Mama2c

Mama2c

czwartek, 17 grudnia 2015

Jak nie urok to sraczka, albo jeszcze inne g...

Tak, wiem- "wiszę" Wam kolejny post. Naprawdę miałam ochotę go napisać- taki w moim dawnym stylu- lekki, przyjemny, z dużą dozą dystansu do samej siebie, bo nawet dla uwiarygodnienia wydarzeń, które miałam zamiar opisać- gotowa byłam wrzucić swoje zdjęcia bez makijażu ale... z wałkiem na czole. Plany planami, zamiary zamiarami, a życie życiem. Wiem, że znacie to i Wy.

Dobra, najpierw o Lilce.
Drugi tydzień w domu.
DRUGI TYDZIEŃ w domu.
Czujecie to? Zdrowa, bo tylko z katarem, trzylatka prawie dwa tygodnie w domu...
Tak, z katarem, ale za to jakim.

W poniedziałek, 7grudnia obudziła się z lekkim stanem podgorączkowym, kichając co chwilę. Leciało coś tam z noska- taka "woda", przezroczysta, łatwo wypływająca :) Stan podgorączkowy był jednorazowym epizodem. Ruszyłyśmy z inhalacjami, uderzeniową dawką witaminy C, piciem domowego soku z malin, wody z miodem i tak dalej. Standard. Nie ma się czym podniecać, jednym słowem. W środę katar zrobił się żółto-zielony. Nie czekałam więc na pogorszenie rewelacyjnej kondycji Lilki (o moją nawet nie pytajcie!) i zaczęłam zakrapiać nos surfarinolem, przekonana, że oto przechytrzę tą całą infekcję i od poniedziałku, jak na skrzydłach, pobiegnę z Małą do przedszkola. Niedziela wieczór- pięć pełnych dni kuracji surfarinolem i co? I g... Nie będziemy tu znowu roztrząsać, czy katar to powód do zostania w domu, czy nie, ale napiszę tak- po tygodniu trzymania dziecka w domu, będąc w mojej obecnej sytuacji (czyt. będąc kurą domową) nie mogłabym Jej takiej "zaglutanej" przyprowadzić. No nie i już. Tym bardziej, że... Kurna, Dziewczyny. Co to był za katar- no masakra jakaś. Co chwilę zastanawiałam się, jak to możliwe, że taka mała dziewczynka może tyle go produkować. We wtorek miarka się przebrała, umówiłam nas do przychodni. Sama wizyta w przychodni- osobny post mogłabym napisać, przeżycie z tych ekstremalnych. Dostałyśmy krople do zrobienia z dwoma antybiotykami. Podaję je dopiero jeden dzień i już jest ogromna poprawa. Zła jestem, że tak długo czekałam.
Nie wspomniałam o tym, że na samym początku swojego smarkania, Mała oczywiście podzieliła się  "gilami" z mamą.

I trzeba to napisać po raz kolejny- no dzieci chorują inaczej! Miałyśmy dokładnie to samo, i powiem Wam- ledwo żyłam. Bardzo mnie ten katar przeczołgał. Co ciekawe- próbowałam leczyć się wszystkim, co miało w nazwie "zatoki" i bez efektu. Dodając do tego fakt, że byłam praktycznie cały czas sama, z dwójką dzieci i psem, którego musiałam wyprowadzać... Jestem zmęczona, padnięta po prostu. Choć na pewno nie tak, jak mój mąż, bo dla Niego miarą zmęczenia, jest godzina, o której chodzi się spać. Czyli, że... wypoczęta zdaje się jestem, no!
A ja tylko, po całym dniu, lubię posłuchać ciszy. I porobić coś bez dzieci. Bez "mamooooo". Podelektować się czasem, kiedy nie muszę być niańką, kucharką, sędzią, lekarzem, służącą i... wpiszcie co tam Wam się jeszcze przypomni. I tak- kocham być mamą, nie przeszkadza mi bycie lekarzem i kucharką, no dobrze- sędzią być nie lubię i unikam, a służącą- wiadomo. Te 2-3godziny wieczorem, ten reset, kiedy mogę robić to, co ja chcę, to jest coś, co mnie ratuje przed autodestrukcją. No ale... ciężko widać wytłumaczyć to komuś, kto cały dzień spędza poza domem. Bo można rozumieć i rozumieć. E, długo by pisać, a późno już :)

Tak, u Lilki kończymy chorowanie. I wszystko byłoby super, prawda?
Tak, byłoby.
Mogłabym na przykład w poniedziałek umyć okna. Bo dziś, będąc z psem, miałam okazję podziwiać sąsiada z drugiego piętra, facet trochę młodszy od mojego męża, myjącego okna... Powiem Wam- widok boski.

Dziś rano Eliza oświadczyła mi, że trochę piecze Ją gardło. Popsikałyśmy tantum verde i poszła do szkoły z zaleceniem, że gdyby źle się czuła- ma pójść do pani i zwolnić się do domu. A jak to wyglądało w praktyce? Eliza była dwa razy u wychowawczyni, ta dwa razy wysyłała Ją do pielęgniarki, która dawała Jej apap i odsyłała na lekcje... Ale to nie koniec. Ostatni mieli w-f, na którym wychowawczyni... kazała Elizie ćwiczyć. I mając w odwłoku dobre wychowanie i maniery- no chuj mnie strzelił, jak mi to Eliza opowiedziała. Nie wspomnę o tym, że jak tylko Ją zobaczyłam w drzwiach, to wiedziałam, że dobrze nie jest, bo naprawdę źle wyglądała. I ja się k... mać pytam, czy nie można było tego dziecka puścić do domu? A jeśli nie można, bo jest jakiś przepis, paragraf na to, to wiedząc, że ja jestem w domu, nie pracuję (tak, nadal!), nie można było zadzwonić, żebym po Nią przyszła? A ten w-f??? Bez komentarza po prostu. Mamy wieczór, Eliza od 1,5godziny ma 38,6. Wiecie co czuję? Nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać.

