Mama2c

Mama2c

piątek, 19 lutego 2016

Czego oczekuję od przedszkola...

Tak, wiem-  na wysyp "przedszkolnych" postów najlepszymi miesiącami są sierpień i wrzesień- wtedy jest na nie największe zapotrzebowanie. Trudno, przeżyję te milion wejść mniej na bloga. Jako że przy Lilce nie debiutowałam jako mama przedszkolaka, także nie miałam aż takiej potrzeby rozwodzenia się nad wyprawką i w czym mojej córce będzie najwygodniej szorować kolanami po dywaniku w auta :D

I pewnie ten post by nie powstał, bo jestem naprawdę zadowolona z naszego przedszkola- takie mocne 4+, bez dwóch zdań, gdyby się dzisiaj matce ciśnienie nie podniosło. Były jednak dwie sytuacje, kiedy moje matczyne, mocno wyidealizowane wyobrażenie o tym, jak mogłyby funkcjonować przedszkola, trochę rozminęło się z brutalną, polską rzeczywistością.

Tytułem wstępu, do wyłuszczenia o co mi chodzi, niech będzie "wyjawienie" tego, na co zawsze zwracałam uwagę. Wymienię tylko dwie rzeczy, które będą miały znaczenie, dla tego, co napiszę później, a mianowicie: odpowiednia temperatura i spacery, dużo spacerów... 

Nie ma sensu rozwodzić się nad tym, dlaczego nie powinniśmy przegrzewać dzieci. Wiemy jednak wszystkie, że nie jest to dla nich ani zdrowe, ani nie pomaga też budować odporności. Nasze dziewczyny od noworodka "chowane" były w chłodzie. Kiedyś spotkałam się z takim zabawnym określeniem zimnego pomieszczenia- ktoś powiedział wtedy: "Zimno tu jak w psiarni". No- to u nas tak właśnie było. Mimo, że psa nie mieliśmy :) Utrzymanie optymalnej temperatury ułatwia fakt, że mieszkamy na parterze- od piwnicy zawsze chłodniej. Wszyscy się do tego przyzwyczailiśmy i jeśli mam być szczera- źle reagujemy na pomieszczenia, gdzie jest ciepło, że nie wspomnę o tych, w których jest gorąco/duszno. Jestem realistką- nie spodziewałam się, że w przedszkolu Lilki, Panie zadbają o te wymarzone dla mnie 18stopni :) No dobra- niech będzie 21. Nie spodziewałam się jednak też takiej sytuacji...

Grudzień. Podobno zima... Podobno, bo te 10stopni na plusie, może zmylić. Odprowadzam Lilę do przedszkola. Nie ma jeszcze 9 a na sali... sauna. Spoglądam na kaloryfer, który szczęśliwie jest przy drzwiach. Odkręcony na maksa, jakże by inaczej. *&*^%^%&%&$ niech mnie ktoś trzyma!!! Tyle się o tym trąbi. Ale nie! Zima przecież jest.
Fajne mamy te panie, bardzo Je lubię, także policzyłam do dziesięciu i już w miarę, no w miarę spokojnie zwróciłam uwagę, że baaaardzo tu gorąco. Po tym co zrobiła pani przedszkolanka, powinnam poczuć się usatysfakcjonowana, bo owszem, skręciła kaloryfer. Na bezpieczną "dwójkę"... Jakby naprawdę, przy tych plus dziesięciu, musiał być jednak "na chodzie"...

Kwestię tego, że w sali jest non stop duszno, zamierzam poruszyć przy najbliższej okazji, bo tu moja cierpliwość już się wyczerpała. Kurczę, są tam ze dwa pomieszczenia, do których można by zrobić spęd dzieciaków- nawet niech się te 5minut ścisną jedno przy drugim, ale już by było czym w tej sali oddychać.

Kiedy dziś odbierałam Lilę, na sali była niewyróbka. No tak potwornie duszno tam jeszcze nie było. I ja rozumiem, że kiedy dzieci są spocone (dlaczego są spocone, to już osobna kwestia), panie nie chcą otwierać okien. Tylko, że... Czy same nie czują, że tam nie ma czym oddychać? Naprawdę nie mam zamiaru wdawać się w medyczne wywody na temat rozwoju zarazków w cieple, bo wystarczy napomknąć o samym, jakże wydawałoby się podstawowym komforcie oddychania świeżym, rześkim powietrzem. Lila dała mi w szatni rączkę i wiecie co? Ta ręka była gorąca. Nie od temperatury, ona była tak nagrzana... Masakra, po prostu.

