Mama2c

Mama2c

wtorek, 2 lutego 2016

F jak ferie...

Jak w tytule- od poniedziałku mamy ferie. Plany miałam taaaakie ambitne, że do dziś chce mi się śmiać ze swojej naiwności. Lokalnych atrakcji dla Elizy wymyśliłam całą masę. I cieszyłam się niemal jak Ona, z tym, że ja bardziej, bo wciąż żyję w poczuciu, że Ona tego naszego czasu, kiedy akurat nie odrabiamy lekcji, nie "ścigamy" Jej do nauki, nie wieziemy na karate, ma jednak za mało. I te ferie, to miał być taki nasz czas. Mój i Jej.
I która z Was zgadnie, co się posrało stało?!
Panów celowo nie pytam, bo Wy jesteście tak domyślni, że płakać mi się momentami chce nad tą całą, nieudolną ewolucją...

No to od początku...
Jak już pisałam- dwa tygodnie temu Lila spędziła tydzień w domu z powodu okropnego kaszlu. Od poprzedniego poniedziałku wróciła do przedszkola, łapiąc się tym samym zarówno na dzień babci i dziadka, jak i bal karnawałowy. Cały ten tydzień delikatnie pokasływała, ale ewidentnie w ramach kończącej się infekcji i naprawdę rzadko to robiła. Co ciekawe- od poniedziałku zaczęła mieć jakieś dziwne problemy z brzuchem- pojawiająca się i znikająca biegunka. Nie wyglądało to na jelitówkę, zresztą cała nasza pozostała trójka czuła się świetnie i nie miała żadnych problemów z dwójką :p także uznałam to za nic poważnego. Lila energii miała tyle co zwykle, czyli za troje, podobnie z apetytem.

Zaczęło się od piątkowego wieczoru... Późnego, bo po 23 coś mnie tknęło, żeby do Niej zajrzeć. I nic tego tknięcia nie poprzedziło- ani nic nie słyszałam, ani nie czułam... Za to kiedy tylko uchyliłam drzwi, poczułam... oj poczułam :) Tak, uwaga- to będzie ten moment, kiedy mama pisze na blogu o kupie swojego dziecka. Zważywszy na fakt, że nikt z nas się nie wypróżnia, węszcie sensację :)

W każdym razie... Uchyliłam te nieszczęsne drzwi i prawie padłam. A Lila spała dalej w najlepsze. Całe szczęście, że na brzuchu... Choć myciu, nie było końca. Z nieprzytomną Lilą, było to ciekawe doświadczenie. Głównie od strony zmysłu powonienia...
Dodam tylko, że jestem mamą i nic co w pieluszce, i poza nią, nigdy nie było mi obce. Nigdy też mnie to nie ruszało, co stanowiło z jednej strony przewagę nad tatą dzieci, bo przy Jego odruchach wymiotnych wymownie wzdychałam, dając wyraz temu, że natura dobrze to wszystko wymyśliła... Z drugiej- częściej musiałam te kupska zmieniać :)

Nie wiem, czy już wtedy Lilę coś "brało" ale bez pieluchy śpi od dawna i nigdy Jej się taka wpadka nie zdarzyła. Co więcej, przez te kilka dobrych miesięcy, może dwa razy obudziła mnie w nocy na siku, a tu taka akcja...

Sobota minęła nam bez żadnych sensacji- zaaplikowana smecta, probiotyk, który brała od początku tygodnia, a także podwójna porcja ryżu i marchewki, skutecznie Lilę, że tak powiem... zablokowała :) Przez chwilę nawet miałam taką myśl, czy aby nie za bardzo...

Za to w niedzielę, która była intensywnie towarzyskim dniem, skończyła się nieciekawie. Po zupie pojechaliśmy odwiedzić mojego chrześniaka, a Lila w połowie drogi zaczęła nam coraz bardziej kaszleć... I to już nie tak niewinnie niestety. Głupia sytuacja, ale o dziwo, po dojechaniu na miejsce, nieco się uspokoiła.

