Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Ostatni dzień wakacji...

Kto może uwierzyć, że już dobiegły końca? Zdecydowanie nie ja! I pomyśleć, że dopiero co w bardzooooo nerwowej atmosferze szykowaliśmy się na zakończenie roku szkolnego. Pamiętacie- towarzyszył nam na nim Misiek, a następnego dnia Eliza wyjeżdżała na obóz z karate. Tak, tak- na ten sam obóz, co to miałam go Wam opisać :) I zrobię to. Może nawet zdążę przed kolejnymi wakacjami? Bo Eliza, mimo, że prawie wykończyła nas nerwowo swoimi telefonami pt. "Zabierzcie mnie stąd", oczywiście na kolejny obóz się wybiera :)

I tak- za nami dwa miesiące wolnego od szkoły. Za chwilę na nowo wskoczymy w ten cały rytm zadań domowych, zajęć pozalekcyjnych, treningów, znienawidzonego (przez Elizę) dodatkowego angielskiego... Co się zmieni/zmieniło? Ano to, że Lila awansowała na przedszkola, ja niedługo (miejmy nadzieję) pójdę do pracy, a Misiek nie musi już wszędzie jeździć z nami, bo mimo żałosnych protestów przy naszym wyjściu, chłopak dzielnie czeka aż wrócimy.

Wakacje pożegnaliśmy z przytupem- jadąc... nad morze :) Pierwszy raz w sezonie- to cali my!

Nie mogliśmy nie zahaczyć o Kamień Pomorski... Mamy do niego jakąś słabość... I nie- nie ma ona pewnie nic wspólnego z fenomenalnymi lodami o smaku... żywicy, albo kasztana :)




A to już nasze "ukochane" morze :p
 





No i co? Dzieci w wakacje nad morzem były? Były! :)

A jeśli bym Wam teraz napisała, że plan na ostatni dzień wakacji był zupełnie inny? Że dla nas to wcale nie miał być ostatni dzień wakacji? Że budzik miał dziś zadzwonić o nieludzkiej godzinie, żebyśmy część dalekiej drogi, którą na dziś zaplanowaliśmy, odbyli przy względnej temperaturze powietrza? Gdybym Wam napisała, że po przystanku w Opolu u Marcina kuzyna, mieliśmy ruszyć w stronę... Zakopanego?
Tak.
Dziś mieliśmy zacząć nasz urlop. Ten sam, który już trzy razy przekładaliśmy. A wczoraj przełożyliśmy go po raz czwarty. Od jakiś dwóch tygodni czekałam już jak na szpilkach. Pomału planowałam- co zabrać, o której wyjechać, gdzie ewentualnie pójść z Lilą... Obiecałam sobie, że nie będę sprawdzać prognozy pogody. Głupota! To i tak nic nie dało. Pierwszy raz na naszą sprawdzoną norweską stronę zerknęłam w piątek- powiedzmy, że zapowiadało się jako tako, choć mój entuzjazm trochę już wtedy zmalał. W sobotę prognozy zaczęły się mocno pogarszać. W niedzielę, zanim wzięłam dziewczynki nad wodę, było już źle. Po powrocie z plaży- perspektywy były tylko i wyłącznie chujowe. Jeszcze bardziej obrazowo? Od środy do wtorku włącznie cały czas deszcz. Z ulewami w weekend. Identyczna pogoda w Krakowie, który teoretycznie mógłby być jakąś alternatywą.
Co robić?
Co robić???
Łzy same napłynęły mi do oczu. Nagle poczułam jak bardzo na ten urlop czekałam, całe to zmęczenie, te wszystkie emocje z ostatniego roku albo i dłużej, doszły do głosu.
Nie wierzę. Pierwszy prawdziwy urlop od trzech lat i poza jednym dniem tylko deszcz? Deszcz w górach z trzylatką? Deszcz w moich ukochanych Tatrach? Kiedy ja się chciałam zmęczyć, chciałam potu płynącego po tyłku, chciałam satysfakcji, że doszliśmy, że daliśmy radę...
Chciałam odpocząć, ale nie siedząc w pokoju i słuchając deszczu. (W domyśle- napierdalającego o szyby.)
Nie, nie, nie.
Na dodatek Marcina nie ma- jest w trakcie powrotu z Warszawy. Esemes ze esemesem. Telefony. Nerwy. Złość. Żal. Wkurwienie. Choć wiem, że tak bywa. Wiem, bo już taki urlop w Zakopanem przerabialiśmy. Gorączkowe zastanawianie się, czy możemy coś zrobić...
Możemy.
Możemy spróbować przełożyć urlop raz jeszcze.
W końcu coś działa na naszą korzyść- ja i Lila możemy jechać w każdej chwili. U Marcina w pracy jest już poza sezonem urlopowym. Dla Elizy nawet w połowie września, to wciąż będzie początek roku szkolnego. W górach też nie ma już takiego oblężenia Turyści nie bombardują już telefonami każdej kwatery.... Na szczęście nocleg mamy opłacony w pensjonacie, w którym byliśmy już kilka razy- nie jesteśmy więc anonimowi. Zresztą- tydzień wcześnie była tam nasza babcia z dzieciakami.
Wraca Marcin.
Dzwoni.
Umawiamy się, że jesteśmy w kontakcie telefonicznym. Pogoda się poprawia- my stawiamy się w Zakopanem.
Dzień kończę lekko wstawiona.
Reset.

