Mama2c

Mama2c

czwartek, 3 marca 2016

No to się pośmialiśmy...

Ten, którego podobno najłatwiej rozbawić, opowiadając Mu o swoich planach i my- rodzice z niemal 10letnim stażem, a naiwni, jakbyśmy dopiero co wrócili z pierwszym dzieckiem do domu. Bo mając taki staż i dwójkę dzieci na stanie, naprawdę nie braliśmy pod uwagę takiej opcji, że plany się zmienią? No... naprawdę. Dlatego piątek mieliśmy zaplanowany godzina po godzinie. Było odstawienie Lilki do przedszkola- przez tatę, bo to święto, była wizyta z Elizą u ortodonty i odwiezienie Jej do szkoły, potem sprawy urzędowe (bleee) i już, już można otwierać szampana- jakieś 3-4godziny sam na sam. I obiad poza domem miał być- we dwoje. Bez tego ciągłego: "Usiądź!", "Nie biegaj po całej sali", "To przez takie dzieci jak wy, była cała ta dyskusja o lokalach wolnych od dzieci!", "Uspokójcie się. We dwie działacie jak naturalny środek antykoncepcyjny w promilu kilometra."... I wiele, wiele innych. I pal licho, że to miała być tylko pizza :)

I kawa miała być też. Bo odkąd mój ukochany ekspres nie spienia mleka (hmm, będzie już parę miesięcy, od kiedy Marcin zawozi go do serwisu...) to nawet latte w domu już się nie napije. Oj tak, biedna ja, wiem ;) No w każdym razie- co tu dużo pisać- nawet, jakbyśmy mieli przesiedzieć te kilka godzin na ławce w parku, to też byśmy się jarali. Tak rzadko jesteśmy tylko we dwoje, że właściwie może powinnam się zastanowić, czy ta sytuacja by nas nie przerosła :)

Zresztą... już nie ma się czym martwić, bo plany drastycznie się zmieniły.
Wstałyśmy dziś jak zwykle. A potem już nic nie było jak zwykle. Najpierw Eliza po herbacie udała się do toalety, a tam PAW... Oooo, jak miło z samego rana. Dla Lilki to zdarzenie na miarę sensacji (Gosia, właśnie doczytałam w komentarzu pod poprzednim postem, że dla Hani też :)), także gdyby mogła, pewnie wlazłaby Elizie na głowę, byleby mieć lepszy widok... Z troską pytała co chwilę: "Rzygałaś? Tak Elizko, rzygałaś?"...

O dziwo, Eliza dość szybko poczuła się lepiej. Na tyle, żeby jednak pójść do szkoły. Miała na 12, więc od wymiotów minęło trochę czasu, mimo to i tak miałam opory, żeby Jej na to pozwolić- cóż, po tym incydencie z bólem głowy w szkole i brakiem telefonu do mnie, żebym Ją odebrała, obawiałam się, że nawet jeśli zwymiotuje na środku klasy, to i tak okaże się, że nic Jej nie jest i może wziąć udział w zajęciach. Co ciekawe- dziś chłopiec z bólem głowy poszedł do domu. Także można. Jednak decyzję o puszczeniu ucznia do domu podjęła pani od angielskiego, a nie wychowawczyni.

W każdym razie, niedługo po tym jak Eliza poszła do szkoły, odebrałam telefon z przedszkola. Zgadnijcie, z jaką wiadomością... Tak, Lilce się "ulało". I też szybko poczuła się dobrze. Do tego stopnia, że powiedziała pani, że ma nie dzwonić do mamy, bo ona chce jeszcze zostać w przedszkolu. I tu mała dygresja- czy to jeszcze trzeba się cieszyć, że Ona tak to przedszkole lubi, czy już martwić, że w domu być nie chce? :)

Natomiast kiedy już weszłam na salę, Lila była pogodzona z faktem, że wraca do domu i wtuliła się we mnie, opowiadając o swojej "przygodzie"... Poszłyśmy jeszcze do apteki i nie wiem, czy to świeże powietrze, ale dziecko odżyło. Domagała się nawet spaceru z Miśkiem, na który go zabrałyśmy. W domu wystroiła się w Elizy sukienkę, rzuciła się na ciasto dyniowe (próbowałam oponować- z marnym skutkiem), wariowała i pytała, kiedy obiad... Typowe dla dzieci, prawda? Małe rzyganko nie odbierze Im przecież radości życia. Przed samym obiadem jednak Lilę energia opuściła. Zaproponowałam Jej ryż z warzywami. Wybrała tylko ryż, a i tak po trzech widelcach już nie chciała. A potem już zaczęło się na dobre i trwało do wieczora... W sumie do 19, bo wtedy padła. Masakra. Wiem, doskonale wiem, że jest tyle innych, ciężkich przypadłości, że taki wirus to pikuś (toteż nie panikuję), ale widok własnego dziecka, męczonego wymiotami, nie jest łatwy.

