Mama2c

Mama2c

wtorek, 16 lutego 2016

Na szybko...

Ech... Tempo, tempo... No zdecydowanie nie lubię.
Wiem, że martwicie się o Miśka (pal licho przecież mój ząb :p), także już donoszę, co u niego :)

Za nami tydzień leczenia stanu zapalnego stawów. Poprawa na pewno jest- nie tylko za sprawą zastrzyków i tabletek, ale i oszczędnego trybu życia Miśka. Spacery? Tylko jak psi emeryt- na smyczy, króciutkie, zero jakiejkolwiek aktywności. No i dziś, kiedy minął tydzień po pierwszej wizycie, a jutro czeka nas spotkanie z panią weterynarzy, zaryzykowałam- spuściłam go ze smyczy w lesie. Nie muszę pisać, że po tygodniu "uwięzi" nastąpił dziki szał? Niestety, tak samo szybko jak się zaczął, tak i szybko się skończył- zauważyłam, że Misiek biega w nienaturalny sposób, a mając, już wiedzę, co mu jest, wiem, że w ten sposób minimalizował ból... Nie wiem natomiast, czy dostaniemy jutro zielone światło na dłuższe spacery, a tak na nie liczyłam. Misiek pewnie też...

Diagnoza? Tego pewnie jesteście ciekawe. Cóż, najpierw wypadałoby napisać o samym badaniu rtg-  poza tym, że przez chwilę było zabawnie (to wtedy, kiedy ja i Marcin musieliśmy ubrać ochronne wdzianka i po chwili wyglądaliśmy niczym Leslie Nielsen, a ja czułam, że to jest najbardziej aseksualny moment w naszym wspólnym pożyciu...), to było tylko i wyłącznie strasznie. Podnieść, a potem układać w różnych (głównie nienaturalnych) pozach psa, który nie jest już, dzięki zastrzykom, kwintesencją bólu i cierpienia- wyższa szkoła jazdy. Nie wiem, kto był bardziej zestresowany- sądząc po czynach chyba Misiek (biedak zsikał się na stół), ale uwierzcie- gdyby wypadało, to sama miałabym ochotę zrobić to samo. Oboje byliśmy mokrzy. Nie mniej jednak- przerażenie psa podczas badanie rtg rozrywało mi serce. Pani weterynarz mówiła, że i tak był dzielny i spokojny, w związku z tym, nie chciałabym zobaczyć psa, który nie jest dzielny i jest niespokojny. Wyobraźnię mam jednak bogatą i podobno najbardziej zestresowanym i opornym, trzeba podać głupiego Jasia...

Wynik mieliśmy po chwili i na pewno nie brzmiał on tak, jakbyśmy chcieli, żeby brzmiał. Wiecie doskonale, że daleko mi do optymistki, pozytywne myślenie też nie jest moją mocną stroną, ale... Tu miałam jednak nadzieję, że badanie nic nie wykaże i ot, co- przeleczymy ten stan zapalny, a Misiek będzie cieszył się długim zdrowiem i dobrą aktywnością- bo energii ma jeszcze chłopak w sobie trochę. Okazało się, że dyski nie są już w takim stanie, w jakim u sześcioletniego psa, powinny jeszcze być- podobnie przestrzenie między nimi- jest już sporo zwapnień, które to mogą przysporzyć Miśkowi najwięcej cierpienia- uciskając na nerwy. Na chwilę obecną nic jednak nie wiadomo- poza tym, że dobrze nie jest. Choroba może postępować bardzo szybko, a równie dobrze, może zatrzymać się na tym etapie, na jakim została wykryta. Jedyne co możemy, to suplementować pod kątem stawów, co oczywiście zaczęliśmy od razu robić. Staram się być dobrej myśli, ale... to tylko staram się, bo wychodzi różnie.

Jedyne czego jestem pewna, to to, że zrobimy wszystko, żeby ten czas, który mu pozostał, bez względu na to, ile to będzie lat, był najlepszym czasem w jego życiu. I to, że tak- jeszcze bardziej cieszę się, że to właśnie on jest dzisiaj z nami. Nie wymarzony, rodowody pies (które nadal mi się podobają, żeby nie było!), ale psiak, któremu nie tylko daliśmy dom, poczucie bezpieczeństwa, ale teraz- po jego trudnej przeszłości, możemy dać mu wymierną pomoc, której jeszcze rok temu by nie dostał. Leżąc skulony pod naszym, czy innym blokiem, mógłby jedynie liczyć na to, że ktoś, nieobojętny na los zwierząt, dostrzeże jego cierpienie i zadzwoni do schroniska, czy na straż miejską... Że wijąc się i piszcząc z bólu, nie stałby się łatwym obiektem "zabaw" zwyrodniałych podrostków, że dzieci, w których jeszcze najwięcej szczerych chęci i zapału, chcąc pomóc, nie zrobiłyby mu większej krzywdy...
No dobrze, kończę o Miśku, zanim totalnie się rozkleję...

