Mama2c

Mama2c

środa, 18 maja 2016

Nawet nie pytajcie...

...co u nas.

Weekend minął nam pod znakiem urodzin- kuzyna dziewczynek, ich koleżanki, no i... moich. Tak, tak- dokonało się- na liczniku 35. Refleksje na temat starzenia się urodzin, zostawię sobie na czas, kiedy głowa nie będzie tak totalnie pochłonięta czym innym (hmm, czyli istnieje duże prawdopodobieństwo, że ja go w ogóle nie napiszę :D), dziś na szybko, bo ledwo żyję. Dosłownie. I chyba wiek wyjątkowo nie miał tu zbyt dużego wpływu.

Czyli urodzinowo. No niby fajnie, bo lubimy przecież takie wyjścia do ludzi, tym bardziej, kiedy spotkania odbywają się w plenerze, nakarmią nas, zabawią rozmową, ale... Ale od piątku, jak już pisałam, Eliza narzekała na gardło, temperatura oscylowała w okolicach 38,5... Zdecydowaliśmy, że pojedziemy na krótko, tylko z Lilą, a do Elizy dojedzie babcia. Eliza wyjątkowo nawet nie ubolewała, że tyle Ją ominie- czyli naprawdę kiepsko się czuła.

Lila na imprezkach bawiła się świetnie. Dużo fajniej na pewno na urodzinach Wojtka, brata Basi- mojej chrześnicy. Oni w trójkę mają już swój świat i przyjemnością jest obserwować, jak zmienia się ich relacja. Jeszcze nie tak dawno Lila asystowała mojej kuzynce w opiece nad maleńką Basią... A teraz? Teraz Basia mimo, że jeszcze nie mówi, w mig chwyta o co chodzi starszej dwójce i bawi się z nimi, jakby tej różnicy wieku nie było. Ona się i tak pewnie niedługo zatrze. Daję dzieciakom jeszcze rok, i na kolejne urodziny Wojtka, to dopiero będzie wesoło :)
Wszystko było super poza pogodą. Matko, jak nas tam przewiało...

Przed urodzinami Wojtka zajechaliśmy na Wały Chrobrego, na kiermasz ogrodniczy. Cóż, rozumiecie, że nie mogłam przegapić takiej okazji? :) Za bardzo się nie obkupiłam, ale to, na czym mi zależało- nabyłam :) Mam więc nową kalinę (Asia, uśmiecham się do Ciebie :)), to już mój drugi egzemplarz, dwie nowe żurawki (niedługo je Wam pokażę), 20cebulek lilii, i kilka kłączy dali. Wiem, że wiele z Was tego nie zrozumie, ale dla mnie taki kiermasz, to jak dla niektórych z Was wizyta w sklepie obuwniczym :)












Wiedząc, że w domu czeka chora Eliza, nie rozsiadaliśmy się za bardzo i Lila na wieść, że musimy już opuścić Wojtka i Basię była mega niepocieszona. Wcale Jej się nie dziwię- bawili się super.

Następnie pojechaliśmy do Mai- córki znajomych. Tam niestety zabrakło dzieci, z którymi Lila mogłaby się pobawić. Maja- jubilatka, w ogóle miała swój świat i swoje towarzystwo, a reszta dzieci, z którymi Lila próbowała nawet nawiązać znajomość, chyba jednak miało Ją za smarkulę. Na szczęści podekscytowanie wynikające z przejażdżki bryczką było tak duże, że Lila nawet nie narzekała na brak towarzystwa. Tam zresztą byliśmy naprawdę krótko.








To ta sama stadnina, w której robiliśmy 8 urodziny Elizy. Lila miała wtedy niecałe 2lata i nic nie pamięta. Podczas dwukrotnej przejażdżki opiekowała się Nią mama Mai, i opowiadała, że Lila była tak przejęta, że dopiero za drugim razem przemówiła :) I ja w to wierzę, bo to samo było, kiedy zabraliśmy Ją na przejażdżkę pociągiem :D

Po urodzinach Majki, podjęliśmy decyzję, że niestety- chciał nie chciał, ale trzeba jechać z Elizą na IP, bo do poniedziałku, to jednak za długo, żeby czekać z wizytą lekarską. No i całe szczęście, że pojechaliśmy- angina. Kolejna :( Pani doktor stwierdziła, że to "anginowe" gardło, także ma dziewczyna tendencje. Lekarka zasugerowała, żeby dziewczynki trzymały się od siebie z daleka... Jasne, "lubię" takie zalecenia. Wspólna łazienka, wspólna toaleta... Ale zachowajmy choć pozory.

