Mama2c

Mama2c

sobota, 25 czerwca 2016

BOHATER(ka) domu

Czasami dzieje się tak, że mimo piętrzących się zaległości, trzeba omówić też sprawy bieżące. I o dziwo nie będzie to temat Brexitu. Tak, też jestem zdumiona.

Otóż...

Jak część z Was się domyślała, część wiedziała to na pewno, moje wymijające wypowiedzi dotyczyły pracy. Ten temat zostawimy akurat na "kiedy indziej". Może nawet na cały cykl tematyczny, bo już samo poszukiwanie pracy, to w moim przypadku była czarna komedia i jak już złapię rzeczywiście dystans, to Wam to wszystko jak na spowiedzi wyznam i zrelacjonuję.

W każdym razie...

Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że czasu mam dużo mniej. Pomijając, że na to, co kocham najbardziej, czyli siedzenie przy laptopie (tak, to ironia), to na inne, bardziej przyziemne rzeczy, także.
Weźmy na przykład takie sprzątanie... W tygodniu? Tyle o ile. W zasadzie tylko podstawy, tak, żeby człowiek się w drodze do kuchni nie zabił i złapał coś czystego do ubrania.

Pech chciał, że pani, która przychodzi do nas uczyć Elizę angielskiego, uparła się jeszcze na ostatnią, podsumowującą, lekcję. Jakoś nie specjalnie byłam do tego przekonana, bo choć lata już nie te, doskonale pamiętam, co dzieje się w głowie ucznia na dzień przed zakończeniem roku szkolnego... No ale niech Jej będzie, pomyślałam sobie, i w środę wieczorem, ogarnęłam z grubsza duży pokój. Zostały tylko kurze i jakaś kosmetyka. Co też zleciałam szanownemu małżonkowi. Wywiązał się, a jakże, bo przecież polegać na nim można, niemal jak na Zawiszy. A to "niemal", tak jak kiedyś "prawie", robi ogromną różnicę, ale o tym też kiedy indziej.

I gdybym ja, Kochane, wiedziała, że o te kurze i coś tam jeszcze taaaaaaaakie halo będzie, to sama bym się za nie wzięła. Chociaż z drugiej strony, pamiętam doskonale, jak kiedyś u którejś z Was (chyba u Ciebie, Ewa) wymieniałyśmy się poglądami, że jest takie bardzo ciekawe zjawisko, że kiedy kobieta wraca do pracy, jakoś domowych obowiązków Jej nie ubywa. Dobre, nie?

Uspokoję Was jednak, bo wyczuwam już ten szczególny rodzaj niepokoju, nie- pan mąż nie zrobił mi awantury o te kurze. Kurze "wypłynęły" w trakcie, nazwijmy to- krótkiego, acz bardzo treściwego podsumowania naszego małżeństwa. Tak się chłopak zmęczył, albo co gorsza- doświadczył uwłaczenia godności głowy domu, że coś tam krzyczał o rękach przyrośniętych do kręgosłupa. Że niby u mnie, rozumiecie :) Podejrzewam jednak, że przez to wzburzenie, pomylił biedak kręgosłup z laptopem, ale mniejsza z tym.

Tak czy siak, przez krótką chwilę zastanawiałam się, jak ja po takich słowach będę dalej żyć, żeby po chwili dotarło do mnie, że w sumie "srał to pies" i o wiele ciekawsze są te treści, kiedy padały słowa "...a twoja matka" (ale to już ja) i tym podobne.

Jako, że w sporadycznych sytuacjach, łatwo wpłynąć mi na ambicję, doczekałam soboty i... się zaczęło. Umyłam podłogi. Dwa razy, żeby była jasność. Myjąc na przedpokoju, niestety zerknęłam w lustro, które mamy od podłogi do sufitu... Całe upier... Umyłam. No cóż- cena za próżność- trzeba było nie patrzeć, jak wyglądam z tym mopem i czy aby na pewno pasuje mi bardziej, niż mężowi ściera do kurzu. Myjąc lustro, przypomniałam sobie o szybie balkonowej w dużym pokoju- pies plus dziecko 3+, to kijowe połączenie. Wróciłam więc, i również umyłam. A co. Jak szaleć, to szaleć. Co nam tam jeszcze zostało? Kibel. No tak. Umyłam podłogę, wlałam domestos. Wyrzuciłam zużyty plastik, po kostce toaletowej...

Wchodząc do kuchni, odkryłam, że samo mycie naczyń, które często (oddajmy mu to) uskutecznia mój mąż, to nie wszystko. Blaty, kuchenka, opróżnianie komory z czystymi naczyniami, ymycie pojemnika na owoce i warzywa, w którym pan pomidor postanowił się zepsuć na ten przykład... No to się jakoś samo nie robi.

W międzyczasie zrobiłam jedno pranie i naszykowałam dwa kolejne. Nie, nie- mój mąż umie obsługiwać pralkę. Te wszystkie guziczki, programy ma w małym palcu. Cóż z tego, jeśli nie potrafi przebrnąć przez segregację brudnych ubrań. W sumie rozumiem- też mam na przykład problem gdzie zakwalifikować bluzki Elizy w kolorze jasnej szarości. Ni to jasne, ni to ciemne... Pogubić się można, jak nic.

Nadszedł moment, kiedy stwierdziłam, że na dziś koniec.
Usiadłam więc...
Nadstawiałam uszu...
Cisza.

Żadnych braw, owacji, famfar.
Cisza.
Rozejrzałam się wokół.
Korony też nie widać, psia mać!

Co więcej, ja sama nie miałam poczucia, że właśnie zrobiłam coś wielkiego, znaczącego. Ot, posprzątałam. Jak wiele z Was dzisiaj, prawda?