Na obiad byliśmy umówieni do moich rodziców... Niby z początku wszystko ok, Lila dokazywała jak zawsze, czyli za bardzo... Żeby po obiedzie totalnie opaść z sił. I nie- nie było to spowodowane pełnym żołądkiem. Nawet mimo tego, że ta niedobra mama, tak niepedagogicznie i niewychowawczo i w ogóle najgorzej, dziecko karmiła, Lila zjadła mało, jak na Jej możliwości. No a potem poszło już szybko- cieplejsze czoło i w drogę do domu, gdzie kaszel, temperatura, katar i kupa... Wszystkie możliwe ustrojstwa, kiedy ja na dzień następny jestem umówiona z Elizą, moją bratową i Dawidem do kina.

Niech żyją plany :)

Jesteśmy już po lekarzu... bogatsi o wiedzę, że nasze dziecko od trzech lat łapie o tej porze roku, ten sam typ wirusa, który zaczyna od układ oddechowego, żeby potem zaatakować brzuszek i... spokojnie wrócić z objawami infekcji górnych dróg oddechowych. Co ciekawe, i co mnie szczególnie zdziwiło- Lila osłuchowo ma (podobno, choć staram się wierzyć z całych sił) wszędzie czysto, a kaszle jak gruźlik... Dziś elegancko Jej się od tego kaszlu zwymiotowało. Robimy inhalacje, faszerujemy smectą i probiotykiem (to ja w Lilkę), staramy się nie zwariować (to ja i czasem Eliza), i odliczamy dni, kiedy Lila będzie mogła wrócić do przedszkola (to ja, ja, ja!!!), żeby zacząć realizować choć trochę nasz plan na czas ferii (to Eliza i ja, ale już z mniejszym entuzjazmem, bo zwyczajnie jestem zmęczona).

Gdybym przypadkiem uznała, że za mało mi atrakcji, to od wczoraj boli mnie gardło. No nic takiego, niby, ale przy jednym chorym dziecku, drugim, które ma wolne, a uziemione jest w domu, ten dyskomfort przy przełykaniu, przekłada się na moje ogólne funkcjonowanie, że o samopoczuciu psychicznym nie wspomnę.

Nie zaglądam do Was, ale same widzicie, że nie bardzo mam jak.
Dziękuję za wszystkie miłe słowa pod adresem naszej Babci <3
Te o podobieństwie przemilczę :) A to tylko dlatego, że nasłuchałam się już dokładnie tego samego, kiedy Eliza była mała :) Genów nie oszukasz :) Ja z kolei, podobno, jestem bardzo podobna do swojej... babci, także u nas to chyba normalne...

A propos mojej Mamy jeszcze. Krótki post pt. "Cała Ona".

Dzwonię do Mamy z działki lamentując, że już wszystkie hiacynty wyszły i żonkile gdzieniegdzie się pokazują... Łkam prawie do tego telefonu, bo przecież zaraz mi szlag kwiaty trafi, na co moja Mama, ze stoickim spokojem odpowiada: "Może zdążą zakwitnąć zanim mrozy przyjdą w marcu."
No. Może zdążą :)

O, albo jeszcze jedna, trochę dłuższa historyjka.

Po mrozach, które nawiedziły nas między świętami a nowym rokiem, postanowiłam pójść z Lilą na działkę, ponieważ obiecałam Jej oglądanie tych nieszczęsnych krecich kopców. Poszłyśmy, wkładam klucz w kłódkę i... I duuuupa. Dzwonię więc do mamy, zameldować, jak sytuacja wygląda.
A potem było słynne nowe święto sześciu króli, na które przyjechać miał mój brat z rodziną i moi rodzice. Ojcu się nie chciało, także brat zajechał zabrać mamę autem. Mama wsiada, a Marcin (brat, który był wtajemniczony w historię z zardzewiałą kłódką) mówi: "Mam WD" (czyt. wu-de). Na co mama: "O, to dobrze, taką mam ochotę na drinka!".
Ponoć była bardzo rozczarowana, kiedy brat Jej wyjaśnił, w posiadaniu jakiego wu-de jest :)








33 komentarze:

  1. plany plany... taaa, znam :) u nas od dzisiejszej nocy, a w zasadzie poprzedniej już chyba podobne cholerstwo u Tymka, najpierw wymioty, potem mała biegunka, na koniec gorączka, zero apetytu, oklapłość, po to aby na wieczór wróciły siły witalne, ale zobaczymy co przyniesie kolejny dzień... Uśmiałam się czytając Twojego posta, choć wiem jak Tobie do śmiechu zapewne nie było :) Zdrówka niech wraca, Tobie siły i chęci a Elizie uśmiech na ślicznej buźce :)

    Te zdjęcia to z teraz????

