Mama2c

Mama2c

wtorek, 26 stycznia 2016

Matematyka kłamie...

... i takie tam inne.

Na jednym z blogów modowych (bo przecież powszechnie wiadomo, że to źródło wiedzy wszelakiej, a nie tylko linki do Zar i reszty) wyczytałam, że wczoraj mieliśmy Blue Monday. Podobno to najbardziej depresyjny dzień w roku. Podobno.

Podobno, data tego dnia została wyliczona na podstawie... wzoru matematycznego. Naprawdę? Ciekawe.

W styczniu 2016 miałam już dwa Blue Monday. Jeden w niedzielę, drugi w sobotę... Niech żyją weekendy.

Blue Monday, ten wczorajszy, minął mi na odgruzowywaniu mieszkania i poszukiwaniach strojów karnawałowych dla dziewczyn. Obie mają swoje bale w piątek. Dla Lilki to debiut, ale zupełnie nie przeszkadza Jej to w szalonym podekscytowaniu tym wydarzeniem :) Co się zaś tyczy sprzątania chałupy... Są na świecie takie rzeczy, które nie tylko nie śniły się filozofom, ale i zwykłej kurze domowej. Jak to jest, że spędzasz całą niedzielę poza domem, a w poniedziałek człowiek nie ma jak się obrócić, a gdzie nie spojrzy, tam każdy kąt krzyczy: "Tu, tu najpierw sprzątnij!"

Na szczęście dziś, po nierównej walce z powierzchniami płaskimi, stertą garów, naczyń, ubrań jest w końcu tak, jak powinno być. Gdyby trzymał się mnie czarny humor, to mogłabym zażartować, że nawet mamusię męża mogę podjąć. No ale... są tematy i osoby, gdzie nawet najczarniejszy z humorów nie pomoże :)

Od wczoraj Lila wróciła do przedszkola i patrząc na Jej radość, podejrzewam, że Ona wcale nie miała Blue Monday. W czwartek dzieci mają występy z okazji dnia babci i dziadka. Mam nadzieję, że Mała zdąży przypomnieć sobie wszystkie piosenki i wierszyki. Wczoraj po południu już dawała mini-koncerty. Niewiarygodne, że 6lat temu, to Eliza po raz pierwszy przygotowywała się do takiej uroczystości... Czas tak szybko leci, że ani się obejrzę, a sama będę pisała na blogu "... dziś pierwszy raz idę na dzień babci do mojej wnusi/wnuczka do przedszkola" Chociaż... Mam nadzieję, że dziewczyny jednak będą dla mnie łaskawe i nie będą się specjalnie spieszyły w obsadzaniu mnie w roli babci. Jak i do wszystkiego- do tej roli też trzeba dojrzeć. Pominę fakt, że niektórzy nie dojrzewają w ogóle, ale miało być mniej prywaty, więc będzie :) Z drugiej strony, to jedna z tych ról, na którą nie bardzo mamy wpływ, kiedy nas w niej obsadzą...

Jakiś czas temu, Eliza w rozmowie poruszyła temat wieku mam dzieci z Jej klasy. Z tego co opowiadała, nie trudno było wyliczyć, że mamy o których mówiła, rodziły dzieci, w okolicach swoich 20urodzin... Wytłumaczyłam Jej, że każdy w innym wieku odczuwa potrzebę posiadania dziecka i w innym wieku się na nie decyduje... Pominęłam własne refleksje na temat świadomego decydowania, a hmm.... zwykłej wpadki. Doszłam do wniosku, że na takie rozmowy chyba mamy jeszcze czas. Swoją stroną, jakie to zabawne, przecież "wpaść" można i dobrze po 30, a świadomie zostać rodzicem w wieku 20lat. Z drugiej strony, pomyślałam sobie, że jeśli Elizę zaintrygowała 5letnia różnica wieku między mną a tamtymi mamami, to co przeżyje Lila, którą urodziłam w wieku 31lat, że o dzieciach urodzonych przez starsze mamy nie wspomnę? Dla nas dorosłych to przecież żaden problem, sama jestem całym sercem za dojrzałym macierzyństwem. Uważam, że wiele czynników ma i będzie miało wpływ na to, że kobiety coraz później będą rodziły dzieci. Tylko co z nimi? Jak przygotowywać je na komentarze, a w gorszym wypadku- docinki rówieśników? Zanim nasze dziecko będzie w stanie zrozumieć nasze powody, argumenty trochę czasu minie... Jakby jednak nie patrzeć, proporcje między młodymi i dojrzałymi rodzicami na pewno będą się zmieniać. Być może w stosunkowo niedługim czasie problem sam się rozwiąże.

Choć do dziś pamiętam, jak nasza zaprzyjaźniona położna, która odbierała Lilcię, opowiadała mi historię z przedszkola, do którego chodził Jej synek. Tam akurat spotkała się z bardzo niemiłym komentarzem na temat wieku swojego i męża, ze strony przedszkolanki. A to tylko dlatego, że ośmieliła się zwrócić uwagę po tym, jak Jej dziecko zostało po raz kolejny pogryzione przez kolegę z grupy. No tak... starzy, przewrażliwieni rodzice...
Serio? Ci 20+ pozwoliliby, żeby ich dziecko notorycznie gryziono? Czy może takich łatwiej (w niektórych przypadkach, rzecz jasna) udobruchać?

No dobrze, na dziś koniec... Eliza ma właśnie angielski, a ja mam zamiar w mojej niemal sterylnie czystej kuchni zrobić obiad :) Właśnie, co do Elizy... Biedna wróciła z takim siniakiem na policzku, no coś potwornego. Wpadła na Nią na przerwie dziewczynka i Eliza uderzyła we framugę... Fatalnie to wygląda, nawet boję się myśleć, jak bardzo musiało Ją to boleć. Nie wspomnę o tym, że chwilę po tym nieszczęśliwym wypadku dzieciaki miały zdjęcia klasowe...

Blue Monday nie Blue Monday, hiacynty sobie kupiłam. Nie, nie te zdjęć poniżej. To nasze zeszłoroczne okazy. Te nabyte przez nas w tym roku, póki co, rosną... Powoli, ku niepocieszeniu Lilki, bo jak widzicie- zapach, który niebawem będzie czuć w całym mieszkaniu, bardzo Jej odpowiada. A ja liczę na mały powiew wiosny i... optymizmu. 





79 komentarzy:

  1. Moja droga Marto :) Ja z tych 20stek wlasnie jestem. I choc nie moge napisac,ze poczulam sie urazona to jednak jakos tak troszeczke zaklulo. Mam teraz 33 lata i czworke dzieci. Taki los wybralam. Nie moge napisac,ze wszystkie dzieci przyszly swiadomie ale napewno wszystkie z miloscia przyjelismy. I nie uwazam ,zeby wiek mial cokolwiek do swiadomego rodzicielstwa. Znam mamy 20sto letnie ,30sto i 40sto (moja mama miala 39 lat kiedy rodzila mojego mlodszego brata) i wiesz co? nie widze miedzy nimi zadnej roznicy. Naprawde. Bo kazda z nas ma swoje wzloty i upadki,kazda wychowuje po swojemu. I niech tak zostanie:)Pomysl z hiacyntami super, ja dostalam od meza bukiet tulapanow i od razu jakos cieplej w domu :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu! Ten post nie ma w żadnym razie jakiejkolwiek oceny mam, w jakimkolwiek wieku :) Myślę, że dałam chyba temu wyraz? I ta brzydko nazwana "wpadka" też wpadce nierówna, i mam tego całkowitą świadomość.
      Także Kochana, niech Cię już nić nie kłuje :) Ściskam serdecznie.

      Usuń
    2. Wiem Martus, naprawde nie mam pretensji. :) Ja tylko juz tak mam,ze sie jeze slyszac slowa ''wpadka'', ''mloda mama= niegotowa na macierzynstwo'' i jeszcze jak ktos o mnie kura domowa mowi to piorunami rzucam :D mam takiego znajomego,ktory lubi mnie tak nazywac,mam zawsze ochote nim mocno potrzasnac wtedy;) Sciskam!

