Mama2c

Mama2c

piątek, 13 maja 2016

Kłopoty w raju, część II

Nie wiem nawet jak zacząć. Może od tego, że jest piątek, na który zaplanowałam sobie zupełnie inny post. Taki właśnie "weekendowy", czyli aktualizację z działowego frontu. No dobrze- przyznać się- kto odetchnął, że jednak "chwastów" dziś nie będzie? :)

Dzisiejszy post sponsoruje przedszkole Lili, a raczej przedszkolne w(y)padki...

W każdej grupie- przedszkolnej, szkolnej, sportowej jest zazwyczaj jakiś łobuziak. No jak świat światem tak było i pewnie jeszcze długo będzie. U Lilki w grupie tym urwisem był N. Mała często opowiadała co N. zrobił, kogo uderzył... Na tyle często, że nawet mój ojciec, z którym widujemy się rzadko, był wtajemniczony w to, kto to jest ten cały N. I pewnie, że czasem, ale nie za często, Lila mówiła, że N. Ją popchnął, abo zabrał zabawkę. Nie było powodów do paniki, bo to też jest nauka życia w grupie i wbrew pozorom, dopóki się krew nie leje, ani inne cuda nie dzieją, takie lekcje też są dzieciakom potrzebne.
Właśnie, dopóki nie leje się krew i inne cuda się nie dzieją...

Co ciekawe, N. z czasem się uspokoił. Wystarczyło kilka miesięcy strofowania, reprymend, pokazywania Mu, że takie zachowania nie popłacają i nasz N. z tego wyrósł.
Jednak natura nie lubi próżni, prawda?

Niedługo po Lilce, przyszedł do przedszkola I. W związku z tym, że w grupie był już jednej I., starszy od Niego, jeden dostał przydomek "mały", a drugi "duży". Choć szczerze powiedziawszy, mały I. owszem, jest młodszy, ale nikt by o Nim nie powiedział "mały". Jest dość spory jak na swój wiek, do tego masywny, grubokościsty. Od początku miał w sobie coś takiego uroczego, bo kiedy na Niego spojrzeć- widzi człowiek taką zagubioną sierotkę, z wytartą pieluszką albo ulubioną podusią w rączce. I tak- o przyszłym oprawcy mojego dziecka, mogę napisać, że to sama słodycz... Paradoks, co? Mały I. dość długo się aklimatyzował, przeżywał każdy poranek, kiedy mama lub tata Go zostawiali. I nie wiem, czy ma to w ogóle coś wspólnego z tym, co dzieje się teraz, ale tak właśnie było. Chociaż i nasz mały I. w końcu przestał płakać a w przedszkolu zostaje chętnie.

Lila od jakiegoś czasu wspominała, że mały I. bije dzieci. Ale... patrzy wyżej- nie dajmy się zwariować, przecież nie będę robiła dochodzenia i uważam, że trzeba też mieć jakieś zaufanie do Pań. I ja je mam. Nadal, choć stało się, jak się stało. Trochę zła może jestem tylko na siebie, bo fakt- Lila wcześniej już chyba mi wspomniała, że mały I. Ją kiedyś uderzył, ale również... patrzy wyżej- no ten mały "ciapciuś"- z tą poduszeczką, mógłby zrobić Jej jakąś krzywdę? Pozory. A ja się dałam jednak zwieźć.

W każdym razie, Lila codziennie opowiadała o wyczynach małego I. W poniedziałek, zaprowadzając Lilę, uregulowałam płatności za poprzedni miesiąc i zdjęcia (muszę Wam je tu kiedyś pokazać, bo są świetne) i właśnie wtedy, miałam (niestety) okazję zobaczyć małego I. w akcji. A akcja wyglądała tak, że usiadł na leżącym koledze i okładał Go pięściami po plecach. Pół biedy, że tamten chłopczyk był podobnych gabarytów co mały I., i że szczególnego wrażenia to na Nim jakoś nie zrobiło- jest od Niego starszy, więc szybko się uwolnił i po prostu poszedł bawić się gdzie indziej. Mnie natomiast przeraziła agresja i zaciętość z jaką mały I. okładał kolegę. Daleko mi od sądów, czy to normalne, czy nie, żeby dziecko w tym wieku miało w sobie tyle agresji, ale zwyczajnie się zaniepokoiłam.

I niestety, nie trzeba było długo czekać, bo tego samego dnia, po przedszkolu, Lila powiedziała, że I. Ją uderzył. Nie miała żadnych śladów, a że powiedziała mi to dopiero w domu, na rozmowę z Panią musiałam zaczekać. Tyle, że... od tego popołudnia zaczął się jakiś koszmar.

