Mama2c

Mama2c

niedziela, 21 lutego 2016

Gdyby nie weekendy...

Gdyby nie te cholerne weekendy, pewnie byłabym wciąż niezłą laską :) No dobrze- byłabym 35letnią kobietą w rozmiarze S, to bliższe prawdy :D

A tak, przychodzi taki weekend, i nie dość, że człowiek siada do tych wypasionych śniadanek, gdzie w tygodniu zadowala się jogurtem z musli i uważa, że te trzy suszone morele, to już rozpusta... To potem obiadek u mamusi, gdzie za każdym razem odkrywam na nowo, co dokładnie oznacza pojęcie "zawiesisty sos" :) No i to, do czego już wyłącznie sama, z pełną świadomością, przykładam rękę... a nawet dwie- słodkości... Jak już wpadnę w ten szał pieczenia, to czasem, gdyby nie Marcina: "Ile jeszcze tych ciast zrobisz?" albo "Choć w końcu do łóżka, musimy spalić kalorie na zapas", przerobiłabym nie jedną książkę z wypiekami... Gdyby autorki takich blogów jak "Moje Wypieki" czy choćby "Kwestia Smaku" i ostatnio "Kraina Sosny" (ale tu piecze pan!) zastanawiały się, skąd te nagłe skoki w liczniku odsłon przed weekendem- to ja... Po pierdyliard razy. A może jakiś sernik? I wertujemy. A może tym razem kruche? I dawaj, szukać czegoś pysznego... W poszukiwaniu przepisu, którym zadowolę moich bliskich, jesteś niezmordowana. Gdybym w innych kwestiach też miała takie podejście :p

A najgorsze jest to, że jakoś mi się tak dobrze, w te weekendy piecze...
Nieudolnie próbując bawić się w domorosłego psychologa, tłumaczę sobie, że satysfakcja, jaką czuję, kiedy ciasta znikają w tempie iście ekspresowym, to mój jedyny, ostatnimi czasy, sukces, a że każdy potrzebuje czasem odnosić sukcesy... No to siedzę co weekend w tej kuchni i... piekę.
A oto efekty:

OPONKI RED VELVET z TEGO przepisu.

I krótka opowieść o tym, jak powstaje oponka idealna :)

1)

 2)

 3)






SERNIK DLA MARCINA, czyli sernik ananasowy na biszkoptach, z TEGO, wielokrotnie sprawdzonego przeze mnie, przepisu. Tym razem, na wierzch wylałam galaretkę o smaku pina colady- i to było super posunięcie :)



I ostatni mój wypiek- sernik, do którego przymierzałam się od Świąt Bożego Narodzenia, a to za sprawą czekającej w czeluściach zamrażarki, żurawiny... Przepis z mojego ulubionego, słodkiego bloga, o TU. Jedyna moja zmiana to taka, że zrobiłam go na spodzie brownie, bo... jestem w nich zakochana :)





Jeśli komuś zrobiło się jednak za słodko, a już nie daj Boże, ma wyobrażenie, że taki słodki za nami weekend... to spieszę donieść, że nic bardziej mylnego :) To, co przeżyliśmy dzisiaj, to była taka emocjonalna masakra, że naprawdę dobrze, że to ciasto było... A jakby nam jeszcze było mało atrakcji, to kichająca wczoraj, mocno smarkająca dzisiaj Lila, wieczorem poległa i jutro zostaje w domu. I mam teraz do wyboru- wściekać się, że tylko tydzień chodziła i ZNOWU, czy cieszyć się, że jednak AŻ tydzień przechodziła... I tak z tą szklanką do połowy pustą/pełną jest- nigdy nie wiadomo, jak na nią spojrzeć :)

A, i jeszcze specjalnie dla Gosi, zapowiedź tego, co miałam na myśli w komentarzu u Ciebie, Kochana!

 Matka z głową w piekarniku i nosem w blogu, a dziecko musiało sobie zajęcie znaleźć...