I wtem mnie olśniło. To przecież problem jest we mnie. To akurat nie nowość, bo słucham tego już 11lat, ale tym razem sama się przyznaję i kajam. No przecież trzeba było po każdy myciu podłóg chodzić po domu i wszystkim trąbić, czego właśnie dokonałam! Mycie kibla? Nie no, bądźmy szczere- tu już tydzień obwieszczania światu tej radosnej nowiny się należy. A mycie okien? Czy tego Jacek Kurski nie powinien nadawać w Wiadomościach? Sprzątanie przed Świętami, naprzemiennie z gotowaniem i pieczeniem? Zlecam tefałenowskiej "Uwadze"...

Także Drogie Mamy, Panie domu- doceniajcie i szanujcie swoją PRACĘ same. A potem oczekujcie tego od innych. Uczcie się na moich błędach :)


67 komentarzy:

  1. odkąd mąż mnie zostawił......skończył się ( prócz wielu problemów) problem z porządkami. robię je SAMA ( tak samo jak i kiedy go jeszcze miałam). A PRZYNAJMNIEJ NIE WYSŁUCHUJĘ PRETENSSJI ani co gorsza wyzwyzk ( zdarzały się z ust męża zwłaszcza kiedy prosiłam o pomoc). nie czuję potrzeby doceniania bo i tak nie ma kto doceniać. robię to co do mnie należi i ogarniam wtedy kiedy chce i kiedy czas pozwala. nikt mi nie orbi wyrzutów że czegoś nie zrobiłam. nikt mi nie mówi że jestem idiotką i nic nie robię tylko siedze na kompie ( a pranie gotowanie sprzątanie samo się robi) nikt mnie....nie gnoi.


    święty spokój i komfort psychiczny.



    tyle jeśli chodzi o podział obowiązków.



    jak facet nie umie docenić i jest chamem - nikt go tego nie nauczy. tymbardziej jak pochodzi z domu gdzie żony - matki isę nie szanowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brutalna prawda jest jeszcze taka , że ja odkąd się rozwiodłam jestem lepszym bohaterem w domu niż kiedyś . Wszystko na mojej głowie , wiec nie liczę naiwnie na pomoc w domu . Bo kiedyś było tak : wspólnie zarabiamy , wspólnie utrzymujemy dom to i wspólnie o niego dbamy . Logiczne nie ?
      Niestety nie koniecznie . Owszem czasem rzeczywiście posprzątał ( czytaj - ogarnął ) , cześciej jednak ciekawiej było w garażu ...

      No nie ważne . Dla nas jestes bohaterem . Tylko Kobieta zrozumie co to znaczy pracować , wychowywać , dbać , sprzątać , gotować . Bo my tak czy inaczej jesteśmy multikobiety !
      Emerytura jednak tego nie udowodni . Pensja tez nie . A szkoda !

      Usuń
    2. Rrruda, najpierw odpowiem Tobie- no dobra przebiłaś mnie. Mojemu mężowi, na co dzień, nie przeszkadza żadne bałagan. ŻADEN. Także pretensji, wyrzutów i oczekiwań nie było. Patrz, co oni mają z tymi kompami, prawda? Jak mój mąż siedzi z nosem w telefonie, albo w laptopie, to zawsze jest ta sama śpiewka- on pracuje. Jasne :) Dlatego wie o każdym remoncie w naszym mieście, każdej inwestycji, zmianie rozkładu jazdy itd. Najwyraźniej jednak, czytanie nowinek, wiadomości, jest czymś lepszy, niż gapienie się w fejsa...

      Ja również nie czuję potrzeby doceniania tego co robię. O dziwo, dla mnie to normalne, że skoro się czegoś podjęło- jak choćby założenia rodziny, czy kupna mieszkania, to to się z czymś wiąże. Dlatego przez te 11lat po każdym sprzątaniu nie rozkładałam czerwonego dywanu. Za to mój mąż czuł się bohaterem, bo nas utrzymywał. Także- mój błąd.

      Usuń
    3. Anetko, ja ostatnio odkryłam, że wiele teoretycznie logicznych rzeczy, ma z logiką niewiele wspólnego :) Co więcej, po ostatniej wymianie zdań z Marcinem, stwierdzam, że my kobiety bywamy bardziej logiczne, od mężczyzn. Więc tą całą śpiewkę mojego męża, o tym, jak prości (w obsłudze) są faceci, można sobie w d... wsadzić. On jest w obsłudze bardziej skomplikowany, niż połączenie nastolatki z kobietą w okresie menopauzy.

      Także ja już się na logikę nie nabiorę :)

      A z tym, że mocy przybywa, kiedy trzeba sobie radzić samemu, to na pewno coś jest na rzeczy. Wiele kobiet się o tym przekonało, po rozstaniu. Pewnie ku zaskoczeniu swojemu, jak i byłego partnera, bo to też znamiennie, że mają nas za takie sierotki, prawda?

      Usuń
    4. Rruda, wspominasz o szacunku i jego roli w wychowaniu. No widzisz, w kontekście przykładu mojego męża, to jest w ogóle bardzo ciekawe, bo on był wychowany w niemal dzikim kulcie (który zresztą uprawia do dziś) szacunku rodziców, napędzanym wtłaczaniem do głowy (i tyłka-pasem)któregoś tam przykazania. Jak wiele nas dzieli w tej materii, widać już chociażby po tym, że ja nawet nie pamiętam, które to przykazanie. Zawsze byłam za rozgraniczaniem strachu przed kimś, a szacunkiem do tej osoby. Życie pokazało, że to był błąd. Moje małe, osobiste, domowe studium przypadku, pokazuje jak strach może wpływać na szacunek i ile jesteśmy sobie w stanie wmówić, jeśli jest nam to regularnie powtarzane. Ech, dużo by pisać. W innym poście pewnie jeszcze do tego wrócę.

      W gwoli ścisłości dodam tylko, że ja specjalnie nieszanowana, to się jednak nie czułam. Okłamywana regularnie, to prędzej, więc jeśli jest to dowodem na brak szacunku, no to w takim wypadku tak- byłam nieszanowana. Ale w tak porządnym domu jak nasz (tak, tak- tu też ironia) nikt mnie przecież nie wyzywał i nie bił. Raj, po prostu raj na ziemi.