Mam nadzieję, że probiotyki i ta marna ilość smecty, której Lilka nie zdążyła zwymiotować, zrobią swoje i noc minie nam spokojnie... Tym bardziej, że przed nami weekend. I niech będzie nam dane spędzić go normalnie.

A tydzień temu, dziewczyny tak szalały w lesie:










I trochę humoru jeszcze...
Eliza po szkole pyta Lilę, jak było w przedszkolu. Na co Mała, zupełnie poważnie, choćby jakby trochę nieobecna (no tego się opisem nie odda, ale było kapitalne), odpowiada: "Nie wiem... Dziwnie musiało być. I nawet wymiotowałam!"

Wczoraj Eliza próbowała nauczyć Lilę zabawy w ciepło-zimno. Nic to, że Lila zupełnie nie skumała o co chodzi. Dziś pyta Elizę, czy się pobawią w tą nową zabawę. Eliza zamyślona pyta: "Ale w jaką?". Na co Lila tłumaczy: "No w tą- zimno i lato" :)

Eliza uczyła się ostatnio piosenki na angielski. Szło to chyba tak: "What's the weather like today". Lila, która błyskawicznie podłapuje wszystko co po angielsku, zaraz zaczęła to sobie nucić. Tyle, że "today" zamieniając na... "TUTAJ". Nie dała sobie przetłumaczyć, że tam jest inaczej. Ma być "tutaj" i koniec. Dzisiaj, jako, że żadne z nas biegle po angielsku nie mówi, orzekliśmy, że wersja Lilki, brzmi całkiem poprawnie i może być :)

49 komentarzy:

  1. O kurczę...niedobrze. skąd te cholerne choroby się biorą? Kiedy to się skończy?
    Ale Lilka ma zasób słów. ..! Jak dla mnie szok: )

    Zdrowiejcie! I aby ta noc była spokojna,i dla Ciebie i dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przednówek Madzia, niestety... Mam nadzieję, że teraz to już tylko lepiej będzie. Oby!

      Usuń
  2. Chyba powinnam Wam współczuć tego wirusa, rzyganka i pokrzyżowanych planów - ale wybacz, uśmiałam się przy tym poście jak cholera ;) Z tekstów dziewczyn można by było jakiś kabaret zrobić, a i te Wasze powiedzonka "restauracyjne" skierowane pod ich adresem podziałały na mnie jak gaz rozweselający ;) Tak czy siak, wracajcie szybko do formy !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :*
      Musiałabym nagrywać wszystko co mówią, bo naprawdę- czasem kabaret, ale to mi umyka... No nie da się wszystkiego zapamiętać. Za to nasze tekst do Nich już łatwiej, bo to przecież w kółko to samo :)

      Usuń
  3. U Nas kochana Kuba jyz 2 tydzień w domu.. zamiast w przedszkolu. Myślę, że od poniedziałku już pójdzie..
    Życzę Wam jak i Nam zdrówka!

    A co do męża i ekspresu, to pamiętaj - jeśli pół roku temu mówiłaś, to nie przypominaj.. On pamięta! Yyy tylko wiesz.. zrobi jak bd miał czas, między meczami- zaraz zostanę tu zlinczowana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, jasne- to przecież dopiero pół roku! Gdzież bym śmiała Go ponaglać, albo się upominać :)

      Nie lubię tych pauz, bo Lila zdecydowanie uwielbia swoje przedszkole i w kółko słyszę: "Mamo, kiedy będę zdrowa. Ja już jestem zdrowa. Mogę iść do przedszkola?"... Zdrówka nam wszystkim.