Tak, to będzie krótka opowieść o tym, że Lila nie wyrosła ze swoich niepowtarzalnych stylizacji, a ja nadal muszę czekać, aż Jej gust ewaluuje na tyle, że spokojnie będę mogła zacząć prowadzić bloga modowego :)

36 komentarzy:

  1. Jak ja Cię rozumiem! Dla bliskich mogłabym piec cały tydzień nawet, tylko u mnie ostatnio nie ma zbytu za bardzo. W poscie mąż nie je slodyczy, ja ze wzgledu na leczenie odlgraniczylam cukier i klops. Dziś się złamałam. Napiekłam ciastek z żurawiną. Zjadlam dwa, mąż skubnął na sprobówanie jedno. I klops. Została cała blacha. Jutro zaniesie do pracy. Niech się koledzy posilą chociaż;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Normalnie rozpusta Martuś,eh te weekendy . Ale tak się lubimy w tej kuchni zadekować,też tak mam i mało tego --sama bylam prawie 3dni i zamiast leżeć to machnęłam jabłkowe ciasto i sałatkę i jeszcze chleb domowy. No to u mnie już choroba psychiczna chyba.Wypieki cudne Ci wychodzą. Zdrowia dla Lilki ,a paznokcie ma u jednej ręki pomalowane pewnie na szybko chciała do tej oponki sie dostylizować ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. My uwielbiamy weekendy.. mamy najwięcej czasu dla siebie.. dla rodziny..
    Pysznie wyglądają te oponki - wyślij nam parę 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten trójkolorowy sernik wygląda obłędnie ! Kradnę przepis .
    I tak sobie mysle , że Twoim Dziewczynkom kiedyś weekendy będą się kojarzyły z zapachem / smakiem pieczonego ciasta ... Zazdroszczę im . I mam nadzieję , że z ciepłem rownież ...
    Oby kolejny weekend nie był z serii : Armagedon ...

    Zdrówka dla przyszłej stylistki mody !

    OdpowiedzUsuń
  5. I tak szukasz tej pracy a powinnaś po prostu cukierenkę otworzyć! Ślinka cieknie na samą myśl :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mniam....ten sernik na spodzie brownie....hmmm....

    OdpowiedzUsuń
  7. Mniam....ten sernik na spodzie brownie....hmmm....

    OdpowiedzUsuń
  8. I takim sposobem przepiękne prawie tęczowe ciasto Ci powstało, bez barwników, wspaniale!! Oponka tez zurawinowa? Bo nie wchodziła w przepis, a kolor nietypowy. Martus, to dzięki Tobie polubilam tak bardzo być w kuchni, wiesz. Jesteś moja inspiracja w tym upieczeniu.
    Co to masakra emocjonalna? Odezwę się, bo u nas dupa blada, przydaloby mi się to Twoje ciasto na choć chwilowe złagodzenie emocji :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Iwonko, czuję, że nie spodobają mi się te wieści :((( Rany, mam tylko nadzieję, że można coś jeszcze zrobić? Tu się wiadomo rozpisywać nie będę, ale jak znajdziesz chwilę, to pisz koniecznie. Masakra z Elizą. Dawno mi takich wrażeń nie zafundowała. Napiszę Ci.
      Ojej, ale to miło czytać, naprawdę? Ja to byłam przekonana, że Ty pieczesz tak popisowo od dawna.
      Oponka jest z barwnikiem, tym nieszczęsnym żelowym oetkera. Kupiłam go kiedyś, kiedyś- spodobało mi się ciasto "red velvet cake". Teraz już wiem, że musiałabym chyba ze 3te barwniki dać, żeby osiągnąć efekt czerwonego ciasta....
      Ściskam Cię mocno :*

      Usuń
  9. Kobieto te zdjęcia Lilki jedzącej są boskie normalnie to jest esencja jedzenia i rozkoszy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi w trakcie choroby waga spadła do 52 kilo, ale od samego patrzenia na te Twoje pyszności mam wrażenie, że jestem jakaś okrąglejsza i że mi w biodra poszło ;)

    Modowego z powodzeniem mogłabyś już teraz prowadzić :) Fajnie w takim babskim gronie, można się ciuchami powymieniać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Choć w końcu do łóżka, musimy spalić kalorie na zapas"
    Rozwaliłaś :D Widzisz jak sie chłop troszczy :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Martus to chyba foto opowieść o tym jak znika oponka idealna☺

    OdpowiedzUsuń
  13. Martus to chyba foto opowieść o tym jak znika oponka idealna☺

    OdpowiedzUsuń
  14. i jak Ci ten żurawinowy sernik smakował? Też się na niego czaję od jakiegoś czasu.
    Lila mogłaby podać rękę Marysi, ona też ma swój styl ;))