Od prawie dwóch tygodni jestem uziemiona w domu. Z niewyleczonym swoim katarem, z jednym dzieckiem, które dopiero co skończyło infekcję i z drugim, które właśnie zaczyna. Z mężem, który działa na mnie jak płachta na byka, z wizją świąt z tyłu głowy, do których jestem zupełnie nieprzygotowana, z myślą o końcu roku i ogromną nadzieją, że ten 2016 będzie rokiem, kiedy w końcu zmądrzeję i zrobię to, co każda kura domowa w końcu powinna zrobić- pójść do pracy i sama zarobić na waciki i podpaski :)

Dlatego może od razu sprostuję, że poprzedni post, to nie jest nasze domowe, świąteczne menu :) To propozycje dla Was. Ja w tym roku mam wszystko w tyle i albo coś zrobię, jak mi się będzie chciało, albo nic nie zrobię- analogicznie- jak mi się nie będzie chciało.

I tyle na dziś :)
A jutro od rana będę łączyć się z przychodnią.
Tak, nie mogę się już doczekać...
W środę, przez 15minut w poczekalni, słuchałam o tym, gdzie można kupić NAPRAWDĘ smaczne ziemniaki. I nie- bynajmniej nie była to rozmowa między pacjentami... Ciekawe, czego dowiem się jutro? Może gdzie kupić NAPRAWDĘ jadącego mułem, ale świeżego karpia?
Osobiście do karpia nic nie mam, i jeśli moja mama nie wykaże do świąt identycznego stosunku jak ja, to może nawet będzie mi dane go zjeść w te święta :)

Pod koniec listopada byliśmy z dziewczynami na mini sesji świątecznej. Parę ujęć dosłownie. Pokazać? :)

Dziewczyny były początkowo trochę stremowane, więc Pani fotograf spytała Je, czy lubią się przytulać. Odpowiedziały natychmiast, że tak, a ja zaczęłam się zastanawiać kiedy nauczyły się tak przekonująco kłamać... W każdym razie... efekt całkiem, całkiem.






Co ciekawe- obie ubolewały, że nie mogliśmy zabrać ze sobą... Miśka. Za jakiś czas, zrobiłyśmy więc sobie domową mini-sesję. I nawet Lilki spływające krople udało się uchwycić :)





No dobrze, może i nie błysnęłam humorem jak dawniej (właśnie chciałam napisać humor przez "ch"... zgroza), za to ponarzekałam jak za starych, dobrych czasów. I dobrze mi z tym:p
Mój ten kawałek podłogi! :)

91 komentarzy:

  1. Alez te Twoje dziewczynki sliczne!!! Szkoda, ze tak sie pochorowaly tuz przed swietami. Ale swieta to swieta, bez wzgledu na wszystko i tak beda. Nie przejmuj sie i bron buk sie nie zabijaj, w przyszlym roku sa nastepne:)))
    Cos mi sie wydaje, ze moj blog sie u Ciebie nie odswieza a wlasnie popelnilam nowa notke i wspomnialam Ciebie;)
    Tylko nie bij:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no właśnie widzę. Kurczę, mam też tak z innym blogiem, i cholera wie dlaczego. Ach te internety, nigdy ich nie ogarnę. No, to idę w gości zobaczyć, co tam piszą :)

      Usuń
  2. Zacznę od końca;p - zdjęcia super!

    Co do chorób, współczuję!!! Słaba ta nauczycielka, też bym się wściekła na taką znieczulicę i brak przewidywania, grrr
    Ale bym miała ochotę jej nawtykać!

    Mam nadzieję, że do świąt się wykurujecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eliza ma anginę, także mam zamiar w poniedziałek zadzwonić do pani...
      Dziękujemy za miłe słowa :*

      Usuń
  3. Wiesz co ja bym zrobiła? Bo ja taka "niewychowana jestem" zadzwonila do wspanialej wychowawczynie i spytala czy jej przypadkiem denek od sloika na święta zamiast okularów nie kupic?
    Zauwazylam jedno ze zazwyczaj (zapewne sa gdzies wyjatki)ludzie którzy nie maja dzieci nie zauważają co sie dzieje z dzieckiem(np.ze pada na ryj z choroby)albo co maja w dupie zdrowie dziecka tylko liczy sie zrealizowanie programu. Za moich czasów to nauczycielka dzwonila do rodziców żeby po dziecko przyszla bo dziecko leci na twarz.
    Co do kataru Lili to fakt 2tygodnie temu u nas tez jakies badziewie bylo bo mnie rozłożyło i maly tez cos tam miał ale rozeszlo sie u niego dość szybko.
    Możesz spróbować taka mieszankę na katar 125ml soli fizjologicznej + 2krople wody utlenionej i wkrapiac do kazdej dziurki. Znajoma (juz sowitego wieku) mi to podpowiedziała i mi szybciej przeszedł katar. A laryngolog w zeszły roku mi doradzil takie psikadlo quick czy jakos tak. Tomkowi szybciej przechodzi po tym katar(zielone gluty)
    Swieta u mnie hm... Zobaczymy. Bo mój luby stwierdził cytuje" a może jak będą święta to duży pokój pomalujemy? ,bo wiesz wtedy na spokojnie to zrobię" wyobraź sobie moja minę. Szczeka przy kostkach i wzrok niczym z horroru.
    Dużo zdrówka dla Was.
    Ewa Denys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza pani ma córkę. U nas to pamiętam, że pani prosiła, żeby kolega/koleżanka odprowadził...
      O, kolejny nowy sposób na katar- zapisuję!
      Hihi, to ma facet pomysły :) Ale dobrze chciał na pewno :)

      Usuń
    2. No to zapewne leci programem.
      U mnie też bylo odprowadzanie sie nawzajem albo dzwonienie do rodziców ze dziecko u pielęgniarki albo u dyrektorki na rodzica czeka.
      Zrób ta miksturę na katar. Z reszta choroba zaczyna sie w uchu środkowym z tego co mi ta kobitka mowila. Ile w tym prawdy? Niewiem ale zanim mnie rozkłada to fakt boli mnie ucho i zazwyczaj do 2dni mam katar. Chyba ze organizm zakwasze np. Ogórkami lub kapusta. Jak najwięcej witamin. Warzyw i owoców kwaśnych. Zero cukru.
      Martuś zdrówka mam nadzieje ze Eliza juz powoli lepiej.
      Buziaki
      Ewa Denys