Ząb... Czyli: wiem, że nic nie wiem.
Za mną już jedna wizyta, co prawda na pogotowiu stomatologicznym, ale tak to u mnie jest z tym optymistycznym myśleniem- chujowo na nim wychodzę :) Bo jeszcze w piątek wieczorem miałam wrażenie, że coś jednak chyba jest lepiej i przechodzi... No na pewno- przechodzi, jak nic. W sobotę jednak płukałam nadal denstoseptem, a w niedzielę... W niedzielę, jadąc na walentynkowy obiad, skapitulowałam. Dokładnie wtedy, kiedy Marcin rzucił: "I co zamówisz?", a ja odkryłam, że... niemożliwe, ale... nie myślę o jedzeniu, a tylko o tym, kiedy będę mogła znów wypłukać buzię- to ewidentnie przynosiło mu ulgę. Zjechaliśmy na stację i zanim zdążyliśmy dojechać do zajazdu, tabletki zaczęły działać i prawie odczuwałam radość z tytułu, że nie musiałam w ten dzień stać przy garach. Jednak oboje wiedzieliśmy, że z zębem/dziąsłem lepiej już nie będzie, zapadła więc decyzja, że przejedziemy się na dyżur, skoro i tak jesteśmy "wyjechani". Jak to na mnie przystało, okazało się, że nie mam przy sobie dowodu, więc jednak trzeba było jeszcze przejechać przez dom...
Dziewczyny były wyraźnie podekscytowane, bo przecież: "...wow, mama, jedziesz do dentysty? O rany, ale fajnie!"

Fajnie, fajnie- zależy dla kogo, prawda? No umówmy się- za duża już jestem, żeby uciekać spod gabinetu, ale... Stomatolog, ginekolog- czy któraś z nas LUBI te wizyty? I tak, pamiętam Wasze komentarze u Agatki, ale sorry- ja najwyraźniej na trafiłam jeszcze na tak przystojnego lekarza jednej i drugiej specjalizacji, żeby te wizyty POLUBIĆ ;)

Pominę fakt, że dyżurujący pan doktor był wyraźnie przeziębiony i w pewnym momencie to Mu nawet współczułam, że zamiast siedzieć i kurować się w domu, musi pracować, ale to pewnie dlatego, że kaszlał i prychał w maskę, a nie na mnie... Natomiast, kiedy stwierdził, że On tu nic, ale to naprawdę nic nie widzi i żebym powiedziała raz jeszcze co czuję, to już się lekko jednak poirytowałam, doszłam jednak do wniosku, że zważywszy na to, że naprawdę wygląda na mocno przeziębionego, oszczędzę Mu wywodu, co wolałabym teraz robić, zamiast leżeć, tu gdzie leżę- tak, bo to ten ząb, że pozycja siedząca wykluczała wnikliwe podglądanie... Cierpliwie, raz jeszcze opowiedziałam, o złej sile, która chce wypchnąć mój ząb z szeregu i tym samym odseparować go od reszty towarzyszy. "W porządku, ściągamy więc plombę, bo pewnie pod nią jest ropa"- zapadła decyzja. Nie byłam jej co prawda taka pewna, ale... O ile w temacie pediatrii czuję się niemal tak mocna, jak po pierwszym roku studiów (a przy niektórych lekarzach jak po sześciu i praktyce w najlepszym szpitalu w kraju), tak ze stomatologiem nie mam najmniejszych szans. No to ściągnęliśmy plombę. W sumie nie wiem, po co ta odpowiedzialność zbiorowa zastosowana przez pana doktora, bo ja z wacikami w buzi, z ssakiem po jednej i po drugiej stronie, na Jego propozycję o ściągnięciu plomby, wydałam z siebie odgłos, który równie dobrze mógłby rozbrzmieć w toalecie (i to przy różnych czynnościach fizjologicznych), jak i wtedy, gdyby ktoś chciał mnie na przykład udusić. Właściwie to tak- jedną nogą czułam się już na tym fotelu jak w grobie...

No w każdym razie- plomba ściągnięta i duuuuupa. "O, no proszę- czyściutko pani Marto"- powiedział lekarz. Jedną nogą w grobie, ale na tyle przytomna, żeby wiedzieć, że cieszyć to się nie ma z czego, ale- nie zapominajmy- lekarz był przeziębiony, być może majaczył. Po pierwsze- no coś mnie jednak od tygodnia, do cholery, boli! Po drugie... "A co z tą ściągniętą plombą, panie doktorze?"

