Mama2c

Mama2c

środa, 11 maja 2016

Love me like you do, czyli jedziemy nad morze

Spokojnie, spokojnie! Żadnego love, a już tym bardziej do- nie będzie. Nie będzie nawet romantycznych scen. Co najwyżej nić porozumienia, kiedy jedno spojrzenie na siebie i już wiemy, co druga strona myśli i czuje. A czuje to, co najprościej ująć słowami: "Co my tu k... robimy". No dobrze- tak źle nie było, bo to jednak prawda, że człowiek z wiekiem mądrzeje. I nawet nas to prawo obejmuje :) Co to dla nas oznacza w praktyce? Ano dokładnie tyle, że skoro nie lubimy tłumów na plaży, prażącego słońca, artykułowanych ile sił w płucach ofert sprzedaży jagodzianek, kukurydzy, lodów bambino w czekoladzie, że o "parawaningu" nie wspomnę- nad polskie morze jeździmy albo przed, albo po sezonie.

Można by to, oczywiście,  rozpatrywać również w kontekście tego, że słabi z nas rodzice, bo w przeciwieństwie do nas, nasze córki mogłyby chyba cały sezon spędzić na plaży, ale po co? :)

No a teraz do brzegu- dosłownie i w przenośni :)

Na niedzielny wypad byliśmy wstępnie umówieni ze znajomymi. I tu mała dygresja- czy Wy też macie w swoim otoczeniu ludzi, z którymi ile razy byście się nie umawiali, bez względu na to gdzie, jak i kiedy- Im zawsze wypadnie coś nieoczekiwanego? No my właśnie mamy. Albo pies zejdzie dzień przed Sylwestrem, albo coś innego się "zesra"- nieważne. Ważne, że Oni naprawdę chcą. I za każdym razem niemal skakanie pod sufit, że tak, tak- jedziemy/idziemy/będziemy. A potem na godzinę przed- telefon. Klasyka.

I jak już wspominałam wcześniej- wiek ma swoje prawa, bo kiedy zbliżam się wielkimi krokami do moich 35 urodzin (chlip,chlip), to mam w końcu odwagę powiedzieć: NIE TO NIE. A nie, wkurzać się za każdym razem, słysząc te same teksty, dlaczego tym razem nie.

W związku z tym pojechała z nami znana już Wam przyjaciółka Elizy, Julcia. I to był naprawdę dobry wybór ;) Julka jest po prostu niezawodna- obie dziewczynki Ją uwielbiają, a mi i Marcinowi też jest bardzo bliska.

Dziewczyny we trzy rozsiadły się z tyłu, my z przodu i wyruszyliśmy. Pierwszy cel: lody w Kamieniu Pomorskim, o których też nie raz już tu pisałam :)

Oczywiście, jak świat światem- wtedy, kiedy trzeba było pospać, żeby być w dobrym humorze i w pełni sił na podróż- panna Lila wstała skoro świt. W związku z czym, po godzinie 10, uwięziona w foteliku, szybko zaczęła protestować ku takim życiowym niesprawiedliwościom, jak podróż autem, bo Ona na nogach by chciała i: "Nie, ja wysiadam z tego głupiego auta i idę sama". Droga wolna- pomyślałam, ale przecież za piękne by to było, żeby było możliwe, więc zaczęłam pacyfikować panienkę, zagadując co chwilę, ale humor miała taki, że bez kija nie podchodź.

Dziewczyny zaczęły słuchać muzyki i... I tu się dopiero zaczyna opowieść :) Kto skojarzył tytuł posta z właściwą piosenką? No właśnie, właśnie... Już po chwili było słychać z tyłu takie oto pytania: "Julka, a wiesz co to znaczy so much?" Eliza wiedziała, więc zanim zdążyłam się zaniepokoić, czego Ona właściwie słucha, pogratulowałam sobie w duchu, że może i bez entuzjazmu ze strony starszej córki, ale efekty korepetycji jednak są :) Po chwili jednak, przeszła mi przez głowę taka myśl (wtedy to jeszcze mnie nawet rozbawiło trochę, ale nie od dziś wiadomo, że do poważnej matrony mi daleko), że ufff- dobrze, że nie tłumaczą sobie innych fragmentów tejże piosenki, jak choćby touch me like you do. I kto zgadł, że rychło w czas ta matczyna myśl przyszła?

