Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 26 października 2015

Dzień kundelka, czyli adoptuj psa, a nawet dwa :)

Dzięki Tosinkowym Opowieściom dowiedziałam się, że wczoraj obchodziliśmy to psie święto. Szkoda, naprawdę szkoda, że dopiero dziś było mi dane to odkryć- przynajmniej miałabym wczoraj jakiś powodów do świętowania :) Nie, nie- nie będę płakać za PO. Nie cieszy mnie też wygrana PIS-u. Ot, taka sytuacja :) I to by było tyle o polityce, bo jak wiecie- na tym blogu nie ma nią miejsca. Prędzej Wam tu machnę post o karmieniu piersią (Boże, uchowaj!), albo o tym, że "mamy cesarkowe" też mogą czuć się dumne (Boże, uchowaj po raz drugi) niż wdam się w polityczne dyskusje :)

Wracamy więc do czterech łap, merdającego ogona i głośnego szczekania czyli, przybliżę Wam dzisiaj trochę postać naszego kundelka. Jednak nie- to nie będzie TEN obiecany post pt. "Prawdziwa historia Miśka".

Na to, żeby Wam ją opowiedzieć, potrzebuję czasu. Chcę budować napięcie, grać emocjami i wyciskać łzy :) Sama, chcę przeżyć to jeszcze raz. Zapisać toczka w toczkę tak jak było, żeby kiedyś, kiedyś móc do tego wrócić, wyć jak bóbr i... pojechać do schroniska po kolejnego psa.

Tyle czasu spędzonego przed laptopem w poszukiwaniu TEJ rasy. Rasy, która spełni nasze oczekiwania pod względem wielkości, temperamentu, potrzeb, predyspozycji... Rasy, której my będziemy mogli dać od siebie tyle samo, ile ona nam. Tyle godzin na poszukiwaniu psa idealnego. Nie do końca chciany kompromis, bo jednak ze względu na Lilę z marszu odrzuciliśmy rasy duże, a te "kręcą"nas chyba najbardziej. Kilkanaście telefonów, jeszcze więcej maili, ulga, że trafiamy na uczciwych, kompetentnych hodowców, a nie na handlarzy. Bo i hodowca może być jedynie handlarzem, ale tu już musiałabym rozwinąć myśl. Dzięki temu szczęściu, nie "ładujemy" się w rasę, która Elizie podobała się bardzo, a która mimo, że na pozór sprawiała inne wrażenie, nie byłaby dla nas odpowiednia. Odpowiedzialność- to takie ważne słowo. Zarówno z perspektywy przyszłych właścicieli, jak i właściciela, który ma oddać zupełnie obcym, przecież, ludziom szczeniaka...

W końcu jest. Wybraliśmy. Decyzja zapadła... Oczekujemy razem z hodowczynią z Poznania. Fantastyczna kobieta, wielka miłośniczka psów. Wymieniamy maile. Prześwietla nas na wylot, nie boi się pytać. Chce, żebyśmy i my pytali. Mówi, że wtedy mniej się boi oddać szczeniaka. Wiem, że lepiej wybrać nie mogliśmy.

I właśnie wtedy, kiedy niemal odliczamy z Kasią tygodnie do końca ciąży Jej suczki, w naszym życiu pojawia się ON.

Pojawia się zupełnie normalnie, jak kilkadziesiąt innych psów, które widywaliśmy już pod naszym blokiem- podczas cieczki suczek naszej sąsiadki z naprzeciwka.

I nigdy, przenigdy nie spodziewałabym się, że po ponad dwóch miesiącach od chwili, kiedy zaczęłam GO w ogóle zauważać, adoptujemy GO ze szczecińskiego schroniska.

Misiek, Michula, Misiasty... Tak bardzo nierasowy, a tak bardzo nasz.

Tu zaraz po adopcji- także Lila jeszcze ze smokiem (tak, tak :p) a Misiek jeszcze bez... futra :) Kiedy GO poznaliśmy był strasznie zarośnięty, w większości sfilcowany, brudny i śmierdzący. A "Miśkiem" został właśnie ze względu na tą Jego sierść... W schronisku obcięli Go bardzo krótko, i dobrze- raz, że uporali się w ten sposób z filcem i zaniedbaną sierścią, a dwa- lato ma swoje prawa. My wraz z nadejściem wiosny też zabierzemy Go do psiego salonu piękności... Ciekawe, czy będzie tak samo niezadowolony, jak podczas kąpieli :)



A tu już przypomina naszego Misia :)
Tyle, że bez kołtunów, filcu i smrodu... 
A psi zapaszek- no tego chyba nie da rady uniknąć. Zwłaszcza po deszczu...
 



