Mama2c

Mama2c

sobota, 7 maja 2016

Tryliard zdjęć z majówki plus dwa zdania o tym co robiliśmy


Dokładnie w takich proporcjach :)
Niewiele słów, masa zdjęć i nasza opowieść majówkowa gotowa.
Tak jak już wcześniej wspominałam, dla nas to czas raz, że bez taty, dwa- upływający też pod znakiem urodzin- brata (1.05) i mamy (3.05)

I tak, w niedzielę, przed wizytą u brata, wybrałyśmy się z mamą i dziewczynkami na Wały Chrobrego. Relacja w zdjęciach niżej:














W drodze na urodziny- Staw Brodowski:


Lila lubi wujka, a jakże, ale nikt nie jest w stanie wygrać z Bystrą :) Pół dnia przeżywała, że się z nią pobawi i że Bystra da jej buziaka :)


Natomiast we wtorek, w urodziny mojej mamy, zamiast tradycyjnego obiadu i bimbania przy stole, wybraliśmy aktywne świętowanie w... zoo :) Ciągnie wilka do lasu i po raz kolejny mogliśmy odkryć swoją prawdziwą naturę :D

Wyjazd generalnie udany. Generalnie, bo bez różnych "ale" się nie obyło. Byliśmy tam dość sporą grupą i okazało się, że każdy z nas ma inną wizję co do "zwiedzania"- jeśli mogę tak określić włóczenie się po zoo. Mój ojciec na początku zapomniał, że nie bierzemy udziału w maratonie i że nie ten lepszy, kto w jak najkrótszym czasie "zaliczy" wszystkie zwierzęta... Szybko też porobiły się różne grupki i zwyczajnie straciliśmy siebie z oczu. Jasne, że nie chodzi o to, żeby chodzić tam za rękę, ale kurczę... No żeby aż tak, że nie wiedzieliśmy gdzie kto jest?? My z Marcinem, Lilką i moją mamą trzymaliśmy się razem, a reszta to już różnie. Eliza była chyba najbardziej mobilna, bo raz z nami, raz z nimi, raz sama... Trochę mnie to wszystko poirytowało, bo lubię takie słowo jak "rodzinnie" i tak sobie właśnie ten nasz spacer tam wyobrażałam.

Potem jakoś się nawet zeszliśmy ale co innego zazgrzytało. Czas. My się nigdzie nie spieszyliśmy. No ludzie, majówka w końcu. Dzień wolny. Pogoda- piękna. Po co się spieszyć. Nie wszyscy tak myśleli, ale że byliśmy na dwa auta- wyszłam z założenia, że mam w nosie i jak się komuś gdzieś spieszy- to przecież na siłę go tam nie trzymam. I poszliśmy z Lilą na trampolinę, żeby sobie poskakała. W tym czasie, jak się później dowiedziałam, było święte oburzenie... Także tak- "rodzinnie"...

Jednak... Znam przecież swoją rodzinkę nie od dziś i... na nasze możliwości, układy, zaszłości... naprawdę nie było źle. I może nawet jeszcze gdzieś kiedyś pojedziemy w takim składzie? Marzy nam się Berlin. Muzeum Ziemi, Plac Aleksandra... Fajnie by było.












Krótka refleksja na temat skomplikowanego życia uczuciowego pawi. Wiem, że wiele z Was, po moim ostatnim wpisie, czekało z niecierpliwością na ciąg dalszy. Oto i on. Pamiętacie zdjęcia z Ogrodu Dendrologicznego? Tam pan paw zalecał się do białej pani paw, mimo, że pani "pawiowych" w jego barwach, chodziło całkiem sporo. Pomyślałam- spoko, przecież mój osobisty mąż też kiedyś wspominał, że podobają Mu się Mulatki, a związał się ostatecznie z "córką młynarza". Tu rośnie moje przekonanie, jaką muszę więc mieć wspaniałą osobowość :)

