Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Obrońca uciśnionych...

... czyli po co dziecku pies.

Od piątku znowu walczymy z katarem. Tak, wiem- nie jest to sensacyjna wiadomość zważywszy na fakt, że to pierwszy rok przedszkola. Także właściwie rutynowo podeszłam do tematu, mając po cichu nadzieję, że już w poniedziałek młoda dama wróci do przedszkola. Nie, żeby już w piątek dała mi się we znaki- po weekendzie dzieciaki miały zorganizowaną wycieczkę do innego przedszkola, na przedstawienie pt. "Kraina Lodu". Wiem, że Lila byłaby zachwycona, bo na swój sposób, jest fanką tej bajki. Na swój sposób, bo moja trzylatka wytrzymuje przed ekranem laptopa dokładnie tyle, ile trwa piosenka: "Mam tę moc" :)

Rutyna w pielęgnacji zasmarkanej Lilki skończyła się w niedzielę wieczorem, kiedy zaczął się dość brzydki kaszel. Spróbowałam z syropem, który wydawał mi się najbardziej sensowny w tej sytuacji. Skończyło się na tym, że kaszel się wzmógł, a Lilka nie mogła zasnąć. Tak, brawo ja...

Rano było jeszcze gorzej. Wizyta w przychodni możliwa dopiero jutro, także po raz kolejny uszczupliliśmy nasz budżet z postanowieniem, że potrącimy to Lilce z kieszonkowego, i zamówiłam wizytę domową.

Pominę fakt, że gdzieś tam w swojej naiwności sądziłam, że pan doktor przyjedzie koło 13-14, a tu ta-dam, esemes, że za godzinkę może być u nas. Z jednej strony super, bo obok mam nieustannie już kaszlącą Lilę, a z drugiej- chata po weekendzie do gruntownego ogarnięcia...

W każdym razie... do brzegu :)
Przyjechał pan doktor, idziemy do pokoju. Idziemy wszyscy do pokoju, bo przecież nie ma takiej opcji, żeby Misiek został na swojej pufie. I nie, wcale nie jest taki towarzyski. Dziecka trzeba pilnować i koniec :) Skończyło się na tym, że dziś Misiek wyjątkowo stanowczo strzegł Lilki, a ja musiałam przekazać Małą w ręce pana doktora i uspokajać nerwusa, bo gdy tylko ten zbliżał się z rękoma do Lilki, Misiek trochę się "irytował"...

Rozczulający jest w tym wszystkim do bólu, bo tak nerwowo zareagował co prawda tylko dzisiaj, ale za każdym razem, kiedy lekarz przyjeżdża, on natychmiast siedzi na kanapie, tuż przy Lilce. Co więcej, broni Lilki przed Jej własnym tatą :) Co tam, że nie ma przed kim. Co tam, że Lilka śmiejąc się, krzyczy co chwilę, ale... radośnie! Co tam, że to tylko wygłupy. Misiek może spać w drugim pokoju, wystarczy jeden krzyk Lilki i od razu jest przy Niej, w pełnej gotowości, bronić tego małego szatana, do ostatniej kropli krwi. Żadne usypianie Lilki nie odbędzie się bez jego asysty... A kiedy Mała już śpi, Misiek śpi razem z Nią.... No dobrze, wywabić z pokoju mogą go tylko odgłosy dochodzące z kuchni :)

Niesamowite w każdym razie jest to, że on intuicyjnie wie, że ten mały ktoś, to najmłodsze w stadzie i trzeba je chronić. Tak... po prostu. Bez żadnej filozofii.  Pominę fakt, że Lila najbardziej uprzykrza mu życie. Nie, nie- nie męczy go. Ona po prostu tak bardzo go kocha, że pies niejednokrotnie miał dosyć tych wszystkich czułości, tego oglądania zębów, czy aby na pewno zdrowe, czesania każdej z łap różowym grzebieniem z napisem "Barbie" albo czarnym "Monster High", ściągania tysiąc razy dziennie obroży, bo "jemu na pewno niewygodnie mamusiu", próby przykrywania go kocem, bo analogicznie: "zimno mu mamo"... czytania mu książek, przytrzymując go czułym chwytem jak przy próbie duszenia, aby na pewno do końca wysłuchał ukochanego wiersza Lilki, pt. "Łyżka i widelec"...