No i niedziela- moje święto. Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję Wam za życzenia. Niektóre były bardzo osobiste (szczególnie te o ufo) ale tak naprawdę wszystkie sprawiły mi dużo radości. Dziś do szczęścia, tak jak wielu z Was napisałam, potrzeba mi jedynie pracy i zdrowia, bo wszystko inne mam. I w sumie na tym poprzestanę, bo jednak chciałabym w niedługim czasie, popełnić ten urodzinowy wpis.












Marcin stanął na wysokości zadania, bo dzięki Niemu nie musiałam piec ciasta (nadal mam do tego awersję), a napis na torcie zwalił mnie z nóg- no mama to jeszcze rozumiem, ale żona też? Serio? :) A potem zaskoczył mnie tym oto bukietem. Nie lubię się chwalić, jak wiecie, ale... zważywszy na fakt, że nie pamiętam, kiedy dostałam od Niego kwiaty, no to pozwolę sobie pochwalić się i pochwalić Jego :)

No a teraz o tym, że nie jest tak kolorowo wcale, bo... Już w niedzielę Lila zaczęła pokasływać. Inhalacje i tak już robiłyśmy (katar prawie cały tydzień), więc przygotowałam Jej jeszcze syrop z cebuli. Na piątkowych występach miałam okazję posłuchać jak kaszlą niemal wszystkie maluchy, łącznie z małym I.. który kaszlał mi prosto w twarz, kiedy sobie rozmawialiśmy... Nie zdziwił mnie więc ten kaszel. Pomyślałam tylko, żeby na kaszlu się skończyło, bo z kolei duży I. miał... zapalenie spojówek.

Pytałyście o kondycję psychiczną Lilki. Do niedzieli, do godziny 18.50, czyli naprawdę bardzo długo, słowem nie wspomniała ani o I. ani o przedszkolu. A potem wszystko wróciło. I płacz i odgrażanie się, że Ona już nie pójdzie do przedszkola (tu Ją spokojnie, ale stanowczo prostuję i mówię, że będzie chodziła dalej do przedszkola) i prośby, że mam być w szatni...

A rano... Rano kaszlała już non stop i... I oczywiście miała zaropiałe oczy. Jakimś cudem, dwie godziny później, miałyśmy już wizytę w przychodni. Na jej temat mogłabym też w sumie dużo napisać, ale szkoda mi czasu. Efekt jest taki, że od poniedziałku mam dwoje dzieci w domu, z dwoma różnymi infekcjami. Teoretycznie powinny być oddzielnie, w praktyce- kompletnie bym już zwariowała. Starczył mi jeden dzień, kiedy każda w innym pokoju i każda chciała mnie dla siebie już, teraz, w tej chwili. W dokładnie tej samej, co Jej siostra. Nie na moje nerwy takie akcje :) Tym bardziej, że... Już wcześniej mój mąż umówił się ze swoim ojcem, na położenie w toalecie kafelek...

I tym oto sposobem, mam w domu dwoje chorych (ale jednocześnie bardzo zdrowych) dzieci, teścia, którego ostatni raz widziałam jakieś 5lat temu (tak, tak- mieszka w Szczecinie) i psa z zaawansowaną nerwicą i stanem przedzawałowym, bo- w domu obcy, w dodatku zagaduje JEGO dzieci i co chwilę powoduje jakiś hałas. A Misiek hałasu nie cierpi, bo się go panicznie boi. Nie wiem, które z nas bardziej cierpi- ja, czy pies. W każdym razie, kiedy biorę go na dwór, widzę w jego oczach wdzięczność, w machnięciach ogonem czuję radość, a w kroczeniu noga w łapę odnajduję wielką nić porozumienia... Oto nasza chwila spokoju :) I tylko my decydujemy, ile ona będzie trwała, więc Misiek dawno już nie miał tak długich spacerów, jak w ostatnich dniach.