Jak to co? Pani Marta sobie pojedzie do swojego stomatologa i sobie założy nową. Oczywiste, prawda? I tak, pani Marta, zamiast randki z mężem, dzięki babci zwerbowanej pod pretekstem zaległych Walentynek, nie obejrzy dziś w kinie "Pitbulla", nie wypije kawy na mieście i nie zamówi, wykorzystując nieobecność dzieci, bo przy nich to tylko chipsy z jarmuży i deser z nasionami chia, jakiegoś wypasionego lodowego deseru, który sam jeden pokryłby zapotrzebowanie kaloryczne na najbliższe 3dni... Mało tego, pani Marta nawet nie spędzi czasu z mężem sam na sam, bo ten, w związku z tym, że odpowiedzialnym tatą jest, rzucił przy okazji: "To umów od razu Elizę na to lakowanie"...

Także, trzymajcie kciuki...


Co poza tym? Ferie, ferie!!!! Ferie się skończyły :)))) Jutro idziemy z Lilą na szczepienie przeciwko ospie. O tym, jak się próbowałam umówić na to szczepienie i w jaki sposób sobie przypomniałam, dlaczego nigdy nie lubiłam chodzić z dziećmi do przychodni, już w którymś z kolejnych postów.
Pogoda u nas nadal zupełnie niezimowa. I tak sobie myślę... A może by tak okna umyć? :)






  




Pamiętacie konkurs, w którym Eliza od kilku lat bierze udział? Jego temat to: "Ogrody pływające- czyli Szczecin 2050". W tym roku Elizy praca wygląda tak:






Zawieźliśmy ją w ferie i jak co roku- z niecierpliwością czekamy na wyniki :)

W związku z tym, że nie wiem, jak szybko znowu uda mi się odezwać, chciałam serdecznie pozdrowić osoby, które weszły na mojego bloga po haśle:

* zapchany kibel/kostka- Kochani, łączę się z Wami w bólu, jak pewnie już przeczytaliście- trzeba zakasać rękawy i do (brudnej) roboty...

*zazdrość o rodzeństwo- No tu nie mam dobrych wieści- niestety nie mija, przybiera za to nowe formy, ale da się z tym żyć. Pięć razy dziennie pluję sobie w twarz, dziesięć razy dziennie stawiam samą siebie do pionu i pocieszam, że u innych jednak podobnie.

*lilka fajna dupa ze Szczecina- Nie, to zdecydowanie nie ten adres, także- nie zapraszam ponownie. Lila na pewno będzie w przyszłości "fajną dupą", aczkolwiek... Wolałabym, żeby w stosunku do mojej córki, używane były inny określenia. Zrozumiano? :)

54 komentarze:

  1. Hasła, po których ludzie wchodzą na bloga...ja nawet nie sprawdzam-nie chcę wiedzieć ;)
    Mam nadzieję, że Misiek jednak będzie z Wami dłuuugo!
    Co do zęba, szczerze współczuję, my najeździliśmy się jakiś czas temu z Izką - wesoło nie było, efekt jest taki, że ma dwa martwe: jeden zaklejony lekiem, drugi zostawiony otwarty! Szkoda, że to mleczak i powinien zostać, bo najchętniej bym kazała jej wyrwać!
    trzymaj się kochana i nie daj się zębom, chorobom ani niczemu innemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam sprawdzać, po tym, jak Agata kiedyś u siebie napisała o tym i powiem Ci- w większości mam niezły ubaw. Czasem jednak- no włos się jeży :(
      Biedna Iza. My tak jeździliśmy z Elizą, podziwiam Ją, bo była bardzo dzielna. Miejmy nadzieję, że już Izie niedługo on sam wypadnie. Chore zęby są słabsze, tak było u Elizy- szybko wypadały.

      Usuń
  2. Okna sobie odpuść w taka pogodę. Misia żal mam nadzieje że długo z Wami będzie. Praca Elizy aż dech zapiera ma talent zresztą pamiętam poprzednie dzieła też były niesamowite.Prześwietlenie zęba robiłaś??. Ja tak narzekam na ból niewiadomego pochodzenia i sama nie wiedziałam czy to ząb czy to dziąsło.Byłam u stomatologa dwa razy za każdym razem pani nie widziała powodu do zrobienia prześwietlenia ząb lakowała czasem pomagało ale czułam prawie cały czas mniej lub bardziej. Pewnej nocy tak bolało że myślałam ze oszaleje rano nie wiem jak dojechałam do gabinetu .Po zrobionym prześwietleniu okazało się ze to przewlekły stan zapalny w korzeniu zęba tak jak uu ciebie pod plombą nie było nic. I wylądowałam na kanałowym leczeniu tylko 1400 mnie to kosztowało. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem Ewuniu po prześwietleniu i... dalej tak naprawdę nie wiaodmo co z zębem- żywy? Martwy? Nieźle, co? Kanałowe leczenie- też padła taka ewentualność. Na razie skończyło się na plombie i mam nadzieję, że już tak zostanie.
      Póki co leczę dziąsła. Średnio to przyjemne, ale w znieczuleniu można przeżyć :) No i aż tak po kieszeni nie boli jak kanałówka.

