Mama2c

Mama2c

sobota, 29 sierpnia 2015

Kto szuka ten (już) znajdzie...

Tak, tak... Pierwsze, nieśmiałe sygnały, że jesień jest już w drodze... Na razie idzie powoli, nie spieszy się, próbuje nas zmylić tą słoneczną aurą.

Jednak tych, którzy przez lata o tej porze roku wypatrywali jej z utęsknieniem, nie zmyli- inne powietrze, inne zapachy, inny owocowy asortyment w osiedlowym sklepiku, słońce, choć wciąż nam towarzyszy, już tak nie przypieka...

I tylko ja mam problem ze sobą... W tym roku, pierwszy raz od lat, nie czekam... Chciałabym to lato zatrzymać jak najdłużej. Tym razem nie napiszę: "Nie wiem co mi się stało". Wiem, wiem. Siebie nie oszukam. Jesień to zmiany. Ich się tak boję. To one mnie tak przerażają, że żołądek regularnie pochodzi do gardła.

Praca... Ale nie "powrót do pracy". Przecież nie mam gdzie wracać. I jak zawsze nieoceniony w takich chwilach Marcin, który z beztroską pyta: "Ale gdzie ty chciałabyś pracować". Wybucham śmiechem. Gdzie? Ach, zapomniałam, że mogę wybierać :)

Kiedy zostaję sama ze swoimi myślami, uświadamiam sobie, że w tym całym super planie o moim pozostaniu z dziećmi w domu, trochę zbagatelizowałam jeden malutki szkopuł- że nie zostaję w nim na zawsze. Oboje wiedzieliśmy, że kiedyś jednak do tej pracy pójdę. I to "kiedyś" właśnie się zbliża. A ja, choć decyzji nie żałuję, bo podjęłam ją w pełni świadomie, wiem, że "kiedyś" byłoby lepsze kilka lat temu. Wtedy dziś nie miałabym ściśniętego gardła i paraliżujących myśli pt. "Jak to będzie?"

Nie, nie dostałam pracy. Jeszcze nie. Na razie zaczyna do mnie docierać, że to mogą być moje ostatnie miesiące/tygodnie/dni w domu, z dziewczynkami... I choć wiem, że praca to w mojej sytuacji mus absolutny, to... no wiecie- boję się :) Tak zwyczajnie...








A póki co...
Póki co, gdzieś tam po cichu liczę, że zdążę się jeszcze nacieszyć kawą na działce...



... i że pojedziemy jeszcze wszyscy razem w nasze ulubione miejsca... Tak jak tu- do Kamienia na lody :)


 I, że z Miśkiem pospaceruję zaraz po zaprowadzeniu Lilki do przedszkola- och, jak my to obydwoje lubimy!


Z drugiej strony, niech tego czasu abym nacieszyła się przywilejami niepracującej mamy nie mam znowu aż tyle, bym zdążyła zacząć się martwić, że czas mija, a ja wciąż w domu :)
No nie dogodzisz :p

15 komentarzy:

  1. Kochana Martuniu! Jak zawsze sprawiłaś, że się uśmiecham! :) lubię czytać, co u Was! Aura jesienna faktycznie zaczyna się gdzieś pojawiać.. Niestety. Dla Ciebie jak piszesz tegoroczna jesień będzie wiązać się ze zmianami, szukaniem nowej pracy, a co za tym idzie z poznaniem nowych ludzi i wejściem w zupełnie nowe otoczenie.. Ale wcale nie martwię się o Ciebie, bo jesteś taką super kobietką, że nie da się Ciebie nie polubić! Myślę, że szybko znajdziesz pracę i obyś lubiła to, co będziesz robiła! :)
    Dla pocieszenia napiszę, że też będę szukać nowej pracy po macierzyńskim.. Pracy w zawodzie. Dlatego wiem, że się denerwujesz, bo mam tak samo, choć urlop mam do czerwca! :D ale juz myślę i stresuję się.
    Zdjęcia wprowadziły mnie w jesienny nastrój jakoś :) szczególnie dynia..
    Lila cudowna ;* ślicznotki po mamie! :) Mnie brakuje czasu na spacery z Beti :( muszę się poprawić! :)
    Ściskam, czekam na kolejny wpis! Buziaki i pozdrowienia! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesień za rogiem ..juz nawet zupe z dyni ugotowalam :)
    Zawsze mamy obawy przed nowym. ...ale może nie warto zamartwiac sie na zapas-patrz Lila i przedszkole :)
    Trzymam kciuki za powodzenie akcji pt.praca!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Na swój sposób Cię rozumiem, bo ja na samą myśl że miałabym wrócić do pracy, czuję tę gulę w gardle i supeł w żołądku. Na szczęście nie muszę i nie mogę, bo w naszym przypadku będę potrzebna w domu jeszcze kilka lat. A potem? To potem mnie przeraża ogromnie, bo będę stara :P I mam wielką nadzieję, że nic się nie zmieni i będę mogła pracować, jak pracuję, czyli zdalnie. Oby. Bo moje perspektywy zawodowe poza tym co robię teraz - są bardzo żałosne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Martuś chyba większość mamusiek które kończą całodobową opiekę nad swoimi dzieciaczkami ogarnia strach. Ja też go mam. Tak właściwie nie umiem określić dlaczego jest ale jest. Może obawa przed tym czy się sprawdzę, czy odnajdę się w nowym otoczeniu, no i u mnie dochodzi strach przed dogadaniem się. Oj jest trochę tych strachów na lachy. Zobaczysz Martuś poradzisz sobie ze wszystkim. Jesteś fantastyczną, ciepłą kobietką. Dziewczyny też szybko zaakceptują Zmianę w Twoim życiu, no i sama poczujesz się lepiej. Dasz radę sobie z tym lękiem;}.
    Twoje śliczne zdjęcia spowodowały u mnie tęsknotę za piękną, kolorową jesienią;}