Niestety, u Lilki nie ma żadnej poprawy, powiedziałabym, że nawet jest gorzej (o zakrapianiu oczu, to chyba osobny wpis zrobię), także jutro na 14.30 mamy kolejną wizytę w przychodni. Zważywszy na fakt, że w niedzielę idziemy na komunię Marcina chrześniaka, to emocje sięgają zenitu.

Do tego, czułam, że tak będzie, ale ten przestój w domu zupełnie Lilce nie pomoże w zapanowaniu nad strachem przed małym I. Codziennie wraca do Niego w rozmowach, a raczej mniejszych lub większych histeriach. Zachowanie spokoju i opanowania przychodzi mi coraz ciężej, ale wciąż stanowczo a jednocześnie łagodnie, zapewniam Ją, że jak wyzdrowieje, to wróci do przedszkola. Na co wczoraj, moja panna, odpowiedziała mi: "To ja zrobię tak". Zapytałam więc: "Jak"- bo nie sprecyzowała, co ma na myśli. I wiecie co zrobiła? Nie uwierzycie! Ta cwaniara zaczęła udawać, że kaszle. Czujecie to, Dziewczyny??? Nie, nie- tej infekcji nie symuluje, o czym wiem doskonale choćby między 2 a 3 w nocy, kiedy przez godzinę dusi Ją kaszel, albo kiedy kopie mnie, kiedy chcę Jej zakropić oczy, ale kurczę- zobaczcie, jak sobie wykombinowała...

Także wybaczcie, że do Was nie zaglądam i pomyślcie o nas ciepło w najbliższym czasie, bo dziś już z zapaleniem spojówek walczyłam też i u Elizy. Nie chcę nawet myśleć, kiedy przyjdzie nasza kolej... Mam nadzieję, że do niedzieli wszyscy będą zdrowi. Amen.

I jeszcze zdjęcia z piątkowego występu naszych przedszkolaków :)





38 komentarzy:

  1. Po pierwsze Wszystkiego Najlepszego!!! Życzenia masz dokładnie jak moje (no ja mam jeszcze jedno maleńkie;p, dodatkowe). Niech się spełnią! Jak najszybciej:)

    Po drugie, strasznie dużo tych chorób:/ I jak na złość jeszcze ta sytuacja w przedszkolu. Współczuję. Serce się kraje, kiedy dziecko tak przeżywa swoje małe/DUŻE kłopoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem- cały czas czekam z Tobą i trzymam mocno kciuki :*
      Dziękuję.

      No tak, wszystko się razem zbiegło i klops :(
      Buziaki

      Usuń
  2. Wszystkiego najlepszego kochana!!
    Tort i bukiet - zwala z nóg. Też bym się pochwalił, bo mój jak i twój mąż, nie są zwolennikami takich spraw..
    Dużo zdrówka dla córci, pogoda nas niestety nie rozpieszcza....i dzieciaki chorują.
    P.S. też chce taka bryczką się przejechać.. i koniecznie z tą różowa przyczepka:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepszego kochana!!
    Tort i bukiet - zwala z nóg. Też bym się pochwalił, bo mój jak i twój mąż, nie są zwolennikami takich spraw..
    Dużo zdrówka dla córci, pogoda nas niestety nie rozpieszcza....i dzieciaki chorują.
    P.S. też chce taka bryczką się przejechać.. i koniecznie z tą różowa przyczepka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż kiedyś częściej dawał mi kwiaty, ale przestał :) Więc chwalę- może będzie miał motywację :)
      Pogody są okropne, to fakt.

      Usuń
    2. Ps. Bryczka super, co? :)No i ten kolor... Szał, jak nic.

      Usuń
    3. No timusze obrać te sama zagrywke- ale cii

      Usuń
    4. No timusze obrać te sama zagrywke- ale cii

      Usuń
  4. Wszystkiego co najlepsze dla Ciebie - zdrowia przede wszystkim!!!!!!!!!No i męża musze pochwalić - Panie Marcinie, stanął Pan na wysokości zadania;-0
    Współczuję tych choróbsk. Na oczy uważajcie, bo moja siostra już prawie rok leczy zapalenie spojówek i ciągle ma nawroty, A co za tym idzie dorobiła się "plamki" na rogówce i wzrok się jej pogorszył.
    Co do sytuacji z najmłodszą to współczuję. Sama obawiam się "takich" sytuacji, kiedy moja Hania od września pójdzie do przedszkola.
    Wszystkiego dobrego!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia :*
      O kurczę, trochę mnie wystraszyłaś :( Tym bardziej, że u Lilki nie ma szans, żeby prawidłowo zakropić Jej oczy. Takich scen jeszcze u nas nie było. Nie da się tego opisać, co Ona wyprawia przy tym zakrapianiu oczy.