Skoro jesteśmy już przy dzisiaj i przy odbieraniu z przedszkola... Pewnie też tak macie, że po ułożeniu ubrań, ustawieniu butów, jesteście w stanie ocenić, czy Wasze dzieci były na dworze, czy nie... Ja tak właśnie mam. I drugi dzień z rzędu, z bólem serca stwierdziłam w szatni: "Chuj, nie byli". Wczoraj, jak podejrzewam, powodem był topniejący śnieg... Ekhm, no dobrze- bez komentarza. Ale dzisiaj? Dzisiaj pogoda była idealna! Sucho, z przejaśnieniami, parę stopni na plusie... I szczerze mówiąc, zagotowałam się okropnie. Właściwie pierwszy raz tak bardzo, od kiedy Lila poszła do przedszkola. Co może być ważniejszego, niż pójście na spacer z grupą 3-4latków? Nie omieszkałam zapytać... Odpowiedź trochę mnie zdruzgotała, bo wychodzi na to, że jednak zła matka ze mnie. Dzieci podobno miały tyle zajęć, że się nie wyrobili. I jasne, że mogę się zżymać- tu na blogu, a w jakimś sensie, muszę się dostosować, ale kurczę! Ciężko mi to przełknąć, bo sama o tej porze roku, zawsze wykorzystywałam każdą nadarzającą się okazję, żeby wyjść z dziewczynami na dwór. Czasami, kiedy przestawało lać, potrafiłyśmy rzucić wszystko, żeby wyjść się przewietrzyć... Jestem realistką- wiem, że panie nie rzucą wszystkiego, przy grupie dwudziestu dzieciaków. Tyle, że... w moim idealnym świecie, przy korzystnych warunkach, spacer powinien być w przedszkolnym harmonogramie dnia, obowiązkiem- jak śniadanie o 9, obiad o 12 i rytmik raz w tygodniu...

Daleko, oj jakże czasami daleko mi do idealnej mamy. Jednak czego, jak czego- ale braku spacerów i spędzania czasu na świeżym powietrzu, moje dziewczyny nie będą mogły mi zarzucić. Dobre i to :) Tu przypomina mi się roczek Elizy. Goście zaproszeni, praca w kuchni wre, całe mieszkanie w balonach, a Jubilatka postanowiła zrobić nam psikusa ze spaniem... Co robić? Jak to co- na spacer Ją! Tylko, że... podłogi miałam umyć. A ch... z podłogami. I tak oto, na "chwilę" przed wielką imprezą (naprawdę była wielka), przy stanie podłóg takim, że kiedy zobaczyła je moja teściowa, musiała wziąć w łazience relanium, moja córcia spędziła urocze dwie godziny w lesie. A roczek? I tak był super. Bez lśniących podłóg. 













Także, Drogie Panie Przedszkolanki!
Wietrzcie, rozbierajcie, te cieplej ubrane dzieci, nie sugerujcie się porą roku, a tym, jaka jest faktycznie temperatura, zastanówcie się, czy naprawdę ten kaloryfer trzeba odkręcić (dzieci lepiej śpią w chłodnym pomieszczeniu) i najważniejsze- wychodźcie na spacery!!! Być może moje dziecko, dzięki tej pomalowanej dzisiaj rakiecie, jest o krok bliżej tytułu inżyniera, być może Mensa się o nie upomni, być może wspomnę ten post, kiedy zaprosi mnie na wernisaż swoich prac w jakiejś mega ekskluzywnej galerii, być może... Jednak dziś, jestem mamą trzylatki. I żądam spacerów :) Do bólu. Żądam czerwonych polików od biegania po placu zabaw i brudnych, co popołudnie, spodni do prania, które będą dowodem na Jej aktywność. Żądam wilczego apetytu po zabawie na dworze, a nie jak dziś- apatycznego dziecka, które na moją propozycję pójścia na plac zabaw, odpowiedziało znużonym: "Nie chce mi się"... Moja Lila! Ten wulkan energii...

Na szczęście udało mi się Ją przekonać i poszłyśmy. I wiecie co? Życie w moim dziecku wróciło. Po pół godziny, musiałam Ją niemal siłą zaciągać do domu, gdzie zaraz miała przyjść Eliza po szkole.

Tylko, że ja miałam szansę to zrobić. Miałam szansę dać Jej dzisiaj te pół godziny zabawy na świeżym powietrzu. A co będzie wtedy, kiedy będę już tą mamą pracującą? Jak większość mam z naszego przedszkola... Co, jeśli będę odbierała Ją dobrze po 16? Albo bliżej 17? Mam kupić latarki, i chodzić wokół bloku?

Ps. Ja już po dentyście. Takie wydarzenie, zasługuje jednak na osobny wpis, prawda?

43 komentarze:

  1. To witam w klubie Marta! U nas dokładnie to samo, jakby nasze dzieci do tego samego przedszkola chodziły! Też jestem zadowolona z naszych pań przedszkolanek i pani dyrektor, wszyscy są bardzo Mili i uprzejmie. Atmosfera jest super, Junior chodzi chętnie i było by git, gdyby nie to o czym piszesz. Straszne gorąco na salach i w całym przedszkolu- wchodzę codziennie mocno zgrzana, wrécz spocona stamtąd i to rano, jak i po południu.. Masakra. Oraz rzadkie spacery :( Mają własny, piękny plac zabaw przy naszym przedszkolu, ogrodzony, wielki. A korzystają z niego t yi tylko we wrześniu i potem dopiero wiosną od kwietnia.. W pozostałe miesiące są tylko sporadyczne tematyczne wycieczki i spacery. Czyli rzadko. Też mnie to dziwi i wkurza, ale co można zrobic? Tyle dobrze, że mamy spory kawałek do domu i rano oraz po południu o 15,0 chodzimy pieszo. Więc dziennie mamy godzinkę obowiązkowego spaceru na świeżym powietrzu. A dfo tego jeśli pogoda pozwala pół godz. na placu zabaw po drodze ;) Także rozumiem cię doskonale i popieram.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas generalnie nie ma takiego problemu, że spacery tylko we wrześniu, a potem wiosną. Tu bym skłamała. Dzieci wychodziły również wtedy, kiedy był mróz i śnieg. Jednak w związku z tym, że a)jestem na tym punkcie wyczulona, b)nie pracuję, przeważnie jestem na osiedlu, także wystarczy, że wyjrzę przez okno i wiem, czy pogoda sprzyjała wyjściu na dwór, czy nie, to wiem, że niestety nie zawsze, kiedy można było, dzieci były na dworze. I to mnie boli. Bo jakkolwiek śmiesznie by to brzmiało, ale naprawdę rozumiem, że teraz są takie czasy, że i przedszkole ma swój PROGRAM, że panie muszą się z niego rozliczyć, że potem jest diagnoza dzieci, która obejmuje nie tylko zachowania społeczne, ale i umiejętność wycinania nożyczkami i profesjonalnego pokolorowania rakiety, ale na Boga! Jest właśnie tyle brzydkich, deszczowych dni o tej porze roku, że można to nadrabiać chyba wtedy właśnie, czy się mylę?? Co więcej- byliśmy w listopadzie w muzeum- pogoda PASKUDNA. Zimno, padał cały czas deszcz ze śniegiem, ale... był termin, były wpłacone pieniądze- także wyjścia nie było, prawie godzina w jedną stronę i nikomu nie przeszkadzało zimno, deszcz i śnieg... Także, jednak można, jeśli trzeba? Jaki z tego morał? Niech spacery też TRZEBA uskuteczniać.

      Usuń
  2. My jeszcze nie mamy doświadczeń przedszkolnych, ale przegrzewania dziecka też nie znoszę i miałam o to niejedną spinę z moimi rodzicami. U nas w domu 20-21 stopni to już jest naprawdę absolutne maksimum. W takiej temperaturze wszyscy najlepiej się czujemy i najmniej chorujemy, a dziadkowie za każdym razem zostając z Młodym musieli przynajmniej o 2-3 stopnie podkręcić - i po powrocie dosłownie szlag mnie trafiał, kiedy patrzyłam na upoconego Bąbla z czerwonymi wykwitami na polikach.

    Odnośnie spacerów zgadzam się z Tobą w zupełności - teraz ze względu na chorobę (najpierw jego, potem moją) jesteśmy już od miesiąca uziemieni w czterech ścianach i widzę drastyczne pogorszenie zachowania u Juniora. Korba straszna, brak apetytu, ciągłe jęczenie i chodzenie po ścianach, nieprzespane noce...Kiedy spędza więcej czasu na świeżym powietrzu, jest zupełnie innym dzieckiem i o wiele łatwiej dojść z nim do ładu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama na szczęście w kwestii temperatury została wychowana przy Elizie, i u nas już nie ma tego problemu :) Jak jest Babci chłodniej, to się ubiera, a dziewczyny latają, jak ja przykażę :)

      Niestety, widzę, że wiesz o czym mówię. Kiedy odbieram Lilę, Ona jest po prostu "zmulona" tą temperaturą...

      Usuń
  3. U nas też jest ciepło w przedszkolu maja ta przykazna temperaturę z góry, ale nie duszno.,wietrzą regularnie. Widzę że przeważnie okna uchylone a jak idą na spacer czy obiad na oścież nawet. Na spacery chodzą, nawet kiedyś byłam zdziwiona że kiedy padało ostatnio udało im się wyjść nawet jak mżawka leciała. Teraz ostatnio pani z innej grupy zwróciła uwagę mojej mamie która Przemka przyprowadziła że może mu być zimno w krótkim rękawku. Ale ja wychodzę z założenia że jak mu będzie zimno jest na tyle duży że się ubierze sam. A już widzę jak oni gonią po tym przedszkolu i w tym cieple bo przecież ponad 20 stopni jest. Sama nie lubię długich koszulek gdy nie ma potrzeby. Tak że nasze przedszkole tu na plus. Czekam na relację dentystyczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, u nas kiedy dzieci wychodzą, też sala jest wietrzona. Tylko, że... No fajnie, bo miło wrócić do pomieszczenia, w którym jest świeże powietrze, co więcej- nie ma tego szoku wynikającego z różnicy temperatur. Jednak... kiedy kiszą się cały dzień w niewietrzonej sali- naprawdę wolałabym, żeby panie przewietrzyły co 1,5godziny powiedzmy... No ale, to rewolucja musiałaby chyba być, jak widzę :)
      Buźka, post niebawem.

