Mama2c

Mama2c

piątek, 8 kwietnia 2016

No to kryzys... (przedszkolny)

Tak, jak w tytule- dopadło i nas. Choć szczerze mówiąc- już się jednak nie spodziewałam. Nie po Lilce, która od sierpnia, każdego "roboczego" dnia biegła w podskokach do przedszkola, która po dwutygodniowym urlopie wracała do niego z radością, jak i po każdej krótszej, czy dłuższej chorobie, która kilka razy potrafiła odesłać mnie z powrotem do domu, ponieważ (rzekomo) za szybko po Nią przyszłam...

A jednak...
I trwa to już na tyle długo, że żaden tam spadek formy, czy coś.

Zaczęło się zaraz po Świętach, we wtorek. Wtedy zaprowadzał Lilę tata. Był zaskoczony, bo Lila owszem- szła jak zwykle chętnie, a po otwarciu drzwi na salę- stanęła jak wryta i ani kroku dalej. Jednak rozstanie z tatą, to nie to samo, co rozstanie z mamą. Także ten... Ja w kolejnych dnia przeżyłam regularne czepianie się mojej nogi i ściskające za serce, teatralne kwestie pt. "Nie zostawiaj mnie!"
Swoją drogą- nikomu nie życzę. Bo o ile rozum wie swoje (czyli to się po prostu zdarza, każde dziecko może mieć kryzys, obserwujmy, ale w 98% to naprawdę tylko i wyłącznie przejściowy kryzys, nic więcej), o tyle serce i jednak głowa trochę też, już gorzej sobie radzą z widokiem własnego dziecka, targanego taką rozpaczą.

I nie skłamię, jeśli napiszę, że zaczyna mnie lekko stresować każde wejście do przedszkola. Póki co, Lila nadal szykuje się i wychodzi z domu do przedszkola chętnie. W szatni też rozbiera się bez problemu. Za to kiedy otwieramy drzwi na salę... Najrozsądniej byłoby chyba Ją tam wepchnąć i uciekać ile sił w nogach, no ale same rozumiecie- tego zrobić nie mogę.
Co rano stoję więc między tym przysłowiowym młotem a kowadłem- wiem, że jak już wejdzie, a ja pójdę, to jest ok, bo Lila bawi się normalnie, bierze udział zajęciach itd, z drugiej strony- przez tą krótką chwilę, kiedy widzę Jej minkę w podkówkę i mam Ją tam zostawić... Na nic doświadczenie z Elizą, i tak mi serce pęka.

Podejrzewam, że za kryzysem stoi "rozwód" Lilki z Jej ulubioną koleżanką. Najpierw, po Świętach, Michalina była chora. A kiedy wyzdrowiała, czyli od tego poniedziałku, nie bardzo chce się z Lilką bawić. Podwójny cios...
A sympatia Lilki względem Michaliny momentami przypominała obsesję :) Nie muszę Wam chyba pisać, jakie imię nosiłaby nasza trzecia córka? Tak, tak- takie plany snuła Lila. I tym samym imieniem co młodszą siostrę, zamierzała nazwać pieska i kotka "jak już Misiek umarnie mamo"... Chwała Jej za to, że Strzały i Błyskawicy przechrzcić nie chciała...
No nic, trzeba chyba zacząć pić znowu melisę.

A póki co- przedwczoraj Lila mogła odreagować swoje dziecięce stresy, bo odwiedziła Ją Basia z Wojtkiem. Pobiegali, poszaleli, pokłócili się trochę... Fajnie było :)

Krótka historia o tym, jak Lila czeka na Gości... 
(Iwosia, czy to wyjadania granata i kremu coś Ci przypomina? :))










Zawsze rozczulają mnie Maluchy, kiedy biegną tak beztrosko przed siebie. 


 Kto znajdzie Wojtka?



Czasami prowadziła Basia...


Czasami gonił Wojtek...



