Mama2c

Mama2c

środa, 9 marca 2016

Bardzo słodki weekend

Tak jak przewidziała Mama Tygryska, weekend spędziliśmy "na słodko". Chyba nici z moich planów bycia nowoczesną kobietą, skoro na samo słowo "niedziela" myślę jakie upiec ciasto :)

I muszę to przyznać- w kuchni poszłam tym razem na całość. Oczywiście nie tak, jakby chciał tego mój mąż (ekhm...) ale w sumie też bawiąc się (między innymi) jajkami :)

Większość z Was zna mnie już pod tym względem trochę i wie, że zamiast tradycyjnego schabowego, prędzej przygotuję którąś tam wariację na temat dyni. Podobnie jest z ciastami. Nie prędko więc wyjdzie z mojego piekarnika sernik wiedeński, czy krakowski. Ale taki na przykład miętowy? Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam na Moich Wypiekach, od razu wiedziałam, że to tylko kwestia czasu... Właściwie to miałam zamiar zrobić go nieco później, kiedy będę mogła wykorzystać miętę z działki, ale... krople miętowe też świetnie się sprawdziły :) Od razu Wam podpowiem, że dostaniecie je w większości aptek. Ja natomiast nigdzie nie mogłam znaleźć likieru miętowego, ale nie przestanę szukać :) Może do następnej ochoty na tenże sernik go znajdę.
Przepis na sernik TU. Spód zrobiłam natomiast z TEGO przepisu.

A teraz podziwiajcie :) Z góry przepraszam za taką ilość zdjęć, ale... same rozumiecie- nie mogłam się zdecydować, które najlepiej odda mój zachwyt nad tym wypiekiem. Aha! To pewnie przez ten orzeźwiający smak, ale degustujący, nie mogli uwierzyć, że to sernik pieczony :) W każdym razie- ciocia Marta będzie tak dobra, i gdyby ktoś chciał przepis na sernik miętowy na zimno, to za chwilę zdradzę Wam (choć miałam zrobić to dopiero w wielkanocnych inspiracjach, ale niech mi tam...) gdzie go szukać :)








Co Wam jeszcze mogę napisać o tym serniczku? Na pewno nie zdetronizował mojego ukochanego dyniowego, ale jest tuż tuż za nim. Jest taki... inny :) Orzeźwiający, w sam raz słodki, i ta polewa... Na pewno zrobi wrażenie na gościach, choć musicie mieć pewność, że lubią miętę. Mój brat, który ma uraz do kropli żołądkowych, zdecydowanie odmówił degustacji. Choć powtarzałam, że użyłam kropli miętowych :)

Przewidziałam jednak i to, dlatego dla opornych, machnęłam jeszcze sernik na zimno. Niech też coś mają od życia :)




Przepisu linkować nie będę, bo baza ta sama co w zeszłym tygodniu- zmieniłam tylko smak galaretki dodawanej do środka (cytrynowa) i tej, wylewanej na wierzch- z czarnej porzeczki. Do masy wrzuciłam galaretkę i mrożone porzeczki.

To jednak nie koniec słodkości :)
W piątek, kiedy nie wypaliło nam bycie sam na sam, Marcin powiedział swoje słynne: "A wiesz co bym zjadł?". I ja się zawsze boję tego Jego: "A wiesz co bym zjadł", bo facet ma czasem takie pomysły, że nawet moja mama zawału dostaje :) Ostatnio na przykład, poprosił abym zasugerowała mamie, że na niedzielnym obiedzie chętnie zobaczyłby... kopytka. Ok, ok- danie jak każde inne, ale... na niedzielny, proszony obiad? Babcia przełknąć tego nie mogła :) Ale zrobiła. A jakże. W każdym razie, kopytki, jak mówi Lila, były zamówieniem u babci, mnie przypadły słynne wafelki naszej koleżanki Kasi.

