Mama2c

Mama2c

wtorek, 3 listopada 2015

O świętowaniu...

...trzecich urodzin Lilki, czyli impreza w Halloween... z trupim akcentem.
Taki trochę przedłużony ten tytuł, ale faktycznie- nic dodać, nic ująć- tak właśnie było.
Do tej pory urodziny Lilki robiliśmy tak, jak wypadają- 1listopada. W tym roku, biorąc pod uwagę jak poukładały się w kalendarzu te dni, zdecydowaliśmy się wyprawić urodziny w sobotę.

O samych urodzinach? Całkiem udane. Jubilatka zadowolona, a to przecież najważniejsze. Fajne mam te dziewczyny- Eliza zawsze cieszyła się ze wszystkiego, co dostała, choćby to była drobnostka. Lila natomiast, kiedy ma gości, w ogóle nie zauważa prezentów. Wyjątkiem był wózek, który dostała w tamtym roku od mojej mamy. Są goście, jest impreza- bawmy się :) Prezenty zaczekają.

Także trzecie urodziny za nami. A wcale tak dobrze się nie zapowiadały. Zanim przyjechali goście, parę trupów wypadło nam tu z szafy. Właściwie jeden, najstarszy i najbardziej śmierdzący... Trup o imieniu: "Poznajcie moich teściów"... No. Jednak, że to post poświęcony Lilce, nie będę psuła sobie humoru.

Eliza też nie zawiodła. Niestety, w tym najgorszym tego słowa znaczeniu. Urządziła tak makabryczną histerię, że ostrzegana kilkakrotnie o konsekwencjach swojego zachowania, w końcu się doigrała- Marcin dał Jej karę na imprezę halloweenową u koleżanki.

Niestety, pora to sobie głośno powiedzieć- mamy problem z Jej zazdrością o Lilę i coś musimy zacząć z tym robić, bo jest coraz gorzej.

Przez te mniejsze i większe kłótnie, które od rana toczyliśmy, trzy dynie, które czekały na wydrążenie... doczekały przyjazdu gości. Także w tym roku- nic z tego, co tak pięknie opisywałam w halloweenowym poście, nie stało się udziałem naszej czteroosobowej rodziny. Niestety.

W sumie nie najgorzej się jednak stało, że te dynie przetrwały, bo podczas urodzin moja mama wzięła dzieciaki i robili te dyńki razem. I jak się okazało- to był świetny pomysł.

Po zmroku doczekaliśmy się odwiedzin pierwszych czarownic i duchów ;) Dzieciaki miały ubaw, tylko mała Basia na czworaka uciekała przed upiorem, który stanął w drzwiach.

No to może najpierw namiastka naszej odpowiedzi na Halloween:








Z trzech dyni została nam na balkonie jedna, dwie pozostałe pojechały straszyć do dobrych domów ;) A tak serio- mój chrześniak i synek mojej kuzynki tak byli zachwyceni efektem swoich prac, że nie było innej opcji, jak pozwolić zabrać Im ich nowych przyjaciół...

A tu już urodziny. Torcik, jak widzicie, jednak w kolorze. Nie, żeby tamta wizja mi się nie podobała, ale... Może 3lata to jednak jeszcze wiek, kiedy warto tego koloru trochę rzucić :)














No to tak... Tort smaczny, jak na czekoladowy, za którym nie przepadam. I Eliza również takiego nie lubi. Marcin też woli śmietanowo-owocowe. No ale... Jubilatka zażyczyła sobie dokładnie taki- "kokoladowy". A potem... nawet nie spróbowała :) Problem natomiast pojawił się przy krojeniu- trzy pingwiny, które miały symbolizować wiek Lilci, były rozchwytywane. Dobrze, że kwiatków było więcej, to jakoś pogodziłam dzieciaki :) Oprócz zamówionego tortu, upiekłam ciasto marchewkowe... Wyglądało obłędnie. Ależ miałam na nie ochotę... I na tym się skończyło. Na ochocie i zdjęciu, które mogę sobie teraz do woli oglądać. Koło 19 goście zaczęli się zbierać, także zrobiło się małe zamieszanie... Do głowy by mi nie przyszło, żeby pilnować Miśka... A trzeba było, oj trzeba było :) Kiedy została już tylko moja kuzynka z dziećmi, i wróciłyśmy do pokoju... Misiek był świeżo po konsumpcji blisko połowy ciasta... Dobrze, że reszta tortu była już wtedy w lodówce.