I skoro już o Miśku mowa, to... chyba niedługo W KOŃCU, napiszę jak to się stało, że on jest nasz, a my jego :) Tylko jakoś tak w tym nowym roku zdecydowanie gorze idzie mi z pisaniem. W każdym razie- postaram się. Podobnie z postem o pierwszym obozie Elizy, bo już kartę zgłoszeniową rozdawali ostatnio na... kolejny obóz :) A ja takich zaległości się dorobiłam. Ech...








Spieszę także donieść, że... mamy śnieg tej zimy :) Te zdjęcia akurat robiłam tydzień temu, potem była odwilż, ale od wczoraj znów jest biało. Na szczęście Lilka nie gorączkuje i jeśli tak zostanie (i temperatura i śnieg), to może nawet uda nam się pójść na sanki w tym roku...



A wczoraj, zanim zaczął się armagedon z kaszlem, udało nam się być na urodzinach "naszej" Julci. To już 11lat! Julka wchodzi w wiek nastoletni. Wierzyć mi się nie chce. Cudze dzieci też rosną za szybko :)






Babcia Julki przygotowała taką ucztę, że po godzinie miałam ochotę umawiać się na liposukcję, a po dwóch, znalezionym w łazience śrubokrętem dorabiałam dodatkowe dziurki w pasku od spodni. Nie wiem jak dotoczyłam się do domu, ale wiem jedno- na całe szczęście miałam do niego przysłowiowe "dwa kroki"... Za to dzisiaj moim głównym pożywieniem była roszponka, zapijana herbatą miętową i... tort, który niemal w całości został nam oddany :)
Tak, żyć nie umierać... Tyć, nie chudnąć.

53 komentarze:

  1. Ooo, na tort bym sie polaszczyla, bo wyglada smakowicie.
    Zazdroszcze takiego chorowania z tortem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był naprawdę pyszny. Na moje nieszczęście :)

      Usuń
  2. hehe..boskie zdjecia. moj syn marzy o psie, ale ja ledwo ogarniam dwojke dzieci. z psem to chyba skonczyloby sie kaftanem. wczoraj bylam w przedszkolu na czytance i cos czuje ze mloda tez mi zlapie jakiegos gluta. dzieciaku tak kaszla ze az mnie pluca bolą. kiedys panie byly bardziej czujne, teraz chyba im wszystko jedno. im wiecej zarazonych tym mniej w przedszkolu na drugi dzien :P. ps.u nas tysz spadl snieg, tylko rano z tym odgarnianiem auta szlag mnie trafia. a sanku w koncu po dwoch latach wyciagniete :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wybacz Martus bledy. pisanie z telefonu nie jest moja mocna strona ;P

      Usuń
    2. Gosia, nic mi nie mów. U nas było to samo= jeden, wielki, wspólny kaszel. I czułam, normalnie czułam, że Lila nie wyjdzie z tego przedszkolnego rzężenia cało...

      Usuń
  3. Psy to naprawdę mądre stworzenia,i takie bezinteresowne, i kochają faktycznie nie za coś, tylko mimo wszystko ;) Piękna ta przyjaźń Lilki z Waszym czworonogiem - od razu ich widzę w jakimś fajnym, familijnym filmie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, serio? To byłby raczej dramat :) Dramat psa, który czesanie znosi z wielkim fochem (a musi być czesany często, bo ma taki typ włosa, zaraz mu się bardzo kołtunią), a czesanie przez 3latkę, to już w ogóle KARA :)

      Usuń
  4. Psy są mądrym stworzeniami.. sami posiadamy.. - wyglądają razem przeuroczo..
    My tez mamy zimę i korzystamy z jej uroków.
    Pozdrawiam i najlepszego dla nastolatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy!
      My mamy ograniczenia w korzystaniu z uroków zimy, ale coś tam z niej wyciskamy :)

      Usuń
  5. Misiek z Lilką no piekny duet a zdjęcia super to na łóżku jak pozuje misiek bombowe!!
    Tyć nie chudnąć -dobre motto ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Motto dobre, ale ja zdecydowanie powinna mieć inne :) Np "Bądź fit przed czterdziestką" :)