Cóż Wam mogę napisać? Te wafelki są pyszne. Uzależniająco-wciągające. Proste i bardzo szybkie w wykonaniu. Wady? Z całą pewnością kaloryczne i absolutnie niezdrowe :)
Żebyście ich jednak nie skreślały, dodam, że świetnie zajmują dzieci. Nie tylko podczas konsumpcji (moje dziewczyny akurat ich nie lubią, ale jak już czytałyście- trzecie dziecko, czyli mąż- uwielbia), co zaraz zobaczycie na zdjęciach:



...a po tym, co zaraz napiszę o tym garnku, blog, moja rodzina, a przede wszystkim ja sama, zyskamy jeszcze bardziej ludzkie oblicze :) Gotowe na krótką opowieść o garnku z jednym uchem?

"A było to tak:
Z całą pewnością były to pierwsze lata naszego małżeństwa, bo o ile pamięć już nie ta, to pamiętam doskonale, że a) Eliza była wtedy jeszcze mała i b) często jeszcze wtedy się kłóciliśmy (czyt. chciało nam się jeszcze, bo teraz to już nawet awantury nie cieszą :))
I właśnie podczas jednej z tych kłótni, jak nie pizgnę tym garnkiem o podłogę... Nikt już nie pamięta o co właściwie chodziło, chociaż każdy wie, że o teściową... W każdym razie Marcin jak oparzony krzyknął: "Pojebało cię, wiesz ile te kafelki kosztowały?" Nie, żebym się tym przejęła- bardziej poruszyło mnie, że garnek mojej mamy, taka rodzinna pamiątka, stracił ucho! I to k... przez teściową.





Tutaj poprosiłam Dziewczyny: "Na Boga, uśmiechnijcie się trochę, przecież nie robicie tych wafli na moją stypę!" (NIE)posłuchały, jak widać, ale zdjęcie wrzucam, bo ciekawa jestem, co sądzicie o podobieństwie dwóch córek? Widać, nie widać?






A teraz, ta-dam, lećcie zobaczyć miętowy sernik na zimno, w modnych tej wiosny (jak chyba każdej wiosny :)) pastelowych kolorach. Ja się zakochałam :) O TUTAJ go dobrze widać.

Jeśli zaś chodzi o wiosnę, to może na zewnątrz jeszcze nie jest tak pięknie, jak w ubiegłych latach, kiedy przez balkon mogłam podziwiać moje kochane krokusy (zanim jakiś palant mi ich nie wykopał)...


 ...ale powoli, powoli...


I  w sumie to chyba mogę zrobić wielkie UFFF, bo będąc wczoraj na działce zdecydowanie się uspokoiłam- ani nornice, ani krety nie wrąbały moich cebulek. Jupi! Wyszły chyba wszystkie... Chyba, bo powyżej trzystu przestałam już liczyć :)
I już niedługo, już za chwilkę, będę sobie przynosić świeże kwiaty z działki...
Taaa, na pewno! Będzie jak rok temu, kiedy nad każdym tulipanem, stałam z noże z pół godziny i dumałam, gdzie bardziej chcę go oglądać- w domowym wazonie, czy przychodząc na działkę :)




A już w następnych postach, skrobnę co u Dziewczyn (dzieje się!) i zaserwuję Wam garść słodkich, wielkanocnych inspiracji. W końcu też... (naprawdę!) napiszę o Miśku, bo to właśnie rok temu w marcu, pojawił się w naszym życiu, a także zgodnie z tym co obiecałam- opiszę naszą przeprawę z jedzeniem Elizy. A raczej niejedzeniem....

29 komentarzy:

  1. Oj Matrus Martus!
    Po pierwsze- CUDNE serniki! ( ja pieke sernik dwa razy w roku wiec tym bardziej slinka mi leci jak twoje ogladam )

    Po drugie- co do garnka. Ja mam taka patelnie (nowka sztuka wtedy byla, pierwszy raz w urzyciu). Ma piekne wglebienie na srodku. Ale nie przez tesciowa. Tylko ot tak, nalozylo sie za duzo na raz roznych frustracji .

    Po trzecie- dziewczyny absolutnie do siebie nie podobne. No nie i juz :D

    Po czwarte- ''bawiac sie jajkami'' - no uwielbiam Cie! You made my day. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak zareklamowalas ten sernik, że chyba dodam go do wielkanocnego menu.