Tak czy siak, myślałam, że jeśli chodzi o pawie nic mnie już nie zdziwi. A jednak. Spójrzcie tylko na te zdjęcia:



Znacie mnie już trochę i nie będzie zaskoczenia, jeśli napiszę, że uważam się za osobę tolerancyjną. No ale Dziewczyny! Bez przesady. I ja nie wiem, co to ma być- wymiana między gatunkowa? Desperacja? Ale żeby paw zalecał się do... No właśnie- do czego, właściwie? Bo z wrażenia nie doczytałam. Nawalając fotkę za fotkę, krzyczałam tylko: "Marcin! Marcin! Widzisz to???" Tak, i w ten oto sposób wyszła cała prawda o mojej rzekomej tolerancji. Natomiast mój mąż, na tę jakże osobliwą scenkę rodzajową, zareagował... No właściwie- nie zareagował. Pewnie stanęły Mu te wszystkie Mulatki przed oczami i tylko kiwał w duchu ze zrozumieniem...
W każdym razie... Ten paw, to w ogóle jakiś głupi był, a najdelikatniej mówiąc- niezdecydowany, bo najpierw chodził wokół tego świnio-dzika (??), jawnie adorując, rozkładając ten swój ogon co i rusz, a potem co? A potem to do zdezorientowanej świnki wyskoczył z pazurami:


Pewnie jesteście ciekawe co było dalej? No tego już zdjęciami Wam nie opowiem, bo tak się wczułam w ten zoologiczny wątek miłosny, że dałam sobie spokój ze zdjęciami.  Paw pogonił biednego świniaka, sam odszedł sfoszony, a świnio-dzik wrócił(a) do swojego kolegi.


Ot, i koniec historii. Jest w Szczecinie jeszcze jedno miejsce, gdzie mogłabym podejrzeć pawie w okresie godowym, ale raz, że boję się co tym razem z tego wyniknie, a dwa- pachnie mi tu już jakimś moim nowym zboczeniem :)















Cóż, kończąc, mogę jedynie stwierdzić, że ta majówka zapowiadała się dużo, dużo gorzej. Pierwsze prognozy były takie, że poza deszczem, a 3-go maja nawet ulewą, nie czeka nas nic więcej. Domyślacie się, co przeżywałam zerkając na pogodę? Zastanawiałam się jedynie nad tym, czy opieka społeczna będzie miała wolny długi weekend, bo na trzeźwo chyba bym tego nie przeżyła. Na szczęście wstępne prognozy zmieniły się tak bardzo, że od ciągłego rozbierania się do krótkiego rękawka, zarzucania bluz, kiedy troszkę zawiało, nabawiłyśmy się z Lilą kataru. Ona ma tylko katar i super formę, ja- katar, ból gardła i wydolność gdzieś na dolnej granicy normy. Mimo to, prawdopodobnie ruszymy jutro nad morze. To ostatni dzwonek, żeby pochodzić po plaży bez asysty tłumów- czyli czegoś, czego nad morzem nie znoszę :) Jeszcze tylko szklaneczka theraflu zatoki i pakuję manatki :)


Z serii "... i wtedy wiesz, że całkiem nieźle wykonujesz tę robotę":
Budzimy się następnego dnia po wycieczce do zoo a zaspana Lila pyta: "Mamo, kiedy pojedziemy do Ueckermunde*?"

*To jeszcze jedno zoo, do którego często jeździmy.







