Mama2c

Mama2c

środa, 14 października 2015

Typowe, jesienne rozkminki :)

Przy moim sceptycznym w tym roku nastawieniu do jesieni, ta, którą od dwóch dni widzę za oknem, jeszcze bardziej nastawia mnie na "NIE"... 

Chcąc nie chcąc (no dobra- bardziej nie chcąc) pogodziłam się już z tym, że lato odeszło bezpowrotnie i przyjdzie nam teraz czekać na nie kilka baaaaardzo długich miesięcy. Ostatnie dni, choć już dużo chłodniejsze, niż przed naszym weekendem w Gdańsku, rozpieszczały nas jednak słońcem. Nie mniej jednak- nadal daleko mi do tego wielkiego jesiennego "wow" jakie wybuchało w mojej głowie wraz z pierwszym przyuważonym żółtym liściem. I chyba już tego wybuchu nie mam co się spodziewać :) Mimo wszystko, słysząc co się dzieje u Dziewczyn w Krakowie i górskich okolicach, cieszę się, że u nas wciąż jesień... Nawet ta szaro-bura :)

Do tego uruchamia mi się typowa dla tego okresu melancholia i nostalgia pt. "Urodziny Lili", a w wolnym tłumaczeniu- kiedy ta moja mała dziewczynka tak urosła i dlaczego tak szybko... Powoli zaczynam myśleć o torcie, na którym ma się w tym roku znaleźć pingwinek. W zeszłym roku towarzyszył nam ten sam motyw przewodni :) Ciekawe przy których urodzinach Lila zażąda różu i księżniczek :p A może nigdy tego nie zrobi? Może to nie ten typ?
Mam już co prawda pewien pomysł na dekorację tortu (nie, nie- matka się tego zadania nie podejmie :P), jednak biję się trochę z myślami, czy biało- czarny tort będzie odpowiedni dla 3latki...

Wracając do jesieni- jakby nie patrzeć, to chyba najpiękniejsza pora roku do fotografowania.  Chojna także w kuchni- tyle wariacji crumble, ile już upiekłam, że drżyjcie pośladki ;) Dynię także "męczę"- niby jak co roku, ale jakoś brak mi weny do wyszukiwania nowych przepisów. Tu akurat liczę, że w listopadzie jednak weźmie mnie na całego, i dyniowo przepadnę :) Na razie raczę się mega gęstymi dyniowy zupkami, i powoli zaczynam szukać nowych przepisów.





















Jeśli chodzi o zdrowie Lilci, to... Wiemy, że nic nie wiemy. W poniedziałek był pan doktor, zbadał Małą bardzo dokładnie (tak długo osłuchiwał plecki, że byłam zaniepokojona, czy to nie przypadkiem znowu jakieś ukryte zapalanie płuc- Lila nadal ani nie smarkała, ani nie kaszlała), sprawdził uszy, gardło, podotykał brzuszek... I nic nie znalazł. Ostatnią gorączkę Mała miała w poniedziałek rano. Zalecił posiew moczu i mamy być z Nim w kontakcie. Posiew... Ech, po zeszłorocznym zakażeniu układu moczowego to słowo zawsze będzie przyprawiało mnie o dreszcze :( Mam nadzieję, że żadna bakteria nam się nie przyplątała. Choć gorączek bez przyczyny też nie lubię- mimo wszystko są jednak niepokojące. 

Wczoraj jeszcze zatrzymałam Małą w domku, ja i tak w nim jestem, więc dałam Jej ten dodatkowy dzień na dojście do siebie. Nie powiem, koło 17 miałam ochotę pójść na długi spacer z Miśkiem i machać dzieciom przez okno... ale jakoś wszystkie trzy przeżyłyśmy. Tata był w tym czasie na szkoleniu w Gdańsku. 