    OdpowiedzUsuń
  15. Niegdyś i ja lubiłam piec i robiłam to chętnie, ale teraz wszystko wygląda tak, że mój mąż nie je w ogóle ciasta. Ja, jeżeli jem to bardzo mało. Po wszystkich dietach pociążowych oduczyłam się jeść takich słodkości w postaci ciast i ciasteczek. Jakoś nie mam ochoty. Dzieci także niechętnie jedzą. Ostatnio upiekłam babkę piaskową, taką suchutką, jak niedgyś i jedliśmy ją przez cały tydzień:( Dlatego u mnie pieczenie ciast nie ma najmniejszego sensu:( Choć przyznaję, że Twoje wyglądają imponująco.
    Jestem zdania, jak inne dziewczyny uważam, że może lepiej, byś założyła bloga cukierniczego/kulinarnego i z tego żyła, niż szukała pracy. Pomyśl o tym!
    A co do dzieci, to dzisiaj pierwszy raz od trzech tygodni zaprowadziłam je do przedszkola i żłobka. Ile będą zdrowe? Daj Boże choć 2 tygodnie, bym już wszystko ostatecznie do porodu przygotowała:))))
    Gorąco pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak ja też jestem za tym blogiem cukierniczo-kulinarnym;-)))
      Cudowne te ciasta i oponki! Szkoda, że po takiej konsumpcji można wyhodować sobie swoją własną oponkę na brzuchu;-0
      A Lilka wygląda bardzo młodzieżowo, tak się teraz "nosi" - matko nie znasz się!;-)

      Usuń
  16. Oż Ty znowu z takimi pysznośćiami!!!!! ten sernik z galaretką o smaku pinacolady mnie strasznie zaintrygował :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Już wiem dlaczego wczoraj nie mogłam zasnąć. Naoglądałam się tych słodkości, a dobrze wiem, że słodycze nie wskazane przed snem. A tak naprawdę wreszcie sama coś sama coś upichciłam i najadłam się wieczorem.
    A stylizacja Lili tak kolorowa, że mimo aury jakoś tak weselej.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  18. Ma Lilka to coś blog o modzie to będzie jej rozdział w życiu. Coś podobnego u mnie w tygodniu liczę kalorie a od soboty ech ja znalazłam przepis na ciasto czekoladowe super wilgotne z wiśniami.Tak było super że od 10 rano do niedzieli nie zostało nic. Przemilczmy a tydzień temu była szarlotka też super. Jedyne z czym lżej to obiady sama gotuje więc zawiesiste sosy pomijam. Dużo zdrowia dla Lilki. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  19. No jaka piękna stylizacja! Lila idzie w ciekawym kierunku :D

    Mam dokładnie tak samo z pieczeniem. Uwielbiam, a gdy widzę, że smakuje to puszę się z dumy. Szkoda tylko, że to wszystko potem bezczelnie odkłada się tam, gdzie najmniej bym sobie tego życzyła... Ale wiesz, od kiedy zaczęłam chodzić na siłownię zastanawiam się dwa razy zanim sięgnę po kolejne ciasteczko ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. O Boże.
    Na widok tego sernika, język mi za przeproszeniem do tyłka uciekł: )) czekam na Wielkanoc!!!! Piękne te ciacha pieczesz. Jak zmienimy mieszkanie,to wtedy kupię piekarnik elektryczny i też tak będę dawać czadu! :))

    OdpowiedzUsuń
  21. Martus, ale mi narobilas smaku! Piekne te wszystkie twoje wypieki i napewno rownie smaczne :) Ja moge poki co poogladac takie cuda u Ciebie ale za tydzien,dwa to dopiero zaszaleje!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja też z tych dwóch blogów najczęściej korzystam, jak szukam przepisów. Niedługo Jaśka urodziny i też będę robiła ciasta, ale ja tym razem idę na łatwiznę, bo zrobię takie bez pieczenia: rafaello i kinder country

    OdpowiedzUsuń
  23. Ech zazdroszczę, ja to obiadki owszem, lubię robić, ale desery i wypieki zostawiam mężowi (i słusznie, bo się chłop sprawdza). A na widok tych serników ślinka cieknie, ale jak znam życie, to by mi nie wyszły. Widocznie ja muszę odnosić sukcesy na innych polach ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Matko ile tu pyszności... Szkoda, że ja nie umiem tak pięć, a raczej jestem zbyt leniwą, żeby choć spróbować ;) Aż ślinka cieknie :))

    Biedna Lilka, zdrówka dla Niej! A ty trzymaj się Marta!

