Mama2c

Mama2c

piątek, 27 listopada 2015

Życie po życiu, czyli o andrzejkach 2015

Wybrałam się dziś do fryzjera. Fryzjerki, znaczy się. Mojej. Ulubionej. Najlepszej. Takiej, u której na dzień przed Sylwestrem pije się we dwie całego szampana. Albo bez okazji nalewkę z pigwy, której smaku nie zapomnę nigdy. A kiedy się pić nie może, to się rozmawia- o dzieciach, mężach i... hortensjach.

Na bóstwo zrobić się chciałam. Bo tak jakoś mam, że brak makijażu przy moich nieułożonych włosach, to naprawdę pikuś. Niestety, na co dzień muszę jednak (próbować) ratować się makijażem. Z różnym skutkiem. Dziś jednak sytuacja była wyjątkowa ale o tym kiedy indziej. No to sobie zrobiłam wycieczkę- prawie godzina drogi w jedną stronę. Dziewczyny z babcią, także pełen luz. Zahaczam jeszcze o ulubioną kawiarnię, w końcu mam wychodne, także niech to będzie dla mnie maksimum przyjemności.

W końcu wchodzę. Justyna bez irokeza. Śmieje się, że pod czapką źle się układa. Zanim zwolni się umywalka, pyta, czy jutro gdzieś idziemy. Jak na inteligentną kobietę przystało, wydukałam trzy podstawowe pytania, jakie można zadać w takiej sytuacji: My? Jutro? Gdzie? Minę miałam przy tym taką, że Justyna, jak na inteligentną kobietą przystało, doprecyzowała: "Na andrzejki idziecie?"

"Aaaaa, andrzejki... To nie, nie idziemy."

Tak jak rok temu, i jeszcze rok temu i jakieś wszystkie lata wstecz od 2006 :)

Wbrew pozorom, to nie ma być smutny post o tym, jak zmienia się życie po narodzinach dziecka/dzieci. Bo przecież*... Zawsze jest jakieś wyjście- dziadkowie, ciocie, niania, impreza u nas w domu.

Chociaż mimo wszystko, nasze życie, chcąc nie chcąc, mogłabym podzielić (na razie) na trzy etapy: przedmałżeński (czyli niemal jedna niekończąca się impreza plus częste wyjazdy, kończące się imprezą), poślubny (imprezy od piątku do niedzieli rano, z których człowiek też niewiele pamięta, czasem ktoś u nas spał, czasem ktoś wymiotował i tak dalej) i ten, który trwa do dziś- po narodzinach Elizy.

Wracając jednak do rozwiązań- ech, zwłaszcza te ostatnie wspominam z rozrzewnieniem. Imprezy u nas w domu- niemal kultowe wydarzenia :) W każdym razie, kiedy tak Justyna wyskoczyła z tymi andrzejkami, to miałam taki krótki, bardzo króciutki przebłysk, że może, że my razem, że na miasto, że chociaż na drinka... Zapytać (babci) nie zaszkodzi, pomyślałam, i z takim zamierzeniem wracałam do domu.

Fryz zrobiony, znowu jestem królową życia, do mieszkania wchodzę niemal tanecznym krokiem... A tam... babcia wściekła niczym stado os, Eliza przewracająca oczami, Lila tradycyjnie śmiga przez całą długość mieszkania... W końcu córka starsza przemawia: "No mamo mówię ci, masakra z tym dzieckiem."

Oho...

W końcu babcia puszcza parę, a raczej całą litanię- co Lila zrobiła (chciała zjeść wszystkie pierniki, zaczepiała psa, zaczepiała Elizę, dokuczała psu, dokuczała Elizie, dokuczała babcia, rozebrała się i nie chciała ubrać- zawsze mówiłam, że rośnie nam tu ekshibicjonistka, w końcu te skarpetki ściągane z namaszczeniem w wieku pięciu miesięcy musiały to zwiastować) i czego Lila nie zrobiła (nie słuchała się, nie reagowała na prośby, groźby i polecenia).