Tu należy Wam się dygresja. Lila, jak nie raz wspominałam, aniołem nie jest. Kłócą się z Elizą okropnie. Nie wiem, czy to co robią można nazwać biciem (pamiętajmy, że Eliza jednak ma świadomość jaka różnica wieku i siły Je dzieli), ale fakt faktem- to Lila często zaczepia siostrę i próbuje Ją tam gdzieś klepnąć, kopnąć itd. Eliza dłużna Jej nie pozostaje ( w granicach rozsądku) i na tej podstawie śmiem twierdzić, że Lila to raczej nie typ dziecka, które ledwo dotknięte podnosi larum.

Już pod wieczór, Lila zaczęła płakać, że mały I. Ją uderzył i że Ona nie chce iść do przedszkola. Na tamtą chwilę zadziałała obietnica, że porozmawiam o tym z Panią. No i porozmawiałam, tyle, że w zachowaniu Lilki nic się na lepsze nie zmieniło, a wręcz przeciwnie. Mniej więcej od środy- co popołudnie, średnio co godzinę, zaczyna płakać. W środę i czwartek rano Pani musiała zabierać Ją niemal siłą. Serce mało mi nie pękło i choć mogłabym Jej teoretycznie zrobić teraz wolne od przedszkola, to mam przeczucie, że w żaden sposób bym Jej tym nie pomogła, a mogłabym tylko pogorszyć sprawę.

Samego zdarzenia żadna z Pań nie widziała. Niedobrze, ale bądźmy realistami- One mają Ich tam ponad 20. No czasem zwyczajnie się nie da. Pani przyznała jednak, że Lila przyszła do Niej z płaczem, Ona z kolei odbyła rozmowę z małym I. Obiecała mi także, że będzie szczególnie uważać i na Lilę i na małego I., kiedy opowiedziałam Jej, jak Mała reagowała w domu po tej całej sytuacji. Następnego dnia, dowiedziałam się, że Lila nawet w przedszkolu wybuchała płaczem, kiedy sobie przypomniała o tym uderzeniu. Wczoraj natomiast, dopóki nie przyszła Jej ulubiona koleżanka (już nie Michasia, ale Lenka), przesiedziała cały ten czas do Jej przyjścia, na kolanach Pani, w obawie, że I. Ją uderzy.

Jestem mocno podłamana tym wszystkim, bo mamy piątek, w perspektywie dwa dni wolnego, a ja od godziny 15 walczyłam z potokiem łez i deklaracjami, że Lila już nigdy do przedszkola nie pójdzie.

Z jednej strony, przeżywam emocjonalną masakrę na myśl, jak to wpłynęło na Lilę. Na Jej poczucie bezpieczeństwa w przedszkolu, na sam stosunek do tej placówki. Po ludzku ogarnia mnie trochę złość, bo nie tak dawno już jeden przedszkolny kryzys zażegnałyśmy, a to był "pikuś" w porównaniu do tego, co jest teraz. Z drugiej strony- staram się, żeby Lila wiedziała, że rozumiemy Jej strach i wspieramy Ją, ale boję się, że zbytnim roztkliwianiem się, nie za bardzo Jej pomogę, a tylko utwierdzę w przekonaniu, że stało się coś strasznego. Z trzeciej strony- przeraża mnie to, jak Ona się bardzo musi bać i chyba z tym sobie najmniej radzę. Z czwartej zaś strony, nie ukrywam, zaczynam być tym zmęczona. Momentami Lila sprawia wrażenie, jakby się "nakręciła" i nie ma już innego tematu, tylko mały I. Natomiast, kiedy pomyślę sobie, jaka to musiała być dla Niej trauma, jestem zła na siebie, że czuję właśnie to zmęczenie i lekkie poirytowanie. Błędne koło.

Momentami nie wiem już co mam Jej mówić. Tłumaczę, że rozmawiała z Panią, która obiecała pilnować małego I. Rozmawiamy o tym, że I. zrobił źle i dlaczego. Nie mogę Jej natomiast obiecać, że I. Jej więcej nie uderzy, bo przecież tego nie wiem. Wyczuliłam jednak Panią, że jest naprawdę bardzo źle i że lepiej, aby taka sytuacja się w najbliższym czasie nie powtórzyła, bo już wtedy nie wiem, w jakiej kondycji psychicznej byłaby Lila.

I wiecie co? Jak na ironię, wcale mnie teraz te dwa dni wolnego nie cieszą. Boję się, że po przerwie, w poniedziałek, będzie podwójna rzeź.

Dziś nasze przedszkolaki miały występy. Jechaliśmy autokarem do domu kultury. Co ciekawe- siedziałam obok małego I. i nawet sobie fajnie pogadaliśmy o aucie, które wiozło łódkę i o pracującej koparce.

Niestety, po powrocie do przedszkola, nie było nawet mowy, żeby Lila została tam beze mnie. A, że do tego (jakby mało było!) rozcięła rano wargę w domu, która przy zupie dała o sobie znać, zabrałam Ją bo i tak już by pewnie nic z tego nie było.

Dziewczyny radźcie coś, bo oszaleję. Na wizytę u psychologa to chyba jednak za wcześnie. Czy nie??