50 komentarzy:

  1. My naszego Miśka też "adoptowaliśmy" - ale nie ze schroniska, a prosto z ulicy :) Dla mnie kundel to najfajniejsza rasa - tyle różnych cech w sobie łączy, czego można chcieć więcej ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, a najpiękniejsza jest ta kipiąca z nich miłość :)
      My chcieliśmy wziąć Miśka z ulicy, a raczej spod bloku, ale On nie chciał, czyli widzisz- to naprawdę długa historia.

      Usuń
  2. No dobra o święcie się dowiedzialas, ale czy psina dostala od ciebie cos z tej okazji? :) Życzenia, drapanie za uszkiem czy seans godzinnego glaskania?
    Psiaki sa kochane. Ja bym adoptowala każdego jakbym tylko mogla.. urocze zwierzaczki szukające milosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, Misiek ma codziennie takie seanse :)

      Usuń
  3. Ależ on cudny!!!!! Rozumiem co prawda miłość Lili do dużych psów, ale ten jest po prostu przeuroczy!!! Ja miałam adoptowanego kundelka, powiem ci, że takie pieski, nie rzadko po przejściach, są mega wdzięcznymi istotami!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie wszystkie psy kochają ludzi i są im oddane- te rasowe także. Kundelki, właśnie to po przejściach, to jeszcze inna historia. One właśnie czują tą wdzięczność, lęk przed utratą właściciela, domu...

      Usuń
  4. Udalo Ci sie :) zostawilam sobie Twoj post do porannej kawki - bo w koncu bedzie TEN post a tu "psinco" ;) Zbudowalas napiecie, czekam wiec na dalsza odslone :)))
    Psiak piekny i pewnie szczesliwy- bo Wy to juz wiem, ze TAK!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misiek co prawda mówić nie potrafi, ale sądzę, że tak- jest szczęśliwy :)
      Kochana, napiszę ten post, na pewno!

      Usuń
  5. Pięknie to napisałaś Marta! Od początku do końca:) i to bardzo piękna lekcja dla Twoich dzieci - ta adopcja, opieka nad nim, a kiedyś pożegnanie. A Misiek jest przepiękny!
    Ja jestem bardzo szczęśliwa, że Miłosz wychowuje się z psem, sama tego nie miałam, a zawsze tesknilam za własnym psem, bo niby były psy u dziadków, ale jednak nie moje. Teraz mam takiego fisia, że najchętniej zakazalabym hodowli dopóki wszystkie boksy w schroniskach nie staną puste. Wiem, mrzonka. Glaski dla szczesciarza Miśka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu przyznam, że zaimponowała mi niesamowicie Eliza. U Niej w klasie kilka dziewczynek miało obiecane psy, oczywiście wszystkie rasowe, także sądziłam, że i Ona będzie chciała takiego i tylko takiego. A jednak ten futrzak skradł zupełnie Jej serce. A to, jak On się do Niej przywiązał, kiedy żył jeszcze na wolności było niesamowite. Często ich widok chwytał mnie za serce.

      Ja też jestem zdania, że idealnie jest, kiedy dzieci mogą wychowywać się z psem/kotem. To dla nich super lekcja na wielu płaszczyznach. No i zdrowotny aspekt nie jest tu bez znaczenia. Chyba, że ma się w domu alergika, to wiadomo...
      Pozdrawiamy

