Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Nie ma tego złego, zaległości plus zdjęcia...

Hmm, od czego by tu zacząć?
Dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim postem, ale o nich później.

Za nami weekend. Eliza po bardzo męczącej podróży dotarła z Babcią i kuzynem do Zakopanego. Po raz kolejny sprawdza się powiedzenie "Umiesz liczyć? Licz na siebie"... No nic, za rok dopilnuję, żeby jechali w bardziej komfortowych warunkach. Chociażby przez szacunek do mojej mamy, która dwudziestu lat już nie ma, a nasze dzieci co roku zabiera na urlop po ciężkim maratonie w pracy.

W sobotę, zaraz po przyjeździe próbowali wejść na Nosala, ale grzmoty ich stamtąd przepędziły. Gubałówka za to przyjęła ich z otwartymi ramionami i... portfelami. Skoro Eliza jest nieodrodną córką swojej matki, to pisać nie muszę po kim odziedziczyła tą łatwość w wydawaniu pieniędzy? :) W każdym razie delikatnie Jej zasugerowałam, żeby jednak trochę się uspokoiła...

Wczoraj byli na Morskim Oku... Ech. Z jednej strony cieszy mnie każde zdjęcie, które od nich dostaję, a z drugiej...Moja tęsknota sięga już zenitu.

Nasz weekend był taki, jak przewidywałam- nudny i nijaki. Taki, o którym najlepiej zapomnieć. Wbrew temu co sugerowałyście, i czego mi życzyłyście- nie przyniósł ŻADNEJ poprawy między nami. I to akurat też przewidziałam. Nie chcę dramatyzować, tu jednak nie pomoże ani weekend, ani święta, ani żadne inne wydarzenie. Zresztą, jakbym sięgnęła dobrze pamięcią wstecz, to pewnie i milczące święta w naszej karierze już były. O, Sylwester po ślubie Marcina brata, kiedy praktycznie gotowi byliśmy się rozwieźć... To wszystko już było. Taki mamy klimat w tym związku.

Nie mam siły, i zresztą nie chcę się dziś w tym babrać. Jest poniedziałek, nowy tydzień...

Wiedząc jakie "atrakcje" czekają mnie w ten weekend, umówiłam się na niedzielę z koleżanką. Trochę żal mi było tego czasu z Lilą, gdzieś tam nadal po tylu latach mam zakorzenione przekonanie, że weekend to czas dla rodziny, ale... Tym razem postanowiłam pomyśleć tylko o sobie. I nawet nie traktuję tego w ramach zdrowego egoizmu, chociaż za tym zjawiskiem opowiadam się bardzo gorąco. I już w sobotę wieczorem przebierałam nóżkami z radości, że pochodzę sobie po Szczecinie, że wypijemy kawę, pogadamy, że choć przez parę godzin będę miała namiastkę powrotu do świata żywych (czyt. do ludzi)... Moja radość trwała niestety krótko, a dokładnie do sms o 7.30, że Justyna się rozłożyła.

Przez chwilę rozważałam samotny wypad. Może to nawet nie byłoby takie głupie. Lubię swoje towarzystwo :) Lubię pobyć sama, a nie często mam ku temu okazję. Ostatecznie jednak się nie zdecydowałam, i... Może to dobrze? Dobrze, ponieważ... Tak czystych podłóg nie miałam już dawno :) I to też trzeba było kiedyś zrobić! A, że w niedzielę? W dniu kiedy ludzie razem gdzieś wyjeżdżają? Chodzą na spacery, albo na kawę? Kiedy robią sobie piknik, umawiają się ze znajomymi? No trudno... Życie :) Błagać o wspólne wyjazdy już nie zamierzam.

Za to teraz... Teraz siedzimy sobie z Miśkiem w lśniącym mieszkanku, jest przyjemnie chłodno, kawa smakuje wybornie... I zaraz w tych niemal ekskluzywnych warunkach zacznę odpisywać na Wasze komentarze...