      Usuń
    3. Oj nie, ja bym się jednak nie odważyła na postawienie znaku równa się... Bo to wcale nie tak. Nie zawsze przynajmniej. Bardziej chodzi mi o to, że to nie jest takie proste. Bo nawet jeśli jesteśmy gotowe emocjonalnie, to zazwyczaj kuleje aspekt finansowy, bo to i takie wiek, że mało kto ma stabilną sytuację ekonomiczną. Mam dwie bliskie koleżanki, które świadomie zdecydowały się na dzieci w okolicach 20urodzin. Zawsze podziwiałam Je za te decyzje, choć sama nigdy świadomie bym się na dziecko w tym wieku nie zdecydowała.
      Kura domowa :) Heh, wiem o czym mówisz... Tak, potrząsnąć, to mało powiedziane!

      Usuń
  2. Ja tam mam bardziej mieszane uczucia na myśl o 20-letniej mamie niż o tej, która rodziła po 30. Moi rodzice też byli zawsze jednymi z najstarszych wśród rodziców moich szkolnych koleżanek, a mama rodziła mnie mając 26 lat. Na początku było mi trochę dziwnie z tego powodu (w ogóle co to za durna rywalizacja o wiek rodziców!) dopóki nie zrozumiałam, że to właśnie moja sytuacja jest normalniejsza, czyli kiedy inne mamy bawiły moich rówieśników, moja mama zaczynała studia... Ciekawe co powie kiedyś Laura, którą urodziłam mając lat 28 :)

    Biedna Elizka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nie mam żadnych odczuć :) Rozmawiałyśmy z Elizą w kontekście konkretnych mam, bo wiem, o których mówiła, także pisałam też przez pryzmat historii, które znam. Także mam nadzieję, że nikt kto nie powinien, nie poczuje się już dotknięty :)
      U nas też była taka rywalizacja, porównywanie i teraz widzę, jakie ro głupie było :) Każdy może mieć inne plany, priorytety, a życie też potrafi płatać figle :) Ja osobiście przede wszystkim siebie nie widzę w roli mamy w wieku 20lat :) Nawet te zrobiło kolosalną różnicę na plus, że o kolejnych 6 przy Lilce nie wspomnę :)

      Usuń
  3. Co do wieku mam to muszę Ci napisać Marta, że u Tomka w przedszkolu jest tak duża różnica wiekowa rodziców, ze sama się dziwię, jak to wszystko życie układa. W naszej grupie więcej jest mam, które rodziły raczej grubo po trzydziestym piątym roku życia. To o czym piszesz chyba bardziej zależy od charakteru osoby, a nie wieku i wrażliwości z tym związanej. Ostatnio jedna z młodszych mam zapytała mnie, czy bym się złożyła na podsłuch w przedszkolu, bo ma złe odczucia, więc stwierdziłam, że ja chyba nie przesadzam z tym, że martwię się o bezpieczeństwo Synka, gdy go nie ma w domu.
    Bałagan - cóż ten można zrobić w ciągu godziny!!! Teraz, gdy mi siężko sprzątać, to raz w tygodniu przychodzi do mnie pomoc. Wówczas sprzątamy pod nieobecność domowników wszystko na błysk i co z tego, skoro gdy się kładę spać jeszcze raz odkurzam, bo jak można spać przy tak brudnej podłodze?;)

    Serdecznie Was pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grupa Tomka to najlepszy przykład tego, o czym chciałam napisać- zmienia się i dolna i górna granica wieku, kiedy kobiety decydują się na dziecko. To temat rzeka i nie było moim celem rozwijanie się w nim. I podobnie jak Ty- uważam, że to, jaką kobieta jest matką w niewielkim stopniu zależy od wieku. Chociaż pewnie jak internet długi i szeroki- znalazłaby się cała masa przykładów na to, że stereotypy są złe. Bo są :)
      Buziaki Kamilko :*

      Usuń
  4. no cóż taki świat...zaskakuje

    OdpowiedzUsuń
  5. mój mąż ma 40ści lat, ja 35 skonczę za kilka miesiący. Mamy trzy latkę...dmuchamy na nią...ale dziś dowiedziałam się, że z poczęciem drugiego będziemy mieć nie lada problemy a z donoszeniem kolejne...pierwsze było cudem..więc nie można osądzać innych po wieku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko mam nadzieję, że Wam się uda. Wiara plus współczesna medycyna mogą zdziałać cuda. Trzymam za Was kciuki.
      Zdecydowania na to, kiedy zostaniemy rodzicami wpływ ma wiele, czasem nie do końca od nas zależnych czynników. Bo kiedy jedne z nas miłość życia spotykają w liceum, inne po 30...

      Usuń
  6. Ja z tych 20 mam Przemka rodziłam mając 23 teraz 28 ale tak jak piszesz to chyba nie do konca od wieku zależy.
    PS. Jakie stroje na imprezę? My kościotrupa mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas księżniczka Lila i diablica Eliza :) Buziaki

      Usuń
  7. Moja koleżanka wpadła po 40 😊 We wrześniu urodziła córkę Ja urodziłam Blanke mając 32 lata. I wiesz co Martus? Jak widzę w przedszkolu u młodej 22 latkę wołajaca "Alan, chodz tu,bo nie dostaniesz tableta" to się z tego cieszę. Mam bardzo niepopularne poglądy niestety, uważam że wielu ludzi po prostu nie powinno mieć dzieci, wszystkie hasła ze wystarczy miłość, ze jak Bóg dał dzieci to da i na dzieci to sobie można o kant doopy potluc. Niestety. Sama pochodzę z bardzo biednej rodziny i sorry aż za dobrze wiem, jak bieda stygmatyzuje, jak ciągnie w dół. I nigdy nie chciałabym takiego losu dla swoich dzieci. Dzieci to inwestycja. Bezzwrotna. Jak się już je ma, to nie można rozłożyć rąk i powiedzieć "sorry, nie mam pieniędzy, czasu, siły ". Rodzic musi mieć je zawsze. Tak, także pieniądze a nawet przede wszystkim. Nie mówię tu o sytuacjach losowych, chorobach, wiem, że wszystkiego nie da się przewidzieć. Dlatego uważam że późne rodzicielstwo jest dużo lepsze dla dzieci... takie bezpieczniejsze, bardziej odpowiedzialne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brytusiu, pod hasłem, że nie wszyscy, którzy mogą, powinni mieć dzieci, podpisuję się każdą kończyną, ale jak sama pewnie wiesz- dużo można by tu napisać.
      I też jestem całym sercem za tym, żeby otwarcie mówić o tym, jak ważne są finanse w kwestii posiadania dzieci. To jeden z ulubionych tekstów mojej mamy, że jak są dzieci, to i jakoś się poukłada... Tak, z naciskiem na JAKOŚ. A większość z nas, czy przyzna to wprost, czy nie- nie chce, żeby było jakoś.

