie powie... Bieber... Justin Bieber...

      Usuń
    2. To z tym siusiakiem najlepsze!

      Usuń
  17. Teksty Dziewczyn są nie do podrobienia! :D
    Dawno się tak nie uśmiałam :D :D
    Najlepszy lek na całe zło! :* :)

    Okna? Zapraszam do mnie, jeszcze chwila i świata przez nie nie zobaczę :P
    Buziaki! :***

    OdpowiedzUsuń
  18. :) wspaniala rozrywka- smiech to zdrowie- prosze czesciej!! :)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Cieszę się, że wrzucasz coraz więcej zdjęć. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. :D hi hi padłam i leże;) gdzie ty widzisz brudne okno no gdzie:P

    OdpowiedzUsuń
  21. Córka Miśka powaliła mnie, jest najlepsza w swych tekstach i rozumowaniu i jakie to już cwane - siedem, nie trzy hahaha :)

    Chipsów nasze Maluchy nie znają jeszcze i szybko nie dam poznać, przyznaję się bez bicia :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Texty boskie!
    Nasi dzialkowi sasiedzi mieli psa Pucka. Pucek zawsze prowadzil, tzn. pierwszy przybiegal na dzialke, kilka minut przed cala "swoja" rodzina. Jednoczesnie radio nadawao wtedy transmisje z wyscigu kolarskiego. Moje dzieci: Mamo, Pucek juz jest, to zaraz bedzie jego peleton!

    OdpowiedzUsuń
  23. Mamo, mozesz mi docieplic zupe w mikrofali?
    Chcialbym jeszcze zazimnic wode w wannie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!