      Usuń
    3. Tak, Ewa- Eliza już ok, szybko zaczęła brać antybiotyk, także gorączka jak ręką odjął przeszła po pierwszej dawce. Buziaki

      Usuń
  4. Piękna sesja, piękna Rodzinka!
    Współczuje ogromnie tych chorób- nic mnie tak nie tak nie stresuje jak chore dziecko :( no prawie nic.;) zdrówka Wam życzę, a Tobie dodatkowo cierpliwości! Pozdrawiam bardzo serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, mam identycznie, chore dzieci=stres :(
      Dziękujemy :*

      Usuń
  5. Zdrówka , zdrówka , zdrówka ! I cierpliwości ... Szkoda , że w Mężczyznach czasem tak mało empatii ...
    Martus pamięta , że Ty tez masz prawo do odpoczynku ...
    A sesja przepiękna !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Empatia, mężczyźni- no sama zobacz, to się nie łączy dobrze :)
      Anetko, wiem- naprawdę. I dlatego robię sobie ten odpoczynek. W takiej formie na jaką ja mam ochotę. Bo przecież, wiadomym jest, że kobieta najlepiej odpoczywa w łóżku, bądź poza nim (jak kto lubi) z mężem...
      Dziękujemy :*

      Usuń
  6. Dziewczynki wyglądają nieziemsko.Fakt jak można było nie zabrać Miska.w szkole to z góry nauczyciele zakładają ze dzieci kłamią żeby mogły pójść do domu. W Kuby klasie dziewczynka skarżyła się na ból brzucha a wychowawczyni uznała to za wydziwianie . Skończyło się to tak że zwymiotowała tej wychowawczyni na biurko. Z katarem mieliśmy taką sama jazdę jak u Lilki całe dwa tygodnie dziecko mi się męczyło z tym że antybiotyk dostał tylko do nosa zakrapialiśmy ,w końcu pomogło . Ale przy zielonkawym katarze powinien być antybiotyk doustnie bo to zakażenie bakteryjne.Dużo zdrowia Wam życzę . Pozdrawiam Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to się nauczycielka doigrała! Ale wiesz co, przecież to nie są żarty0 kurczę, dziecko może mieć atak wyrostka na przykład! Wiem, rozumiem, że część dzieciaków może symulować, ale kurna, no jakaś czujność powinna być. U Lilki bardziej był żółty niż zielony, a krople powiem Ci- rewelacja. U nas już po katarze, a dziecko tyle się męczyło :( I jasełka nas ominęły, Taka jestem zła!!!
      Buziaki, dla Was też zdrówka.

      Usuń
  7. Jak to nie z humorem? Ja tam się uśmiałam! Bynajmniej nie z zatrważającej sytuacji, ale ze sposobu w jaki piszesz :) Nawet z dramatu umiałabyś wycisną u człowieka łzy smiechu :)) Co do nauczycielki Elizy.....no ja pi......Potem takie zołzy narzekają, że to my-rodzice puszczamy chore dzieci do szkoły i te roznoszą zarazę!!!! Ja na gardło mam jeden jedyny niezawodny (U NAS!) sposób - rumianek :)
    Co do kataru Lilki - jak ja cię rozumiem!!! Moja Iza tez juz miała taki niby tylko katar, ale w życiu nie musiałam sobie-dorosłej poniekąd osobie- wyciagać zielonych glutów dosłownie ręką z nosa bo inaczej mała nie mogła ich z siebie wywalić, więc jak na matke polke przystało dosłownie ciągnęłam jej ze środka ten zielony klej :( No ale to tylko katar co nie? :)
    Buziaki! Ściskam mocno i ...trzymajcie się :) PS nie wiem czy kartka zdąży dojść, ale....wyślij mi mailem swój adres :) Może kawałek usmiechu wywoła u Ciebie kartka znaleziona w skrzynce?
    zwyklamatka@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja pisząc ten post, naprawdę miałam podły nastrój? I to bardzo...
      A te gile- no dokładnie jak u nas :( Koszmar, co?
      Moja już poszła, mam nadzieję, że szybko ją dostaniecie.

      Usuń
  8. Okropne katary mecza was jak widze- niby nic ;) a powala na lopatki- ZDROWKA dla Was!!
    Swoja droga zawsze sie pytam jak to jest, ze nauczyciel podejrzewa dziecko o symulacje?? Czyzby z wlasnego dziecinstwa i czasu uczniowskiego?? zastanawia mnie nawet forma podawania apapu- u na nie ma takiej opcji- nie ma pielegniarki- gdy cos sie dzieje jest sekretariat telefon do rodzica a w naglych wypadkach pogotowie, ktore jest wzywane. Nikt by tu nie wpadl na "takie leczenie" :O
    Sesja sliczna!! Maz powinien dumnie wypinac piers majac takie cudowne dziewczyny w domu!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dobre- może być, może być :) Wiesz, co innego jeśli dziecku często zdarza się coś takiego, albo zostało faktycznie złapane na symulowaniu (choć przecież nigdy nie wiadomo, czy tym razem nie mówi prawda!) ale Eliza pierwszy raz była u pani pielęgniarki. Zszokowało mnie to, że była odsyłana tam dwa razy. No nie można było za tym drugim zawiadomić rodziców?
      Buziaki :*

      Usuń
  9. od końca napisze zdjęcia cudne jakie siostrzyczki kochane:* a Ty matka jakie usta, makijaż no no....

    Co do Elizy i szkoły to porażka po prostu nie wiem jak można nie widzieć że dziecko się ''kończy'' i jeszcze kazać mu ćwiczyć?

    Zdrówka dla Was Kochane i wytrwałości dla Ciebie Martuś kto jak kto ale ty nasze ''guru blogosfery'' musisz dać radę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się matka odstawiła :) Choć z ustami przesadziłam jednak, stwierdzam obiektywnie.
      Guru?? Nie no coś Ty :) Gdzie ja do takiej roli :)

      Eliza ma anginę, także pani się popisała, że hej.