    Hehhe, też byłoby mi żal garnka ;)

    Ty tu Martuś o wiośnie, a u nas w nocy spadło z 10cm śniegu :S

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne te tulipanki miałaś! Jeszcze chwilę trzeba poczekać na nie znów ;) I ciasta jak marzenie ☺ Podziwi, że ci się chce tyle piec! Masz talent!

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze wiosna u Was masakryczna.. u nas śnieg. A po 2 nie możesz dodawać takich pysznych postów.. zazdroscimy! !

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja Kochana Marto W-K jesteś okrutna takie pyszności a mi się żołądek przewraca z rozpaczy że nie mam nic słodkiego w domu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale masz super pomocnice :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Serniki na zimno lubię w szczególności, a ta mięta musi nadawać naprawdę nietypowego smaku. Kopytka z kolei mogłabym jeść codziennie - nawet na niedzielnym, proszonym obiadku - więc wcale się Marcinowi nie dziwię :)

    Podobieństwa pomiędzy Twoimi Dziewczynami jakoś nigdy nie widziałam i wciąż nie widzę - może to ja mam jakiś feler, ale na mój gust są od siebie zupełnie różne i wcale jak siostry nie wyglądają (oczywiście gdyby nie ich siostrzana miłość, którą często na blogu manifestują ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, no i w szczególności czekam na post o niejadku-Elizie, bo jak już wiesz z Bąblem bardzo podobne perypetie przechodzimy...

      Usuń
  8. To my u Bąbelków motywujemy się do zgubienia tu i ówdzie, a tu takie pyszności. I motywacja poszła się bujać. Dobrze, że tylko paluszki mamy w domu :)
    Podobieństwa między dziewczynkami nie widzę, ale identyczne zaangażowanie wypisane na twarzach.
    PS. Czy już pisałam, że przepadam za Twoim poczuciem humoru?
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  9. Niby garnczek a jakie potężne uczucia wywołuje z jednej strony matka z drugiej teściowa. Dziewczynki nie podobne ale z jakim namaszczeniem one te łyżki trzymają i jak równo zsynchronizowane ruchy robiły. Pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  10. Na serniki to chętnie bym się wręcz wprosiła ;) są pewnie pyszne.. Szczególnie jak dla mnie - miętowy..
    Podobieństwo dziewczynek.. Jest, ogromne.. Normalnie identyczne minki :D
    U Was rok Miśka, u nas rok Amelka z nami. Zleciało..
    Czekam na kolejny post z niecierpliwością! ;*
    U mnie etap awantur trwa z powodu.. Też poniekąd teściowej! ;) ale da się przecież radę ! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Marta, narobiłaś mi strasznego smaka. Przyjadę do Ciebie to wszystko pożreć. Niezwykle smakowicie wygląda.

    Dziewczyny niezbyt podobne, ale mimika identyczna.

    My nie mamy takich poobijanych pamiątek. Nie rzucam, najwyżej krzyczę.
    Poza tym J. nie ma żadnej rodziny, ani rodziców, ani dziadków, ani rodzeństwa, ani rodzeństwa rodziców, to wiele powodów kłótni odpada. O moją mamę się nie kłócimy - co najwyżej ja z nią. :)

    U nas śniegu nie ma, ale nieprzyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. heheeh ja mam TAK SAMO :) MUSI być słodki weekend, nie ma to tamto:) ale aż tak mocno to nie szaleję:)
    Jessuu naprawde już taka wiosna jest? W mieście tego nie widać, ale na weekend jedziemy do Rodziców, na wieś to mam nadzieję, że też takie cudne zdjęcia uda sie zrobić.. bo ja tak już tęsknię za tą wiosną