      Usuń
  3. Bardzo wspolczuje poraz kolejny i choroby Miska i bolacego zeba:( (Nie wiem czy Cie pocieszy jak Ci powiem,ze u nas na pogotowie dentystyczne przyjmuja tylko beznadziejne przypadki czyli zeby do wyrwania ? Serio:) Inaczej sie nie dostaniesz. Ja tak z ropiejacym zebem i opuchlizna na pol twarzy chodzilam miesiac zanim dostalam sie do swojego dentysty. )
    Niech Wam Misiek szybko zdrowieje, niech jeszcze jak najdluzej cieszy sie dobrym psim zyciem bez bolu i cierpienia. Pod dobry dach trafil szczesciarz:)
    A Ty sie trzymaj dzielnie z tym zebem, oby szybko sie wykrylo co tam zlego siedzi.

    Ech, Walentynki, kino,kawiarnia. Nie wiem o czym mowisz, nie pamietam takich przyjemnosci ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, od końca- a może macie tam już jakiś przyjaciół/znajomych, którzy zostali by z dziećmi na kilka godzin? Wiem, że łatwo się mówi i radzi. Naprawdę, wiem to. Wiem także, jak ważne jest, żeby choć raz kiedyś wyrwać się z domu razem. Choćby na spacer. Ja z Marcinem lubię nawet jazdą autem. We dwoje.

      O kurczę, to bardzo, bardzo Ci współczuję z tym zębem. Pewnie strasznie się nacierpiałaś :(

      Usuń
  4. A czemu chcesz Lilke zaszczepic? Moi chlopcy chodzili do przedszkola w czasie epidemii ospy i zaden z nich jej nie przeszedl. Podobnie z reszta jak i ja. Nigdy nie zrozumiem osob, ktore szczepia dodatkowo na rozne wymyslne choorby. A teraz tym bardziej jestem na NIe, gdy mam dostep do lekarskich raportow I kilku naszych pacjentow, ktorzy zaszczepili sie na ptasia, swinska czy na zwykla grype przeszly bardzo powazne skutki uboczne.

    Zal mi Miska, moja diagnoza okazala sie trafiona. Na pewno cierpi Biulek..a Ty razem z nim I nieszczesnym zebem ..bez plomby :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniu... Szanuję Twoje zdanie, ale w sprawie szczepień- no raczej się nie dogadamy. Cieszę się, że ani chłopcy, ani Ty ospy nie przeszliście. Rozumiem, że podstawowych szczepień, takich jak choćby gruźlica, też sobie nie robiliście, tym bardziej, że nikt się dziś jej epidemii nie spodziewa? A nie spodziewa dlaczego? Bo jednak większość z nas jest zaszczepiona.
      I wiesz co? Też nie jestem za tym, żeby szczepić na wszystko, na co można. Jednak w moim odczuciu ospa nie jest wymyślną chorobą. Ty wyskakujesz ze skutkami ubocznymi, ja wyskoczę z powikłaniami neurologicznymi, właśnie po ospie, albo ciężkim jej przebiegiem.

      Natomiast na grypę się nie szczepimy i nie będziemy szczepić.

      Myślę, że to temat obok rodzaju porodu, sposobu karmienia i żywienia dzieci, który zawsze będzie dzielił mamy. Starajmy się więc, w miarę możliwości, szanować swoje wybory i decyzje.

      Usuń
    2. Ja sie tylko zapytalam dlaczego zamierzasz szczepic Lilke na ospe. Moi chlopcy maja podstawowe szczepienia,co nie oznacza, ze zamierzam to kontynuowac, wiec w ogole nie rozumiem twojego oburzenia.
      Przedstawilam swoj punkt widzenia, bo uwazam, ze wiele osob nie zdaje sobie sprawy jak niektore szczepionki oddzialywuja na organizm, szczegolnie dziecka, ale co tam. Niektorym obija sie to o uszy.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Misiek, współczuje.. Oby ta choroba się zatrzymała i nie musiał tak cierpieć! Zdrówka dla niego.

    Praca Elizy super, jak zawsze :) Trzymam kciuki!!

    A z zębem niezła zagadka, ciekawe co dziś się okaże u tego stomatologa. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Inesko!
      Trzymaj kciuki, bo tych nigdy dość :)
      Ząb zębem, ale bolały dziąsła- jak podejrzewałam. Zęba w każdym razie też musiałam zrobić...
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Miśkowi zyczę zdrowia.Biedak! Zęba współczuję i łaczę się w bólu. Niedawno robiona 5 pękła mi na pół. Nie boli a sadysta ma miejsce na piatek. Także piatek, piateczek, piątunio czeka na mnie z wiertłem.Co do pracy to szczękę zbieram...Ciasto zjadłam.Połamanym zębem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi szczęka opadła, kiedy pani po założeniu plomby powiedziała, że... jest tak duża, że może pękać. WTF?? Pękać? I co wtedy?
      Ech, piątunio to już jutro, cieszysz się nadal? :)
      Na ciasto zapraszam- damy radę :)