      Usuń
    2. A mnie sie te usta podobaja bardzo! Super make up! Piekna sesja. Gratuluje. Dalam ten tekst do przeczytania mezowi, zeby zrozumial, czemu wieczorami pomimo zmeczenia nie lece natychmiast spac - bo potrzebuje chwili dla siebie! Przeczytal :) zawsze to inaczej, jak ktos z zewnatrz potwierdzi ;P Pozdrawiam, Helen

      Usuń
    3. O, to ja mam nadzieję, i mój szanowny mąż z tajniaka tu zajrzy i też przeczyta- że nie ja jedna potrzebuję resetu. Biedak myśli chyba, że każda, ale to absolutnie każda żona poza mną, wychodzi z pokoju dziecka tanecznym krokiem, odziana tylko w szpilki i podwiązki, i oddaje się rozrywkom z mężem...
      Kolor szminki bardzo mi się podoba, bo jest taki do nakładania na co dzień, tutaj wyszedł taki bardzo błyszczący. Może za bardzo się maznęłam :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  10. Marta łączę się w bólu- cały tydzień miałam dwójkę w domu, bo Adaś miał zapalenie oskrzeli i nie miał kto Antka odwozić do przedszkola- co więcej, nie wiem czy prędko to się zmieni, bo teraz Antek kaszle:| Niedługo ja też się wybiorę chyba do lekarza- ale dla odmiany do psychiatry;P
    Dzisiaj na odstresowanie idę z koleżanką na kawę- muszę iść bo naprawdę już dostaję pierdolca.
    Trzymajcie się:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emilko! Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo, bardzo jestem Ci wdzięczna za te słowa. Za każde jedno. U nas angina... Nie mam siły się już nawet denerwować.
      Mam nadzieję, że kawa smakowała i złapałaś dystans i chwilę oddechu.

      Usuń
    2. U nas kilka tygodni temu ja byłam przeziębiona. Potem mąż chodził dwa tygodnie z bolącym gardłem- angina. Potem Adam miał te oskrzela. I niestety nie wiem co dalej bo ciągle charczy. Antek kaszle. A kawa smakowała, i owszem... odpoczęłam psychicznie. Ale wstałam z bólem gardła. Nie mogę mówić. I tak krążą te zarazki u nas w domu... Mam wrażenie, że nigdy z tego nie wyjdziemy ;(

      Usuń
    3. Zaraz idę robić syrop piernikowy z tego przepisu co wrzuciłaś, dzisiaj nie będzie innej kawy niż z syropem:)

      Usuń
  11. Martuś, a żebyś wiedziała, ze "CH"umorem żeś sypnęła, wiem, że nie powinnam, ale i tak się podśmiewałam jak czytałam. No masz taki dar pisania, że "klękajcie narody', jak to powiadasz ;)
    Też by mnie ten chuj strzelił, uwierz mi :) ech, apap dzieciakowi i ćwicz, no to super macie pielęgniarkę.. Gil Lilci, ach to jest jazda bez trzymanki, nie zazdroszczę, ja kiedyś własnie takim gilem - myślac, że to ząbki - załatwiłam Toli zatoki i to przecież TYLKO katar, o zgrozo. Gil Lilowy uchwycony świetnie :) Widać, widać :)
    A zdjęcia świąteczne - jejciu, normalnie się wzruszyłam, cudnie przekonują w tym swoim kłamstwie :) i naprawdę są śliczne, udały Ci się wspaniałe te dziewczyny :) !! No i razem super wyglądacie, nawet tej błachty na byka nie widać ;)
    Trzymaj się Martuś, znam takie rozdrażnienie, też je czasami miewam i mimo, że kocham swoje dzieci nad życie i bycie mamą też, to są momenty, że chętnie zapakowałabym je w paczkę i w kosmos wysłała ;)
    Jakby co, wpdajacie do nas, Tomek już zapowiedział, ze pierogi lepić będzie - to dopiero mam cudny widok, co? :) i to co roku :D - no i za okna tez się wspólnie ze mną weźmie :) No chyba że ten obrzydliwy deszcz pokrzyżuje plany.
    Życzę Ci Martuś wyciszenia, zdrówka, spokoju i radości mimo wszystko, mimo tych kłód i nie daj się, przyj do przodu :)
    Ściskam cieplutko

    no szlag, nie mam prądu i nie mam jak wysłać komentarza... czekam, może to tylko chwilowe..

    O, jest, wysyłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martuś, spróbuj na noc przy łożeczku postawic miseczkę z rozgniecionym czosnkiem, albo wrzątek z solą - my często takimi sposobami zwalczamy katary, oprócz sprayów, inhalacji itd. Zaszkodzić nie zaszkodzi, a może pomoże. Trzymam kciuki!

      Usuń
    2. Iwonko, zdjęcia były robione pod koniec listopada, a u nas to się potrafi zmieniać jak w kalejdoskopie- w tą gorszą stronę, bo w drugą, to już gorzej.
      Ty mnie tymi pierogami i Tomaszem w kuchni nie drażnij :) Ale Ci zazdroszczę. Strasznie! Ale tak pozytywnie. Fajnie, że możecie tak sobie razem popichcić, pogadać przy tym, powspominać może... U nas już dawno tego nie ma.
      Kochane te nasze dzieciaki, ale czasem... Czasem matce bateria siada :)
      O, tej metody nie znam, ale spróbuję.
      Buziaki Ty mój Mikołaju :*

      Usuń
  12. Co.byś nie napisała czyta sié Ciebie fantastycznie....ostatnimi czasy chyba tyllo na Twoje posty czekam gdy otwieram.bloga...mnie samą wena opuściła....zdrówka dla Was wszystkich...

    OdpowiedzUsuń
  13. Co.byś nie napisała czyta sié Ciebie fantastycznie....ostatnimi czasy chyba tyllo na Twoje posty czekam gdy otwieram.bloga...mnie samą wena opuściła....zdrówka dla Was wszystkich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwuś :* Dziękuję!
      No właśnie, co z Twoim blogiem, weną?? Pisz!