      Tysiu, nie martw się na zapas. U Elizy na przykład nie było takich historii.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  5. Martus jak się elizie tak powtarzają te anginy to warto zrobić wymaz z gardła- moja przyjaciółka robiła córce po 5 infekcji (i antybiotyku ) I wyszedł im gronkowiec, dostali skierowanie do stacji krwiodawstwa i zrobili im autoszczepionke I spokój. Ps. Klamka jeszcze w drzwiach czy już zajęta? 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wymaz mamy w planach, ale po antybiotyku trzeba odczekać. Już o szczepionce rozmawiałam w poniedziałek z rodzinną. Kiedyś Eliza brała bronchowaxom, u Niej rewelacyjnie się sprawdził. Zobaczymy, co tam na lekarka zaproponuje...
      A klamka? Nawet nie pytaj :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Bardzo interesujący komentarz.
      Marta

      Usuń
  7. A wiesz, to jest chyba typowe. Ucieczka w chorobę gdy sytuacja jest stresowa. Wiem, ze Lika nie udaje, ale gdy człowiek jest zestresowany pada jego układ odpornościowy i zaczyna łapać infekcje. Więc widzę tu pewną zależność. zresztą w poprzednim poście się rozpisałam...Mój młody bardzo często choruje na gardło. nie ma już pomysłów.
    teraz Hania ropiejące oczy. w przedszkolu biegunka, panie nie nadążają ze zmianą pampersów...ehhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, jedno z drugim jest powiązane, a stres ogromny Mała przeżywa. Naprawdę momentami nie wiem już jakich argumentów używać.
      Na poprzedni komentarz odpowiem wieczorem, bo mam sporo do napisania. Buziaki Gosia.

      Usuń
  8. Martus my zapalenie spojowek niedawno przechodzilismy, ja i Antek. Antoniu z przedszkola przywlokl. Komplikacje moga byc, moj maz mial wlasnie nawrotow bardzo duzo i ma blizny na rogowce. Ale z tego co mu tlumaczyla okulistka, ten wirus już w oku siedzi do konca zycia i atakuje jak jest oslabiona odpornosc czy cos. My wyleczylismy się jakies poltora miesiaca temu i na razie spokoj :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emilko, ale udało Ci się Antkowi prawidłowo zakrapiać oko? To znaczy bezpośrednio do worka spojówkowego? Bo u nas nie ma na to szans. W najlepszym wypadku leci na oko, albo do kącika. Mała urządza przy tym masakrę i ani prośbą, ani groźbą. Czekam, aż zacznie gryźć, bo póki co "tylko" kopie... Martwię się, bo nie zdawałam sobie sprawy, że to może dawać takie komplikacje. Eliza miała raz, jako prawie 4latka i to był jedyny epizod.
      Buziaki

      Usuń
    2. Powiem Ci że dość sprawnie to szło. Odwracałam jego uwagę, a zobacz, tam na ścianie są biedroneczki, popatrz tam- wiadomo że nie zawsze trafiłam do worka spojówkowego :) Ale spodziewałam się że będzie gorzej. Tylko że ja miałam asa w rękawie- musisz wyzdrowieć, bo inaczej nie pójdziesz do przedszkola- więc musimy zakraplać oczy B) Generalnie ja gorzej przeszłam to zapalenie spojówek od niego, jemu szybko przeszło, a ja kilka dni wyglądałam jak królik.
      A z "przedszkolną przemocą" też mieliśmy epizod- jak Antek miał kryzys przedszkolny, to mówił że nie chce chodzić do przedszkola, bo kolega go ugryzł. I owszem, ugryzł- ale nie wiem na ile to było przyczną, że nie chciał chodzić do przedszkola, bo to zdarzyło się chyba miesiąc wcześniej. Może po prostu wygodny pretekst? Coś tam z nim rozmawiałam, ale generalnie samo minęło- ot tak, z dnia na dzień. Mam nadzieję że i u Was minie :*