21 komentarzy:

  1. Wiesz, podobno z rodzina wychodzi sie najlepiej na zdjeciu :) Chyba nigdy w duzej grupie rodzinnej nie obedzie sie bez zgrzytow. Ja wprawdzie moja rodzine widuje raz na kilka lat ale tez przy wiekszych spotkaniach takie sytuacje sa norma.
    Z tym Twoim pawim zboczeniem, to sie ubawilam , wiesz? Niezla jestes, naprawde :D O gustach sie podobno nie dyskutuje, wiec coz z tego,ze taki paw znalazl sobie taki a nie inny obiekt uczuc :)
    Dobrze,ze udalo Was sie wyjsc jednak w ta majowke i pogoda sie Wam udala.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literowka mi sie wdala. Wam mialo byc ;)

      Usuń
    2. O, a widzisz- my nawet wszyscy wspólnej fotki nie mamy, więc to też o czymś świadczy :D Nie, nie- no tragedii nie było, postaram się pamiętać tylko te lepsze momenty :)
      Otóż to, otóż to- każda potwora... Czy jakoś tak to szło :)

      Usuń
  2. Ha, ja mam inne wytłumaczenie dla Twojej pawiej historii. Wredny pan paw przyszedł do świnki i zaczął się natrząsać. Patrz, jaki mam piękny ogon. A ty co masz? No, co? I tej się wolę trzymać, bo jestem mało tolerancyjna, haha :D

    A tak poważnie, nie wiedziałam, że macie tak blisko, że do Zoo za miedzę :) Fantastycznie. A są napisy w języku polskim też? Czy tylko po niemiecku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajnie minęła Wam ta majówka. My jednego dnia zrobiliśmy sobie grilla a drugiego byliśmy na placu zabaw. Jaś zadowolony,ale ja nie lubię takich wolnych dni. Lepiej żeby ich wcale nie było. Bo wtedy zaczynam tęsknić jeszcze bardziej

      Usuń
    2. Ewa, uwierz mi, ale rozumiem bardzo dobrze. U nas oczywiście nie ma sytuacji jak u Ciebie, że Marcin jest za granicą, ale często Go nie ma w domu. I w takie właśnie długie weekendy, a nawet w zwyczajną sobotę, czy niedzielę dużo bardziej odczuwam Jego nieobecność. Trzymaj się, przytulam mocno :*

      Usuń
    3. Asiu, w sumie to... cholera go już wie, co on tam odstawiał- amory, wyśmiewanie tego czarnego czegoś, no tak czy siak- byłam zdegustowana. Żałuję w sumie, że filmu nie nagrałam. Ale z Przelewic, z ogrodu mam, także będzie chyba pierwsza filmowa premiera na blogu :)
      Asiu, trochę jest, trochę nie ma. Myślę, że sukcesywnie je uzupełniają o polski, także źle nie jest, bo ja po niemiecku NIC. Marcin trochę, także kawę mi zawsze mężuś zamówi :) Czy blisko, to zależy co dla kogo znaczy niedaleko :) Mniej więcej jedziemy tam 1,godziny. Dla nas- rzut beretem, dla Lilki- niemal jak na Florydę :) Co nie, Agata? :)
      A tak serio- ostatnie 15minut tak marudziła, że gotowa byłam biec za autem- mniej bym się tym zmęczyła, niż powtarzaniem, że naprawdę już blisko.
      Całujemy

      Usuń
  3. Piękne.fotki,jak zawsze....ale wiesz...u Ciebie widać taki sam,deficyt jak u mnie....prawie nigdzie nie ma.Twojego męża....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwuś, u nas to jednak chyba kwestia czego innego. Marcin wciąż pracuje za nas dwoje, więc kiedy ma okazję- to pracuje. I dzięki temu ja mogę wziąć dziewczyny "na miasto", czy właśnie potem, razem, możemy gdzieś pojechać. Mam nadzieję, że kiedy w końcu znajdę pracę, Jego obecność w naszym rodzinnym życiu zaznaczy się jeszcze bardziej. Na razie stara się chłop, żebyś żyli na jako takim poziomie.

