Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 21 września 2015

Powrót...

... czyli skok z planety "urlop" na planetę "codzienność" :)
Ok, ok... Skok nie był, aż tak bolesny, bo nad naszymi czterema kątami czuwała Babcia, jednak mimo wszystko trzeba było się przestawić. No a to już bywa dotkliwe :) Znów trzeba pilnować świeżego pieczywa, pór spacerów z psem, zadań domowych, szkolnych i przedszkolnych spraw...
A było nam tak dobrze :)

Właśnie tak- dobrze... Do urlopu idealnego, trochę jednak zabrakło (o tym kiedy indziej) ale wyjazd zdecydowanie oceniamy na plus. My- to znaczy ja i Księciunio. Dzieci jeszcze nie pytaliśmy :p Aczkolwiek Lila wydaje się być zadowolona- na pytanie co zwiedziła, z rozanieleniem w głosie wyznała, że była w... Rossmannie :)

No to może od siebie dodam, że jednak byliśmy też w paru innych miejscach, a o Rossmanna tylko zahaczyliśmy. A poniżej dowody:

Zatrzymaliśmy się w "naszym" Pasibrzuchu, czyli miejscu, do którego mamy olbrzymi sentyment... I jak za każdym razem dobrze nas tam nakarmiono. Wrócimy na pewno :)




 ... dojechaliśmy szczęśliwie do Skierniewic, gdzie Dziewczyny zwiedziły miejsca, w których mama bywała kiedyś co roku...



 ... i spotkały się z kuzynkami, również- jak to mama kiedyś robiła.


Ze Skierniewic udaliśmy się już prosto do Zakopanego, gdzie dotarliśmy koło 20, żeby następnego dnia, niemal skoro świt, wyruszyć w góry. A raczej... w doliny :)













Plany są po to, żeby je zmieniać- tak mawiają. I chyba coś w tym jest, bo kiedy w czwartek Lila już dość mocno buntowała się przeciwko dalszym górskim wędrówkom, postanowiliśmy następnego dnia udać się do Krakowa...




Natomiast ostatniego dnia, zafundowaliśmy sobie jedną z milszych atrakcji tego urlopu- wycieczkę do Łącka. A co zapadnie nam w pamięć z tego miejsca? Na pewno place zabaw i ćwiczenia pod chmurką...
 

 ... piękne sady owocowe...



... ale najcieplej będziemy wspominać spotkanie z Anią, Wojtkiem i Ich synkiem. Jednak takie wydarzenie, jak moje pierwsze spotkanie na żywo z Kimś poznanym tu, w blogosferze, zdecydowanie zasługuje na osobny wpis :)


Na dziś to tyle "wspomnień"- bo choć ciałem i częściowo umysłem również, jestem już w domu, to wcale nie znaczy, że już zupełnie zeszłam na ziemię :) Na szczęście to był baaaardzo udany poniedziałek, i tu wielki ukłon dla mojego męża, który został jeszcze dziś ze mną w domu. Przez kilka godzin mieliśmy nawet wolną chatę :) Wykorzystaliśmy to, a i owszem :) Ot, takie życie, że człowiek podnieca się na samą myśl, że jednocześnie nie ma w domu żadnej z córek... :p No i nie muszę pisać, że ten urlop był potrzebny głównie nam- rodzicom? Choć pewne kwestie poukładaliśmy już sobie przed wyjazdem, to jednak ten czas poza domem, myślę, że dobrze zrobił nam jako parze. 

Jednak skoro jestem już na tej planecie "codzienność", to mam pytanie do moich Czytelniczek- ogrodniczek: potrzebuję na wczoraj sprawdzony sposób na pozbycie się nornic/kretów z działki. Ja pier... mam wrażenie, że nasza kochana działeczka to jeden wielki kopiec kreta, czy ch... wie czego! Wsadzałam dziś część cebul, i naprawdę przeżyłam szok, jak bardzo wszystko mam rozryte przez te małe cholery. Podejrzewam głównie nornice, bo co ciekawe- kopiec na działce zauważyłam tylko jeden, natomiast kiedy kopałam w ziemi, pełno było czegoś na kształt korytarzy. Głupia ja, bo jednak te cebule wsadziłam, a teraz zachodzę w głowę co to będzie jak te paskudy się nimi poczęstują. Oczywiście najpierw skonsultowałam się z wujkiem "g", ale tam akurat same sprzeczne informacje. Jedni piszą, że nornice zjadły im tylko cebule żonkili i narcyzów, oszczędzając tulipany, inni- że wpierdzieliły tulipany jak świeże bułeczki, oszczędzając żonkile... Dodam tylko, że ja wsadziłam jedne i drugie w liczbie dobrze przekraczającej setkę (a drugie tyle czeka w domu), także hmmm... wolałabym jednak podjąć jakieś działania, żeby moja praca (i kasa) nie poszły na marne. Ludzie polecają różne preparaty (nazwy już sobie pospisywałam) ale tutaj jak wyżej- u jednych się sprawdziły, u innych nie... Pomóżcie :)