      Usuń
  9. Martusiu Kochana dużo zdrowia, cierpliwości, szczęścia, miłości i wygranej w totka dla Ciebie z okazji urodzin:)!!!!
    Chorób współczuję. U nas także ciągle jakaś infekcja, że już mi ręce opadają i łudzę się, że to potrwa jeszcze tylko z dwa tygodnie i będzie spokój święty, bo przyjdą upały. Oby, bo na razie nie zapowiada się na upały i na koniec infekcji:((((
    Te Twoje zdjęcie rozbudzają moją zazdrość, bo chętnie bym tak w otoczeniu zwierzątek i przyrody pobiegała z dziećmi:))))

    Serdecznie pzodrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilko, uwierz mi, że ja Tobie również zazdroszczę. I bardzo, bardzo chciałabym tulić teraz takiego miesięcznego bobasa :*
      A i Wam może wkrótce uda się pojechać w takie miejsce. Dzieci wyzdrowieją, Klara rośnie...
      Trzymajcie się Kochani :*

      Usuń
  10. Kurcze, nieciekawie z tymi infekcjami :( Mam nadzieje,ze dziewczyny szybko stana na nogi i na ta komunie pojdziecie juz w komplecie i wszyscy w pelni sil.
    Bukiet i tort - no no, postaral sie maz:) Jest co chwalic:)
    Sciskam Cie mocno pourodzinowo Mloda Kobieto Ty !

    OdpowiedzUsuń
  11. Się macie z tymi choróbskami. Wszelkie stany zapalne oczu są upierdliwe i łatwo się roznoszą po domownikach. Pamiętam, że my dopiero za trzecim podejściem trafiliśmy w antybiotyk. I A był już chyba bardzo zmęczony zaropiałymi oczami więc nawet pozwalał coś tam wkraplać. A zaropiałe były tak, że po nocy bite 10 min odmaczania zaklejonych na amen rzęs.
    Anginy u nas goszczą rzadko, na szczęście. A co do konieczności (zdaniem lekarza) rozdzielania dzieci przy infekcjach, to ja wzruszam ramionami. Moje zdrowie psychiczne tego by nie wytrzymało.
    Tort i bukiet - mąż zdecydowanie stanął na wysokości zadania.
    Trzymam kciuki za szybki powrót do formy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej biedna Ty :( Znowu jakieś choróbska Was dopadły :( Współczuje.

    Tort oraz kwiaty przepiękne! Mąż się postarał :))

    Zdrowia dla dziewczynek i obyście do niedzieli wszyscy zdrowi byli i na Komunii dobrze się bawili!

    OdpowiedzUsuń
  13. Współczuję Wam bardzo, Dziewczyny :/ Niech Lila i Eliza szybko dochodzą do siebie - nie tylko dla własnego, ale też Twojego lepszego samopoczucia. Mam nadzieję, że kolejne imprezy będziecie już mogli spędzić wszyscy w komplecie i że nikogo żadne choróbsko nie rozłoży. Życzenia już składałam w poprzednim komentarzu, ale jeszcze raz wszystkiego najlepszego ! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkiego Najlepszego, no niestety czas ucieka, ale wygląda na to że jesteśmy z jednego rocznika ;-) damy radę, widać że się fajnie bawiliście :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. No mężuś to stanął na wysokości zadania szacun!!!! Dziewczynką zdrówka. Ha nawet nie wiem jak się prawidłowo oko kropi obym nie musiała się prędko dowiadywać.....

    OdpowiedzUsuń
  16. Marcin sie popisal (pozytywnie), no no!!! I kwiaty i ten TORT, miodzio! :D

    Oj, dobrze rozumiem Twoj niepokoj o stan zdrowia rodzinki z wizja komunii w niedziele... Jakis tydzien przed nasza wycieczka na "Tomka", tez w duchu powtarzalam jak mantre: "Zeby tylko nikt sie nie pochorowal, zeby nikt nie zachorowal...". U nas zaklecie podzialalo, wiec Martus czaruj, czaruj. ;)

    Zakrapianie oczu moge sobie wyobrazic. Kilka miesiecy temu pisalam u siebie o zakrapianiu USZU Bi. To byl koszmar, polaczony z paranoja (mojego dziecka). Nie wyobrazam sobie, ze mialabym jej zakrapiac oczy, a wiem, ze predzej czy pozniej napewno jakies zapalenie spojowek sie przyplacze...

