Mama2c

Mama2c

wtorek, 12 kwietnia 2016

Nasz drugi raz...

Wykorzystując fakt, że na urlop wybraliśmy Zakopane, we wrześniu 2015 odwiedziliśmy Anię i Jej rodzinkę. To był nasz debiut, jeśli chodzi o przenoszenie znajomości z blogosfery do życia w realu. Debiut jak najbardziej udany, bo wszyscy migiem złapaliśmy nić porozumienia, a Lila poczuła się tak dobrze u cioci i wujka (to pewnie ta wycieczka po okolicznych placach zabaw i pomidory na... drzewkach :)), że istniało ryzyko, że będzie chciała zostać na dłużej :) Ja wiem, Ania, że nie mielibyście nic przeciwko, ale Przemo chyba nie był jeszcze wtedy na to gotowy :D

W każdym razie... Jako, że lubimy łączyć przyjemne z... przyjemnym, to tym razem- wykorzystując fakt, że jedziemy na chrzciny do Skierniewic i będziemy w okolicach naszej blogowej Iwosi- nie mogliśmy nie skorzystać i z tej okazji. Iwosia zareagowała równie entuzjastycznie jak kiedyś Ania, co cieszy niezmiernie. Wahaliśmy się, czy brać ze sobą dziewczynki (Marcin nie mógł wziąć wolnego poniedziałku), ostatecznie stanęło na tym, że jedziemy sami i dobrze, bo przynajmniej jest pretekst, żeby niedługo zawitać w okolice Iwonki i Tomka z naszym przychówkiem :) W zasadzie to myślę, że pretekstów już nie potrzebujemy :)

Czy się stresowałam? Hmm, minimalnie pewnie tak :) o czym świadczył późniejszy ból głowy. Tak silny, że przez chwilę zastanawiałam się (no dobrze- ja byłam tym faktem autentycznie przerażona!) czy dam radę zjeść deser. Ale deser zasługuje na osobny akapit, więc do niego wrócę później.

Z Iwonką byłam w kontakcie smsowym podczas naszej drogi do Warszawy. Dostaliśmy przykaz, żebyśmy zawitali w Jej progi głodni, a że podejrzewałam, że czekają na nas same pyszności, to bez słowa sprzeciwu oboje dostosowaliśmy się do wytycznych :) Nawet w Jankach, gdzie zatrzymaliśmy się w jednej z kawiarni w tamtejszym centrum (Boże, co to była za katorga być tam w weekend...) na spotkanie z moją kuzynką, nie połaszczyłam się na nic słodkiego... Sama w to nie wierzę, że dałam radę, ale... było warto.

I nie, nie- nie pomyślcie, że jedzenie było podczas tego spotkania najważniejsze. Chodzi bardziej o to, że ktoś na Ciebie czeka, chce Cię jak najlepiej ugościć (i ta moja Iwonka się jeszcze biedna stresowała tym!), wkłada w to całe serce... to jest to naprawdę przemiłe uczucie. I bardzo, bardzo to doceniamy. Podobnie było w przypadku Ani :*

A teraz krótka anegdota o mężczyznach-kierowcach. Iwonka, znając swoją okolicę jak własną kieszeń, udzieliła mi mailowo wielu wskazówek, jak dotrzeć do Nich bez błądzenia. Narysowała nawet mapkę. Oczywiście wszystko to przekazałam, a raczej chciałam przekazać Marcinowi... Niby spojrzał. Niby posłuchał, co czytam. A potem oczywiście skwitował, że przecież dojedziemy :) No jasne, że dojedziemy, ale po co błądzić pół godziny, jak można już pić razem kawę :) Ale nie- mój wieloletni kierowca, mój mistrz kierownicy... No On przecież wie lepiej :) Nie muszę Wam pisać, na czym się skończyło? I, że wyciągałam zdjęcie mapki, które zrobiłam telefonem? Może pół godziny nie zajęło nam odnalezienie domu Iwonki, ale chwilę to trwało.