Blogowe zaległości piętrzą mi się niesamowicie :( Nie dość, że nie ruszyłam nic do przodu z postami, które muszą się tu znaleźć (muszą, bo są dla mnie ważne), to jeszcze dochodzą nowe- jak choćby nasza kolejna wycieczka do zoo sprzed 2tygodni, moje refleksje i spostrzeżenia na temat Lilki- przedszkolaka... Ech, ech... Nadrobię. Pytanie tylko kiedy :) U Was staram się bywać regularnie, bo to można robić z doskoku między myciem naczyń, zasłaniem łóżek, w przerwie na kawę :)

Co do zdjęć...
Mam taki katalog o nazwie "blog"... Zaskoczenia nie będzie jeśli napiszę, że tam wrzucam wszystkie fotki, które mają znaleźć się na blogu- głównie są to zdjęcia dziewczyn, fotki z wyjazdów, spotkań, z moich kuchennych wyczynów... I zazwyczaj- w miarę regularnie te zdjęcia znajdują się na blogu, a ja usuwam je z katalogu. Czasem jednak zdarzają mi się takie sytuacje, że przeglądam zdjęcia i myślę: "Ok, ale z jakim postem jak to chciałam na Boga połączyć???" Problemu nie ma jeśli chodzi o zdjęcia ciast, czy innego jedzenia- do tego zawsze raz dwa może powstać nowy post :) Gorzej z innymi zdjęciami. Dlatego dziś będzie taki trochę mix z masą zdjęć. Te upały jednak mnie rozleniwiły.

Zanim jednak pokażę Wam fotki z przełomu lipca i sierpnia, to nie omieszkam wspomnieć, że dziś zaczął się trzeci tydzień w przedszkolu... Macie pojęcie? Sama nie mogłam dziś rano w to uwierzyć!

Zanim w domu państwa K. nastały kolejne ciche dni, uskuteczniliśmy całkiem udany wypad do Parku Kasprowicza. Pierwszy z Miśkiem, także radość tym większa :)



W lipcu mieliśmy także gości- tu już w trakcie cichych dni, także tata nie zaszczycił nas swoją obecnością. Mówi się trudno, i... je się dalej :)
 

Po obiedzie zabraliśmy naszych gości na działkę, a potem dzieciaki szalały na rowerach. Na szczęście w piwnicy był jeszcze jakiś po Elizie, także Kacper też skorzystał, bo rower pojechał z Nim do domu.




Oczywiście w kuchni jestem cały czas aktywna, czasami tak bardzo, że aż palce lizać, co widać na zdjęciu Lilki :)


Placki z cukinią... Mój letni hit. Dzięki uprzejmości sąsiadki z działki na przeciwko- będę się nimi zajadać jeszcze jakiś czas. I całe szczęście- są przepyszne!



Szalałam też z ostatnimi truskawkami, dzięki czemu w końcu i ja zrobiłam słynny Eton Mess oraz sałatkę z kurczakiem i truskawkami. 
 


A tu już pokazywana wcześniej na blogu- frużelina. Mniam...
 


Przyszedł sierpień, i pojechaliśmy do zoo. Ten wyjazd to w ogóle ciekawe doświadczenie, bo okoliczności w jakich pojechaliśmy nadają się na długą rozmowę z terapeutą na kozetce. Ja terapię zrobię sobie na blogu, za jakiś czas... 


A po zoo, następnego dnia rano, Lila miała swój wielki debiut w przedszkolu.

Mama z tej okazji zrobiła crumble ze śliwkami, i łykając na zmianę łzy i kruszonkę, w głowie po raz kolejny zadawała sobie tysiące pytań, z jednym- znamiennym na czele: "Dlaczego te dzieci tak szybko rosną?!"

Zaczęłam też przynosić do domu coraz więcej kwiatów z działki, bo przecież po między innymi je sadzę, żeby w domu też cieszyły moje oko :)
 


 
I to by było na tyle. Teraz chyba naprawdę wezmę się już za te zaległe posty :)

46 komentarzy:

  1. Dzieci rosna za szybko to prawda. Ja jak patrze na moje "dziecko" to uwierzyc nie moge, ze to moje:)) Dorosly mezczyzna, ktory nie raz glaszcze mnie po glowie i mowi "mamo nie martw sie to wszystko minie/da sie naprawic". Dokladnie tak bylo jak znow "napieprzylam w komputerze" i dzwonilam z glosem pelnym rozpaczy "synku pomoz, bo ja nawet Wspanialemu nie chce pokazywac co narozrabialam":)))
    To dobrotliwe gaskanie po glowie:))) przeciez jeszcze nie tak dawno (bo co to jest 25 czy 30 lat;)) ja tak z nim robilam.