      Usuń
  4. Och ciagle cos. Duzo zdrowka I milego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj to współczuje.. Szkoda, że randka z mężem się nie powiodła. Ale może innym razem się uda! Życzę, aby weekend minął spokojnie i bez sensacji.. żołądkowych! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udała się dziś- mini randka :) Dobre o to.
      Nie chcę zapeszać, ale może jutro już będzie naprawdę dobrze. Oby.
      Dziękujemy :*

      Usuń
  6. Ojoj znowu choróbska,ale może taki pojedynczy epizod....zdrówka:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie pojedynczy, a jeszcze biegunka doszła :(

      Usuń
  7. Ojoj znowu choróbska,ale może taki pojedynczy epizod....zdrówka:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach, te choroby- mam nadzieje, ze was, doroslych ominelo??
    Kochana co ma wisiec nie utonie :) ale serio nie planuj juz bo..no widzisz ...


    zdjecia wiosenne, pelne pozytywnych fluidow- tankuje swiatlo i sloneczko u was!!
    Milego, zdrowego weekendu!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpukać, nas ominęło. Ja co prawda faszeruję się probiotykami, Marcin rżnie twardziela i nic nie bierze :)

      Niestety, w ten weekend słońca nie widać.

      Usuń
  9. Ale dowcipny ten pan w tym tygodniu... Mam nadzieję, że chociaż z weekendu uda Wam się skorzystać! U nas dziś pogoda taka, że zamarzyła mi się działka i nasze przebisniegi... Ale jesteśmy w ten weekend bez auta więc marne szanse. Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, czarny humor się go trzyma :) Weekend chyba uda się spędzić tak, jak byśmy chcieli, ale wolę już nie zapeszać. Dziś nie było źle.
      Oj tak, bez auta to jak bez ręki.

      Usuń
  10. Znowu choróbska. Mam nadzieję, ze to tylko jednorazowa akcja i przed Wami spokojny (zapewne słodki :) weekend.
    My zaplanowaliśmy sobie randkę na poniedziałek. Mąż miał wolne, więc skłonna byłam nawet powierzyć Dziecia teściowej. Tymczasem Chłop wrócił z delegacji rozłożony. I tyle naszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodki, słodki i to bardzo- wszystko pokażę (czytaj: pochwalę się :p) po weekendzie. O kurczę, co to za plaga niewypalonych randek...

      Usuń
  11. Ojeeej, dziewczyny, wracajcie do zdrowia i normalności! Laura do tej pory wymiotowala tylko raz i fakt, straszny to był widok, bo bidula zupełnie nie rozumiała co się z nią dzieje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lila już rozumie, ale nie oszukujmy się- Eliza już przeczuwa co się stanie za chwilę i biegnie do toalety, Lila... Lila jest bardziej spontaniczna :) także latałam z mopem cały czwartek.

      Usuń
  12. Nienawidzę wymiotowac, a jeszcze bardziej patrzeć jak ktoś wymiotuje. Do tej pory dziecko me było łaskawe w tej materii i tylko raz zafundowalo mi tę atrakcję, ale już się cieszę na przedszkole ;))) Trzymajcie się zdrowo i fajne to, że chce Wam się na randki chodzić, mniejsza z tym, że nie zawsze de facto chodzicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj powiem Ci Iso, że chce nam się, i to bardzo. Już od dawna mam poczucie, że jesteśmy tylko rodzicami. I w sumie to kocham tą rolę, ale zwyczajnie brakuje mi czasu we dwoje. Poza domem. Bo w domu z przyjemnego wieczoru zawsze wyskoczy coś, co nas oderwie od spędzenia czasu razem. Pominę fakt, że to ja muszę aranżować, organizować opiekę...
      Lila w porównaniu do dzieciństwa wczesnego Elizy, i tak rzadko wymiotuje... Eliza nie dość, że miała refluks, to jeszcze na każdą gorączkę i byle kaszel reagowała wymiotami. Masakra, powiem Ci szczerze.

      Usuń
  13. Biedne dziewczyny. Oby zaraz przeszło.
    Pełno teraz takich wirusów dookoła.
    Miejmy nadzieję, że nie będzie ich to gnębić kto wie jak. ;**
    Szkoda, że z randki nici. Fajnie, że jednak chociaż planujecie takie wypady! :)
    Fajnie, że czasem macie ochotę pobyć tylko we dwoje! :)
    I do trzech razy sztuka, także na randkę przyjdzie pora! ;)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu do czasu tego potrzebujemy :) Bo pomijając wszystkie zakręty, to my siebie po prostu lubimy. To znaczy ja Jego, tak, bo w sumie czy On mnie to nie wiem :)
      Wirus odpuszcza, no i fakt- pełno tego :(

      Usuń
  14. Zoladkowe wirusy nic przyjemnego:9 Zdrowka dla dziewczyn i Was wszystkich! A Wy, jeszcze bedziecie mieli swoje wyjscie na pizze, w koncu sie uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że się uda. Kiedyś :)
      Biedne, biedne. Już nie wymiotują, ale teraz inne "atrakcje" Je dopadły.

