Mama2c

Mama2c

wtorek, 20 października 2015

Kino, CRP, "skejterka", filharmonia...

Jak widać- kreatywność w budowaniu napięcia tematem posta- bliska zeru :) No chyba, że ktoś umiera z ciekawości, co ja- mama dwóch córek, robiłam w filharmonii :)
Niestety, kreatywność wymaga także zaistnienia pewnych okoliczności, a okoliczności są dziś takie, że marzę tylko o ciepłym kocyku, paczce chusteczek, i kimś pod ręką, kto będzie mi przynosił gorącą herbatkę.
No, to się dopiero rozmarzyłam...

Czas na "raport" :)

Kto zna lepiej dziecko, niż mama? No kto? Czy to w kwestii kaloszy, czy kina...
Tak jak przypuszczałam, z wyjściami do kina możemy jeszcze spokojnie zaczekać :) Owszem, pierwsze 20minut było Lilki- podobno nawet z zainteresowaniem oglądała. A potem było już tylko gorzej...

Nie, nie- nie, żeby tam jakieś sceny dantejskie się działy. Zwyczajnie- limit koncentracji uwagi został wyczerpany, a Lilę interesowało tylko to, kiedy wyjdą z tej dziwnej sali :)

Przed kinem...


Po kinie...
 
Zaraz po kinie, z duszą trochę na ramieniu, pojechaliśmy na pobranie krwi. Każde z nas stresowało się czymś innym- Marcin wynikiem (czułam, że będzie dobrze), a ja samym pobraniem- nie wiedziałam, jaka będzie reakcja Lilki. Okazało się, że Ona miała z nas największy luz. W trakcie, kiedy pani pielęgniarka "męczyła" Jej paluszka, Mała tylko spytała, czy już jedziemy- ot, i tyle zainteresowania :)

Wyniki, tak jak podejrzewałam, były dobre. CRP nie przekraczające 1, także wielkie UFFFF :)

Musieliśmy się jednak zrelaksować. A jak relaksują się trzy dziewczyny, jeśli nie mogą uspokoić skołatanych nerwów zakupami? Pojechaliśmy na kawę :)



W niedzielę, tak jak mieliśmy w planach, pojechaliśmy do dziadków. Układ jest fantastyczny- ja ciasto, mama obiad :) Niestety, zapomniałam aparatu, także wszystkie zdjęcia w tym poście, zostały zrobione telefonem. Jakość jakością, ale smaku i wyglądu tego ciasta, na pewno nie oddadzą:



Chyba powtórzę je na Lilki urodziny...
Przy okazji wizyty u dziadków, odwiedziliśmy też mojego brata- chrzestnego Lilki.
Lila poszalała na nowym placu, koło Ich bloku, a Eliza dostała w spadku po Dawidzie deskorolkę. Bardzo Ją ten prezent ucieszył, i widzę, że złapała nowego bakcyla :)



Natomiast w poniedziałek zgodziłam się towarzyszyć przedszkolakom w wyjeździe do Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie. Brzmi dumnie, prawda? I słusznie :)
Jechaliśmy w obie strony autobusem, co początkowo trochę mnie przerażało, ale dzieciaki były naprawdę świetne. Zarówno w podróży jak i na miejscu. I bynajmniej nie piszę tego, bo chodzi o "nasze" dzieciaki. Jak wiecie- daleka jestem od takiego słodzenia, realnie i dość krytycznie oceniając poczynania własnych, osobistych dzieci :)
W każdym razie było dobrze. Dzieci zainteresowane, skupione. Fakt, że formuła takiego spotkania dla maluchów, była fantastyczna. Owszem, wysłuchały kilku utworów, ale każdy jeden poprzedzony był rozmową, opowiadaniem (przystosowanym do możliwości poznawczych i wyobraźni najmłodszych) o danym instrumencie, klaskaniem i tak dalej. Dziewczyna, która prowadziła całe to spotkanie, skradła moje serce. Chyba pierwszy raz w życiu spotkałam taką animatorkę. To, w jaki sposób mówiła do dzieci, jak zachęcała Je do rozmowy, do aktywnego udziału- no coś wspaniałego, i mód na matczyne serce :)




Natomiast jeśli miałabym napisać, jak to było być opiekunką w grupie Lilci...
Cóż... Byłam na każdym jednym wyjeździe, kiedy to Eliza chodziła do przedszkola. I muszę przyznać, że Elizka po stokroć lepiej się wtedy odnajdywała. Owszem, cieszyła się, że jestem, ale... była przy tym zupełnie normalna. Lila natomiast zachowywała się tak, że nawet pani zauważyła, że w przedszkolu, jeszcze nigdy czegoś takiego nie pokazała :) Kłóciła się z dziewczynkami (od początku miałam wrażenie, że Ona zdecydowanie lepiej dogaduje się z chłopcami), była taka totalnie "niedotykalsa"- podnosiła larum, gdy tylko któraś z Nich Ją dotknęła... No cuda wianki. I szczerze mówiąc- mocno zastanowię się, czy następnym razem pojadę z Nimi.