Dziś, kiedy przepłakała niemal całe popołudnie, a ja nie uległam i za każdym razem odpowiadałam, że pójdzie w poniedziałek do przedszkola, wymyśliła sobie, że zgoda- pójdzie, ale jak ja będę cały czas w szatni. Pewnie, że to miłe, kiedy mamy świadomość, że jesteśmy dla dziecka takim absolutnym gwarantem bezpieczeństwa. Tyle, że... obok tej świadomości, chciałabym wiedzieć, że mogę być spokojna, bo Lila idzie do przedszkola z uśmiechem, chętnie w nim zostaje... No, że czuję się tam po prostu dobrze. A tak nie jest...

I tak oto kończy się legenda mojej małej chojraczki...

Z piątkowych nowinek, to Eliza wróciła ze szkoły z bardzo silnym bólem gardła. Biedna. Ominęły Ją urodziny koleżanki z karate, na które była zaproszona na dziś... Jutro też zostanie chyba w domu z babcią, bo mamy dwie imprezy urodzinowe, prezenty kupione, obecność potwierdzona... Żal trochę, ale choć na chwilę się pokażemy.

Mix zdjęć z telefonu :)








60 komentarzy:

  1. moje kochane słoneczko male😨 aj faktycznie nieciekawie. Wiesz u nas jest podobna sytuacja z kuzynem Przemka. Chłopak ma taka silę jak wpada w szal że dorosłego boli jak przywali. Panie w jego dotychczasowym przedszkolu kazały mu zmienić otoczenie. Jak bawią sie razem to tylko zygaja dos siebie Przemek jak sama wiesz nie jest kruszynką a ostatnio przyszedł z podbitym okiem. Okazało sie że od wrzesnia będą razem w zerówce. Poszłam do pani i poprosiłam o przepisanie Mlodego do. Innej grupy ma czas na zerówkę bo nie idzie jako 6 latek do szkoły a rok w otoczeniu kuzyna by go zniszczyła. Nie przesadzam w tym momencie bo wiem co się dzieje jak sie bawią u nas w naszym swoich mamach towarzystwie a wiadomo jak jest w przedszkolu gdy sie rozbrykają. Dodam tylko że nie wybielam tu Przemka ale bicie tak że zostają siniaki specjalnie patrząc mi w oczy to juz przesada.

    Mam nadzieję że panie staną u Was na wysokości zadnia i Lilka nie będzie miała traumy i dopilnują ją i kolegę przez najbliższe dni😃

    Zdrówka do Elizy😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że taką decyzję podjęliście. Czasem trzeba reagować zawczasu i podejmować kroki.
      Nie, no młody "trochę" przegina. Ja rozumiem, że czasami chłopcy taką mają, że gdzieś tam muszą się trochę poszarpać, ale gdzieś są granice.
      Buziaki Aniu!

      Usuń
  2. Bedactwo!! 3 mam kciuki za pozytywnie rozwiązana sytuację..
    Do psychologa wydaje mi się za wcześnie..
    Wszystko się ułoży!! - zobaczysz :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, choć z tego co piszą Dziewczyny, trochę to potrwa...
      Buziaki.

      Usuń
  3. Bedactwo!! 3 mam kciuki za pozytywnie rozwiązana sytuację..
    Do psychologa wydaje mi się za wcześnie..
    Wszystko się ułoży!! - zobaczysz :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj, czytam Twojego bloga od pewnego czasu i ta historia z przedszkola to dokładnie to co ja przeszłam jakieś 2 m-ce temu z moją Lenką. u nas "łobuziakiem" był kolega Filip...anioł na pierwszy rzut oka. Moja mała dokładnie tak samo manifestowała że nie chce iść do przedszkola jak Twoja córka. To był koszmar, doskonale Cie rozumiem, ja również porozmawiałam z Paniami, przez jakiś czas nie było szans żeby mała sama poszła z szatni do sali tylko ze mną za rękę cały czas a i pożegnać się ze mną nie mogła. Trwało to jakieś 2 tygodnie, bardzo dużo rozmawialiśmy ale raczej ogólnikami o chłopcach i dziewczynkach a nie konkretnie o Filipie. Mój mąż oczywiście "wytłumaczył" ;) małej że ma po prostu oddać koledze i się nie przejmować ale mam nadzieję że nie wzięła sobie tego za bardzo do serca :) tłumaczyłam że nie musi sie bawić z Filipem, poprosiłam Panią żeby przesadziła małą do innego stolika przy posiłkach bo akurat siedzieli razem i tak też Pani zrobiła. Zwracała też uwagę na ich relację i sytuacja się poprawiała pomału ale do przodu. Najważniejsze to rozmowa i cierpliwość choć wiem ze to nie jest proste. Wiem też że pewnego dnia jak filip podszedł do mojej córki ta mu odpaliła " Filip, jesteś niedobry, bijesz dzieci i ja nie chcę takiego kolegi mieć. Baw sie sam", to relacja przedszkolanki, byłam w szoku ale może to siła tych naszych rozmów. Na ten moment wszystko jest ok i nawet Filip znowu jest fajny :) Dużo sił Wam życzę, na pewni wszystko się ułoży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ze ten komentarz, dodaje mi otuchy, że u nas też wszystko się wyklaruje i że I. też znów będzie fajnym kolegą. Bo to fajny chłopczyk tak naprawdę. Sama dumam skąd w Nim tyle agresji od jakiegoś czasu, bo na pewno nie był taki od początku...
      Rozmowa to na pewno podstawa. Jedyne co mnie martwi, to to, że odwrócenie takiej sytuacji zajmuje jednak sporo czasu. Bo nawet 2tygodnie- dzień po dniu, kiedy Mała z przerażaniem opowiada, że nie pójdzie do przedszkola, albo płacze uczepiona mojej nogi, wydają mi się wiecznością...
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Psycholog może pomóc, ale wydaje mi się również, że na to jeszcze za wcześnie. Jedyne co mogę radzić to przekonywać i dużo rozmawiać. Dobrze będzie, zobaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej :(
    Smutna sprawa... Oby szybko się poprawiło. Biedna Lilka, przeżywa sytuację bardzo widać.
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Natalia, nie masz pojęcia jak bardzo. I nie masz pojęcia, jak bardzo mnie to dziwi, bo inną Lilkę znam z domu.
      Buziaki