    OdpowiedzUsuń
  5. Martuś! Ja przed wychowawczym pracowałam 4 lata, ale jak po trzech latach z Julka wróciłam, to w poprzedzająca noc oka nie zmrużyłam:) a było super:) A Ty pracowałaś przed Elizą?

    OdpowiedzUsuń
  6. O nie! Wczoraj zrobilo mi sie smutno bo po raz pierwszy w tym roku zobaczylam wystawke ze slomianych strachow na wroble oraz cale rzedy chryzantem przed supermarketem... Teraz u Ciebie dynia oraz jarzebina... Taaak... U nas w tym tygodniu nastapil nawrot 30-stopniowych upalow, ale nawet one nie sa w stanie oszukac przyrody, a ta szykuje sie juz do jesieni... U nas w ogrodzie, dwa oslabione susza klony zaczynaja miec pierwsze, kolorowe liscie... :(

    Doskonale rozumiem Twoj starch przed zmianami... Szukanie pracy, rozmowy kwalifikacyjne, pierwsze dni oraz tygodnie w nowym miejscu, wszystko to jest niesamowicie stresujace... Jestem jednak pewna, ze wspaniale sobie poradzisz. W nowa prace zawsze trzeba sie wdrozyc, ale najwazniejsza i tak jest atmosfera. No a kto by Ciebie nie polubil Martus? :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam taki (pełny i całkowity!) rok w swoim życiu, kiedy bardzo chciałam pracować i nie mogłam tej pracy znaleźć. To był zły czas na rynku, nie chcieli mnie nigdzie, nawet do sprzątania czy "na kasę". Nigdy nie zapomnę, jak się czułam. Wszyscy moi znajomi pracowali. Ja siedziałam w domu i czekałam na męża z obiadem. I co tydzień stresowała mnie poniedziałkowa Wyborcza z ofertami pracy, bo nie było nic dla mnie, a i tak dzwoniłam.
    Żeby wtedy było jeszcze dziecko, pół biedy. Ale nie było.
    Byłam ja i moja potrzeba PRACY.
    Obiecałam sobie wtedy, że NIGDY nie będę narzekać, że muszę wstać do pracy.
    Jak obiecałam, tak zrobiłam. Rok później ta praca się znalazła. Wydawała się straszna (taka, której chciałam uniknąć, bo w szkole), a okazało się, że w tym, co wydaje ci się okropne, można odnaleźć powołanie.
    To już prawie 15 lat (z przerwami na dzieci ;) ), a nadal nic się nie zmieniło.
    Lubię, co robię. NIGDY, nawet raz nie pisnęłam, że nie chce mi się jechać do pracy (a były lata, że wstawałam przed piątą, bo mam daleko).
    I jutro wracam do tej pracy po dwóch latach przerwy.
    Ciężko będzie się wdrożyć. Boję się. Ale się także cieszę.

    Po co to piszę?

    Nigdy, absolutnie nic i nigdy mi z nieba nie spadło. Na wszystko musiałam zapracować, poczekać, przepłakać.
    Ale wierzę, że w końcu się staje. Tak było z moją pracą. Dwukrotnie (po Ł zmieniłam szkołę).
    Marta! Teraz czekam na Twoją pracę. Wiem, ze się znajdzie i że ją polubisz.
    Gdybyś jednak w desperacji pomyślała o B... - napisz. Pomogę.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  8. My też już kasztany wczoraj zbieraliśmy - i ja akurat czekam na tę jesień niecierpliwie, bo niemal 40-stopniowe upały męczą mnie już strasznie i myślę sobie, że fajnie będzie iść z Bąblem do lasu poszeleścić jesiennymi liśćmi :)

    Twoje obawy związane z pracą jak najbardziej rozumiem. Ja też po "odchowaniu" Bąbla nie będę miała dokąd wrócić, a perspektywa kolejnych rozmów kwalifikacyjnych i poszukiwań jest dla mnie przerażająca (choć chyba jeszcze bardziej boję się tego, że w efekcie trafię do jakiegoś okropnego miejsca z paskudnymi ludźmi, których nie będę mogła zdzierżyć). Ale wiesz co? Jestem pewna, że TY sobie poradzisz - no bo jak można Cię nie polubić i nie zechcieć w swoim zespole? :) Natomiast odnośnie siebie takiej pewności już nie mam, bo z natury jestem odludkiem i osobą dość "aspołeczną", a po kilkuletnim zasiedzeniu w domu to już w ogóle od kontaktów międzyludzkich odwyknę...