Za to wczoraj w kąpieli Lila oświadczyła, że... nie idzie rano do przedszkola. Przypomniała sobie jeszcze sytuację z placu zabaw, kiedy koleżanka ciągnęła Ją za apaszkę i już w ogóle był ryk nie z tej ziemi... Ciężki okres przechodzi nasza mała dziewczynka, a my razem z Nią. Płaczliwość wzrosła o jakieś 100%... bo każdy powód jest dobry, żeby zacząć płakać. Przypuszczam, że nasz wyjazd Jej nie pomógł.

Rozmawiałam dziś rano z wychowawczynią Lilki, potwierdziła moje przypuszczenia, że Michalina odsunęła się od Małej. Dodała także, że większość dzieci ma teraz jakiś taki spadek formy. Doszło kilkoro maluchów, które dopiero się aklimatyzują. Niestety- dość ciężko, przy tym płaczliwie i nasi "starzy wyjadacze" zaczęli brać z nich przykład...

U Elizy w szkole od wczoraj trwają testy trzecioklasistów. Ciekawa sprawa, bo jak się okazuje- część rodziców wiedziała kiedy będą, część nie. My oczywiście jesteśmy w tej grupie, która nie wiedziała, mimo, że jesteśmy na każdym zebraniu. Ech, nie chcę się denerwować... Weekend zaraz, słońce świeci, Misiek ma biegunkę...

Słonecznego i aktywnego weekendu Wam życzymy!
Nam pozostanie korzystanie z miejscowych atrakcji i wspominanie naszego poprzedniego weekendu :)

48 komentarzy:

  1. Biedna Lilka:( mam nadzieje,ze Wasz kryzys przedszkolny szybko minie. moze Michalina znowu sie zacznie bawic z Lila albo Lila znajdzie inna przyjaciolke. Grunt,zeby dobrze sie skonczylo. Udanego weekendu zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym, żeby jednak polubiła kogoś innego. Michasia, jeszcze zanim dziewczynki zaczęły się przyjaźnić (o ile mogę to tak nazwać), znana była ze swoich humorów i fochów... No nic- trzeba czekać i obserwować, co z tego wyniknie. Buziaki.

      Usuń
  2. Jestem.z Tobą całym.sercem.bo u nas ciągle okresowe fochy w prEdszkolu...tylko paula.duźo starsza:/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem.z Tobą całym.sercem.bo u nas ciągle okresowe fochy w prEdszkolu...tylko paula.duźo starsza:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, no to też nie zazdroszczę :(
      Buziaki

      Usuń
  4. "jak Misiek umarnie padłam" 😈 moje Słoneczko kochane😍 mam nadzieje że to chwilowy spadek formy tylko. U nas l4 Młody ma od środy aż strach jak wróci do normalności 😁
    A ja jeszcze Ci napisze z innej beczki. Siedzimy ostatnio z mężem mym a on mi mówi żeby się z Tobą dogadała i podszkoliła w kwestii karmienia piersią bo Ty się znasz na tym😝 ale mu rezolutnie odpowiedziałam że najlepiej to zrobić w realu bo przez tel źle he he. Tak że nie wiem jak to zrobisz masz mi zmienić nastawienie w głowie że to nie boli....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, no to zacznę do tego z innej beczki- no padłam :) Ja się znam? Staż mam konkretny, to prawda, ale czy ja się znam, to już nie wiem :) Aha, i przez pierwsze 2-3tygodnie karmienia Lilki miałam ochotę umrzeć przy każdym karmieniu, tak bolało! Ale wiesz co- masz całkowitą rację- to trzeba omówić na żywo, nie ma innej rady :D

      Tak, tak- Lila często mówi, co będzie jak już Misiek umarnie... Ale niech on sobie lepiej jeszcze żyje :)

      Usuń
    2. Ale swoją drogą popatrz oni tak niby z Marcinem zagadani byli a wszystko wiedzieli o czym mówimy hi hi chyba jakiś zmysł mają wyostrzony czy coś....

      Usuń
    3. Pewnie tak :) A niby nie słyszą, jak się mówi, że trzeba śmieci wynieść itp.