      Usuń
  7. O kurczę, nie do pozazdroszczenia :(
    Lila się boi, to zupełnie zrozumiałe :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem Asiu, dlatego nie bagatelizujemy, mówiąc na przykład: "Nic się nie stało". Ale z drugiej strony, nie wiem, co mam Jej mówić, żeby jednocześnie uspokajać, nie nakręcać dodatkowo i nie okłamać. Nie mogę zapewnić, że I. Jej nie uderzy, bo przecież kto to wie...

      Usuń
  8. Wiesz co Tomkowi jak cos się działo to mu mówiliśmy zeby nie podchodzil do tego dziecka. A jakk ono podeszli do niego to miał powiedzieć ze niechce sie z nim bawić i zeby odszedł. Jak nie pomagalo to szukaliśmy rodziców tego dzieciaka akurat to na dworze miało miejsce i sie powiedziało co i jak i zeby pilnowali lepiej dziecka.
    Jak dalej tak będzie to poproś o rozmowę z rodzicami chłopca.
    Buziaki Ewa Denys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, przede wszystkim- CO U WAS? Wieki nie pisałyśmy. Jak Wam się mieszka w innym mieście? Wszystko ok?

      U nas wiem, że Pani rozmawiała z tatą Igora, więc na chwilę obecną myślę, że mogę się jeszcze wstrzymać z osobistą rozmową. Muszę też trochę zdać się na czas chyba.

      Usuń
    2. U nas Oki. Młody się rozgadal ale jakis placzliwy ostatnio.
      No czasu mala potrzebuje to na pewno. Musi się przekonać ze juz wszystko w porządku.
      Napisze Ci maila w wolnej chwili.
      Buziaki
      Ewa Denys

      Usuń
  9. Współczuję sytuacji. .....może rozmowa z rodzicami tego chłopca coś pomoglaby? U nas na razie spokój, ale bardzo, bardzo boję się takich sytuacji, bo czasem nie wiadomo co zrobić. ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiadomo, nie wiadomo... Na razie ufam, że Panie zareagują i że czas też swoje zrobi. Lila musi odzyskać poczucie bezpieczeństwa w przedszkolu. Jeśli I. nie będzie Jej bił więcej, to mam nadzieję, że ten spokój i beztroska wrócą.

