Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Raport przedszkolny

I jak Was nie kochać? No jak?! Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, i wiadomości. To naprawdę bardzo miłe, że każda z Was poświęciła wczoraj i dziś chwilę, żeby dodać nam (głównie mnie- no nie oszukujmy się :)) otuchy. Ech, i dziwić się, że mój małżonek sensu blogowania nigdy nie pojmie...
Przy okazji okazało się, że dobrze mnie już znacie- tu ukłon w stronę Agaty i Anety... :*

W każdym razie... Wszystkie kciuki i każde dobre słowo zdecydowanie pomogły :)

Jeśli chodzi o Lilę, to tak jak pisałam wczoraj- wieczorem wspólnie spakowałyśmy plecak, naszykowałyśmy ubranko (zależało mi na tym, żeby Lila wybrała sobie to, co lubi i w czym się dobrze czuje, bo jak na kobietę przystało- Mała w temacie stroju miewa swoje "fazy"), a przed snem jeszcze raz opowiedziałam Jej co nas czeka z samego rana. Lilka przyjęła wszystko ze stoickim spokojem i bez problemu "odpłynęła". Budziła się co prawda w nocy na pierś, ale to akurat (NADAL!!!) norma. Natomiast ja nawet nie próbowałam kłaść się o "rozsądnej porze" (ha! a jaka to pora, ta rozsądna? dla każdego pewnie inna :)), bo emocje doszły do głosu. Nie, nie wahałam się... Bardziej zastanawiałam- jak to będzie.

Wstałam na długo przed Lilą- zupełnie niepotrzebnie, przecież wszystko miałyśmy przygotowane. Wszystko poza ubraniem dla mamy, i co ciekawe- raptem okazało się, że zupełnie nie wiem co mam założyć :) A to naprawdę do mnie niepodobne, bo raczej specjalnej wagi nigdy do tego nie przywiązywałam, poza okresem mojej aktywności zawodowej.

Na szczęście znalazłam coś, co do siebie pasuje i jest akurat do pogody za oknem. Zrobiłam herbatę i wstała Lilcia. No i... zaczęło się nieciekawie, ponieważ Mała raz dwa przypomniała sobie o przedszkolu i tak słodko, rozkosznie wręcz zaspana oznajmiła, że ja zostaję tam z Nią. A w maminej głowie dwie myśli: "O raaaaaany :(" i "Nawet nie wiesz jakbym chciała, córciu!"

Mam jednak tą przewagę, że jedno dziecko już odstawiałam w swoim życiu do przedszkola, więc tylko stwierdziłam, że nie- nie zostanę z Nią i zmieniłam temat. Poskutkowało :)

Niesamowite było to, jak bardzo Eliza była podekscytowana Lilki debiutem. Tak sprawnie się wyszykowała, rozmawiała z Lilą o przedszkolu, opowiadała Jej jak będzie, co będą robić...

Do przedszkola dotarłyśmy przed 8.30. O 9:00 dzieci mają śniadanko, także chciałam, żeby Lila miała jeszcze czas się pobawić- wzięła ze sobą maskotkę, którą Eliza przywiozła Jej z obozu, i chciała powozić ją wózkiem. Lila weszła śmiało, zmieniła buciki na kapcie, na salę weszła bez problemu i... bez problemu została. Ustaliłam z Panią, że odbiorę Lilę po obiadku, czyli chwilę po 12. Zresztą- taki nakaz dostałam od pana taty, bo kiedy wspomniałam, że może na początek godzinka, dwie, to spotkało się to z dużym niezadowoleniem tatusia. Trzeba Mu to jednak oddać, że w sumie dobrze wyszło. Pani wiedziała, że gdyby Lila nie dawała jednak rady, to ma do mnie zadzwonić. Na szczęście- nie zadzwoniła. Byłam chwilę po 12, udało mi się nawet podejrzeć przez okno dzieciaczki w trakcie obiadu :) Lila ucieszyła się na mój widok, ale nie z takim szaleństwem pt."Mamoooo zabierz mnie już stąd!"