I właśnie wtedy, jak tak krążyliśmy, a Marcin na głos rozkładał okolicę na ulice, uliczki i jak to będzie, żeby było dobrze... pomyślałam sobie: "O rany, już za chwilę to się stanie faktem, zaraz się zobaczymy!" I wtedy była to kulminacja ekscytacji z lekkim stresikiem. Nie wiedzieć czemu, ale bardzo byłam ciekawa głosu Iwony :) Z Anią rozmawiałyśmy wcześniej przez telefon, także jakieś wyobrażenie miałam :)

Zanim Pani Domu wyszła nam na spotkanie, mignął mi w oknie Tymon ( to utwierdziło mnie w przekonaniu, że pod wieloma względami wszystkie dzieci są takie same- nasze dziewczyny też zawsze wypatrują gości :p), a pies obszczekał nas na całą okolicę. I szczerze mówiąc- to jak uwielbiam psy, tak Fuks szczekał tak złowrogo, że w życiu bym nie pomyślała, że niecałą godzinę później będzie nas molestował o głaskanie. Także dobrze sprawdza się w roli psa stróżującego, bo robi wrażenie groźnego :)

A samo spotkanie? Pisałam to już w komentarzu u Iwosi, najlepszym opisem wrażeń po naszym spotkaniu, niech będzie fakt, że kiedy odjeżdżaliśmy poczułam dotkliwie każdy jeden kilometr, który nas dzieli. I żal, że wszystkie fajne Dziewczyny są tak daleko ode mnie! Złość, że nie możemy ot tak, zdzwonić się i umówić następnego dnia na kawę albo na sobotniego grilla... Szkoda, wielka szkoda, bo Iwona to zdecydowanie taki typ "do tańca i do różańca". Będzie się z Tobą zaśmiewać do łez i płakać, kiedy trzeba będzie...
Nie muszę pisać, że nie mogłyśmy się nagadać. Skakałyśmy łapczywie z tematu na temat, świadome, jak niewiele mamy czasu. I właśnie ten niedosyt pozostał...

Tak, jak o nastawienie Fuksa do nas się obawiałam, tak Maluchy Iwony i Tomka- przyjęły nas równie ciepło jak Ich Mama. Od razu byliśmy "wujkiem" i "ciocią", a Marcin musiał nawet przyznać się publicznie ile ma lat :) Dobrze, że cioci o takie rzeczy nie pytali :)
Tola- prawdziwa GWIAZDA! Gaduła, odważna i przebojowa. Tymonek, przy Toli, znacznie bardziej hmm, spokojny? Nie wiem, czy to dobre określenie, ale Tola zdecydowanie błyszczy. I dobrze, bo takie dziewczynki powinny błyszczeć :)

A co u Iwonki robiliśmy poza rozmową? No jedliśmy, a jakże :) I to dobrze jedliśmy :) Tomek podobno śmiał się do Iwony, że chyba za dużo warzyw jak na jeden obiad, ale cóż- dopiero się poznajemy i Tomek nie mógł wiedzieć, że my warzywa kochamy na równi z mięsem. Ja chyba nawet bardziej warzywa. Także zupa krem z brokuła i lasagne z cukinii- to był strzał w dziesiątkę. Błędem natomiast było pokazać mi pavlovą przed obiadem, bo już o niczym innym nie myślałam :D
I za tą pavlovą, to Iwonka ma u mnie medal, serio. Dobrze, że zrobiłam zdjęcia- wiem, do czego dążyć.

Powiem Wam, że czuliśmy się tam tak dobrze, tak błogo... że żal było odjeżdżać. I żal, że tak mało zdjęć zrobiliśmy. Kto by tam jednak myślał i pamiętał o zdjęciach.

Zastanawiacie się może, co myśli taki mąż, któremu żona zapowiada spotkanie z ludźmi których nie zna? Po pierwsze- ufa mi i wie, że mam szczęście do ludzi, po drugie... Jedziemy w weekend gdzieś tam, a Marcin w pewnej chwili mówi: "Fajnie byłoby skrzyknąć taką większą grupę ludzi (chodziło mu o blogową brać) i pojechać na wspólny urlop"... Dalej mówił coś o górach, ale tak mi się spodobał Jego pomysł, że nie miałam serca mówić Mu, że nie wszyscy kochają góry tak, jak my :)

Majowe ladies in red :)



Maluchy :)

I oto ona- podziwiajcie- kształt, kolor... A smak... O mamo, rewelacja. I to z myślą o mnie! 



Wujek Marcin... Ciekawe, czy też wyjadał granata :)





No to co? Kto chętny na wspólne wakacje? W tym roku raczej nierealne, ale kto wie- może w przyszłym? Jakiś dłuższy, niekoniecznie wakacyjny, weekend?

