Mama2c

Mama2c

wtorek, 8 września 2015

Imprezka, farsa i... figi

O ile decyzja o tym, że po raz n-ty przekładamy urlop spontaniczna nie była (poprzedzona tak dogłębną analizą wszystkich możliwych stron z prognozą pogody, że na cały wrzesień mogłabym zapowiadać pogodę z pamięci), o tyle decyzja o tym, co z urodzinami Elizy była już totalnym spontanem. Ekstra kasy na jakieś wystrzałowe urodziny poza domem jakoś wyjątkowo w skarpecie Marcina nie znaleźliśmy, za to na matczyną pomysłowość zawsze można liczyć. Działka! Od czego mamy działkę?!

Ognisko, kiełbaski, sałatki i jajka w majonezie. Biesiada na całego :) Do głowy mi nie przyszło, żeby... sprawdzić prognozę. I w ten oto sposób, kiedy prawie wszyscy Goście płci męskiej udali się na działkę razem z Marcinem rozpalać ognisko, rozstawiać stoły i szykować wszystko inne, ja z coraz większym niepokojem i niedowierzaniem ("Kurwa, deszcz??) spoglądałam przez okno.

No i lunęło. "Jaka pompa"- powiedział ktoś. "Leje jak z cebra"- dodał ktoś inny.
A ja ze stoickim spokojem wyjmowałam z szafki szesnasty talerzyk na tort, udając, że wcale a wcale ten deszcz mnie nie rusza. Bo tak szczerze- po tym jak przez fatalną prognozę pogody musieliśmy przełożyć urlop, długo mnie już chyba aura za oknem nie ruszy.

Miśka jedynie żal mi było... Same wiecie- czasem ciężko upilnować mi własne dzieci przed nadmiernym okazywaniem psu czułości (wiecie co mam oczywiście na myśli?), a co dopiero całe stado dzieci :)

I wiecie co? Czasami warto... wyluzować. Kiedy tak się rozpadało, owszem, zastanawiałam się co tu robić- nie uśmiechało mi się jeść kiełbasy przez najbliższe dwa tygodnie (w zamrażarce tradycyjnie rządzą truskawki :p) ale jakoś tak bez stresu to wszystko przyjęłam. I tym sposobem- tort zjedliśmy w domu, a potem- kiedy przestało padać, poszliśmy na działkę :)









Eliza urodziny określiła jako udane, i to jest najważniejsze :) Inauguracja imprez urodzinowo-imieninowych rozpoczęta, także teraz to dopiero zaczniemy się bawić!

A co robimy, kiedy nie imprezujemy? Namiętnie sprawdzamy prognozy :) I właśnie- kiedy gdzieś tam w końcu zobaczyliśmy światełko w tunelu, to znaczy- słońce za chmurką, a nie tylko deszcz... Lila dostała kataru. Tragedii oczywiście nie ma, co prawda jedną calutką noc mamy w plecy (takich atrakcji to nie pamiętam nawet przy noworodku), ale wszystko wskazuje na zwykłą infekcję. Jednak, Lila zaczęła kaszleć. A, że ja przez te dziewięć lat matkowania, nauczyłam się (prawie) wszystkiego poza... rozpoznawaniem rodzaju kaszlu, to jutro o 14 spotkamy się z (mam nadzieję) miłą panią doktor w przychodni, w celu upewnienia się, że to TYLKO wirus, i że w razie czego- możemy jechać na wakacje. Osiągnęłam już chyba taki stan, kiedy cieszyć zacznę się gdzieś w okolicach Krakowa :) W związku z czym- na razie czekam na rozwój wypadków. Bo ten katar, właśnie teraz, to już jest jakaś farsa noooo!!

A dlaczego figi? Ponieważ promocja w Biedrze wciąż trwa, a my zajadamy się nimi prawie jak jabłkami :P No ok- do szarlotki jeszcze nie próbowałam ich wrzucać, ale na kanapki- a i owszem :) Jakie to dobre...






W imieniu Elizy i swoim dziękuję Wam wszystkim za piękne życzenia :*

22 komentarze:

  1. A czemu ty nie masz swojej kawiarni, hm? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to samo Marcie mówiłam;}}}.
      Kobietko najważniejsze że imprezka była udana , córcia zadowolona co widać na zdjęciach. Tak Ciebie ostatnio czytam i mam wrażenie że jest jeszcze jedno Bergen gdzie pada i pada.
      kochani niech wam to słoneczko zaświeci na maksa i sruuu w góry. Lilcia nie choruj teraz matce;}}}

      Usuń
    2. O! o własnie, podpisuję się pod tym pytaniem? :)

      Usuń
  2. Nas dopadła trzydniowka i ch strzelił wymarzony wyjazd do przyjaciół na Podlasie. Urlop M przepadł, ich urlop też. Porażka :(
    Prawie 15 miesięcy Miłosz był zdrowy i akurat teraz...