Tak, tak- już za chwilę Eliza wdała się w ostrą wymianę zdań ze swoim (!!!) tatą, w jakim kontekście zostały tam użyte słowa "love me like you do"...
O mój Boże.
Ja się absolutnie nie wypowiadałam, bo raz- ta wymiana zdań między nimi była tak ciekawa, że nie chciałam jej przerywać, dwa- jak wiadomo mój angielski zatrzymał się na poziomie, kiedy (prawdopodobnie) potrafiłabym zapytać o drogę do najbliżej kawiarni, ale odpowiedzi w życiu bym już nie zrozumiała, a trzy- miałam właśnie absolutną burzę mózgu, skąd mój mąż w ogóle wie, jaki jest kontekst tej piosenki i co gorsze- Matko Święta- skąd moje dziecko wie???

Na tym nie koniec, bo za chwilę miał nastąpić szok numer dwa. Otóż proszę Państwa- byłam o krok od obejrzenia Greya. No serio. Czy tu w ogóle jest ktoś poza mną, kto nie oglądał? U mnie podwójna żenada, bo czytać, też nie czytałam. Nawet chciałam kiedyś, ale tak mnie wciągnęło "Party", że zapomniałam. W każdym razie- no która z Was nie powzięłaby ambitnego planu, żeby jednak obejrzeć, kiedy Jej własny, osobisty mąż wypala z tekstem, iż: "Słyszałem, że to dobry film jest"... A teraz wyobraźcie sobie moją minę- pełną politowania, ten szyderczy uśmiech i satysfakcję, kiedy mając na myśli te wszystkie sceny łóżkowe (no bo oni TO chyba też w łóżku robili, czy nie???) mówię: "No z całą pewnością "FAJNY", jak ktoś lubi takie KINO". I tu padło zdanie, po którym mogłoby mnie już nie być, gdybym na przykład wtedy coś piła, albo jadła- a wyjątkowo tego nie robiłam, więc właściwie można powiedzieć, że ocalałam, a mianowicie, że te całe "50 twarzy...", to kino psychologiczne jest. Według rozmówców mojego męża, rzecz jasna :) A to pewnie wiele tłumaczy.

Zanim dyskusja na temat psychologicznych aspektów scen łóżkowych w kinie rozgorzała na dobre, postanowiłam, że ja też sprzedam mężowi "ciekawostkę", na temat tego filmu. Ha, bingo. Okazało się, że nie wiedział, kto jest odtwórczynią głównej roli :) Najlepsze było zdziwienie na Jego twarzy, kiedy pytał: "To ile ona ma lat"... Ano, panie Marcinie, nie tylko my się starzejemy i Dakota (fajne imię, trzeba przyznać) nie jest już małą dziewczynką, a Jej tata nie wygląda już tak, jak w pierwszych odcinkach Policjantów z Miami :) Pokrzepiające, jakby nie patrzeć :)

Dziewczyny zupełnie nieświadome tego, o jak ważnych sprawach dyskutuje "przód", nuciły łamaną angielszczyzną swój hit, kiedy Lila przypomniała sobie swój: "Jedziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę, a misiu fiku-miku, narobił w teczkę siku". Ubaw mieliśmy po pachy, bo przy tym "love me, touch me itd", te Jej "fiku-miku-siku" wypadło obłędnie.

No tak, wszystko fajnie, tylko nie byłabym sobą, gdybym w pozornie zabawnej scenie, nie doszukała się drugiego dna :) A drugie dno jest takie, że ta sytuacja pokazuje tylko, jaka przepaść wciąż dzieli i będzie dzieliła dziewczynki. Te 6lat różnicy to naprawdę dużo. Czasu jednak nie cofnę i choć ze względu na nie, bardzo bym chciała, to... Ma to też swoje plusy, jak widać. Bo kiedy starsza zamienia się powoli w podlotka, mam tu wciąż malucha, którego rozbawia do łez, sikający w teczce miś :) Chociaż takie jest chyba zadanie tej piosenki, bo mnie ona też wciąż bawi :) No chyba, że emocjonalnie jestem na poziomie 3,5latki- ale tu już o diagnozę poproszę tych, którzy na podstawie blogowych postów, lubią tworzyć portrety psychologiczne :D Jestem otwarta na wszelkie sugestie.

A co było dalej? Pyszne lody. Spacery. Dużo słońca, parę dziewczyńskich fochów i poczucie, że to był naprawdę fajny dzień :) I sama nie wierzę, że to piszę, ale widząc jak świetnie dziewczyny spędzają czas na plaży, nie wykluczyliśmy, że jeszcze przyjedziemy tam w czerwcu.

