      Usuń
  6. Najslodsza to i tak Lilcia z tym smoczusiem, od razu mi sie Tolcia taka malutka przypomniala :)
    Takie adoptowane, przygarniete zawsze sa najlepsze i jak ktos przygarnie takie kundelkowe cudo to widac ze to czlowiek o dobrym serduchu :)
    Ja zawsze tez mialam jakies znajdy kocie, psa jedynego jak dotad tez wzielismy, choc ja bylam oporna, ale Tomek i Zuza z miejsca sie zgodzili, jak sasiedzi pokazali nam takie niewiadomo co male czarne, ktore ktos na ich oczach wyrzucil tego dnia z jadacego auta.... i wyroslo to cos na wilkopodobnego duzego psa, kocham go choc krwi mi napsul nieraz jak ogrod zakladalam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Kochana! O ogrodzie to Ty nawet nie wspominaj :) My co prawda tylko działkę mamy, no i nasz Misiu to jest stateczny 5latek... Ale też pokazał na co Go stać :)
      Tu akurat nasz błąd, bo potem wyczytałam, że psu trzeba zostawić/stworzyć jakieś miejsce do kopania. A żeby Go tego nauczyć, można np zakopać tam parę smakołyków. Wtedy pies uczy się, że może kopać właśnie tam, i nie "nosi" Go po całej działce/ogrodzie. Misiek ma takie miejsca trzy... Trzy miejsca, w których zrobił mi rewolucję :)

      Usuń
    2. nasz miał 10... tygodni jak do nas trafił, dziś ma przeszło 8 lat i ja nie widzę oprócz siwej mordy żeby on wydoroślał ;) Kopał nawet mało, ale zawsze trafnie, bo np tam gdzie świeżo posadziłam np sosenke i ją podlałam, to dla ochłody ją wykopał i usadowił się w mokrym po niej dołku, jak wróciłam z pracy, to sosenka i jej korzenie na upale zdechły, a Fuch merdał szczęśliwie ogonem. kable które wystawałyy z ziemi, bo do czegoś tam były przygotowane, codziennie coraz bardziej były porozciągane, a jak zasialiśmy trawnik, to przebiegł się po takich swieżych mokrych nasionach, ciagnąć za sobą smycz... nie musze pisac jak świeżo poasiany trawnik wyglądał. Ech, wiele takich rzeczy było, ostaliśmy go w miesiąc po tym jak się wprowadziliśmy tutaj - nie było z nim łatwo, mały szczeniak, sikający pod siebie na Twój widok.. po paru latach odkrył, że można się podkopywac pod ogrodzeniem i zwiedzac okolice... to jest koszmar, bo gówniarz wie, że robi źle, ale nie da się tego w nim wyplenić, powsinoga cholerna, a wiesz, to wielki pies, ludzie go się boją, a do tego wybiega na ulice jakby nigdy nic.. nieraz wracałam ze spaceru, czy ze sklepu, a tu mój Fux na środku drogi, biegnie sobie, coś tam wącha... czasami nie mam zdrowia do tego łobuza.

      Usuń
  7. Ale mu u was dobrze, przeczytałam wpis o daniach i gorączce, przeszła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy a pamięć, tak przeszła- zapalenie gardła.
      Buziaki

      Usuń
  8. Czuje niedosyt! A skad on sie wzial pod blokiem?

    Kocham zwierzeta. Mam nadaieje, ze kiedys chlopcy tez beda mogli miec pieska :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniu, skąd to nie wiemy. Był mega zaniedbany, ale na przykład niewychudzony. Nie miał też obroży.
      Mam nadzieję, że uda Wam się z psiakiem.

      Usuń
  9. Misiek to prawdziwy szczęściarz, że trafił do tak kochającej go rodziny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Kasiu, że i my czujemy się szczęściarzami :)

      Usuń
  10. Może i nierasowy, ale piękny i Wasz, a Wy Jego :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny jest :) Będzie fajnym fajnym towarzyszem dla dziewczynek. Ja niestety nie mam warunków, ale za to mam upartego sierściucha, który nadrabia za wszystkie psy. :) Jednak co zwierzak w domu to zwierzak. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, fajnie kiedy można w domu mieć czworonoga :)

      Usuń
  12. Alez wspaniale psisko! My z kilku wzgledow nie mozemy miec zwierzat domowych,niestety. Czsem tez sobnie wzdycham,ze jednak dom z kotem/psem jest o wiele pelniejszy. Teraz niecierpliwie bede czekac tej wyciskajacej lzy opowiesci,ktora zapowiedzialas. Bardzo mnie zaciekawilas;) Acha i spoznione ale jednak zyczenia dla Miska i dla Was z okazji wczorajszego swieta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Haniu. Historia Miśka, a raczej jej ciąg dalszy, bo trochę już tu Wam wyjawiłam, na pewno się pojawi, ale ten czas,.. Kiedy brać na to czas :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. No, my na przykład mamy za dużo miejsca na łóżku... (poza tym Sanczez nie chce wchodzić pod kołdrę i grzać stóp...) więc myślimy o drugim :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I prawidłowo- bierzcie drugiego :)
      Oj powiem Ci, że i nasz hrabia to ma swoje nawyki i humory, które musimy szanować i respektować :) Także nie ma to tamto, że On się tak totalnie poddał nam :)