      Tak, też znam ten typ mam od tableta. Z drugiej strony ja zawsze bardzo boję się takich uogólnień. Bo niech wśród tych 20latej znajdą się choć trzy, które spędzają całe popołudnie tarzając się z dziećmi po dywanie, czytając książki i lepiąc z ciastoliny, to takie uogólnianie, wrzucanie do jednego wora będzie bardzo niesprawiedliwe. To o czym się nie mówi, bo nie wypada, bo nie chcemy nikogo urazić to właśnie kwestia finansów- nie oszukujmy się, która 20letnia para jest względnie zabezpieczona finansowo, począwszy od mieszkania, po stabilne, dobre miesięczne dochody. Ja nie mówię tu o jakiś abstrakcyjnych kwotach przecież... Ciężki temat, bo mogłybyśmy ugryźć go na wiele sposób, biorą także pod uwagę i taką ewentualność, że zawsze znajdzie się mama, która zburzy całą naszą teorię- i na korzyść 20latek i na niekorzyść 40latek :)

      Nie miałam dziecka w wieku 19-20lat. Natomiast wiem, co miałam w głowie mając tyle lat. I powiem to głośno- bardzo dobrze się stało, że ani świadomie, ani mniej świadomie nie zostałam wtedy mamą. Co ciekawe- mając 25lat czułam tą gotowość, dojrzałość itd. ale... Ale też widzę różnicę między mną 25letnią a 31letnią. W moim przypadku ewidentnie wiek działa na korzyść. Aż boję się pomyśleć, jak dobrą mamą mogłabym być w wieku lat 38 na przykład :)

      Usuń
    2. Wszystko przed tobą 😀Choć jak mi mój mąż rzucił hasło "może trzecie? " to owszem, powiedziałam że tak, pod warunkiem ze tym razem on bierze urlop macierzyński... i temat znikł, wyobraz sobie. A pieniądze to nie fanaberia i nie mówię tu o cudach na kiju tylko o tym, żeby zabezpieczyć podstawy - dziecko chore, musisz iść do lekarza prywatnie, idziesz a nie czekasz na wizytę u lekarza 3 miesiące, musisz kupić buty to kupujesz a nie myślisz że jakoś może przechodzi. .. itd. Ja widzę w przedszkolu u młodej bardzo dużo mocno zaniedbanych dzieci (taka dzielnica, ściśle centrum, stare czynszowe kamienice itd), widzę w listopadzie dzieci w sandalkach itd. I coś mi się robi złego... bardzo złego.. . Dzieci totalnie zostawione same sobie, dzieci które biją, które mają problemy emocjonalne, dzieci, które w wieku 5 lat nie trzymały w ręku kredki, nożyczek itd. .. I pewnie polecę tu stereotypom ale niestety, fakt jest taki, ze to dzieci z rodzin biednych i wielodzietnych.. ..

      Usuń
    3. No zdecydowanie pojechalas stereotypem. My jestesmy rodzina wielodzietna, nie przelewa nam sie a jak zaczynalismy byc rodzina zylismy w skrajnej nedzy ( nawet na pieluchy nie mielismy). I jakos nasze dzieci nie maja problemow emocjonalnych ani nikogo nie bija (nawet o dziwo siebie nawzajem),powiem wrecz nieskromnie,ze w szkole uwazane sa za wyjatkowo grzeczne i ''ulozone''. Dziekuje za uwage :)

      Usuń
    4. Myślę, że Brytusia miała na myśli głównie dzieci, które widuje u swojej córki w przedszkolu. A Ty Haniu podziel się patentem, jak Wy to robicie, że Oni się nawzajem nie biją? Bo ja mam wrażenie, że u nas skończy się zrobieniem w domu izolatki dla co bardziej wyrywnych osobników :)

      Usuń
    5. Haniu tak jak napisała Marta- pisałam o rodzinie chłopca który chodzi z moją córką do przedszkola Dzieci 5 Dwoje z gigantyczną nadwagą Ten z którym chodzi mija córka- bije, gryzie itd. W grudniu, w te mrozy chodzi do przedszkola w adidaskach, zimowych butów nie ma ( opiekunka z przedszkola poruszała temat z matka- no mieli dostać po kimś ale nie dostali więc chodzi w tym co ma, jakoś przechodzi) Najmłodsze dziecko (ok roku) widziałam w listopadzie w sandalkach na bose stopy Temperatura ok 10 st. Przykro mi, ale jeśli ktoś nie jest w stanie zadbać o podstawowe potrzeby swoich dzieci takie jak ubranie, czystość czy jedzenie to nie powinien się decydować na pięcioro.Tak jak w tym przypadku. Ja biorę odpowiedzialność za swoje dzieci.

      Usuń
    6. Ja urodziłam najstarszego syna mając 20 lat. Świadomie. Mogłam z nim niemal latać pod sufitem, bo oboje byliśmy pełni energii:) Teraz mam 32 lata, przyplątała się astma i lecąc wczoraj za Stiflerem byłam bliska wyplucia płuc:) Co do finansów, to bez komentarza to pozostawię. Myślę, że w życiu ekspedientki z mięsnego i hydraulika luk każdej innej fizycznie pracującej pary w Polsce, wynajmującej małe mieszkanie w cenie złota, itd., szalonych kokosów na żadnym etapie życia niestety nie będzie. Obawiam się, że problem braku siana i braku perspektyw na poprawę nie dotyczy tylko 20 latków. Ale może się mylę. Może po 30(?), 40(?) wraz z odpowiednim wiekiem na rodzicielstwo przychodzi odpowiedni status materialny. Oby, kurna, wtedy wszystko jeszcze przede mną :)

      Usuń
    7. Nie w tym kraju ;) a jak coś się zmieni to dam znać.

      Usuń
    8. Zawsze czytam nigdy nie komentuje... ale chciałam wam napisać jak to wygląda z perspektywy dziecka z rodziny wielodzietnej. Biednej rodziny. Nas było pięcioro. Ja najstarsza. Matka urodziła mnie gdy miała 19 lat. Przerwała liceum tuż przed maturą. Do trzydziestki miała już nas czworo. Antka urodziła jak miała 32 lata, gdy miał trzy miesiące, tata zmarł. I zaczął się dramat. Zawsze było biednie w domu. Póki byłam mala nie zauwazalam tego. Ale jak poszłam do szkoły to zaczęłam. Zawsze miałam najgorsze, stare ubrania, design by caritas, mops. Byłam posmiewiskiem. Kpiono ze mnie i szydzono, wyzywano od brudasow, mówiono że śmierdze. Tak było w każdej szkole, ciągle je zmienialam bo ciągle się przeprowadzalismy- kolejne wynajmowane mieszkania, kolejne niepoplacone czynsze, komornik przychodzacy do domu...Nigdy nie miałam przyjaciół, zawsze byłam nieśmiała, całe życie czułam się gorsza. Byłam tym odmiencem, ta biedota która nie jeździ na żadne wycieczki szkolne, nie chodzi do kina bo nie ma pieniędzy, nie ma podręczników itd.
      Gdy ojciec zmarł (nagłe) zrobiło się strasznie. Matka nigdy nie pracowała. Nie miała żadnego zawodu, żadnego doświadczenia, zresztą jak miała iść do pracy jak średnio co dwa lata rodziła kolejne dziecko. Żyliśmy z zasiłków i tego co dał mops. Zaczęli się pojawiać kolejni "wujkowie". Matka zaczęła znikać. Całe moje dzieciństwo to opieka nad młodszym rodzeństwem. To "zajmij się nim ", "pobaw się z nim ", "daj mu mleko ", "musisz mi pomoc bo jesteś najstarsza " . Coraz częściej jej nie było. Wyprowadzilam się z domu mając 18 lat. Do chłopaka. Ciąża. Szybki ślub. Urodziłam w piątym miesiącu syna zespołem Edwardsa. Żył kilka godzin. Moja przyszła teściowa stała się moja druga matka. Gdyby nie ona, nie wiem, co by się stało ze mną. Dzięki niej skończyłam szkole, poszłam na studia. Mamy zdrowa córkę. Nie chce mieć więcej dzieci. Pracuje tylko mąż, ja zajmuje się Alicja i opiekuje chora teściowa. Nie stać nas ma więcej dzieci i nie boję się o tym mówić wprost. Po tym co przeżyłam nigdy nie zdecyduje się na kolejne. Wolę wychować jedno a dobrze. Rację ma Brytusia pisząc że niestety na dzieci trzeba mieć pieniądze i warunki. Nasi rodzice nas bardzo kochali i co z tego - ja miałam szczęście, głupiego farta. Moje rodzeństwo już nie. Dorasta w domu dziecka. Matka ma nowego męża i nowe dziecko...