Ale fakt- zabrałam Ją czym prędzej, bo już się nie mogłam doczekać, kiedy Ją wyściskam i wycałuje :)

To było o Lilce. Pewnie ciekawe jesteście jak mama dała radę. No dała, dała- nie miała wyjścia :) Były w sumie takie dwa momenty, kiedy było blisko, żeby łzy popłynęły. Pierwszy- zaraz jak wyszłyśmy z Elizą z przedszkola i weszłyśmy do lasu (przedszkole, podobnie jak nasz blok, jest przy samym lesie) miałam taką migawkę w głowie, jak przywozimy Lilę ze szpitala... W tym brązowym kombinezonie-misiu, z okrągłymi policzkami, taką mocno noworodkową... I za chwilę stanął mi przed oczami widok sprzed chwili- jak maszeruje taka przejęta, z plecaczkiem, jak upiera się, że sama wejdzie po schodach. Moja duża Dziewczynka! I taki żal, że to już ostatni raz... Już nie będzie kolejnego dziecka, nie przeżyje już nigdy takiego przedszkolnego debiutu... I ta moja Dziewczynka, która wniosła do mojego życia tyle radości, tak strasznie szybko mi rośnie...

Drugi moment miał miejsce chwilę po 11. Zjadłam śniadanie, wypiłam dwie kawy, ogarnęłam mieszkanie, długo rozmawiałam z koleżanką przez telefon, i... nagle uświadomiłam sobie, jak bardzo już za Nią tęsknię, i jak bardzo chcę, żeby już tu była. Tym bardziej ucieszyłam się, że już tak niedługo do wyjścia po Nią... Jednak ta niespełna godzina wlekła mi się okropnie.

Co dziś jeszcze mogę Wam napisać? Takim dominującym uczuciem, które mi dziś towarzyszyło, był głównie żal... Nie miałam jakiś wielkich obaw, że "oddaję" dziecko pod opiekę obcym Paniom, nie miałam poczucia, że ktoś mi Ją zabiera... Czułam żal, że zamknęłyśmy dziś jakże ważny dla nas etap. Już. Może trochę za szybko, jak dla mnie. Nie wiem, nie wiem... to takie trudne do opisania. Bo przy tym dominującym, jednak, żalu było jednocześnie ogromne poczucie dumy. Moja mała, duża Córeczka. Dumna z Niej byłam jak tak właśnie szła w tych promieniach porannego słońca. Dumna byłam, kiedy tak ładnie opowiadała o przedszkolu- chociaż fakty mieszała koncertowo, w zależności z kim rozmawiała :)

I wiecie co? Czułam też radość, że mogłam Jej towarzyszyć, że mogłam być świadkiem tych chwil. Wiem jak to brzmi, ale przy współczesnych chorobach cywilizacyjnych, przy świadomości ilu młodych ludzi odchodzi za wcześnie, w tym rodziców małych dzieci również, poczułam wielką radość, że ja mogłam, że byłam przy Niej...

Dziś, albo już jutro, znowu położę się z myślą: "Jak to będzie rano", bo owszem- dziś poszło naprawdę gładko, ale to mimo wszystko było trochę jak wzięcie przez zaskoczenie. Owszem, bardzo dużo rozmawialiśmy z Lilą o przedszkolu, ale... Te wszystkie wywody były "na sucho", nie miały odzwierciedlenie w Jej doświadczeniach. Dziś już jakiś zarys tego, jak naprawdę jest w przedszkolu, Lila ma... Także jutrzejszy dzień może być takim sprawdzianem... W związku z czym- kciuki nadal mile widziane :)

30 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki z calych sil!!! Masz racje, pamietam jak to bylo rok temu, kiedy oddawalismy Nika do Pani Marysi. Pierwszego dnia polecial i ani sie nie obejrzal. Ale drugiego uczepil sie mnie i skonczylo sie wielka histeria... Lilcia jest jednak starsza, no i mniej "dzika", za to bardziej towarzyska. Mam nadzieje, ze migusiem zaakceptuje przedszkole! :)

    Jejku... Czytam i probuje sobie wyobrazic jak to bedzie z Bi... W piatek przed rozpoczeciem roku odziemy na "dzien otwarty", ale bedzie tam ze mna... Potem bedzie miala weekend na "przegryzienie" przedszkolnej kwestii i od poniedzialku juz bedzie zaczynac zajecia. A ze teraz stanowczo twierdzi, ze NIE chce isc, to chyba bede musiala zaczac zmawiac jakies Zdrowaski, zeby ten dzien otwarty ja jakos zachwycil... ;) Planuje wziac sobie 2-3 dni wolnego na rozpoczecie roku, zeby zostawiac Bi w przedszkolu tylko na pol dnia. Podejrzewam, ze bedze sie snula z kata w kat, nie mogac sie niczym zajac. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to ja nadal trzymam kciuki . Za Lilcię i za uśmiech na twarzy Mamy