      Usuń
  15. Jak się czują Dziewczyny? Mam nadzieję, że już koniec rzyganka?
    Marta, przypomnij mi linkowo Twoje posty o adaptacji Lili w przedszkolu, proszę :-) Jak to przeżyła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzyganka koniec, ale teraz drugą stroną :( Ech, kocham "jelitówki", grypy żołądkowe i wszelkie niestrawności, zatrucia...

      Promesko, wiesz co ja chyba takich typowo adaptacyjnych postów tu nie poczyniłam. U nas dni adaptacyjnych nie było, Lila zaczęła chodzić od pierwszego poniedziałku sierpnia 2015. Podejrzewam, że w postach z tamtych dni napominałam jak Małej mijają pierwsze dni, a przede wszystkim ( w związku z tym, że Ona poczuła się tam jak ryba w wodzie) o tym, co ja w związku z tą zmianą czuję :) Bo to owszem- była dobra zmiana, ale ja musiałam ją najpierw przetrawić.
      W każdym razie- Lila to urodzony zwierz przedszkolny. Kiedy nie może tam iść, jest chora podwójnie. Dlatego śmieję się właśnie, czy powinniśmy się jeszcze cieszyć, czy może już martwić :)
      Eliza też nie musiała się aklimatyzować, ale chociaż mały kryzys przyszedł po jakimś czasie, a ta mała bestia- no nic! My mamy do przedszkola rzut beretem, w związku z czym, zdarza mi się o 14.30 wracać do domu bez dziecka, i dzwonić do Marcina, żeby spróbował zabrać Ją o 16... Takie cuda :) Podejrzewam, że Ona tak bardzo łaknie kontaktu z dziećmi w swoim przedziale wiekowym. Eliza miała swojego Dawida- syna mojego brata, do tego znajomi mieli dzieci w bardzo podobny wieku. Lila niestety jest sama.
      Gdybyś miała jakieś konkretne pytania, to pisz.
      Buźka.

      Usuń
  16. Te wirusy ostatnio sobie za bardzp poczyniają :((

    OdpowiedzUsuń
  17. Musze przyznać, że masz dar i świetnie piszesz. Uśmiałam się z Waszych przygód toaletowych, choć współczuję i Tobie, i dziewczynom.
    Ale tak to już jest z dziećmi. My w tym roku zamiast jeździć na nartach, walczyliśmy o odetkanie Młodszego.
    Trzymam kciuki za szybki powrót do formy i przyjemny weekend.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, z dziećmi należy spodziewać się wszystkiego, no w sumie- takie Ich prawo :)
      Dziękujemy. Wam też wszystkiego dobrego :*

      Usuń
  18. heheh wyobraziłam sobie jej minkę i ton wypowiedzi jak to mówiła :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja nie wiem Marta co Was tak męczą te koszmarne wirusy....może MORZE już Wam nie służy? Może czas wybrać się na urlop w góry lub niziny (zapraszam!) ? :)) Szczerze i tak całkiem serio - współczuje Lilce, nie ma nic gorszego niż dziecko męczona jakąkolwiek chorobą, zwłaszcza gorączką lub wymiotami właśnie :( Trzymajcie się!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o urlop, to my zawsze chętni :)
      Lila i tak jest dzielna. Zuch mamusi!
      Buziaki