Tiaaa, to o co ja chciałam zapytać?
Andrzejki?
Może za rok.
:)




* A jeszcze czasem jest tak, że... i tu właściwie nie wiem, jak to określić- wyrasta się z czegoś? Dorasta się do czegoś? Coś się nam przejada? Zmieniają się priorytety/wartości?
Bo dziś impreza jest dla mnie wtedy, kiedy mogę pójść z mężem do kina. Koniecznie na seans koło godziny 17.30, żebym to ja mogła położyć Lilę, a rano wstać wyspana i przytomna :)
I mimo, że gdybyśmy oboje się uparli, to pewnie znaleźlibyśmy i powód i sposób na to, żeby sobie "zabalować" jak kiedyś, to zwyczajnie... wizja poranka, a później całego dnia, który wymagałby ode mnie nie tylko spionizowanej pozycji ciała (a ta wyklucza zaleganie w łóżku) ale i przytomności umysłu, skutecznie weryfikuje moje marzenia :)
Także ja najbliższą imprezę mam w poniedziałek- babcia wybaczyła Lilce, rodzice idą do kina :) Tylko jeszcze muszę sprawdzić, o której grają Czerwonego Pająka...

65 komentarzy:

  1. Jak ja to rozumiem :) My ze 4 razy wybraliśmy się na imprezę nocną będąc już rodzicem i ... no właśnie te poranki. Bo kurna byliśmy na tyle nienormalni, że zamiast jechać do siebie spaliśmy w domu babci czyli tam gdzie dziewczynki ;) I nijak babcia ich zatrzymać o 6.30 nie umiała bo one koniecznie musiały do mamy i taty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh... Ja to mam znowu tak, że jak nie ma w domu dzieci (tzn Elizy nie było, bo Lila jeszcze nie ma nocki poza domem) to źle sypiam. I nie wiem, czy poziom upojenie alkoholowego na pewno coś by tu zmienił :)
      Kiedy byłam w ciąży z L. moja mama zabrała Elizę, żebym odpoczęła. No... Tak odpoczęłam, że spać nie mogłam :)

      Usuń
  2. Oho,coś dla mnie. Te etapy o których piszesz. ..mam tak samo! Teraz. ...to siedzę w domu, wyjść mogę do kina i to sama i tylko na seans wieczorny jak mała śpi. Andrzejki. ...fakt to jutro. Zapomnialabym....
    Impreza? U mnie juz się tego słowa nie używa. ..:-)

    Może za dwa,trzy lata:-)

    Zawsze mówiłam,że życie zaczyna sie po czterdziestce i będę się tego trzymać! ;-)
    Ps.ładnie Ci w blondzie*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madzia, my pierwszego Sylwestra po narodzinach Lilki przespaliśmy, także nie dziwię się, że zapomniałaś o andrzejkach :)

      Po czterdziestce mówisz? Hmm, pożyjemy, zobaczymy :) Byłoby fajnie :)

      Usuń
    2. Ps. Ja wolę się w kasztanowym, mahaniowym, ciemnej czekoladzie, ale... przy tej ilości siwych włosów, które mam, to musiałabym co 2-3tygodnie farbować włosy, a tego im nie zrobię, bo i tak niewiele ich już mam.

      Usuń
  3. Hmmmm. Niech no pomysle. Kiedy bylam z mezem na imprezie ostatnio ? ...... Z jakies 5 lat temu. taaak. W kinie 15 miesiecy temu. Rowno. A u fryzjera? Hm..... poltora roku temu ? Ale wiesz,ja z innej bajki-tej emigracyjnej, gdzie ani babc ani sasiadki ani przyjaciolki nie mam zeby moja czworke zostawic ;) A z tymi etapami no coz-tak to juz jest chociaz ja tam dobra impreza i ta pigwowa nalewka z przyjaciolka bym nie pogardzila ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, bycie na obczyźnie dodatkowo komplikuje sprawę.
      Nalewka... Do dziś ją wspominam z rozrzewnieniem :)

      Usuń
  4. Oj Martusia....ale jak się kiedyś w końcu spotkamy to impreza obowiązkowa:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj Martusia....ale jak się kiedyś w końcu spotkamy to impreza obowiązkowa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, raz kiedyś w końcu można :)

      Usuń
  6. W pierwszym momencie pomyślałam, że podzielisz te etapy inaczej: na przedmałżeńskie, po dzieciowe i po adoptowaniu Miśka. Bo u nas to więcej Sancz zwojował w kwestii wychodzenia z domu niż sama Mila.
    A dziś... chyba już jestem leniwa, bo na myśl o imprezie po 21 dostaję dreszczy. Wyjątkiem są wesela, na ktorych lubię się bawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to też racja. Pamiętasz, że przez ponad 2miesiące wszędzie zabieraliśmy Gościa ze sobą? Teraz już też postanowiliśmy zostać na Sylwestra w domu, żeby Mu towarzyszyć.
      Buziaki
      Ps. Wesela też lubię :)