      Usuń
  2. Kursować rzeczywistość!! Taka prawdziwa i normalna!!
    Ost. Zdanie trafia w same sedno - doceniajmy się same! A dopiero później wymagamy tego od innych!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kursować rzeczywistość!! Taka prawdziwa i normalna!!
    Ost. Zdanie trafia w same sedno - doceniajmy się same! A dopiero później wymagamy tego od innych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Choć może nie o same docenianie mi chodziło. Ale skoro zarabianie kasy jest czymś hohoho, to niech i praca w domu, też będzie tym czymś hohoho. Ot, i tyle.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. A ja nie Emilko, bo on w ogóle nie powinien powstać. To znaczy- nie powinno być powodów, żeby powstał. Jeśli się ma rodzinę, mieszkanie, to zarówno zarabianie pieniędzy i sprzątanie, są czynnościami tak elementarnymi, że żadna ze stron nie powinna robić z tego wielkiego "wow". Niestety, część panów, w tym i mój mąż, uważa chyba, że skoro robią już tak wieeeeele i zarabiają, to jeśli jeszcze zrobią raz na ruski rok coś ponadto, to już klękajcie narody. Zresztą sama zobacz, jak to jest odbierane w społeczeństwie- pracująca mama, która potem "odwala" swoją domową pracę, jest po prostu normą. Ale tatulek, który zmienia pampersa, wyjdzie z dziećmi na plac zabaw- bo Boże ty mój- co za wspaniały mąż, tata, mężczyzna, człowiek. Pomnik mu od razu.

      Usuń
    2. Ano w tym sensie to rzeczywiscie nie kocham :) bo zgadzam się, ze nie powinien powstac... Ale obie wiemy jak jest. A on taki idealnie uchwycil problem, ze po prostu nic dodac nic ujac. Ja kiedys, jak się naprawdę poklocilismy o te obowiazki, wzielam kartke i spisywalam krok po kroku wszystko co robie. No wytarcie kazdego gila doslownie. Kartki mi starczylo do poludnia, potem zabraklo ;) za to reakcja mojego m bezcenna. Przeciez to sa zwyczajne rzeczy, czym ty się chwalisz? Tak, tylko on nic z tych zwyczajnych rzeczy nie robi;p a ze ja zazwyczaj jeszcze gdzies w tle sms-y do kolezanek wysylam albo sledze fb na komorce... To wlasnie obrywa mi się ze nic nie robie tylko siedze na telefonie. A dzieci się same przebraly, nakarmily, zawiozly do przedszkola, obiad się sam zrobil, garnki się pozmywaly same, bo on mnie zawsze widzi z telefonem w rece.

      Usuń
    3. A agument bo ja zarabiam na rodzine to jest wprost niesmiertelny. On zarabia więc się po pracy relaksuje przy kompie do wieczora, ja nie zarabiam więc się musze tlumaczyc ze w ogole tykam się telefonu ;)

      Usuń
    4. A ze guziczki w pralce umie obslugiwac, to już naprawdę szacun. My mamy stara pralka z dwoma pokretlami i przerasta mozliwosci meskiego umyslu.

      Usuń
    5. Emilko, odpiszę już jutro, bo rano trzeba wstać :*

      Usuń
    6. Spoko ;)Wygadałam się i lżej na duszy:p On ma szczęście że ja go tak kocham, bo jakby nie... :P

      Usuń
    7. Zwyczajne rzeczy?!?! ZWYCZAJNE RZECZY?! Ok, zgodzę się, że wytarcie dziecku gila, czy zmiana pampersa, nijak się ma do choćby 5godzinnej operacji na oddziale transplantologii, czy obławy policyjnej, albo 8godzinne pracy na hali, gdzie temperatury są zabójcze i... tu mogłabym podać jeszcze wiele przykładów, ale do jasnej cholery (!!!) to weźmy teraz panie do tych wszystkich zwyczajnych czynności- niech niania wyciera gile i pupy naszych dzieci, kucharka ugotuje, pomoc domowa posprząta i zrobi zakupy i zapłaćmy każdej z tych pań. I gdzie wtedy ten ich nieśmiertelny argument o zarabianiu kasy? Gdzie???

      Tak, jak mnie jeszcze kiedyś dotykały te uwagi odnośnie fb, czy telefonu, tak teraz powiem Ci, że dosłownie- WISI mi to totalnie, bo pierwsze- przyganiał kocioł garnkowi u nas akurat, po drugie- jeśli nawet to robię, to nigdy kosztem dzieci, ani domu, a po trzecie- może właśnie tam znajduję odskocznie, bez której już dawno bym zwariowała. No chyba, że mój mąż chce, żebym wylądowała w wariatkowie...

      Ściskam Cię Emilko, :* Trzymajmy się Obie.
      No ma facet szczęście, ma!

      Usuń
    8. No właśnie odpyskowałam mu wtedy, że to zwyczajne rzeczy, których on NIGDY nie robi. A które TEŻ pochłaniają czas. Mi do Ciebie daleko Martuś, idealną ani prawie-idealną tak jak Ty :) panią domu nie jestem i nigdy nie będę, bo na przykład sprzątnąć dokładnie nie umiem, ciasta piekę od święta itd. Ale się staram na tyle na ile potrafię. A zarzuty o telefon mnie dotykają właśnie dlatego, że komputer zabiera mi męża i moim dzieciom ojca, a nie odwrotnie.
      I jedyne usprawiedliwienie jakie dla niego mam- to to, że najbardziej raniące zarzuty padały wtedy, kiedy miał problemy z pracą. Gdzieś ten stres musiał ujść, szkoda że na mnie.