No to może zanim zacznę odpisywać na Wasze komentarze, pochwalę się, że udało mi się sklecić część pierwszą postu o obozie Elizy, a niedługo przedstawię Wam historię naszego Miśka :) Czyli- uwijam się ;)

47 komentarzy:

  1. O jak tu u Ciebie ładnie! Jesiennie! :) No właśnie! ty się ciesz że masz jesień ;) u mnie piździło śniegiem przed wczoraj ;) aż miło...
    Czarno biały tort? intrygujesz... :))
    Jakie ty piękne robisz zdjęcia! Masz lustrzankę? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A daj Ty Kobieto spokój z tą zimą :) Jak zobaczyłam na zaprzyjaźnionym blogu... bałwana, to poszłam sprawdzić, czy mam coś na uspokojenie :)

      No dumam nad tym tortem strasznie, ale chyba jednak dodam jakiś kolor.
      Tak, mam od roku, taki prosty model dla amatorów. Jak na moje małe umiejętności, to sprawdza się nieźle. Marzy mi się dodatkowi obiektyw, ale to za jakiś czas.
      Buziaki

      Usuń
    2. trzeba było coś na wzmocnienie nie na uspokojenie;P teraz Cię uspokoję ja z bałwana została mała kuleczka która się jeszcze nie roztopiła ale obawiam się że jutro już jej nie będzie bo mamy całe 10 stopni:D

      Usuń
    3. Nooo, co za ulga :) Pogońta tą zimę, bo coś za wcześnie w tym roku jednak :)

      Usuń
  2. Uwijaj się uwijaj, przedszkole w tym widzę służy ;)
    Piękne zdjęcia, na nich przynajmniej nie widac tej ponurości jesieni, choć od 45 minut u nas jest piekne słońce :D zimno co prawda, ale słońce świeci i od razu swiat wydaje się piękniejszy :) Drzewo na plazy mnie rozwaliło, cóż za widok i fotka, ach!
    Może jakieś emocje i stąd ta gorączka, albo jeśli jej nie zbijałaś, a dalas sie dziecku z nią wyspać to sama zwalczyła jakąś infekcję która próbowała się wkraść do Lilci :) Posiew będzie ok, zobaczysz, znam ten strach więc podwójnie trzymam kciuki!!
    Jeju, jak Ty kusisz tymi zapiekanymi z kruszonką owocami, przez Ciebie i ja się pokusiłam zrobić takie śliwki, no niebo w gębie, a ja próbuję zrzucac zbedne kg :) Na szczęście krewetek nie lubię, to przynajmniej to do mnie nie przemówiło ;) o ile dobrze widzę, ze to krewetki?

    Weź nie świruj, zrobisz ten tort sama, zobaczysz, że to nie takie trudne jak się wydaje :) A pomysł z czarno białym fajny, sama Lilcia przeciez chce pingwinka, a on czarno biały więc nie przeszkadza jej to :) dodaj gdzies delikatny ciepły kolorek w jakiś detalach i będzie super, w dzióbku i napisie na przykład :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak Iwonka, przedszkole to jest cudowny wynalazek, kiedy się prowadzi bloga :) Zawsze tą chwilę na pisanie się uszczknie, prawda? :)

      Lila miałam takie mocne 39, więc dawaliśmy Jej syropy. Do 38.5 bym nie dała, ale naprawdę się już męczyła. No zobaczymy. Oby to nie zum, i oby to nic poważnego.

      Iwonka, jak ja bym chciała troszeczkę zrzucić. No tak z 5kg i byłoby super.
      Tak, to krewetki. Ja może nie szaleję, ale lubię od czasu do czasu, zamiast kurczaka :)

      Jak Ty mnie weźmiesz na warsztaty, to ja może zrobię, ale teraz? Mowy nie ma :) Nie zrobiłabym tego Lilci :)
      Buziaki

      Usuń
    2. jak ja bym tak umiała piec i gotowac jak Ty, to w życiu bym kilograma nie zrzuciła :) Zazdroszczę Ci tego, ze u Ciebie te kg nie kumulują się mimo tych pyszności :) A jeśli masz problem z zrzuceniem 5kg to znaczy, ze nie potrzebujesz ich z rzucić, bo jesli naprawde mialabyś zanadto kg to 5kg poleciało by w moment :) Buziaki!
      Wpadaj na warsztaty, razem wymodzimy taki tort, że mucha nie siada :)