17 komentarzy:

  1. Plaża , morze , lody , śpiew , misia fiku miku , Greya fiku miku - żyć nie umierać ! Świetne to " babskie " zdjęcie na ławce .
    Jak i cała reszta zresztą .
    A znajomym współczuje . Straszni pechowcy , że tak im sie zawsze niespodziewanie coś trafi ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Marto, dzis na dzien przed naszym wyjazdem nad morze podkrecilas atmosfere na maxa :) Choc u nas pogoda bedzie zdecydowanie barowa to juz widzac Wasze piekne zdjecia napalona jestem prawie jak Dakota ;)
    Hahahah, pociesz sie, ze rowniez nie widzialam, nie czytalam - bo uparty baran robi po swojemu- wszyscy-ja NIE! :)
    Co tu duzo mowic- 35 lat - a ty jak nastolatka!! Dziewczyna moze po maturze- slicznie !!! Bardzo ucieszylo mnie obejrzenie Kamienia- to miasteczko ma swoj klimat! Bylismy kilka lat temu dwukrotnie i milo wspominam :)
    Usciski :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zauroczona tym miejscem i Wami :) W Kamieniu mieszka jeden z moich ulubionych raperów, więc tym bardziej chętnie bym to miasto odwiedziła :D
    Jeśli chodzi o Greya - czytałam i oglądałam, ale szału nie ma, d** nie urywa xD Ale porównując to książka zdecydowanie lepsza od filmu ;)
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Obejrzyjcie siebie film jak mąż chce: )może podgrzeje to atmosfere? :))) my nie ogladalismy, bo mój nie chce, książkę czytałam i tak mi się podobala, że odetchnelam jak udało mi się ją sprzedać: ) ale film to film.ma być rozrywka, coś lekkiego na wieczór: ))

    OdpowiedzUsuń
  5. Marta wiesz jak ja kocham morze i takie widoki!! Zazdroszczę wycieczki! Ja jeszcze chwilę muszę poczekać aż też pojedziemy i zobaczymy nasze piękne morze :) Już niedługo!

    Mój W. tez śpiewa za każdym razem jak gdzieś jedziemy o misiu ;) Ale my znamy wesje: "a misiu jak to misiu narobił w teczkę pisiu" ;) Też zawsze rozbawia mnie ta pioseneczka :)

    A Greya ja również nie oglądałam i nie czytałam, więc nie jesteś jedyna ;) I myślę, że nie mamy czego żałować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha ha! Kino psychologiczne :D A tak serio- to kto gra glowna role? Nie martw sie, tez nie czytalam i nie ogladalam. Za to szczerze polecam Ci z ksiazek ''Jezdzca Miedzianego''. Swietna ksiazka a poza tym tam to dopiero ''psychologia'' jest,ze ho ho! I nawet w lozku czasem im sie ta psychologia zdarza ;)

    Misiu w teczce u nas tez rzadzi. I bawi bez wzgledu na wiek.

    Wycieczka swietna! No i jak zwykle piekne zdjecia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Padłam dziewczyny są boskie. A jakie ładne zdjęcie z Marcinem masz w objęciach prawie że nad morzem romantyzmem powiało he he słońce tęskno mi za Wami i najchętniej zrobila bym Ci wypadówkę na te 35😍
    Ps. Ja Greya czytałam wszystkie części i oglądałam film😵

    OdpowiedzUsuń
  8. Hehehe... Grey'a nie czytalam ani nie ogladalam (i widze ze jest nas tu spora grupka), wiec w sumie sie nie znam... Nie wiem tez kim jest ta cala Dakota, ale... kino psychologiczne?! :D Wiecej psychologii, podejrzewam, ze znalazlabym w Wiedzminie. ;)

    Ciesze sie w kazdym razie, ze wycieczka okazala sie udana! :) Slyszac o samochodowym marudzeniu Lilci, przypomnialy mi sie podobne sceny z mlodszym Nikiem w roli glownej... Na szczescie, kiedy podrosl, a wlasciwie to odkad zaczal jezdzic przodem do kierunku jazdy, jak jest zmeczony, po prostu zasypia... Gorzej, jak zmeczony nie jest, tylko znudzony. Wtedy zatyczki do uszu to "must have". ;)

