Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 21 grudnia 2015

"...Pokój niesie ludziom wszem..."

Kiedy czytam Wasze posty i oglądam Wasze zdjęcia... naprawdę mocno waham się, czy wyskakiwać ze swoim, tak bardzo nieświątecznym, wpisem :)
A co mi tam... zaryzykuję. W końcu, kiedy miewam (prawie co rano) chwile próżności i zerkam na statystyki bloga, okazuje się, że ludzie... kochają dramaty.
No serio.
Nigdy nie ma tylu wejść na bloga, jak właśnie wtedy, kiedy mamy z mężem ciche dni...
Ja tam tego w ogóle nie rozumiem- że też małżeńska gorsza passa, bije na łeb posty o dyni...
Świat zwariował.

Relacjonujecie wieści z frontu kulinarno-prezentowego, wprawiając mnie w osłupienie. To znaczy, wróć! ja siebie wprawiam w osłupienie. Nigdy bym nie uwierzyła, że można być tak bardzo POZA. To chyba pierwsze takie moje święta, kiedy nie czuję nic. Nie sprzątam (nie, żebym kiedykolwiek wcześniej szalała ze ścierą z okazji świąt, no ale... sprzątało się- jakby nie było), nie gotuję, nie mamy żadnych świątecznych ozdób, poza gałązką (cholera wie czego) przyniesioną przez moją mamę, o prezentach nie wspomnę (albo wspomnę kiedyś), pomijając zupełnie to, co powinno być najważniejsze, ale akurat tytułem myślę, że dobrze nawiązuję do tego, co mi chodzi po głowie...

Atmosfera w naszym rodzinnym, katolickim domu, na kilka dni przed świętami, wygląda tak: Eliza z nudów bawi się w Masterchef Junior i właśnie jest na etapie robienia domowych burgerów. Brakowało Jej do tych wieczornych warzyw, z naciskiem na sałatę lodową, także tata zgodził się "skoczyć" do Biedry. Sięga tam, gdzie trzymamy nasz majątek. I przemawia do mnie (prawie) ludzkim głosem: "No chyba nie chcesz mi powiedzieć, że już dwie stówy poszły?!?!"
Nie.
Wcale nie chciałam Mu tego powiedzieć.

Próbując oddechami wyrównać ciśnienie, oraz przy okazji nie dostać wylewu z okazji mentalnego policzka, którego doświadczyłam, jako ta niezarabiająca, zastanawiając się jednocześnie, czy zgodnie z tym, co ostatnio radził tata Elizie- nadstawić drugi policzek, w końcu odpowiedziałam: "Nie. Nie poszły. Są w torebce."
I w kieszeni płaszcza, bo tam wrzuciłam resztę z chusteczek higienicznych, kiedy Lila zasmarkała mi się na spacerze.
Oraz w lewej kieszeni kurtki, kiedy upychałam resztę z natki pietruszki, bo świnki cały czas tą marchewkę biedne żrą.
Tak, zaszalałam w ten weekend. Jak to kiedyś nasza Mała Czarna napisała: "A gdzie ja mogę zaszaleć? Na dziale mrożonek w Biedronce?" No właśnie.
I wszystko na ten temat.

Nastrój świąteczny, którego nie miałam wcale a wcale, osiągnął wartości ujemne... Brawo my.

W temacie kasy, dodam tylko od siebie taką wzniosłą myśl, że nie ma takiej sumy, od której człowiek czułby się mniej samotny. No może jest tylko ta drobna różnica, czy w tej samotności pije się prawdziwego szampana pod wieżą Eifla, czy wyciera dziecku nos chusteczkami za całe 50groszy, krocząc z Nią dziarsko dalej, bo kolejny weekend, kiedy tata ku chwale wszystkich zarabia pieniądze, nie zwalnia mamy z 300% normy.
W końcu każdy swoją pracę ma...
Tylko niektórzy nie dostają za swoją wynagrodzenia.
I tu mógłby powstać kolejny wpis traktujący o ponoszeniu konsekwencji swoich decyzji, ale że... idą święta, trudne tematy zostawimy sobie na kiedy indziej.

Nie muszę Wam pisać, że kiedy weszłam na fejsa i mignęła mi u Fashionelki zapowiedź wpisu, którego głównym temat przewodnim były dwie stylizacje na Wigilię, czy ogólnie- Boże Narodzenie (nie pamiętam), to ja potrzebowałam chusteczek, a jedyną myślą, którą uraczyła mnie moja głowa była niewypowiedziana prośna, żeby mnie ktoś dobił. Po prostu.

