Mama2c

Mama2c

środa, 20 kwietnia 2016

Czarna, kwietniowa seria...

Poniedziałkowy wieczór, tydzień temu... Lila zasypia zdrowa i spokojna. Po Jej zaśnięciu wraca ze Skierniewic Eliza. Trochę narzeka na ból brzucha, ale zwalam to na emocje, może brudne ręce plus pociąg... Daje probiotyk i idziemy spać.

Wtorek... Lila wymiotuje, dostaje biegunki. Eliza czuje się lepiej i idzie do szkoły, mają wyjazd do teatru lalek. Po powrocie jest gorzej- boli Ją brzuch, ma nudności. Chwilę później również biegunkę.

Środa, czwartek... Lila przesypia niemal dwa dni. Budzi się tylko 4razy (oczywiście na wizytę w toalecie), bierze łyka wody (czasami muszę Ją błagać, żeby to zrobiła) i z powrotem zapada w sen. Niedługo będę miała okazję przekonać się, jak mądry był organizm dziecka. Eliza zostaje w domu. Już nie wymiotuje, za to biegunka dalej Jej dokucza.
W czwartek po południu mąż zabiera Miśka na umówione strzyżenie. Dobrze, że chociaż On jest na chodzie, bo przepadłby nam termin, a podczas cieplejszych dni Misiek ewidentnie się już męczył.

Piątek... Lila w ciągu dnia śpi już tylko 3godziny. Wciąż męczy Ją biegunka. Eliza powoli wraca do żywych, jedzie z tatą do ortodonty. Misiek zaczyna drapać się po uszach, częściej niż zwykle.

Sobota nad ranem... Budzą mnie mdłości. Okropnie silne. Udaje mi się jeszcze przysnąć, ale po przebudzeniu- fatalnie: non stop mdłości i biegunka. U Lilki bez zmian- biegunka plus osłabienie. Narzeka jeszcze mocniej na ból nóżek (przebąkiwała o tym od świąt), w związku z czym piszę do naszego pediatry. Musimy zrobić badanie krwi. Najwcześniej możemy dopiero po weekendzie, pada na wtorek. Eliza lepiej. Wychodzi na dwór. Koło 11 zbieram się w sobie i udaje mi się pójść z Marcinem na działkę. Trzeba było przesadzić drzewko a drugie zasadzić. Wiem, że albo teraz, albo... będę musiała znowu poczekać na wolny termin mojego męża. Więc teraz, nawet jeśli miałabym tam zwymiotować...
Nie zwymiotowałam. No zuch po prostu.
Wracamy i jest coraz gorzej. Przeleżę kolejne dwa dni. Plackiem. Nie mogąc zasnąć. Zazdroszczę Lilci, o ile to by było prostsze- przespać ten okropny czas.

Niedziela... Apogeum. Mdłości, biegunka, ból kości, głowy, jadłowstręt (to akurat nie dziwi), ciężko wchodzi mi też picie. Droga do toalety w naszym małym mieszkaniu, niczym wspinaczka na Mount Everest, a trzeba ją czasem pokonywać bardzo szybko...
Pies nadal się drapie.
Eliza korzysta z dworu.
Po południu nie dość, że zaczyna smarkać i kaszleć (dość mocno), to jeszcze przychodzi ze stłuczoną kością ogonową- upadła na rolkach.
Oprócz probiotyków zaczyna się podawanie witaminy C i robienie inhalacji.

Poniedziałek rano... Dzwonię do przedszkola, że przykro mi, ale nie dam rady przyprowadzić Lilki. "Ojej jaka szkoda, dziś mamy zdjęcia. Ojej, super, gdyby jednak Lilcia przyszła, bo..."... dalej nie słucham- próbuję realnie ocenić, czy dam radę dojść i wrócić. Lila na wieść o zdjęciach chce iść. Ok, spróbujemy. W tym czasie Eliza mówi, że... znowu ma biegunkę! Wychodzi z psem, po czym stwierdza, że Ją mdli... Do tego kasze i katar. Nie ma szans, kolejny dzień zostawiam Ją w domu. Trudno. Czasami nie ma wyjścia, nawet mając świadomość, że zaczyna nieobecnością kolejny tydzień.
Leżę, dużo leżę. Wciąż te mdłości i biegunka. Czy to się kiedyś skończy??
Z drugiej strony, szybka myśl- naprawdę jestem w stanie żyć bez kawy. Aż niewiarygodne. Mogę nie jeść słodyczy i w ogóle mnie do nich nie ciągnie. Są też plus tej całej, zasranej (dosłownie) sytuacji...