    Co do przepasci wiekowej miedzy dziewczynkami... Jak bylam jakos w wieku Elizy, z zapalem wyspiewywalam z siostra przeboje "Fasolek". Czyli albo ja bylam niespotykanie dziecinna, albo te dzieci teraz tak szybko dorastaja... W kazdym razie, ta roznica z czasem sie coraz bardziej zaciera. A poki co odkrylas ta sama madrosc, co moja matka. Ona tez zawsze mowi, ze patrzac na mnie - dorastajaca nastolatke, cieszyla sie, ze ma w domu jeszcze malucha w pierwszych klasach podstawowki. ;)

    Kurcze, nie nauczylam dzieci niesmiertelnego przeboju o misiu! Co za niedopatrzenie! :D Ale moze to dobrze. Wystarczy mi wysluchiwania "poopy potty" co dziesiec minut... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiesz...ja myślę, że twojemu mężowi służy czytanie twojego bloga...to na tyle psychologii :)
    A ja zauwazyłam, iż zabranie "obcego" członka na rodzinną wycieczkę dobrze służy całej rodzinie. w naszym przypadku to byl kolega Michala i tez bylo zabawnie. Michu mial towarzystwo, Hanka zapatrzona w kolegę (tak, tak pisze o 3,5 latce, hehe) a rodzice? Prawie sielsko i anielsko :)
    a morza? cholernie zazdroszcze i wcale nie twierdze ze bylabym tam codziennie...ale co raz w tygodniu? :PP

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam 9 lat starszą siostrę i odkąd zostałam nastolatką świetnie się dogadujemy. teraz jesteśmy obie dorosłe i mogę śmiało powiedzieć, że jest jedną z najbliższych mi osób i to nie tylko dlatego, że łączą nas więzy krwi. Granica wiekowa się w którymś momencie zatarła.
    PS. Greya tez nie czytałam ani nie oglądałam i nie zamierzam ;) AO

    OdpowiedzUsuń
  11. O nie!! Pękło mi serce z zazdrości!! :) ale fajnie że się wybraliście. My mamy w rodzinie taką parę z dzieckiem która zachowuje sie identycznie jak ci Wasi znajomi. Ręce opadają, ale w ten sposób widzimy ich dwa razy do roku a to mojego męża brat. Ja Greya nie oglądałam i nie czytałam i jakoś mnie nie ciągnie po tych negatywnych komentarzach. Jurcze ale fajnie ze nie macie do tego morza setek kilometrów tak jak my. My cholerka mamy wszędzie daleko :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Martus piękne te Twoje zdjęcia. Piękna pogoda.. pięknie Wy.. piękne krajobrazy...
    Cud, miód i orzeszki ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Martus piękne te Twoje zdjęcia. Piękna pogoda.. pięknie Wy.. piękne krajobrazy...
    Cud, miód i orzeszki ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale Wam fajnie :) My nad morze ze względu na pracę M. wybieramy się dopiero pod koniec lipca- i niestety nie uda nam się tego całego plażującego tłumu uniknąć, choć pewnie postaramy się znaleźć jakieś w miarę spokojne, mniej uczęszczane miejsca.

    Greya czytałam (z polecenia znajomej) pierwszą część - i więcej już nie dałam rady, więc obejrzenie filmu nawet mi do głowy nie przyszło ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam takie wypady. Super, ze macie nad morze tak blisko... Ja lubie Baltyk o kazdej porze roku, bo zawsze ma inny urok. Ale na wakacje od lat juz wybieram inne adresy, z pewniejsza pogoda.

    Hue hue nie wiem kto mnie w kontekscie piosenki bardziej rozbawil - Elizka czy jednak Pan Tata ;) Film to jednak moin skromnym zdaniem ciekawy nie jest, ale ksiazki czyta sie rewelacyjnie, takze ten, same przyjemnosci przed Toba ;P U nas leca czasem takie szlagiery jak 'Pour your sugar on me' takze wkrotce moze byc ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiamy z córką ten kawałek :)
    Szkoda, że mieszkasz taki kawałek od nas, bo my byśmy byli z tych znajomych co to nienawidzą odmawiać czegoś na ostatnią chwilę :)
    Lody w Kamieniu Pomorskim? Zapamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Lilcia jest bezbłędna z tym fiku miku siku. A co do tego całego Greya ja ani nie czytałam ani nie oglądałam. Nawet chciałam wypożyczyć książkę ale sole czytać Twojego bloga.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!