      Usuń
  3. Masz rację, już wole tę szaro-burą jesień niż zimę którą mają dziewczyny na południu...... Jak widzę ich zdjęcia to marznę na samą myśl o śniegu :) U Ciebie jak zwykle piekne fotki i...jedzonko, które pachnie aż z monitora! Czarno-biały tort? Czemu nie? Bardzo oryginalny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja marznę na samą myśl, nawet patrzeć nie muszę :) Oj nie lubię, no tak nie lubię zimy, zimna :(
      Buziaki

      Usuń
  4. Torcik na pewno bedzie piekny I apetyczny. Ten crumble na zdjeciach powoduje wzmozona produkcje sliny!

    A Lilka pewnie zlapala wirusa co sie czesto zdarza szczegolnie jesienia I zima :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Lilki sprawdzamy i w piątek będzie już wiadomo.
      Crumble jest obłędne, Uwielbiam pod każdą postacią.
      Tort ma być czekoladowy- tak zadecydowała Jubilatka, ja nie lubię, ale cóż... :)

      Usuń
  5. Oj ja tez wolę nasza jesień aczkolwiek zazdroszczę perfidnie Mężahowi co to w 28 stopniach we Włoszech się ogrzewał. Ostatnio z takich upałów przyjechał a u nas w nocy było -8 hahah to mało nie zamarzł.
    Czarno biały tort dla mnie pomysł bomba. Może jak Mimisiek nie byłby takim fanem traktorów.
    A u nas Mimiśka meczy niezidentyfikowany kaszel. Już 2,5 tygodnia i mało mnie szlag nie trafi,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, mam kumpla który też jest kierowcą i również w tamte rejony jeździ. Taki to pożyje :) I przynajmniej ciepłem w zimie się pocieszy :)
      Eliza w przedszkolu miała cały pierwszy rok pod znakiem kataru, a kolejny pod znakiem kaszlu, także... wesoło, wesoło. Zdrówka!

      Usuń
  6. Witaj sezonie chorobowy....u mnie obie chore i mnir coś łapie:/

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj sezonie chorobowy....u mnie obie chore i mnir coś łapie:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, współczuję, pomór na całego... Zdrówka Słoneczko i uśmiechu.

      Usuń
  8. O, to nie wszędzie w Polsce śnieg padał? :D Fajnie widzieć jesień, choćby na zdjęciach. Też miałam zamiar cyknąć taką jesienną sesję, ale niestety - muszę czekać do następnego roku. Jest szaro.
    Zdrówka dla Lilki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, a nie wszędzie, nie wszędzie :) I my tu wcale śniegu nie chcemy. Wcale a wcale :)
      U nas też od wczoraj szaro na maksa...

      Usuń
  9. U nas dzis popoludnu znienacka goraczka, po 3 dniach przedszkola po 3 tg przerwie.chyba palne sobie w leb. Jutro do dr,a Artuś tak sie cieszyl, ze z tata na lotnisko pojedzie wujka na samolot zawiezc.

    Alefotki piekne! Miod na moje serce,bo jesien kocham....

    A goraczki zawsze niepokojace, to trzecia w zyciu mlodego. Aby Lila szybko doszla na 100 procent do siebie. A te wizyty domoweto prywatne? Czy znajomy dr? W sumie fajnie, wygodai nie trzeba do przychodni isc.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, to Synuś będzie zawiedziony. Oby to nic poważnego. U Lilki nie pamiętam która, ale też niewiele ich miała. Eliza dużo, dużo częściej gorączkowała i to tak z burzliwym przebiegiem, bo na przykład o północy pojawiało się 40stopni i chlustające wymioty...