      Usuń
  4. O matko, chyba nie tego się jednak spodziewałam po panu pawiu... ALE tolerancyjnym trzeba być - to mówię ja, żona też jakby nie patrzeć Innego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, właśnie- tolerancyjnym trza być, choć z szoku jednak długo nie mogłam się otrząsnąć :)

      Usuń
  5. Super wypad, dziewczynki widać zadowolone, jeśli chodzi o Twoje pytanie to myślę że jednak w Pieninach będzie lepszy dostęp do szlaków i atrakcji jak się nie ma na miejscu samochodu...i co ważne są równie urocze, ja osobiście najbardziej lubię Pieniny :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. hehe - ten pan Paw powala na kolana :) Zdjęcia jak zwykle piękne :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajna majówka! Lubię jeździć do zoo, Junior też, więc na pewno by nam się tam podobało :)

    A paw dał czadu ;)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajna majówka - i super, że możecie pozwiedzać sobie też zagraniczne ogrody zoologiczne, które jednak troszkę różnią się od tych naszych, rodzimych. My na razie byliśmy z Bąblem tylko we wrocławskim, ale miał wtedy jakieś 9 miesięcy i nieszczególnie się zwierzątkami interesował, bo jego większą uwagę przyciągały wszelkie latarnie, ogrodzenia, kosze na śmieci i tego typu rzeczy ;) A pogubić to my się z Małżem potrafimy nawet w miejscowej "Biedronce", więc na takim dużym terenie też pewnie mielibyśmy problem, by nie stracić się z oczu - zwłaszcza że ta powsinogoa zawsze gdzieś polezie i nigdy nie ma przy sobie telefonu, żebym się mogła do niego dodzwonić i namierzyć miejsce jego aktualnego pobytu ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Martuś pięknie wyglądasz na tym zdjęciu gdzie jesteś solo!!!To znaczy na wszystkich świetnie wyglądasz, ale to mi jakoś utknęło w głowie ;)
    Wypad do zoo zamiast nasiadówy przy stole? Świetny wybór!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Z pawiem to było tak ślepawy biedak i myślał ze to jego mulatka a potem może powąchał i się wnerwił ot cała historia.Ja pamiętam nasze wypady w góry to aż mam dreszcze, trasa zawsze pokonana w tempie jaki pokonują w biegu ze sztafetą. My jak byliśmy w zoo to tylko słyszałam po co tu stoimy czego nie widzieliście sarny,dzika ,papugi, tygrysa ,słonia itp:? Też tępo było szalone a plac zabaw ominęliśmy bo nie przyjechaliśmy na plac zabaw tylko do zoo . Kocham rodzinne wypady.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam Twoje wpisy !! Do tego bardzo duża porcja dobrych zdjęć- rewelacja

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam Twoje wpisy !! Do tego bardzo duża porcja dobrych zdjęć- rewelacja

    OdpowiedzUsuń
  13. Ach Martus, na szybko czytalam i nie komentowalam- teraz juz znowu minelo kilka dni i pewnie gdzies juz czeka nowy tekst na opublikowanie :)Uwielbiam zwiedzanie i Wasze zdjecia! Ja jakos zawsze pawie uwazam za glupie- moze taki "dumny jak paw" z malutka glowka nie moze byc madry? ;) No te zaloty do swini potwierdzaja moje zdanie :)
    Rodzinne wypady- a co to takiego?? Czasami nawet tylko nasz wyjzd z Dzieciakami urasta to problemu logistycznego bo kazdy chce inaczej... czyli normalka :)
    Usciski serdeczne :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie sie wydaje, ze pan paw tak byl nabuzowany testosteronem, ze i do skunksa by sie przymilal! ;)

    Patrz, a jak bylismy z dzieciakami w zoo dwa lata temu, to nawet Bi byla znudzona, bo nie mozna bylo zwierzakow potarmosic. A tu taka mala Lilcia zachwycona! ;)

    Co do rodziny... Podejrzewam, ze u nas wygladaloby to podobnie... To znaczy ja z siostra bysmy szly z dzieciakami, chlopaki zastanawialiby sie jak tu niepostrzezenie wyskoczyc na piwo, a moja mama wszystkich by poganiala, bo co tam zwierzatka, trzeba pedzic, pedzic, jechac koniecznie gdzies jeszczeee!!! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!