      Usuń
    9. Emilko, ale ja od razu chciałabym publicznie zdementować- nie mam nic, absolutnie nic wspólnego z perfekcyjną panią domu. Szalenie mi do niej daleko.
      Oczywiście, te czynności pochłaniają czas, bywają monotonne, nie do końca przyjemne- jak choćby sprzątanie wymiocin dziecka (Eliza miała refluks, często zdarzało Jej się zwrócić), ale są NIEZBĘDNE. Tak, jak pieniądze, które ktoś musi zarobić. Myślę, że częstym problemem w związku, którzy rzutuje potem na choćby poruszony przeze mnie aspekt wspólnego życia, jest brak zrozumienia. Mamy taką tendencję, do patrzenia na siebie... Zamykamy się na tą drugą osobę, często mamy wobec niej oczekiwania, zapominając, że to są... nasze oczekiwania i nigdzie nie jest powiedziane, że ta druga osoba je spełni. W moim małżeństwie już dawno zabrakło rozmowy i zrozumienia. Jest wieczna walka, kto przeforsuje swoje zdanie, racje. Tak się nie da żyć we dwoje.

      Co do Twojego męża- rozumiem mechanizm. Chyba wiele osób ma podobnie- najczęściej ranimy tych, których teoretycznie ranić nie powinniśmy, bo to nasi najbliżsi. Z drugiej strony- Ich zranić najłatwiej- znamy Ich słabe strony, zawsze wiemy, jak dopiec, żeby było skutecznie, czytaj- żeby zabolało, poza tym- Oni nawet jeśli, to poboczą się chwilę, ale potem zapomną/wybaczą...
      Życie niestety nie jest takie proste. Nie jest prosto żyć we dwoje. Nikt nie mówił, że będzie łatwo- wiem, wiem. Tyle, że my akurat sami sobie to życie we dwoje utrudniliśmy. Ale nie mam już siły walczyć z brakiem szczerości.

      Wam jednak życzę powodzenia i żeby wszystko się poukładało.

      Usuń
  5. Martus, gratuluje i czekam na jakies szczegoly :)
    zawsze powtarzam, ze w kolejnym zyciu chce byc facetem ;)
    a tak serio czasami nie tylko rece ale i cycki opadaja...

    Ciezko mi cos powiedziec bo u nas jest to inaczej ustawione, no i dzieci juz dorosle- prawie...
    Przykro jednak gdy z ust partnera padaja raniace slowa, one nie splywaja po nas jak woda po kaczce... a facet czesto palnie bez pomyslunku...
    Liczysz na kogos- licz na siebie- ot, prosto powiedziane.
    Sciskam kochana i ciesze sie, ze znajdujesz chwile i piszesz!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasem to zwyczajnie nawet nie wiadomo jak skomentować, bo żadne słowa nie oddadzą, tego co się czuje... Znam to :)

      Jeśli chodzi o słowa, to my akurat nie jesteśmy sobie dłużni. I takie awantury to u nas najlepszy sposób (choć jakże prymitywny, tak naprawdę) na dowiedzenie się, co druga strona myśli. Udawanie, nawet przed samym sobą, mamy opanowane do perfekcji. Hasło przewodnie naszego małżeństwa, rzucone w którejś tam awanturze przez mojego męża to- ponoszę konsekwencje swoich wyborów. No to ponosimy, każde z nas. W końcu to takie uszlachetniające być męczennikiem za życia :)

      Chwilę na pisanie znajduję bez problemu :) Nie powiem, żeby doba okazała się jak guma w majtkach, ale póki co- daję radę.
      Buziaki :*

      Usuń
  6. Widzę że nie tylko ja to ostatnio przezywam. Jakiś fatum chyba.
    Ja to mam na odwrót bo mi sie jeszcze bardziej niee chce. A jak cos chce czy oczekuje to no właśnie ... Wiemy same. Przeciez to wszystko samo sie robi a jak cos to usłyszysz (chyba ze ja tylko tak mam) no przeciez jak cos to ja sobie poradzę ze wszystkim.
    Martuś czekam na relacje w kwestii pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to oczywiście może tak działać- demobilizująco i to normalne. Jeśli ktoś naprawdę doceni, zauważy- jakoś wtedy więcej zapału mamy...
      Będzie relacja, będzie :)
      Buziaki

      Usuń
  7. O, temat bardzo na czasie dla mnie. Zakończyłam rok szkolny i wczoraj wysprzątałam spiżarnię. Było co robić... Pod koniec już miałam serdecznie dość.
    I, uwaga, ja z tych, co nie odpuści fanfar. Prowadzę chłopa za rękę, pokazuję, każę podziwiać i dziękować. I on to robi, bo ni ma wyjścia :)
    Buziaki bohaterko! Bohaterka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, i może to jest właśnie metoda? Zrobić obiad i wyliczyć, co się zrobiło (zakupy, znalezienie pomysłu/inspiracji, obranie ziemniaków itd.). Kazać podziękować. Podobnie ze wszystkim. Może tak by im trochę oczy otworzyło, co? Ja tam nigdy jakoś specjalnie z powodu domowych obowiązków nie cierpiałam, bo gdyby mi to tak bardzo ciążyło, to do tej pracy szybciej bym uciekła. Jednak jeśli ktoś rości sobie prawo, do podkreślania, jaki jest ważny, bo zarabia, to i moja praca w domu, staje się w tym momencie ważna. Bardzo ważna.

      Usuń
  8. Trafiłas w sedno! Mój mąż naprawdę bardzo dużo robi w domu ( np w tej chwili myje podłogę w holu, bo po prysznicu -umył w łazience i tak się rozpędził:) ), ale na boga! ile on o tym mówi! na szczęście mówi przed, nie po, czyli; muszę umyć podłogę bo taka brudna...muszę wynieść śmieci.itd... a ja to robię bez słowa....i strasznie mnie to jego gadanie wkurza! a zdradzisz czy fajna ta praca? czy nie zapeszasz, bo okres próbny? w każdym bądź razie-powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, o! No patrzcie, kolejna- przy laptopie, albo z telefonem w ręku. A mąż w tym czasie sprząta! :)
      Taki żart, oczywiście.

      No tak, też by mnie wkurzało. Rozumiem doskonale. Ja nawet nie pamiętam, kiedy mój mąż, poza tym nieszczęsnym czwartkiem, wytarł ostatni raz kurze... I już sama nie wiem, czy ta cała szopka, którą odstawił, jest śmieszna, czy tragiczna, po prostu... Szkoda słów i nerwów.