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja się podpisuję pod powyższym pytaniem: dlaczego Ty jeszcze własnego biznesu cukierniczo-kawiarnianego nie rozkręcasz?! Powrót do pracy i tak w planach, a po Twoje pyszności sama chętnie bym przyjechała, nawet z tego naszego odległego Dolnego Śląska :)

    Co tam pogoda ! Ważne, że na twarzy Elizy uśmiech od ucha do ucha :) Widać zresztą, że i wszyscy goście zadowoleni, więc wcale jakaś wielka ekstra kasa na udaną imprezę potrzeba nie była :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja od września nic nie planuje. Młoda katar, ale na razie daje rade. Za to młody katar i ból gardła.
    Wiesz że jeszcze nigdy nie próbowałam fig? Za to wyszłam z Biedry ze świecącymi kulami do pokoju młodego. Chyba mam na ich punkcie świra :PP

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego dla Elizki

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałaś szesnastu pożeraczy tortu w domu? ;)
    Jak zwykle zdjęcia przepyszne i już mi burczy w brzuchu, tort i figi zjadłabym od razu, te mufinki zaraz po nich :) jesteś szalona, jak zawsze. Eliza widac w pełni szczęścia i to się liczy, Lilcia jak zawsze słodka jak te pyszności.
    U nas katarów póki co brak, ale powoli wracamy do tranu. Życzę Wam pogody i raz jeszcze POGODY i jedźcie już i cieszcie się :)

    OdpowiedzUsuń
  7. a i co to za tort, przepis proszę, będę się szkolić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No pewnie, że imprezy na działce są najlepsze nawet gdy pada- przerabialiśmy i to 😊 Imieniny męża też wyprawiałam w czerwcu na działce i była średnia pogoda.

    Najwaźniejsze, że solenizantka zadowolona ☺ A tort jak zwykle superowy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Widać że Elizka szczęśliwa :) Wszystkiego najlepszego dla niej :***

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie szczegolnie pogoda jest jest nieprzywidywalna. Wczoraj 21'C I krotki rekawek, dzisiaj 14'C I zimny wiatr z Atlantyka.
    Latwo sie przeziebic...
    Eliza jaka zadowolona przy torcie. Wyglada apetycznie, jak wszystko co tworzysz do jedzenia. Slinka sama leci.

    OdpowiedzUsuń
  11. To tak z reguły wszystko na przekór się dzieje. W moim życiu ostatnio też. Ale Marta zobacz plusy całej tej sytuacji i głowa do góry! Eliza- piękna nastolatka z niej się zrobiła już. Tak sądzę!

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie ma tego złego... Najważniejsze, że Eliza zadowolona. Mi taka kolejność, tort a potem kiełbaski, pasuje. Więcej miejsca na słodkości :) I to takie.
    U nas to samo. Tygrys od dwóch dni z gilami do pasa. Wczoraj doszedł kaszel. Późnym popołudniem mamy wizytę i też liczę, że to nic groźnego. Szkoda mi Malucha, a poza tym wesele Chrzestnej w sobotę.
    Zdrówka

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak przeczytalam "figi" to pomyslalam, ze o majtkach bedzie!!! :D

    Najwazniejsze, ze Elizka zadowolona, bo to w koncu jej przyjecie! :) Ja tez wielokrotnie zauwazylam, ze jak wyluzuje i nie przejmuje sie "jak bedzie?", to wszystko jakos wychodzi. Tylko ten luz jakos nie chce przyjsc na zawolanie... ;)

    No ten katar Lili to rzeczywiscie jakis dowcip od losu!!! Niestety, wirusy zawsze atakuja w najmniej odpowiednim momencie. Nie mowiac juz, ze na chorobe zaden nie jest odpowiedni. :)
    Mam tak samo, po kaszlu rozpoznam (chyba) tylko zapalenie krtani. Poza tym jestem zielona i wyznaje zasade, ze jesli trwa dluzej niz kilka dni albo jest wyjatkowo upierdliwy, na wszelki wypadek idziemy do pani doktor "sie" osluchac. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale płodzisz te notki, no normalnie!
    Wszystkiego najlepszego dla Elizy, spóźnione ale szczere!
    Mam smaka na torta...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale płodzisz te notki, no normalnie!
    Wszystkiego najlepszego dla Elizy, spóźnione ale szczere!
    Mam smaka na torta...

    OdpowiedzUsuń
  16. W te pędy zakładaj knajpę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja w niedoczasie, po czasie, ale jakże gorąco!
    Sto lat, sto lat!
    No i ochoty na figi mi narobiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Super imprezka, a co tam że chwilkę popadało bardzo dobrze że nie dałaś się pogodzie i impreza była udana...a ja tego czegoś o czym piszesz na końcu nigdy nie jadłam ale wygląda bardzo apetycznie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!