A dla równowagi, po jakże miłych wspomnieniach, właśnie przerabiamy jakiegoś paskudnego wirusa. Lila od rana wymiotowała, potem dołączyła się biegunka. Późnym popołudniem, solidarnie, dołączyła do siostry Eliza... Żal mi Ich obu strasznie, bo każda przechodzi inaczej (z Lilki jakby uszło życie, była potwornie słaba, natomiast Elizę potwornie brzuch boli) ale Obie są wykończone. A to "tylko" wirus jakiś. Powiedziałabym mu najchętniej, tak jak Lila w weekend tacie: SIO!

46 komentarzy:

  1. Brawo dziewczyny! Wspaniale, że udało się spotkać w realu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och Ty :)

    aż nie wiem co napisać ... ale najpierw uduszę za KLAPKI!!! Zielone :) :) :)

    cdn... muszę ochłonąć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tak serio... z prawdziwą łzą wzruszenia i z wielkim uśmiechem czytałam ten post. Aż mam wypieki. Co tam klapki - choć pamiętam zapewnienia Marcina, ze nie, nie no co Ty, zrobię bez klapek ;) No uduszę, jak nic :p
      Z miejsca potwierdzam - wszelkie preteksty są zbędne :) to fakt.
      Ból głowy pamiętam, Biedaku Ty, ale zwaliłam to na podróż i zmianę klimatu ;) Najważniejsze, że Cię uratowaliśmy wraz z apapem. A może ten ból to był własnie po wizycie w Centrum Ikea w Jankach podczas weekendu - omijam to miejsce w te dni, że też Was nie ostrzegłam :) W tygodniu jest znacznie przyjemniej i kameralnie wręcz.

      hahaha, naprawdę byłaś ciekawa mojego głosu :) Nie wpadłam w ogóle na to :)
      Tak, mężczyźni... Martuś, powiem Ci tak - wiesz kto do nas nie trafia najczęściej? Właśnie faceci, ale generalnie Ci, którzy wolą ufać nawigacji niż moim prostym radom ;) A kto wierzy bardziej gadżetom niż kobietom? :D No i bingo, następny trafiony zatopiony ;)

      tak tak, wszystkie dzieciaki uwielbiają chyba wypatrywać gości :) Jak Ty zauwazyłaś w oknie Tymona głowę, ja usłyszałam, że On widzi już Wasze ;)

      A ladies in red - toż to kolejny znak naszych bratnich dusz przecież, bo skąd mogłam wiedzieć że będziesz w czerwonym płaszczyku, a Ty skąd mogłaś wiedziec, ze ja taki noszę na codzień :) rzecz jasna tylko bez zielonych klapek, ale obie wiemy jak to było ;) ale i tak do uduszenia..

      Nasz pies, to fakt, dopóki my nie zaakceptujemy przybyłych gości, on jest groźny i to na tyle powaznie, że niejednokrotnie kurier, pan od liczników itd odmówili wejścia na teren posesji... no ale to oto chodzi w sumie :) Jak sama zauwazyłas, kiedy dostał sygnał, ze jesteście mile widziani, nie chciał się odczepić z głaskaniem.

      Tolcia tak, wiedzie prym, wyręcza dośc wstydliwego i ostrożniejszego brata, jest zawsze w centrum zainteresowania, musi być z przodu, musi być wszędzie i o wszystkim opowiedzieć kazdemu :) A oto wypytywanie o wiek, nie martw się, dnia następnego, jak opowiadali Tacie o naszym spotkaniu, z miejsca odmłodzili Marcina o 10 lat :)

      Bosszzz własną pavlovą mnie kusisz, no nie wierzę :) nawet sobie nie wyobrazasz, jak mi ślinka leci ... Dziękuję Ci Martuś za tyle ciepłych słów, normalnie się rozpływałam jak czytałam i poraz enty uspokoiłam i uwierzyłam w swoje siły kulinarne :) Tak mi żal, ze te odległości są takie wielkie, bo tak jak piszesz, z tematu na temat, aby się nagadać, aby pośmiać, aby coś sobie poopowiadac, poznac jeszcze blizej..i zleciało niewiadomo kiedy co :(
      Pomysł Twojego męża uwazam za genialny, mogą być i góry, chwilowo morze to moja bolączka w sumie.. ale ja się piszę. Podejrzewam, że pierwsza noc byłaby nieprzespana, bo byśmy nagadac się nadal nie mogły :) Ja już widzę oczami wyobraźni parę super kobietek jeszcze na tej liście, ktore miały by tam dołączyć z naszej blogosfery :) Cudnie, co :)