Wiem, wiem- nie ma szans, na pogodę na zawołanie. Nie w Polsce, nie w Tatrach... Mam tylko nadzieję, że niebawem poprawi się ona na tyle, że wyjścia z dziećmi w góry staną się możliwe. Nie oczekuję słońca, przyjemnego wiaterku i optymalnej dla nas temperatury, na poziomie 20stopni. Chciałabym tylko, żeby nie padało przez większość naszego pobytu. Tylko tyle...

Moje chłopaki na Giewoncie :)


15 komentarzy:

  1. Z własnego doświadczenia wiem że u nas plany często idą w cholerę ponieważ czasami coś niby prozaicznego stanie na przeszkodzie.
    Znam to uczucie oczekiwania, radości, planowania a tu bach np. durny deszcz i plany idą się bujać;}. Zdjęcia jak zwykle prześliczne. Fajną rodzinkę tworzycie babeczko;}.
    Martuś życzę tobie aby wymarzone wakacje w górach przydarzyły się Tobie w pięknej pogodzie, długie, co byś mogła nacieszyć się wszystkimi cudnymi widokami;}

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, kiedy deszcz napierdala w szyby to naprawdę może zepsuć każdy najpiękniejszy urlop w każdym najpiękniejszym miejscu na ziemi, nie tylko w górach. Rozumiem Twoje wkurwienie doskonale :) My dziś w nocy wróciliśmy z kilku ostatnich dni wakacji, gdzie przed wyjazdem słyszałam od każdej pogodynki jakie to upały nie będą w te dni... więc ruszyliśmy. jakież było moje zdziwienie, żeby nie napisac wkurwienie, jak następnego dnia rano obudził mnie szum napierdalającego deszczu...i to nad moim naprawdę ukochanym morzem!! Na szczęście deszcz trwał TYLKO 3h i potem już się wypogodziło i było tez upalnie, ale sama rozumiesz :) Ja Ciebie doskonale, życzę Wam więc tego urlopu bez deszczu, aby już piąty raz nie przekładać, a nad morzem, które kocham naj pięknie wyglądaliście i super Ci w spiętych włosach :)

    ps: dokładnie tak, dopiero co przecież czytałam o tym, jak poszliście na zakończenie roku z Miśkiem, jeeeezuu ależ to zleciało... i zanim doczytałam, o tym samym pomyślałam, że miał być opis obozu ;) hehehe, nie martw się, mam te same zaległości :)
    Buziaki!!! i SŁONECZKA !!

    OdpowiedzUsuń
  3. ps2:
    Widzę, ze mam do nadrobienia dwa posty jeszcze - kobieto, nie było mnie kilka dni raptem, a Ty już tyle naskrobałaś i jeszcze masz zaległości :) Szalona :)
    Lecę poczytać, ostatnio na Giewoncie skończyłam :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurde, faktycznie, od jutra u nas ma być deszczowo i "tylko" 21 stopni. W sumie temperatura wg mnie idealna na wędrówki, no ale deszcz zdecydowanie nie sprzyja łażeniu po górach, dolinach, ba, nawet cholernych Krupówkach! Ale może jeszcze załapiecie się na "piękną polską złotą jesień"? :) Zawsze przecież zdarza się taki moment na przełomie września i października. Czatujcie dalej!