      Usuń
  14. Uwielbiam foty Waszego psiaka. I aż dziwnie, że on nie rasowy - taki cudny jest, że w ogóle takiego zwykłego kundelka nie przypomina (lubię kundelki, ale jednak sztywna sierść, krzywe łapy, wyłupiaste oczy to raczej u nich standard). Super że go macie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, dzięki za takie pochlebstwa :) A powiem Ci, że w schronisku jak po Niego byliśmy to takich kundelków o jakich piszesz było jak na lekarstwo. Czasami są to naprawdę tak piękne, wspaniałe psy, że niczego zupełnie im nie brakuje. Zresztą- i te najbardziej kundelkowate, że się tak wyrażę, też chcą być kochane :*
      My też się cieszymy, że On jest z nami, że nas wybrał sobie.

      Usuń
  15. Misiek 😊 slodziak jak i jego właścicielki

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie zawsze brzydził psi smrodek tak ze zastanawiałam sie jak ludzie z tym żyją. Od 7 lat żyjemy z tym i my i jesteśmy szczęśliwi :)
    Uściski łapek dla Michulka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i wszystko na ten temat :) Pies wnosi do domu wiele radości.
      Michu odsyła uściski i merda ogonem :)

      Usuń
  17. No wreszcie do ciebie dotarłam :) Piesio fajny, dobrze, że go przygarnęliście i daliście mu dom :) Czekam zatem na tą "wzruszającą historię" o adopcji Miśka :))

    Ps. Zdrówka dla Lilki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To my się cieszymy, że on jest z nami.
      Dzięki.
      A historia... No czasu mi brakuje :(

      Usuń
  18. Też mam adoptowanego psa i zastanawiam się nad drugim;)Śmieszny kudłacz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, super, że jest nas więcej. Pozdrawiam

      Usuń
  19. Po futrzastym pysku widać, że z niego kawał słodkiego łobuziaka. My powoli myślimy nad kotem. Jak się nam rozjaśni sytuacja zdrowotna synków i będzie to możliwe, pewnie zaadoptujemy jakiegoś mruczącego sierściucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała dom, to byłaby w nim wylęgarnia psów i kotów, a wszystkie żyłyby ze sobą w pełnej zgodzie i w poszanowaniu swoich praw i zwyczajów :)
      A tak serio- wiadomo, że lepiej nie iść w ilość, a zastanowić się ile czasu możemy poświęcić zwierzakowi. Ale tak- marzy mi się dom, ze dwa adoptowane psy, jeden rasowiec (ale nie na specjalnych prawach) i ze dwa koty- znajdy :)

      Usuń
  20. No to teraz az mnie zwierzbi, zeby sie dowiedziec jak z oczekiwania na narodziny rasowych szczeniat, przeszliscie do adoptowania schroniskowego kundelka! :)

    A Misiek jest piekny! Stylowo ostrzyzony przypomina troche teriera, troche sznaucera. ;) A smrodek... E tam, idzie sie przyzwyczaic. Ja tak naprawde tylko w ciazach nie moglam zniesc zapachu naszej Belusi, normalnie nawet go nie zauwazam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata- w samo sedno. Jak ktoś się pytał co to za rasa (bo kiedy był tak obstrzyżony wyglądał jak prawdziwi rasowy pies) to ze śmiechem odpowiadaliśmy, że taka nowa krzyżówka sznauco-terier :)
      Ja zauważam, ale zawsze miałam w domu psy, także mi nie przeszkadza. Jednak kiedy były u nas te deszcze, no to Ci powiem, że masakra :)
      A opowieść będzie, ale ja mam już tyle zaległości, że... Nie wiem, nie wiem kiedy to ogarnę :) A dziś mieliśmy pasowanie na przedszkolaka, także kolejny ckliwy post trza by spłodzić :)