    Fajną masz tą mamę :)

    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas też ferie - i bardzo dobrze, że żadnych planów nie mieliśmy, bo również jesteśmy świeżo po wizycie u lekarza. Ja duszę się tak, że omal płuc nie wypluję, a Bąbel ma stan podgorączkowy, mega katar i zapalenie gardła - więc inhalator także poszedł w ruch. No i jesteśmy na jakiś czas uziemieni w domu - pewnie się domyślasz, jak wysoko skaczę ze szczęścia z tego powodu ;)

    W takiej sytuacji to ja sama mam chęć na tę "wu-de" - a Wam życzę szybciutkiego powrotu do zdrowia, żebyście jednak z ferii mogły choć trochę skorzystać :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to "Wu-De" to nie jest moze skrot od "w doopie"?

      Usuń
  3. Babcia wymiata ;) Kurde nie zazdroszczę tych chorób,też miałam takie akcje z kupami i każda matka to zna. Oby już poszły w diabły i mogłybyście te ferie chociaż w połowie zgodnie z planem dokończyć. U nas ferie na końcu więc jeszcze troche poczekamy. Zdrówka Martuś!

    OdpowiedzUsuń
  4. O nie jak bym była bliżej to bym Elizke do kina wzięłam i jeszcze pare atrakcji jej wymyśliła po drodze... Oj te choroby spokoju nie dają.zdrowka i wytrwałości Martuś. PS. Ty to poczucie humoru chyba po mamie masz he he

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj zdrówka dla Was. Oby to jak najszybciej minęło. My wczoraj też mieliśmy akcje z wirusem.
    A poza tym jak coś zaplanujesz to masz 99% pewności, że dziecko jakiś numer wywine.

    OdpowiedzUsuń
  6. Plany.. planami.. A życie.. życiem!
    U Nas też zamieszanie.. śniegu nie ma - więc szkółka narciarska odpada.. lodowisko temperatura 10+ odpada...
    Więc fajne ferie zimowe mamy tej wiosny ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana i co u Was?!
      Coś się nie odzywasz.. tesknimy 😊

      Usuń
  7. jest takie powiedzenie: jak chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu, że masz plan..... Trzymajcie się zdrowo. Mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojejku, wspolczuje.... mam nadzieje, ze jednak z dnia na dzien bedzie- jest lepiej?? Planow boje sie zawsze bo zwlaszcza przy dzieciach bardzo szybko biora w leb :(
    Moge Ci tylko pocieszyc, ze kiedys wyrosna, wychoruja sie i bedzie spokojniej- tylko wytrzymac ten czas dziecinstwa ciezko... Widze po moich- wiec jest nadzieja!!
    Twoje Hiacynty z Lidla?? Moje z juz padly...ale kupilam nastepne :)
    Usciski Martus! :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja już odpoczywam po feriach... Tez miałam dużo planów, hehe. Trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  10. Duzo zdrowka Wam zycze! Niech te ferie nie beda jednak takie do konca zmarnowane chorowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie no my az takich "przebojów" nie mialysmy, ale też ferie były domowo! U Was to się naprawdę działo! Ważne, ze już wiecie o co chodzi i co jest przyczyną i ...oby ku lepszemu kochana!!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. No cóż, mówi się, że jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz mu o swoich planach. Plany są, a dzieci mają swoje "pomysły" i nasze plany nagle nabierają niezwykłej elastyczności. Współczuję bardzo i Tobie, i Lili, i Elizie. I trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  13. To się dziadostwo do Liki przyplątało A Elizki mi żal. Wiem jak to jest jak ferie mijają te ferie na które tyle się czekało a tu nić uziemienie. Łzy mi poleciały tak się śmiałam WU-DE przebiło KRÓLI Świetną masz rodzinkę , zawsze wesoło. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  14. O matko, okropny ten wirus. Biedna lilcia musi być wyczerpana... Trzymam kciuki by choroba odpuściła i byście zdążyły jeszcze nacieszyć się wspólnym czasem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hehe no padam z tą ocjotą na drinka, równa babka ta Twoja mama. Zdrówka dla Lilci, kurczę ale ją wzięło.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mamą twoja niemożliwa! ;) A dla Lilki zdrowia życzę!! I udanych ferii dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  17. O kurcze.! Przechlapane z tymi chorobskami! Biedna Lilcia...,ale ja wzięło. Na pewno z przedszkola,te przedszkola to normalnie wylegarnia chorób i zarazkow aż mnie przeraża jak pomyślę,ze mój mały wraca tam od marca......