27 komentarzy:

  1. A jednak zahaczyliście o Kraków :-) A w Zakopcu coś jeszcze zdobywaliście?

    Co do nornic - masz małe szanse z nimi, ale spróbuj. U nas nie pomogło nic. Natomiast cebulki wkopujè razem z małymi doniczkami, wiem, sporo roboty. Ale masz pewność że przez te doniczki te cholery nie zjedzą Ci wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie to mieliśmy i tak w planach wizytę w Krakowie, ale bardziej w przelocie, a tak byliśmy ponad pół dnia, bo korki nas przytłoczyły :)
      Zdobywaliśmy to hmm za dużo powiedziane :) Byliśmy oczywiście w Kościeliskiej, Chochołowskiej i na Morskim (Lila w większości w wózku) i na Nosalu oraz Hali Kondratowej- tu już panna na nogach szła.

      A masz jakieś doświadczenia z tymi koszyczkami na cebulki? Używałam ich w ogródku przed blokiem, i tam się sprawdzały, ale tam też nie było nornic... Z resztą cebul póki co się wstrzymuję. Cholera, co to za zaraza te nornice.

      Usuń
    2. Na nornice używaliśmy: grube wkłady na baterie - wydają dźwięk piszczący, który ma te cholery odstraszyć. Jakieś płyny, które się wlewa do otworów kretowisk. Świece dymne, które się podpala i też wkłada do otworów. Ni huhu - co roku jest ich więcej i więcej, myślę, że mamy już jakąś podziemną kolonię nornic.
      Jeśli chodzi o koszyczki - pani w kwiaciarni, gdzie kupowałam cebulki mi poradziła, bym zasadziła w takich malutkich plastikowych, doniczkach na sadzonki, miała tych doniczek od groma i mi je po prostu dała. Zasadziłam tak m.in. krokusy i rosną mi od kilku lat (aczkolwiek nie rozrastają się).
      Popytaj może w jakiejś kwiaciarni, żebyś nie musiała 100 koszyczków kupowac...

      Usuń
    3. Aha, nornice najwięcej ryją na jesień i wczesną wiosną. W lecie prawie nie ma kopców i można się nabrać, ze sie je wytępiło...

      Usuń
  2. O aż mi się zatęskniło do gor :) Blisko nas byliście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie macie, tak blisko gór. Zazdroszczę!

      Usuń
  3. Ale fajnie, ze już do nas wróciliście. Z tego co czytam to "związkowi" ten wypoczynek też się przydał. Dobrze, że jesień ładna i sucha to szoku nie przeżyjecie, że teraz to już tylko koc i książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przydał, przydał- oj tak. A powiem Ci, że szok termiczny i tak był.

      Usuń
  4. Fanka gor nie jestem, ale bardzo podobaja mi sie te klimatyczne, gorskie widoki. Ciesze sie, ze urlop sie udal!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, ze wrociliscie zadowoleni! Tak trzymac !!!
    Zachecasz tymi Tatrami :) moze i my w tym kierunku kiedys zboczymy- smaka mi narobilas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, na pewno byś nie żałowała!

      Usuń
  6. Kościeliska, Morskie Oko i czyżby widok z Gubałówki?
    Marta, gdzie mieszkacie jak jeździcie do Zakopanego?
    Bo my na Cyrhli, jak dla mnie z Lil, bez auta samej to za daleko, a szukam czegoś bliżej. Marzy mi się jeszcze zawitać tam jesienią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, z drogi na Nosala :) Ale na Gubałówce też byliśmy :)
      Madziu my zatrzymujemy się w Willi Anuś. To na Pardałówce, z dzieckiem polecam pokój nr 4. Nie wiem, czy zależy Ci na posiłkach, bo o tej porze roku mają już tylko śniadania. Ale dobrze karmią na ten pierwszy posiłek w ciągu dnia. Minus to brak kuchenki, przy dziecku może być ciężko. My wykupiliśmy obiadokolacje w innym ośrodku. A wieczorem robiłam dziewczynom kanapki. Gdybyś chciała o coś zapytać- śmiało. A nie wolałabyś gdzieś w Kościelisku na przykład?