      Praca fajna, póki co- staż. Napiszę o tym więcej na pewno.
      Ps. Nie dziękuję :) Nie chcę zapeszać.

      Usuń
  9. Ja też odgruzowuje mieszkanie po roku szkolnym, a fanfar - ani słychu ;). Ceńmy się same, wtedy inni zaczną cenić nas. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No Marta pisz o tej nowej pracy, nie ściemniaj mi tu!! Co to za tajemnice?? ;) Taka ważna zmiana w życiu, a ty milczysz i nie podzielisz się z nami szczegółami.. nieładnie!

    A nasza (ciężka) praca w domu zawsze nie będzie do końca i należycie doceniana i zauważana no cóż.. Ale ciekawe co by ci mężowie zrobili, gdyby kobiety przestały kompletnie sprzątać w domu?? ;) I trzeba by zatrudnić panią od sprzątania i jej słono zapłacić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inesko, napiszę, napiszę- w swoim czasie :)
      Sprzątać, zajmować się dziećmi, gotować... I tak- zapłaćmy obcej Pani za to. Może otworzyłoby trochę oczy, prawda? :)

      Usuń
  11. Martus ja już dawno odkryłam straszna prawdę - pracy wykonanej,zwłaszcza dobrze wykonanej- nie widać. Czysty dom, ugotowany obiad, zadbane dzieci, które mają w czym chodzić, nakarmiony pies- to wszystko jest przezroczyste. Póki jest. Żeby to docenić, trzeba to stracić. Najpierw w ogóle zauważyć, a potem docenić. Inaczej się nie da. Niestety brak przywilejów uznawanych za oczywiste rodzi bunt i pretensje, zresztą jak każde naruszenie istniejącego status quo. A dalej... cóż, różnie bywa. Albo renegocjacja umowy albo wojna. Na slowa. Lub podjazdowa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Martus ja już dawno odkryłam straszna prawdę - pracy wykonanej,zwłaszcza dobrze wykonanej- nie widać. Czysty dom, ugotowany obiad, zadbane dzieci, które mają w czym chodzić, nakarmiony pies- to wszystko jest przezroczyste. Póki jest. Żeby to docenić, trzeba to stracić. Najpierw w ogóle zauważyć, a potem docenić. Inaczej się nie da. Niestety brak przywilejów uznawanych za oczywiste rodzi bunt i pretensje, zresztą jak każde naruszenie istniejącego status quo. A dalej... cóż, różnie bywa. Albo renegocjacja umowy albo wojna. Na slowa. Lub podjazdowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Brytusiu, z moim mężem, to jest jednak trochę bardziej skomplikowane, bo On, kiedy tam Mu wszystkie kabelki w mózgu stykają, albo nie ma napięcia przedmiesiączkowego, zupełnie nie zauważa bałaganu, albo tego, że coś jest nie zrobione, dajmy na to. Albo inaczej- może i zauważa, ale Mu to zupełnie nie przeszkadza. Podejrzewam, że nie zauważyłby nawet, gdyby zarósł brudem. Natomiast, kiedy ma trudne dni, no to wtedy masz babo placek. Wytrze kurze i świat się zawalił. Okna pootwierane, a ten drze papę na cały regulator, czy widziałam, że kurze wytarł. Gdybym ja po każdej kłótni z nim, krzyczała o zrobionym obiedzie, czy coś w ten deseń, to już dawno wisiałby nad naszymi drzwiami szyld "cyrk".
      Wojna? Jestem gotowa :)

      Usuń
  13. Marto, dla mnie jesteś BOHATERKĄ w swoim domu. Ogarnianie domu, dzieci i praca zawodowa to nie pikuś. Praca w domu - jak wiadomo - jest jak wąż jedzący własny ogon - nigdy się nie kończy. I raczej się to nie zmieni. U kogoś w komentarzach pisałam, że co bym nie zrobiła (kupiła, ugotowała, uprała, uprasowała....) to za chwilę trzeba od nowa. Mąż mój sprzątać nie znosi, ale czasem się zbierze. Ale docenia, że ugotowałam, kupiłam, sprzątnęłam, upiekłam..... Co prawda trzeba było mega awantury, ale w końcu zadziałało. Co do prania, to zapowiedziałam, że prać mogę ja, ale za ilość czystej garderoby odpowiada sam. Najwyżej jak będzie musiał na cito kupować koszulę, to się nauczy. W końcu jest dorosły:))

    OdpowiedzUsuń
  14. I jeszcze jedno. Zawsze gdy mam świeżo wysprzątaną podłogę i po niej radośnie galopuje "ktoś" w brudnych butach, zamiast je odstawić w przedpokoju, dostaje szczotkę albo ścierkę i ma doprowadzić podłogę do porządku. W końcu sama się nie sprzątnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja się zupełnie, ale to zupełnie bohaterkom nie czuję. Pracę dopiero zaczynam, więc ani nie jestem nią zmęczona, ani nie odbija się ona jakoś na mojej wydolności, że tak powiem :) Heroskami są kobiety, które po macierzyńskim wracają do pracy, z pracy do domu, gdzie nadal robią na kilku etatach. W wielu domach dobrze sprawdza się podział, przy obu pracujących osobach, że jedno sprząta, drugie gotuje... No cóż, u nas on nie funkcjonuje. Czy zatem to takie dziwne, że rodzi się powoli we mnie bunt? Wynajmijmy sprzątaczkę, nianię i kucharkę... A potem podliczmy ile zaoszczędzamy mając żonę na etacie. I tak, ja wiem, że też było już wałkowane nie raz, tylko, że to takie prawdziwe...