      Usuń
  7. Czarny pająk ?? wow widziałam zwiastun myślałam, że raczej listy do M w dzisiejszym nastroju hi hi :D
    Lilka ten słodki aniołek w kędziorkach?? czy Ty piszesz o tym samym dziecku??
    My mamy dziś imprezę na 40 osób urodziny brata W. wpasowały się idealnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, my jeszcze pierwszych Listów do M nie widzieliśmy :)
      A Czerwony Pająk to są nasze klimaty :)
      Lila ma swoje alter ego :) Kiedyś pewnie doświadczysz Jej drugiej strony :)
      Dobrej zabawy!

      Usuń
  8. Ja to nigdy nie przepadałam za imprezami, najchętniej zawsze kładłabym się przed ciszą nocną;) Ale skoro upodobania się zmieniają po pojawieniu się dzieci... tzn, że jak już będą z nami, stanę się nagle królową balu? hehe taki suchar poranny;)
    Ja też wolę kino z mężem niż party:) Bawcie się dobrze!
    P.S. Lilka na każdym zdjęciu ma taką minę jakby ktoś ją (biedną, niewinną;p) przyłapał na zakazanych psotach. Że ja? Że co? Nieee... tak tu sobie siedzę... i rozmyślam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, kto wie :) Może na początku będą to kinder bale, ale to zawsze już jakaś zmiana :)
      A wiesz, że coś z tą zmianą jest na rzeczy? Na przykład od urodzenia Elizy kompletnie wyleczyłam się z mocno zakrapianych alkoholem imprez? Zawsze miałam słabą głowę, także nigdy nie wlewałam w siebie hektolitrów wina, ale też od niego nie stroniłam. Natomiast od 9lat mój limit to cała lampka. I nie jest to związane z poczucie odpowiedzialności, czy obowiązku (to oczywiście też), po prostu- alkohol przestał mi smakować. Mój mąż miał z tym najdłużej problem- śmiał się, że ciąża mnie popsuła. Kto wie- może naprawiła :)
      Pozdrawiam i miłego weekendu :*

      Usuń
  9. Wow!!! Skąd ja to znam? :))) Wszystko brzmi tak znajomo...no poza tym, że ja nie moge zostawic córki z babcią :( Mieszkamy razem, ale z pewnych powodów nie moge jej zostawić! Kiedys pojechalismy z mężem na koncert - wybralismy się dlatego tylko, że byl popołudniu, mąż miał bilety z pracy! Tak jak Ty wiem , że to ja musze położyc młodą a rano chcę wstać w miarę przytomna :) W trakcie koncertu , zamiast się bawić, sprawdzam co chwila telefon, no bo wiadomo, że dźwięku nie usłyszę! Co widzę na wyświetlaczu mniej więcej w połowie imprezy?? Taaaak, telefon od babci, że nie może dziecka uspokoić....... Koncert w połowie przerwany, powrót do domu..... Także tego....jak mąż ostatnio wygrał bilety na koncert to je sprzedaliśmy! Przynajmniej zysk z tego jakis był ;) Wam milego seansu życzę :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, czytam i uwierzyc wprost nie moge!
      Nie chce obrazic babci, ale ona jest wieksza histeryczka, niz male dziecko. Bo nie mogla wnuczki uspokoic? I sie na to poskarzyla?
      I zeby przez to popsuc koncert/randke/wyjscie na zabawe mlodym rodzicom?
      Dramat.

      Usuń
    2. Hmmm, a ja sobie myślę, że tak mało wiemy o dziecku, o babci, że bezpieczniej byłoby nie oceniać.
      Elizę mogłabym z moją mamą pewnie i na tydzień zostawić i ani razu nie zadzwonić, będąc przy tym spokojną do granic możliwości, że u Nich wszystko w porządku. Natomiast z Lilą? Ta sama mama, ten sam tata, ta sama babcia, a sytuacja całkowicie odmienna. Dzieci są po prostu różne. Czasami skrajnie różne :)

      Usuń
    3. Tarheel ma rację.......niestety :(

      Usuń
    4. Bywa i tak. Przykro mi...