      Usuń
  14. Ojej, ojej... ale zacznę od końca - zdjęcia bajka! Gdy patrzę na uśmiechnięte dziewczyny zastanawiam się, czy czasem my nie pospieszyliśmy się z naszą sesją. Laura jeszcze nie na tyle kumata by współpracować z aparatem, dzisiaj H ma odebrać efekty naszej sesji... umieram z ciekawości :]

    Martuś, współczuję Ci naprawdę. Ale wiesz, do Świąt jeszcze jest tyle czasu, że spokojnie zdążysz ogarnąć i karpia i te pyszności, o których ostatnio pisałaś. A okna i resztę odpuść ;) Ja zasłaniam roletą i po sprawie :P

    O widzisz, my też mamy taki problem by zrozumieć się w temacie zmęczenia. H po powrocie do domu zawsze jest zmęczony i od razu przełącza się w tryb odpoczywania. Ja z Laurą się bawię, kąpię ją i usypiam. Potem sama biorę prysznic i mam nadzieję na chociaż 2 godzinki czasu tylko dla siebie. Czasem jednak nasza księżniczka włącza swój czujnik i z chwilą gdy ja otwieram drzwi od łazienki ona BUDZI SIĘ. Bywa tak, że jeśli pan H nie pożałuje mnie wystarczająco mocno moje cenne 2h, na które czekam cały dzień, mijają na ponownym usypianiu dziecka. Mam wtedy takiego wkurwa, że głowa mała. Wracam do salonu, a mój szanowny małżonek gra na Playstation. Nawet nie pytaj ile muszę włozyć wysiłku by nie wywalić tego g*** przez okno.

    Kochana, zdrówka życzę. A reszta przyjdzie sama :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu ja żałuję, że nie zrobiłam sesji noworodkowych :( Taka ze mnie dupa wołowa.
      Dziewczyny też były trochę wycofane. Bardzo ładnie współpracowały, ale patrząc na Nie z boku, widziałam, że jednak są zdenerwowane :)
      Ech, o pracy mamy w domu i kwestii zmęczenia, to mogłabym pisać godzinami, łącznie z walką o prawa kobiet. Normalnie misję w tym temacie czuję ostatnio!
      Anginę mamy, także ten... Ale dzięki :* I Wam również.

      Usuń
  15. Katar - mój ulubiony temat u obu chłopaków. Po trzech miesiącach, z jednym lub dwoma w domu miałam dość. Sama też oczywiście miałam katar - kataklizm z zapaleniem zatok.
    W tym tygodniu obaj są w przedszkolu, a ja z tej radości siedzę i się lenię. Ładuję baterie, bo w przyszłym tygodniu będę mieć obu na stanie.
    O przychodniach i lekarzach pisać nie będę, szkoda nerwów.
    A co do Elizy i zachowania pielęgniarki i wychowawczyni to za podanie leku mojemu dziecku bez kontaktu ze mną "urwałabym głowę i narobiła do szyi". Jako farmaceuta z zawodu mam dość szczególny nacisk na nie podawanie niczego nikomu bez szczegółowego wywiadu. Za dużo działań niepożądanych widziałam. W naszym przedszkolu nie ma opcji podawania leku dziecku bez pisemnego oświadczenia rodzica a i to tylko wyjątkowo, np. wziew przy zaostrzeniu alergii. Inaczej rodzic może przyjść i podać lek sam. W razie sytuacji awaryjnej dzwonią do rodziców lub na pogotowie. Rodzic w ankiecie podaje tylko rodzaj leku, który można podać przy gorączce, żeby przy awarii lekarz z pogotowia nie musiał sprawdzać.
    Pozdrawiam i życzę powrotu sił. Albo Świąt po angielsku - w piżamie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My na początku roku zawsze podpisujemy oświadczenie, że zgadzamy się na podanie leku i inne czynności- jak zmierzenie temperatury, założenie opatrunku i tak dalej. Jeśli dziecko jest na coś uczulone (w sensie, że na jakiś składnik leku) rodzice mają obowiązek to zasygnalizować. Z alergikami i astmatykami sprawa wygląda jeszcze inaczej.
      Tyle, że... jeśli dziecko wraca drugi raz podczas jednego dnia, to do cholery, dzwoni się do rodziców, żeby zabrali dziecko do domu. Tym bardziej, że Eliza była u pielęgniarki w takiej sprawie, pierwszy raz, odkąd zaczęła edukację. A już ten w0f, niczym ta wisienka na torcie, do tej pory podnosi mi automatycznie ciśnienie. Nie omieszkam w najbliższym czasie złożyć wychowawczyni wizyty.
      A świąt w piżamie zdecydowanie nie chcę :) To nie mój klimat :) Ale zdrowia i powrotu sił- jak najbardziej tego sobie też życzę :)Buziaki i delektuj się, ja nie mam póki co na to szans.

      Usuń
  16. Oj niedobrze:( Zycze Wam duzo zdrowka,szczegolnie na te nadchodzace swieta. A Tobie kochana duuuzo cierpliwosci i dystansu do tego na co wplywu nie mamy. Nie wiem jak Cie pocieszyc,moze tylko tym,ze jak my zaczynamy chorowac to wszyscy hurtem(ostatnia zoladkowke przechodzilismy w jednym czasie i mi misek zabraklo-serio!) ablo po kolei wlasnie i wtedy przez kilka tygodni slonca nie widze. A pod tym co piszesz o wieczornym resetowaniu moglabym sie podpisac. Kazda z nas takich chwil potrzebuje. Ja staram sie miec chwile dla siebie przed poludniem kiedy jeszcze jestem sama w domu(jak teraz;), no i wieczor koniecznie dla mnie,dla mnie i meza. :) Sciskam Cie ogromnie mocno! Nie daj sie chorobskom i mezowym humorom ;) Acha, a do Swiat jeszcze kupa czasu,zdazysz cos jeszcze wymyslec,cos upichcic pysznego-ja tez jeszcze nic oprocz piernikow nie mam i dopiero planuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu! Dziękuję Ci bardzo za wsparcie :*
      Jelitówkę tak przechodziliśmy, chyba w czerwcu. Coś potwornego. Lila najlepiej się trzymała, ale my w trójkę to jak zwłoki dosłownie.
      Co do świąt, to wiem, że zdążę. Tylko tu chodzi o tą przyjemność, satysfakcję, chęci. Ja ich po prostu nie mam. Buziaki i wszystkiego dobrego dla Was :*

      Usuń
    2. Moze i blizej Swiat i checi i satysfakcja sie znajda:) Zycze Ci tego z calego serca! Usciski:)