      Tak, mamy takiego zaprzyjaźnionego już prywatnego lekarza. Przyjeżdża do Lilci od Jej narodzin, także zna Ją i nas od podszewki. Eliza też miała takiego swojego lekarza. U Niej to był mus, bo Jej zdrowie było nadwątlone przez trudny początek, a nasza pediatra nie ogarniała tematu, o czym szybko mieliśmy się okazja (niestety) przekonać. Wiesz, wygoda na pewno, bo nie ciągniesz dziecka z gorączką do przychodni. U nas jednak to może nawet nie stawianie na wygodę a na dobro dzieci. Wytłumaczę może na ostatnim przykładzie- jak wiesz Lila miała b.wysoką gorączkę ale bez żadnych innych objawów. Jak się okazało w poniedziałek- żadnej infekcji nie miała. I gdybym poszła z Nią do przychodni, gdzie przychodzą dzieci z anginą, zapaleniem płuc, ospą, to jest wielkie prawdopodobieństwo, że coś by z tego złapała. Z drugiej strony- nie mogłam zapisać Jej na dzieci zdrowe, bo przecież lekarzem nie jest i nie wiedziałam, czy jest zdrowa czy nie. Zresztą co bym powiedziała w gabinecie- że ma 39stopni gorączki?
      Dla niektórych nasze podejście jest niezrozumiałe, wręcz przesadzone. I być może tak- może przesadzamy. Ale to nasz wybór, nasza kasa, to my sobie czegoś tam później odmówimy :)

      Usuń
    2. Aha, no i płacimy normalnie za wizytę. Lekarz zaprzyjaźniony w tym sensie, że wzywamy tylko Jego. Nie kombinujemy z innymi, przypadkowymi. Jeśli On nie może to czekamy. Mam zaufanie do Jego wiedzy, do spokoju i kompetencji.

      Usuń
  10. A ja z kolei "dziewczynom od śniegu" jakoś pozazdrościłam - bo u nas ostatnio za oknem tak paskudnie i ponuro, że biały puch przynajmniej przykryłby całą tę brzydotę :) W najbliższym czasie chyba wybierzemy się rodzinnie w góry i spróbujemy sami tego śniegu poszukać w innych częściach kraju :)

    Odnośnie Lili - super, że ma dziewczyna swój własny gust i sprecyzowane oczekiwania. Różowe księżniczki są przecież taaakie oklepane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaa, też tak uważam, jednak wiesz- jak chciała na drugie urodziny dostać śmieciarkę (serio) to nikt nie wziął Jej próśb na poważnie, także wiesz- dziewczynka=księżniczki, róż i tak dalej :)

      Wyjazd w góry? Zawsze głośno przyklaskuję takim pomysłom!
      Buziaki

      Usuń
  11. A żebyś wiedziała, że powinnaś cieszyć się tą jesienią i nie narzekać :) U nas zima, zima i jeszcze raz zima. Zero przyjemnościz jesieni.
    Martuś, dawaj dyniowe przepisy! Ja też męczę w tym roku dynię, bo wreszcie mogę! W Turcji jej nie było, mogłam więc tylko z cieknącą ślinką oglądać zdjęcia na Twoim blogu :) Zajadamy się od kilku tygodni kremowymi zupkami, z mascarpone, z przyprawami korzennymi i wszystkie odmiany nam smakują. Próbowaliśmy też curry dyniowe. Teraz przymierzam się do dyniowym muffinów - mus już zrobiony czeka w lodówce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, no ruszę z tą dynią na pewno, ale... za chwilę. Coś się rozhuśtać nie mogę :) A póki co wejdź na kwestię smaku i moje wypieki- tam na pewno znajdziesz moc inspiracji.
      Muffinki to polecam czekoladowe, były tu u mnie na blogu w zeszłym roku chyba- dzieciaki się nawet nie kapnęły, że tam dynia jest w środku :)

      Usuń
  12. U mnie też typowo jesienna szaro-bura pogoda bardziej listopadowa niż październikowa, gdzie powinno być jeszcze w miare ciepło i kolorowo..