      Usuń
  10. Priorytety zmieniają się całe życie, dorastamy, dojrzewamy- tak, każdy chyba tak ma tylko każdy dojrzewa w swoim tempie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja. Dobrze, że my z Marcinem dojrzewamy w tym samym tempie :)

      Usuń
  11. No to u mnie odwrotnie,ja sie rozszalałam jak sie wyprowadzilam na swoje smieci ,juz po 30 tce z trójką dzieci no ale często wychodziłam bez męża,ahh...ale to były szaleństwa . Potem też już kultowe sylwestry u nas w domu na około 20 osób plus czasem po 7 dzieci. No dzialo się.
    W tym roku też dosyc imprezowo a już ten tydzień to dzisiaj juz bedzie druga impreza,tylko jak to zniosą moje nogi w wysokich butach to nie wiem . Jak Ci dziewczyny podrosną to będziecie wychodzić no chyba że już"limit" wyczerpałaś i chęci ,pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas też takie liczne imprezki były na porządku dzienny, i Sylwestry... Tego mi trochę (czasem) brakuje jednak.
      Zobaczymy, ale jestem dobrej myśli z tym limitem i chęciami :)

      Usuń
  12. No jaka "masakra"???
    Aniolek taki na zdjeciach, ze tylko kochac i miziac:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie Star- ja mam do Niej taką słabość, że tylko kochać i miziać :)

      Usuń
  13. U nas te kolejne etapy bardzo podobnie wyglądały - ale chyba jeszcze do końca z dwóch wcześniejszych nie wyrośliśmy, bo dziś wieczorem Bąbel zostaje z dziadkami, a my ruszamy w tango ;) Też trochę przeraża mnie wizja dnia jutrzejszego, dlatego spożycie kolorowych drinków planujemy ograniczyć do absolutnego minimum :)

    A po Lilce - kto by się spodziewał ?! Taki z niej słodziak na pierwszy rzut oka, skąd ja to znam...O Bąblu też nikt by nie powiedział, że chochlik i broiciel ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no to przybij piątkę, jako mama dziecka, który się idealnie maskuje :)

      Usuń
  14. Łoch! Ja ostatnie Andrzejki świętowałam na imprezie w 6 klasie. Także no ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także ten... Popraw się Kobieto :)

      Usuń
  15. My jakoś specjalnie nigdy nie świętowaliśmy Andrzejek (chyba że na kawce i ciachu w gabinecie dyrektora, ale to raczej dość sztywna impreza, która w tym roku mnie ominie :), więc i dziś zostajemy w domu. Zresztą ostatnio tak wolę.
    Mina Lili na drugim zdjęciu mówi sama za siebie. A ja w pierwszym momencie myślałam, że to jednak starsza Pociecha narozrabiała :)
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe.
      No widzisz, a tu takie zaskoczenie :) Eliza była wręcz oburzona i zniesmaczona zachowaniem młodszej siostry :)

      Usuń
  16. Skąd ja to znam? Ostatni raz byliśmy na Andrzejkach przed ślubem czyli jakieś 5 lat temu. Na Sylwestrze 4 lata temu a od momentu jak jest Jaś nie byliśmy nigdzie. M. chce koniecznie iść na Sylwestra w tym roku. I niby chcę a z drugiej strony nie chcę. Wróci na Święta i jedyne o czym marzę to żeby ktoś mnie odciążył. Zajął się Jaśkiem. I jak pomyślę, że mam latać za sukienką, butami, fryzjer i całe to szykowanie to wolę spędzić Sylwestra w domu. A jak nie pójdę to może będę żałować fajnej zabawy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, no to masz dylemat. Może zastanów się, jak byście spędzili tego Sylwestra w domu? Bo może jednak warto pójść? Nie dziwię się Ewa, że jesteś zmęczona.
      Buziaki

      Usuń
  17. Babcia na pewno przesadziła bo sama ma plany na wieczór i wolała się wymigać żebyś czasem jej nie zapytała .Masz racje trzeba rano wstać i wytrwać do wieczora. Tak naprawdę to dopiero wtedy przydała by się pomocna dłoń.Kuba ma katar od wczoraj i pokaszluje i pewnie zakończy się to jak zawsze leczeniem krtani. Pozdrawiam i życzę dobrej zabawy z mężem też można..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, babcia planów nie miała. Lila naprawdę potrafi człowieka przeczołgać. To specyficzne dziecko- miewa dni, kiedy Jej aktywność jest w normie, czyli jaku zdrowego dziecka, ale czasem... Szajba totalna :)
      Zdrówka dla Kuby :*