Wtorek... Zaprowadzam Lilę. Mdłości dużo, dużo mniejsze. Tylko ta biegunka... Elizę też męczy. Kaszel powoli słabnie. Katar też. Może wreszcie odsapniemy od tych chorobowych klimatów? Po 11 zerkam na telefon. Zawsze mam wyciszony... Trzy nieodebrane połączenia z przedszkola, plus jeden z prywatnego telefonu pani... Naiwnie myślę, że to "tylko" jelitówka wróciła do Lilci. "Wie pani co, Lila upadła na spacerze, zdarła kolano i brodę, ale niestety jeszcze..." tu zamieram, bo co jeszcze???
"...ułamała kawałek ząbka".
Dzwonię tylko do Marcina, żeby zadzwonił do naszej dentystki (potem okazuje się, że ma tak zawalony kalendarz, że nie będzie mogła nas przyjąć) i biegnę do przedszkola.
O wizycie u dentysty napiszę osobno...
Na szczęście poza ogólnym rozżaleniem, Lila ma się dobrze. Świnka peppa i wtulenie w mamę (przy czym jest kupa śmiechu, bo Lila czuje jak mi jeździ w brzuchu :)) zawsze pomaga.
Pies cały czas drapie uszy. W czwartek wizyta u weterynarza...

Nie pytam co jeszcze, bo wiem, że przy dwójce dzieci, psie i w sumie naszej dwójce- zawsze może coś wyskoczyć. I tak, żeby nie być posądzoną o marudzenie (Bo coraz rzadziej człowiek może być tu swobodnie sobą- inaczej inni szybko przypinają ci łatkę, zadowoleni z siebie, że oto cię rozszyfrowali... Tia, jasne.)- mam absolutną świadomość, że to tylko jelitówka, przeziębienie, stłuczona kość, ułamany ząb i psie dolegliwości z uszami (Misiek boleśnie przekonał się, że piękno ma swoją cenę...). Mam też całkowitą świadomość tego, że wiele osób, od ręki chciałoby się z nami zamienić. Wiem to. Ale odrobinę ponarzekać, że coś tego sporo w tak krótkim czasie, chyba jeszcze mogę? :)

Za to teraz, jest środa. Lila w przedszkolu, Eliza w szkole... Misiek chwilowo się nie drapie. W toalecie byłam dziś tylko raz (sukces w porównaniu do minionych dni)... czyli chyba wychodzimy na prostą :)

A poniżej- parę zdjęć z weekendu, zanim polegliśmy... Lila z Wojtkiem i Basią szaleli w Smętowicach- gospodarstwie agroturystyczny, następnego dnia pierwszy raz przejechaliśmy się z Małą pociągiem (miałam tu zrobić dłuższą relację, bo śmiesznie to wszystko wyszło, ale... jelitówka wygrała), a w tym samym czasie Babcia z Elizą "zwiedzały" Warszawę...

"Zwiedzały" ponieważ jadąc tam z moją ciocią, a mamy kuzynką i Jej wnuczką, nastawione były na zwiedzanie. Natomiast ciocia i kuzynka Elizy przyjechały do Warszawy... pochodzić po galeriach. I dumna jestem z Elizy, bo choć jest typową dziewczyną i bardzo lubi wypady na zakupy, to była mocno zawiedziona, że tak mało udało Im się zobaczyć. I nawet Złote Tarasy Jej nie oczarowały... Moja krew :)

No dobrze, siły powoli wracają, pora trochę posprzątać...
Nie muszę pisać, jak wyglądało mieszkanie po moim wylądowaniu w łóżku? :)
A, w sumie błąd- ono nie wyglądało!












No i niech mi ktoś zarzuci, że nie mam fantazji :p



Czekamy na pociąg :)






27 komentarzy:

  1. O nie :( jak was wzięło...
    A pies ma czarne uszka? Mój kot miał świerzba, w sumie wykrytego przypadkiem, podczas kastracji. Niby widziałam że uszka brudne, a i się drapał, ale w życiu bym nie powiedziała że to było aż takie. Ponoć nie groźne zbyt, ale jednam męczy zwierza :( Kilka czyszczeń i mojemu Tajgerowi przeszło. :) Chyba że u psów to co innego


    Uściski dla Was :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, poszukajmy zalet... schudłaś pewnie :-)))) Ząbek. To na szczęście tylko mleczak.
    Nie trafiliście do szpiala, a mam wrażenie, że było blisko.
    No cóż... no i wiosna w pełni :-)
    Sciskam mocno, choć na odległość :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż muszę się zarazić chyba takim cudownym optymizmem :)Trafne wyplusowanie :)