    OdpowiedzUsuń
  3. Martuś, a skąd ty wiesz że już nie będziesz w życiu przeżywała takiego debiutu? jesteś taka pewna? ;)
    Pięknie to wszystko opisałaś, ale wierzę że takie rozstanie musiało być ciężkim doświadczeniem. Myślę, że duży plus w tym ważnym dniu należy się Elizce, w końcu ona też przyczyniła się do tego, że Lilka z taką łatwością pomaszerowała z plecaczkiem do przedszkola ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze....jak Ty doskonale opisujesz uczucia.Jak czytam Twoje posty to mogłanym je skopuować i wklejać do.siebie jako moje. Czasem aż mi.coś głupio napisać u siebie bo czuję jakbym plagiat popełniała. Tak strasznie się cieszę,że wśród gąszczy blogów odnalazłam Twój- nie pamiętam jak go znalazłam.ale jak wiele bym straciła gdubym go nie znalazła

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz fantastyczne dziewczynki. Podoba mi się że Elizka jak kwoczka zadbała o Lilkę przedszkolnie. Moja starsza niby ma alergię na młodszą ale w kryzysowych sytuacjach wysuwa pazurki;}}.
    Mam nadzieję że Twoja Gwiazdeczka również dzisiaj bezboleśnie zniesie rozstanie z Tobą. Trzymam za to kciuki.
    A Ty mamuśko trzymaj się dzielnie- żal nie minie ale będzie mniejszy;}

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamietam ten dzien jak by to bylo wczoraj, a to przeciez juz tyyyyleeee lat uplynelo:) Mysle, ze to zawsze bardziej traumatyczny moment dla nas matek niz dla dzieci. A potem juz nic nie jest takie samo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Marta Ty dzielna kobieta jesteś tak samo jak córka:* Opisałaś dokładnie moje uczucia z przed tygodnia...:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj trzymamy, trzymamy, ale widzę, że Lilcia dokładnie tak jak myślałam - radzi sobie bez najmniejszych problemów! Martuś... przytulam Cię mocno. Wyobrażam sobie co możesz czuć. Czasem spoglądam na Laurę i myślę sobie jak to będzie, gdy przyjdzie mi ją zostawić pod opieką niani a potem w przedszkolu. Bo chociaż daje mi mocno w kość i bywają chwile, że padam ze zmęczenia to jednak bez niej po 3 minutach... zaczynam się nudzić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzielne dziewczyny. Brawo. Mimo to kciuki trzymam dalej. Tak na wszelki wypadek, jakby któraś z Was zatęskniła jeszcze mocniej. Chociaż pewnie mocniej się nie da :) Marta, żal minie, jak Lila zacznie przynosić Ci rysunki z przedszkola, laurki, albo jak będzie rozpierała Cię duma w Dniu Mamy na występach Lilii. Wchodzicie na nowy etap. Inny, ale równie piękny. Zresztą co ja się tu mądrzę. Przecież Ty już to przerabiałaś :) Wyobrażam sobie, ile nowych zdjęć z pysznościami pojawi się wkrótce na Twoim blogu. W końcu trzeba będzie się czymś zająć przez te kilka godzin. Chociaż wierzę, że Twój czas wypełni wymarzona praca. Trzymam i za to kciuki.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  10. aż mnie przejęło... Lila dała swietnie radę jak na pierwszy dzień. Ja się bardzo przaedszkola boję. Moze bez sensu... bo to naturalny etap i kazde dziecko musi przez to przejsc i ja przeszłam i Ty prawdopodobnie też. Chociaż tak cięzko "oddać"malucha z których się siedzi w domu "do obcych". Wyobrazam sobie to uczucie. my dajemy od początku wrzesnia. I boję się okropnie, bo to sięmoze zbiegnąć z porodem- takie dwa wazne wydarzenia w zyciu naszego synka. Mam nadzieję, ze dobrze to przejdzie.

    A ty Mamuśka - też dzielna byłaś! Trzymam kciuki, by dalsze dni Lilci w przedszkolu tez przebiegły tak dobrze. :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzieci są dzielne :)
    Gorzej z mamami, hihi :)

    Co mamy nie dać rady! damy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super dziewczyna :) Podeszła do tego zawodowo, jak i mama. :) Początki zawsze są trudne :) a każdy nowy początek to koniec czegoś innego, ale nowe nie zawsze jest gorsze niż stare, :) a często otwierają się nam drzwi które zachwycają :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Trzymam dalej kciuki . Całuski .

