Mama2c

Mama2c

piątek, 9 października 2015

Westerplatte

Zanim przejdę do trochę cięższych tonów, historyjka z rana, czyli...

...wysłać męża z dzieckiem do przedszkola, to wróci z... ciastem :) I jak nie kochać tego Faceta?! Witaj Piątku! To będzie słodki dzień :)

Planując weekend w Trójmieście, wiedzieliśmy, że Westerplatte będzie takim punktem obowiązkowym tego wyjazdu. Co prawda, my też nigdy wcześniej tam nie byliśmy, ale myśleliśmy tu głównie o Elizie, traktując to trochę jako nasz rodzicielski obowiązek. My historię już (niestety) znamy, dzieci- powinny ją poznać, żeby właściwie zrozumiały sens tych słów:



Powiem Wam, że na żywo napis robi naprawdę piorunujące wrażenie, i tu już mi łezka poleciała...
Iwosia, napisała o nim, że on krzyczy, i rzeczywiście- tak właśnie jest.

Początkowo miałam w planach bardziej emocjonalny post, więcej słów niż zdjęć ale... Ciężki mi właściwie ubrać w słowa to, co chciałabym napisać. Myślę, że zdjęcia dużo Wam powiedzą, Wy historię, podobnie jak my, znacie... To co mnie najbardziej uderzyło, to zdarzenie dwóch światów- tamtego ze światem moich dzieci- beztroskim, radosnym, pełnym śmiechu, kłótni o kasztany. Pełnym marzeń i planów na przyszłość, światem, w którym kłótnia z koleżanką, albo połamana kredka urasta do rangi końca świata... Tak, zdecydowanie NIGDY WIĘCEJ WOJNY...








I właśnie wtedy, kiedy już dotknęliśmy historii, poczuliśmy atmosferę, wagę i dalsze konsekwencje tamtych dni, tamtych wydarzeń, spojrzałam na moje dzieci... To nic, że kłóciły się jak zwykle- są bezpieczne. Choć oczywiście, mogłybyśmy tutaj polemizować, czy czasy teraźniejsze to czas pokoju i spokoju. Myślę, że mniejsze i większe lęki towarzyszą nam wszystkim. Mam jednak nadzieję, że rozumiecie, co miałam na myśli. Teraz nikt nie bombarduje mojego miasta. Moje dzieci chodzą do szkoły/przedszkola, bawią się, są beztroskie, nie mijają ciał na ulicach. Nie drżę z niepokoju, kiedy mój mąż nie wraca z pracy. Co najwyżej szykuję wałek i wyrzucam Jego kołdrę do jadalni... 
Tak, na swój sposób, w moim małym świecie, czuję się bezpiecznie. I jestem za to wdzięczna.






17 komentarzy:

  1. Byliśmy tam z synkiem w te wakacje, historia stała mi przed oczami jak żywa... To wręcz niewyobrażalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, wierzyć się nie chce, że to wszystko zdarzyło się naprawdę... Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie było mnie zaledwie chwilę, a tu tyle postów do narobienia - więc pozwól, że podsumuję je wszystkie tym jednym komentarzem :)

    W Trójmieście byliśmy z mężem bodajże 2 lata temu i we wszystkich trzech miastach zakochałam się od pierwszego wejrzenia ! Codziennie kursowaliśmy pomiędzy nimi a to plażą, a to ścieżką rowerową, a to jeszcze jakimiś innymi drogami wodnymi lub lądowymi - i nawet po tygodniu zwiedzania czułam ogromny niedosyt i miałam wrażenie, że zobaczyliśmy tylko jakąś niewielką cząstkę tego, co jest do obejrzenia.

    Jeśli chodzi o Westerplatte to zgadzam się w pełni z tym, co napisałaś. Człowiek wchodząc tam od razu czuje powagę wydarzeń, które się tam kiedyś rozegrały - i zaczyna doceniać to, że żyje w wolnym i stosunkowo bezpiecznym (choć jakże dalekim od ideału) państwie...