      Usuń
  20. Z tymi wirusami ciężka sprawa, mojej przyjaciółki córeczka nie tak dawno przechodziła ... masakra jak nie z jedne to z drugiej strony... pampers za pampersem ... Twoje dziewczyny już większe... ale i tak musi być to ciężko znieść ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, właśnie w związku z tym, że dziewczynki są już większe, to nie ma strachu ani paniki. No jest to oczywiście mało przyjemne i dla Nich i dla nas, ale... to w sumie nic takiego. Gorzej faktycznie, kiedy dopada to niemowlaka.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  21. Swietny blog,czytam regularnie.Mam nadzieje ze dziewczynki maja sie juz lepiej.Ja mam natomiast pytanie z innej beczki.Wspominasz nieraz ze Eliza jako dziecko byla niejadkiem ale z tego wyrosla.Moze jakis post na ten temat?Jakie mialas sposoby na malego niejadka i kiedy i w jaki sposob to sie zmienilo.Jestem mama poltorarocznej dziewczynki ktorej karmienie to koszzmar i tylko mama ktora to spotkalo zrozumie jak bardzo utrudnia to zycie rodzica.Napewno rzesze mam jak ja bylyby wdzieczne za taki wpis bo w necie niewiele jest informacji na ten temat.
    Zdrowka dla dziewczynek.
    Stala czytelniczka Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, przede wszystkim- fajnie, że jesteś i fajnie, że Ci się tu podoba.
      Cóż ja Ci mogę napisać- współczuję, bo mimo, że to już tyle lat, to pamiętam to wszystko, jakby to było wczoraj. I to nie są dobre wspomnienia, chociaż może Cię jednak pocieszę- potrafimy się już z tego śmiać. Choć w żadnym stopniu nie umniejsza to świadomości tego, co przeżyliśmy.

      W związku z tym, że dostaję sporo prywatnych wiadomości w związku z niejedzeniem dzieci, postaram się tutaj opisać niedługo naszą historię. Podzieliłam się nią w prywatnych mailach z dwoma mamami i to była droga przez mękę. Kiedy skończyłam pisać jednego z tych maili, pomyślałam sobie, że to niemożliwe, że my to wszystko przetrwaliśmy. I wielką, ogromną wręcz ulgę, że u nas to się jednak skończyło. Od razu może dodam tylko, że porad tu nie znajdziesz- prędzej napiszę, co w tym wszystkim zrobiliśmy źle, bo z perspektywy czasu widzę też nasze błędy.
      Na teraz mogę Ci jedynie zaproponować poszukanie forum dla rodziców niejadków. Ja kiedyś na takie trafiłam- co prawda my byliśmy już wtedy po naszych przejściach, ale świadomość, że nie tylko my, była trochę pokrzepiająca. Pozdrawiam i życzę dużo siły.

      Usuń
    2. Dzieki,zatem czekam cierpliwie:-)pozdrawiam

      Usuń
  22. Z chłopami tak to już jest. Ja czekałam rok i w końcu i tak sama musiałam naprawić szafkę.Prędzej sąsiad mi coś pomoże zrobić czy naprawić niż M.! A teraz to już w ogóle. A co do choroby Piłki to wspolczuje, ale teraz chyba taki okres jest, że te chorobska krążą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, po roku też się sama ze ten ekspres wezmę. A tak serio- powoli godzę się z faktem, że ekspres nie dojedzie do serwisu... Zacznę odkładać na nowy ekspres :)

      Usuń
  23. Mam nadzieję że u Was już lepiej :))
    Ja dalej kaszlę jak gruźlik, ale przynajmniej gorączki już nie ma uff.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ten kaszel w ciąży- źle to wspominam. Kuruj się Kochana!
      Tak, dziewczyny lepiej, ale to jeszcze nie jest stan pełnego zdrowia :)
      Buziaki

      Usuń
  24. Ojejku, jakbym przed chwilą popełniła plagiat na moim blogu.Chyba mamy ostatnio podobny etap. Zdrowia , zdrowia i zdrowia i latte, pizzy i wyjścia we dwoje.

    OdpowiedzUsuń
  25. No Hanka była zawiedziona. Zbierał się Michał, zbierał i nic. Nawet do lekarza chciała z nami jechać. No cóż, jelitówka nas ominęla, ale skończyło się suma summarum - zapaleniem oskrzeli i tak się zastanawiam czy biorąc antybiotyk temperatura ma prawo wzrastać. Miał lekarstwo na 4 dni, a raz dziennie skakała mu temp do 38,5. po zbiciu czuł się lepiej i na drugi dzień to samo.
    Chyba pójde z nim jutro na kontrolę bo albo słaby antybiotyk, albo źle dobrany, albo to ...normalne - cholera wie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie znoszę rzygania, więc współczuję Wam bardzo, ech..
    Ale obie Twoje panny to twarde zawodniczki powiem Ci.
    A z tymi planami, hmm, oj tak, nie warto nich wspominac temu tam z góry, bo ma niezły ubaw z tego, a potem chyba jeszcze większy jak Ci się one pokrzyżują ..

    Uśmiałam się z tych tekstów dziewczyn, wiem jak to jest, kiedy słyszy się te ich rozmowy, to boki można zrywac, a le to jest tak cudowne, że w żaden sposób nie da się tego opowiedzieć potem słowami :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!