    Ja tort na urodziny W. mam już zamówiony, mam nadzieję, że będzie smakował ☺ Ciekawa jestem tortu Lilki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już prawie, prawie jestem zdecydowana :) Smak czekoladowy, bo tak zażyczyła sobie Lilka :)

      Usuń
  13. Żebyś nie wiem jak narzekała na tą jesień to jesienne zdjęcia wyszły Ci swietnie :-), ja mam jeszcze 2 miesiące i też będę musiała myśleć o urodzinowych tortach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wyjątkowo jakoś z tym tortem tak się zastanawiam- zazwyczaj szybko mam pomysł. A za uwagę o zdjęciach bardzo dziękuję :*

      Usuń
  14. Nie cierpię jesieni a zimy jeszcze bardziej! Mam wtedy przygnębiające podejście do życia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ja wtedy zadecydowanie przeżywam mocne załamanie nastroju i uprawiam czarnowidztwo :(
      Buziaki Ewa, co tam u Ciebie napisz- zdrowi jesteście?

      Usuń
  15. Wiem, ze lubisz jesien ;) ale chyba nie taka? U nas 2 stopnie i leje, pewnie potem przejdzie w snieg...a ja mam zapalone swiatlo bo ciemno na dworze, ze az strach :)
    Z przyjemnoscia obejrzalam Wasze zdjecia- kasztanowe ludziki mnie wzruszyly- to takie wspomnienie dziecinstwa a moje Dzieci juz z tego wyrosly..... fajnie, ze piszesz bloga, wspaniala pamiatka na przyszlosc.
    Pozdrawaim i duzo zdrowka Wam zycze! A na te "zalegle" wpisy czekam z ciekawoscia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiej wręcz nie znoszę :(
      O tak, już kilka razy doceniłam fakt prowadzenia bloga. Dla mnie to taki pamiętnik przede wszystkim. I miejsce życia towarzyskiego, ale to już raczej fakt przykry :) Powinno się coś więcej dziać w realu, a nie tu :)
      Buziaki

      Usuń
  16. Wyrzuć swoje jesienne NIE do kosza i wpakuj do łepetynki swoje prześliczne zdjęcia- tylko się zachwycać;}}}}.
    Z Liluśką wszystko będzie dobrze- zobaczysz. Niestety to są pierwsze uroki malucha w przedszkolu. Gwiazdeczka się uodporni i będzie zdrowa jak rybka. Przerabiałam to więc uwierz starszej mamuśce;}}}.
    A z tortem się nie zastanawiaj tylko do roboty babo, z pewnością będzie super. Moc buziorków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, wierzę Kasie, wierzę :) Niestety- po takiej jesieni u nas na razie nie ma już ani śladu...

      Usuń
  17. A robiłaś kiedyś placuszki z dyni i twarogu? Są pyszne, Marysia i małżon biją się zawsze o ostatniego. Fajny przepis na nie jest na kwestiasmaku.com
    Jak Lilce gorączka spadła, to możesz spokojnie czekać na wyniki badania moczu - na pewno będą dobre! Nie spadłaby, gdyby miały być złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te placuszki widziałam już w takim roku, ale z KS robiłam inne. Te doczekają się pewnie premiery tej jesieni :)

      Co do zum, to my akurat mieliśmy zupełnie inne doświadczenia- Lila w tamtym roku przez połowę maja miałam nawracające gorączki tak co 3-4dni. W końcu w badaniu moczy wyszła bakteria, a CRP wynosiło już wtedy 100jednostek. Także zum bywa zdradliwe niestety. Buziaki

      Usuń
    2. teraz doczytałam...nie dziwię się już że gorączka wywołuje u Ciebie - dreszcze.. oby wszystko dobrze się skończyło...

      Usuń
  18. własnie za to uwielbiam jesień...gama kolorów i nastrój bajkowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie napisane :) Tyle, że w naszej części Polski już po takim bajkowym nastroju- u nas pada od wczoraj a szarówka taka jak w głębokim listopadzie.