38 komentarzy:

  1. Oj, Marta, zabłysnęłaś tym zdaniem: "Nie ma takiej sumy, od której człowiek czułby się mniej samotny".
    Ktoś już to wymyślił przed Tobą? Jesli nie, to weź to opatentuj! Może kiedyś pomachasz Mężowi dużym czekiem przed nosem ;-)
    To było tak na serio, i jeszcze na serio: chyba nie słyszałam, a już na pewno nie znam małżeństwa, które by się nie kłóciło o kasę. Ma swoją magię to dziadostwo... kasa znaczy się...
    Przytulam mimo wszystko świątecznie. I czule. Też tak na serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Promesko, no teraz to mnie zagięłaś. Nie wiem, czy gdzieś już kiedyś przeczytałam TAKIE zdanie. Wiem natomiast, ile jest takich kobiet jak ja- czytałam ich posty, relacje, niektórych nawet słuchałam. Samotność to taki stan bardzo bliski kobietom, nie tylko w sytuacji identycznej do mojej. Na szczęście zaczynamy o tym mówić- nic się co prawda po tym nie zmienia, ale... czasami trochę lżej. Czasami.
      Kasa- temat rzeka. Nawet go nie rozwijam, bo z której strony bym nie ugryzła, to w chwili obecnej na samo słowo "kasa" mam odruch wymiotny, plus mam ochotę kąsać.
      Dzięki wielkie Kochana :*
      Trzymajcie się ciepło.

      Usuń
  2. Marta, te statystyki postów odnośnie Waszych cichych dni to chyba przede wszystkim kumple Męża nabijają ;) Bo myślę, że czytelniczki z prawdziwego zdarzenia równie chętnie zaglądają do wpisów kulinarno-dyniowych :)

    A tak zupełnie poważnie: przez krótki czas po zakończeniu macierzyńskiego i przejściu na wychowawczy miałam ten sam problem z kasą - czyli byłam totalnie zależna od M. i skazana na "żebraninę" za każdym razem, kiedy potrzebowałam na coś paru groszy. Nie było z tego powodu między nami jakichś większych jazd, ale powiedzmy sobie szczerze, że też nie czułam się w tej sytuacji zbyt komfortowo...No i postanowiłam sobie dorobić - tłumaczeniami, przepisywaniem na kompie cudzych odręcznych bazgrołów itp. Kokosów z tego nie ma - ot, takie "wacikowe" - ale o dziwo daje mi to dużą satysfakcję i chociaż namiastkę niezależności, a poza tym wcale aż tak mocno nie koliduje z wychowaniem dziecka (bo robię to w porze drzemek Bąbla albo kiedy już położymy go do snu na noc). Może w tym kierunku zadziałaj, jeśli nie uda Ci się od razu znaleźć pracy na etacie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Bąbla, wiem, że to tak nieładnie z rana pisać, ale jeśli chodzi o kolegów męża, to... jebie mnie to dziś. Po prostu.
      My kontra kasa to bardzo złożony problem, bo musiałabym tu pewnie 10lat naszego wspólnego życia opisać, żeby w miarę dokładnie obiektywnie go rozpatrzyć. W każdym razie, trzeba mojemu mężowi oddać to, że jest bardzo pracowity i dzięki Niemu mogłam być tyle lat w domu. Zazwyczaj też nie rozlicza mnie z każdych zakupów. Jeśli są pieniądze, to nigdy ich nam nie żałuje. Sytuacja natomiast ulega zdecydowanej zmianie, kiedy między nami się nie układa... Prymitywne to zachowania w moim odczuciu, ale sama jestem sobie winna.
      I jeszcze to, o czym wspomniała Promesa- samotność. Kasa, jej zabezpieczenie, tak bardzo zdominowało nasze życie, że na samą wzmiankę, że czeka mnie kolejny samotny weekend, albo dzień w tygodniu, kiedy Lila w ogóle nie zobaczy taty, doprowadza mnie po prostu do kurwicy. W takim jestem już stanie. Tak, kocham nasze dzieci, lubię być z Nimi w domu, ale... bycie samotną mamą to nie dla mnie.

      Usuń
    2. Samotność i mnie nie jest obca, kiedy M. wybywa np. w zagraniczną delegację na kilka dni...Niestety tak to już jest, że żeby godnie i w miarę przyzwoicie "być", trzeba też "mieć" - choć kiedyś naiwnie i idealistycznie sądziłam, ze te dwie rzeczy mogą być od siebie zupełnie odrębne i niezależne...

      Usuń
  3. Witaj w klubie....i na tym skończę swój komentarz...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj w klubie....i na tym skończę swój komentarz...

