Mama2c

Mama2c

wtorek, 5 kwietnia 2016

Czas zejść na ziemię...

Tylko jak to zrobić po takim weekendzie.
Po TAKIM weekendzie.
Na wyjeździe, z wymarzoną pogodą i z niesamowitymi ludźmi.

W sobotę ścigaliśmy się z czasem odbywając maraton spotkań :)
O TYM spotkaniu, tym najbardziej wyczekanym, najważniejszym napiszę osobno, bo takie osoby zasługują na szczególne traktowanie.
A ogólnie? Ogólnie były intensywnie, szybko i bardzo miło. Chrzciny- jak to chrzciny. Kameralna uroczystość, mój śliczny, spokojny chrześniak... Trochę z przebojami, ale wszyscy dali radę :)
No to teraz mamy Ich z Marcinem szóstkę. Szóstkę dzieciaczków, dla których nie jesteśmy tylko zwykłymi wujkiem i ciocią. I wiecie co? Wiem, że to odpowiedzialność, koszta... Dla nas to jednak za każdym razem wyróżnienie, z którego nie sposób się nie cieszyć. No i "nasze" dzieci tak się wiekowo rozkładają, że nie jest źle :)

Może słów kilka o tym jak Lila i ja przeżyłyśmy pierwsze rozstanie... Przeżyłyśmy- to fakt niezaprzeczalny :) Aczkolwiek ja chyba trochę lepiej niż Mała. Tyle się działo i tak szybko, że nie miałam czasu za bardzo myśleć. Do tego, zdroworozsądkowe podejście (aż nie wierzę, że mnie na nie stać :p), że przecież kiedyś trzeba, że zostaje pod najlepszą opieką...
Lila też oczywiście nie przepłakała całych dwóch dni. Był płacz przy zasypianiu, było popłakiwanie nad ranem, kiedy się przebudziła, była też obraza na mnie, kiedy zadzwoniłam w niedzielę rano... Było też coś, co mnie napawało szczególną radością i dumą, a mianowicie to, kiedy mama powiedziała mi, że podczas naszej nieobecności dziewczynki były ze sobą bardzo blisko. Eliza opiekowała się Lilcią, a ta zazwyczaj mała złośnica, przylepiona była do siostry i pięknie o Niej mówiła: "moja kochana Elizka", "moja siostrzyczka"... Miód na moje matczyne serce. Z drugiej strony- proszę, jakie mechanizmy zadziałały. Kiedy "starzy" są w domu, mało się czasem nie pozabijają. "Głupia jesteś", "Ty debilko"- to są te nasze codzienne czułości. "Nie dam ci ręki, chcę iść sama", "Weź, idź stąd"- taką mowę miłości preferują najczęściej. Może powinniśmy częściej wyjeżdżać? :)

A tak serio- bardzo miło to było usłyszeć. To taki moment, kiedy myślę: "Jak dobrze, że One mają siebie". I wiem, że w życiu może być jeszcze różnie. Mogą wcale nie być blisko ze sobą. Z drugiej strony- mogą być właśnie bardzo blisko. Pozostaje mi wierzyć i obstawiać tą drugą wersję.

Na działce sezon w pełni. To właśnie tam pobiegłam najpierw w poniedziałkowy poranek :)
Z dnia na dzień widać zmiany! Uwielbiam ten czas. No ale... początek sezonu działkowego, to już temat na osobny post. I w ten właśnie sposób robią mi się gigantyczne blogowe zaległości. Bo przecież... Ja pamiętam. Naprawdę. O Miśku, o niejadkach... O obozie Elizy nawet pamiętam :) Tylko ja się pytam: kiedy??? :) No kiedy to wszystko spisać, chcąc być jednocześnie w miarę na bieżąco...






...a jeśli chodzi o działkę, to już nie mogę doczekać się takich widoków. Bzy... Ten zapach. Uwielbiam.


21 komentarzy:

  1. Nie ma jak szalony weekend :)
    Fajnie, że Lilcia dała radę, też mnie to czeka w niedalekiej przyszłości i trochę się boję... czekam na kolejne posty Martusia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie było o kogo konkurować ☺ Ooo, to niedaleko nas byłaś, mój mąż pracował kiedyś w Skierniewicach

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z siostrą miałyśmy tak samo,na szczeście nam się zmieniło,na plus oczywiście,ale aby to się stało to musiały nas podzielić setki kilometrów.
    Fajny weekend i miło czytać,ze ktoś czuje się zaszczycony trzymając do Chrztu Sw po raz trzeci,bo ostatnio cześto słyszę że ludzie odmawiają.Ja mam jednego chrześniaka ale liczę na powtórkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Martus.... Aż mnie w gardle scisnelo <3 dziękuję!!!