      Usuń
  6. Nasz Misiek też jest taką miłością kochany przez Kubusia w sumie to jego pies. Zabiera go na spacery zapina smycz i na chwilkę zahacza o coś bo sobie coś przypomniał że musi iść po coś i o psie zapomina aż ktoś z dorosłych go zobaczy i uwolni. Albo zapina smyczą za rowerkiem i tak sobie jeżdżą Kuby zdaniem świetna zabawa.Nie rozumie Kubuś dlaczego mama mu tego robić nie pozwala. Najlepszy numer zrobił jak Miska wepchnął do budy( umie psy są w ogrodzie) zatkał budę deskami i przyłożył pustakiem.A wiesz po co był wiatr i Kuba nie chciał żeby psu było zimno.Najdziwniejsze jest to ze ten pies i tak go lubi. Tak że Martuś wszystko jeszcze przed Wami. Lilka ma wiele możliwości okazania Miśkowi miłości. A co do kataru koleżanka poradziła mi żebym Kubie zrobiła inhalacje z 2 mililitrów mucosolvanu jak katar jest pierwszy wodnisty ja tak zrobiłam przez dwa dni i u nas pomogło zauważyłam ze rozrzedza wydzielinie łatwiej katar spływa. Zdrówka życzę i fajnej zabawy na śniegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, ja Cię bardzo proszę- Ty mnie kobieto nie strasz :) Bo ja się każdego dnia zastanawiam, co nowego Lila wymyśli :)
      No ale Synka to masz troskliwego- przed wiatrem przyjaciele ochroni!
      Lila gdyby nie kaszel, to okaz zdrowia, a Ty się matko gimnastykuj, żeby Jej wypełnić atrakcjami cały dzień...

      Usuń
  7. Nie ma to jak glut i dodatki kaszlowe. Na szczęście w końcu wszystko mija.
    Ale dziewczyny pięknie wyglądają na zdjęciach. Eliza to już duża dama.
    A Misiek, cóż nie od dziś wiadomo, że najmłodsze w stadzie najbardziej się chroni, a poza tym kto, no kto o niego tak zadba, łapki wyczesze, poprzytula, poczyta. Trzeba dbać o swoje interesy :)))
    Pozdrawiam i życzę fajnego saneczkowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Saneczkujemy, ale jednak z umiarem, bo w końcu przeziębienie mamy na koncie :) I w sumie dobrze, bo pół godziny biegania po lesie z sankami przepłaciłam małymi zakwasami :( Zero, no zero kondycji :)
      Oj, jestem pewna, że Misie uwielbiałby Lilę, dyby tylko zaprzestała tych pielęgnacji :)

      Usuń
  8. Zdrówka dla Lilki :)) Kurcze patrzę na jej zdjęcia i coraz bardziej mi Elizę przypomina...
    Oj dobrze mieć takiego obrońcę :D Choć mnie bardziej rozczuliło zwierzę z ostatniego zdjęcia. Miałam kiedyś takiego, też mnie bronił i biegał za mną jak pies. Zdecydowanie jestem fanką królików :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam niezmiennie podobieństwa nie widzę, ale już pisałam to nie raz- ślepa jestem, jeśli chodzi o takie kwestie :)
      Serio, królik aż tak? Super. Może kiedyś doczekacie się takiego zwierzaka :) Nikt nie ma alergii u Was?

      Usuń
  9. rozczulające zdjęcia zresztą mama nie ma co się dziwić Miśkowi w końcu pies obrońca pan doktor na pewno podejrzane sprzęty w kuferku miał:D
    Zdrówka dla Lilki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie podejrzane i jeszcze władał je Lilce do ucha :)
      Buziaki Aniu i Wam też ZDRÓWKA!

      Usuń
  10. Prawdziwa przyjaźń między Miskiem a Lilą! Aż się przyjemnie patrzy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzy i ogląda tak, ale wiesz co? No nie wiem, nie wiem co na to sam Misiek :) Bo poza tym, co podpowiada mu instynkt, to myślę, że Lilki ma mimo wszystko serdecznie dość ;)

      Usuń
  11. Alez cudowny ten wasz Misiek! Cudnie sie czyta o takiej dziecieco-psiej przyjazni:) Nie moge sie doczekac tego wpisu o tym jak psinka do Was trafila. Zycze Wam duzo zdrowia i dobrego samopoczucia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Haniu i my Wam też- wszystkiego dobrego!
      Post o Miśku już niedługo :)

      Usuń
  12. Lila i Misiek stanowią piękny team. Widać, że są w sobie zakochani.
    Brakuje mi Ciebie, więc mam nadzieję, że wena w końcu przyjdzie.
    Zdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też brakuje pisania, ale jakoś tak... no nie idzie ostatnio :(
      Lila w Miśku na pewno, a czy on w Niej? Ciężko powiedzieć, bardziej stawiam tu na instynkt :)
      Dziękujemy, buziaki.