      Ech, Martuś, raz jeszcze dziękuję Ci za inicjatywę i za to, że przyjechaliście. Super mąż, bo wiesz, nie każdy by tak chciał, do kogoś, obcego, ot tak. Ale tak jak napisałam u siebie - fajna z Was para, bije od Was takie ciepło, widać więź, zgranie - no ja byłam i nadal jestem pod ogromnym wrażeniem :) i wcale, a wcale nie cukruję.

      ps: no właśnie, Wujku, wyjadałes? ;)
      ps2: Mój dom stoi dla Was otworem i zawsze miło mi będzie Was gościć!!
      ps3: Biedne Dziewczynki, oby Was nie dopadło, a One szybko wróciły do formy - Ściskam :*

      Usuń
    2. a i wiesz, że to drzewko, takie łyse za nami,dziś jest już całe oblepione różowymi kwiatuszkami ... nie poznałabyś ogrodu, jest tak zielono, kolorowo, magnolia szaleje, funkie rwą się w górę, bez ma mini zalążki kwiatowe, migdałek różowieje..

      Usuń
  3. I obie na czerwono haha!
    Fajnie że spotkanie udane:) Mój małż nie jest taki otwarty na znajomości,no kurde niereformowalny jest ale ja lubię wyzwania . Tylko że nie zapuszczam sie sama w Polskę. Wspólne wakacje,o matko ale impra by była !!!pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna pavlova , którą kocham i bardzo rzadko mam możliwość smakowania! Muszę się nauczyć sama w końcu tego cudownego specjału ;)
    Fajnie tak spotkać się w realu. Jeśli będziesz kiedyś w okolicach moich to zapraszam! :) Ale ja niestety nie gotuję tak pysznie jak Iwosia! :)Klapki zielone są super! Muszę się w takie zaopatrzyć! :D obowiązkowo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super spotkanie! A dla dziewczynek zdrowia życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Płaszczyki super he he. A buciki przecież najwygodniejsze do ogrodu sama w takich śmigam na codzien.
    Co do planów wakacyjnych to jednak Marcin ma głowę i mądre pomysły. Spotkania blogowe mają moc tylko kurde czemu tak daleko? Jesteście he?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda :) no nie ma lepszych, odkąd wprowadziliśmy się z miasta na wieś, zdecydowanie stawiam na wygodę niż wygląd i potem są takie kwiatki ;)
      No ale co, może właśnie wyznaczyła nowy trend modowy - czerwony płaszczyk i zielone crocsy, hit sezonu :D
      Zmykam, bo gadam tu jakby to mój blog był. Martus, wybaczysz :*

      PS: mają MOC :)

      Usuń
  7. Gratuluje spotkania. Wlasciwie - zazdroszcze.
    Crocsy jaskrawo zielone sa fajne, dodajac wesolosci sprawie. Ja, ktora uwielbiam crocsy w domu i obejsciu - bo takie wygodne - zawsze kupuje crocsy czarne lub granatowe, zeby mi wyszly do ludzi i ewentulanych fotografii elegancko, jak czulenka na obcasie.
    :-)
    Mezowie wasi sa fajni, ze godza sie na internetowe znajomosci obrocic na zywo, w realu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, najlepsze obuwie do wyskakiwania do ogrodu, do listonosza itd i z przyzwyczajenia wskoczylam i wtedy ;) Z tymi ciemnymi kolorami to masz dobry pomysł - ja mam... Białe, czerwone, pomarańczowe, różowe i zielone :D dobre co.
      Jak wypraeialismy chrzest naszej najmłodszej, to organizowaliśmy przyjęcie rodzinne w domu, obiad jedliśmy w ogrodzie więc jako gospodarze biegaliśmy tak z domu do ogrodu w kolko, wiadomo. Ja w szpilkach, Mistrz w pantoflach - no kosmos co, a potem patrzę na zdjęcia pamiątkowe jakie robił nam Tato w ogrodzie, a Mistrz w czym?? W crocsach haha, no czarnych niby, ale jakoś nikt tego wcześniej nie zauważył, On zapomniał że w tej gonitwie zmienił obuwie, ile ja się potem naglowilam żeby ich nie było widać :) :)