      Usuń
  3. Patrząc na zdjęcia to weekend w ogóle nie zwiastował takiego "zasranego" tygodnia. Dobrze, że Mąż nie poległ, bo wtedy to dopiero mogłabyś ponarzekać :)
    Jak dobrze, że już wyszliście na prostą. Mam nadzieję, że mnie ominie choróbsko, bo właśnie siedzę w pracy w golfie, swetrze przy odkręconych na maxa kaloryferach, a Mąż narzeka że gorąco.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  4. Marudź kochana do woli. W końcu jesteś u siebie. No i jakby nie patrzeć masz powody;) Komu się nie podoba ten może oczywiście postrzępić sobie język, albo dać złote rady, ale też może bez problemu zrobić sobie detoks i wrócić (albo i nie) za jakiś czas ;)

    Mam nadzieję, że to koniec tej czarnej serii! Maj za pasem, niech przyniesie słońce, dużo zdrowia i zero wypadków:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to mówią - nieszczęścia chodzą stadami... :/
    Zdrówka Wam życzę Kochani, o Miśku też myślę ciepło :) Może te Jego uszka to jakaś alergia na coś??
    Mnóstwo pozytywnej energii Wam ślę, buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za maskara tam u Was :( Współczuję! Jak już kawy i czekolady ci się nie chciało to musiało być źle! Tulę mocno i mam nadzieję, że wszystko co złe Was opuści!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko ale Was pech złapał! Współczuję.. I biedna Lilka z tym ząbkiem :( Mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze! I że jelitówka i inne choróbska na dobre Was opuściły! Zdrowia życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Łącze się w bólu i życzę zdrowia! U nas to samo - kuruje Laurę z jednej choroby, 3dni jest zdrowa, zdrowa kładzie się na drzemke by obudzić się chora.. Ręce mi już opadają, niech ten kwiecień się kończy, bo coś okropnie pechowy jest...

    OdpowiedzUsuń
  9. Marudz do woli, wszelkie jęki i steki Ci się należą! Współczuję bardzo, naprawdę! Powrotu do normalności życzę ☺

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj jak ja "kocham" takie serie... Współczuję... I odpoczynku dużo po takich akcjach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Barbakan i pałac kultury zaliczony, najważniejsze ;) Szkoda, że kuzynka wybrała galerie, ich pełno w kazdym większym mieście w Polsce i nie tylko w sumie. Mądra dziewczynka z Elizy, ciocia dumna jest, możesz Jej szepnąć, że ja tez jeszcze nie byłam w Złotych tarasach i nie ciągnie mnie tam zupełnie, piłam tylko u ich stóp dobrą kawkę na psiapsiółkowym spotkaniu niegdyś :)
    Kolejnym razem wybierzemy się wszyscy razem myślę, na takie zwiedzanie, co?

    Przeciągnęło Was ostro, choć znam z smsów te etapy, to jednak tak zebrane do kupy (hehe) robią jeszcze większe wrażenie.
    Szkoda, że u Ciebie to "tylko" jelitówka jednak, ale najwazniejsze, że wychodzicie na prostą. Ciekawe kiedy na nowo pokochasz kawę?

    Cudne te zdjecia z osiołkiem, ile to radości w Lilce widać :)
    ściskam :**

    OdpowiedzUsuń
  12. Martus! Narzekaj do woli jesli to sprawi,ze poczujesz sie lepiej-nie bede Ci miec za zle. Czasem trzeba. Zdrowiejcie szybko! Paskudne sa te jelitowki-potrafia cala rodzine polozyc. Nie wiem czy pocieszy Cie obraz mojej 6-cio osobowej rodziny przechodzacej takie atrakcje jak opisujesz ale... wszyscy rownoczesnie. Przy dwoch kibelkach. nawet za przeproszeniem misek mi zabraklo ;)
    Dochodz szybko do siebie i koniecznie opisz ta podroz pociagiem bo tylko narobilas apetytu na dobra historie :)
    Zdjecia jak zawsze cudne!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojejku Martus ale was dopadlo :O Kurcze no tragedia! Nie ma na to lekarstwa badz cos zapobiegawczo lub na uodpornienie?? W wieku przedszkolnym tez nas czasami dopadalo ale nie az tak!! Zdrowka kochani- swoja droga Marcin mial szczescie- Ty zreszta tez, bo pomysl jeszcze chory facet w domu to by byla tragedia :O
    Musialo Cie niezle dopasc skoro ani slodkie, ani kawa Cie nie rusza... zdrowiej kochana, bo zdecydowanie wolalabym inny powod tej abstynecji :)
    Zdjecia sliczne i takie radosne, zawsze z przyjemnoscia ogladam!!
    Usciski i buziaki- zdrowka!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale masakra! Najgorzej z tym zabkiem. ....kurczę,mam nadzieję,że nie tak zle. Zawsze się boję o mojego bo lata wszędzie a czasem na prostym o własne nogi się potknie. I tak się boję właśnie o to by sobie zębów kiedyś nie wybił.