      Usuń
  18. Ochh jak dobrze Cię rozumiem, mega podobne przemyślenia masz do moich :)

    Co do Lilusi, to niestety, ale nie uwierzę - buzia aniołka normalnie, taka do przytulania i zacałowywania hihi :)
    Tylko ten błysk w oku mówi, że lubi dziewczyna zaszaleć ;D
    P.S. Ślicznie Ci w blondzie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Śliweczko :*
      A Lila może będziesz miała okazję poznać, to sama się przekonasz :D
      Buziaki

      Usuń
  19. Marta - co za zdjęcie! To ostatnie! Cudne!
    PS. A ten poprzedni wpis nie na moje nerwy (czyt. żołądek) ;) Właśnie korzystam z mojego prawa do niedzielnego porannego leżenia. I głód mnie zaczął ssać, idę zaraz jeść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Juti, też mi się bardzo podoba to zdjęcie. Ci ciekawe- zrobione telefonem ;)

      Usuń
  20. Zgadzam sie z tym, co napisala powyzej Juti, ten poprzedni wpis tez nie na moje nerwy!!! Napisalam Ci, Marta, tam komentarz:-) Dlaczego Ty narazasz moj zoladek, jak on sie skreca, kiedy ogladam te Twoje pysznosci!!!
    A co tego wpisu, to tez lubie imprezy, bale, naleweczki, ogolnie takie male "alkoholizowanie sie" (wyjasnilam Ci ostatnio, skad znam to slowo), ale z umiarem, bo to juz nie te lata, ze czlowiek balowal do rana i nic sie potem nie czulo:-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alkoholizowanie się to jest bardzo ładne i wdzięczne określenie :) Czasami miło się mu oddać, zwłaszcza w dobrym towarzystwie :D
      Ja sobie regularnie funduję takie skręt żołądka, kiedy przeglądam blogi kulinarne ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  21. To my chyba jacyś dziwni jesteśmy, bo częstotliwość chodzenia na imprezy mamy wciąż taką samą. Przed ślubem się zdarzało raz na jakiś czas, po ślubie też, a po urodzeniu dzieci to jakoś nawet chętniej, coby się rozerwać. Więc im więcej dzieci mamy, tym chętniej wybywamy od czasu do czasu ;) W zeszły weekend pojechaliśmy do Zakopca ze znajomymi, wzięliśmy opiekunkę żeby dzieci ogarnęła, a myśmy dwie noce przegadali w towarzystwie przy dobrym jedzeniu, winie którego ja akurat nie piłam :)) i sączącej się w tle muzie latynoskiej. Także tego...
    Ale w ten weekend jestem tak senna i ciążowo nastrojona że żadne andrzejki ani inne duperele mnie nie ruszają, tylko kołderka i spaaaać... To chyba ta pogoda...
    Dobrego wyjścia do kina :)) Ja już sobie ostrzę zęby na Star Wars i Bonda :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakopiec, przegadane nocki? Zazdroszczę!
      Dlatego właśnie napisałam, że to nie tak, że z dziećmi się nie da. To nieprawda. Zdecydowanie się da. Wszystko natomiast rozchodzi się o to, kto czego w danym okresie życia potrzebuje. Mnie zatęskniło się najbardziej za tymi spotkaniami u nas lub u kogoś w domu. Z dobrym jedzeniem, kawą wypitą z bliskimi ludźmi, śmiechem, wspomnieniami. Tak, tego mi brakuje. Może pora znów wyjść do ludzi :)
      Dzięki, dzięki, nie mogę się doczekać dzisiejszego popołudnia. Tobie też przyjemnego oglądania!

      Usuń
  22. Niemożliwe....no normalnie niemożliwe by tak narozrabiała....
    Na zdjęciu widoczny przecież anioł wcielony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, to nie byłby głupi pomysł, gdyby ktoś w Lilę anioła wcielił :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  23. Witam w dobrym towarzystwie "anielskich dzieci", przynajmniej na zdjęciach. Mój Młodszy też wygląda jak anioł, a w życiu jak to w życiu.... Najzabawniejszy szok przeżyła rehabilitantka, jak po roku chodzenia objawił wreszcie swoje "prawdziwe oblicze".
    A Andrzejki to my świętujemy imieninowo - mój Starszak ma na imię Andrzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, jak się ma takiego "aniołka" w domu, to łatwo zrozumieć o czym mówi, lub pisze inna mama :)
      W takim razie najlepsze życzenia dla Starszaka!