      Usuń
  4. Oj, Martuś! Trafiłaś w sedno buzującego we mnie problemu. Wściekłość we mnie nie ustępuje!!! W miniony poniedziałek odbyło się w naszym przedszkolu zebranie, podobno na prośbę rodziców, padły hasła "epidemia" i "krytyczna sytuacja", okazało się że chodzi o katary i kaszle ;) Pomijając godzinę bardzo nieprzyjemnej atmosfery... poruszyłam (po raz kolejny) kwestię temperatury w przedszkolu.
    U nas wygląda to tak; Wchodzę po Małą Mi i zanim dziecko dotrze do szatni mam całą mokrą koszulkę, a nie cierpię na nadmierną potliwość. Kaloryfery na szóstkę, jak skręcę (ja nie proszę) to i tak odkręcą. Dzieci do szatni przychodzą całe spocone, rodzice narzekają ale nic nie powiedzą głośno. Ubieram Mi w krótki rękawek, rajstopy i spódniczkę (da się cieniej?), odbieram z mokrymi włosami i stopami (tak totalnie, jakby weszła w kałużę w przemakających butach). Kiedy zwracam Pani uwagę, mówi mi, że to na piętrze się tak dzieci zgrzały (kilka godzin wcześniej) bo tam jest JESZCZE CIEPLEJ! Dodam że na piętrze mają małpi gaj z basenem z kulek, gdzie w takiej temperaturze jeszcze szaleją.
    Wracając do przeziębień i pomijając to, że rodzice nie budują odporności dzieciakom i te zarażają się jeden od drugiego, to jak mają być zdrowe, kiedy przebywają w takich temperaturach?! Dodam, że z tych kulek spocone muszą przejść zimną klatką schodową... Może wspomnę też że Mi ma zawsze ciuszki na przebranie, więc zupełnie nie rozumiem czemu panie czekają aż wyhoduje grzybicę na mokrych, gorących nóżkach :/ Wrrrr
    ...odpowiedź którą uzyskałam na zebraniu od dyrektora, to że takie są wymogi sanepidu...
    Co do spacerów to u nas w przedszkolu są może raz w miesiącu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do Pań, to nie, one nie czują że jest gorąco, bo a) są przyzwyczajone do tych temperatur b) one siedzą podczas kiedy dzieciaki są cały czas w ruchu.
      Też stosuję jak to określa moja rodzinka "zimny chów" w sensie dosłownym. U nas jest co prawda 20st ale bezskarpetkowo itd. Za strój w którym Mi była na Dniu Babci i Dziadka (wrzuciłam nagrania na blog) też mi się oberwało, bo jako jedyna nie miała długich rękawów... eh

      Usuń
    2. Mnie przeraża brak reakcji rodziców, naprawdę. Wiem z doświadczenia, że jedna mama cudów nie zdziała. Tu jednak powinny panie wkroczyć do akcji. Wiesz, kiedy wybuchła ta afera ze szkolnymi stołówkami, że bez soli i cukru itd, to czytałam w którejś szczecińskiej gazecie, że zostało zorganizowane spotkanie dla osób zatrudnionych w przedszkolach, na temat zdrowiej diety na tym etapie życia. Było między innymi o tym, czym zastąpić ową sól i cukier. I bardzo fajnie, ale... Czy nie można by było równolegle, przeprowadzić przymusowych spotkań odnośnie temperatury w przedszkolach, spacerów, konieczności ubierania dziecka stosownie do warunków atmosferycznych, tak, żeby przez 1-2dzieci, nie musiała cierpieć cała grupa? Bo kurwa mać, w któym momencie ma się kończyć moja cierpliwość i empatia? Mam współczuć dziecku, że ma- no przepraszam, głupich rodziców (tematu biedy nie poruszam, bo tu zaraz lawina się stoczy), a kto będzie współczuł mojemu dziecku, że się kisi, że jest upocone, że widzę, że to nie jest ta Lilka, co w domu? W piątek była autentycznie Nią przerażona. I to nie był pierwszy raz...

      Co do dnia babci i dziadka... No tak- proponuję kożuchy, na pewno nie będzie epidemii zapaleń płuc i oskrzeli...
      Łączę się w bólu :)

      Usuń
  5. Moje dziecko już dawno nieprzedszkolne, ale pamiętam, że problemem z małą ilością spacerów nie była niechęć pań, co niechęć rodziców ku tym spacerom właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, słyszałam, że bywa i tak. Zresztą, monia poniżej, wyczerpująca wyjaśnia o co chodzi...
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Również jestem mamą i na dodatek nauczycielką przedszkola. Czytam to co napisałaś i nie do końca się zgadzam ..... Owszem wychodzę zarówno ze swoimi dziećmi jak i z przedszkolnymi.Mam w domu chłód do 21 w dzień , w nocy 18-19. W swojej grupie wietrzę - oczywiście nie dzieciom na plecy i głowę, bo sama jestem mama i nie chcę chorego dziecka. Aczkolwiek niektóre dzieci są niesamowicie wyczulone przez mamusie a zwlaszcza troskliwe babcie, że jak coś zawieje to zamykaj okno bo naskarżą mamusi i dopiero mi sie dostaje. Slyszę też często slowa że "on, ona" są po chorobie wiec niech nigdzie dzis nie idą....dobre, ciekawe z kim ich zostawić w przedszkolu, albo biegają za dużo po placu zabaw sa przegrzane i potem je wiatr zawiewa np latem i będą chore. Ubieram zatem wg życzenia wszystkie ciuchy i patrze na te upocone dzieci, nie pozwalam im się ruszać , no bo się zgrzeją...... i będą przeze mnie chore. Druga sprawa to niełatwo ubrać 20 maluchów (głównie zimą), które same tego zrobić nie potrafią, ba często nie wiedzą w co sa ubrane.......Rodzice potrafią dzieciom zabrać buty do domu, tak tak prawda, bądź są bez czapki bo miały kaptur, bo autem przyjechały. Mimo, iż uprzedzamy rodziców o ubieraniu adekwatnie do pogody, to przed wyjściem prosimy jeszcze raz niestety o odpowiedni strój.Tak więc My rodzice, ja rownież jako matka pozwalajmy naszym dzieciom ubierać się i rozbierać .Nie sadzajmy je jak manekiny na kolanach , w szatni i nie oporządzajmy tych 6-7 latków. Tak jest drogie mamy to jest rzeczywistośc. Uczcie samodzielności swoje pociechy. Spacerem również można dojść do domu z przedszkola , też po 16 czy 17 ej, nie koniecznie wsadzać w auto bo dłużej pośpi lub szybciej będzie w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniu, a ja jednak myślę, że mimo wszystko jesteśmy jednomyślne, ale Ty ukazujesz problem od drugiej strony- kiedy to rodzice są problemem. Wiem jednak, że w każdym przedszkolu są zebrania i po coś one w końcu są, prawda? Nie chcę odwoływać się do autorytetu pani przedszkolanki, czy pani dyrektor, bo sami wiemy, jak to teraz tymi autorytetami jest, ale- może sprawę trzeba stawiać bardzo konkretnie, zaraz na pierwszym zebraniu? I jeśli wiecie, w czym może być problem (puścić dziecko w kapturze, brawo rodzice! szkoda, że butów mu nie zabrali, bo przecież ma w przedszkolu kapcie) to uczulać, uczulać i jeszcze raz uczulać? Kiedy Eliza zaczynała przedszkole trafiliśmy na super wychowawczynie- postawiła sprawę jasno- Ona jest zwolenniczką norweskiego modelu przedszkoli i dzieci będą wychodziły z Nią w każdą pogodę. I nie było dyskusji.