    Fajna siostrzana więź. Na co dzień, ach to rywalizacja poniekąd, nie tylko o dominację ale i o Ciebie, a kiedy przychodzi moment, że Was brakuje, stają się jednością, wsparciem i wiedza że muszą trzymać się razem. Fajnie wiedzieć takie rzeczy o swoich dzieciach co, masz wtedy taki spokój wewnętrzny że sobie radzą, że się kochają i gdyby musiały to by w ogień za sobą poszły :)
    Ja mam propozycję, aby zaciesniac ta więź jeszcze bardziej, to mój dom stoi dla Was zawsze otworem :)
    Sciskam Martus i dziękuję raz jeszcze!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. No no ja czekam na opis spotkania bzy zdążą rozkwitnąć a Ty notkę skrobnij😊 do tego czasu.
    Fajnie że dziewczyny tak się odnalazły. A Ty wypoczęłaś i odwiedziłaś rodzinkę 😍

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie schodź na ziemię. Wróć do codzienności, ale zachowaj w sobie te ciepłe wspomnienia.
    Lila i Eliza to siostry. W domu jest walka o miejsce i o Ciebie. A jak są same, to trzymają się razem. Dobrze wiedzieć, że zawsze będą miały siebie.
    A bzy zakwitną zanim się obejrzysz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba musicie tak wyjeżdżać we dwójkę częściej ;)) same plusy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, ze dziewczynki trzymaly sie ze soba :-) to taki fajny sprawdzian dla Was I dla nich.
    A bzy..jejku jak ja tesknie za tym zapachem!!! Widzialam, ze w Pl juz piekna , wiosenna pogoda. W Irlandii niestety jakies wichury ida I intenstywne opady deszczu ;/;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow!! to sie u was dzialo :)
    tez spotkalam sie z odmowa i bylo mi naprawde przykro... Mloda ma tylko jedna chrzestna... i tez powiedzmy po latach- sorry nietrafiona :(
    A jak poradzilyscie sobie dziewczynki z "cyckowaniem" ?? dala Lilcia rade bez mamy??
    Czekam na relacje z...wszystkiego!
    Usciski Martus!!

    OdpowiedzUsuń
  10. My mamy z mężem po jednej chrześniaczce i starczy ;) Ale faktycznie jest to wyjątkowe uczucie zostać matką chrzestną :)

    A teraz już rozumiem dlaczego Iwo sia pisała o wyjątkowej sobocie :)) Fajnie, że udało Wam się spotkać!

    Ja też czekam na bzy i rozkwit reszty kwiatków! Ale już widać i czuć prawdziwa wiosnę! ☺

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak swiat swiatem dzieci zawsze zachowywaly sie inaczej w domu przy rodzicach a inaczej przykims z zewnatrz. Ba! ja nawet widze roznice miedzy tym jak moje dzieci zachowuja sie w domach u jednych i drugich dziadkow :D Ciesze sie,ze mieliscie TAKI weekend ,super czyta sie to pelne pozytywnej energii przezywanie wspanialych chwil:)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubie takie weekendy... są inne ! Można się "odchamic"
    Też uwielbiam bzy

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubie takie weekendy... są inne ! Można się "odchamic"
    Też uwielbiam bzy

    OdpowiedzUsuń
  14. Babeczko taki intensywny i pozytywny weekend jest potrzebny od czasu do czasu;). Wiesz co ,bo dziewczyny przy rodzicach są tylko takie zołzy dla siebie a poza naszym zasięgiem wzroku proszę bardzo-opiekuńczość i miłość. Fajne dziewczynki masz i możesz rosnąć z dumy do samego nieba. w różnych sytuacjach miłość siostrzana bierze górę. U nas jest dokładnie tak samo. Kiedy jesteśmy obok słysze" głupia jesteś" a kiedy mają się sobą zając to moja starsza Majka to odpowiedzialna dziewcyznka.
    Mocno ściskam Martuś

    OdpowiedzUsuń
  15. Super, że wyjazd "sam na sam" Wam się udał (choć może nie jest to najbardziej trafne określenie, biorąc pod uwagę liczbę spotkań towarzyskich, jakie pewnie odbyliście ;) ) No i Wasz "wynik" - imponujący! My z mężem mamy tylko po jednym chrześniaku - ale może to dlatego, że nasze rodziny generalnie jakoś w dzieci nie obfitują.

    Postawa Dziewczyn - super ! Mam nadzieję, że faktycznie ta druga opcja będzie przez nie w przyszłości realizowana. Mnie samej czasami brakuje takiej siostrzanej więzi, na którą raczej nie mam co liczyć, bo z siostrą łączą nas tylko geny, nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
  16. I się pośmiałam i się wzruszyłam. Tak fajnie o swoich dziewczynach napisałaś! Urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow szóstkę? Szaleństwo:)))

    Co do rodzeństwa to już nie pierwszy raz obserwuję taką sytuację:) Oczywiście to nie jest reguła, ale często jak się dzieci świetnie dogadują z rodzicami to ze sobą nawzajem koty drą. Jak rodzice schizują (nomenklatura znajomej nastolatki) to rodzeństwo trzyma sztamę, tworząc wspólny front:) Pewnie tak samo jest, jak rodziców zabraknie na chwilę:) Tak czy siak, masz powód do dumy i radości:)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja nie mam i już się zanosi żebym się dorobiła. Kocur zaś ma już chrześnicę dorosłą :)
    Nie mogę doczekać się bzu, tylko czemu tak krótko kwitną...

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas skromnie - łącznie trójka chrześniaków, a raczej chrześniaczek. Moi rodzice mają w sumie 12.
    Mimo tęsknoty warto było pewnie wyjechać, żeby spojrzeć na te siostrzane relacje z innej perspektywy.
    Na bez i ja czekam.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  20. Masz rację...jak dobrze , że one mają siebie!!!! Żal mi tej mojej samotnej sierotki, dlatego nie lubię jej zostawiać.....Cudownie, że weekend był udany!
    Przeglądając moje blogowe zaległości juz nie mogłąm się doczekac aż moja pomocna stronka w końcu skieruje mnie do Ciebie, bo żeby nie zginąć zaglądam alfabetycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Już nie mogę się doczekać Twoich postów działkowych! A takie weekendy to sama przyjemność. Korzystaj.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!