      Usuń
  13. Niezły duet z tej Twojej Lilki i psiaka :) Wyglądają naprawde uroczo! Moja sunia zawsze wiedziała z kolei, że to o babcie najbardziej powinna się troszczyć. Jednak ten instynkt zwierzęcy jest naprawde tak silny jak ludzie mówią :) U nas tez znowu katar, więc doskonale cię rozumiem.... ferie się zaczęły a ja zasmarkana na kanapie zalegam :( ten syrop co młodej dałaś - skoro zaczęła mocniej kaszleć to może wykrztuśny był?? Ja kiedyś córci z rozpędu taki dałam, a na noc nie wolno :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duet to może nie do końca, bo jednak Misiek z racji na wiek i przejścia nie jest kompanem, który nadąży za Lilą, a tym bardziej nie bierze chętnie udziału w zabawach z Nią, ale instynkt działa. Oj tak, mądre te psiska <3
      Zdrówka!

      Usuń
    2. Ps. Nie, syrop nie był wykrztuśny. Nie wiem w sumie dlaczego tak zaczęła po nim kaszleć.

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że już drowie wróciło :)

      Usuń
  14. Kochany Misiek. Czekam z utęsknieniem na jego historię :) Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochany Iso. I wierzę, że po prostu był nam przeznaczony. Notka już wkrótce, na bank :)
      Pozdrawiamy.

      Usuń
  15. Uwielbiam tego Waszego Miśka :D Nie mogę się doczekać notki o Nim :) Dziewczyny Ci rosną jak na drożdżach i patrzę, że Lila jeszcze opaleniznę ma! :O Jak długo Jej się utrzymuje, szok :)
    Zdrówka dla Najmłodszej Uciśnionej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Notka wkrótce, tym razem na pewno :)
      Oj rosną, rosną. Za szybko, Ślifciu :)
      A opalenizny już daaaawno (niestety) nie ma, to zdjęcia z lata, ale dopiero teraz zgrał mi je Marcin z telefonu na laptopa.
      Fajnie by było, gdyby ta opalenizna tak długo zostawała. Bo ja to straszę bladością :)

      Usuń
  16. Czytam od dłuższego czasu, szukam, ale nie mogę się dowiedzieć- kim jest Julka? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... To skomplikowane :) Serio.
      Najogólniej mówiąc, to TEŻ przyjaciółka Elizy. No i teraz Lilki. Kiedy Julcia u nas śpi, Lila chodzi za Nią krok w krok :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  17. Sancz zachowuje się identycznie w stosunku do Mili :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mój kudlacz tez chodź za mną krok w krok,nawet do toalety😊 Pies to energia,spokój,endorfiny.Kocha bezwarunkowo.Podobno podczas przytulania psa uwalniają sie substancje podobne do tych,które wydzielają sie przy przytulaniu dziecka.Wiec przytulamy😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by się zgadzało, bo ja go właściwie tak traktuje- jak moje trzecie dziecko :)

      Usuń
  19. No i super mieć takiego obrońce ! Wiernego Przyjaciela . Takiego który kocha zawsze i pomimo a nie za . Misiek lepszy niż kraty w oknach . A zważywszy na fakt ze dziewczynki obie śliczne to obrońca się przyda . No moze faktycznie niekoniecznie obrona potrzebna przed doktorskiem , ale z drugiej strony gdyby chciał za dużo policzyć za wizytę - zawsze można go Miśkiem poszczuć .
    Tort wyglada na obłędny . Domowy i smaczny . Także tyć , tyć i jeszcze raz tyć !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ta, super. Naprawdę cieszę się, że dziewczyny mają tego psiaka. Do szczucia to on się na pewno nie nadaje :) Ale może to i dobrze :)
      Tort był rewelacyjny. Niestety :)