      Usuń
  19. Myślę ze czarno-biały tort będzie spoko jeżeli solenizantka lubi takie klimaty - mój brat zarzadal torty czarnego czekoladowo- czekoladowego. Zdjęcia jak zwykle piękne. No a ta gorączka mam nadzieję ze to nic poważnego ☺

    OdpowiedzUsuń
  20. No proszę ja tez już pomału przygotowuje się (psychicznie na razie) do urodzin mojej słodkiej 3latki (która dziś tak mi dała w kość nie chcąc się ubierać do przedszkola, a teraz za nią tęsknie :).
    Myślałam o zrobieniu urodzin w przedszkolu z jakimś motywem przewodnim. I tu jest mały kłopocik. Na pytanie młodej kogo lubi wymienia wszystkie postacie z bajek.. zonk.
    Nienawidzę gorączek u dzieci choć lekarz zawsze mnie przekonuje, ze to dobry objaw bo organizm sam podejmuje walkę z wirusami...ehhh.
    U nas sprawdza się Groprinosin - przeciwwirusowy...buziaki i zdrówka

    OdpowiedzUsuń
  21. Wedlug mnie tort "pingwinkowy" to swietny pomysl! Zawsze mozna dodac nieco pomaranczu do dzioba oraz lapek i juz jest bardziej kolorowo! :)

    A ja poprosze o przepisy na dania z dwoch ostatnich zdjec! Uwielbiam krewetki! Szkoda, ze nikt w domu nie podziela mojej milosci, ale Bi odziedziczyla smaki raczej po mnie, wiec jeszcze ja sobie podszkole... ;)

    Bi miala swojego czasu bardzo czesto taka 1-2-dniowa goraczke bez zadnych innych objawow. Po pierwszym razie polecialam do lekarza, ale nasza pediatra nic nie znalazla. Potem juz nawet nie fatygowalam sie do przychodni. Zbijalam goraczke, obserwowalam i czekalam. Zdaje sie, ze takie dni z goraczka miala jakies 4 razy w odstepach tygodnia - dwoch. Az temperatura skoczyla do niemal 41 stopni i utrzymywala sie tak przez 3 dni. Wtedy znow popedzilismy do naszej pani doktor, a ta w koncu zlecila dokladne badania w szpitalu. Ktore niestety (lub stety) nic nie wykazaly. W sumie wtedy Bi miala wysoka goraczke przez 5 dni, ale w koncu sama spadla. Od tego czasu takie dziwne przeboje z temperatura juz sie nie powtorzyly i sama nie wiem czy to byl jakis dlugo utrzymujacy sie w organizmie wirus, czy cos innego. Cokolwiek to bylo, nikt pozostaly tego nie zlapal...

    OdpowiedzUsuń
  22. Tort pingwinkowy to świetny pomysł. Na pewno będzie prezentował się pięknie. Jak fajnie, że Lila ma Swoje zdanie i wie, co lubi. Najważniejsze, żeby była zdrowa i w dobrym humorze obchodziła urodzinki.
    Może za oknem u Was ponuro. ale jak patrzę na zdjęcia to widzę tą złotą polską jesień. A zdjęcie z drzewem znad morza - piękne.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  23. Pingwinek - chyba coś przegapiłam :( Z bajki, książeczki czy skąd? No właśnie, najpiękniejsze zdjęcia przyrody są jesienią :) Zdrówka życzymy!

    OdpowiedzUsuń
  24. My na trzecie urodziny mieliśmy na torcie Kubusia Puchatka. W tym roku chyba zamowimy z opłatkiem z Dośką, niech się szczylas cieszy. W tym roku może będzie lepiej, bo nauczyła się dmuchać, przez trzy wcześniejsze razy nie dała się namówić :)

    Jesień jest piękna, gdy świeci słońce, lub... jest mgła. Uwielbiam mgłę. Moja wyobraźnia szaleje i bynajmniej nie piszę wtedy komedii :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!