A na koniec, zamiast pójść z dziećmi do przedszkola (wróciliśmy o 13), kategorycznie oświadczyła, że wraca ze mną do domu... Może to błąd, ale uległam- zwyczajnie nie chciało mi się za godzinę znów tam po Nią iść. 

Dziś za to czeka mnie wywiadówka u Elizy... "Uwielbiam" :) Dlatego, ostatkiem sił, zwlekę się do kuchni, upiekę dyniowe muffinki z orzechami, i zacznę się nastrajać na to jakże przeze mnie lubiane wydarzenie.






23 komentarze:

  1. I jak tu się odchudzać, no jak pytam :) Marta, jesteś mistrzynią nie tylko w kuchni, ale i w kuszeniu :) Jeśli to ciasto jeszcze lepiej wygladało niż tu to moja wyobraźnia tego nie ogarnia :) podzielisz się przepisem? wyglada obłędnie!!

    Fajna wycieczka, a Lilcia widze jak Tymon, On tez jak ja jestem w przedszkolu czy gdzieś tam z nim wśród innych dzieci to tak się popisuje wtedy, że hej :)
    Bo to jest wtedy wiesz popis i przed dziećmi i przed Tobą, niebezpieczna kumulacja ;)

    Wywiadówki hahaha, też "uwielbialam" zawze, jeszcze chwila i znowu u nas się zaczną, ech..

    jesssoo i dyniowe muffinki z orzechami, nosz.. :)

    buziaczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, przepis wkleję w komentarzach, jak go odnajdę- na pewno dziś, ale potrzebuję chwilę. Jak Ci się nudzi, a chcesz je upiec, to zacznij już łuskać orzechy :) Tam porządną szklankę sypnęłam.

      Oj tak- popis był na całego. Może Lilce to przejdzie. Oby.

      O wywiadówkach u Elizy mogłabym dużo pisać. Naprawdę dużo. Staramy się tam z Marcinem chodzić na zmianę. Dziś moja kolej :) Chociaż z jednej strony strasznie nie lubię, kiedy Marcin na nie chodzi- On ma jakaś taką tendencję do przesadnej dramaturgii i z byle czego robi mega problem. Czwórka ze sprawdzianu? Koniec świata... Niestaranne pismo? Już po maturze... Rozumiesz? :)

      Usuń
    2. Rozumiem :D
      Czekam na przepis, idę łuskać ;)

      Usuń
    3. I ja czekam na ten przepis!! Moja Pola non stop ma fazy na bycie "niedotykalską" i patrzenie bykiem na wszystkich, którzy próbują ją zagadać,.

      Usuń
  2. Ciasto.... Aaaa, ależ chętnie bym się poczęstowała :D
    No to się ukulturalniacie całą rodziną na całego :)) Też bym sobie z dzieciakami do kina skoczyła... Chociaż w taką pogodę to chyba wolę odpalać filmy na laptopie i oglądać je zawinięta kołdrą po czubek nosa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Częstuj się Kochana, częstuj :)
      O tak, mi też się nie uśmiecha nigdzie wychodzić.

      Usuń
  3. Przeżyłam kilka takich wyjazdów z dziećmi z przedszkola..... Ból głowy po powrocie równał się z radością bycia z nimi :) Czyli MEGA! Z tym pobraniem krwi to może trzeba było przed kinem? Może Lilka juz się denerwowała i nie mogła się skupić? A tak po pobraniu byłaby relaksujaca nagroda :) PS nasze dziewczynki mają identyczny żakiecik - Pepco? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Lilki to te 20minut to taki Jej maks. Czy malujemy farbami, czy układamy puzzle.
      Ja lubiłam z Elizą jeździć, z Lila? To jeszcze nie wiem jak będzie dalej :)
      A żakiecik tak, tak- stare dobre Pepco. Tylko teraz nie wiem o który pytasz? Ale jeden i drugi to Pepco :)

      Usuń
  4. Kurczę potrafisz zakończyć dyniowe muffinki... ja przy tobie to ani na zmywak się nie nadaje. Zabawa widzę była super i w kinie i u rodzinki i w filharmonii. A mała widocznie chciała żebyś nie poswiecala innym dzieciom uwagi tylko jej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O widzę w kinie Lila byla z świniakiem 😃 no powiem Ci że ciasto wygląda super zreszta jak zawsze....

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się że wyniki dobre ;-).
    My do kina pewnie pójdziemy w przyszłym roku na Auta3. Bo pewnie też do pół godziny by wiedzial. Dzieje się u Was,żadnej stagnacji! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moi chlopcy uwielbiaja kino...
    A to ciasto...az pachnie mi tu.
    Pieczesz nieziemsko!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. No tez bym zjadła takie ciacho :) mniam, wygląda mega pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam propozycje pomocy pilnowania dzieci w wypadzie na basen. jak ma to się kończyć bólem głowy u mnie migrenami to nie wiem czy warto. Wywiadówki też uwielbiam.Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  10. Matko dawno tu u Ciebie nie pisałam ale to ciasto. Normalnie już po kolacji jestem.
    Wybacz , że nie pisałam ale nawet czasu dla siebie nie mam ostatnio. Cieszę się , że urlop Wam się udał.
    W filharmonii to mój syneczek ( który ostatnio nas zaskakuje swoim zachowaniem) zapewne zachowałby się jak Twoja córcia. Więc zapewne jak będą mnie prosić o pomoc przy wycieczkach to zapewne schowam się w szary kąt i powiem nie dziękuję.