Ech, i pomyśleć, że dokładnie 3lata temu przywieźliśmy to nasze małe Szczęście do domu. Takie niewinne, bezbronne, pachnące mlekiem... rozdarte 3620gram Miłości. Z tym rozdarciem to akurat niewiele się zmieniło :) 3lata... Jak to szybko zleciało. Lila za to dumna i blada z racji wieku :) Lubię do Niej mówić: "Moja mała, kochana córeczko"... I wiecie co? Od niedzieli Mała nagminnie mnie prostuje: "Ja już duża córcia jestem, mamo!"

Duża, duża... nie da się ukryć. I mama się nie przyzna, że najchętniej cofnęłaby czas o te całe trzy lata, żeby znowu mieć w ramionach takiego maluszka. Chociaż, prawdą jest, że kiedy sobie tak z Lilą rozmawiamy, duma mnie rozpiera, że mam taką córeczkę.

I na koniec- sytuacja z wczoraj. Mała po weekendzie nie wróciła do przedszkola, z powodu okropnego kaszlu. A, że pobudkę zafundowała mi o 6 (właśnie "kaszelek" nas obudził), to położyłam Ją na drzemkę. Księżniczka się budzi i pyta: "Mamusiu, a gdzie jest Elizka?". Nie wiem skąd Ona wiedziała, że siostry nie ma, no ale odpowiadam: "Elizka jest u Nikoli". Lila w ryk. "Dlaczego płaczesz?" I pada odpowiedź: "Bo ja się chciałam z nią trochę pobić". Kurtyna.

Tak, moje dziewczyny lubią się trochę pobić. Taka rozrywka. Tudzież sport może...

58 komentarzy:

  1. Oj temat zazdrosci u rodzenstwa bardzo mi bliski. Wiem,jak czasem ciezko oj uwierz mi.. Impreza swietna w takim halloweenowym klimacie:) No a lakomczuch Misiek mnie rozbawil do lez. To ci spryciarz! Dla Lilci jeszcze raz wszystkiego naj! A,i jeszcze o torcie chcialam-rewelacyjne kolory a ciasto marchewkowe upiecz jeszcze raz-tylko dla siebie,no,moze poczestuj nim najblizszych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, dopiero się wkręcam w Wasze klimaty, także z chęcią o zazdrości o tym, jak to między rodzeństwem bywa, poczytam. No racja- nie jest lekko. Czasami- naprawdę bardzo ciężko.
      Co do Miśka, to nie pierwszy taki Jego numer. Wyobraź sobie, że kiedyś wyciągnął z Elizy plecaka (był otwarty) kanapnik, otworzył go i zjadł bułkę... A o ściąganiu ze stołu to nawet nie wspomnę, ale tu już się uczymy i rzadko kiedy coś ktoś zostawia. Nie spodziewałam się jedynie, że ukradnie (a raczej zwali) to ciasto przy nas, tak na legalu :)

      Usuń
  2. Hehe normalnie parsknęłam smiechem "trochę pobić" . Genialna jest Lila . Powiem ci ze mi sie chce czasem wyć przy moich koniach ,potem dojdą Ci wyzwiska a jak sie biją to ja naprawdę się boje rozdzielać żeby przypadkowo nie oberwać. A wtedy marzę na głos żeby sie zamienili wszyscy cała trójca w noworodki pachnące :)
    ps. Dwie dziewczyny to może nie będą aż tak walczyć;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iskro, na razie to jest tylko "trochę pobić" ale nie łudzę się- z Ich charakterami i zaciętością, a także tym, że żadna nie odpuści nawet na milimetr, niedługo będę się pewnie tłuc na całego. Wyzwiska? Ej, no to już na porządku dziennym. Lila co prawda nie ma tu szans, bo tylko odbija piłeczkę: "Ty jesteś głupia", "Ty jesteś małpa, nie ja" ale pewnie z czasem sama zacznie być bardziej kreatywna... Rodzeństwo, co? :)