      Usuń
  20. Martuś ja ciągle w biegu z jęzorem wywalonym do pasa, ale daję znać, że podczytuję, jestem, ściskam i zdrówka Lilce życzę! :*
    Buziaki!!!!!!!!!!!!:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniś :* Kochana Ty moja. Cieszę się, że jesteś.
      Buziaki

      Usuń
  21. Kochany ten Wasz Misiek!!! To strasznie wzruszajace, ze z calego "stada" on wie, ze to Lili trzeba pilnowac! :)

    Nasza Majucha jakos instynktu obronnego jest zupelnie pozbawiona. Dzieciaki to dla niej dwojka kumpli do zabawy. Wczoraj Bi rozlozyla sie na gazecie z farbami, a ta kladla sie koniecznie tak, zeby lapy miec wlasnie na gazecie. Doprowadzalo to Bi do bialej goraczki, ale kazda proba odsuniecia sie, konczyla sie na lapaniu przez Maje gazety zebiszczami i w konsekwencji darciu jej na strzepy. Bi ryczala, wsciekala sie, probowala odsunac upartego siersciucha, a ja patrzylam ubawiona niemal do lez. Komedia! :D

    U nas narazie sniegu brak, ale cosik zapowiadaja na weekend, wiec trzymam kciuki zeby prognozy sie sprawdzily. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie- wzrusza mnie ta jego postawa, tym bardziej, że wszedł w naszą rodzinę jako dorosły pies, nie "wychowywał" Lilki od małego, a tu proszę- wie i koniec :)
      Co do Mayi (dobrze napisałam??) to myślę, że nie bez znaczenia jest tu fakt, że i ona jest młoda i Potworki są małe- to trójki kumpli i już :)
      Misiek zdecydowanie nie jest "zabawowy", ale tu wychodzi pewnie jego przeszłość.
      U nas nadal trzyma się śnieżna pokrywa, także korzystamy na tyle, na ile możemy :) Nawet mam małe zakwasy!

      Usuń
  22. Sliczne zdjecia- sliczne modele :) Miloscia sie wam Misiek odplaca- taka prawdziwa!! Zdrowka zycze!!

    OdpowiedzUsuń
  23. Zdrowka dla Lilki. My walczymy z wirusem juz prawie 2 tygodnie. Pieski sa bardzo madre. bardzo bym chciala zebysmy mieli takiego przyjaciela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniu trzymam kciuki, żebyście szybko mogli się cieszyć się psiakiem. Dwa tygodnie? Współczuję :*

      Usuń
  24. Ale super czworonożny przyjaciel :) A śnieg i mnie zaszczycił ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. No, powiem Ci, że żeś naprawdę się ociągnęła coś ostatnio z tym pisaniem, ku mojej rozpaczy normalnie :)Bo ja bardzo lubię Cię czytać !!

    Misiek - niezły numer :) mnie tak kiedyś pilnował i bronił pies wujka, którego domem podczas wakacji opiekowaliśmy się, nawet złapał zębami rękę mojego ex, jak wyciągnął ją do mnie szybko, bo coś chciał podac... hahaha, miałam ubaw i czułam się wyjątkowo ;)
    A Lilcia jest taka słodka, te miny i ta słodycz, jak u Tolci mojej :)
    Buziole!! :*

    OdpowiedzUsuń
  26. Miałam to samo w sobote na urodzinach brata i bratanicy mojego męża-wielka wyżerka ;)

    Psiak Wasz jest super.

    A dla Lilki zdrowia życzę, żeby szybko przeszlo choróbsko!!
    ps. My już kilka razy w tyk roku sanki zaliczyliśmy :) Szok!

    OdpowiedzUsuń
  27. Dobrze, że jej pilnuje! Pamiętam jak mój pies pilnował mnie. Jak poznałam M i szliśmy na spacer i M chwycił mnie za rękę on na niego warczał i szedł z tyłu. Potem bez mojej wiedzy moja mama go oddała jakiemuś gościowi. Ja miałam go od małego. Podniosłam go z krzaków, bo jego właściciel go rozjechał przez przypadek traktorem i zostawił go. Ja się nim zajęłam. Pamiętam, że spał w moim pokoju w kartonie i piszczał całą noc. Potem wyzdrowiał i nie opuszczał mnie na krok. Pies umie być wdzięczny!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!