      Rozumiem, że ubrać grupę dzieci (nawet jeśli niektróym trzeba tylko pomóc, dopilnować), sztuk 20, to nie lada wyzwanie, ale na przykładzie przedszkola moich córek, wiem, że to nie jest niemożliwe. I bądźmy szczere- ta odrobina trudu to niewspółmiernie mało, do korzyści jakie z tego płyną. Komentować zachowanie rodziców, które opisujesz, nie chciałabym jednak robić- jest sobota, piekę właśnie sernik, po co sobie psuć humor? Napiszę tylko, że wiem- jestem idealistką, ale do cholery- jeśli puszczam dziecko po chorobie do przedszkola, to znaczy, że ono jest na tyle zdrowe, że może wrócić i do grupy i wychodzić na dwór.

      Spacerkiem do przedszkola, zamiast autem. Jasne, świetny pomysł. Ineska o tym pisała. Ja mam 5minut drogi. Dłużej by mi zajęło zapakowanie dziecka do auta w tych wszystkie kurtkach, czapkach, niż samo dojście na nogach. I po przedszkolu zazwyczaj wydłużamy ten spacer, idziemy na plac zabaw. Tym bardziej teraz, kiedy jest już dłużej jasno. Pisałam jednak celowo o mamach, które nie mają tego komfortu, że mogą odebrać dziecko o 14.30 i to w grudniu, kiedy o 16 będzie już ciemno. Sądzę, że większość z nich, liczy jednak na to, że dziecko choć godzinę w ciągu dnia, spędzi na dworze.

      Usuń
    2. Tak juz chyba zawsze bedzie , że w kazdej grupie znajdą sie zwolennicy jak i przeciwnicy wychodzenia na dwór. Czesto u rodzicow wynika to z obaw, że pani może nie do końca ubierze dziecko tak jak zrobiliby to oni. Tez jestem zwolennikiem by moje dziecko wychodziło na dwor w przedszkolu, niech powdycha swieżego powietrza a nie wirusy.... Staram się wychodzić z moimi przedszkolnymi dzieciakami, a lato i wiosna to codzienny mus , nawet x2. Uważam że nic zlego nie stanie się jesli dziecko zmarznie, gorzej zaś jesli się przegrzeje..... Zawsze na zebraniach, nie tylko poczatkowych uprzedzamy rodziców o wyjsciach, ale niektórzy no cóż.... Poza tym jestem mama więc staram się ubrać każde dziecko tak, jak bym ubierała swoje własne. Czasem sama dołoże jakieś "przedszkolne" spodenki bo tak uwazam, nie daje się nabrać "mama mnie tak ubrała" szukam w plecaku, worku.... A to co piszesz , że po chorobie puszczamy zdrowe dziecko to chyba robia tak matki troskliwe a raczej normalne. Niektóre dzieci "po chorobie" przychodzą po prostu chore ale to rozprawa na dłuższą chwilę. Gdzieś w społeczenstwie tkwi przeświadczenie że te panie to po zlości tak robią i wietrzą te dzieci, żeby ich mniej w grupie mialy..... Cóż ja wole pełną grupe ale zdrową bo niestety odbija się to potem na mnie i mojej rodzinie.