    OdpowiedzUsuń
  5. Martuś,w mojej też katolickiej rodzinie też jest podobnie. 300 procent normy tak samo własnymi rencami musze wyrobic. Oj daleko i u mnie do świąt. Stylizacje świąteczne....mnie też możesz dobić. Ściskam w niedoli. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ściskam Iskro! No to do roboty... Na mnie właśnie odgruzowanie kuchni czeka, a pomyśleć, że wczoraj tam można było jeść z podłogi...

      Usuń
  6. Tak wlasnie bywa: kasa, wychowanie dzieci i sex to trzy glowne powody klotni- wystpuja wszystkie na raz- nic tylko isc w las i zgubic droge... jesli choc jedne z punktow jeszcze funkcjonuje- jest szansa na przetrwanie... to nie teoria tylko sprawdzone zycie Luxusowej...
    Mam to szczescie/ pecha, ze od poczatku pracuje- malo tego nawet zaczelam w Niemcowie pierwsza przynosic kase bo Menzon jeszcze sie ksztalcil. Te "kochane" pieniazki moze nie uszczesliwiaja ale zdecydowanie ulatwiaja zycie.
    A propos stylizacji- fragmnet "pytania na sniadanie" powalil mnie z nog- maseczki, masaze i co tam jeszcze aby w Wigilie z usmiechem usiasc do stolu :O , kreacje jak z katalogu - to ja sie pytam czy ja zyje na jakiejs innej planecie??
    Sciskam i zdrowych nerwow zycze :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lux, na innej może nie, ale powiem Ci, że w moim obecnym stanie psychicznym, i przy wizji świąt jakie mnie czekają, chciałabym móc zająć sobie głowę stylizacją świąteczną :) Bo ja swojej nie poświęciłam nawet pół minuty.
      Co do reszty- na pewno masz rację. Jak zawsze :*

      Usuń
  7. Dziękuję za karteczkę dziś nawiedził mnie pan listonosz. Moje nawet nie wystartowały z powodu braku znaczku z powodu tej ''kasy właśnie'' chyba gołębia pocztowego naślę bo on nie popiera opłat tylko nie wiem czy pokona taka odległość.
    Co ja mogę Ci napisać więcej co byś nie wiedziała chyba nic, po prostu przytulam i łączę się z Tobą:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Pakuj dzieci i przyjeżdżają u nas świątecznie, a mężów zamkniemy w piwnicy dopóki nie docenią tego co mają :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Toś nie wiedziała, że dramy się najlepiej sprzedają?
    :P
    No to cóż ja Wam mogę życzyć na tę chwilę na święta i nowy rok?
    Pokoju. :* Napisz do mnie w wolnej chwili, dawno nie gadałyśmy :) :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz, myslałam, że mam problemy, no bo i mam, ale dziś dowiedziałam się o czymś co mnie zszokowało i pozwoliło docenić to co mam :) Nie mam jednak równiez tej świątecznej atmosfery, mój jedyny świąteczny wpis na blog to chyba ten o wycieczce na jarmark, który czytałaś :) Życze ci mnóstwo dobroci kochana i rodzinnej atmosfery!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana! Nawet nie wiem co napisac,zeby Cie pocieszyc. Zycze ci aby jednak ten swiateczny nastroj powrocil,zgoda zapanowala pod Waszym dachem bo w koncu wlasnie Boze Narodzenie jest czasem pojednanai,czasem milosci. A pieniadze sa straszne,tak bardzo potrafia dzielic najblizsze sobie osoby :( przytulam Cie wirtualnie i wysylam czesc mojego swiatecznego nastroju. Dziele sie nim z Toba jak oplatkiem...

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja myślałam, że tylko u mnie tak nieświątecznie ;)
    Mam nadzieję,że nerwy znikną i znów zaświeci u Was słońce,przytulam cieplutko Martuniu :*

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja w tym rokj czuje Swieta jak nigdy. I to nic, ze za oknem slonce swieci, a Starszak upiera sie, ze Santa nie przyjdzie , bo sniegu nie ma.
    Gotowkowo w grudniu u mnie idealnie - duzy swiateczny bonus I podwyzka. Gdybym miala taki rok to by nie narzekala.
    Martus, w te Swieta zycze Tobie duzo wiary, radosci, optymizmu .. obys poczula ich magie I mogla sie cieszyc Swietami z rodzinka.
    Caluski.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja chalupe mam w rozsypce. Wiec bajzel bajzel proszę Pań (i panów). Mi tez brak nie zależności finansowej choc powoli się ruszyłam i na chusteczki mam. Jupi.
    Młodemu prezentu jeszcze nie kupiliśmy. Wigilii jako takiej nie robimy. Mój M. Stwierdził daj Se spokój. Zrobisz cos na bierzaco. I chyba sie pokuszę na ta propozycje.
    Właśnie myślę tak jak dziewczyny ze to Panowie takie statystyki robią na dramatach. Wiec sie nie przejmuj.
    Buziaki
    Ps. Powodzenia dla kucharki.😊
    Ewa Denys