      Usuń
  17. Na "pocieszenie" - ja mam taki mega katar od miesiąca (cholerstwo nie chce przejść a ja się w życiu tyle nie nakichałam i nasmarkałam...), a Rafałek też od dwóch tygodni w domu z tym samym. Młody już trochę jakby lepiej ale co się nastresowałam na początku kiedy takie gile mu szły z nosa i kaszel miał jak gruźlik, o moje....
    Śliczne fotki :)) A Misiek z Lilką w czapce rządzą heh :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że te krople Lilki (z dwoma antybiotykami- neomycyną i gentamycyną) rewelka, naprawdę mocno polecam. Może warto, żebyś poprosiła lekarza, nie ma się co męczyć, a od takiego kataru to już do zapalenia zatok niedaleka droga.
      Lila nie kaszlała właśnie- na szczęście. Strasznie mi Jej było żal, kiedy te gile Ją zalewały, co chwilę przychodziła z płaczem.
      Oj tak- Misiek jest mega <3

      Usuń
    2. Marta, a jaka nazwa?. Może coś podpowiem lekarzowi, gdy obejrzy Hankę, bo ona na zmianę ma zielony katar, a po 3 dniach biały i znów nawrót na zielony :(

      Usuń
    3. Gosia, to są krople bez nazwy- lekarka wypisała receptę "do zrobienia"- tak jak pisałam- podała w jakim stężeniu mają być dwa antybiotyki: neomycyna i gentamycyna. Zapytaj. No i pozostaje jeszcze poczciwy surfarinol- on też leczy nadkażenia bakteryjne. Tyle, że u nas tak się rozhuśtał ten katar, że już nie pomógł. A, i jeszcze podpowiedź- kiedy Eliza miała takie katary ciągnące się w nieskończoność, gęste, żółte i zielone, to używaliśmy marimer czerwony- to taka woda morska, ale silniejsze ma działanie niż te zwykłe. Świetnie udrażnia nos przy takim gęstym katarze. Minus to to, że trochę szczypie, ale z doświadczenia wiem, że dzieciaki w końcu się przyzwyczajają. No i jeszcze mucofluid- na receptę, ale też rewelacja. Popytaj. No i powodzenia w tej cholernej, nierównej walce...

      Usuń
  18. Ale ślicznoty! Zdjęcia cudowne!
    Zdrówka dla Was... o katarze nic nie powiem, bo bym musiała się wyrazić bardzo niekulturalnie ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem po wrażeniem Waszych sesji! Alicja wygląda przeuroczo. Ślicznotka.
      U nas angina. Ja już tylko klnę :)

      Usuń
  19. Jestem zauroczona tą Waszą profesjonalną sesją. Mogłabym się tak gapić w te zdjęcia w nieskończoność !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne są :) Czekam na przypływ gotówki, wtedy będzie jeszcze więcej.
      Ściskam :*

      Usuń
  20. Sesja cudna, zwłaszcza pierwsze zdjęcie.
    Ja przed wigilią jak już co roku zrobię Twojego karpia i na pewno ciepło o Tobie pomyślę :)
    Też od tygodnia choruję, Mi też złapało, ale puściłam ją na lekach do przedszkola i następnego dnia była zdrowa, aż mnie Panie pytały jak to zrobiłam. Nijak, nie przejęłam się. My z najgorszym choróbskiem idziemy na basen i wszystko tak po prostu wraca do normy, polecam :) (robię wyjątek przy zapaleniu oskrzeli, ale wszystkie gorączki, katary, kaszle, zapalenia uszu itp. itd. basen- i po wszystkim).
    Co do świąt, to w zeszłym roku utraciłam gdzieś ich ducha, a w tym odkryłam na nowo, ale całkiem innego, zmieniło mi się podejście i mam mniejsze ciśnienie na wszystko, na święta też. Trzymaj się, życzę Ci na Gwiazdkę spokoju w środku, uśmiechu na zewnątrz i ciepła :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ależ się cieszę. Pisałam, że ja też go uwielbiam i dobrze, że mi o nim przypomniałaś!
      Czasami tak jest, że utracimy ducha świąt, fajnie, że do Ciebie tak szybko wrócił. Ja najpierw miałam specyficzne święta w domu rodzinnym, a teraz- mając swoją rodzinę, też nie wygląda to sielankowo. I nawet nie- nie chciałabym sielanki- ja bym chciała NORMALNOŚĆ. Tylko tyle. W moim przypadku widać, że proszę o zbyt wiele.
      Trzymajcie się Kochane i dużo zdrówko dla Mii!

      Usuń
  21. Martusiu, czuję się oczarowana... Tobą! :)
    Pięknie piszesz, śmieję się do komputera, i płaczę też, i wzruszam się śmiejąc,i złoszczę - wszystko naraz ;)
    Sesja przecudowna,dziewczynki przytulone - ahhh <3 moje dzieci nie przytulą się nawet do zdjęcia :D Modlę się, by kiedyś im przeszła ta kosmiczna złość na siebie hihi
    Zdrówka dla Was wszystkich :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, że z moimi aż tak źle nie jest? Bo też wielką miłością do siebie nie pałają. Jeszcze Lila do Elizy jakoś bardziej, ale w drugą stronę? Masakra.
      Ślweczko, dziękuję Ci za tyle miłych słów :*

      Usuń
  22. Bidulki :( Współczuje. Katar to paskudztwo! Oby choroby szybko przeszły i obyście wszystkie do Świąt były już zdrowe!! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Inesko :*
      Buziaki i Wam też zdrówka.