      Usuń
  3. Raz jeszcze 100 lat, 100 lat, 100 lat dla slodkiej Lilci :) Pachnące, małe, rozdarte 3620g 3 lata temu - kiedy to zleciało co :) ( tak na marginesie, też żeś niezłą kluskę powiła, Tola 3740g ;) ). Widać, ze bardzo szczęśliwa z urodzin, radość kipi na zdjęciach :) No i tort prześliczny, mega !!! ja też wolę śmietanowo owocowe, kokoladowe mniej mi podchodzą, ale wyglądał przepieknie :) Ale ciasto marchewkowe, o matko, normalnie aż mnie skręca, wygląda obłędnie :) Wcale się Miśkowi nie dziwie hehehehe. To się łobuz posilił, imprezował w pełni :)

    ps: macie bardzo kolorowe mieszkanko :)
    ps2: Eliza teraz zaczęła przejawiać tą zazdrość, czy zawsze tak było?

    raz jeszcze, wszystkiego naj dla słodkiej 3latki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Iwonko! One obie takie kluski były- Eliza 3630 i 52cm, a Lila 3620 i 56cm. I tak tęsknię za tym małym, tłuściutkim ciałkiem :) A Tolunia tym bardziej niczego sobie. Chociaż kiedy rodziła się Lila, pani przede mną urodziła synka 5100 :) Naturalnie...

      My czekoladowych nigdy nie zamawiamy, bo nikt właśnie u nas nie przepada. No ale- uznałam, że trzylatka ma prawo zdecydować. No to widzisz- nawet kawałka nie zjadła :) A Ona czekoladę naprawdę kocha...

      Misiek tak, imprezował na całego, a wiesz co ja z nim miałam rano na spacerze? Potwierdzam, że marchewka działa "zapychająco" nie tylko na ludzi :)

      Mieszkanko tak... Aż za kolorowe. Marzy się bardziej stonowana kolorystyka. Może się kiedyś doczekam :)

      Zazdrość... Wcześniej, wcześniej. Nigdy jednak na taką skalę jak teraz. Wysiadam psychicznie Iwona przy Niej. To tak jakbyś walczyła z wiatrakami. Wielu rzeczy się spodziewałam, na wiele rzeczy biorę poprawkę, ale są sytuację, że już nie wiem co robić, jak tłumaczyć- no nic do Niej nie dociera.
      Buziaki

      Usuń
  4. Dziewczyny są dobre w knuciu intryg, więc może bez większych rękoczynów się obejdzie;) A tak na poważnie to mam nadzieję, że się dogadają jak najszybciej, bo pewnie wszyscy się w tej sytuacji męczycie. Moja znajoma czyta teraz i poleca "Rodzeństwo bez rywalizacji" Adele Faber, może i Ciebie zainteresuje:)
    Wszystkiego najlepszego dla Jubilatki! Tort prześliczny. Sama bym chętnie zjadła pingwina, nie dziwię się że były boje;)
    I fajnie wyszło z tymi dyniami. Co pokazuje, że nie chodzi o to by wszystko doskonale, w najdrobniejszych szczegółach i co do minuty zaplanować, tylko zachować elastyczność i potrafić się dostosować do zmieniających okoliczności. Ważna nauka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt- mimo wszystko są też bardzo za sobą i czasem fajnie się bawią. Te 6lat różnicy w każdym razie póki co Im nie pomaga. Męczymy się bardzo, najmniej Lila bo Ona wielu rzeczy jeszcze ne rozumie, ale to się przecież lada moment zmieni. Dzięki za podpowiedź, chyba faktycznie obłożę się literaturą. Niby byłam przygotowana, ale rozmiar tej zazdrości mnie najwyraźniej przerósł.
      Oj tak, z dyniami wyszło dobrze, bo dzieci miały się czym zająć, a zróżnicowanie wiekowe było znaczne, a tu się mogły zająć czymś razem.
      Człowiek uczy się całe życie :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Ps. Pingwin to ulepek z masy cukrowej, także nie wiem czy dałabyś radę :) Chociaż przyznaję- jeden został zjedzony cały, w tempie ekspresowym. I nie przez Lilę :)

      Usuń
  5. Fajna imprwzka,zdjęcia cudowne jak zawsze,dziewczyny cudowne....dovrze że mam takie dwie w domu,może gdy Oli skończy 3 lata to też jyż będzie tak dobrze:) wszystkiego naj dla Lili raz jeszcze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Sylwia! I trzymam kciuki, żeby było dobrze!