      Gosia

      Usuń
    9. Gosiu... Przykro mi. Przykro mi, że tyle przeszłaś. Jednocześnie cieszę się, że taki komentarz się pojawił. Bo ta druga strona medalu, ten inny od happy endu scenariusz, jest potrzebny do pełnego obrazu tego, jak może być... Jak się czują dzieci z takich rodzin. Niczemu niewinne, a napiętnowane z marszu... Co bieda robi tym dzieciom.
      Mimo wszystko, mam nadzieję, że i Twoje rodzeństwo jednak dobrze ułoży sobie życie.
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  8. Moje kwiatuszki pachna na caly dom- dobrze, ze sa takie tanie bo gdy te padna kupie nastepne :) Uwielbiam taka wiosne!
    A ja mialam wpadke zaraz po maturze i??? No wlasnie - zyjemy jako pelna rodzina, smiem nawet powiedziec fajna :) Mloda wychowalismy sami bez babc i dziadkow i z daleka od nich- wszystko to w Niemcowie- powiem Ci dalo sie- dalo!! Mlodego urodzilam 6 lat pozniej i juz wtedy "swirowalam"- kupki, zupki itp. Nam sie udalo- mimo wpadki :) a Mloda czesto powtarza, ze ma fajna, Mloda mame i sama tez nie chce zbyt dlugo czekac- no zobaczymy :)
    My po 40 mamy odchowane dzieci, stabilizacje zawodowa, srodki finansowe i w miare czasu zyjemy intensywnie- przezywamy druga mlodosc- to nam bardzo odpowiada!
    Mozna planowac- a zycie samo sie uklada.
    Sciskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u nas też grosze kosztują, aż jestem zdziwiona :)
      Ewunia, jak wiesz znam Waszą historię i co mogę napisać, poza tym, że cieszę się z takiego właśnie zakończenia. I tak jak pisała w komentarzu u Tyśki- dobrze, że takie historie kończą się i tak, choć jak zakładam- miałaś przecież inne plany i chciałaś je realizować. Kiedy wszystko dobrze się kończy na każdej płaszczyźnie, jakoś łatwiej machnąć ręką na te plany, które były. Bo możemy pomyśleć: "Tak miało być i jest... dobrze, tak jak jest." Gdyby jednak ciąg dalszy historii był inny... Obie znamy pewnie i takie przypadki. Moja koleżanka cały okres dorastania słyszała, że wpadka mamy pokrzyżowała Jej życiowe plany. I możemy dyskutować oczywiście, co taka mama, wygłaszająca takie teksty do córki, najlepszego robi? Jakie to może mieć efekty na przyszłość... Faktem jest, że dziecko oczywiście nie jest tu niczemu winne, ale kobieta pewnie musiała być mocno nieszczęśliwa skoro mówiła takie rzeczy. Może gdyby ta ciąża była te kilka lat później (tu konkretnie chodziło o przerwane studia) wszystko byłoby inaczej?

      Kolejna kwestia- pewnie, że się da! Głęboko w to wierzę. Co więcej, myślę, że jest cała masa sytuacji, w których ta nieplanowana ciąża wyzwala w Młodych jakieś pokłady odpowiedzialności, ogarnięcia się, stanięcia na wysokości zadania. Taka swoista mobilizacja przychodzi chyba. Pytanie, czy u wszystkich... Ten temat jest tak obszerny, że pewnie wyczerpać go trudno :) Nawet nie będę próbowała.

      Ps. Ja świrowałam i przy Elizie i przy Lilce, chociaż właśnie przy Lilce jednak mniej. Taki ze mnie typ- bez względu na wiek mam schizy, lęki i takie tam inne :) Ciążę bliżej 40 musiałabym przejść na relanium :)

      Usuń
  9. U Ciebie jakiś taki piękny Rose Monday widzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie "Hiacynt Monday" :)
      Buziaki

      Usuń
  10. Ja kochana rodziłam mając 21 lat..teraz 2 rodzic będę mając 27.. kawał czasu! Powiem Ci, że obydwoje dzieci świadomie kocham.. 1 nie będę klamac nie planowałam.. choć teraz przy 2 planowanym, bardziej spinam się! Jestem dużo inteligetniejsza, jeżeli chodzi o różnego rodzaju zagrożenia i boję się. . Wtedy tego strachu nie miałam! U nas w przedszkolu też jest wachlarz mam. Od rodzacych w wieku 17 lat po te po 35! Czym różnimy się? Niczym tylko wyglądem.. u mnie syn nie pyta.. raz była tylko sytuacja, że Pani przedszkolanka powiedziała Bartuś Twój dziadzio przyszedł! Na to Bartosz: To jest mój tato.. burak P. Reni bezcenny. .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może na takie pytania jeszcze przyjdzie czas, bo ja dobrze pamiętam, że u nas to się w podstawówce zaczęło, no i u Elizy też- jest w 3klasie teraz.
      Dużo naprawdę zależy od konkretnych ludzi, w tym przypadku konkretnych mam :)
      Pozdrawiam i powodzenia!

      Usuń
  11. Ja osobiście chciałam dzieci zaraz po studiach i nie wyszło;-0 Kiedy zadzwonił TEN telefon miałam 34 lata i 9 miesięcy na karku.
    Myślę, że jak się jest młodym rodzicem to jakoś łatwiej jest bo i sił więcej, pomysłów szalonych nie brakuje, mniej się myśli. Teraz to ja jestem stateczna pani, widzę dużo zagrożeń przez co panikuję szybciej, analizuję i rozkładam na czynniki pierwsze, no sił czasem brak;-0
    Mam znajomą co rodziła w wieku 17 lat. Rok później wyszła za mąż za ojca swojej córki. Studia skończyli, życie ogarnęli, bliźniaki im się po drodze pojawiły;-0 A teraz 40-stka na karku, a oni mają dzieci odchowane, kariery kwitną, druga młodość w pełni. A ja w ich wieku będę mamą sześciolatka;-0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się nie zgodzić- to podobnie jak z różnicą wieku między dziećmi- każda ma swoje plusy i minusy. Podobnie z tym wiekiem na zostanie rodzicami.
      Czytając takie historie, jak ta Twojej znajomej, z jednej strony czuję radość, bo dobrze przecież, że są i takie, które kończą się właśnie tak... Z drugiej natomiast widzę zawsze tą inną możliwość- samotnej "panny z brzuchem", gdzie Jej rodzice wcale nie muszą wykazać chęci pomocy, albo zwyczajnie- nie mieć takiej możliwości... I co wtedy...

      Z jednej strony myślę sobie, że to i być może kusząca wizja, w wieku 40lat mieć praktycznie dorosłe dziecko... Z drugiej- fakt, może nie mam już tyle siły i energii, żeby turlać się po podłodze, ale wiem ile radości sprawia mi odkrywania świata z Lilą, widzenia go Jej oczami. I gdyby okoliczności były inne, naprawdę nie miałabym nic przeciwko, żeby za kilka lat przeżyć to jeszcze raz. Dzieci przede wszystkim potrzebują uwagi, a tą można dać Im również siedząc na kanapie i oglądając książeczki :) To już tak z przymrużeniem oka, bo jednak obie wiemy, że większość dzieci uwielbia szaleństwa. No, przynajmniej moje :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. A spójrz na problem "panny z brzuchem" z innej strony teraz- ile jest samotnych mam i to bynajmniej nie nastolatek, czy dwudziestolatek? Ile kobiet nadal się hajta, "bo to już czas"? Ile zostaje samotnymi, załóżmy 30-letnimi, mami po latach związku. Pamiętam, jak rodziłam Szarą Eminencję, to na sali leżała ze mną babka, która z mężem 8 lat starała się o dziecko. A przypominam, że 10 lat temu, to nie były czasy in vitro więc to leczenie też przebiegało bez rewelacji. Była grubo po 30, nie pamiętam dokładnie 36? 37? lat. Mąż był niewiele starszy. On policjant, ona księgowa. Z tego co opowiadała- dobrze sytuowani. Zostawił ją jak była w ciąży. Odszedł do koleżanki z pracy.
      No właśnie.