      Usuń
  8. Jak szkoda Miśka. Że też musi się tak męczyć. Mam nadzieję, że choroba nie będzie postępowała.
    Zęby to dla mnie stresujący temat. Ginekolog już mi nie straszny, ale dentysta. Brrrr... Także rozumiem. Oby Twój stomatolog dotarł wreszcie do przyczyny bólu i Ci pomógł.
    Trzymam kciuki za Elizę, choć nie wiem czy są potrzebne. Praca broni się sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mamy taką nadzieję, właściwie- to trzymamy się tej myśli. Jeśli chodzi o mnie, to okazuje się, że nie miałam problemu z dentystami, dopóki wszystko było ok- czyli jakiś przegląd, maleńka dziurka... A kiedy zaczęły się większe problemy... Ech, dużo by pisać, ale bałam się potwornie.

      Trzyma, trzymaj. Prace są zawsze prześliczne, także konkurencja spora!

      Usuń
  9. Ja szczepienia Kubusia dodatkowo.. ospe przeszedł łagodnie.. prawie wcale..
    Dużo zdrowia dla miska!

    Piękne dzieło córci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy!
      To dobrze, że tak łagodnie się z nim ospa obeszła.
      Buziaki

      Usuń
  10. Kochana a ten zab to na górze czy na dole? Bo górne często bolą od zatok.
    Biedny Misiek, a jednak szczęściarz, że na Was trafił!
    A praca Elizy znów zachwyca. Ma dziewczyna wyobraźnię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na górze, ale to jednak dziąsło. I nie wiem, czy się cieszyć, czy nie... Bo to dłuższe leczenie się zapowiada...
      Dziękujemy za miłe słowa :*

      Usuń
  11. Biedny psiak. Człowiek się o swojego pupila martwi jak o dziecko,dosłownie. Przeżywa się złe samopoczucie podopiecznego, martwi o jego stan. Z mężem z czasów sprzed dzieci półtora roku mieliśmy dwa koty. Oj,jak ja przeżyłam kastracje jednego,ojej. Jak odbieralam godło zabiegu,to ryczałam, tak mi było bidulka żal. Zwierzę,to prawie jak członek rodziny, przywiązujemy się bardzo.

    Co do szczepień. ..to ja jestem za,ale na ospe nie szczepilam, myślałam nad tym. Ale też syn tyle przeszedł szczepionek, pneumokoki, meningokoki. Trochę się boję,gdyby to jeszcze była jedną dawką..a tu dwie.
    Samej choroby tez się boję...i badz tu madry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest. Powiem Ci, że jak jeździmy do tego weterynarza i patrzę na tych starszych ludzi z tymi swoimi zwierzakami- aż się łezka kręci. Oni często mają tylko siebie. I walczą o tych pupili do końca...

      U nas Eliza na ospę nie była szczepiona, przeszła łagodnie. Meningokoków nie robiliśmy, tylko pneumo. Lilce też nie planowałam robić przeciwko ospie, ale lekarz ostatnio mi mówił, że u nas bardzo dużo jest powikłań neurologicznych. Nie znam co prawda, żadnego dziecka, które ciężko by ospę przeszło, albo miało jakieś powikłania, ale że nie szczepię dziewczyn NA WSZYSTKO na co tylko można, to doszłam do wniosku, że ta ospa nie zaszkodzi.

      Usuń
    2. Ps. A co z Waszymi kotkami? Macie jeszcze je? Bo chyba nic nie pisałaś o nich, albo mi umknęło.

      Usuń
    3. Nie pisałam,ale się zbieram od jakiegoś czasu. Mieliśmy dwa koty przez półtora roku,jeszcze przed dziećmi. Ale u męża zaczęły się problemy skórne. Chodził do dermatologa, leczył to,Ale ciagle nawracalo. Wreszcie zaczęło mu się babrac na powiekach. Okulista po zebraniu wywiadu wysłał go alergologa, więc D.zrobił testy z krwi. Wyszło,że ma alergię na tzw białko kocie,czyli kocią sline, która jak kot się myje rozprowadza sobie po futerku. Jak doszedł kaszel, po rozwazeniu za i przeciw zaczęłam szukać nowych domów dla kotkow. A były piękne, norweskie leśne, moja ukochana rasa. Jak oddawałam Gustava to tak ryczałam jakby mi ktoś zmarł. Gustav mieszka w Szczecinie właśnie: )) drugiemu znaleźliśmy wspaniały dom w Warszawie. Tęsknię czasem, no traktowalam je jak dzieci: )) ale realnie zdecydowaliśmy, ze bez sensu by D brał leki antyhistaminowe, jak można odciąć zrodlo alergenów...ale i tak była to wtedy bardzo trudna decyzja.