    Kurcze, a myslalam, ze jednak Lilcia bedac w domu, odetchnie i zapomni o I. :( Ech, pozostaje miec nadzieje, ze panie dotrzymaja obietnicy i beda trzymac ich od siebie z daleka... Mysle, ze po jakims czasie, jesli nic sie nie wydarzy, Lila sama zobaczy, ze nie ma sie czego bac.
    A poki co, lacze sie w bolu. Wczoraj moje starsze dziecko, ktore dodychczas podniecone opowiadalo jak sie cieszy, ze idzie do zerowki, rozryczalo sie (z klapnieciem na ziemie, w totalnej histerii), ze ono nie chce isc do szkoly, ze sie boi i bedzie plakac! Z wizja Nika wyjacego przez pierwsze tygodnie w przedszkolu oraz Bi jednak rozpaczajacej w zerowce, juz boje sie wrzesnia... :(

    OdpowiedzUsuń
  17. Marto nawet z 35 na karku wygladasz kwitnaco!! Rozumie starania meza bo i piekne kwiaty i tort dla cudownej zony naleza sie! moze wyszedl z zimowego letargu?? ;)
    Chwal, chwal chlopine- kazdy to lubi nawet meskie osobniki ;)
    Z przyjemnosci do przykrosci... nieciekawie powiem Ci.. i choroba i stres i to "cisnienie" - wszystkiego jakos za duzo...a przy tym jeszcze taka mala Lilcia.. :(
    Kochana, mam nadzieje, ze jakos to ogarnelas?
    Sil i zdrowka zycze!
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  18. Marta, raz jeszcze sto lat. Bukiet piękny, tort również - jak miło, że Marcin się postarał. I zdrowia dla Was wszystkich. Kolejny długi weekend się szykuje i nie możecie siedzieć w domu. Tyle.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  19. Przepiękne kwiaty, naprawdę :)
    Te choróbska w tym roku nie chcą odpuścić, masakra :((

    OdpowiedzUsuń
  20. O mamusiu, to niezla tam masz przeprawe...
    Martusiu, zycze Ci jeszcze raz wszystkiego dobrego, zdrowka (i to dla calej familii bo wiadomo, ze zawsze Ty najbardziej obrywasz ;)), odkrycia patentu na pochlanianie kolejnych pysznosci bez przybierania na wadze, spelnienia marzen tych zwiazanych z praca i innych tez :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wszystkiego najlepszego z okazji Urodzin. Spelnienia najskrytszych marzen!!!
    A z tym zapalenie spojowek to przekichane - u Nas jak sie zaczelo od Starszaka to wszyscy je mieli, bo to zarazliwe I latwo sie tym zarazic :-/
    Po raz kolejny - zdrowka dla dziewczyn!!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak to angina :( Masakra :( Co za straszny pediatryczny sezon.
    A tort cudny, kwiaty też!
    Kurde mam nadzieję, że Wam ta akcja przedszkolna odpuści...

    OdpowiedzUsuń
  23. Piękne zdjęcia i spóźnione najlepsze życzenia! Jestem pierwszy raz, ale bardzo cieszę się że tutaj trafiłam :-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj to usiała się źle czuc bidulka!!! mam nadzieję, że już OK? :) Mam takie zaległości czytelnicze przez wyjazd do W-wy, że masakra!
    Mąż znalazł jakąś imprezę ksiażkową, o której chyba Ty mi pisałaś :) kto wie, może wreszcie dojedziemy do Twojego miasta :)
    PS na taki kiermasz ogrodniczy iść bym nie mogła, za dużo by mi się podobało! A tort ci sprawili cudny :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Sto lat Marta! I brawo dla Marcina. Sorki,że tak późno,ale czytałam tego posta wcześniej tylko zapomniałam napisać komentarz.
    Co do Lilci to na prawdę współczuję. Biedna mała.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!