    OdpowiedzUsuń
  18. My po feriach w Wlkp. Młoda chodziła do przedszkola, a to tylko dlatego, że mama dostała aż 3 dni urlopu na ferie. Az raz udało mi się z młodym pójść na ping-ponga.
    Za to od poniedziałku gdy do przedszkola wróciły dzieci (podejrzewam, ze były w domu z babciami, lub na wyjazdach) młoda wróciła z gilem po pas... A w piątek dzień babci i dziadka w przedszkolu, buuu I jeszcze dwa ciasta mam do zrobienia...ehh

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas czesto tak jest,ze brzuszki bola wlasnie przy wirusie. Z ta kupka w lozku to sie pewnie napracowalas,by ja sprzatnac:/

    OdpowiedzUsuń
  20. Och życie. Mam nadzieję, że z każdym dniem Lila czuje się lepiej. Paskudny ten wirus i cholera jaki regularny. Nic tylko sięgnąć z Babcią po drinka.

    OdpowiedzUsuń
  21. Kochana Lilcia! Pomyśl jak ona się czuje do bani. Te śmierdzące kupy to nic w porównaniu z tym cierpieniem.
    Apropo kup jeszcze to M ani razu nie przebrał Jaśka jak był malutki. Gdy go prosiłam mówił, że nie da rady i zawsze miał odruch wymiotny. Także olałam proszenie i sama to robiłam -zawsze. Teraz też jeszcze wyciągam te jego kupy z majtek. I jakoś nie mam odruchów wymiotnych.
    To plany już i tak Wam szlag trafił. Dziś tłusty czwartek- zrób pączki i będzie O.K! Tak na chandrę. By the way to weszłam tu z nadzieją jakiejś pączkowej inspiracji! A tu zonk! Więc sama coś wyszukałam. Wracajcie do zdrowia i humoru!

    OdpowiedzUsuń
  22. Twoja Mama mnie rozwaliła na łopatki :D
    Zdrówka dla Lilusi, nieźle Ją przegoniła choroba :(
    I przyjemnych ferii Wam życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Zdróweczka życzę, u nas też zawaleni jesteśmy wszyscy (rok się uchowałam!!! i mnie dorwało), dzieci w sumie trzymają się najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ok, wszystko można zrozumieć.. ale Wy, kupa... szok :)
    Zdrowka skoro taka formę spwdzanua ferii wybralyscie :D .. bez sensu.. no ale co :*

    OdpowiedzUsuń
  25. A u nas w przedszkolu panuje szkarlatyna, jak zaczęłam czytać, to myślałam że to właśnie Was dotknęło, bo w tym roku to jakiś pogrom wśród przedszkolaków!
    Żebyście tylko tfu tfu nie ustawiły się za Lilą w kolejce! Ferie...taaa
    A może oddeleguj Elizkę do kogoś (dziadków/cioć/znajomych), ona się wybawi, Ty odpoczniesz...

    OdpowiedzUsuń
  26. Zdrowia i zdrowia.Plany niestety są zawsze jakieś nie do ogarnięcia. A mróz będzie na 3 ogrodników, hiacynty dawno przekwitną.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!