      Usuń
  24. No my zdecydowanie mniej wychodzimy i imprezujemy niż kiedyś, niż przed urodzeniem Juniora. Ale to też wynika z wieku, już nie te lata, żeby chodzić na dyskoteki czy domówki. Wyjątkiem są zabawy karnawałowe. A Andrzejki czy Sylwestra zazwyczaj spędzamy że znajomymi i z dziećmi naszymi w domu u nas lub u przyjaciół, więc i my i dzieciaki mamy "imprezę" i jest fajnie ☺ Tak było na przykład wczoraj i andrzejkowy wieczór spędziliśmy poza domem, świetnie się bawiliśmy, objedliśmy pyszności, a Junior miał swoje towarzystwo i fajnie się bawiły. Super było. A gdybyśmy chcieli sami wyjść to Młody zostałby z babcią, którą uwielbia i nie było by problemu. Moją mamą bardzo chętnie z nim zostaje i nigdy się nie skarżyła, żeby coś było nie tak. Taki bezproblemowy egzemplarz pod tym względem nam się chyba trafił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że fajnie od czasu do czasu spotkać się ze znajomymi, a już w jakiej formie- to wszystko zależy od tego, na co mamy ochotę :) My swego czasu, kiedy Eliza miała 1,5-2lata często zapraszaliśmy znajomych do nas na kolację. Fajne to były czasy, i raz na jakiś czas brakuje mi takiej odskoczni, pośmiania się, posiedzenia wśród ludzi. Na dyskoteki zdecydowanie się już nie piszę- to już nie moje klimaty i nie wiem, czy tu się kiedyś coś zmieni :)
      Moja mama też bez problemu zostaje z dziewczynami, ale widzę, że jednak opieka nad Lilą nie jest już dla Niej taką bułką z masłem, jak było zostawanie z Elizą, I wcale się nie dziwię. L. to żywioł, a pilnowanie dziecka to odpowiedzialność.

      Usuń
  25. Wiadomo, że decydując się na dzieci rezygnujemy w pewnym sensie z rzeczy, które można by było robić tylko we dwoje, jednak fajnie, kiedy są i co tu dużo mówić - Ty doskonale wiesz o tym :)
    Wiadomo, że czasem fajnie wybrać się gdzieś jeszcze tylko we dwoje, ale mnie np. Nie potrzeba jeździć na imprezy, czy gdzieś tam. Wystarczy kanapa, tv i mąż obok. Może kiedyś zatęsknię za imprezami, ale na chwilę obecną jest mi dobrze tak jak jest ;) Martuś ślicznie wyglądacie! Pozdrawiam i przesyłam buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą rezygnacją to w sumie też względnie, bo jak to mówią- dla chcącego nic trudnego :) To chyba bardziej właśnie to, czego nam w danym momencie bardziej potrzeba. Nie zamknęłam się na imprezowanie- z jednej strony mi go nie potrzeba (aż tak bardzo) a z drugiej- tak po prostu wyszło. Znajomi się wykruszyli, każdy ma swoje ważne i ważniejsze sprawy... Do tego wiek Lilki- naprawdę nawet jeśli to wygoda, to po prostu nie chce mi się umierać w sobotni czy niedzielny dzionek i zajmować trzylatką :)
      My też ściskamy mocno :*

      Usuń
  26. Ja juz zapomniałam co to andrzejki. Wyjście bez mami mami kup mi jest wręcz zastanawiające. Bo młody zawsze cos chce. A teraz to juz w ogóle bo święta idą i zabawek w ciul w sklepach.
    Mója ulubiona dyskusja z 4,5letnim synem:
    -mami ja chce to. Kup mi.
    -narysujesz w domu mikolajowi co chcesz to dostaniesz jak będziesz grzeczny.
    -nie nie nie. Ty mi kupisz.
    I wyszlo ze mój dziec nie wierzy w Mikołaja.