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja takie święta miałam rok temu więc wiem co czujesz, o czym piszesz. Pamiętam jak niechętnie zbliżałam się do tych "świątecznych" dni a kiedy minęły od razu dzień po sprzątnęłam choinkę, bo nie mogłam na nią patrzeć :D W tym roku jest inaczej, nie wiem czemu- to samo przychodzi chyba kiedy chce :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Stylizacja świąteczna, hahahaha,kto ma czas by o tym myśleć na tyle przed swietami? Normalnie sikam że śmiechu.

    Co do forsy....to faceci tak mają chyba. Teraz ja mam 80%pensji z ucieta premia i mąż mi potrafi czasami między wierszami wspomnieć,ze tak mało zarabiam teraz, ze jest mniej kasy itp.

    Dobre co?

    Ale jak się Wkurzam,to mowi,ze on nic nie wypomina, tak tylko zauważa. Może ja przewrazliwiona jestem czy co?

    Ps. Też w większości całe dnie jestem sama z dziećmi...trzeba przetrwać. Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Hmm... Kasa i praca zawodowa to temat rzeka. Wieczorem późniejszym skrobnę coś więcej na priv. Teraz przesyłam uśmiech i zapachy świątecznych pierniczków. Trzymaj się kochana.

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj Martuś jak ja się dołuje tymi stylizacjami świątecznymi pomysłami na prezenty 100 za byle g***o i pere stów za coś niby lepszego do tego jak udekorować stoły itp. Zastanawiam się czy naprawdę jest to możliwe żeby ktoś miał tylko takie problemy jak kupienie super kiecki i robienie sobie fotek a jednak. Gdzie tu cała reszta szarego bytu choćby i wyszorowanie kibla czy zrobienie nieciekawych zakupów spożywczych a gotowanie. Co komu z pięknie zastawionego stołu jak by nie było co na niego położyć. No tak zapomniałam przecież są kateringi jak się tylko kiecki przebiera i za ciuchami po sklepach lata to innego wyjścia nie ma. Ale wciąż się zastanawiam czy takie życie jest możliwe. No się rozpisałam. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja czasem jestem samotną matką mimo że mąż nie pracuje w weekendy i jest w drugim pokoju;) Też się do tego nie nadaję. Ale chyba pewna samotność jest już wpisana na stałe w życie. A może nam kobietom po prostu zawsze za mało?
    Sciskam:*

    OdpowiedzUsuń
  20. Skad ja to znam, Martus:-( Minie za jakis czas, choc pozostaje zlosc, samotnosc, mimo ze ten nasz ukochany jest obok w pokoju, ale... I wlasnie to "ale" sprawia, ze nic nam sie nie chce.
    Mimo wszystko zycze spokoju i spelnienia marzen (tych najskrytszych) w Nowym Roku:-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Burgery domowe. Mniam. Może wypożyczysz mi Elizę na ferie :) Wiadomo po kim Młoda odziedziczyła talent kulinarny.
    Co do kasy to w naszej branży pensje tak śmieszne, że nie mamy powodu do zwady. Chociaż przed świętami zawsze się coś znajdzie. Np. wczoraj - choinka. Oj działo się. I ciągle nie możemy się nauczyć, żeby hamować się przy Młodym. Drugi powód (teściowa) przemówiła ludzkim głosem, więc przynajmniej ten odszedł :)
    Marta, mam nadzieję, że jednak magia Świąt Ci się udzieli i spędzisz miłe chwile.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja tam czasu nie mam na stylizacje xD

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja znam kilka takich mam, które stylizują sie nie tylko ma święta, ale dosłownie na wszystkie okazje mają nowa kreację. No ale to o kasę się rozchodzi wlasnie i... wsparcie. Czwórka zaangażowanych do pomocy dziadków, niania + przedszkole/żłobek. Kasa na cotygodniowe manicure'y, fryzjerów, kosmetyczki itp. Sie żyje.
    No ale to są extremalnie przypadki. Zdecydowana większość musi liczyć każdy grosz, do pomocy ma swoją drugą rękę i stylizacje jakoś (zaskakująco, hahahaha) tracą na znaczeniu wtedy.
    Ja też noe pracuję. U mnie to poza elementem finansowym dochodzi jeszcze poczucie, że nieusprawiedliwiona jestem. Gdybym miała dzieci to co innego... ale nie mam. "No to naprawdę! Nie wypada, nie wypada." Oczywiście to słowa otoczenia, a nie mojego męża. W pewnym momencie zaczęłam ignorować. Uznałam, że w końcu sie kiedyś pozbieram po przejściach i jak przyjdzie właściwy czas to wrócę do pracy...