      Usuń
  21. A jaka rasa byla brana pod uwage? Przyznam,ze psow sie rroche boje,chociaz lubie,szxzegolnie pozytywne wydaja mi sie goldeny:-) wasz Misiek jest przekochanym psiakiem,znalazl uWas wspanily,odoowiedzialny dom! Aby jak najwiecej psów tak dobrze trafilo:-)
    Ja za to jestem zapaloną kociarą...:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty mnie fascynują. To nie to samo co psy, poddane człowiekowi. Kot to osobowość :)
      Ras branych pod uwagę było sporo: od owczarka australijskiego, przez border collie... Stanęło na (wg mnie) świetnej rasie- springer spaniel angielski.
      Ostatnio widzieliśmy goldena, ale nie tego o umaszczeniu biszkoptowym czy złotym, ale takie białego- no fantastyczny był. Goldeny podobno sprawdzają się przy dzieciach, ale tu ilu hodowców, tyle opinii.

      Usuń
  22. Boski jest Wasz pies. I bardzo fotogeniczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się- boski i fotogeniczny, ale pozować nie znosi.
      Ot, taki typ :)

      Usuń
  23. Jest absolutnie cudny!! Przed moimi bliźniakami sama szykowałam się do adopcji psa. Teraz trochę muszę odczekać, bo nowemu członkowi rodziny trzeba poświęcić odpowiednio dużo czasu, a z tym u mnie nieco krucho...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty Promesa- ja myślę, że przy prawie rocznych bliźniakach masz mnóstwo czasu :)
      A tak serio- dużo zależy też od tego na jakiego psa się zdecydujesz. W schroniskach jest ich mnóstwo-począwszy od tych, które miały dom i znają zasady i reguły w nim panujące, po takie, które uciekają na widok smyczy i obroży. Tym drugim tego czasu potrzeba znacznie więcej, czasami bez doświadczonego wsparcia się nie obędzie. A Ty nie miałaś psa? Kurczę, byłam pewna, że kiedyś wspominałaś o nim w którymś poście.
      Chyba, że chciałaś kolejnego do rodziny :)
      My gdzieś tam po cichu rozważamy, ale na razie jest więcej argumentów na "nie", niż na tak. Poza tym, mamy tu teraz takiego samca alfa, że nawet adopcja suki nie rozwiązałaby problemu.
      Buźka!

      Usuń
    2. Mamy psa :-) Cudnego, chyba wreszcie przedstawię go na blogu, bo jeszcze pewną część naszego życia ukrywam przed światem ;-) Być moze to się wkrótce zmieni.
      A o adopcji myślałam, bo tak naprawdę... mamy dwa psy, i jeden jest już baaaardzo stary. Tzn. też nie do końca tak - ten drugi pies nie jest "nasz", ale jest/przebywa na naszej posesji, więc tak jakby był nasz :-) Wiem, trochę to pokręcone, no ale...
      No nic, w każdym razie przy bliźniakach i tak mam tyle czasu, że kolejny pies byłby małym harakiri ;-)

      Usuń
  24. Jak temu psu dobrze z oczu patrzy.

    Ja bardzo wierzę w to, że psy z człowiekiem same się wybierają.
    Kiedy my sprzedajemy psy (mamy często rasowe szczeniaki), to przeważnie robimy tak, że zapraszamy do nas przyszłego właściciela psa i dajemy mu chwilę na zabawe z psami. Pies "sam się wybiera", to widać w zachowaniu zwierzaka, w oczach.

    Ja ostatnio się zakochałamw takim bezdomnym psiaku spod bloku. Dokarmiam go codziennie i on już się nauczył, że zawsze wieczorem wyjdę mu zostawić jedzenie. Nie interesuje mnie zdanie moich są sąsiadów, któym strasznie to przeszkadza, że pies się kręci pod blokiem. Puszczam te uwagi mimo uszu, bo nie myślę, żebym miałą się czego wstydzić, nie robię niczego złego.

    Lubię ludzi, którzy mnożą miłość też na zwierzaki

    OdpowiedzUsuń
  25. Nasz Reksiowaty też schroniskowy adopciak. Nie wyobrażam sobie dni bez niego. Czasami myślę, że to jedyny członek rodziny który zawsze i za nic, cieszy się, że nas widzi.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!