    Marto, w odpowiedzi na moj komentarz w tamtym poscie piszesz, ze nie wiesz czy kiedys osiagniesz taka madrosc zyciowa jak ja mam.
    Ty juz ja masz, tylko na szczescie nie idzie ona w parze z moim wiekiem:))) Te Twoja madrosc mozna wyczytac w tym poscie.
    To ogromna madrosc wlasnie umiec stworzyc dzieciom "normalnosc" w zupelnie nienormalnych warunkach, a Ty to robisz.
    Nie rozpadasz sie na kawaleczki tylko wbrew wszystkiemu jestes odpowiedzialna matka. To jest MADROSC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, Star! Mogę sobie tylko próbować wyobrazić te emocje- wzruszenie i dumę, kiedy patrzy się na swoje dorosłe dziecko i myśli się, że miało się ten swój wkład w to, że przede mną stoi taki fajny człowiek. I że właśnie to głaskanie wraca- że tak to nazwę. Napieprzenie w komputerze znam doskonale- nie ogarniam ich, i tylko czekam, aż Eliza podrośnie na tyle, żeby Ona mogła mnie ratować z tych technologicznych opresji :)

      Co do Twoich słów- dziękuję. Ja jednak tak dobrze nie potrafię jeszcze o sobie myśleć... Ale to fakt, z dziećmi staram się, myślę, że na swój pokręcony sposób oboje się staramy, żeby było w miarę normalnie. To dla Nich jakiś filar bezpieczeństwa. Mnie tego bardzo kiedyś brakowało. Nie chciałabym, żeby moje dzieci czuły to samo.
      Buziaki

      Usuń
    2. Napisz do mnie:) adres w profilu:)) Wiem, nie lubie poczty, ale mam Ci cos do powiedzenia:)))

      Usuń
  2. Wiesz co, ja chciałabym z Tobą zamieszkać. I Ty być mnie tak karmiła, co? Jejku, zawsze wychodzę od Ciebie głodna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny, ja problemu nie widzę- czym chata bogata :)

      Usuń
  3. U Ciebie jak zwykle pięknie wyglądające smakołyki!!! Normalnie mam ochotę oblizac monitor!! Zazdroszczę Elizce tego wypadu do Zakopanego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak ja Jej zazdroszczę :) Ciężko to by nawet było opisać. Cieszy mnie jednocześnie to, że Ona korzysta.
      Buziaki

      Usuń
  4. Łykając łzy i kruszonkę :)KOCHAM CIĘ!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednocześnie wycierałam rękawem nos, a raczej jego zawartość :P

      Usuń
  5. U Ciebie zawsse dobre żarełko:-) i tezzazdroszcze Elizie zakopanego... my ostatniraz w 2011 roku.... tyle czasu zlecialo, czesto wracamy wspomnieniami, do tych dni cudownych,pakowania gratow i jazdy pociagiem na drugikoniec polski z pod Gdanska.... i piwka pite po drodze w kuszetce...i cudne gory po nocy na drugi dzien wypatrywane glodnymi oczami zpociagu. Nieprzeszkadzalo to ze niewygoda,ze brudni:-) w dniu przyjazdu czesc rzeczy do schowkow na dworcu,zaprowiantowanie w tesco, bus do kuznic i przez orla perc na nocleg do pieciu stawow. Ach Martus!

    A teraz? Klotnie osprzatanie, zmartwienia, obowiazki, czasem mnie toprzytlacza. Tez czasem zatanawiam sie, colaczy a co dzieli. Bo bez obowiazkow to malzenstwem bylimsy super...a teraz sa dni,ze mam ochote slubnemu kark ukręcic..:-) ale sie rozpisalam... kochana..sama wiesz i cujesz co dla Ciebie najlepsze. Nikt z nas w zasadzie,nktoCiebie nie zna osobiscie nic konstruktywnego nie doradzi,bo ile ludzi tyle historii,..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, jak ja Wam zazdroszczę. My odkryliśmy naszą miłość do gór bardzo późno- jak już Eliza była na świecie, a nie ma się co oszukiwać- w tym hobby/pasji małe dziecko jednak ogranicza, zwłaszcza takich ludzi jak my- bez doświadczenia. I owszem- chodziliśmy, ale tam, gdzie daliśmy radę bezpiecznie wejść z Nią. Teraz Eliza nam urosła, Jej możliwości są coraz większe, to my znowu mieliśmy przerwę w chodzeniu, i musimy czekać, aż Lila podrośnie. Orla Perć pewnie zawsze będzie już poza naszymi możliwościami... Za późno chyba zaczęliśmy.
      Ach, tyle mieliśmy marzeń wspólnych na te Tatry...