      Usuń
    2. O rany, ale "babol"- miało być "bohaterką" :D

      Usuń
  15. to poczucie facetów o tym ze to kobieta dba o dom (tzn sprząta) to chyba jakąś prehistoria. bo jak jeszcze dawne czasy i obyczaje jestem w stanie sobie jakoś wytłumaczyć to dzisiejszego ich zachowania wcale! czy on war a z pracy i idzie w pole? kopie, krowy obrzeża czy żniwa zbiera? nie!!! leży przed tv! więc nie rozumiem czemu kobieta nie ma prawa wymagać pomocy! jedno z prehistorii niektórym zostało: prymityw!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asia, uwierz mi, że z jednej strony odnoszę wrażenie, że współcześni mężczyźni pojęli, że rola kobiety jednak mocno ewoluowała, a z drugiej- że w tej materii czas stanął w miejscu.
      A wiesz co jest ciekawe i o czym nie raz już była mowa na nie jednym blogu- że to część kobiet oburza się właśnie, że mąż skoro pracuje, to już robi naprawdę dużo. Serio? Gdyby nie miał rodziny, podejrzewam, że też by pracował, więc, czy aby na pewno robi coś tak wielkiego w tym układzie?

      Usuń
  16. Hmm no wiec tak ja dam o dom i jego wnętrze On o podwórko garaże i kotłownię i powiem ze czasem ma lepszy porządek tam niż ja w domu. Owszem czasem umyje naczynia i pomarudzi ze cos jest nie tam gdzie ma być ale ogólnie jest ok mi by było głupio skoro siedzę w domu żeby jeszcze sprzątał na pewno sprawy by wyglądały inaczej gdybym chodziła do pracy no ale na razie sie na to nie zanosi😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, ale to nie chodzi o to, że mąż po pracy ma zrobić WSZYSTKO. Bo takie coś też jest dla mnie nie do pomyślenia, ale może jestem staroświecka :) Chodzi o głupią pomoc, o zrobienie czegoś CZASEM. Niech, cholera, czasem umyje te podłogi. Niech to będzie raz na dwa tygodnie, ale będzie! I o fakt, że jak już zrobi coś ponadto, to laury i oklaski najlepiej niech grzmią cały dzień.

      Usuń
  17. Na poczatku naszego malzenstwa ustalilismy z mezem ,ze ja sie bede zajmowac domem i dziecmi, on bedzie zarabial na zycie. I nam obojgu ten uklad pasuje. On bardzo docenia moja prace, ja doceniam jego. On mowi,ze sie przepracowuje i za duzo robie, ja mysle,ze to on ma za duzo obowiazkow...Kiedy potrzebuje pomocy- wystarczy poprosic, czasem moze kilka razy ale jednak. ;) I jakos o powrocie do pracy nie mysle. Raczej o jakims malym biznesie w domu- zobaczymy...
    Ps. Co do prania... Wiesz, dzis wywiesilam 4 pelne po brzegi zaladunki 8-mio kilogramowej pralki. I tak dzien w dzien- przynajmniej 2 dziennie mi wychdza, przy ''dobrej pogodzie'' tak do 5. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Acha! A propos pomagania jeszcze- sa rzeczy, ktore moj maz robi w domu najlepiej np mycie kuchenki. Na blysk!

      Usuń
    2. Haniu, Wasz przykład pokazuje, że tam gdzie jest zrozumienie i miłość, taki podział sprawdzi się idealnie.
      Z tym praniem, to się nie chwaliłam, że tak dużo, bo wiem, że u innych jest tego znacznie więcej :) Jedynie wykazałam, że coś takiego też zrobiłam :)

      Buziaki Kochana!
      Ps. Też wolę prać przy pięknej pogodzie, porażka jest zimą, kiedy nie ma gdzie tego wieszać.

      Usuń
    3. Ha ha! Wiem,ze sie nie chwalilas;) Ja tak tylko niesmialo zaznaczyla,,ze w naszym domu pranie jest jak oddychanie;)A na pogode to nawet nie patrze. Jestem szczesliwa posiadaczka suszarki do prania ( takiej bebnowej ) wiec mi juz pogoda wisi.
      Wierze,ze i u Was i milosc i zrozumienie sa mocniejsze od wszystkiego innego. Dajcie sobie czas- podzial rol w Waszym przypadku pewnie bedzie sie musial zmienic i tyle, czy sie Twojemu mezczyznie to podoba czy nie ;)
      Sciskam mocno i trzymam kciuki aby sie wszystko pomyslnie ulozylo!
      Ps. Czekam na wpis o szukaniu pracy!

      Usuń
  18. Wpis o mnie... u nas kłótnie są od zawsze o sprzątanie. Do porzygania. Zawsze mówię, że mój mąż mnie oszukal, bo u niego w domu blyszczalo, a on sam zawsze mega zadbany i czysty. Dbanie o siebie kultywuje do dzis, ale sprzątanie? Nie wiem jaki by musiał być chlew by on sam z siebie się ruszył i sam ogarnal. Ruszy się jak ja mu powiem i zawsze wymawia magiczne zdanie "no to co mam zrobić? " kurrrrrrr!!!!mi nikt nie mówi co mam zrobić. Dla niego mycie łazienki to umycie kibla, umywalki i wanny. Ale umyć lustro,pralkę, która przecież też się brudzi, kurzy, czy polki to już nie.masakra. naczynia zmyje, odkurzy i jest zmęczony.

    Boże co my mamy z tymi facetami. ....ale egzekwowac egzekwowac i sie nie dac.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O oszukiwaniu, to mogłabym napisać osobny post, ale taką prywatą już tu nie pojadę, za grubo by było. Napisze tylko- z dwojga złego, ciesz się jednak, że kultywuje to dbanie o siebie, u mnie nie ma dziś nawet tego, Podwójna porażka.

      Usuń
  19. Ja się nie wypowiadam. Popełniłam kiedyś na blogu taki wpis "taki mąż to skarb", ale nic więcej nie napiszę bo któraś zaraz go odbije, a ja wyjdę na brudasa, hehe.
    Prawda jest taka, ze praca w domu jest kompletnie niedoceniana. Że niby ten porządek, obiad się należy. Tak funkcjonowało to wiele lat. Myślę, że to wina też matek jak wychowały swoich synów. Bo czego Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał :PP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem co pisze, jako matka 11-latka, który ma obowiązki, których nie lubi, ale nie wyobrażam sobie że nie pomaga w domu...