      Usuń
  6. Fajna imprwzka,zdjęcia cudowne jak zawsze,dziewczyny cudowne....dovrze że mam takie dwie w domu,może gdy Oli skończy 3 lata to też jyż będzie tak dobrze:) wszystkiego naj dla Lili raz jeszcze:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech jak ja cię rozumiem...tez bym cofnęła te lata by potrzymać , potulić i przeżyć to jeszcze raz :) Tort cudny, impreza udana, wszyscy zadowoleni, a to najważniejsze! Moja córka też była tak zachwycona samą imprezą i tym,, że dom był pełen koleżanek, że o prezentach zapomniała! Dopiero wieczorem na spokojnie wszystko obejrzała i ze wszystkiego cieszyła się inaczej :) Cudne mamy te dzieciaczki! Co do zazdrości.....Może książka "Zgodne rodzeństwo" coś by ci podpowiedziała? BUZIAKI!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba większość mam tak ma, że tęskni za tym wyjątkowym czasem. Ja wprost nie mogę uwierzyć, że trzy lata temu tuliłam takiego dzidziusia, przewijałam najmniejszymi pieluszkami, czekałam na każdą kupkę...
      Lilę prezenty nie obeszły w ogóle. Nawet wieczorem :) To towarzyski egzemplarz :)

      Usuń
    2. To tylko pogratulowac takiej córci :)

      Usuń
    3. Nie żebyśmy my Ją tego specjalnie uczyli. Lila to po prostu taki typ, jakoś nie przywiązuje wagi do prezentów. I dobrze. Dla Niej ważniejsi są ludzie. Oby Jej tak już zostało.
      Buziaki

      Usuń
  8. Misiek skorzystał 😉 Pamiętasz jak kiedyś pisałam że Eliza dluuugo była jedynaczka? Detronizacje są trudne dla każdej królewny, Lila nie zna innego stanu niż ten z siostrą - ona zawsze była i jest. A Eliza pewnie jeszcze pamięta jak miała monopol na mamę i tatę . No i jej wiek to i swoje ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak- wiedział jak się urządzić :)
      Pamiętam Brytusiu. I ja to naprawdę wszystko wiem. Dość dobrze, jak mi się wydawało, przygotowałam się w czasie ciąży z Lilą. Tyle, że u nas w domu dochodzi ostatnio do tak absurdalnych sytuacji, że odnoszę wrażenie, że to się już wszystko wymknęło spod kontroli. Rozumiem, że zazdrość, może być integralną częścią relacji między rodzeństwem. Tyle, że w moim odczuciu my tej zazdrości ze strony Elizy nie pogłębiamy. Nie wiem, jak mam wytłumaczyć ponad 9letniej dziewczynce, że naturalnym jest, że od Niej wymagamy więcej niż od Lilki. I że nie ma to nic wspólnego z kochaniem bardziej/mniej...

      Usuń
  9. Sto lat dla Lilci ! Sama nie mogę uwierzyć , że masz juz dużą córeczkę Mamo ! Chlip chlip ...
    Tort obłędny ! Piekny . Dynie - czadowe . Fajne takie halloweenowe urodziny !
    A Misiek - hmmmm mam w domu dwa takie złodziejaszki . Wystarczy tylko zostawić coś na stole ... I nie wazne czy to są ciasteczka , kanapki czy ...ogórek kiszony !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Anetka, pochlipiemy razem? Bo mi się wyć momentami chce...