      Niestety- obowiązki, monotonia, zmęczenie to nie jest mieszanka, która sprzyja związkowi. Chyba z perspektywy czasu napisałabym, że kluczem do sukcesu jest zrozumienie drugiej osoby, wyjście poza czubek własnego nosa i współpraca. Podział obowiązków też jest ważny, ale trzeba go dobrze omówić- czasami jest tak, że ktoś jest w czymś lepszy, lubi coś robić i wtedy na przykład "władzę" w kuchni lepiej oddać mężowi.

      Wiesz, ja myślę, że nawet ktoś, kto zna mnie osobiście nic by mi nie doradził. Nikt nie jest z nami non stop, nie zna naszej historii/ przeszłości. Z tym musimy poradzić sobie sami. Zresztą, ja tu na blogu nie czekałam na rozwiązanie albo na wskazówki. Czasami muszę to po prostu z siebie wyrzucić, nawet jeśli to są tylko dwa krótkie zdania. Lubię czytać Wasze komentarze, bo to też jest zawsze jakieś nowe spojrzenie na relacje damsko-męskie. Ale nigdy nie liczyłam na to, że ktoś mi powie co mam zrobić.
      Buziaki Kochana!

      Usuń
    2. No wiafomo, chociz dobrze poczytac inne spojrzenie na sprawe, widze,ze duzo masz przyjaznychsobie duszyczek,ale nie ma co sie dziwic,jests wspaniala osoba o wielkim sercu.

      Codo Tatr, to duzo masz racjiw tym,ze male dziecko ogranicza ta pasje. Sa rzeczy,ktorychsie nie da przeskocxyc. My juz wielerazy myslelismy o wyjezdzie, iwzasadzie wyjscia byly dwa 1.ze jedziemy kazde z nas oddzielnie lub 2. Ze jedziemy razem z synkiem i dajemysobie po jednym lub dwa samotne wyjscia,a w tym czasie drugie bedzie sie zajmowac mlodym.

      I nie mow,ze orla perc jest Waszym zasiegiem. W suche lato,w dobrych warunkach spokojnie,na poczatek Granaty,pozniej Skrajny-krzyzne,a na deser wg mnie najtrudniejszy Zawrat-Kozi Wierch. Piekne trasy. Wiadomo bardziej wymagajace. Ale marzyc trzeba, a to piekne marzenie. Mam nadzieje,ze uda mi siewrocic,chociaz moja kondycja jest rowna zeru,nie mowiac o wadze,w ciazy zawsze niemilosiernie tyje:-)

      Usuń
  6. Z przyjemnoscia obejrzalam zdjecia :) hmmm jak smacznie :) Gdy wybiore sie kiedys do Szczecina to wpraszam sie na zarelko :)))
    Co napisac , co poradzic- nie bylam, nie slyszalam nie przezylam tego wszystkiego - wiec nie moge nic radzic...ale jest mi przykro, bo z perspektywy wlasnego malzenstwa wiem, ze mozna, ze burze przychodza i nastaje slonce oraz, ze czasami nalezy trupa zakopac i nie pozwolic mu ponownie wyjsc na powierzchnie- kochana zycze Ci / Wam z calego serca wszstkiego dobrego :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lux, serdecznie zapraszam. Byłoby świetnie.
      Dzięki Kochana.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Teraz dwie sprawy pierwsza to przepis na placki z cukinii mam w lodówce a druga to zdradź w końcu jakim cudem przy takich pysznościach nie jesteś grubsza niż dłuższa???Ja mam tylko mrożone truskawki i robię z nich lody, wystarczy do zamrożonych truskawek ok pól kg dodać jogurt typu greckiego duży z 3 łyżki miodu zmiksować w malakserze i zjadać póki zmrożone. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Ewunia, tu przepis:

      http://www.kwestiasmaku.com/zielony_srodek/cukinia/placki_z_cukinii/przepis.html

      Z tym, że jeśli lubicie bardziej wyraziste smaki, to proponuję albo dobrze przyprawić, albo nie żałować natki pietruszki. Nie wiem, jak Wasz Synek z preferencjami smakowymi- moje dziewczyny tych placków nie jedzą w ogóle, więc ja zawsze daję świeżą papryczkę chilli.