      Usuń
    2. a z tym docenianiam siebie to osobna sprawa. Trzeba się szanować i cenić i nie dac sobą pomiatać. znać swoją wartość i nie chodzi o to aby za każdym razem widzieć uznanie w oczach męża. Jeśli sama sobie pogratuluje rodzina tez będzie inaczej patrzeć..wierzcie mi

      Usuń
    3. To złożony i skomplikowany problem. Zgodzę się, że bardzo dużo zależy od wychowania, od wzorców wyniesionych z domu... Ale też wiem, że i tu są duże odstępstwa od reguły. Przykład? Mój brat na pewno nie wyniósł z domu przykładu, że mąż stoi za żoną murem (wręcz przeciwnie było u nas, można by rzec)- natomiast za swoją partnerką zawsze staje murem i potrafił niejednokrotnie przeciwstawić się i mojej mamie i ojcu, w tej kwestii. Natomiast mój mąż, którego rodzice, w ogóle, cała rodzina, wzór cnót i przykład dla innych nad przykłady, a ja nie pamiętam sytuacji, kiedy mój małżonek stoi za mną murem. Także jasne- wychowanie jest mega ważne, obowiązki dzieci powinny mieć w ogóle, bez względu na płeć, ale potem bywa różnie...

      Mnie nigdy nie chodziło o uznanie, podziw, oklaski itd. Tak, jak nigdy nie zamierzałam oklaskiwać mojego męża, za to, że pracuje. Wkurwia mnie tylko to Jego podejście momentami. Bo PRACA zawodowa, czyli zarobkowa, zawsze będzie ważniejsza od pracy w domu- dla domu, rodziny.

      Usuń
  20. Ta dzis mnie chłopaki wnerwili i e polowie robienia obiadu stwierdziłam zw wychodzę. A to co na obiad uslyszalam.
    Składam bron.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :(
      Trzeba było odpowiedzieć, że na obiad będzie to, co sobie przygotują. Podobno mężczyźni kochają wyzwania...

      Usuń
  21. W moim otoczeniu zaobserwowałam, że kobiety, którym raz na jakiś czas uraczą swoją drugą połowę domowym obiadem czy ciastem są doceniane. A moja Mama, która robi to codziennie, chyba nigdy nie usłyszała miłego słowa. My obowiązki dzielimy. Mąż czuje się lepiej w gotowaniu, ja w innych rzeczach i jakoś to się kręci. A i tak jest aniołem, bo do statusu perfekcyjnej pani domu mi baaardzo daleko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie przykre, że pewne rzeczy zaczynamy traktować jak normę, coś co należy się nam, jak ta przysłowiowa psu buda... Akurat temat obiadu/sprzątania jest w tym wypadku na tyle kontrowersyjny, że ciężko mi się ustosunkować do robienia tego "raz na jakiś czas". Zdecydowanie nie mój klimat, choć do perfekcyjnej pani domu też mi bardzo daleko. Myślę jednak, że same kopiemy pod sobą dołek myśleniem, że mąż jest aniołem, bo daleko nam do perfekcyjnej pani domu. Związek to partnerstwo. Chcę wierzyć, że Oni zdecydowali się na bycie z nami, bo takie fajne z nas babki, a nie dlatego, że dobrze rokowałyśmy jako panie domu...

      Usuń
  22. Mądrze napisałaś- trzeba szanować siebie- jak nic;)) Wiesz co jak człowiek jest non stop w chałupie to nikt Z domowników nie zauważa że robimy całą czarną robotę. I nie ma żadnych braw, pochwał Tak ma być i już Ale kiedy np. u mnie po pójściu do pracy trzeba było się przeorganizować zrobił się problem bo jak można połączyć sprzątanie, zrobienie obiadu i odebranie dziecka z przedszkola Toż to niemożliwe, czarna magia;))).
    Martuś życzę Tobie abyś dorwała pracę jaką sobie wymarzysz- z całego serduszka emigracyjnego;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :*
      No tak- czarna magia :)
      Buziaki!

      Usuń
  23. No tak, odwieczna zasada- żeby szanowali Cię inni najpierw sama musisz się szanować :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kochana, przede wszystkim GRATULACJE! Cokolwiek robisz, mam nadzieje, ze prace masz przyjemna i dajaca satysfakcje! Az mnie swierzbi, zeby dowiedziec sie o niej czegos wiecej! ;)

    Hmm... Podzial obowiazkow i jego odwieczne dylematy... Ja mam to szczescie, ze u nas to glownie M. gotuje. I chociaz tak jest praktycznie od poczatku, to nieraz tez sie uslucham o tym, co to za skarb mam w domu. ;) Jesli jednak o sprzatanie chodzi, to tego akurat maz moj nie tyka... I kiedy uslysze czasami, ze lodowka jest cala usyfiona, nieraz burkne, ze kiedy to ON ostatnio ja przetarl? I sie zaczyna! Bo on robi wiele innych, "meskich" rzeczy wokol domu! To prawda, ze akurat koszenie i odsniezanie to jego dzialka, ale tego akurat nie robi sie nawet raz w tygodniu. Natomiast chalupa brudzi sie caly czas. Do tego dochodzi pranie, gdzie M. najwyrazniej sie wydaje, ze ubrania same przeskakuja z pralki do suszarki, a potem same sie skladaja i wlatuja do szafek. :/ Teraz - latem, jest jeszcze ogrod, bo M., jesli juz znizy sie do wyrwania kilku chwastow, to nie omieszka wyrazic tego, co o tym mysli. Nie, ze bezposrednio o mnie, ale skoro ku*rwuje, ze jak on czegos nie zrobi, to nie zostanie zrobione, a tyrada jest o czyms, co zazwyczaj nalezy do moich, niepisanych obowiazkow, to wiadomo, ze to przytyk do mnie. :/
    I to nie to, ze ja sie nie szanuje. Wrecz przeciwnie, uwazam ze pogodzenie pracy na caly etat z opieka nad dzieciakami oraz utrzymaniem domu i ogrodu w jako takim stanie, to nie lada wyzwanie. I jak slysze slowo "syf", to az sie gotuje, bo do cholery, jesli tylko JA sprzatam, to zawsze bedzie cos kosztem czegos innego. Jak odkurze dom, to juz nie wypiele grzadek i uslysze, ze po co nam dom z ogrodem, skoro o nic nie dbamy (= JA nie dbam) i wszystko zarasta chwastami...
    Uch, no, nie bede brnela dalej, bo sie wkurzylam... ALe tak, u nas tez odchodza klotnie o takie "powazne" problemy jak balagan na stole. ;)