    OdpowiedzUsuń
  9. Taaaak, astry zdecydowanie zwiastuje jesień....dynia, ciemne wieczory....brrrrr mimo pięknych kolorów, ja jesieni mówię "NIE" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Martuś... nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem. W sprawie pracy mam dokładnie takie same obawy jak Ty. Laura za chwilkę kończy roczek, czyli w normalnych warunkach musiałabym zbierać się do pracy. H. oczywiście bardzo na to liczy, jemu jakoś nie straszna wizja zostawienia Małej u niani i nie rusza go nawet fakt, że wciąż ją karmię piersią. A poszukiwanie pracy po prostu mnie przeraża. Wstyd przyznać, ale studiowanie drugiego kierunku w późniejszym czasie, ciągłe przeprowadzki, potem ciąża i tak za chwilę stuknie mi 30 a ja wciąż tak naprawdę nie mam żadnego doświadczenia w stałej pracy, takiej z umową itp. Wciąż tylko dorywczo, na zlecenie... Moje cv wygląda przeżałośnie dla jakiejś korporacji, bo przecież nie będę w nim wymieniać wszystkich tłumaczeń jakie w życiu zrobiłam... Liczę jednak na to, że najstraszniejszy jest ten pierwszy krok, grunt to się gdzieś zahaczyć, a potem to może będzie już z górki???

    I mimo wszystko cieszy mnie zbliżająca się jesień, bo mam już naprawdę serdecznie dość upałów. Dzisiaj u nas znowu 35 stopni :/ I mam za sobą pierwsze eksperymenty z dynią, właśnie hokkaido :) wszystkie udane!

    OdpowiedzUsuń
  11. Życzę Ci żebyś mogła sobie wybrać wśród ofert ;) .. to chcesz iść, czy jeszcze troszeczkę posiedzieć w domu? Ach, niech będzie tak jak sobie marzysz ;)
    Powodzenia Martuś ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana rozumiem dobrze Twoje obawy - też już tyle lat na bezrobociu jestem ;) Nie wiem, czy dla mnie to pracowe "kiedyś" nadejdzie, ale też miałabym takie same obawy. Ale odwagi, będzie dobrze! No bo pomyśl - możesz się pochwalić takimi osiągnięciami w CV, jak znoszenie fochów dwóch córek! Przy tym wszystkie tytuły i lata pracy na wygodnym stanowisku to pikuś! Będąc szefem - brałabym Cię od razu :))
    I nie żartuję, wprawdzie bycie mamą w domu atrakcyjne nie jest, ale na pewno znajdzie się ktoś, kto to doceni i da Ci się sprawdzić i na innym polu. Buźka :*
    Ja jesieni nie wypatruję, wpatruję się za to uporczywie w oznaki lata - póki jeszcze jest...

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj nawet nie wiesz jak ja rozumiem to "kiedyś" i jak dobrze wiem, co czuje się podejmując świadomie niegdyś takie decyzje, których absolutnie się nie żałuje, ale boi się rownoczesnie tego "kiedyś"... Ale wierzę w Ciebie, jesteś tak fajnym człowiekiem, otwarta, towarzyska, a przede wszystkim odważna więc będzie dobrze, daj sobie czas, a wszystko się ułoży, nic na siłę, powolutku, nie daj sobie wmowić, że czasu nie masz, że lata leca, że przerwa zawodowa itd, Te "minusy" mają też swoje plusy i tego się trzymaj :)
    POWODZENIA!

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj Marta! Jak Ty nie wiesz jak ja Cię rozumiem. Ja będąc z Jaśkiem w domu chcę iść do pracy- jak na razie nic nie ma. Ale pamiętam jak w zeszłym roku pracowałam i jak potrzebowałam tej pracy, mimo, że byłam z Jaśkiem tylko pół roku w domu. A potem jak weszłam już w wir pracy to chciałam być na powrót znowu z Jaśkiem!
    Teraz czasem jak marudzę Mirkowi, że chyba poszukam pracy lub pójdę dokończyć studia, bo ciągle z dzieckiem to on przypomina mi tamten okres i mówi, że za chwilę będę tęsknić za Jaśkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa! Bo to chyba właśnie tak działa. Ja na przykład już wiem, że tęsknota za byciem w domu z dziećmi dopadnie mnie szybko. Ten typ tak ma :) Myślę, że ze mnie to chyba taka typowa mama domowa. Najlepiej, żebym miała jakąś pracę na pół etatu, która zmuszałaby mnie do wyjścia z domu, do ludzi, do ubrania się inaczej, pomalowania, dawała odrobinę finansowej niezależności, ale jednocześnie nie uniemożliwiała mi prawie całodobowej opieki nad dziećmi :) A co tam u Was? Dawno nie pisałaś. Odezwę się po weekendzie, bo wyślę Ci już roślinek trochę.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!