      Co do lodów, to czaję się na takie domowe, czekam tylko, aż Eliza wróci :) A w następnym poście pokażę Wam moje lodowe odkrycie :)

      Co do wagi. Brzuch mam już całkiem spory, tak to jest, że tam mi się odkłada najbardziej. Ale swoje robią też chyba nerwy. Bo ruchu aż tyle nie mam chyba. Z drugiej strony- pies, działka, dzieci- na pewno nie leżę :)
      Buziaki

      Usuń
  8. To zdjęcie Lilki z rowerkiem po prostu mnie rozbraja, jest cudne :-).Renata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lila doszła do wniosku, że i tak nie dogoni dzieciaków, więc w jazdę się nie wczuwała :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  9. To zdjęcie Lilki przed pójściem do przedszkola - jeny jak "dorosła" się wydaje...wow...
    Boszeee jakie ty pyszności robisz...ja to bym u Ciebie w życiu "3h" nie wytrzymała :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej Ciocia Gosia! Bo bycie przedszkolakiem to poważna sprawa :)
      Nie przejmuj się- ja też rzadko wytrzymuję :)
      Buziaki

      Usuń
  10. Jak zwykle kusisz pysznościami :)
    Chętnie wpadła bym na takie pyszności do Ciebie :)
    Świetne zdjęcia.
    Z tymi naszymi mężami to jest już tak jak jest. Chociaż u nas np. nie ma zbyt długo ciszy, bo nie umiem tak. Za to u Was widzę, że tak właśnie bywa. Ale przecież dobrze też jest :) :*
    Muszę kończyć - zawsze kiedy chce napisać więcej to Mimi zaczyna marudzić :) buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My niestety umiemy. I to bardzo, bardzo długo.
      Ach, ta nasza Mimi :)
      Buziaki

      Usuń
  11. Rany, Martuś, gdy tylko dopada mnie jakiś kulinarny dół wystarczy wejść do Ciebie na bloga i inspiracji starczy na cały tydzień! Te placuszki z cukinii znam z Turcji, robi je moja teściowa na drodze utylizacji miąższu pozostałego po faszerowanych cukiniach :)

    Lilcia jaka duża panna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kulinarnie polecam się na przyszłość :) O, to pierwsze słyszę, żeby ten miąższ ktoś wykorzystywał. Ale to ten środek- tam gdzie są te pestki? Ja to wywalam. Może niepotrzebnie?

      Usuń
    2. Ona kroi dość drobno ten miąższ, dodaje posiekaną cebulkę, trochę czosnku, sól&pieprz, odrobinkę mąki plus jajo i smaży to na takie właśnie placuszki. Podaje na śniadanie i jako przekąskę z jogurtem albo sosem czosnkowym, ewentualnie tzatziki. Łupinki idą na dolmę, czyli faszerowane cukinie (w tym przypadku) - każda cukinia jest przekrawana po środku na pół, miąższ drąży się nożem tak by powstały cukiniowe kielichy, które potem faszeruje się ryżem z warzywami i miętą i gotuje w wodzie z oliwą. Mogę przesłać przepis.

      Usuń
  12. Marta, wszystko jasne. Łykając takie pyszności, Mąż nie ma czasu się odezwać. Kurcze, żeby to było takie proste. U nas, to ja musiałam nauczyć się rozmawiać. Nie potrafiłam i tak, jak moja mama strzelałam focha i milczałam. Na szczęście już umiem. Mam nadzieję, że w końcu i Wy spróbujecie. Bo za długo tak funkcjonować się nie da. Tylko pewnie do tanga trzeba dwojga.
    Mam ochotę na crumble ze śliwkami. Trzeba się spieszyć póki są owoce.
    Lila jako przedszkolak prezentuję się pięknie.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fochy to moja specjalność. No, nie jestem z niej dumna. To na pewno coś, co muszę zmienić. Chociaż... Ostatnio tak mnie naszło, że to w zasadzie nie jest foch i obraza majestatu. Ja się po prostu zamykam, bo czasami już mi się zwyczajnie gadać nie chce. ani komentować. No ale mąż wtedy też się zamyka, i mamy to, co teraz...