      Usuń
    3. Masz rację, trudno pogodzić wszystkich. I zgadzam się po raz kolejny, że chyba gdzieś tam w nas jest mniej lub więcej tego lęku, że tylko my jesteśmy w stanie dobrze ubrać dziecko na spacer :) Aż mi się śmiać teraz chce. Chociaż ja z tym zaufaniem do pań, problemu nie mam. Jeśli rano jest chłodno, ale wiem, że później się ociepli, to i Lilce mówię, że ma nie zakładać później bluzy, i paniom oczywiści też. Mam to szczęście, że panie naprawdę dbają o te nasze maluchy i poza tymi dwoma rzeczami, naprawdę widzę same plusy.
      Wiem, że niestety do niektórych rodziców, jak grochem o ścianę.
      Co do dzieci po chorobie, to myślę sobie, że... tak robią też mamy, które mogą sobie na to pozwolić- w sensie mogą albo same, albo z kimś zaufanym (babcia/ciocia/niania) zostawić dziecko w domu, do czasu, kiedy będzie naprawdę zdrowe. Tu już była kiedyś dyskusja na temat w jakim stanie dzieci wracają po chorobie do przedszkola (post o kaszlu) i wypowiadały się mamy w różnych sytuacjach. Ja zawsze staram się jak mogę podkreślać fakt, jaka jestem wdzięczna, że mogłam mieć ten komfort psychiczny, że te 2-3dodatkowe dni w domu mnie nie zbawiły. Czytałam natomiast ostatnio na fb, relacje mam, kiedy ich dzieci przechodziły ospę, i jak się okazuje- niektórym pracodawcom skończyła się wyrozumiałość przy takim przestoju od pracy. A przecież wiadomo- ospa, to ni katar... Tu trzeba swoje odsiedzieć w domu. Kurczę, to nie jest wszystko takie proste.

      Co się zaś tyczy tego przeświadczenia- nie, ja go zdecydowanie nie mam, ale... Ale tak, ono jest i żyje sobie w najlepsze własnym życiem. Ostatnio usłyszałam je z ust lekarki... Próbowałam Ją jednak "wyprostować", że no nie, chyba nie jest tak źle, ale pani doktor wiedziała swoje...
      Pozdrawiam i zdrówka.

      Usuń
  7. U Nas w domu mamy max 19'C,w przedszkolu temperatura jest podobna. W Irlandii nie ma wiec problemu z przegrzewaniem dzieci. I dzieki Bogu,bo w Polsce wszyscy znajomi ' przemarznieci ' I kaloryfery daja na maxa - oddychac sie nie da!!!! A przeciez swieze powietrze to dotleniony mozg!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Nie wiem, czy u nas panie w sanepidzie o tym nie słyszały? Nie rozumiem, dlaczego same przedszkolanki i dyrekcja nie nagłaśniają tego problemu, tylko tak potulnie przyjmują, że sanepid, że najlepiej 30stopni w pomieszczeniu, że jedno wyjść nie może, bo po chorobie, drugie butów nie ma...
      Brawo Irlandia, czekam na to samo w Polsce. Może przy wnukach :)

      Usuń
  8. U nas często Panie wietrza.. dzieci nawet przy niekorzystnych warunkach chodzą na spacery.. cenie bardzo Je za to..
    Wspomnienia piękne a te zdj z bałwanem rewelacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, fajnie wiedzieć, że są takie miejsca w Polsce :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Hm... Na spacery w przedszkolu nie narzekam. I w maluchach T i w starszakach A dzieciarnia wychodzi na dwór w niemal każda pogodę. Tylko marznący deszcz ostatnio zatrzymał ich w budynku.
    Z temperaturą w salach, cóż ja chłopakom pozwalam ganiać w krótkim rękawie, bo... no właśnie oni prawie cały czas są w ruchu. Zwłaszcza maluchy, starszaki mają trochę zajęć przy stoliku. W domu, gdy są zdrowi, też najczęściej śmigają na krótki rękaw.
    A co do wyręczania dzieci przy ubieraniu, u maluchów pomoc jest niezbędna teraz - zima, kurtki, rękawice, rzepy przy butach, ale u starszaków panie pomogą nieco przy szaliku i pokremują buzię. Resztę robią dzieci - w końcu to 5,6-latki, sprawne i zdrowe.
    Zresztą pisałam u siebie, że T mino rączek mniej sprawnych głośno wrzeszczy SIAAAAAM. Trochę trwa to jego ubieranie, ale chodzi o to, żeby się usprawnił.
    Sytuacja przegrzewania dzieci - A od 10 stopni wzwyż i przy słońcu chodzi w butach jesiennych. Tak samo T. I czapki mają raczej jesienne. Niestety wzbudzamy raczej zdumienie wśród innych rodziców. W końcu ubieramy się zgodnie z temperaturą a nie z porą roku. W mieszkaniu temperaturę mamy około 24 stopni mniej się nie da, ale wietrzę, wietrzę i wietrzę. A teraz, gdy jesteśmy chorzy, wietrzę jeszcze częściej.
    I masz całkowitą rację - dzieci bez świeżego powietrza funkcjonują bardzo źle. Po długim spacerze od razu humory się poprawiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bardzo mi się to zdanie podoba, w którym stwierdzasz, że ubieramy się do temperatury, a nie do pory roku. I chwała Bogu, bo inaczej musiałabym chodzić w futrze, kiedy było na plusie powyżej 10stopni :) Ja u nas też na brak spacerów nie narzekam, i starałam się to podkreślić. Na tle innych przedszkoli, wypadamy z tymi spacerami całkiem nieźle. Ale kiedy w przez cały tydzień dzieciaki wyszły RAZ, a naprawdę mogły wyjść jeszcze dwa razy, no to ręce mi opadły. Ten piątek, kiedy pogoda była idealna, po prostu mnie dobił. I ja rozumiem, że patrzę tu tylko ze swojego, rodzicielskiego punktu widzenia, który może znacznie odbiegać od tego, co myślą i inni rodzice i przedszkolanki. Marzy mi się jednak, żeby ten spacer zaczął być w polskich przedszkolach traktowany priorytetowo. Nie szlaczki, nie nożyczki... To też jest oczywiście ważne, ale... To są 3-4latki i wierzę, że będą miały jeszcze czas się tego wszystkiego nauczyć.