    Natomiast muszę powiedzieć, że Twoja refleksja odnośnie Helu dała mi sporo do myślenia - bo właśnie tam planujemy wybrać się na przyszłoroczny urlop i teraz ciągle zastanawiam się, czy w ogóle warto ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajeczko, odnośnie Helu to moja jakże subiektywna opinia, wyrobiona w dodatku w paskudny listopadowy dzień. Przeczytaj komentarz Ineski -Ona gorąco poleca, a ja Jej wierzę. Buziaki

      Usuń
  3. Też tam byłam jakieś 10-11lat temu i też zachwyciło mnie to miejsce. Może kiedyś z Synem się wybierzemy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam na Westerplatte jako ósmoklasistka, teraz chciałabym wrócić tam z rodziną, jak Ty :) Myślę, że teraz bardziej to poczuję, zrozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam podobne odczucia. Choć nasza wyprawa dotyczyła Helu. Tam umocnienia nie są zniszczone, ale są echem miesięcznej, samotnej walki. Taki ostatni wolny ląd. Nawet moi chłopcy czuli atmosferę miejsca. A Hel jest fantastycznym miejscem na wypad z dziećmi zwłaszcza po sezonie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje dziecko ma 8 lat i nieogrania wojny nie rozumie sensu tego słowa dla niego to karabiny samoloty jakaś atrakcja . Nieraz pyta jak by to było jak by była wojna. W jego ,,bezpiecznym,, świecie nie ma miejsca na myślenie o zniszczeniu, zagładzie, bólu ,lęku czy śmierci.Mam nadzieje że nigdy się tego nie dowie. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wyrosłam na wojennych opowieściach babci. I odkąd pamiętam każdego wieczoru dodawał w modlitwie, żebym mogła żyć w bezpiecznych czasach. Tego pragnę też dla Synka.
    Hel odwiedziliśmy z Mężem jeszcze jako para, ale z pewnością wrócimy tam kiedyś z Młodym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny klimat,ładnie tam w Twoich okolicach....

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny klimat,ładnie tam w Twoich okolicach....

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio żyjemy w takich czasach, że często wspominam nasza historie z lat szkolnych i opowieści dziadków o wojnie. Pamiętam, jak dzisiaj, gdy moja babcia mówiła mi, że nie życzy mi bym dożyła trzeciej Wojny Światowej... Często wracam do tych słów teraz, bo czasy są bardzo niespokojne i gdy oglądam, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, w Afryce, jak Rosja że wszystkimi "zadziera", to boję się o przyszłe lata. Większość myśli, że nie jest to możliwe, by wojna wróciła, a gdy patrzę na niektórych "tępych" polityków, którzy balansują że swoimi wypowiedziami na granicy politycznych możliwości to najchętniej już bym się z rodziną wyprowadziła do jakiejś Kanady, by żyć w spokoju.
    Ja także nie chce wojny i pomimo, iż jej nie przeżyłam to czasami mam wrażenie, że przez opowieści i znajomość historii znam ją...
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak byliśmy tam ostatnio to bardzo padało i zrobiło się zimno , więc nie wysiadaliśmy ze statku, oglądaliśmy pomnik z daleka, teraz żałuję...następnym razem na pewno nie odpuszczę...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ach Martuś - dokładnie KRZYCZY... wiesz, mam prawdziwe ciarki czytając ten post i oglądając zdjęcia. Nawet w tych pieknych twoich fotografiach widać to zderzenie - cudowne, kolorowe roześmiane Twoje dziewczynki i w tle ta bolesna, szumiąca w głowie historia... Rozumiemy się bez słów.. każdy kto nigdy nie poddał się zadumie, albo nie zastanawia się na d sensem pokoju na świecie, powinien stanąć pod tym pomnikiem, pod tm napisem i na moment odlecieć w otchłań historii..
    Bądźmy dobrej myśli i żyjmy dniem dzisiejszym .

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie też nie było chwile a tu taka nadprodukcja postów :), ale sama rozumiesz "zalanie sąsiada" to nie przelewki, hehe..
    a tak poważniej ... tez się łapie na tym, że nasze rodzinne kłótnie to bajka w porównaniu z tym co serwował świat nie tylko 70 prawie lat temu, ale również obecnie.. Wystarczy obejrzeć jedne wiadomości i już człowiek w strachu co się wyprawia na tym świecie czy nawet blisko nas... :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!