    OdpowiedzUsuń
  25. Kochana, cały Twój dzisiejszy wpis - to przepis na oponkę w talii:))kusisz i łamiesz moje postanowienie o poście od słodyczy! Zdrówka! Ściskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  26. Powinni tego zabronic!! Zdecydowanie!! Pysznosci dzisiejszego posta to akurat takie moje smaki- kurcze zjadlabym wszystko!!
    Na zdjeciu Lilcia wyglada na mloda modelke a nie przedszkolaczka- bedziesz miala wesolo z jej pomyslami- tylko bron boze ich nie hamuj- to tez wielki dar!
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Mniam mniam, Martus, ale Ty kusisz! ;)

    Ja przez ten wolny tydzien, mimo kiepskiego samopoczucia (dzieki Bogu ktos leki przeciwbolowe wynalazl!), tez sobie popieklam. Czesciowo zeby zajac troche Potworki, a czesciowo na oslode dla siebie samej. Machnelam sernik (ale tradycyjny), szarlotke i dwa razy bananowo-maslankowe muffinki. Przy jednym razie, z porcji na 12 normalnych muffinek wyszly mi 72 miniaturowe (za drugim razem poszlam po rozum do glowy i pieklam z polowy skladnikow)!!! I wszystkie poszly w 2 dni! :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Uff... cale szczęście ze Marcin czuwa nad Twoimi kaloriami :) a konkretnie ich spalaniem.
    Masakra! Oponki... jeju! Dobrze ze mi się bardziej nie chce niż chce bo jakby mi się chcialo tak jak Tobie piec to bylabym chyba hipopotamem :)
    Twoja corcia powinna mieć wlasnego bloga modowego :D Niezla agentka z niej :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ale tu u Ciebie pysznie i słodko ;) Podziwiam Cię za to kucharzenie, bo mnie pogonić do pieczenia jest bardzo trudno :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ojej, takie ciasta to z przyjemnoscia bym zamowila od ciebie. Szczegolnie te ostatnie... no wyglada przepysznie. Gratuluje zdolnosci!!!

    OdpowiedzUsuń
  31. O matko matko język mi uciekał do 4 liter na te zdjęcia. Co racja to racja i mnie weekendy wprawiają w efekt jojo. Lub kuchnia Małża on też zna co znaczy zawiesity sos i zabielana zupa. I koniecznie marchewkowe ciasto. A potem katuj się człowieku cały tydzien....

    OdpowiedzUsuń
  32. Oponka jak oponka, ale ten 3-kolorowy sernik to dopiero cudo. Mistrz swiata to malo powiedziane.

    A Lila coraz lepsza. Przy starszej siostrze szybko i wspaniale sie rozwija.

    OdpowiedzUsuń
  33. KOchana, tą stylówę specjalnie dla mnie pokazałaś światu?
    Bombowa !!!
    Ja kiedy pichce w kuchni, to w tym czasie Hanka potrafi przebrac się pierdylion razy. ale przynajmniej ma dziecko kreatywne zajęcie.
    Co do chorób to chyba ostatni raz trzymam Hankę w domu na wykurowanie. Tylko chodząc do przedszkola jest w stanie zwalczac wirusy. Wystarczy że zostaje tydzień w domu, a od poniedziałku, już po jednym dniu pobytu gluty wracają z podwójną siłą i to jest po prostu chore...
    NIe ma bata - do przedszkola chodzą chore dzieci i wirusy non stop krążą...jak Hanka kuruje się w domu to "traci" odpornosc na te przedszkolne...chyba tylko wymioty i gorączką zmuszą mnie do zatrzymania jej w domu.
    czasy się zmieniły. kiedyś trzeba było miec zaświadczenie od lekarza że zdrowe dziecko wraca do przedszkola, potem nastała faza tłumaczenia się matek "że to tylko alergia i nie zaraża" - tiaaa, teraz dzieci z gilami po pach, kaszlem jak po wypaleniu całej paczki fajek - chodzą bez żadnych przerw. i nic nie można z tym zrobic. i wiem, że pewnie nie wynika to z wygody, tylko tego, że rodzice nie mają z kim chore dziecko zostawic...i to też jest chore w naszym kraju...

    OdpowiedzUsuń
  34. Ale mi smaka narobiłaś. I zaraz pogalopkuję pokręcić się tu i ówdzie po blogach wypiekowych i coś wykręcę, a potem ZJEM! I w biodra mi pójdzie :p

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!