      Usuń
  8. Tego bylam pewna- ze wizyta bedzie udana!!goscina na najwyzszym poziomie :)Odleglosci to naprawde czasami przeszkoda- ale dla chcacego jak widac- nic trudnego :)
    Jesli moje blogowanie przetrwa tona 2018 planujemy objazd po Polsce- zaczynajac od Szczecina ;) rowniez przez Warszawe po Bieszczady i Wroclaw- takze.... do zobaczenia dziewczynki :)
    Czerwony- bardzo twarzowy kolor- piekne babki!!
    Buziaki Martus!! i zdrowka dla Was!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewuniu, czy Twoje blogowanie przetrwa czy nie, ja już zakreslam 2018 jako rok wyjątkowy i zaczynam odliczać do spotkania!!!
      Sciskam :*

      Usuń
    2. Iwonko, no trzymam Cie za slowo- bedziemy dzialac w tym kierunku :)

      Usuń
  9. Bardzo się cieszę, że się Wam to spotkanie zdarzyło. Że będzie udane, cóż myślę że nie było to żadnych wątpliwości 😉.
    Trzymam kciuki za szybki powrót do formy dla dziewczynek. Taki wirus to paskudna sprawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Visenko, wiesz że to wszystko było tak blisko i Ciebie. Wiem że miałaś wtedy kołowrót i brak możliwości aby do nas dołączyć, ale ja myślę, że kiedyś to nadrobimy co :)

      Usuń
  10. Dziewczyny! Ja tak zbiorczo, bo... jelitówka ma swoje prawa :( Młodsza dziewczynka właśnie znowu usnęła, a starsza dochodzi do siebie rysując w łóżku. A ja piję drugą kawę i modlę się, żebyśmy z Marcinem ocaleli... Przemilczę fakt, że właśnie robi się kolejne pranie, a ja już nie mam gdzie wieszać majtek pościeli, legginsów, koców...

    Iwosia! Czuj się tu jak u siebie- nie ma najmniejszego problemu. Co do obuwia... Potwierdzam- Marcin obiecał. No i co? No i widać :) A wiesz, że ja wrzucając fotki myślałam o tych butach? No ale Kochana- skoro ja Ci nie potrafię czterech zdjęć wysłać, to wycięcie obuwia na zdjęciu, albo zamazanie go- no to już jest tym bardziej ponad moje zdolności :)
    Jeszcze raz Ci dziękuję za te wszystkie miłe słowa. Była magia!
    Haha, rozbawiłaś mnie- no widzisz, Twoim ciastem Cię kuszę :)
    Ewa- tu blogowanie nie ma nic do rzeczy. Chociaż byłoby w tej blogosferze niszowej smutno bez Ciebie. Także i ja się piszę na rok 2018, żałując, że to nie 2017. Widzę, że mnie, Iwosię i Lahanę na pewno "zaliczycie". Kogo jeszcze planujecie po drodze? Visenno, czytałam wtedy Twój komentarz w drodze i żałowałam, że to nie był akurat dobry dzień na wspólny spacer po okolicy. Ale może... co się odwlecze? Myślę, że jak najbardziej warto wychodzić poza blogowy świat, do spotkań na żywo.
    Aniu, no daleko, daleko. Pomyślimy jednak nad czymś, żeby miejscówka była w miarę optymalna dla Wszystkich. Nie wiem, co prawda jak to pogodzić z Agatą ze Stanów, ale :) Damy radę.
    Mamo Motylka. Pavlova. Mniam. Nie powiem- łatwa nie jest. Bo tu, pomijając strukturę na zewnątrz i w środku, chodzi jeszcze o kolor i moim zdaniem o kształt. Ta Iwony jest idealna. Mi za drugim podejściem wyszła fajna na zewnątrz i w środku, ale kolor dużo ciemniejszy niż u Iwonki.
    Iskro... Co do męża to rozumiem, ale ja tam myślę, że nasi panowie szybko by Go przekonali, jak uważasz?