      To u Ciebie zmasowane złodziejskie siły :)
      Wiesz, kiedy uczyłam Miśka zostawiania samumu w domu, byłam przekonana, że On cały czas siedzi pod drzwiami i czeka. Do czasu, kiedy po którymś moim powrocie do domu nie znalazłam w domu strzępek papilotów po muffinkach :)
      Ogórki kiszone? No to mają Gałgany upodobania :)

      Usuń
  10. Ale fajna kombinacja datowa - Lilcia z pewnością ją doceni już w liceum :P wiesz, przy całej mojej miłości do psiaków przeróżnych, za zżarcie TEGO akurat ciasta po prostu obdarłabym ze skóry :>>> jesteś chodzącą miłością, lilią na niezmąconej tafli wody jeśli piszesz o tym z takim spokojem a i Misiek cały :) Zazdrość - ciężka sprawa. Podobno najskuteczniejszą metodą jest zagospodarowanie czasu, w którym zazdrośnica mogłaby mieć rodziców na wyłączność, ale nie będę się mądrować, bo się nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, mnie bardzo cieszy, że tak Jej się udało z tą datą :) Co do Miśka... Uratował Go chyba mój szok. Bo serio- nie sądziłam, że przy nas, tak jawnie to zrobi :) A tak poza tym, to On pewnie wie, że ma u mnie trochę taryfy ulgowej :)
      Kasiu, wszelkie rady, uwagi sugestie- mile widziane. Co do czasu- nam z Marcinem się wydaje, że Eliza nie powinna narzekać pod tym względem. Tyle, że mam wrażenie, że Ona w tej swojej zazdrości jest tak zaślepiona, że fakty Jej niestety umykają...

      Usuń
  11. Martuś może to takie bicie z powodu siostrzanej miłości. U mnie jest tak samo. Starsza jest zazdrosną o Młodszą i czasami mocniej użyje ręki ale młodsza bestia za nic w świecie nie wyda swojego guru;}}}}.
    Pokazałam Zojce tort Twojej Lilci i mam przechlapane, chyba miałam zaćmienie umysłu. Po pierwsze zakochała się w pingwinach, które na co dzień krążą u nas w chałupie w postaci maskotek, bajek, książek , po drugie mamusia musi taki samiutki upiec- ja beztalencie cukiernicze;}}}.
    Lilcia na zdjęciach z balonami wygląda przepięknie z tą radością w ślepkach.
    Babo jak mogłaś zapomnieć poczęstować Waszego pupilka takimi smakołykami:}}. To se sam chłop wziął i capnął;}}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A coś Ty- u nas tak skarżą obie, mimo, że żadne z nas tych skarg nie bardzo chce słuchać.
      Powiedz Zojce, że ja do tego tortu ręki, ani nawet palca nie przyłożyłam :) U nas też umiłowanie pingwinów, ale też reniferów i innych zwierzaków.
      Oj tak, te zdjęcia balonami też mi się podobają.
      Misiek umie sam o siebie zadbać :)

      Usuń
  12. Ale się miło na Was patrzy :) A data na urodziny na pewno nie do zapomnienia przez innych :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajna impreza, torcik, ciasto - obledne.
    A zazdrosc zawsze wystepuje w rodzenstwie.jak Mlody mial urodziny to Starszak caly dzien wyl, ze to nie jemu spiewamy "Sto lat". Nie pomogl nawet fakt, ze tez dostal prezent...
    Normalka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniu, u Was jest mniejsza różnica wieku, i to co opisujesz, to fakt- normalka, No dzieci takie są, i to akurat nie jest niczym niezwykłym. Tyle, że u nas ta zazdrość wychodzi już poza pewne bezpieczne granice- że tak to ujmę. I to mnie martwi. Bardzo.

      Usuń
  14. super foto relacja:)
    a już oczyma wyobraźni widzę Miśka zjadającego ciasto marchewkowe;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniu. A ta łajza go nie jadła, On go połykał!

      Usuń
    2. Pewnie się obawiał, że ktoś może próbować odebrać Mu zdobycz :)

      Usuń
  15. Wszystkiego najlepszego dla małej, dużej Lilci ! :) Piękna i rezolutna pannica Wam rośnie, a jak się uśmiecha - to jakbym dziewczęcą wersję Bąbla miała przed oczami, takie minki podobne robi :)

    Tort niesamowity - i czarno-białe pingwiny, i całe tęczowe, bajecznie kolorowe tło :) Ciasto też zresztą prezentuje się mistrzowsko i wcale nie dziwię się Miśkowi, że się na nie połakomił. Te Miśki to już chyba tak mają - nasz też kradnie ze stołu co lepsze kąski, chwila nieuwagi wystarczy... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabyś zobaczyć Jej minki, jak pozuje do zdjęć :) Wtedy jest dopiero komedia :)
      Torcik fajnie wyszedł, choć ja sobie to cieniowanie inaczej wyobrażałam, ale było ok.
      Nasz niestety bierze wszystko jak leci, nie ma tam segregacji na lepsze/gorsze- jak coś się trafi, to trzeba to zjeść :) Ot, cała miśkowa filozofia.