    Trzymaj sie Martus i sprobuj sie nie przejmowac, bo zycie jest za krotkie zeby je marnowac na stresowaniem sie kurzem na meblach. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak zwykle czuję nić porozumienia między nami. Bo Ty doskonale wiesz, o co mi chodzi, i jakie odchodzą u nas klimaty. Bo ja też przecież nie twierdzę, że M. nic nie robi. Nie jest też tak, że zaraz po pracy, jeszcze w korytarzu, wręczam mu jego fartuszek idealnej pani domu... Temat rzeka.

      Agatko, nie mogę odezwać się na maila, bo pada mi laptop ( jeszcze mi tego k... brakowało) i póki co z poczty mogę korzystać tylko przez stronę, nawet nie wiem jaką, więc nie korzystam w ogóle :)

      Robię to, co chciałam. Być może pamiętasz? Niedługo napiszę o tym, na pewno.
      Buziaki!

      Usuń
  25. Brawo Ty ! ;) A tak poważnie to nam jakoś udaje się dzielić wszystkimi domowymi obowiązkami, choć siłą rzeczy więcej "bojowych zadań" do mnie należy, kiedy M. jest w pracy. Ale powiem Ci, że lubię kiedy wraca do domu, zabiera Młodego na jakiś spacer albo do piaskownicy - a ja mogę wtedy zostać przez chwilę zupełnie sama, zająć się myciem naczyń albo szorowaniem łazienkowych płytek ;) Serio, to mnie bardzo odpręża po całym dniu z dwulatkiem - i działa na mnie bardzo kojąco, wręcz terapeutyczne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ejjjj, zapomniałam o najważniejszym ! Gratuluję nowej pracy - i aż przebieram z niecierpliwości nogami, kiedy zdradzisz nam więcej szczegółów i uchylisz rąbka tajemnicy :)

      Usuń
  26. Temat rzeka. U nas najbardziej wkurza mnie huśtawka - jednego dnia słyszę, że mamy większy porządek niż niejedni bez lub z dużymi dziećmi, następnego że tu czy tam jest syf. A jak coś powiem to usłyszę że sobie wkrecam. Ale ja też trochę lubię to wszystko ogarniac tylko niech mi nie wytyka bo sam też by mógł się wziąć ... na szczęście gotuje ten mój mężczyzna całkiem nieźle.
    Taki dowcip mi się przypomniał: żona do męża 'co robisz' 'nic' 'wczoraj też nic nie robiłeś' 'jeszcze nie skonczylem'.
    Mąż do żony 'co na obiad?' 'nic''wczoraj też nic nie bylo' 'na dwa dni ugotowałam' :-)
    Powodzenia w pracy!

    OdpowiedzUsuń
  27. Marta, Ty to potrafisz rozweselić. Mimo, ze wiem z jakim wkurwem zapewne to pisałaś, to napisałaś to perfekcyjnie z humorem :) a już o tej próżności i lustrem jak czytałam, to zaśmiewałam się w głos normalnie :) :)

    Kochana, ja to znam, ja się narobię, a kiedy o tym wspomnę, że to męczące, że dużo pracy itd to mój Mistrz, w dobrej wierze, dla podtrzymania mnie na duchu, nie no, żeby nie było - mowi mi, ale po co, dom to nie muzeum, mamy dzieci, nie będzie nigdy idealnie czysto... i co wtedy myślisz że czuję? Po ch..j ja w takim razie cokolwiek robię, wychodzi na to :D A On myśli, że mi tymi słowami dopomógł... ech

    Mam dobrą koleżankę, na wysokim stanowisku, mocno wykształcona itd i uważaj, jej luby, który będąc na jej utrzymaniu, bo on doktorat robił.. po zrobieniu go, jak został poproszony, aby posprzątał lazienke, to się oburzył, że on nie po to doktorat robił, żeby teraz kibel czyścić... czujesz?????? A Ty na koronę czekasz :D
    uwielbiam takie Twoje posty :)
    BUZIAKI!!

    OdpowiedzUsuń
  28. A ja Ci powiem,że teraz jak jesteśmy z Jaśkiem sami ją sprzątam o wiele rzadziej. Rzadziej robię pranie. Jak nie chce mi się obiadu ugotować to biorę coś gotowego lub jemy jogurt czy owoc. Albo kanapki. I M dopiero teraz docenił jak wyjechał,że miał w domu posprzątane,ugotowane,ubrania czyste,poukładane. Za granicą trafił na nierobów i musiał sprzatac,myć naczynia po nich. Od razu widzi jak to jest. Przyjeżdżając do domu teraz też nie kwapi się żeby samemu coś zrobić, ale przynajmniej docenia. Podziekuje.
    Kiedyś miałam tak samo jak Ty. Zapierniczal cały tydzień i potrafiłam ogarnąć dziecko,dom, oborę,obornik wywalić, zrobić śrutu. Jeszcze kosilam trawę. Ale i tak byłam nierobem. Dla teściowej jeszcze jestem. Ona uważa, że jak jestem gruba to znaczy,że nic nie robię. Nie wiem skąd taka zależność? Ale jej mały ptasi móżdżek tak pojmuje ludzi. Ale ciągle słyszę ile to ona ma roboty. Mieszka sama. Także sorki a nawet na niedzielę dieta nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!