      Usuń
    2. Najbardziej to ja chcę w Dolinie Strążyskiej :)
      jest absolutnie wszędzie blisko - i do centrum i w góry :)
      Jeździłam tam przez jakieś 6 sezonów, aż nasza pani Kasia sprzedała dom po śmierci mamy. Ach... coś znajdę pobliżu ale na razie czekam na decyzję męża mego :)

      Usuń
  7. Ja na kreta tescia polecam kiedyś u nas nad kretowka stal dwie godziny i złapał skurczybyka. Co do nornic to chyba tylko preparaty zostają w sklepie Ci na pewno dobry sprzedawca doradzi co i jak zrobić.
    Ciesze sie że Wam sie podobalo i oczywiscie drzwi u nas zawsze dla Waszej rodzinki stoja u nas otworem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Martuś, ale mi się gęba śmiala czytając ten post. Super, że wakacje udane, ale najbardziej raduje mnie to, że Marcin znowu jest Księciuniem :D :D :D przesyłam buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  9. O! Kraków :) że też się nie spotkałyśmy :P
    I Tatry... Piękne jak zawsze... Super, że odpoczęliście!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale zazdroszczę tych gór :) Miło tu u Ciebie, myślę, że zagoszczę na dłużej ;) Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Pewnie pod powiekami masz jeszcze te piękne widoki. Nie dziwię się. Cieszę się, że wyjazd się udał. I że tak pozytywnie na Was wpłynął :) Niech ten stan trwa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Łał, super wakacje, czuć od Ciebie tę pozytywną energię :) Mam nadzieję że między wami już tak zostanie cudownie :) A wizyta w Rossmannie też musiała być owocna skoro córa tak ją zapamiętała :) Niestety jestem początkującym ogrodnikiem nic nie poradzę :( Ale jak już znajdziesz skuteczny sposób to się pochwal będę wiedzieć na przyszłość
    Całuski :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Taaa, rodzinnym wakacjom chyba najczęściej troszkę brakuje do ideału ;) - ale po relacji i zdjęciach wnioskuję, że byliście tego ideału bardzo bliscy i wcale nie dziwię się, że ciężko Wam teraz zejść z gór na niziny i od nowa przyzwyczaić się do codziennej rutyny :)

    Na nornice i krety nic nie podpowiem, bo ogrodnik ze mnie żaden i nawet na balkonie roślinek nie hoduję :) Moja babcia czyha na krety z laską i tłucze je po głowach, kiedy wynurzają się ze swoich dziur, ale osobiście uważam ten sposób za bardzo drastyczny i niehumanitarny ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak fajnie, że już wróciłaś - choć fajnie bardziej dla nas, bo Ty pewnie wolałabyś jeszcze tam być ;) Piękne zdjęcia, widoki cudne, Krakowa akurat nie lubię, dotąd bywałam tam zawsze służbowo, szkoleniowo, mitingowo itd Głowna siedziba firmy w której pracowalam, tam się mieściła. I jakoś tak mi już smak krakowa pozostał nie za smaczny. Może czas to zmienić :)
    Fajne takie spotkanie na żywo z koleżanką z bloga, miałam już też takie, nawet dwa :) Z Hanią (mama zochulka) i Pati (mamą Adasia - Adaś, nasz mały książę), szalenie miłe spotkania :)
    Czekam na dalsze relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  15. To witamy :) świetne wakacje mieliście - wspomnienia na lata! Z kretami niestety nie pomogę :( Ale mam nadzieję, że sam zrozumieją i sobie pójdą ... na inną działkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajne wakacje!
    Na krety i nornice chyba NIC nie dziala, bo zyja sobie na naszych posesjach ile chca i jak chca. Slyszy sie wciaz o przepedzajacych krety swiecach dymnych, preparatach przeroznych, albo szmatach nasaczonych nafta. Moja babcia tepila krety wkladajac im w nory sledzie (odpowiednio smierdzace! - tzn. lby, wnetrznosci, skory) i podobno to troche pomagalo. Inni jednak mowia, ze te smrodliwe resztki sledziowe wcale nie pomagaja, ale z powodu smrodu wlasciciele ogrodu nie chca sie zblizac do nor krecich i w ten sposob coraz rzadziej je widuja. Nie wiem... W kazdym razie, jesli juz - to polecam kazde smrody typu resztki rybne, kurczakowe, itp. psujace sie mieso zaaplikowac w nory. Jesli nie pomoze - na pewno dzialce nie zaszkodzi. Bedzie kompost organiczny.

    OdpowiedzUsuń
  17. wolna chata :). my sobie zafundowalismy jeszcze tydzien po wakacjach, we wrzesniu i bylo zajebiscie :))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!