      Usuń
  23. Brakuje mrozu, wiec w powietrzu same bakterie i stąd ciągłe choroby. Dacie radę! ;*
    Mój mąż powiem Ci, że sam pomaga mi w domu, ale za to później ile to ja się nasłucham, że Ja nie robię nic w domu, ON MUSI WSZYSTKO SAM! :D
    Dlatego chyba wolałabym sama wszystko! :D
    Praca wkrótce będzie, zobaczysz.
    Zdjęcia są cudowne. Takie sesje to niesamowita pamiątka na całe życie! :)
    Jesteście świetną rodzinką! :) Misiek super wygląda na tych fotkach!
    Faktycznie katar Liluni widać. Musiał jej bardzo dokuczać!
    Dużo uśmiechów buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, mamy anginę :( Ech. Masz rację, te cholerne bakterie, wirusy, pełne tego teraz.
      Wiesz co? Ja tych chłopów to już k... naprawdę nie rozumiem. Czy Oni nie widzą różnicy między POMOCĄ, a tym, że ktoś robi wszystko sam? Po co potem takie głupie gadanie. Mój mąż obowiązków w domu ma caaaaaaałą masę. Myje wieczorem naczynia (tych stosów garów, które ja myje w ciągu dnia, to nawet nie liczę- u nas strasznie dużo naczyń, szklanek jest w użyciu), raz w tygodniu zawozi Elizę na karate, rano (ale to też nie codziennie) idzie do sklepu i jak nie zapomni, to bierze śmieci. Chwała Mu za to wszystko. Ale pragnę zapytać- czy to jest naprawdę TAK DUŻO? Nie, ja nie chcę, żeby On po pracy na kolanach szorował podłogi. Tylko niech mi nie pieprzy, że to Jego pomoc jest taka duża. Bo guzik- nie jest.

      Żałuję, że nie zrobiłam sesji noworodkowych dziewczynkom :) Ale teraz, za późno- obie wyrośnięte za mocno :)

      Usuń
  24. Te zdjęcia są przepiękne!!! Naprawdę!! Pogapię się jeszcze troche! ;)
    Zachowanie pani nauczycielki skomentuje tak: Kretynizm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O zachowaniu pani nauczycielki naprawdę dużo mogłabym napisać. Między innymi to, że mam takie smutne przekonanie, że nawet w bólu głowy są równi i róniejsi, i po prostu niektóre dzieci, głowa zawsze będzie boleć BARDZIEJ niż Elizę na przykład. A tak w ramach ciekawostki- dziś miała 40stopni i stwierdzoną anginę, także ten...
      Dziękuję za miłe słowa Noelko :*

      Usuń
  25. Dziecięce katarzyska w tym roku jakieś wyjątkowo upierdliwe. Wcześniej zawsze mijał Bąblowi dosłownie po paru dniach, a teraz też się wlecze w nieskończoność i pojawia się ciągle od nowa, kiedy już mi się wydaje, że został na dobre wyeliminowany :/ Życzę Wam wszystkim dużo zdrówka, a podejście do Świąt masz moim zdaniem - no bardzo ZDROWE właśnie ;)

    Obie sesje super - i ta profesjonalna, i ta domowa :) A foty z tej pierwszej to normalnie do jakiegoś katalogu by się nadały, tacy wszyscy reprezentacyjni na nich jesteście ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do świąt, to u mnie nigdy porządki i taki jakiś ogólny szał nie były najważniejsze. Owszem, ugotować smacznie, sporo, wymyślnie, coś nowego to lubiłam. Frajdę mi to sprawiało. A w tym roku? Za dużo mam zmartwień, za dużo dołków i nawet gotować, ani piec mi się nie chce.

      Niestety, ta pogoda iście "zimowa" swoje robi :(
      Co co zdjęć- postaraliśmy się :) Na co dzień preferujemy zupełnie inny styl. Poza Lilą. Ona nawet kupę robić szłaby najchętniej w tiulach i koronkach :)

      Usuń
  26. Śliczne foty i dzieciaki!Wy też niczego sobie;P
    Pies wymiata!!!:)Psi Mikołaj:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :*
      Tak, pies jest MEGA. Uwielbiam go.

      Usuń
  27. Nie błysnęłaś humorem? Ja przeczytałam JADĄCEGO MUŁEM to się zastanowiłam kto do cholery w przychodni będzie o mułach jak nasza narodowa zwierzyna to osły przecież. :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi, muły, osły- w sumie to samo :)
      Buziaki!

      Usuń
  28. Piękne Masz córki! Pomyślałam, że jak nastanie czas kawalerów to będzie się działo;)) mój to już mówi, że będzie zazdrosny i aby tylko jego córcia porządnego faceta sobie znalazła bo już on o to zadba;))
    A wiesz...co do Frida, jak odciagalam małej katar jak była wtedy chora to mnie okropnie później gardło bolało. Faktycznie może można się zarazić.

    Zdrowia dla wszystkich na święta!
    Przyda się;))

    OdpowiedzUsuń
  29. Ech, tak bym chciała, kiedy już ten czas nastanie, żeby było raczej spokojnie i z mądrymi wyborami... Strasznie się tego boję, zwłaszcza w tych czasach.
    Niestety, ta gąbka we Fridzie nie jest szczelna, już nie raz się o tym przekonałam.
    Zdrówka, zdrówka.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  30. Głowa do góry a katary niech spadają . Zdjęcia śliczne, ze świętami sie jeszcze wyrobisz spokojnie .Dla mnie u Ciebie zawsze jest z humorem mimo że tak trochę między wierszami,trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katar sobie poszedł (uff, krople świetne!), za to przyszłą do Elizy angina...
      Litości :(

      Usuń
  31. Piekna ta sesja zdjeciowa I wspolczuje chorobsk. My chorowalismy w polowie listopada :/
    Oby szybko dziewczynki doszly do siebie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że u Was już po! Dziękujemy bardzo :*

      Usuń
  32. Narzekaj sobie ile chcesz, dodajesz do tego kobietko trochę poczucia humoru i gitara gra;)))). Cholerka to niezła plaga Was, baby dopadła. Jak napisałaś jak nie urok to sraczka...
    Ostatnio jak słucham albo czytam o nauczycielkach to mam wrażenie że z innej planet one przybyły. Kurcze wysłać dziecko chore n WF. Szkoda słów. Martuś nie martw się co ogarniesz ze świętami ważne żebyście się wykaraskały z choróbska.
    . Sesja zrobiona i domowa - prześliczna. A Wasz Misiek słodziak nie z tej ziemi;)). Mocno ściskam i przesyłam niewirusowe buziory

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michula ma coś w sobie :) Ano widzisz, czasami coś się tak przyplącze i trzyma. Na szczęście już koniec i oby teraz zdrowie nam dopisywało :)
      Co do pani, to już nawet nie mam siły komentować, no dała kobieta popis.