      O tak, jedzmy owoce sezonowe, tak szybko się kończą... Ja ostatnio mam fazę na nektarynki z jogurtem i płatkami owsianymi.
      Buziaki

      Usuń
  13. Patrze na zdjecia i wzdycham... Nie wiem kiedy Twoja Lilcia tak urosla... Ty pewnie sama tego nie wiesz... :D Jakos utkwilo mi w pamieci jedno ze zdjec, na ktorym malutka Lila wyprawia akrobacje na macie edukacyjnej. A teraz juz stoi na nich dumny przedszkolak, ech...

    Chcialam zapytac o przepis na placki z cukinii, ale widze, ze juz wczesniej wrzucilas link. A jak to robisz, ze one sie nie rozwalaja? Ja w zeszlym roku probowalam swoich sil, ale mimo, ze cukinie odsaczalam i odciskalam nadmiar soku, to placki wyszly wodniste, zakalcowate i rozpadaly sie na patelni. Nie mowiac juz, ze w smaku byly obrzydliwe. ;)

    Ja osobnego folderu "blog" nie mam, ale czasem przegladajac zdjecia wpadam na takie, o ktorych pamietam, ze pstrykalam z mysla o jakims poscie. Niestety, wiele nie pokazalo sie na blogu, bo wlasnie zwyczajnie nie moglam sobie przypomniec o czym chcialam napisac, kiedy je robilam. :D

    Martus, a co z Waszym urlopem? Bo cos mi sie kojarzy, ze w tym roku mieliscie zawitac w gory juz cala czworka? Tymczasem wakacje dobiegaja konca, a Ty nic o urlopie nie wspominasz... Mam nadzieje, ze ich nie odwolaliscie, co? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja Agatko- sama nie wiem... I też mam kilka takich ujęć w głowie maleńkiej Lilci... I wtedy ta łezka się właśnie kręci, bo poza tymi chwilami- już powoli wbiłam sobie do głowy, że taka kolej rzeczy, i nie zmienię tego porządku świata przecież :) Zresztą, czasami jak Lila da czadu, to wyobrażam sobie taką scenę jak Ona wyjeżdża na studia do innego miasta, a ja Jej macham z zachwytem :D

      Co do placków, to trzymam się ściśle tego przepisu- na ogól mam tylko problem ile to jest 300gram cukinii, bo uwaga, uwaga- ja taka kucharka, a wagi kuchennej nie mam :) Jednak już sprawdziłam- jeśli dam za dużo cukinii, to ciasto jej nie oblepia i wychodzi "kicha".

      Urlop, urlop... Agata... Po zeszłym roku, dopóki nie będziemy siedzieć w aucie już niczego nie będę pewna. Nie masz pojęcia jak marzę o tym wyjeździe.

      Usuń
  14. Ech tylko sobie mogę westchnąć do tych kulinarnych wspaniałości, bo u mnie z racji oszczędzania na wyprawę wakacyjną prawie pusta lodówka i minimalizm w jadłospisie :) O czystych podłogach też mogę zapomnieć - nie powiem, staram się, ale zaraz potem Ela i tak zrobi mega syf. Cóż, w końcu z tego wyrośnie... A potem pewnie będzie bajzlować kolejne dziecko :P (nie, jeszcze nic mi nie wiadomo o jego istnieniu) Tyle że ja w niedzielę mam zasadę, że nie sprzątam (nosz kurcze jeden dzień trzeba poleżeć bykiem), także lepiej sobie nie wyobrażać, jakie sprzątanie mam w poniedziałki :D
    Oj tam, weekendy nie tylko od wypadów są, grunt żeby odpocząć. I cały czas trzymam kciuki za Was i za dogadanie się... i w ogóle :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A powiem Ci, że takie oszczędzanie na urlop to jest mega motywacja. Może odbijecie sobie po powrocie? Syf to znam, znam- nie myśl, że u mnie te podłogi będą lśniły przez miesiąc :D

      Dziękuję :**
      Trzymam kciuki za wyjazd, pogodę i dobre humory!