      Usuń
  5. Oby szybko wrocila do formy I pokochala przedszkole... ja zauwazylam, ze Starszak po 2 tyg juz taki duzy, a lezke puscil, ze on isc nie chce... tak dzieci maja... minie jej!
    Mniam mniam... slodkosci!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Miniu, no to widać, że dzieci w każdym wieku, mogą mieć jednak kryzys.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Ło matko, pies z biegunką to lekki dramacik... Dajcie mu jakąś czekoladę czy coś :P

    Hmm.. też nie sądziłam, że Lilcię jednak dopadnie kryzys. No, ale jak widać może dopaść każdego. Trzymam kciuki by szybko minął. I żeby Michalina się opamiętała! Co to za fochy na naszą Lilcie?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, już wciągnęłam Michalinę na moją czarną listę :)
      No dziś już, odpukać, było ciut lepiej. Psu czekoladę? No nasz by się nie pogniewał :) Ale on wie, że nie dla psa kiełbasa, to znaczy- czekolada :)

      Usuń
  7. Testy trzecioklasistów?? Masakra jakaś.....
    Lilka - biedna mała, moja Iza ostatnio średnio do szkoły z koeli chce chodzić. Zaczynając szkołe zmuszona była rozstać się ze swoja przyjaciółką z przedszkola....Gdyby nadal chodziły razem byłoby lepiej, a i ja byłabym spokojniejsza!
    Co to znowu za makowe cudo masz na tym stole????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi testami to mi nie przeszkadza- będziemy wiedzieć w jakim stopniu Eliza opanowała materiał. Niby teraz też znamy Jej mocniejsze strony (matematyka) i słabsze (przyroda, bo nie lubi ;)) ale tu będzie można całościowo ocenić.
      Ciasto ze szpinakiem, ale na fotkach słabo widać :)
      Buziaki.

      Usuń
  8. Oby to był tylko chwilowy kryzys. Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale ja miałam taki płaczliwy, histeryczny czas praktycznie przez cały rok w zerówce. A jak do tego nie było mojej ulubionej opiekunki to już w ogóle masakra jakaś - rodzice przeważnie musieli wracać po mnie jakiś kwadrans po tym, jak mnie w grupie zostawili ;) Lilce na pewno przejdzie i wszystko wróci do normy. Miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no to dałaś Im popalić :) Ja całą zerówkę miałam co rano biegunkę... Tak się stresowałam. Biedne te dzieciaki, tyle emocji...

      Usuń
  9. Pies z biegunką no wesoło macie..współczuję atrakcji i z psem i Lilki szkoda biednej.
    Ciasto chyba ze szpinakiem, dalej go nie spróbowałam upiec ...
    Trzecie klasy też pisały,po co gnębią te dzieciaki? 6 klasy miały egzaminy w tym tygodniu u nas a za 2 tygodnie mój orzeł z gimnazjum pisze...ściskam i miłego weekendu życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak- ze szpinakiem. A wiesz co- dzieci podeszły chyba do tego bardziej na luzie. Może to dlatego, że te testy o niczym nie decydują? W każdym razie- dobrze mimo wszystko będzie wiedzieć, z czym dziecko ma problem, albo nad czym trzeba więcej przysiąść. No to trzymam kciuki za orła :)
      Buziaki

      Usuń
  10. O! kurczę, no to się porobiło i z Lilą i z Miśkiem :/ Współczuje, ale mam na dzieję, że Misiek nie umarnie, a Lila znajdzie jeszcze lepszą bratnią duszę, nie taką co to zdradza przyjaźń. Jezu, po jakim czasie ten kryzys!! Zaczęłam się bać..
    Trzecie klasy mają egzaminy????? ale że z czego i po co?
    Trzymam kciuki za poprawe u Lilci i Miśka.
    Rozbiegane dzieciaki super, każde ma jakiś cel w tym swoim maratonie, a ile zawsze przy tym radości :)
    ściskam Mistrzyni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a w ogóle, to miało już nie być tych pyszności, halo !! ;)