      Usuń
  33. Zdjęcia piękne! Rewelacyjne! Niezwykle klimatyczne! :)

    Zdrowia dla Was! Mam nadzieję, że już wszystkie się lepiej czujecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, tak już jest znacznie lepiej. Eliza zostaje w domu, bo wiadomo, antybiotyk, ale tak, to już ok.
      Pozdrawiamy serdecznie!

      Usuń
  34. Śliczne zdjęcia, taka sesja to super pamiątka :-) ta Miśkiem też niczego sobie!
    Zdrowia życzę! Bo jak wszyscy zdrowi to reszta już się jakoś sama układa :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak- zdrowie najważniejsze. Zawsze.
      Dziękujemy i Wam również wszystkiego dobrego.

      Usuń
  35. Sesja piękna. Tez myślę o podobnej. Może coś sama wymodzę, bo taka pamiątka jest ma wagę złota:-)
    U mnie też ciągle jak nie katar to kaszel i tak w koło Macieju, ale co zrobić? A z katarem puszczam dziecko do żłobka, czy przedszkola, bo jeżeli nie ma kataru to i tak po dwóch dniach z nim wraca:-( Już się nie przejmuję aż tak bardzo. Tymbardziej, że w żłobku prawie każde dziecko ma katar:-(
    Gorące pozdrowienia dla Was:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilko, no bardzo fajna sprawa z taką sesją. Zresztą pamiętam Twoją ciążową sesję z Kariną :)
      Co do kataru, to ja osobiście uważam, że jest katar i katar. Nie wspominając o byciu w porządku wobec innych dzieciaków i Ich mam, to zwyczajnie nie puściłabym Lilki, kiedy widziałam, że mimo zabawy w najlepsze, ten katar Jej po prostu dokucza. Zresztą przy takim katarze jak Ona miałam b.ważne jest odciąganie i czyszczenie nosa, no a Pani nie wręczyłabym fridy, prosząc, żeby co pół godziny Jej wyciągnęła gile... Dodam tylko, że Lila miała tak zawalony nos, że sama chodziła po fridę i prosiła, żeby Jej wyczyścić, a to już naprawdę świadczy o tym, że było źle ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  36. Marta- zdjęcie przepiękne!!! A dziewczyny masz przecudne!

    OdpowiedzUsuń
  37. Marto, zdjecia wspa-nia-le!!! Bedziecie miec cudna pamiatke:-)
    A te wszystkie katary, anginy i inne cholery przepedz jak najszybciej i oby z gorki, oby swieta minely Wam spokojnie, radosnie i w zdrowiu. Pozdrawiam serdecznie:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izuniu, bardzo dziękujemy za miłe słowa.
      I za życzenia świąteczne. Tobie również życzę przede wszystkim spokojnych i rodzinnych świąt.
      Trzymaj się ciepło.

      Usuń
  38. Powiem Ci z ręką na sercu, że jest to najładniejsza i najbardziej wysmakowana rodzinna sesja zdjęciowa jaką widziałam od dawien dawna. Możliwe też, że spora to zasługa modeli;) Frustracje związane z długim siedzeniem w domu z chorym dzieckiem rozumiem doskonale. Właśnie mija nasz 2 tydzień. Katar (ale jaki katar)+ kaszel (z wymiotami momentami, w ramach dodatkowych atrakcji). Zdrówka Wam życzę:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz Aniu o tej z Miśkiem? Tak, też uważam, że Misiek śmiało może startować na okładkę "Czterech łap". A tak serio- dzięki. Choć, w obecnej sytuacji, jak się domyślasz, mało radości daje mi spojrzenie na te fotki, bo myślę sobie, jak dalekie są od prawdy. No ale, korona na głowę i dalej do garów :)O, to Ci powiem, że zwracam honor. W takim razie u nas był TYLKO katar. Eliza miewała takie kaszle z wymiotami- prawda, że "najfajniej" jest w nocy, jak złapie malucha taka seria... i przebieranko pościeli... I jak nie lubię tych wszystkich memów, które kończą się słowami "...udostępnij jeśli jesteś mamą" tak mam ochotę dziś właśnie napisać: "Jestem tylko mamą? Jestem AŻ mamą" Może mało poprawnie stylistycznie, ale przekaż wiadomy :)
      Bużka.

      Usuń
  39. Jakie piękne zdjęcia. Napatrzeć się nie mogę, a jestem naprawdę wybredna jeśli chodzi o takie sesje. Napatrzeć się nie mogę.
    Marta, mam nadzieję, że choroby Wam odpuszczą. No ileż można. I że święta będą tak piękne, jak Wy na tych fotografiach.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobają. A choroby? Nich idą w cholerę. Mam już naprawdę serdecznie dość. Jeszcze w piątek dowiedziałam się, że Lilę ominęły Jasełka w przedszkolu... Elizie w sobotę przeszła koło nosa impreza z karate- Klub po każdym egzaminie organizuje Im taką imprezę w plenerze, z ogniskiem i innymi atrakcjami...
      A Święta? Cud się nie zdarzy. Buziaki

      Usuń
  40. W profilu piszesz "psiara choć na razie bez czworonoga", a tu piesek na zdjęciach! :)
    Co za cudne dziewczynki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O!Gosiu, masz rację :) Czas zrobić aktualizację profilu :)
      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
  41. Marta ja tez od końca...zdjęcia bombowe..zazdroszczę. My ani czasu, ani zdrowia nie mamy. Tyle co udało się nam występ zaliczyć a to zapalenie spojówki, w sobotę zapalenia ucha...za to udało się nam wybrać na koncert gdzie Syn grał ze swojej szkoły muzycznej..wzruszyłam się normalnie jak rzadko :).
    dziś znowu kontrola w przychodni. za to udało się nam w końcu ubrać choinkę. czuc świeta, bo ostatnio co roku ktoś z nas jest chory..cholerna tradycja, ehh

    OdpowiedzUsuń
  42. Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.No i może jeszcze cierpliwości.U nas na tą ostatnią jest wieczny deficyt

    OdpowiedzUsuń
  43. Nadrabiam zaległości bloga i napatrzec się nie mogę. Coraz większe te Twoje dziewczyny. Uroda po mamusi oczywiście. . Extra sesja! Salusiowa

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!