      Usuń
    4. Norweski leśny- fantastyczna rasa, wspaniałe koty. Sąsiadka z bloku, gdzie mieszkałam z rodzicami, ma takiego. Ogromne są :) Człowiek się bardzo przywiązuje, to w zasadzie jak rodzina. Ktoś, kto nie miał zwierzaka tego nie zrozumie. Marcin kiedyś, jak skończyła się Miśka karma, oddał mu swoją kiełbasę :) Ujął mnie tym tak, że sam nawet nie wie, jak bardzo :)

      Usuń
    5. A co do decyzji, to jak najbardziej rozumiem. Niestety, alergie to poważna i uciążliwa sprawa. Czasami takie ostateczne decyzje są niestety jedynym rozsądnym wyjściem. Jak masz jakieś fotki, to chętnie zobaczę. Gustav- fajne imię. Rozważałabym takie dla synka, ale Marcin by się nie zgodził :)

      Usuń
    6. Za niedługo fotki pokaże na blogu :)

      Usuń
  12. Biedny Misiek i biedna Ty oraz Twój ząb :/ A ten dentysta nie mógł nowej plomby zrobić, skoro już tę starą wygrzebał? No, w każdym razie mam nadzieję, że już nie cierpisz takich tortur i że przyczyna bólu została poznana oraz zażegnana.

    Praca Elizy - klasa sama w sobie! Podejrzewam, ze cała Wasza rodzina miała jakiś udział w jej tworzeniu - i wyszła naprawdę imponująca :)

    No i jeszcze pytanie od kompletnego laika w tego typu kwestiach: jak sprawdzasz te hasła, po których ktoś odwiedza bloga? Bo aż sama jestem ciekawa, jakby to u mnie wyglądało - a nie mam pojęcia, skąd uzyskać takie informacje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nie mógł, bo to dyżur... W każdym razie- założył mi jakiś opatrunek, którego o 22 już nie miałam, więc chcąc nie chcąc musiałam jak najszybciej umówić się na wizytę, bo chodząc z tak rozbabranym zębem, narobiłabym sobie tylko więcej biedy.

      A to Ci powiem, że ja nie miałam żadnego :) Serio. Marcin załatwił styropian. Babcia materiały. A ja? Wychodzi na to, że tylko zdjęcia zrobiłam :)

      A w sprawie pytania, to już Ci napisałam maila. Dostałaś?
      Buziaki

      Usuń
  13. Przy opowieści o Miśku, to się prawie spłakałam. Ty wiesz, że ja Was uwielbiam za to, że zamiast psa za miliony monet przygarnęliście Jego <3

    A czytając pozostałą część wpisu, to już się prawie ze śmiechu spłakałam. Ja wiem, że ból zęba jest mało śmieszny. No ale Ty tak o tym piszesz, że nie można się powstrzymać.
    A źródła ruchu sieciowego...ja u siebie nie widziałam takich kwiatków. Takie rzeczy, to tylko u Mamy2c ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem :* I powiem Ci, że nawet jeśli kiedyś, już będziemy mieć znowu te miliony monet na rasowego psa (bo jakoś się rozeszły, kurna) to zawsze obok niego, będzie spał jakiś adopciak albo znajda.

      Martuś, zapewniam Cię, że moja kolejna wizyta, to dopiero był śmiech... przez łzy :)
      Co do źródeł ruchu sieciowego- podałam te najmniej drastyczne :) Bo bywają takie hardcory, że może dobrze jeśli ten PIS zacznie nas inwigilować :)
      Buziaki

      Usuń
  14. Biedna Martuś ;) .. muszę tak zacząć ten wpis, zebyś się znowu nie poczuła ze bardziej psa szkoda niż ciebie ;)
    A tak na serio, to na prawdę bardzo mi szkoda Twojego piesia ;( .. biedactwo.. nawet nie może powiedzieć co mu jest.. a Ty.. Ty widzisz powiedziałaś, poszłaś do dentysty- zawsze jakoś dasz sobie radę ;)
    Ja nienawidzę ginekologów i dentystów. Ucieczka przed wizytą u dentysty- dla mnie to nei problem- ostatnio w zeszłym roku jak Pani wyczytała mnie zebym weszła bo moja kolej to ja weszłam, powiedziałam "Dzień dobry ja przyszłam tylko się zapoznać ;)", po czym wyszłam umawiając sie na inny termin- który później odmówiłam ;) I tak do dziś chodzę z uszczerbioną plombą i obawiam się że jak następnym razem sie umówię to też ucieknę ;)
    Ginekologa wolę niż dentystę jeśli musiałabym wybrać, ale też omijam szerokim łukiem- no teraz to nie mogę. Póki co mój gin to starszy Pan więc nie ma mowy o czerpaniu przyjemności chociażby wizualnej, ale mam kumpelę która chodzi do młodego Pawła i kazda wizyta to dla niej przyjemność ;)
    Pozdrawiam Cie serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, serio- wyszłaś od dentysty?! O kurczę- nieźle :) Ja to raczej z tych, że wolę mieć za sobą, jak wiem, że muszę już na bank iść.