      Usuń
  10. Kuzwa, biedna niunia... :(

    Jako mama przedszkolaka czuje, ze powinnam Ci cos napisac, doradzic... Ale kurcze, mam pustke w glowie... Jakkolwiek bym nie podsmiewala sie z przedszkola Bi, ze pan jest "wiecej" niz dzieciakow, to jednak ma to zalety. Mysle, ze dzieciarnia jest zawsze dobrze dopilnowana. Co do podobnych sytuacji, to tylko raz dostalam raport, ze Bi zostala popchnieta przez jakies dziecko, przewrocila sie i plakala, ze boli ja reka. Ale popoludniu, kiedy ja odebralam, ani sladu na tej rece nie miala, ani nawet nie pamietala samego zdarzenia...
    Nie wiem co zrobil Lili ten maly I., ze az tak sie wystraszyla... Skoro panie nic nie zauwazyly, a Lila nie miala zadnego sladu, to musialo to byc szybkie pacniecie. W szoku jestem, ze Lilcia az tak to zapamietala...
    A moze tu nie chodzi o to, co w ogole I. jej zrobil? Wiem, ze Lila tlucze sie z Eliza, ale jednak siostra to co innego. No i zawsze obok jest mama, ktora mozna zawolac na pomoc... Moze to po prostu byl pierwszy raz, kiedy jakies dziecko w przedszkolu zrobilo jej krzywde? I stad ten szok i strach, bo wczesniej placowka wydawala jej sie przyjaznym i spokojnym miejscem...
    Nie wiem Martus co Ci poradzic... Moglabys w sumie wypisac Lile, ale czy to cos by dalo? Takie sytuacje to wbrew pozorom tez lekcja zycia dla takich maluchow. One predzej czy pozniej napotkaja na swojej drodze dzieci agresywne czy po prostu takie, ktore ich nie beda lubic. I musza sie nauczyc radzic sobie w takich sytuacjach... A tutaj chyba pozostaje teraz zapewnienie Lili, ze panie beda pilnowac I. oraz przykazanie jej, zeby trzymala sie od niego z daleka...
    A moze ten weekend akurat Lili dobrze zrobi? Troche zapomni i odetchnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Agata- KUŹWA, a nawet gorzej. Nie chcę teraz w komentarzach się rozwijać o tym, co się aktualnie dzieje, bo napiszę niedługo post, ale załamka normalnie.
      Jasne, że Lila wiem, że w domu jestem ja albo Marcin, czyli ratunek :) I może być tak jak piszesz- pierwsza taka sytuacja i szok.

      Nie, nie- Lilki wypisać nie chciałam. Napisałam, że mogłabym Jej zrobić wolne, ale już wtedy wiedziałam, że to kiepski pomysł. Niestety, musiała zostać w domu, bo jest chora :(
      I ja jestem w szoku, że Lila tak zareagowała. No jak nie Lila, co tu dużo mówić...
      Buziaki :*

      Usuń
  11. Aż mi smutno. Moja słodka Lilcia tak bardzo zastraszona :( Biedna, naprawdę. I rozumiem co czujesz, też bym to przezywalacw taki sposób. Może faktycznie rozmowa Twoja, albo póki co przedszkolanki z rodzicami małego I. przyniosła by skutek? U nas ostatnio kolega z grupy Tymka urwał specjalnie pompon z czapki koleżance. Rozmowa z rodzicami była od razu, Oskar musial przeprosić i zrobić laurkę na przeprosiny. Czasem taka świadomość dziecka, że rodzice wiedzą i że trzeba publicznie przyznać się do błędów i przeprosić może pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ten maluch ma trzy latka, to jednak też trochę inaczej... On został ukarany natychmiast, stał w kącie. Nie wiem akurat, czy to dobra metoda, ale jakby nie było- kara za Jego czyny była. Pani jakiś czas temu rozmawiała z tatą tego chłopca. Na razie muszę ufać, że czas i Panie swoje zrobią.
      Ech...

      Usuń
  12. Kurczę, niewesoła sytuacja :/ Mam nadzieję, że panie w przedszkolu faktycznie okażą się godne Twojego zaufania i dopilnują, żeby do tego typu incydentów już nie dochodziło. Rozumiem doskonale strach Lilci, bo sama też miałam w podstawówce jednego wstrętnego kolegę, który trenował jakieś tam sztuki walki i nowo poznane ciosy bez żadnych oporów ćwiczył potem nawet na dziewczynkach. W końcu sprawa trafiła nawet do dyrekcji i koleś został przeniesiony dyscyplinarnie do innej klasy - a tam miał prawie samych chłopaków, więc już tak bardzo nie podskakiwał. Za to jego matka potrafiła zaczepiać mnie na ulicy, robić sceny i wrzeszczeć na mnie na całe miasto, że to wszystko moja wina - bo właśnie ja i jeszcze dwie inne koleżanki byłyśmy jego ulubionymi "ofiarami".

    Mam nadzieję, że wszystko się u Was poukłada, a Lila szybko dojdzie do siebie. Jeśli I. nadal będzie świrował - to nie wahałabym się zasugerować specjalnego zebrania na tę okoliczność, z obowiązkowym udziałem jego rodziców oraz dyrekcji.

    A z innej beczki: już po północy, więc...STO LAT, STO LAT, NIECH ŻYJE, ŻYJE NAM !!! Wszystkiego najlepszego, Martuś, z okazji urodzin !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To faktycznie- masz wspomnienia. U nas trenerzy Elizy bardzo uczulają na to, żeby dzieciaki miały świadomość, że nie mogą wykorzystywać swoich umiejętności bez potrzeby.
      To koleś też miał mamusię, niezłą "agentkę". Ech, takie najbardziej "lubię"...

      Na razie czekam na dalszy rozwój wypadków. Trzymam rękę na pulsie, ale nie chcę mimo wszystko podnosić niepotrzebnego alarmu. To znaczy- alarm podniosłam, ale nie chcę też przesadzić. To 3latek- On też potrzebuje czasu, żeby się zmienić, a Lila potrzebuje czasu, żeby odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

      Dziękuję Kochana, bardzo! Bardzo! A Ty kiedy? Już niedługo, prawda?