    OdpowiedzUsuń
  24. O rany, ci faceci beznadziejni są po prostu... Uwielbiam takie pytanie z cyklu "a gdzie się podziały pieniądze"... Mam ochotę wyskoczyć wtedy przez okno. Jak pewnie pamiętasz na też rozglądam się teraz za pracą. Tylko, że mnie absolutnie nie interesuje żadna kariera. Chcę tylko zgarnąć tego asa do rękawa by w takich chwilach móc pokazać chlopowi środkowy palec. A co do świątecznych stylizacjii... Moja będzie taka sama jak jakieś 5lat temu-tak "nowa" jest moja sukienka. O maseczkach i masazach się nie wypowiadam, bo każda przeciętna polska kobita spędza ten dzień w całości przy garach więc tylko uśmiechnąć się można :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja gdzies słyszałam, ze takie opary z garów bardzo ujędrniają skóre, także tego :PP

      Usuń
  25. Nie ma takiego miesiąca żebym nie słyszała "już niema kasy"??? od małża. On zarabia, ja zarabiam a i tak pod koniec miesiąca wiecznie kłótnie, że JUŻ brakuje.
    Samo życie. Nerwowa atmosfera przed świetami? Norma, przecież inaczej po to są święta aby się godzić i właśnie sobie przypomniałam, że nie mam ..opłatka w domu :(

    OdpowiedzUsuń
  26. Stylizacje? Jakie stylizacje?! Ja do cholery zastanawiam sie czy jutro, pomiedzy salatka sledziowa, makowcem, barszczem, odkurzaniem i myciem podlog, uda mi sie wziac szybki prysznic i chociaz lekko podkrecic wlosy! :D Ubrania dla dzieci mam mniej wiecej (w glowie) ulozone, a dla siebie bede wyciagac z szafy cos na szybkiego, modlac sie, zeby chociaz jedne rajstopy nie mialy oczka! ;)

    To jest tak, jak pisze Gosia Skrajna. U nas oboje pracujemy, a spiecia o kase zdarzaja sie nader czesto. Kazde uwaza, ze drugie wydaje za duzo na glupoty. Oczywiscie w takich sprzeczkach przegrywam notorycznie JA, jako ta zarabiajaca mniej... :/

    Kochana, mam nadzieje, ze mimo wszystko Swieta mina Wam w, jesli nie milej, to chociaz poprawnej atmosferze! :*

    OdpowiedzUsuń
  27. Ehehe, świąteczne stylizacje. Się uśmiałam. Ale wnętrz czy człowieków? Bo ja mam wnętrza ustylizowane, że hoho. Cieszę się, że nie u nas wieczerza;) I nie wiem, w co się ubrać, że o jakichś kosmetycznych zabiegach nie wspomnę. Nie umiem wstawiać zdjęć w komentarzach, więc specjalnie dla Ciebie Martuś umieszczę dzisiaj na blogu jak to chatę 'wystylizowałam'.

    Kasa, ta wredna znikająca kasa. Mój mąż co miesiąc pyta ile ma mi przelać na konto. A jak szłam na wychowawczy, za jego sugestią, to wyliczyliśmy, ile będzie musiał dokładać do tego interesu. I ta kwota jest stała. No. Chyba liczy, że znalazłam jakieś dodatkowe tajemnicze źródła zarobkowania.

    OdpowiedzUsuń
  28. Och Martuś... ja też w tym roku marzyłam o idealnych Świętach. Choć staramy się aby były własnie takie, mam to szczęście, że mój współtowarzysz życiowy przykłada do nich wiekszą wagę, to jednak inne rzeczy rozwaliły mnie totalnie..
    Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci jednak, tego spokoju, zrozumienia i miłości, aby Mikolaj Ci to wszystko na cały kolejny rok przyniósł - sciskam i dziękuję, że piszesz, bardzo to lubię :*

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja Ci powiem Marta, że chyba byśmy się polubiły w realu. Mamy podobne przemyślenia i myśli. Problemy też całkiem podobne!
    Wesołych Świąt kochana-mimo wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  30. Co do kasy i samotności - to prawda, choć tak jakby lepiej płakać w nowym BMW niż na rowerze;P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!