    OdpowiedzUsuń
  13. Ależ tu smakowicie ;) Kochana, podziwiam, że masz czas i chęci na to wszystko :) I notki tak często dodajesz, jak Ty to robisz?? Musisz być świetnie zorganizowana ;)
    Czekam na posty o Miśku i niejadku Elizie hihi :*
    A dziewczynki są bardzo do siebie podobne wg mnie, chociaż Lilka bardziej do Ciebie, a Eliza do Tatusia ;) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Zaszalałaś! Jak zwykle chyba. Piękne tulipany. Ja mam nadzieję, że w ty roku nie zapomnisz o mnie i doczekam się jakiś kwiatków nowych?! Co?!
    A co do garnka to musisz powiedzieć teściowej, żeby Ci odkupiła na urodziny. Hehe
    Złożyłaś jej chociaż życzenia w dniu teściowej? Ja skorzystałam z okazji, że moja była akurat u Jasia na urodzinach i złożyłam. A co tam! Niech wie jak ją "kocham". Ona nigdy się nie zastanawia czy sprawia mi przykrość to ja też nie zamierzam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja od 10 dni bez slodkiego- nic!! null, zero!!! a Ty tak kusisz... smakowe kubki az pozwijaly sie z bolu :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Choć sernika nie lubię to chyba bym sie skusiła bo tak smakowicie wyglada!

    OdpowiedzUsuń
  17. A wiesz, ja ostatnio zaczęłam angażować dziatwę do pomocy przy pieczeniu. staram się zamykac oczy gdy skorupki lądują w misce, maka na podłodze, a bita śmietana na kafelkach :))
    Jacy oni są dumni gdy ciasto gotowe. Ich "dzieło"...

    OdpowiedzUsuń
  18. Ojej :) te wafle moja babcia zawsze robiła, zwłaszcza jak nie miala pomysłu co upiec albo jak nie było wiadomo na co kto ma ochotę :0 Sernik miętowy - na pewno go wypróbuję, bo uwielbiam mietę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jejku a tu człowiek na diecie!!!!!!!!!!!!!Jak możesz :p

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten sernik z miętą mnie bardzo kusi żeby spróbować. Wszystko obłędne u Ciebie jak zawsze.
    Nie ma to jak porzucać garami lub ...talerzami;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Podobieństwo dziewczynek widać :)) Historia z garnkiem rządzi, ja mam taki kubek bez ucha na pamiątkę, bo też w furii rzucam przyborami kuchennymi :P
    Idę też szukać wiosny...

    OdpowiedzUsuń
  22. Ooo... Muszę przez Ciebie zrobić ciasto. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. ukhm... halo, a co z naszymi postanowieniami o zrzuceniu kilku kg? ;) Ty jak zwykle kusisz, boże jak to dobrze, ze serniki to ciasto na końcu mojej listy, choć Twoje i ten na zimno wyglądają obłędnie. Tomek natomiast kocha serniki, jak i Ty :)

    to Twoje "świntuszenie" rozbawiło mnie - jak cię nie uwielbiać ;)

    Dziewczyny? Nie podobne nic a nic. Nie nie, choć obie śliczne :)

    Rany, to już rok macie Miska?? kiedy to zleciało??

    ps: aja tam chętnie też bym zjadła kopytki na niedzielny proszony obiad :)

    OdpowiedzUsuń
  24. aaa, a wafle znam z dzieciństwa :) jak w sklepach były puste haki, mama nam jakims cudem zdobywała takie wafle (miałyśmy szczęście, pracowała w centrali handlu zagranicznego.. to było okno na świat w tamtych czasach) i przekładała swoim dżemem, bądź jakąś masa czekoladową - niebo w gębie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonka! Podziwiam ze mobilizację i nadrobienie. Mnie jakoś tu na blogu i u Was mało ostatnio :( Jakoś tak w ogóle zebrać się nie mogę.
      U nas w domu wafle rzadko się jadło, a tu dziewczyny zrobiły wg przepisu naszej koleżanki- z galaretkami. Oj mówię Ci- Niebo w gębie!
      Ja serniki lubię bardzo, ale tylko pieczone. Tych na zimno nawet nie próbuję :) No chyba, że zrobiłabym sobie malinowy, albo kawowy (bo na ten kawowy mam przepis), to może bym się skusiła. Jak wiesz- ja ciasta generalnie bardzo lubię. Torty, przekładane kremem, szarlotki... Długo by wymieniać :)
      A o zrzucaniu wagi to Ci napiszę w mailu :)

      Usuń
    2. Staram się, jeszcze kilka blogów "nie ruszylam", idę po kolei ;)
      z galaretką jeszcze nie jadłam, ciekawy pomysł, Tomek miosnik nie tylko serników, ale i galaretek, pewnie zapała miłością do nich :)
      Czekam na wieści o wadze ;)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!