      Usuń
    2. a no i oczywiście, że pamietam podjadanie granatu i kremu - łobuzeria, dogadaliby się w pięc sekund :) :D

      Usuń
    3. Wiem, wiem- kajam się, Kochana :( Miało nie być, ale te zielone czereśnie, na tym zielonym cieście takie fotogeniczne...
      Misiek to co jakiś czas regularnie funduje mi takie atrakcje, ale co się dziwić- jego nawyki jedzenia jakiś staroci spod śmietników są wciąż w nim żywe... Ach, no to mnie akurat u tego psa irytuje okropnie. Na szczęście u niego szybko takie biegunki się kończą i nie są zbyt uciążliwe.
      Bardziej martw mnie kryzys Lilki, ale odpukać- dziś było ciut lepiej już.
      Pewnie, że by się dogadali, gorzej jakby granatu zabrakło na cieście :)

      Usuń
  11. Na początek hm... jakby u mnie na stole stało taaaakie cudo to też bym spróbowała:))))
    Szkoda Lili, bo "rozwód" z ulubiona przyjaciółką, to bardzo wielka sprawa. Trzymam kciuki za powrót do formy. Psiej formy też.
    A po co trzecioklasistom testy?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam częstowałam się kremem z miski :) Oj tak, w tym wieku, to jest bardzo poważny problem. Zresztą- chyba w każdym wieku takie coś, nie spływa po człowieku.
      A testy powiem Ci, że są w porządku. One nie są brane nigdzie (podobno) pod uwagę, ale dają rodzicom rozeznanie, nad czym trzeba popracować, co kuleje. Może to też forma sprawdzania nauczycieli? Ich pracy? Nie wiem...

      Usuń
  12. Pamiętam kryzys Ł. Trwał prawie rok, nie żartuję... Ryczała co rano przeraźliwie i też wcale nie zaczęło się od razu, ale po paru miesiącach.
    Ale minął, kurczę, jakoś.
    Zna także klimaty z umarnięciem zwierzątka, w sensie: bardzo brutalne, że "czy następne to może myć fretka?". Dzieciaki sa jednak... no właśnie, jakie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas różnie- od bardzo radosnych planów, jakie będzie kolejne zwierzątko po Miśku (czytaj: ile będziemy mieć wtedy kotów, bo Lila to taka kociara :)) po zawodzenie, że wszyscy będziemy za Miśkiem płakać "...i tata w pracy też"... Także ten... :)
      O kurczę- rok??? No to wytrwała była. Jak Ty to przetrwałaś? U nas dopiero dwa tygodnie i za każdym razem ciężko mi Ją zostawić w tej sali, taką smutną, czasem prawie płaczącą.

      Usuń
  13. Ten kryzys to znam, u Juniora na szczęście nie było do tej pory (odpukać) ale jego najlepszy kumpel Tymek ma taki kryzys od lutego, gdy wrócił po feriach.. Potem jeszcze był chory, a potem wielkanocna przerwa była i po każdej takiej pauzie jest gorzej. I to po półtora roku chodzenia! Szok po prostu. Moja przyjaciółka nie wie już co robić, jak przekonać syna. Dużo z nim rozmawia, tłumaczy, prosi, zachęca nagrodą i nic nie pomaga. Czasami takie jego marudzenie i płacz w szatni lub już pod salą trwa 15min, a czasem prawie pół godziny. Masakra. Współczuję jej bardzo i nie wiem jak pomóc, bo na niego nic nie działa :( Wymyśla, mówi, że będzie niegrzeczny i prosi ją, aby zabrała go do domu.. A potem w ciągu dnia ponoć jest ok, bawi się, wykonuje zadania i wszystko jest dobrze aż do 15,0 gdy M. go odbiera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, no to faktycznie grubsza sprawa. Mam nadzieję, że u nas rozejdzie się to po kościach. Kiedy Eliza miała taki groszy okres, czytałam, żeby przede wszystkim nie przeciągać pożegnań. Może Twoja koleżanka powinna porozmawiać z panią, żeby wychodziła po Tymona przed salę, a Ona dawała Mu tylko buziaka i zaraz żeby odchodziła? On widząc cały czas mamę pewnie bardziej się rozkleja i cały czas ma nadzieję, że Ona jednak ulegnie.