      Usuń
  13. Kurczę, mam nadzieję, że się Wam to jakoś poukłada :(

    A tak przy okazji - buziaki urodzinowe!!!! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Juti :*
      Dziękuję BARDZO!

      Usuń
  14. Masakra jakaś! Współczuję Lilci! Ja sama boję się,że jak pośle Jasia do przedszkola to on może być oprawcą. Nie wiem skąd ale czasami dostaję jakiegoś napadu złości i też potrafi nieźle walnac. Przeważnie jak coś jest nie po jego myśli albo gdy mu nie pozwalam na coś. Albo znajdzie się ktoś silniejszy od niego i wtedy on będzie ofiarą. Wiele razy obserwowałem takie sytuacje jak miałam praktyki w przedszkolu. I już się boję.
    Nie wiem co Ci radzić. Jednak polozylabym większy nacisk na panie,żeby po prostu pilnowały tego małego lobuza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, nie bój się zawczasu. Dzieci mają w sobie wiele różnych emocji. Lila w domu też ma napady złości, gniewu, a czasem nawet szału :) Za to w przedszkolu- pełna dyscyplina. Umie powalczyć o swoje, ale wie, że bić nie wolno. Z Jasiem może być podobnie.
      Z Paniami rozmawiam i kontroluję sytuację. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

      Usuń
  15. Kurcze, straszna trauma z tym małym I... myślę że rozduchała troszkę sprawę i może sama nie wie jak z tym skończyć ? Myślę że czas pomoże i będzie coraz lepiej.. Trzymam kciuki oby tak było - dużo zdrówka dla Elizy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Biedna Lilka :( U Juniora w grupie jest dwójka takich dzieci Borys i Natalka, które często psoca, broja, nie słuchają pani. Przeszkadzają innym dzieciom, zabierają zabawki, próbują bić i gryźć.. Już różne "akcje" były. Ale pani A. sobie jakoś radzi, panuje nad sytuacja. Oby u Was się uspokoiło i mały I. nie dokuczał już Lilce! Trzymam kciuki za nią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby Inesko, oby. W każdej grupie są takie dzieci chyba. Musi być równowaga w przyrodzie ;)
      Źle się stało, że mały I. uderzył Lilę, ale wiem też, że Panie mają Ich tam ponad 20, no to się może zdarzyć... Grunt, żeby wszystko wróciło do normy.

      Usuń
  17. nie ma innej rady niż poczekać aż emocje opadną.
    a może to nie tylko o zachowanie tego chłopca chodzi? być może jest coś jeszcze? np. to, że Lila po prostu wolałaby siedzieć z Tobą? :) a sytuacja z kolegą tylko wzmocniła to poczucie?
    trzymam kciuki, żeby pobyt w przedszkolu stał się dla Lilki miłą częścią dnia.
    i najlepsze życzenia dla Ciebie!
    bądź zdrowa, spełniona i szczęśliwa!
    a czasem nawet wypoczęta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia :* Czasem wypoczęta- to Ci się udało :)
      U Lili myślę, że teraz jednak chodziło tylko o ten incydent. Ale on pociągnął za sobą dalsze konsekwencje- Lila chce być ze mną i koniec.

      Usuń
  18. Biedna ta Twoja Lilka :( Tak jak piszesz- jak swiat swiatem zawsze takie ancymony byyly i beda. Nadzieja,ze panie wezma sobie do serca Wasze rozmowy i beda obserwowac to towarzystwo. oby wszystko sie szybko rozwialo i rozeszlo po kosciach. A agresja u dzieci jest calkowicie naturalna. Niektore dzieci po prostu tak juz maja. No ale z drugiej strony to przeciez miedzy innymi po to jest przedszkole,zeby nad takimi rzeczami z dzieckiem pracowac...
    Nawet nie wiem jak Ci doradzic, chyba tylko tyle,zebyscie dali sobie jeszcze troche czasu.

    Widze,ze dziewczyny wygadaly sie z urodzinami wiec sie do zyczen dolaczam :) Zdrowia i szczescia no i spelnienia marzen zycze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Haniu- masz rację, musimy dać sobie czas. I małemu I. też :) I wierzę, że to się wszystko w miarę szybko poukłada.
      Dziękuję za życzenia :*

      Usuń
  19. Sto Lat Martus!!! Mam nadzieje, ze mimo Lilkowego zmartwienia, urodzinowy weekend minal Ci rewelacyjnie!!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agatko :*
      Weekend był intensywny, urodziny spokojne, ale udane, a jeszcze nam się choroby trafiły w bonusie... Życie :)
      Buziaki