      Usuń
  16. Hehe no to od końca, my też się lubilismy bić - to taki sport sprawnosciowy :) oj czas leci tak szybko ze chyba nikt za nim nie zadzaza. Na a Misiek wytrwale czekał na ten moment pewnie przez całą imprezę :) zdrówka i wszystkiego najlepszego dla Lili (mam nadzieję ze dobrze odmienilam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze- przyznaję- ja z bratem to się wręcz tłukłam! Misiek całą imprezę czekał, aż się ktoś ulituje :) Nie było jednak chętnych :)
      Odmieniłaś b.dobrze, dziękujemy :*

      Usuń
  17. No imprezka udana widzę ☺ Tort booooski! Jubilatka szczęśliwa i uśmiechnięta- i o to chodzi ;)

    Misiek dał niezły popis! Szok chyba bym się "lekko" wkurzyła!

    A te dynie faktycznie fajnie wyszły ☺ Musimy za rok spróbować!
    Ps. Marta pytałaś u mnie na blogu o przepis na "mojá " zupę dyniową, a ją zapomniała podać. Przepraszam nadrobię, bo jutro znowu będę ją robić ;) Ale ty już tyle przepisów z dyniá wypróbowałaś, że moja zupka to nic nadzwyczajnego dla ciebie nie będzie! Najprostsza zupa dyniową. Dla nas to coś nowego i innego, bo ją nigdy nie robiła i dlatego byłam taka zachwycona, że mi wyszło i że mężowi smakowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Inesko- udana. Na szczęście.
      No właśnie ja się nie wkurzyłam, bo byłam w szoku :) Także miała psina szczęście. Choć żal mi było, nie powiem.

      Czekam na przepis, bo choć ugotowałam wiele dyniowych zup, to tej z papryką jednak nie miałam okazji wypróbować. A jak Wam smakuje, to tym bardziej jestem ciekawa.

      Usuń
  18. Sto lat dla Lilci! Zdrówka przede wszystkim! A dla mamy przytulasy :) Rozumiem tęsknotę niby irracjonalną za bobaskiem. Ostatnio poryczalam się na basenie, bo trenerka założyła dzieciom motylki i Miłoszek taki dorosły się w nich wydawał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie te momenty "dorosłości" szczególnie przygniatają. Ostatnio doświadczyłam tego na pasowaniu na przedszkolaka, i dużo mnie kosztowało, żeby nie wybuchnąć głośnym płaczem, bo oczy się zaszkliły, to oczywiste. Ech, co to z nami jest... Z jednej strony człowiek rozumie, że to naturalna kolej rzeczy, dumny jest, że wychowuje TAKIEGO młodego człowieka... A z drugiej? Chciałby jednak trzymać tą małą pulchną rączkę, widzieć ten ufny, pełen miłości i poczucia bezpieczeństwa wzrok... Ciężko być matką. Ciężko emocjonalnie. Mnie przynajmniej :)

      Usuń
  19. Dziewczynki są świetne i śliczne. Pobić też się muszą i to pewnie nawet często. Ale to jest część ich ogromnej miłości i jedna za drugą bez wątpienia w ogień by wskoczyła. Eliza zazdrosna, bo mniejszej chcąc nie chcąc poświęcić trzeba trochę więcej czasu. Wszystko to jest normalne i nie ma co się bardzo przejmować. :) urodziny Lilki były świetne, tort piękny i pewnie równie smaczny. Ciasto najwyraźniej też było świetne skoro Misiek tak się zajadał! :D
    Dobrze, że nasza Beti nie robi takich rzeczy :D jeden rzecz jaką je to kapcie swojego"panciusia" :D buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misiek tam niestety specjalnych wymagań nie ma, i nęci Go wszystko- również to, co może znaleźć na dworze. A to mnie już martwi, bo ludzie czasami wyrzucają takie rzeczy, że głowa mała.
      To prawda- nie ma idealnie zgodnego dzieciństwa i też nie o to chodzi, żeby ona spijało sobie z dzióbków. Po prostu obawiam się, czy Im już tak nie zostanie. Chciałabym, żeby były dla siebie oparciem, kiedy dorosną.