      Usuń
  14. Biedna Lila - życzę szybkiego zazegnania kryzysu przedszkolnego..
    Ciasto genialne - tj każde u Ciebie!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Biedna Lila - życzę szybkiego zazegnania kryzysu przedszkolnego..
    Ciasto genialne - tj każde u Ciebie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, ciasto faktycznie było dobre.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  16. Powiem szczerze... współczuję, współczuję tego okresu (chociaż pewna jestem, że to przejściowe). Wiele trzeba mieć w sobie cierpliwości i siły zaparcia by te okresy przetrwać! Ale będzie dobrze... :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Wdech wydech, wdech wydech :) Mam nadzieję, że choć troszkę pomoże. Ja z drżeniem serca myślę, że Mila mogłaby mi odstawić jakieś histerie. Masakra jest z powodu byle dupereli nie wiem, jak bym sobie dała radę z poważnymi sprawami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrażam sobie o czym piszesz. My też przechodzimy niełatwy okres. Czekam, aż to się skończy, choć odpukać-dziś było lepiej.

      Usuń
  18. Martus, ty chyba- co ja pisze zdecydowanie jestes taka sama mama kwoka jak ja :) Pisklaki Twoje jeszcze malutkie ale widze, ze serducho boli...Ciezko to przezyc ale wiem, ze minie....
    Ciasto wyglada imponujaco- baaaardzo apetycznie :) a Lilcia na tych zdjeciach na duzo starsza :)
    Wiesz zawsze mnie dziecieca beztroska wzrusza- oby trwala jak najdluzej!
    Sciskam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta beztroska, taka typowo dziecięca, to coś, co niestety traci się na przestrzeni lat, może dlatego tak za tym tęsknimy?
      Oj tak, zdecydowanie mama kwoka ze mnie i... dobrze mi z tym :)

      Usuń
  19. Wyobrażam sobie, jak serce Ci pęka, jak musisz zostawić Lilę. Przerabiamy to samo. Choć my dorośli damy radę. Szkoda dzieciaczków. Mam nadzieję, że Lila szybko z nowym zapałem będzie chodziła do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja znów na to czekam, bo bardzo ciężko zostawić Ją w takim stanie. Nawet jeśli wiem, że za chwilę jest ok.

      Usuń
  20. no coz Hanka ma tak srednio raz w miesiacu. przez pare dni. nigdy nie wiedzialam z czego to wynika, dopoki po rozmowie z dyrektorka dowiedzialam ze do ich grupy co chwile kogos nowego przyjmuja. i teraz wiem ze stad u Hanki epizodyczne histerie. przeciez taki maluch musi odreagowac ze dwa tygodnie. dopiero co paniom udalo sie zgrac grupe a tu znow klimat rozpieprzony. na Hanke wplywa to ogromnie bo przezywa ze maluchy placza. panie znow maja mniej czasu dla "starych" podopiecznych i dupa blada. nie wychodzily na spacery bo nowe dzieci uciekaly do drzwi, ryczaly non stop...szczerze to powinna byc przydzielona opiekunka aby pomoc zadoptowac sie nowym dzieciom, aby naszymi mial sie kto zajac...ehhh..ja ogolnie coraz wiecej jestem niezadowolona z calej polityki tych sprywatyzowanych przedszkoli...
    a temat bliskiej kolezanki to mam podobnie. Hania strasznie cierpi gdy nie ma jej najlepszej przyjaciolki i nie chce isc na drugi dzien do przedszkola...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w ciągu miesiąca, na góra 6tygodni doszła czwórka nowych dzieci, które- najdelikatniej mówiąc, potrzebują trochę czasu. To normalne. Prawdą jest, że niestety odbija się to na całej grupie. I teraz pytanie brzmi, czy przyjęcia powinny być w ciągu roku, czy tylko podczas naboru, ewentualnie na początku września. Nie wiem... Rozumiem też, że są czasem sytuacje, że ktoś ma nóż na gardle i musi mieć to miejsce w przedszkolu w lutym. Także dobrego rozwiązania brak.
      Widzę jednak po Lilce, że ta czwórka dzieci, które płaczą i tęsknią, rozchwiała Ją totalnie.