    A zdjecia cudowne... takie sielankowe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze jakis czas temu myslalam "co ludzie widza w tych gorach"...a teraz, gdybym mogla jade natychmiast :) gdyby nie zaplanowany wyjazd do Polski jesienia pewnie bym juz kombinowala gdzei wyruszyc na wedrowke- zaczynam rozumiec Twoj bol :)
    Mam nadzieje, ze uda sie Wam wyskoczyc do Zakopca- trzymam kciuki za pogode!!!
    Trzecie zdjecie od gory superowe- wiecej takich usmiechnietych prosze- koniecznie calej rodzinki!!
    Pozdrowka dla Was :*

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja tylko dodam, że się przepięknie uśmiechasz na każdym zdjęciu :-)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ah... ten głupi deszcz i to na co nie mamy żadnego wpływu ... grrr... mam nadzieję że jest ciepło bo u mnie jest bardzo ciepło i aż za ciepło :) U nas deszczu nie było prawie 3 tygodnie i dosłownie się o niego modlimy, wiec jak Ci go tam nie trzeba to powiedz mu żeby spierdalał w okolice Rzeszowa tam będą go wielbić :) Udanego urlopuuu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. czyli przekładamy nasz spotkanie?? ale faktycznie u nas zapowiadają deszcze na które czekam nie powiem z radością bo mój trawnik pragnie regeneracji.... ale wypada się i ma być piękna jesień jeszcze podobno....:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej, my też byliśmy w Kamieniu ! Jaka szkoda, że się "trochę" rozminęliśmy ;) Gdybym wiedziała, że mają tam takie "odjechane" smaki, na pewno bym skosztowała ;)

    Cóż, zamówienie sobie pogody w polskich górach to chyba mission impossible - bo tam się to wszystko potrafi zmienić dosłownie z minuty na minutę. Ale faktycznie, jeśli mieliście możliwość ponownego przełożenia wyjazdu to może warto poczekać, aż prognozy będą bardziej obiecujące :) Do czterech razy sztuka ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne zdjęcia .. to na którym jesteście w czwórkę - najbardziej mi się podoba :)
    Z deszczem się raczej nie dogadasz - nie masz szans.
    Życzę Wam zebu udalo się zrealizować plany :* Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmmm... My w ostatnich latach planowaliśmy wypad w góry zawsze o tej porze i mieliśmy świetną pogodę. Wielka szkoda, że Wam nie wyszło. Może do czterech razy sztuka. Trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzymam kciuki, zeby prognozy szybko sie poprawily i utrzymaly! :)

    My (nie liczac nadmorskiego urlopu w czerwcu) tez bylismy nad oceanem tylko raz! :D Tyle, ze my z pewnoscia bysmy tam wrocili w zeszly weekend gdyby nam dzieciaki przeziebienie nie wzielo... Teraz z nadzieja wyczekuje nadchodzacego, dlugiego weekendu i z niepokojem wsluchuje sie w nosy oraz gardla Potworkow. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. My przerabialismy deszczowy urlop w górach w zeszłym roku 2 dni nie padało reszta masakra. W ulewne szliśmy na Morskie Oko, i kilka razy wybraliśmy się do źródeł termalnych jednego dnia udało nam się pochodzić po gorach. Z urlopu wróciłam wyspana i z siatka mokrych ubrań tyle zapamiętałam. Mój mąż za to ma gór dość na najbliższe lata. Trzymam kciuki za pogodę i żeby urlop szybko nadszedł. A zdjęcia piękne. Zdobędziesz gdzie te lody kasztanowa?

    OdpowiedzUsuń
  14. Stesknilam sie za Wami. Dlugo mnie nie bylo. Lubie parzec na Wasze focie bo lubie wasza rodzinke. Poczytam wiecej w wolnym czasie. Sciskam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj szkoda!
    Ale dacie radę Marta! Jak nie Wy to kto?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!