      Usuń
  20. Haha no padłam ze śmiechu!!! Sto lat dla tej małej cudownej dziewczynki! U nas pozostawienie naszego psa sam na sam z jedzeniem kończy się identycznie :) gdzie te grzeczne i wychowane psy?? Chyba tylko w filmach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzeczne i wychowane?? Czekaj, czekaj... A słyszałaś w ogóle o takich? :)
      Dziękujemy Madziu!

      Usuń
  21. Sto lat dla Liluni. Jak ten czas leci.... Ja ostatnio też się zastanawiałam jak to możliwe, że mój słodki Maluszek jest już przedszkolakiem.
    Co do złodziejskich psów, wcale się mu nie dziwię, w końcu - okazja czyni złodzieja, a ciasto wyglądało smakowicie i z pewnością wspaniale pachniało.
    A zazdrość - u nas jest niecałe trzy lata różnicy, są przepychanki i walka o moje kolana czy ręce. Są wrzaski, kłótnie, wyszarpywanie czasu "tylko dla siebie". Jest też wielka tęsknota za sobą i przytulasy. Starszy docenia fakt, że oprócz obowiązków ma też przywileje Starszaka i dumnie pełni rolę opiekuna Młodszeo. Nie wiem, czy to Ci pomoże, ale kiedyś czytałam zabawne opowiadanie jak Rodzice w odpowiedzi na narzekanie Starszego Brata, że nie jest traktowany tak samo jak Młodsza Siostra ( niemowlak), zaczęli ich traktować tak samo, tzn szkolnego chłopca jak niemowlaka - szybko sobie uświadomił, na czym polega inne traktowanie jego i siostry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Miśka dokładnie tak jest- byleby Mu stworzyć okazję :)
      O tym traktowaniu jak dzidziusia to już słyszałam- tyle, że u nas to już chyba za późno. Tłumaczę Elizie, że Ona jako starsza może dużo więcej niż Lila- pokazuję na przykładach. Uświadamiam jednak, że mając więcej praw, ma też więcej obowiązków, ale to się będzie zmieniało w stronę wyrównania między Nią a Lilą. No ale widzisz- jak grochem o ścianę.

      Usuń
  22. Tort jest przepiękny. Fajnie wygląda z tym tęczowym podkładem. A pingwinki wymiatają. Dobrze, że uchowałaś tort przed Miśkiem. A wcale się nie dziwię, że połakomił się na ciasto marchewkowe. Sama mało nie liżę ekranu :)
    Po minach widać, że impreza udana. Najważniejsze, że Lila zadowolona. Ja przez wiele lat też nie jadłam tortu, bo nie lubiłam. Za to teraz nadrabiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie cieszę się, że jednak zdecydowałam się na kolor :) To jednak dziecko i dziecięca imprezka. Pingwinki fajne, ale ciężkie to takie- musieliśmy zmienić wagę tortu, bo w tej, którą założyliśmy, nie udałoby się zrobić tej dekoracji. Tyle, że nam większy tort nie był potrzebny, bo Gości aż tylu nie mieliśmy. A u nas nie jest wskazane, żeby ciasta zostawały :)
      A wiesz, że miałam bardzo podobnie? Dla mnie ogólnie słodycze mogły nie istnieć- ciasta, desery... Tak mi się poprzestawiało bliżej trzydziestki. Niestety, bo czasami przesadzam i to mocno. A już pomijając wagę, to jednak nie jest to zdrowy nawyk.
      Buziaki

      Usuń
  23. Hahha, puenta jest cudowna :D
    JAk wszystko z resztą. Wy jesteście przepiękne, Lila jest słodziutka! I dynie są cudne, i piesek - a Ty! Wyglądasz przepięknei w czerwonej bluzce.
    Wy w ogóle piękne dziewczyny jesteście :)