      Usuń
    2. no właśnie...fajnie gdyby przydzioloną jakąs Panią, która pomogłaby się takim dzieciom zaadoptować. Niestety wiem z autopsji (chyba za często chodzę na dodatkowe zajęcia z dziecmi w ramach inicjatyw rodziców, bo już mam lekkie skrzywienie), ze nowe dzieci są zostawiane same sobie. Panie pewnie wychodzą z założenie "niech się wypłaczę" a z grupą robią swoje...
      Na Hanie wpływa to masakrycznie. jest płaczliwa, zaczyna zdrabniać, nie słucha się, czekam normalnie aż zacznie sikać w majtki, bo znów są nowe dzieci 2,5letnie w pampersach...
      Próbuje jakoś Hani tłumaczyć, że niby ona "starszak", a maluchy muszą się zaklimatyzować i czasem to pomaga...Ale jak pytam o nowe dzieci to odpowiada bez zająknięcia, ze cały czas płaczą...Także nie dziwie się dzieciom, bo jak ja mam tylko jedną taką "syrenę" w domu to łeb mi puchnie, a co dopiero taka gromadka :P

      Usuń
  21. Podobno,jak byłam mała,zżerałam wszystko z wierzchniej warstwy torta.Ale najpierw macałam.No cóż,nie pamiętam tych macanek ;-)To pewnie jakieś pomówienia ;-)PS.To samo odczuwam na widok biegnących przed siebie beztrosko dzieciaków.Ach.. żeby tak mieć znowu 5 lat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój bratanek, kiedy był mały, przed konsumpcją wszystko wąchał, także- no kto tam wie :)
      O tak, ile ja bym czasami za to dała!
      Buziaki.
      Ps. Świetny ten Wasz Dex!

      Usuń
  22. U nas kryzysow było kilka, zazwyczaj po jakiejś dłuższej nieobecności. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. To teraz sa testy trzecioklasisty??? :O A na co to komu???

    Biedna Lilcia... Ze tez musialo ja teraz dopasc, tyle miesiecy po rozpoczeciu przedszkola! Rozumiem dobrze o czym piszesz, bo jak pamietasz, przezywalam to samo z Bi we wrzesniu... Mam nadzieje, ze u Was bedzie trwalo to krocej niz nasze 3 tygodnie... Tez pamietam, ze czytalam wtedy, zeby przede wszystkim nie przedluzac pozegnan. Tylko co mi z takiej rady, skoro po wejsciu musialam wpisac Bi na liste? Dla niej te kilkanascie sekund wystarczalo, zeby sie totalnie rozkleic i uczepic mojej nogi. :(
    Jestem pewna, ze Lilci kryzys szybko minie. Dzieciaki w tym wieku szybko zapominaja i rownie szybko sie dostosowuja. Napewno wkrotce Malutka zaprzyjazni sie blizej z jakas inna dziewczynka i znow pokocha przedszkole.
    A ja juz psychicznie sie przygotwuje na wrzesien i placz Kokusia. U niego najbardziej boje sie, ze znow zacznie sie zanosic, mimo ze nie zdarzylo mu sie to juz od ponad roku... No i Bi urzadza straszne histerie, z wrzaskiem, kopaniem i wyrywaniem sie. Nik za to raczej placze tak zalosnie, prosi zeby go nie zostawic, ze po prostu peka serducho... :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Ale ciacho upieklas.Każdemu by humor wrócił.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!