      Nawet przy mega przystojnym facecie, mam wątpliwości, żeby TO badanie mogło być dla mnie kiedyś przyjemnością :) No chyba, że mnie znieczulą :)

      Usuń
  15. Oj biedactwo... :( szkoda szkoda ze tak się dzieje

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj biedactwo... :( szkoda szkoda ze tak się dzieje

    OdpowiedzUsuń
  17. O Martuś, widzę, że nie tylko ja się ucieszyłam z końca ferii hihi ;)
    Praca Elizy mnie dosłownie zachwyciła, jak to jest zrobione?? Przepiękne!
    Dla Misiaczka duuuużo zdrówka, ma psina szczęście, że trafił do takiej kochającej rodzinki :*
    Tylko z tym zębem wyszłaś, biedulo, jak Zabłocki na mydle :( Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śliweczko, przez większość ferii miałam w domu i Elizę i Lilę, także rozumiesz... No nic Ci chyba nie muszę pisać, bo znasz to dobrze- wieczny jazgot, krzyk i pisk. A Ty bądź sędzią na tych igrzyskach śmierci :)
      Praca zrobiona jest na styropianie- woda to folia od zgrzewki po wodzie mineralnej, postaci są wycięte z kartoników, a ich ubranka z materiały. Delfiny chyba też z tektury (o ile pamiętam) i pomalowane farbą. Kółka dla delfinów ze styropianu. Plac zabaw z plastikowych patyczków, owiniętych cieniowaną wełną. Łódki z kolorowej gazety- chyba mojej, jak podejrzewam :) Taka ekonomiczna praca w tym roku, ale efekt bardzo mi się podoba. Konkurencja jest tam jednak spora, także zawsze mówię Elizce, żeby się nie nastawiała.
      Buziaki

      Usuń
  18. Wow. praca Elizy wymiata. ma dziewczyna zdolności.
    ja nie cierpię chodzić do dentysty. jak nie ma dziury, albo ropy nigdy nie wiedza co boli. najbardziej mnie wkurwia gdy wydam 300zł na leczenie, a za tydzień i tak do wyrwania...
    O Misku ciężko mi pisać. po prostu współczuje. jest dla was jak członek rodziny stad rozumiem wasze cierpienie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie mama mi opowiadała, jak ostatnim razem leczyła zęby za grubą kasę i każdy jeden się na nowo popsuł i to bardzo szybko... No szlag by mnie chyba trafił. Kasa to jedno, ale kurczę- ile cierpienia dwa razy!!!
      Dokładnie, to członek rodziny, do tego najbardziej bezbronny bo zdany tylko na nas. Nawet nie umie powiedzieć, że coś go boli. Tu dziewczyny mają nad nim przewagę :)

      Usuń
  19. Marto, ale Ci wyszedł krótki wpis na szybko.
    Mam nadzieję, że Miśkowi się poprawi, a Tobie przejdzie tajemnicze bolicoś.
    Praca Elizy super. Ja bym nie miała cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, fakt- wcale nie taki "na szybko" :)
      Miśkowi odrobinę się pogorszyło, ale już ma zmienione tabletki, także tu jesteśmy dobrej myśli. Moje tajemnicze bolicoś okazało się boli-dziąsłem.
      Oj tak- u mnie właśnie ta cierpliwość też kuleje w takich plastycznych zabawach. Nie wiem więc po kim Ona to ma, ale bardzo lubi w każdym razie. Pozdrawiam :* Ps. Miło Cię tu widzieć.

      Usuń
  20. Buahhaha, przy ostatnich wersach oplułam z lekka ekran :)

    No kijowo z tym zębem. U Miśka przynajmniej postawiono jakąś diagnozę. A może spróbuj do jakiegoś innego lekarza, tym razem zdrowego? :) W ogóle to wkurzają mnie ci stomatolodzy. Bo widzisz, ja dzisiaj też się do jednego umawiałam. I tak padło pytanie "A z czym pani idzie?" Nosz kurda, skąd ja to mam wiedzieć?! Wiadomo, przegląd, jakieś czyszczenie kamienia, a jak będzie dziura to co? Nie zalepią? Wkurzyli mnie, bo jak z każdą pierdołą mam umawiać się na osobną wizytę to chyba wystrzelę się w kosmos....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam Kasiu u innego, cóż- na pewno to niedługo opiszę :)
      I też padło pytanie- z czym. Jak ja miałabym to wiedzieć z czym. Bo jeśli nawet powiem- z bólem zęba, to czy im to coś mówi? Czy wiedzą, ile czasu trzeba założyć na zajęcie się mną? Chociaż powiem Ci, że kiedy umówiłam się na konkretną godzinę a weszłam ze sporym opóźnieniem, to też byłam średnio zadowolona. Nie mniej jednak- sama potem odsiedziałam swoje już na fotelu i też podejrzewam, że ktoś się z tego tytułu naczekał. A ja nacierpiałam :)

      Usuń
  21. o matko, no to się porobiło :) Oby potrafili Miśkowi szybko pomóc, żeby biedaczek pożył jeszcze z Wami sporo czasu.
    Z zębem współczuję, no współczuję, choć nigdy ząb mnie nie bolał, to jednak jak czytam o Twoim dyskomforcie to zaczynam sobie wyobrażać ten ból.