    Wszystkiego najlepszego dla córci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Malwinko za tak miłe słowa! Wpadłaś tu i tyle pozytywnej energii wniosłaś :)
      Dziękujemy za życzenia :*

      Usuń
  24. najlepsze życzenia dla Lilci!
    czym wysmarowałaś ciasto marchewkowe? ja daję zawsze krem z serka philadelphia, ale nigdy nie wygląda tak puszyście i pysznie! nie dziwię się, miśkowi, też bym porwała!
    o zazdrości mogłabym książkę napisać. Marysia kazała mi już włożyć Antka z powrotem do brzucha, 3 razy dziennie informuje mnie, że go nie lubi i nie kocha, a do brata swego przemawia bardzo czule, z zaciśniętymi ząbkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jakbyś posłuchała jak u mnie dziewczynki czasem do siebie przemawiają... Żeby Je uspokoić czasem muszę zmusić moje struny głosowe do wysiłku ponad ich możliwości :)
      O cieście Ci już napisałam :)
      Buziaki

      Usuń
  25. Jeszcze raz wszystkiego dobrego dla Lilki ;-) rośnie na piękną pannę. Ale dziewczyny mają włosy!! Piękne. Zazdrość u Elizy? Może to taki etap...a może troszkę bardziej cholubicie młodszą corcie i starsza zazdrości. ... nie jest to proste, mój chyba też zazdrosny czasem i do końca sobie z emocjami nie radzi. Ale będzie lepiej i u nas i u Was ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Madziu. Oj tak- moja śliczna, do zacałowania :) Obie mi się udały.
      Cóż w jakim stopniu może tak jest... Tyle, że nie zaniedbujemy w tym Elizy, zresztą oboje jesteśmy już mocno wyczuleni na sytuacje, które mogłyby tą zazdrość zaostrzać, i już nie wiem, co może zrobić jeszcze... Prawdą jest, że w dorosłym życiu są ludzie mniej i bardziej zazdrośni. Może Eliza to ten drugi typ?
      Twój synuś jest dużo młodszy od Elizy- Jemu towarzyszą jednak zupełnie inne emocje, takie dziecięce. E. niestety widzę, że próbuje nami manipulować, brać nas na litość, bo o zazdrości o Lilę przypomina sobie np.wtedy, kiedy nie może czegoś dostać/osiągnąć. To mnie przeraża i boli jednocześnie.

      Usuń
  26. Moja córka też "olewa" prezenty- woli ludzi :) Jednak kiedy w prezencie dostaje książkę- nie ma mowy idzie w obdarowującym czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  27. O matko jak zobaczyłam ciasto i tort to aż ślinotoku dostałam :-D
    Piękne masz pannice obie.
    A co do psiego podkradania ze stołu to moja sunia też się kiedyś nieźle popisała. Meżu (wtedy jeszcze niemężu) zostawił na talerzu na stole śledzia w occie i cebuli, jeszcze jak odchodził od stołu to się podobno zastanawiał czy nie odsunąć go ale stwierdził, że taki śledź to kiepska psia zanęta. Jak bardzo się pomylił przekonał się wracając po chwili i zastając naszą sunie nad swoim talerzem. Ale kulturalna była nie ma co wszystko do czysta wylizała z talerza i nawet kropli na obrus nie uroniła ;-D

    OdpowiedzUsuń
  28. O matko jak zobaczyłam ciasto i tort to aż ślinotoku dostałam :-D
    Piękne masz pannice obie.
    A co do psiego podkradania ze stołu to moja sunia też się kiedyś nieźle popisała. Meżu (wtedy jeszcze niemężu) zostawił na talerzu na stole śledzia w occie i cebuli, jeszcze jak odchodził od stołu to się podobno zastanawiał czy nie odsunąć go ale stwierdził, że taki śledź to kiepska psia zanęta. Jak bardzo się pomylił przekonał się wracając po chwili i zastając naszą sunie nad swoim talerzem. Ale kulturalna była nie ma co wszystko do czysta wylizała z talerza i nawet kropli na obrus nie uroniła ;-D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!