    Dziewczyny, ściskam Was wszystkie mocno. To spotkanie z Iwoną i nadzieja na kolejne z Wami, bo przecież człowiek czasem w tą Polskę jednak rusza, daje moc ;)Nawet w tak gównianej sytuacji, jak moja obecna...
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze skrobnę, jak mogę .. :)
      Martuś, czekam przede wszystkim na wieści i Lilci, bo się martwię!!
      I tak, potwierdzam, cztery zdjęcia nie przyszły po dziś dzień mimo wielu prób :D Zatem wybaczam, wybaczam ;)
      Dot Luxusiątka - a nawet rzekłabym, ze szkoda, że to nie 2016..

      Też jestem zdania, ze warto wychodzić poza ten swiat w monitorze - to było moje trzecie blogowe spotkanie i kolejne udane. A takich spotkań "internetowych" poza blogami tez już mam kilka i każde było genialne, kilka się już powtórzyło nawet i powiem więcej, nadal utrzymujemy ciepły kontakt, jedynie te odległości, one dokuczają, ale nie przeszkadzają przyjaźnić się :)
      A Pavlova - hm, ten kolor u mnie jeszcze nie taki jak mi się marzy, chciałabym czysto biały, ale czemu? w sumie co to ma dorzeczy, po co mi ten biały? no sama nie wiem, lubię poprostu ten kolor :) Marta, nie bój się zmniejszac temperatury, bo każdy piekarnik ma swoje prawa. W przepisei kazali 150C, ja w końcu pieke w 130-140C i jest o wiele ładniejsza niż ta z 150C akurat z mojego piekarnika :)

      Ściskam Was, Lilcia zdrowiej :*

      Usuń
    2. Oj, kochane jestescie :*gdyby tylko urlopu wystarczylo... nie czekalabym tak dlugo... bedac tydzien w lato w Polsce, dzielac ten czas jeszcze na rodzicow Menzona i Pana K. ciezko cos wygospodarowac... o Koscielisku i Pieninach tez jeszcze marze...takze co zrobic?? za rok 2017 juz mamy wykupiony rejs na nasze srebrne wesele wiec.. bedziemy nasz glowny urlop spedzac na wodzie... ale 2018 planujemy 3 tygodnie objazd przez Polske i zaczniemy od Szczecina- i dalej w trase :)takze musimy odliczac dni do 2018 :)

      Usuń
    3. Marto, ciągle w planach mamy wycieczkę na Bornholm. Prom samochodowy odpływa ze Świnoujścia. Może zahaczymy wtedy o Szczecin😊. W końcu to już rzut beretem.😊

      Usuń
    4. Visenno! To jest fantastyczna myśl. Gdybyście tylko się zdecydowali- daj mi koniecznie znać. A Bornholm też nam się marzy. Na razie musi zaczekać na moje pójście do pracy. Bo wycieczka w dwie rodziny, to już byłaby w ogóle pełnia szczęścia :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Uwielbiam takie blogowe spotkania. Tez mialam przyjemnosc spotkac sie z jedna z dziewczy I bylo to super przyjemne spotkanie.
    A dziewczynkom duzo zdrowka zycze. Cos czesto cos ich ostatnio lapie :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie będę pisała wielkich komentarzowych kolaborantów. Zwyczajnie zazdroszczę Wam baby takich spotkań;)))

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja mogę potwierdzić- że spotkanie z Anią jako debiut blogowych spotkań to najlepszy z najlepszych pomysłów :) Człowiek się stresuje, nie wie co go czeka a tu taka przesympatyczna rodzinka wita prawda?

    OdpowiedzUsuń
  14. Super spotkanie i świetna fotorelacja ! Na urlop w górach sie zapisuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wielkie brawa.. chcieć to móc! I tylko trzeba utrzymać ta relacje.. i na pewno tak będzie! ! Piękne wspomnienia pozostaną w Was!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Wielkie brawa.. chcieć to móc! I tylko trzeba utrzymać ta relacje.. i na pewno tak będzie! ! Piękne wspomnienia pozostaną w Was!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytałam już relację z tego spotkania u Iwosi - i widzę, że wrażenia macie obie bardzo podobne, wyłącznie pozytywne :) Nam może uda się wkrótce spotkać osobiście z Anią, o ile jej stan błogosławiony na to pozwoli :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Niech żyją spotkania blogowe :)))))
    Martuś ja mam nadzieję, że nam też uda się spotkać jak Kobiecina się wybierze z wizytą na Mazury ;)))
    Buziaki dla Was ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, Śliweczko, że mnie na Mazurach jeszcze nie było??? Marcin już kilka razy był, a ja nie. A wiesz, że u nas też jesteście mile widziani? Super byłoby zrobić takie większe spotkanie z Anią :)