    Buziaki i powodzenia Martuś na wywiadówce
    Ewa Denys
    Ps. Zapraszam do mnie na stronke :http://inventianc.jimdo.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyjazd do filharmonii to świetna sprawa. Ja pierwszy raz byłam jako dorosła osoba. Chociaż przepraszam - przecież mieliśmy filharmonię na sali gimnastycznej. Nigdy tego nie lubiłam. Wolałabym jeden wyjazd niż 10 tych podłogowych koncertów. A i tak byłam dużo starsza od Lilii. Fajnie, że teraz są specjalne audycje muzyczne dla maluszków. Sama kiedyś byłam z grupą i bardzo mi się podobało. A prowadząca z podejściem do dzieci to gwarancja sukcesu.
    Bardzo się cieszę, że badania przyniosły dobry wynik. Dla Lilii brawa - odważna z Niej kobietka. Dla Elizy powodzenia w rozwijaniu nowej pasji. A dla Ciebie - zdrówka.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę, że 20 minut koncentracji w kinie to całkiem niezły wynik jak na początek - z czasem pewnie będzie się on wydłużał, aż w końcu dobrniecie w zupełnym spokoju do napisów końcowych ;) U nas wycieczki do miejsc takich jak filharmonia, muzea czy teatry zaczęły się dopiero w podstawówce - w przedszkolu były tylko spacerki po okolicy, wygłupy na placu zabaw i "sprzątanie świata" w lesie ;) Bardzo fajnie, że trafiliście na taką rewelacyjną prowadzącą - właściwą osobę na właściwym miejscu :) Natomiast odnośnie zachowania Lilki to chyba normalne, że dziecko w obecności rodziców zachowuje się najczęściej zupełnie inaczej (i z reguły mniej grzecznie), niż bez nich ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wywiadówka- "kochana" tak samo przez rodziców jak i przez dzieci ( te starsze oczywiście) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i przez nauczycieli też:) naprawdę...myślę, ze w dobie dzienników elektronicznych mozna by je zupełnie zlikwidowac...a jakby ktoś chcial, może się umówic indywidualnie...

      Usuń
  14. Hihi, Lilcia pewniej się poczuła przy mamie i zaczęła wojować :) Swoją drogą, super sprawa z filharmonią. Kiedyś uwielbiałam, ale minęły wieki od kiedy byłam ostatni raz.. Duży plus dla polskich szkół, że może i rzadko, ale jednak rozwijają również takie zainteresowania w dzieciach. W Turcji tego zupełnie brakuje. Uwierzysz, że ani H. ani jego rodzice nigdy nie byli w filharmonii czy operze? Moim zdaniem wstyd i żal wielki, tym bardziej, że sporą część swojego życia mieszkali w dużych miastach z takim przybytkiem w ofercie.

    Jak ja Ci zazdroszczę tych niedzielnych obiadków u mamy... :) Jednak mieszkanie zdala od rodziny wszelakiej jest po prostu SMUTNE :)

    OdpowiedzUsuń
  15. O widzisz, ja tez stwierdzilam, ze odpuszcze sobie kolejna, przedszkolna wycieczke, chociaz z innych powodow. ;) Mnie z kolei na wycieczce wlasne dziecko ledwo zauwazalo. :)

    Filharmonia, no no no... A tutaj, zamiast te rozwydrzone, hamerykanckie dzieciaki nieco "odchamic", to zabieraja je na farme. ;) A najblize wieksze miasto tez ma piekna filharmonie...

    Mnie pobranie krwi az tak nie stresuje. Tutaj nawet maluchom pobieraja z zyly, ale wczesniej naklada sie masc znieczulajaca i delikwent nic nie czuje. :) Ciesze sie w kazdym razie, ze wyniki wyszly bez zarzutu!

    Czyzbys sie kochana, przeziebila? U nas Nik znow mocniej kaszle... Pierwszy raz widze, zeby kaszel, raz lekki, raz mocny, ale utrzymywal sie przez niemal 2 miesiace... :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja myślę, że moja była by wciąż mnie uczepiona. Trochę się waham bo chcę poczytać dzieciom Franklina w przedszkolu czy młoda mi na to pozwoli?

    OdpowiedzUsuń
  17. A wiesz,że ja jeszcze nigdy nie byłam w filharmoni.Ani w operze.Normalnie tylko praca i dom.I sushi.Pokochałam to żarełko i przepadłam.pozdro z Sosnowca

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!