      Usuń
  20. A ja to bym z tym łobuzem pogadała. Wytłumaczyłabym jak Lilka się go boi i czy chciałby tak sie bać jak ona? I czy lubiłby być pobity? . Może mało to mądre ale tak bym postąpiła oczywiście najpierw bym paniom powiedziała co zamierzam. Do psychologa jeszcze za wcześnie moim zdaniem.
    Sto lat!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iskro, jak I. będzie miał jeszcze jeden taki wyskok (oby nie!!!), to zadzwonimy po Ciebie :)
      A tak serio- to mały chłopiec, póki co wierzę, że Panie znają Go lepiej niż ja, i dotrą do Niego we właściwy sposób.
      Dziękuję, buziaki :*

      Usuń
  21. Hm... Trudno coś poradzić. Bo jeśli to tylko ten kolega, to może warto pilnować sprawy u cioć przedszkolnych, a Lili tłumaczyć i zapewnić, że sama z tym nie zostanie. A jeśli to coś więcej - może warto się przyjrzeć jak funkcjonuje grupa i jak ciocie reagują na przepychanki. I potem zdecydować co dalej.
    My zmieniliśmy przedszkole, bo panie ewidentnie nie radziły sobie z agresją dzieci a Starszak bardzo źle funkcjonował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej napiszę w mailu 😊

      Usuń
    2. Visenko, my sobie już pogadałyśmy :)
      Buziaki

      Usuń
  22. Nie potrafie Ci niczego poradzic, ale zal mi Lilci okropnie. Bidulka... Dobrze, ze tak uczulilas panie na tego rozrabiake. Ja tez mialam takiego przesladowce i nic na niego nie pomagalo, ani grozby wychowawczyni, ani moich rodzicow... Minelo, gdy troche podroslismy i ... zostal moim kumplem :) Wiem, marne pocieszenie :S Moze poradz Lilce by w sytuacji zagrozenia glosno dala o tym znac paniom przedszkolankom, a I. niech powie, ze jej siostra zna karate i spierze go na kwasne jablko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, Kasiu, Eliza już się deklarowała, że tam pójdzie i zrobi z I. porządek. I powiem Ci, że to metody nie do przyjęcia (jasne, wiem to), ale tak mnie to rozczuliło, bo Lila z takim przejęciem i taką ufnością słuchała, jak siostra będzie Jej bronić...
      No cóż, może być i tak, że I. będzie niedług dobrym kolegą :)

      Usuń
  23. Hej, to jeszcze raz ja :) Jak tam Lilka dzis w przedszkolu? Mam nadzieje ,ze lepiej. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Haniu, Lila chora i została w domu. A od niedzieli wieczorem już płakała, że się boi, i że nie chce iść...
      Niedługo nowy post, buziaki. I dziękuję za pamięć i zainteresowanie :*

      Usuń
  24. Oj dziewczyny, dziewczyny, co tam się u Was wciąż dzieje? :)
    Moja córka ostatnio się żaliła na koleżankę, która , oz grozo!, mieszka dosłownie za płotem! Często sobie pomagamy w kwestii odwożenia i odbierania dziewczyn ze szkoły, więc pożreć z sąsiadka bym się nie chciała, ale młoda córce i nam zalazła już nie raz za skórę :( W końcu się wkurzyłam i z sąsiadką pogadałam! Na szczęście rozsądna z niej babka (chyba wszystkie Madzie takie są:) )
    PS zapomniała dodać w poprzednim poście: 35? Toś Ty zdziebko młodsza jest ode mnie :) Życzenia już poszły an FB bo posty nadrabiam z lekkim opóźnieniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, no widzisz- dzieje się, tylko szkoda, że nie za dobrze. Grunt, że mama okazała się w porządku i się dogadałyście.

      No tak, tak- już 35 :)
      Buziaki :*

      Usuń
  25. Martuś, sto lat jeszcze raz. I czeka na Ciebie poczta :))

    OdpowiedzUsuń
  26. I jak?? Marta ciekawa jestem ja rozwiazalas ta sytuacje??
    Ja jako impulsywny baran pewnie tlumacztylabym swemu dziecku dlugo i cierpliwie, ale serio pewnie nie patrzac na psychike lobuza wzielabm go na boczek i przestrzegla, ze jesli ruszy jeszcze raz moja corke to.... tu do wyboru polamie mu rece czy poskarze rodzicom badz osmiesze na cla grupe itp.- u mnie nie ma, ze boli- za wlasne dziecko oczy wydrapie- obojetne gdzie i komu! Tak juz jest :) choc moze niepedagogicznie zachowalabym sie jako niedoszly pedagog ;)
    Wyczytalam, ze swietowalas- Martus, spelnienia marzen!!!
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Ewa! Oj my mamy :)
      Wiesz, to jest maluch. I choć serce mnie boli okropnie, to jednak mam na względzie, to, że to jest dwójka małych dzieci. Na razie liczę na Panie i czas.
      Dziękuję Ewuś :*