      Usuń
  19. Kilka blogowych znajomości udało mi się przenieść do reala, w czerwcu "zalicze " następną- w Zakopanem :)
    No i mam nadzieję, Ciebie w końcu poznać :)
    Mężczyźni i mapki....tja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to myślę, że to tylko kwestia czasu :) Mamy chyba siebie najbliżej, teraz tylko dopasować termin.

      Usuń
    2. Kurcze , damy radę :) Mąż już ma wszystko taka przedstawione, że sam chętnie się wybierze :)

      Usuń
  20. Już pisałam u Iwosi, że obie jesteście tak ciepłe i sympatyczne, że spotkanie musiało być udane. Nie inaczej.
    Mam nadzieję, że wirus poszedł jednak SIO.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ale fajnie, mozna przeczytac o takim niesamowitym spotkaniu z dwoch stron :D Super razem wygladacie w tych czerwonych plaszczykach:)
    Duzo zdrowka zycze i udanego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Boże, u wszystkich choroby :S niech już przyjdzie ta ciepła wiosna...
    Super, że udało Wam się spotkać :) Jeszcze bardziej super byłoby, gdyby kiedyś udało nam się spotkać w szerszym gronie, tylko pewnie z wyborem miejsca byłby problem, bo jesteśmy rozrzucone po całej Polsce i nie tylko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, nic nie mów, w nocy dopadła i mnie ta zasrana jelitówka, i ledwo żyję. Ciepła wiosna? Czytałam, że we Wrocławiu, podobnie jak u nas... I też wolałabym, że to "poprzeplata" nie było z taką regularnością i tak dosłownie, cholera jasna.

      A wiesz, że ja jestem jakoś pozytywnie nastawiona do powodzenia tej akcji z większym spotkaniem? Wiadomo, że to trzeba by było wcześniej sporo ogłosić i znaleźć i miejsce i nocleg, ale dałybyśmy radę. A miejsce? Ja tam pójdę na kompromis. Tu będą ważniejsi ludzi, nie miejsce :) Chociaż Turcji w maju to Wam zazdroszczę :*

      Usuń
  23. Jak nie urok, to...
    Wszyscy chorzy dokoła... U nas niby chwilowo przerwa, ale za to kosmiczny, jakiego dotąd nie było problem z zaparciami. Nawet nie będę pisać, ile to już trwa, ile środków poszło i nic, bo bardzo się denerwuję.

    Dużo zdrówka dla Lili, i w ogóle dla Was.
    I super sprawa z tym spotkaniem. Jakbyście byli kiedyś w okolicach Poznania, daj znać! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Byłaś o krok ode mnie. Jestem ciekawe, gdzie do Iwosi jechałaś. bo do nas to od razu za wyjazdem z CH w prawo i za 4 km jesteście.
    Może przy następnym wyjeździe w stronę Warszawy zahaczysz i o nas.

    Jestem weteranką przenoszenia blogowych i forumowych znajomości do reala. I jeszcze nigdy się nie zawiodłam i źle nie trafiłam. Część znajomości, tak jak tych "z życia" się rozluźniło, ale zawsze było miło.
    Przez ostatnie lata udzielałam się na forum ogrodniczym (od czasów ivf znacznie mniej, nie starcza czasu na wszystko)i jeździliśmy po Polsce na spotkania do domów niby zupełnie obcych ludzi. Wyobrażasz sobie taki zjazd np. 70 osób z całej Polski? Na bardziej kameralnych też bywaliśmy.
    A moja pierwsza blogowa znajoma, którą poznałam 13 lat temu do dzisiaj jest jedną z moich najbliższych koleżanek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, z przyjemnością. Ja dopiero stawiam pierwsze kroki w tych spotkaniach- otwarta jestem na nie jak najbardziej, ale okazuje się, że większość dziewczyn z którymi mi po drodze, to jednak kawałek od nas. A to już przy dwójce dzieci, sędziowaniach Marcina, gorszych i lepszych okresach finansowych różnie się układa. Ale... na fajne rzeczy warto czekać.
      Forum ogrodnicze- super sprawa. Z tej strony Cię nie znałam. Zresztą chyba nigdzie nie wspominałaś o tej pasji? Ja za małe doświadczenie mam, żeby się gdzieś udzielać, ale zdarza mi się podczytywać, zwłaszcza jeśli chodzi o hortensje. To taki mój "bzik"- marzą mi się piękne zdrowe krzaczki z okazałymi kwiatami. Tym czasem dwie ogrodowe nie odbiły mi po zimie, mimo, że ta była u nas naprawdę lekka, a one też nie było jednoroczne... Jedna z nich już jedną zimę spędziła na działce i było ok... No nic- nie poddaję :)