      Co do samodzielnego ubierania, to jechaliśmy właśnie do muzeum, o którym pisałam, i weszłam do szatni pomóc dzieciom- co ciekawe- dziewczynki były już niemal wszystkie ubrane, a chłopcy? Chłopcy ewidentnie czekali na pomoc, z którą oczywiście im przyszłam. Na co jedna z pań zwróciła mi uwagę, że przecież oni sami potrafią :) Także, dajmy dzieciom więcej samodzielności i nie wyręczajmy ich, bo te cwaniaki, czasem chętnie z tego korzystają :)

      Usuń
    2. Hm... Pamiętam taką wiosnę trzy lata temu, gdy na początku kwietnia leżał śnieg. Według pory roku powinnam wtedy biegać w pantoflach i wiosennym plaszczyku😉

      Usuń
  10. Hehe, to się zgrałyśmy pod względem tematu na posta, tylko widzisz, ja jednak pisałam z drugiej strony barykady. ALE gdyby Laurencja miała 3 lata i nie potykała się na byle kamieniu oraz gdyby miała ciepłe kozaczki to tak jak Ty szlag by mnie trafiał gdyby w ładną pogodę nie wyszli. Rodzice jednak jak widzę mają przeróżne opinie i trochę mimo wszystko współczuję paniom przedszkolankom, bo chyba nigdy nie uda im się ich wszystkich zadowolić. Parówa na salach to już jednak przesada, bo przecież wywietrzyć co jakiś czas to nie powinien być kłopot. Ja też okropnie źle się czuję w takich gorących i dusznych pomieszczeniach. Jak tylko o tym pomyślę, przypominam sobie mieszkanie moich teściów zimą (czyli u nich właśnie 10 stopni) - kaloryferów w tej strefie nie uświadczysz, dogrzewają więc piecykiem a'la kominek i palą drewnem. Tesciowa jednak to okropny zmarzluch i tak daje czadu tym piecykiem, że mnie u nich autentycznie kilka razy aż kręciło się w głowie i musiałam wychodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, ale nasze sytuacje są diametralnie różne i rozumiem zupełnie Twoje odczucia w kwestii Laury. Po pierwsze- Ona ma dopiero 1,5roku (nawet niecałe), pani Ania jest sama, Laura jest tam krótko, a potem możesz spędzić z Nią czas, jak Ci się podoba. Tu jest grupa 3-4latków, które niekiedy są tam po 8 godzin...
      Jasne, że nigdy wszystkich nie zadowolisz. Powiem więcej- rodzice to chyba typ człowieka, którego najtrudniej zadowolić :) Każdy ma swoje, według siebie- najlepsze i najwłaściwsze wizje. Żeby jednak nie wdawać się w słowne przepychanki i udowadnianie czyja racja jest na wierzchu, odwoływałabym się do zaleceń lekarzy i nie wdawała w dyskusję. I szczerze mówią, to po komentarzu Moni, ręce mi opadły, bo jakby usłyszała od 4latka, że mam zamknąć okno, bo powie mamie, to... Rozumiesz? :)

      Usuń
    2. Aha, no i w każdym przedszkolu panie są dwie. Gdzieniegdzie, z tego co wiem, panie z kuchni pomagają wyprawić towarzystwo na dwór.

      Usuń
  11. U nas za to przeginaja w druga strone. Dzieci wiekszosc czasu sa na dworze i w zasadzie mozna powiedziec,ze drzwi na przedszkolne podworko sa caly czas otwarte. I to niezaleznie od pogody czyli czy siapi, czy leje dzieci i tak sa na swiezym (mokrym) powietrzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli tak źle, i tak niedobrze. Kurczę, no jakiś złoty środek by się przydał, nie?
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. Ja jestem maniaczką wietrzenia za to mój mąż dokładnie odwrotnie. Ja nie pitrafię sobie wyobrazić, że wstaję rano i nie wietrzę sypialni, ten odwrotnie. Widocznie te panie przedszkolanki to ten drugi typ :)
    No a zęba jestem ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzi na to Mia, że chyba tak- są dwa typy ludzi plus rodzice :)
      Ech, ząb... :)

      Usuń
  13. Zdarza mi się czasem być na występach gościnnych w przedszkolach i zawsze zapobiegliwie ubieram się na cebulkę. I przeważnie zasuwam w krótkim rękawku. I nie tylko dlatego, że przy 20 czy 30 dzieciaczków trzeba się nabiegać, ale dlatego, że w salach jest gorąco.
    Ja póki co walczę z moją mamą, która co chwilę sprawdza czy Młody nie zmarzł w stópki. Jak zobaczyłaby jak dziś zasuwa po mieszkaniu nagusieńki zeszłaby pewnie na serce. Oczywiście biegał tak kilkanaście minut, nie przesadzamy w drugą stronę :)
    Ale chłopak nie lubi ciepła. Nie śpi dobrze, jak jest przykryty, za ciepło ubrany. Póki co mam nad tym kontrolę. Gorzej, jak zostaną z babcią sami, choć mam nadzieję, że mnie posłucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby posłuchała. Zresztą, jak się przekona, że mama zna synka najlepiej, to pewnie się podporządkuje :)
      Buziaki.