      Usuń
    3. No właśnie -księgowa czyli zawód miała, podejrzewać możemy że pracę również, także ja jednak widzę różnicę. Oczywiście, że to o czym piszesz zdarza się i będzie się zdarzało. Pisałam w którymś komentarzu, że zawsze znajdzie się choć jedna historia, która będzie przeczyc całej regule. I nie było moim celem insynuowanie, która droga jest najlepsza. Bo każdy ma swoją.

      Usuń
  12. Pierwszw 36, drugie 38 - bo wczesniej nie bylam gotowa. Nie robilam jakiejs kariery zawrotnej, ale musialam do tego dorosnac. I dobrze. Kazdy ma swoj czas. I to powiem synom, gdy kiedys zapytaja, dlaczego jestesmy starsi od innych rodzicow. Pozdrawiam wszystkie mamy! Helen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i super- krótko, rzeczowo i na temat. A mi się bardzo podoba taka postawa, bo być może niesłusznie, ale podejrzewam, że słyszałaś pytanie: "no a ty kiedy zajedziesz w ciążę?" I świetnie, kiedy to jest nasza decyzja, a nie kiedy otoczenie decyduje za nas.

      Usuń
  13. U Nas w Polsce naprawde roznice wiekowe rodzicow sa naprawde male. Ostatnio mialam pacjenta ( rocznik 66),ktory przyszedl z Synem na ok 5 letnim! To sie nazywa zostac rodzicem w wieku 50 lat!!! Ciekawe czy dozyje dziecka 18-stki ( I nie pisze tego zlosliwie). Jak bylam w ciazy z chlopcami to legalnie co 3 kobieta byla grubo po 40-stce.
    Nie rozumiem jak mozna tak pozno zachodzic w ciaze. Ja powaznie obawialabym sie jej przebiegu, zdrowia dziecka. Poza tym to juz nie ta sama energia, im starszy tym mniej sie chce.
    No coz... udanego balu dziewczynkom zycze.
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie nikt tu nie pisze o zagrożeniach wynikających z późnego macierzyństwa.
      Co do energii, to osobiście znam wiele kobiet, które ciąża odmłodziła lepiej niż botoks ;)

      Usuń
    2. Jasne, że ciąża może skutecznie odmlodzic i to nie tylko fizycznie :) co do tych zagrożeń -i tak i nie. Jest tyle młodych wiekiem mam rodzących chore dzieci, mamy takie i w rodzinie i wśród znajomych. Jeśli masz na myśli to, że takie ciąże niosą większe ryzyko dla mam, to tu się bardziej zgodzę. Z drugiej strony co z tymi, którym zajście w ciążę nie wychodzi tak po prostu, w łóżku... Nie będziemy tu rozkminiac niepłodności, bo i tak dyskusja wyszła mocno poza moją drobną refleksje o JEDNEJ konkretnej mamie ;)

      Usuń
    3. Oczywiście, że młode mamy również rodzą chore dzieci. Natomiast jakie ryzyko zagrożenia choćby zespołem Downa względem wieku rodzącej też wiemy wszyscy.

      Usuń
    4. Miniu zauważ, że ojców dojrzałych wiekiem (bo z emocjonalną dojrzałością to różnie bywa- ale to już z tak poczuciem humoru) jest znacznie więcej niż mam... I co ciekawe- nikt na nich nie "najeżdża"... Powiem więcej- wśród niektórych zyskują nawet uznanie.

      Dojrzałe, albo inaczej mówiąc (bo przecież jeśli "czepimy" się słów, to dojrzałe rodzicielstwo może być i w wieku 20+) późne macierzyństwo/ojcostwo to nie jest przecież nic nowego i my tu rewolucji żadnej nie robimy. Weźmy polską wieś choćby, jakieś 70lat wstecz- tu mam na myśli moją Babcię, która była dzieckiem urodzonym po 50 swojej mamy. I to przecież nie był rzadki ani odosobniony przypadek. I od razu zaznaczę- ja nie piszę, że to było dobre, odpowiedzialne, bezpieczne, czy jakieś w ogóle. Stwierdzam jedynie fakt, że to już było.

      Z tą energią, to tak jak pisałam wyżej Ani, no różnie może być. W naszych czasach późne macierzyństwo zazwyczaj jest świadome- większość kobiet wie w jakiej jest kondycji i na ile jeszcze je stać. Zazwyczaj do ciąży przygotowują się wielopłaszczyznowo, łącznie z poprawą formy, także tu bym była raczej spokojna. A nawet jeśli? Jeśli nie jesteśmy już wulkanem energii, to co? Jest tyle form spędzania czasu z dzieckiem... Tyle zajęć, na których Ono może rozładować swoją energię...

      Usuń
    5. Tu już był kiedyś post o późnym macierzyństwie i była podobna dyskusja. Kamila, która obecnie jest w trzeciej ciąży mając 43lata, przytaczała wyniki różnych badań na temat obciążenia chorobami w późnych ciążach. Co ciekawe, te wyniki wypadały naprawdę dobrze na korzyść mam, że tak napiszę- mocno po 20roku życia.
      Ja mimo wszystko pozostanę ostrożna z łączeniem wieku mamy z chorobą dziecka, nawet jeśli chodzi o Zespół Downa. W dzisiejszych czasach bliżej mi do stwierdzenia, że zdrowa ciąża plus zdrowe dziecko to jak wygrana na loterii. Jasne, że trzeba zrobić wszystko... Tylko ile tu w necie mam, które zrobiły wszystko? Łącznie z rozmnażaniem się tak, jak przykazują podręczniki... I co? I potem widzisz masę apeli o 1% podatku, albo temu podobne...

      Usuń
    6. U Ciebie znów pachnie wiosną. Eliza biedną musiało zaboleć,aj.
      Ja urodziłam wszystkie dzieci przed 28 rokiem życia. Przed nimi chciałam mieć z 6 -tke ;)potem mi trójca wystarczyła chociaż koło 40 mi sie chciało jeszcze jedno ale małż mi popukał w czoło i dobrze zrobił,hihi;) już poczekam na wnuki .

      Usuń
    7. Czyli małż zadecydował za Was :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Chrzanić Blue Monday, ja miałam ciężki weekend po ciężkim tygodniu, ale kto jak nie matka ma się podnieść i podołać wszelkim zadaniom?? Jeśli chodzi o wiek mam dzieci z przedszkola to byłam u mojej córki jedną ze starszych mam :) No cóz, każdy ma swój czas, a ja do tego starałam sie trzy lata, by w ogóle zajść w ciążę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak to kto? Kto, jak nie mama? Zawsze, prawda? :)
      Właśnie, każdy ma swój czas!

      Usuń
  15. hehe...za dwa lata będę pewnie w przedszkolu spotykała mamy, które śmiało mogłyby być moimi "córkami".
    Jak dobrze, że moje młode geny nie czynią mnie jeszcze babcią swojej córki. gorzej będzie w podstawówce, hehe.
    Blue monday powiadasz? No to ja miałam blue sunday, jak wiesz czytając posta :).
    Co do macierzyństwa to masz rację. każdy kowalem swojego losu. chciałabym mieć już duże dzieci, ale z drugiej strony co się wyszalałam do 30stki to moje :PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Ja tam wcale nie żałuję tych 5lat studiów... Jasne, że potem jest druga młodość, kiedy dzieci dorosną, ale nikt mnie nie przekona, że to to samo, co mając 20lat :)

      Usuń
  16. Urodziłam świadomie w wieku 31 i 34 lat. Moi rodzice często mówią, ze jestem Stara matką i dzieci powinni mieć młodzi ludzie,bo tacy w moim wieku to nie mają już sił i energii. Wtedy lubię zgorszyc mamę mówiąc,że czuje się młodo i może zdecyduje się na jeszcze jedno dziecko przed czterdziestka: ))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do przedszkola. ......jak nadszedł czas odbiorów dzieci to przypomniało mi się, jak raz powiedziałam jak miałam z cztery lata do koleżanki "Iza, babcia po ciebie przyszla!"