      O, to dobrze wiedzieć- to daje nadzieję, że można jednak stworzyć takie i trwalsze relacje. I ta strona internetu, gdzie możemy poznać ludzi, których byśmy w normalnych okolicznościach pewnie nie poznali, podoba mi się bardzo.

      Usuń
    2. U tej koleżanki to byłam w domu, jak jeszcze w ogóle jej nie znałam. Od jakiegoś czasu czytałam jej bloga, nawet nie komentując, bo nie lubiłam się udzielać. I nagle napisała notkę, że ma urodziny i zaprasza w sobotę na imprezę wszystkich chętnych. To napisałam maila, że nigdy się nie odzywałam, ale chcę ją poznać, podała adres i poszliśmy imprezować z kupą obcych ludzi. Potem było jeszcze trochę takich imprez, potem się uspokoiła, urodziła syna miesiąc po mnie i teraz spotykamy się raczej kameralnie.
      O forum pisałam kiedyś u Izy. Nawet podawałam linka do odcinka Mai w ogrodzie, w którym wystąpił mój ogródek. Niestety, odkąd udzielam się niepłodnościowo, forum zaniedbałam, zresztą za dużo tam się zaczęło dziać, a ja nie lubię nie ogarniać. Ogródek też nieco zaniedbałam. W zeszłym roku miałam mu za złe, że on żyje, a moje dzieci nie, wiosna była ciężka.
      Teraz miałam delikatnie w nim pracować, ze względu na ciążę, ale znowu w nim budzi się życie, a we mnie znowu umarło.
      Muszę poświęcić mu więcej czasu, żeby cieszył oczy.

      Usuń
    3. Ooooo, odważna jesteś! Niesamowita historia. Chyba zabrakłoby mi odwagi. I ile bym straciła.

      Gdybyś miała jeszcze ten link, z przyjemnością obejrzę. Zwłaszcza, że wciąż (i pewnie ten stan utrzyma się jeszcze długo) jestem na etapie, że chłoną całą ogrodniczą wiedzę jak gąbka. Niemal jaki kiedyś w szkole, kiedy zadania z matmy zaczęły mi wychodzić i okazało się, że i ten przedmiot można polubić ;)

      Przykro mi Wężon. Bardzo. Choć wiem, jak takie "przykro mi" brzmi... Doczytałam u Izy co i jak. Cieszę się, że to nie koniec tej drogi. Mam tylko nadzieję, że to, co powinno się teraz stać, przebiegnie bez komplikacji i że szybko wrócisz "do gry", jeśli mogę to tak określić. To czekanie musi chyba być paskudne. I świadomość, że to się wciąż dzieje, też pewnie nie pomaga. Wolałabyś pewnie być już po.

      Może ogród będzie choć małą odskocznią, znów sprawi trochę radości. Mnie chodzenie na działkę uspokaja. Pod warunkiem, że nie okazuje się, że połowa działki jest w krecich kopcach, albo, że nornice nie szaleją. Ostatnio się france znowu uaktywniły.

      Usuń
  25. Kochana, my zdecydowanie byśmy się pisały, jeśli tylko finanse pozwolą i to wszystko jedno gdzie, bo ważne z kim ;)
    Póki co zapraszamy do nas, bez krępacji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, jedno i drugie będę miała na uwadze!
      W wolnej chwili napisz mi w prywatnej wiadomości z jakich okolic jesteście. Jakoś mi umknęło, przepraszam.

      Usuń
  26. Takie wypady są najlepsze i poznawanie nowych ludzi 😁

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!