      Usuń
  27. Czytam, czytam i myślę o naszych przedszkolnych perypetiach. Mam niestety dwie strony tego medalu. Milę, która jak Lila dostała boksa od kolegi i Antoniego, który ugryzł i...podpił oko. Nie wiem jak wygląda u was sytuacja w przedszkolu. Czy rodzice I zostali poinformowani. Taki łobuz przynajmniej na jakiś czas powinien dostac Panią"cienia", wtedy zapewne i sam i inne dzieci by skorzystały. Milcia, nie płacze. Kazałam jej przez jakiś czas unikać tego chłopca i odsuwac się od niego , o wsyztskim mówić i mi i pani. Po kilku tygodniach wszytsko wróciło do normy. U was tylko rekacja przedszkola da skutek, Lila musi sama się pzrekonac, że nic jej nie grozi. Antoni natomiast wyrywając książkę uderzył koleżankę w oko. Inną ugryzł. Panie go pilnują, my tłumaczymy. Od dwóch tygodni jest dobrze. Przy czym on na szczęście nie jest agresywny a raczej popędliwy.Niestety i ta i ta strona medalu ciezka w przeżyciu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nie ma szans na Panią "cienia", choć to byłoby super, Wiem jednak, że Panie mają Go mocno na oku, oby to wystarczyło, żeby nie było już podobnego incydentu. No ja biorę dużą poprawkę na to, że są to dzieci. Dlatego gdzieś tam mimo wszystko moja sympatia do I, nie słabnie, bo to fajny dzieciak. Nie skreślam Go jeszcze :)

      Usuń
    2. Moją Patrycję w maluchach kolega ugryzł w policzek. Jakbym mogła to palnęłabym go za to co zrobił. Z czasem dzieciak się uspokoił. Oby i u Was tak było.

      Usuń
  28. Marta spóźnione wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!! Zdrowia, bo jest najważniejsze, radości i uśmiechu na codzień oraz spełnienia wszystkich marzeń! Sto lat :))

    OdpowiedzUsuń
  29. Marta, spóźnione, ale szczere życzenia z okazji urodzin - dobrych chwil, życzliwych ludzi wokół i spełnienia marzeń.
    A jak sytuacja z Lilą?

    OdpowiedzUsuń
  30. U Nas wystarczylo zwrocic uwage kierowniczce przedszkola. Zrobila wtedy wyklad dzieciom o szacunku, dzieleniu, o byciu przyjacielem... pomoglo... chlopiec , ktory lubil zaczepiac Starszaka juz teraz tego nie robi, ale moze to "spokojniejszy" przypadek.

    OdpowiedzUsuń
  31. Marta...spóźnione ale szczere życzenia...Wyglądasz max na super 30stkę :)
    Co do perypetii przedszkolnych to moim zdaniem brak dobrej organizacji. Każde dziecko które jest przyjmowane w ciągu roku powinno mieć panią do adaptacji.
    U nas co miesiąc jest przyjmowane nowe dziecko. Totalnie mnie to wkurwia bo strasznie się to odbija na Hance i totalnie rozpieprza system. maluchy potrzebują minimum 2 tygodni na adaptacje, uciekają, płaczą non stop, są agresywne. Panie sobie nie radzą...a na naszych dzieciach się to odbija bo są odsunięte, zaniedbane emocjonalnie..
    Interweniowałam u Pani dyrektor ale to nic nie da. W publicznych (nie mylić z państwowymi) przedszkolach, mimo ze płace niewiele mniej niż za prywatne sa tylko dwie panie, które zmieniają się po obiedzie. Więc tak naprawdę jest jedna pani na 26 maluchów. Pani dyrektor przyjmuje nowe dzieci bo dla niej ważna kasa. najgorsze że to dotyczy tylko grupy mojej Hani, żłobkowo-przedszkolnej, bo to grupa śpiąca i co chwilę przyjmowane są nowe dzieci 2,5 letnie...
    Więc nie dziwię się mojej córce, że nie lubi chodzić do przedszkola bo to żadna przyjemność przebywać na sali z maluszkami, którym trudno się zaadoptować w ciągu roku...
    jak tylko jest akcja, że ktoś pobij ja się nie szczypie. interweniuje od razu, bo wiem, że nikt mojego dziecka nie uchroni, a mogę tylko dac mu wsparcie, ze się interesuje co się w przedszkolu dzieje. też wychodzę z założenia że czasem lepiej się nie wtrącać, ale jak widzę, że nic nie pomaga musze się wtrącić.
    Wiesz, nie ma złych dzieci. Myślę, ze zachowanie Igora też z czegoś wynika, fajnie by było gdyby Paniom udało się do niego dotrzeć, bo dzieci rozładowują frustracje, albo agresją, albo płaczem i smutkiem...Często uczestnicze w zyciu przedskzolu przychodząc na różne zajęcia i wiem, że praca przedszkolanki jest cholernie trudna. Winne są głupie przepisy, brak funduszy, aby Pań było więcej na 26 osobową grupę a nie jedna, czy nawet dwie...to wciąż za mało...Piszemy o 2,5 , 3;4 latkach...a nie o podstawówce...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!