      Nie wiedziałam, że to jest jej mama. Ale zapamiętałam tą sytuację. Moja mama urodziła mnie w wieku 23 lat,a mama Izy w wieku prawie 40. Tylko,ze te trzydzieści lat temu kobiety tzw wyglądały troszkę starzej niż dziś.

      Usuń
    2. Oczywiście, czasy diametralnie się zmieniły! Powiedzieć o mamie, która ma 34lata stara, jest dla mnie mega grubą przesadą!

      Usuń
  17. No to rozgorzała dyskusja:)

    Zacznę od tego, że Hiacynty uwielbiam. Cały balkon nimi zasadziłam w zeszłym roku. Też mam gdzieś zdjęcia, może poszukam i zrobi mi się jakoś cieplej na sercu:) Bo ja to niejeden Blue Monday miałam w tym roku. Choć to mało powiedziane. Ja mam cały Blue January;)

    Co do wieku... Nie jestem mamą jeszcze, ale wtrącę swoją perspektywę do kompletu:) Od zawsze byłam przekonana, że urodzę dzieci jako dwudziestoparolatka (przynajmniej zacznę). Toczyłam długie rozmowy z koleżanką, której mama była sporo starsza od średniej (tak samo zresztą jak moja). Przekonywałam ją czemu moim zdaniem wczesne macierzyństwo jest lepsze i dla mamy i dla dziecka (wynikało to z moich osobistych doświadczeń z mamą wiekową), a ona tłumaczyła mi zalety dojrzałego wychowywania dzieci (co z kolei było wynikiem jej autopsji). Ostatecznie, życie zadrwiło z moich planów i muszę godzić się z tym, że każdy kolejny dzień oczekiwania czyni ze mnie starszą mamę, a z męża starszego tatę. Mogłam podłamać się po tych siedmiu latach starań, ale zamiast tego postanowiłam zeksplorować postawę koleżanki. Chcąc nie chcąc staję się powoli entuzjastką późnego macierzyństwa;)

    Nie będę wyliczać plusów i minusów każdej z dróg, bo dużo na ten temat zostało tu już powiedziane. Myślę, że każde macierzyństwo wiąże się z ryzykami. I dobrze, jeśli ryzyka związane z wczesnym zajściem w ciążę rozpatrują młodziutkie dziewczyny, a związane z późnym macierzyństwem dojrzałe kobiety, a nie na odwrót:) Każda z nas powinna sama przyjrzeć się wszystkim za i przeciw, swoim zasobom i niedostatkom i odpowiedzialnie podjąć decyzję, która w danej sytuacji (bo czasem zapominamy, ze każda jest inna) będzie najlepsza.

    A co do szkoły... cóż... nie ten temat to inny będzie na tapecie. Dzieci są często bezlitosne, szczególnie w napiętnowaniu osób, które odstają w jakikolwiek sposób. Myślę, że jeśli rodzice mają dojrzałe podejście i potrafią bez kompleksów/wstydu/zmieszania odpowiedzieć dziecku, dlaczego jest tak, a nie inaczej, to już połowa drogi do sukcesu jakim jest spokój dziecka i jego pewność siebie. Na drugą połowę (otoczenie, indywidualna wrażliwość dziecka itp) wpływu do końca nie mamy... Pozostaje wierzyć, że te rozmowy, które przeprowadzasz z Elizą uspokoją ją i pomogą radzić sobie z ewentualnymi przytykami, albo nawet z własnymi przemyśleniami w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam zatem na fotki z balkonu, bardzo lubię zdjęcia roślin.
      Właśnie- każdy wie najlepiej, który moment dla niego jest odpowiedni. Tu nie ma reguły, ani wzoru matematycznego. Do tego, życie samo często weryfikuje nasze plany...

      Eliza nie była tą rozmową jakaś przybita, czy smutna, po prostu- powiedziała, że rozmawiali na ten temat.

      Usuń
  18. Alez sie tutaj debata kreci! :D

    Dla mnie dzis jest jakis cholerny Blue Monday, bo obudzilam sie rano z blogim poczuciem, ze jest piatek, a tu cholera sroda! ;)

    Co do wieku matki... Ja rodzilam oboje dzieci po 30stce, chociaz nie ze swojej "winy", bo jak wiesz, troche nam zeszlo z zajsciem w ciaze. Kiedy nosilam pod sercem Bi, nie moglam zaciagnac M. do szkoly rodzenia. Byl przekonany, ze bedziemy tam najstarsza para i bylo mu glupio (swoja droga: co za wymowka!). W koncu poszlismy i co? Bylismy jednymi z mlodszych! Wiekszosc byla dobrze okolo 40stki. ;)

    Przyznaje, ze odprowadzajac Bi do przedszkola, tez przygladam sie dosc podejrzliwie innym mamom i tatom. Jakis kompleks starego rodzica mam. ;) A raczej mialam, bo okazuje sie, ze wiekszosc jest mniej wiecej w moim wieku albo starszych. Tak naprawde, za wyjatkiem kilku nauczycielek, to najmlodsza w tym przedszkolu jest kadra. ;)

    Mam wiec nadzieje, ze Potworki nie trafia w szkole na jakas wyjatkowo "mloda" (rodzicielsko) klase i nie beda sie czuli dziecmi jakichs dinozaurow. ;) Sama zazwyczaj tez sie nad tym nie zastanawiam. Ot, tak mi sie zycie potoczylo i juz. Czasem tylko mysle z odrobina zazdrosci, ze kiedy moi rodzice konczyli 40 lat, ja wlasnie wkraczalam w pelnoletnosc. Kiedy ja bede miala tyle samo, Potworki beda dopiero w poczatkowych klasach podstawowki. Z drugiej strony jednak, nie wyobrazam sobie byc teraz matka pyskatej nastolatki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że w Stanach chyba większy luz jest nawet w temacie, kto kiedy zostaje rodzicem. U nas jak widać, nawet z tego można zrobić giga problem z udowadnianiem swoich racji i przekonywaniem, że ktoś tej racji nie ma :) Aż jestem zaskoczona, że z tekstu, który w ogóle nie był prowokacyjny, mało tego- mówił o czymś innym, rozmowa poszła w takim, a nie innym kierunku.

      Każdy ma swoją drogę, a na niektóre rzeczy wpływu nie mamy :)A pyskata nastolatka i tak Cię dopadnie ;)

      Usuń
  19. Kiedy to zdążyłaś napisać? zaglądam tu często a tu już tyllle komentarzy. Ciekawy temat co chodzi o wiek macierzyństwa. W moim osiedlu jestem najstarszą mamą Kuba ma te 8 lat ja 41 ale wiem jedno moje sąsiadki młodsze o 10 lat i więcej, maja mniej siły niż ja do dziecka. Od zawsze do dziś chce mi się z dzieckiem na rower pojechać w piłkę pokopać na sankach pozjeżdżać i kochamy spacery . Że starsze przewrażliwione?? Nie. Moim zdaniem rozsądniejsze i prawdą też jest że nie ma takiego wieku w którym matka by nie troszczyła się o dziecko.W Indiach kobiety rodzą nawet po 60 i żadnej sensacji nie ma. W nas też wiek mocno się podniósł rodzą 30latki 40 latki. Wiem jak było u nas jak Kuba pojawił się w naszym życiu mieliśmy już wszystko dom samochody firmę. Nie jak 20 latkowie bez mieszkania na dorobku wiecznie zapracowani a dzieci w żłobach czy u dziadków.W klasie kuby też sama starszyzna więc ja nawet nie mam szans się głupio czuć a i tak każdy daje mi parę lat mniej niż mam. Temat rzeka. Hiacynty były w biedronce i nie kupiłam teraz żałuje.Niebieski poniedziałek to miałam tydzień temu jak młody ospę w rozkwicie miał.Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie- można i tak- z energią, werwą... Ile 20letnich mam spędza dnie siedząc na fejsie? Sporo...
      W naszym kraju, jak słusznie zauważa Ania, lepszy status materialny nie przychodzi z wiekiem. Ale nie oszukujmy się- wiek 20+ to czas, kiedy większość ludzi jest na dorobku, idą do pracy, kupują mieszkanie... Teraz znacznie bardziej popularny model to taki, kiedy najpierw osiąga się stabilizację a wtedy myśli o dzieciach. A teraz czekam na komentarze w stylu spotu społecznego pt."Nie zdążyłam"...
      U nas hiacynty są nadal w sklepach, może uda Ci się jeszcze upolować.
      Pozdrawiam