    Koleżanki syn w trzeciej klasie podstawówki ulamal sobie stałą jedynke, w taki właśnie sposób ze się przewrócił w szkole...

    Co my mamy z tymi dziećmi: ) wracajcie do zdrowia na dłużej! Nas odpukac ciągle katary trzymają,kaszel.mnie. ciągle gardło, ale jak na razie wszelkie biegunki nas omijaly.
    Ps.corcie Masz zaszczepione na rotawirusy? U mnie tylko mała zaszczepiona. ...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojej współczuję, Martuś a co z ząbkiem Lili? Matko dobrze, źe to mleczak.

    OdpowiedzUsuń
  16. Marta...ja nie chce narzekac ale chyba cie pobije. Mam w domu przeziebionego meza...czujesz to Marta, czujesz? chodze wkur...jak meserszmit...a po za tym od trzech dni boli mnie glowa. i sama nie wiem czy od cisnienia, czytaj zrabanej pogody czy od zeba :((... narzekaj do woli..czlowiek czasem musi, inaczej sie udusi :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo wam wspolczuje. Taka grypa moze naprawde wykonczyc. Pamietam swoja dwa lata temu... tylko, ze wtedy wszystko wychodzilo gora. Nie mialam sil na nic. Okropienstwo! Najgorsze juz za Wami... duzk zdrowka!

    OdpowiedzUsuń
  18. To rzeczywiście mocno was przeciągnęło. Dzieci to jedno, ale chora mama + chore dzieci to już ostra jazda. Dobrze, że mąż pozostał na posterunku. Biegunki, katary i kaszle ostro się teraz panoszą.
    Zdrowia dla Was wszystkich (i dla sierściucha:))).
    Zdjęcia jak zwykle świetne (ale ładna tęcza!!!).
    Mnie też narobiłaś smaku historią pociągową. Czekam więc cierpliwie na post
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Co za koszmarny tydzień .
    Mam nadzieje , że jelitówka juz za Wami . Strasznie się ciągła ...
    Zdrowiejcie dziewczyny .

    P.S
    Czytałam analizę Twojej osoby u Ali . I aż mi sie nóż w kieszeni otworzył . Dobrze , że nie miałam czasu na komentowanie - bo mi mięso samo z ust wypadało .
    A z drugiej strony przerażajace jest to z jaką lekkością ludzie potrafią " dowalić " innej osobie . Anonimowo .
    Dobrze , że nie brakuje Ci dystansu i poczucia humoru . Inaczej moznaby zwariować ! Nie mylić z narzekaniem ( taki żart sytuacyjny )

    OdpowiedzUsuń
  20. O rany, rany :( Ale Was dopadło potwornie, wcale nie dziwię się, że masz ochotę troszkę pomarudzić. A wiesz, ja ostatnie dwa dni też niemal przeleżałam plackiem. Na szczeście bez jelitówki :*

    OdpowiedzUsuń
  21. zdrówka:* Marta Ty wiesz:*..... że jestem z Wami myślami

    OdpowiedzUsuń
  22. Szukając plusów - był detoks od kawy i smukła figura od niejedzenia;) Jakkolwiek na figurę to narzekać nie musisz! Zdrowia na resztę kwietnia.

    OdpowiedzUsuń
  23. Odnośnie do zdj. Pamiętaj, że zawsze po burzy wychodzi słońce!!
    Buziaki i oby kwiecień zakończył się pozytywnie!!

    OdpowiedzUsuń
  24. Odnośnie do zdj. Pamiętaj, że zawsze po burzy wychodzi słońce!!
    Buziaki i oby kwiecień zakończył się pozytywnie!!

    OdpowiedzUsuń
  25. O rany ale was dopadło...znam takie maratony z autopsji ale jedynie ja należę do żywotnych zazwyczaj, tylko u nas to trwa średnio miesiąc :(

    OdpowiedzUsuń
  26. Braku fantazji nie można Ci zarzucić! Hehe!
    A z tymi cechami w kwietniu to u nas podobnie. Najpierw wjechałam w drzewo,potem też miałam wymioty i biegunkę jeden dzień, potem znów węzły chłonne. Także rozumiem Twój ból. U nas na szczęście Jaś zdrowy. Bo tego bym nie zniosła.

    Masz rację. Piszemy blogi dla siebie i coraz rzadziej można być sobą. Ja powiedziałam o moim blogu komuś z rodziny i żałuję, bo nie mogę wszystkiego napisać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!