      Usuń
  14. Oj puknij w stół to Gosia sie odezwie.
    Ja mam totalnego wkurwa. Moja Hanka była 2 razy...podkreślam 2 razy na placu zabaw od września!!!
    I to jest przy pełnej wiedzy Pani Dyrektor, z którą rozmawiałam bo wierzyc mi się nie chciało... Tłumaczenia pań, że nowa grupa, że dzieci płaczą, ze uciekają, ze drzemki, że spocone po nich, że rodzice proszę aby po chorobie nie wychodziły.. a Paniom to na rękę. rozmawialiśmy na zebraniach. groch o ścianę.
    trafiło nam się po prostu takie przedszkole z taką polityką nie wychodzenia na dwór. i szkodami mi czasu na rozpisywanie się o zaletach spacerów bo wiadomo, że to najlepsze co może by dla takich dzieci...
    A co do ciepłych i przegrzanych sal.One są ciepłe dla Pań. Bo nasze zamiast bawic sie z dziecmi, ruszac się to siedzą przy biurku i...marzną...także jak tu się dziwic kaloryferom na 5??? ehhh musze konczyc bo temat przedszkola podnosi mi ciśnienie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha, i ja jestem własnie z tych matek co zimą wracają z pracy gdy jest ciemno..latem to ch... zaraz po pracy, obiadek i 3 h na placu zabaw do 20stej...ale zimą, jesienią??? żadnej alternatywy...

      Usuń
    2. Powiem Ci Gosia, że pisząc ten post, miałam w pamięci oczywiście, Twoje posty. Zobaczcie może na wiosnę, czy coś się zmieni, ale skoro rodzice są w większości za spacerami, to może jednak walczcie do skutku o zmiany w tej materii. Ech, no wiadomo- bliżej lata i wczesną jesienią, to pół biedy.

      Usuń
  15. U nas Martus byl tzw. zimny chow i obojetne jaka pogoda - podworko, spacer a nawet tzw. dzien lesny ZAWSZE!!! Ile razy sie zdenerwowalam przy odbiorze Mlodego- nie pytaj- kurtka otwarta, czapka na pol glowy, rece sine z zimna... no kazdy musi sie sam nauczyc, ze gdy jest zimno trzeba sie ubrac- wywod pani nauczycielki!! :$%&&(!!! mowie ci, brak slow i te kapiace gile po pas!!!
    Jak to dobrze, ze dzieciaki juz wyrosly- choc jeden problem mniej :)
    Pozdrawiam Was serdecznie- fajnie tak poogladac zdjecia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, no właśnie, przesada w każdą stronę nie jest dobra.
      Buziaki Ewuś :*

      Usuń
  16. Masakra z tymi przedszkolami!!! Że też się te Panie nie duszą w takich warunkach?!?! Ja mam schizę na punkcie wietrzenia. A już z dzieckiem w jednym pomieszczeniu przez tyle godzin, bez spaceru... nie wytrzymałabym, nie wyobrażam sobie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spacery zdecydowanie robią dobrze wszystkim!

      Usuń
  17. A wiesz, że jak ja byłam z Jaśkiem w przedszkolu tylko zorientować się jak to wszystko wygląda, to też zwróciłam uwagę na gorąco jakie buchnęło z grupy 3 latków. Weszliśmy na 5 minutek do sali i już mi było słabo. A dzieciaki biegały na samych rajstopkach i podkoszulkach. Pani w swetrze oczywiście. Nie wiem,aż się boję tego jak Jaś pójdzie, żeby nie był co chwilka chory.
    Jak ja miałam praktyki w tym samym przedszkolu kilka lat wcześniej - nie było tam tak gorąco. Teraz przenieśli się do nowego budynku, ale to chyba samo się nie nagrzewa od tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy budynek, może bardziej szczelne okna? Stąd cieplej? U nas po prost jest niewietrzona sala, kiedy dzieci nie wychodzą na dwór i niestety rozkręcone (najczęściej bez potrzeby) kaloryfery :(

      Usuń
  18. Przedszkole jeszcze przed nami, ale mam wrażenie, że też będziemy mieć ciężkie "przeprawy". Zwłaszcza, że u nas w domu chłodno, spacery bez względu na pogodę. Ale rodzice są różni i tego nie przeskoczymy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przedszkole jeszcze przed nami, ale mam wrażenie, że też będziemy mieć ciężkie "przeprawy". Zwłaszcza, że u nas w domu chłodno, spacery bez względu na pogodę. Ale rodzice są różni i tego nie przeskoczymy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto się też wcześniej zorientować, jak wygląda sprawa z tematami, które nas interesują. Zawsze można próbować wybrać przedszkole optymalne... A na rodziców- racja, trzeba wziąć poprawkę.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!