      Usuń
  20. Czekałam aż Tygrys pójdzie spać, żeby dorzucić coś od siebie :) Od południa niezła dyskusja rozgorzała.
    Moja mama urodziła mnie jak miała 19 lat. Rok po ślubie, bo wyszła za mąż bardzo młodo. I nie z powodu wpadki, a raczej trochę z przekory :) Wszyscy byli na nie, więc ona musiała po swojemu. Zostawiła szkołę, poszła do pracy. Jak była w moim wieku, ja byłam już pełnoletnia, a moja siostra miała 10 lat. A nasz Synek ma rok. Dzieci moich koleżanek kończą gimnazja i już słyszałam podśmiechujki, że władowałam się w pieluchy. Tyle, że one wpadły jeszcze przed maturą, jedna w studniówkową noc :) Wiesz, jaka była nasza droga. Chciałam zostać mamą wcześniej, ale nie tak jak moja rodzicielka. Mając 18 lat sama byłam jeszcze dzieciakiem. W żadnym razie nie byłam gotowa na macierzyństwo. Dojrzałam grubo po 20, a wtedy okazało się, że nie jest tak łatwo. Na szczęście wyrobiliśmy się przed 40. Ale nie jestem pewna czy w sytuacji, gdyby procedura mocno się przedłużyła, nie zrezygnowalibyśmy. I jeśli jeszcze zdecydujemy się na kolejną adopcję, raczej nie będzie to takie maleństwo. Nie będę owijała w bawełnę. 5-10 lat temu naprawdę miałam więcej sił, cierpliwości. Poza tym chcę wprowadzić dziecko w dorosłość. Mąż stracił ojca zaraz po 20 i wiem, jak bardzo Mu go brakowało. Nasz znajomy po 50 adoptował 2-latka. W takiej sytuacji nigdy bym się nie zdecydowała. Już widzę, że drży na myśl o jakiejś chorobie. Co prawda dziecko będzie zabezpieczone finansowe, ale czy to wystarczy?
    Udanego balu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli podobnie jak ja... I to, że JA nie byłam gotowa na macierzyństwo w wieku lat 20, nie oznacza, że panie X,Y,Z też nie mogły lub nie powinny być.
      Myślę, że każdy z nas ma też jakąś swoją górną granicę, kiedy mówi "koniec tej drogi". Bo dzieci to odpowiedzialność- w każdym wieku. Może nawet rodzice dojrzali wiekiem, jeszcze bardziej są tego świadomi. Nie, żebym uogólniała, bo zaraz posypią się gromy, ale... młodość ma swoje prawa. I takie młode macierzyństwo w większym wymiarze powiedziałabym, jest rezygnacją z pewnych rzeczy.
      Przyznam, że znajomy... odważny, ale czy... rozsądny?
      Pozdrawiam i buziaki dla Was.

      Ps. Takie zachowania jak Twojej mamy- z przekory, albo w celu wyrwania się z rodzinnego domu niestety często się zdarzają. I jeśli wszystko kończy się dobrze, to pół biedy... Gorzej jak w poszukiwaniu miłości, ciepła, wpada się z deszczu pod rynnę.

      Usuń
  21. Piękne hiacynty to po pierwsze:) po drugie jak Ty( wy) to robicie,że masz taką publikę....? Zazdroszczę....wiem nieładnie....a po trzecie- wyobrażasz sobie powrot do domu po dwóxh dniach? Ja cxasem.w piątek sprzątałam...bo już tego nie robię,jak w weekend mnie nie ma....kiedyś wysprzątałam.dom,spakowałam śmieci,zostawiłam na korytarzu u góry,w sobote dzień,powrót po 19- bałagan,śmieci stoją,niedziela dzień,powrót po 19- jw....i co? W pobiedziałek sama wyniosłam.sobie śmieci i posprzątałam jeszcze raz....

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękne hiacynty to po pierwsze:) po drugie jak Ty( wy) to robicie,że masz taką publikę....? Zazdroszczę....wiem nieładnie....a po trzecie- wyobrażasz sobie powrot do domu po dwóxh dniach? Ja cxasem.w piątek sprzątałam...bo już tego nie robię,jak w weekend mnie nie ma....kiedyś wysprzątałam.dom,spakowałam śmieci,zostawiłam na korytarzu u góry,w sobote dzień,powrót po 19- bałagan,śmieci stoją,niedziela dzień,powrót po 19- jw....i co? W pobiedziałek sama wyniosłam.sobie śmieci i posprzątałam jeszcze raz....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia, współczuję. U nas chociaż śmieci wynoszone są regularnie... Ale znam też inne pana, dla które wyniesienie śmieci, to poniżej Jego ambicji...

      Co do publiki- to musisz poruszać takie "kontrowersyjne" tematy jak ja :) Żartowałam oczywiście, bo przebiegiem rozmowy i niektórymi komentarzami jestem szczerze zdumiona.

      Usuń
  23. Z tym macierzyństwem i "optymalnym" wiekiem na posiadanie potomstwa to kwestia bardzo indywidualna. Moja teściowa zaszła w swoją trzecią (nieplanowaną) ciążę w wieku 41 lat - i wielokrotnie podkreślała, że przy maleńkim dziecku, które wymagało ciągłej opieki, uwagi i ruchu, czuła się już fizycznie jak staruszka i zwyczajnie nie dawała sobie rady kondycyjnie. Natomiast mam tez koleżankę aktualnie 39-letnią, która właśnie urodziła ślicznego synka - i dziewczyna po prostu wymiata i ma w sobie tyle wigoru i powera, że niejedna nastolatka mogłaby jej pozazdrościć. Jeśli natomiast chodzi o ewentualne ryzyko i zagrożenie zdrowia dziecka - moim zdaniem to zawsze wielka niewiadoma i loteria, niezależnie od wieku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W okolicach wieku teściowej- dwa lata to w sumie żadna różnica, a jak różne odczucia.
      Co do ostatniego zdania- nic dodać, nic ująć. Badania,badaniami, statystyki statystykami a życie życiem.
      Pozdrawiam

      Usuń
  24. Mama miała mnie po 40,ja urodziłam w wieku 36 lat.
    Widocznie u nas to rodzinne!Albo genetyczne hehe!
    Mam wspaniałą mamę i taką samą jestem i chyba wiek ma tu niewiele do powiedzenia,ale jak to wytłumaczyc maluchom...?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do maluchów, to ja naprawdę myślę, że jeszcze kilka, kilkanaście lat i nie będzie w kwestii późnego macierzyństwa nic do wyjaśniania. Wiele dzieci będzie miało rodziców, którzy maturę i studia mieli dawno temu :)
      A grunt to właśnie być dobrą mamą- a to można osiągnąć bez względu na wiek. I tego się trzymajmy, jako nadzieja dla mam 20letnich i tych mocno 30+ :)

      Usuń
  25. Ciekawe czy jak juz będziesz babcia i nadal będziesz pisala tego bloga to ja nadal będę z takim uśmiechem go czytala :) Oby te poczucie humoru zostalo z Toba na zawsze :) Jesteś cudowna... Ty jako babcia :)) .. ostro będzie :)
    P.s. Ja zawsze się "dziwilam" mojej mamie ze tak w późnym wieku mnie urodzila.. w wieku 33lat... a teraz ja sama urodze w wieku 33 lat... tyle ze ja pierwsze dziecko, a jej to bylo drugie...
    W podstawówce najbardziej odczuwalam to ze mam starszych rodziców niż inne dzieci.. nie bylo to latwe, ale teraz czasy się zmienily, wiec może moim dzieciom będzie latwiej.. a jak nie to jakiś lifting, ostrzykiwania i się odmlodze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekonamy się... za jakiś czas :) A babcią to bardzo chciałabym być jednak normalną- ciepłą, kochającą, piekącą ciasteczka i martwiącą się czy wnuki za mało nie jedzą :)

      O, i tu jest komentarz na temat- jakie odczucia mają dzieci "starszych" rodziców. A 33lata? Gdyby moje córki zdecydowały się na swoje macierzyństwo w tym wieku- nie miałabym nic przeciwko. Pozdrawiam!