      Usuń
  15. Martuś a co z Waszym urlopem ? Super , że Eliza w górach , ale co z Wami ? Mam nadzieję , że i Wam uda się odpocząć ...
    I kiedy Ty znajdujesz czas na te wszystkie pyszności ? Ty sypiasz w ogóle ?
    Ślinka cieknie na ich widok .
    A wiesz że dynie już się pojawiły :-)
    Przyznam szczerze , że jak widzę dynie to od razu myślę o Tobie :-)
    Ja juz nawet mleczko kokosowe zakupiłam z myślą o tych wielkich kulach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem Anetko... Nie pytam o urlop. Czekam. Głupia jestem, wiem. Tyle, że... Co ja mogę. W tamtym roku Marcin sam odwołał, w tym roku boję się, żeby nie było podobnie. Ale dopóki nie pytam, żyję nadzieją, że jednak jedziemy...

      Dynia, dynia... Tak, widziałam już, ale ceny Hokkaido mnie dobiły. To są dopiero początki sezonu dyniowego, ale 11zł za malutką dynię dać nie zamierzałam, i z bólem serca, ale odeszłam od stoiska... Za to dzisiaj poprosiłam Marcina, żeby zajrzał do sklepu, który mija po drodze z pracy ( u nas dynia na osiedlu pojawi się pewnie w październiku) i uwaga, uwaga- mam swoją pierwszą dynię :)

      Usuń
  16. Oj Martuś, a ja jak zwykle się wzruszyłam przy zdjęciu i opisie, jak to Lilcia przedszkolakiem została... śliczne masz te Córki tak w ogóle, choć pewnie się powtarzam. Za zdjęcia i pyszne opisy jedzonka kiedyś uduszę, przysięgam ;) Wszystko pachnie mi aż przez monitor.
    Placki z cukinii to jedno z moich ulubionych dań, w zeszłym roku robiliśmy je na potęgę, tyle obrodziło cukinii u moich rodziców :)
    Szkoda że nie mieszkamy bliżej, chętnie bym wyskoczyła z Tobą na tą niedzielną kawkę. Trzymam kciuki mimo wszystko, aby powróciło do Waszego związku słońce... ściskam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duś Iwonka, duś :) Zakochałam się w tych plackach, i w ogóle mi się nie nudzą :)
      Ech, byłoby super co- wspólna kawka. A z jakich rejonów Wy jesteście?
      Dziękuję Kochana, ściskam :*

      Usuń
    2. Uduszę ;)
      Byłoby bardzo super - kilometr od Warszawy... daleko :/

      Usuń
  17. Juz trzy tygodnie w przedszkolu?! Jej ku ale ten czas szybko płynie.. co niedawno byli stresik przed tym ważnym dniem :)
    Fajna babcia z tej Twojej mamy, super ze Elizka może tam być z nią :), szkoda ze ty nie moglas dolaczyc z małą to byś odpoczeła od Meza :)
    Trzymaj się :* buziaki :*
    P.s. Eton Mess chcialabym tu i teraz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, a już 3tygodnie!
      Dzieciaki mają fantastyczną Babcię. Był taki plan, żebym pojechała z nimi, jednak kasa nas niestety ogranicza z możliwościami. Mimo to cieszę się, że Eliza korzysta. Wiesz, ja nie wiem, czy chcę odpocząć od męża. O wiele bardziej chciałabym nie musieć tego robić.
      Eton Mess też bym chciała :)

      Usuń
  18. Uwielbiam placki cukiniowe.
    Dzieci Ci jedzą?
    Moje większe wcale...
    Kochana, buziaki, reszta poszła mailem, jak wiesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale wspaniałe wypieki, a jakie śliczne dziewczyny :) Kochana masz wspaniałą rodzinkę :) Powodzenia i wytrwałości z mężem :))

    OdpowiedzUsuń
  20. Marta adoptuj mnie!!!! :D :D
    Jak widzę zdjęcia z tymi wszystkimi pysznościami dostaję ślinotoku!!!
    Wszystko wygląda wyśmienicie!!!
    Kochana nasza dobra Duszyczko cudowne jest to, że pomimo wszelkich przeciwności potrafisz śmiać się i zarażać optymizmem innych!
    Z całego serducha życzę Ci, aby wszystko co złe odeszło w niepamięć, aby w Waszym małżeństwie panowała sielanka i idylla!
    Duże buziaki!!! :*
    Pamiętaj, że jesteś niesamowita! :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!