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurcze...tak poczytalam i zdalam sobie sprawe,ze ja jakos nie za bardzo pamietam pierwszy dzien Sebka w przedszkolu :-o Moze dlatego,ze my przyzwyczajeni,ze on od kiedy skonczyl pol roku,to juz sie wyrwal spod maminych skrzydel.... Gratuluje Lilce udanego debiutu i oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozumiem twoje rozterki.
    "My" debiutujemy we wrześniu. I choć przechodziłam to z Synem, emocje znowu wracają.
    Co wieczór Hania życzy sobie opowieści o "jej" przedszkolu.
    Staram się z humorem i na wesoło przybliżyć jej mniej więcej co ją czeka.
    Wiadomo, że rzeczywistość może okazać się nieco trudniejsza.
    W końcu pożegna na cały dzień nie tylko mamę (tu chyba będzie łatwiej bo w końcu od dwóch lata chodzę co rano do pracy), ale czeka nas jeszcze pożegnanie ze wspaniałą nianią...
    Z jednej strony jestem podekscytowana z drugiej przygotowuje się psychicznie na "trudne" poranki :PP

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystkie trzy jak zwykle świetnie sobie poradziłyście :) MOŻE faktycznie nie będzie już u Was kolejnego debiutu przedszkolnego, ale za to będzie debiut szkolny w podstawówce, potem w gimnazjum, potem na kolejnych szczeblach edukacji - i jestem przekonana, że każdy z nich będzie niósł za sobą równie wielkie emocje i że z każdego wybrniecie tak samo rewelacyjnie, jak teraz :)

    OdpowiedzUsuń
  17. O nie! Nie mogę sobie datować, że dopiero przeczytałam o debiucie Lilci w przedszkolu a mamy bez najmłodszej pociechy w domu. Jesteśmy nad morzem i to dlatego. Pisz jak drugi dzień, jacie ten Wasz Szkrabek biegający dopiero co z pieluszką już chodzi do przedszkola. To prawdziwa rewolucja, od września przecież obydwie dziewczyny beda juz w placówkach, to dopiero będzie! Ja pamiętam swoje błąkaniem się bez celu w domu i odliczanie czasu do pójścia do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  18. Trochę Ci zazdroszczę, że masz to już za sobą. Oli idzie do przedszkolnej grupy dwulatków od września. Mam nadzieję, że oboje to przetrwamy.

    OdpowiedzUsuń
  19. No i poryczałam się Martuś, po prostu się poryczałam. Gratuluję C takiej dzielnej córeczki! Poradziła sobie na medal. Za niecały miesiąc nas też to czeka, jestem przerażona nie ukrywam, ale przede wszystkim przeraża mnie ten upływający czas. Mila, moja Mordeczka z brzuszka, mój wymarzony dzidziuś - już do przedszkola? Nie wiem, czy u nas będzie jeszcze jedno dziecko, chciałabym, ale boję się. Lata już... takie jakie są. brawo dla Ciebie dzielna mamusiu, że dałaś radę, ja bym pewnie z żałości ściskała Sanczeza po kątach :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Halo dziewczyny co u Was?? Jak adaptacja Lilci w kolejnych dniach?

    OdpowiedzUsuń
  21. W imieniu mojej córki zazdroszczę Lilce starszej siostry..... :))))

    OdpowiedzUsuń
  22. Ach, az naprawde sie poplakalam czytajac.. jak ja dobrze znam te emocje, to rozdarcie i ten zal, ze to ostatni raz.. dlatego jeszcze nie, jeszcze nie chce oddac Toli do przedszkola choc wiem ze nadaje sie wysmienicie, ale dzis skonczyla 2,5 roczku, ja jeszcze potrzebuje tego naszego wspolnego czasu. Martus, jestes dzielna i Lilcia tez, oby nadal bylo tak gladko i zeby zal szybko odszedl, choc wiem jakie to trudne.. sciskam. Normalnie piszesz o moich emocjach :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Wiem co czujesz :-) Jak Starszy szedł do przedszkola to się dodatkowo bałam, teraz już wiem, że dziecko sobie poradzi, wiec za rok przy młodszym pewne będę mieć podobnie refleksje jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wiedzialam ze będzie dobrze! Brawo kobitki:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Brawo. Pierwsze koty za ploty. Ja tez jeszcze niedsmawno rodzilam, a tu chlopcy juz tacy duzi I madrzy. Taka kolej rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja /nie wspominam źle przedszkola :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja /nie wspominam źle przedszkola :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!