      Usuń
  26. A ja jak zostalam mama mialam 23 lata i wiem, ze to byl moj czas :) nie mam poczucia ze rodzicielstwo mi cos zabralo, wrecz przeciwnie,duzo mi dalo i pozwolilo mi wiele osiagnac.
    Ale zgadzam sie- kazdy ma swoj czas...w ogole na zebraniu w przedszkolu Antka mialam zupelnie odwrotne odczucia- czulam się tam dziwnie, bo wiekszosc rodzicow byla grubo po 30 ;) ale tez dla wiekszosci to nie było pierwsze dziecko w przedszkolu.
    A co do finansow i jakosci zycia... Moim zdaniem najwiecej wcale nie zalezy od pieniedzy i ilosci dzieci, tylko... Od obrotnosci. My dochodow duzych nie mamy, ale mnostwo rzeczy mozna kupić czy zalatwic gdzies taniej. Wiele osob oddaje rzeczy w dobrym stanie. Tylko trzeba chciec, szukac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, że wiedziałaś, że to Twój czas, a dziecko wniosło tyle dobrego do Twojego życia :*
      Pozdrawiam!

      Usuń
  27. Emilię urodzilam mając 29 za dwa tygodnie urodze Antka i skończę 31. Z mężem jesteśmy parą od 15 lat a od 4 małżeństwem. Ostatnie 10 lat naszego życia poświęciliśmy na "dorobienie się" moglismy wczesniej zdecydować się na zalozenie rodziny ale myśl ze bedziemy mieszkac na wynajmowanym albo z rodzicam skutecznie nas odwiodla od tego zapedu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swoje priorytety i dobrze jeśli zostajemy im wierni. W takim razie trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie i pozdrawiam!

      Usuń
  28. Przeczytalam te wszystkie komentarze i... badz tu madry i pisz wiersze ;) Analizujac- nam sie udalo- ale wiem, ze nie kazde mlode macierzynstwo konczy sie taka "sielanka" :) a wjyzd do Niemcowa tylko nas wzmocnil. Zdecydowanie popelnilam wiele bledow wychowawczych- bo mloda, spontaniczna i z "milosci" ale wiesz NIKT mi - nam nie pomagal i co wazniejsze sie nie wtracal- mylse, ze to scementowalo nasz zwiazek. Mlodego urodzilam dojrzalsza i mysle, ze bylo nam latwiej...
    Fajna dyskusja sie wywiazala i ciekawie tak przeczytac inne opinie :)
    Usciski!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, trafne to: bądź mądry i pisz wiersze :) Ale przecież tu są same mądre, fajne babki i każda wie, że ani nie ustalimy tu idealnego wieku, ani nie damy każdemu rady jak żyć.
      Przyznam, że... dyskusja mnie jednak przerosła, bo albo źle sprecyzowałam myśl przewodnią po rozmowie z Elizą, albo... sama nie wiem, co wydarzyło się po drodze, ale jednak nie spodziewałam się, że w tym kierunku to pójdzie. Tym bardziej mi... nie wiem? Przykro? Głupio? że niektórzy poczuli się dotknięci, a moim celem nie była ani krytyka tych, którzy ciąży nie planowali, ani tych, którzy zdecydowali się na nią wcześniej niż ja.
      U Was myślę, że ciąża tylko przyspieszyła to, co było Wam pisane :)
      Buziaki!

      Usuń
    2. Zgadzam się, ostatnie zdanie podsumowuje bardzo dobrze nasze życie!

      Usuń
  29. My z mężem do 30-stki w ogóle nie myslelismy o dziecku. Dopiero jak skończyłam "magiczną" 30-stke zapragnęłam być mamą i musiałam mocno namawiać męża, bo on nie czuł się gotowy. Teraz jest mi bardzo wdzięczny, że go namówiłam, bo kocha swojego synusia nasd życie ☺ Wcześniej chcieliśmy się wyszaleć, imprezowac, podróżowac-zwiedzić trochę świat, kupić własne mieszkanie i to wszystko nam się udało i wtedy dopiero przyszedł czas na dziecko. Kwestia finansowa jest bardzo ważna, gdy decydujemy się na zostanie rodzicami, bo nie oszukujmy się dziecko kosztuje i to sporo, a gdy rozi nam się dziecko to chcemy dać mu wszystko, co najlepsze i zapewnić mu przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, a bez kasy go nie ma.. Taka jest prawda.
    Moja kuzynka urodziła dziecko, gdy miała 19lat, przerwała szkołę, nie zdała matury, nie ma żadnego zawodu ani pracy. Jej mąż musiał zaraz po ślubie i narodzinach córki wyjechać zagranicę, aby zarobić na ich utrzymanie. Miało być na kilka lat, a trwa to do dziś -prawie 7lat i końca nie widać. Bo boi się wrócić, bo nie znajdzie tu dobrze płatnej pracy i za co utrzyma rodzinę. Mieszkanie cały czas wynajmują, a to spore koszty. Na własne ich nie stać, bo utrzymanie 3-osobowej rodziny z jednej pensji też trochę kosztuje. I tak żyją osobno, on tam, ona z córka tu. I pewnie dłuuugo tak jeszcze będzie. Młodzi bardzo ludzie, a żyją na dwa domy, czas i wspólne życie im ucieka.
    Moja kuzynką mówi, że jak będzie miała 40lat ich córka będzie już dorosła i pewnie wyprowadzi się z domu, a oni będą mieli "drugą młodość". Ale młodości nie da się odzyskać, a straconego czasu zawrócić, oszukać.. Ja nie wyobrażam sobie zostać sama z mężem w wieku 40 lat lub 40-paru, że nasz Synuś by się miał już wyprowadzić lub wyjechać gdzieś na studia. Dom byłby pusty, a my jeszcze za młodzi, żeby zostać sami i czekać na wnuki ;) O nie!! Nie wyobrażam sobie tego, żeby zostać babcią po 40-stce. Masakra. Cieszę się, że miałam piękna młodość- czas na studia, przyjaźnie, pomieszkanie zagranicą i dziecko tuż po 30-stce i że nie zostaniemy sami po 40-stce, bo będziemy jeszcze mieli dziecko w wieku szkolnym i tak jest dobrze. Dla nas idealnie i nie zamieniłabym się za nic w świecie z moją kuzynką, którą kocham jak siostrę i która jest matką chrzestną Juniora :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Witam,czasem poczytuje Pani bloga, podziwiam talent kulinarny. Dzisiaj weszlam na bloga i czytam, czytam i rozwinął sie wątek o macierzyństwie, myślę o sobie, jakie niespodzianki życie przynosi, mam dwie dorosle córki i dwuletniego synka, priorytety się zmieniły, trzeba się cieszyć i myśleć pozytywnie.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  31. Kurde napisałam już raz komentarz i się nie zapisał. Napiszę jeszcze raz. W moim przypadku to było tak, że w wieku 25 lat ani przez chwilkę nie poczułam instynktu a potem jakoś tak przyszło, że pragnęłam dziecka. Nie uważam, żeby wiek miał znaczenie w macierzyństwie i często podziwiam młode dziewczyny, że już mają odchowane dzieci. A niejednokrotnie spotkałam się z tym, że "starsze" matki wykazują pogardę dla tych młodych a tak na prawdę same widocznie nie były gotowe na dziecko. Także to trudny temat i bardzo indywidualny!Marta to czas na trzecie!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!