    Buziaki Ewa Denys
    Ps.jak w kinie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kino dopiero dzisiaj, nie mogę się doczekać :)
      Fajny ten Twój Mały :)

      Usuń
  27. O Andrzejkach pamietam tylko dzieki blogom oraz polskim znajmym z FB. A i tak nie obchodze. ;)

    My w miniony weekend "zabalowalismy" jak na nas. Nie, kina nie bylo, bo nie ma z kim Potworow zostawic (dziadek z dwojka na raz nie posiedzi niestety...), za to obejrzelismy w 3 wieczory wszystkie czesci "Hobbita", na ktorego czailam sie przez poprzednie 3 lata. Efekt taki, ze Nik robil pobudke najpozniej o 6:30 rano, a my zdychalismy. Za stara jestem juz na nocne posiadowki, zdecydowanie... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi Agata, że ja też każdą, choć w połowie zarwaną noc, odchorowuję. Może nie jakoś dramatycznie, gorzej by pewnie było, gdybym wlała w siebie parę lampek wina, ale mimo wszystko- nie ma się już 20lat :) Jakby nie było. Chociaż... Czasem warto zarwać noc.
      Buziaki

      Usuń
  28. Lilcia? ta słodka śliczna Lilcia taki szatan? ;)
    Usmiałam się z tego posta, fajnie go napisałaś, z takim cudownym humorem i polotem :)
    ale wiesz, ja też wybrałabym kino, czy wypad do jakiejś pysznej knajpki, czy kawiarni z moim Tomkiem, niz jakąś imprezę, zwłaszcza andrzejkową - chyba nigdy nawet na takiej typowej andrzejkowej nie byłam :)
    Ale fryzjerkę masz przednią !!

    Czekam na relacje po kinie, bo ciekawa jestem recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od końca :) Recenzja? Oj, to nie jest moja mocna strona. Intrygujący- na pewno. I specyficzny jak dla mnie.
      Fryzjerka jest fenomenalna. A polecił Ją mi mój mąż :) Chodziła do Niej Jego koleżanka z pracy, i tak już 9lat jeżdżę do Justyny.
      Na taką typową imprezę z tańcami to nie- na razie nadal nie mam ochoty. Ale na jakąś domówkę- już tak. A kino, kawiarnia, restauracja plus własny mąż, to zawsze "good idea" :)

      Usuń
    2. Specyficzny, tak tez myślałam, ale polecasz? Wart wieczoru z mężem, czy lepsza komedia romantyczna i dobra knajpka? :)

      Usuń
    3. Wiesz co Iwonka, nie wiem jakie filmy lubicie. To, że ten nie jest lekki i przyjemny to wiesz. Ja spodziewałam się troszeczkę czegoś innego. Nie jest to też na pewno film akcji. Trochę mówi o tamtych latach, trochę daje możliwość własnej interpretacji. Nie jestem specjalnie wrażliwa, ale były też dwie sceny, przy których autentycznie chciało mi się wymiotować.
      Nie jest to film, na który poszłabym drugi raz.

      Usuń
  29. Też wybieram się na Czerwonego w środę!Już nie mogę się doczekać:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Co? Andrzejki? A kiedy to było? Matko Boska, ja naprawdę zupełnie je przgapiłam.... Lubię czytać takie refleksje nad etapami życia z perspektywy tego po narodzinach dziecka :D tylko, że ja jestem z tym pogodzona, a mój szanowny małzonek nie i wciąż marudzi jacy to byliśmy wooolni i niezależni, a teraz dupa zimna :] A widzisz, z kina też trzeba się cieszyć. Z wyjscia do fryzjera samego w sobie też! I te wcześniejsze seanse nawet mi nie przeszkadzają. My na Bondzie byliśmy już o 11 :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Dlatego ja w tym roku powiedziałam żadnego Sylwestra. W zeszłym roku wróciliśmy o 5 tej a 5.30 Hanka się obudział. Koszmar. Nawet na drzemke w ciągu dnia nie szła.
    zresztą 2 stycznia mam w pracy inwenturę, także odpuszczę sobie totalnie imprezowanie. Za to udały się Andrzejki. Przyszła teściowa do Nas. Starszy brat uspił siostrę. Wrocilismy o 1wszej. Spała do 8smej i było calkiem spoko. teraz przed nami jeszcze 40 urodziny kolegi więc znow nie wyspany weekend, ale co tam - żyje się raz.
    Nasz Hanka w domu jest nieznośna, za to w przedszkolu bardzo niesmiała i prawie nic nie mówi. Sama nie wiem czym to idzie . Może lepiej tak, niż jakby miało być odwrotnie?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!