    Praca elizy - FANTASTYCZNA!! Pamiętam poprzednią, ma dziecko talent i cierpliwość, fajnie :) Trzymam ogromne kciuki za wygraną. I zaraz wybieram się na kawę do Ciebie, żeby tych pyszności skubnąć, kusicielko wstrętna ;)

    Przytulam cieplutko, papapa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, najgorsze, że ta Miśka przypadłość to taka pechowa, że ani tego leczyć nie ma jak (poza suplementacją), ani nie można powiedzieć z pewnością- co będzie za rok, dwa. Różnie to przebiega i tu już chyba musimy uzbroić się w cierpliwość, że czas pokaże. Ile by tego czasu jeszcze nie było- cieszę się, że on jest u nas. Kocham tego psa niemal jak własne dziecko. Co ciekawe- nigdy nie chciałam mieć psa-samca :)

      Eliza lubi robić takie rzeczy, ma fajne pomysły. Ja z pomysłami też bym dała radę, ale już z wykonaniem, ech zabrakłoby mi cierpliwości chyba :)
      A na kawę- zapraszam serdecznie. Ja wiem, że Wy Tomaszem lubicie po Polsce jeździć, a Sz-n to nie koniec świata :D
      Buziaki i czekam na maila, bo chyba się troszeczkę domyślam, co mi tam napiszesz :)

      Usuń
  22. Aż mi łzy w oczach stanęły jak czytałam o Miśku. Nierodowodowe adopciaki to najukochańsze psiaki jakie można sobie wymarzyć. Wiem co mówię, bo sama mam takie 30 kg szczęścia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mój drugi pies, któremu podarowałam nowe życie, i wiem, że WARTO. Tyle miłości i wdzięczności, że aż trudno to sobie wyobrazić :) Małgosiu, u nas tylko 13kg :) Masz dużo psiego ciałka do kochania!

      Usuń
  23. Ja rowniez naszybko :)
    - zdrowka dla psinki, mam nadzieje, ue to chwilowy spadek formy i przy Waszej opiecejednorazowy!
    - cierpliwosci z tym dziaslem- zebem, wspolczuje jadzis tez zaliczylam juz fotel dentystyczny... :(
    - sliczna praca, naprawde utalentowana jest wasza corcia!!
    - cistka kusza- zabarnaim, bo normalnie monitor bym lizala :)
    - hiacynty sliczne- rowniez pachna?? moje az "dusza" ale bardzo lubie :)
    - slowa kluczowe u mnie brak- to plus zamknietego bloga :)
    Pozdrowka dla Was!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz Ewa, że w tym roku pachną, ale już nie duszą? A ja w sumie lubiłam ten intensywny, wręcz duszący zapach...
      Misiek ma się lepiej, ale choroba przewlekła, także niewiele możemy tu zdziałać. Mnie niestety czeka jeszcze kilka wizyt. Już się "cieszę"..

      Usuń
    2. Jejku, odczytalas moje wypociny :) jaka analfabetka ze mnie -sorry!

      Usuń
  24. I jak po wizycie kontrolnej Misia? Mozecie wdrozyc dluzsze spacerki? Mam nadzieje, ze jesli nawet jeszcze nie, to juz jest widoczna poprawa i niedlugo siersciuch bedzie znow smigal po lesie...

    Co do zeba, to znajoma miala kiedys taki przypadek, ze chodzila do dentysty z bolacym trzonowcem, a lekarka skrobala sie w glowe, ogladala, opukiwala i stwierdzala, ze przeciez zab zdrowy... W koncu jednak ulegla pacjentce i rozwiercila go. A pod zebem ropa jak ta lala! Dentystka stwierdzila, ze poniewaz zab z wierzchu byl zdrowy, to musialo byc od zatok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie właśnie okazało się, że pod zębem czysto, no ale straciłam przez to plombę :( Mam już nową, ale co z tego, skoro czuję się z nią bardzo niekomfortowo, mam wrażenie, takie bardzo dziwne, że ona jest po prostu ZA DUŻA!!!

      Tak, Misiek może chodzić już całe pół godziny :)

      Usuń
  25. Trzymam kciuki za Miśka!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!