Mama2c

Mama2c

sobota, 18 czerwca 2016

Drugi raz o pierwszych razach (i nie tylko)

Drugi, bo już kiedyś taki tytuł chyba był, ale coraz częściej brakuje mi pomysłu, jak zacząć. O wiele łatwiej mi się teraz kończy :)

No to tak- w piątek, po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna Lila w końcu nie płakała przy pożegnaniu w przedszkolu. Owszem, Pani Stasia musiała Ją wziąć na ręce, musiałam wrócić na całusa, ale przeraźliwego ryku już nie było. Boże, w końcu! I niech już tak zostanie, plizzzz.

Za to dziś, po raz pierwszy w moim 35letnim (chlip, chlip) życiu... złapałam kleszcza. I to gdzie? W mieście! Mieszkając 11lat pod lasem... Miasto to zło, lepiej i bezpieczniej być ze wsi :) Kleszcz wybrał moją stopę, jako miejsce żywienia i w sumie dobrze, bo bez problemu go wyjęłam. Co prawda, nie ma to jak idealna pamięć- zaraz przeleciały mi przez głowę wszystkie zasłyszane opowieści rodziny i znajomych z jakimi skutkami albo objawami boleriozy się spotkali, także ten... Tak dumam, co tu zrobić. Chyba pogrzebię w necie, kiedy ewentualnie jakieś badania wykazałyby już coś konkretnego...

Co poza tym?
Bardzo szara proza życia. Mimo zbliżających się wakacji. A ja mam tu w domu dwie osóbki, które bardzo, bardzo na te wakacje czekają. I to Ich czekanie, Ich przygotowania do swoich zakończeń roku, trochę mi się udzieliło. Nie, żebym czekała na wakacje. Jako mama podchodzę do nich trochę bardziej sceptycznie... Hihi. Pewnie wiecie, co mam teraz na myśli :) Nie mniej jednak, trochę dupkę mi z żalu ścisnęło, że takie prawdziwe wakacje, które niedługo staną się udziałem Elizy (pewnie nie w tym roku, ale za 3-4lata...), mnie już nigdy nie będą dotyczyły. Owszem, każdy się jara dwutygodniowym urlopem... Nikt nas do domu o 21 wołać nie będzie (sami będziemy kładli się wcześniej, bo przecież dzieci wstają skoro świt), jeść możemy kiedy i co chcemy (no powiedzmy- dzieciom trzeba dawać dobry przykład...), meldować o określonej porze nikomu się nie musimy (no chyba, że wychodzimy w góry w niepewną pogodę, ale z dziećmi, to wiadomo...) ale... Ale ile dałabym za to, żeby mieć podczas wakacji tylko takie problemy. I żeby poczuć tą wakacyjną ekscytację :) 

Za nami rocznica Komunii Elizy. Przemilczmy. Córeczka dała taki popis, że ma szczęście, że przy naszym kościele nie ma okna życia...

Dziś odbył się egzamin z karate. Zdała. Choć rano oczywiście już trzeba Ją było trochę do porządku przywołać. Nie mam czasem nerwów do tego dziecka. Serio. Za tydzień wyjazd na obóz. Rany, jak mi te ostatnie tygodnie szybko lecą. Za szybko, naprawdę.

Lila? Lila lepiej niż Jej starsza siostrzyczka. Albo różki jeszcze nie wyrosły, albo to (oby) jednak inny charakter. Ma oczywiście swoje odchyły, oczywiście wtedy, kiedy coś jest nie po Jej myśli, ale na razie pacyfikujemy Ją bez użycia paralizatora. Bo dla Elizy chyba sobie kupię niedługo taki sprzęt...

Z małżonkiem za to uczymy się języka polskiego- deklinujemy słowo "kasa" codziennie. Nie ma, jest, będzie, nie będzie, za dużo, za mało... No, i to w sumie wszystko.

Działka, działeczka, działunia... Rzadziej tam teraz bywam, ale nadal to miejsce mnie wycisza. Szczególnie, kiedy kurwując w myślach, latam z konewką od rabatki do rabatki... Nie wspomnę o 150doniczkach, ale to wszystko tworzy spójną całość, którą śmiało mogę nazwać swoim miejscem na ziemi... Okazuje się, że nie tylko mi tam tak dobrze, bo w szopie na narzędzia mamy taki kokon (cholera wie, jak to nazwać) zrobiony przez osy. Trzeba to jakoś usunąć, już kiedyś był podobny na drzewie, załatwiliśmy sprawę jakąś gaśnicą z ogrodniczego...

A teraz zdjęcia:


I mniej oficjalne stroje :)  Lody po obiadku...




Słodkości- małe i duże :)



Działka, oh yeah :)
















Zdecydowanie trzeba poczynić jakąś działkową aktualizację, bo to zdjęcia z końca kwietnia, maja i początku czerwca. Zaczęły kwitnąć lilie (póki co czerwona i żółta), żurawki, pojawiły się u mnie brunnery i kilka nowych hortensji...

Zwierzyniec :)



Zdjęcie pt. "Nasze prawdziwe życie", czyli: balkon w trakcie remontu (trwał prawie 2miesiące... no przecież gołym okiem widać, że to poooooowierzchnia, że hoho), klapki rzucone, gdzie akurat było miejsce, a w tym wszystkim Misiek- z miną, jakby właśnie mu kto odebrał odznakę wzorowego psa. I tak właśnie było, bo łajza miała zakaz wychodzenia na balkon, a udało mu się przemknąć...












16 komentarzy:

  1. Kwiaty piękne! Rozumiem cię doskonale działka to też moje miejsce na ziemi, wycisza mnie i uspokaja :)

    Na wakacje też czekam średnio szczęśliwa ;) Ale może nie będzie tak źle? ;)

    I brak czasu.. skądś to znam! Trzymaj się kochana buziaki ślę :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana od razu widac, ze działeczka to twój jing i jang :)).
    U nas nie lepiej, ale więcej nerw mamy z Hanką i jej humorami, rykiem na wszystko. Michał to przy niej anioł...
    ale wciąż z rogami bo np. w poniedziałek czeka mnie wizyta w szkole, bo młody uznał, ze skoro jest koniec roku to mu się nie chce sprawdzianów pisac i oddaje puste kartki...ZGRZYT...
    Także tego...jego wyjazd na obóz, do żadna dla niego nagroda...to szansa dla rodziców na ukojenie nerwów i moze nawet za nim ..zatęsknimy :PP

    OdpowiedzUsuń
  3. Okno życia, haha :)))
    Kochana, nie chciałabyś zalożyć bloga kulinarnego, żeby się z nami dzielić tymi cudeńkami?

    OdpowiedzUsuń
  4. Martus, przypomnialas mi to wielkie oczekiwanie na wakcje- ten luz i radosc z wolnosci :) ach to byly czasy!!
    Teraz czekam rowniez na urlop, i choc nikt mi nie mowi kiedy mam wstac, wrocic do domu - ja czekam na ten wyjazd aby nabrac dystansu do pewnych spraw...wywietrzyc glowe.
    Nie pociesze Cie mowiac, ze z tego sie wyrasta- moje Pisklaki czasami to naprawde nieopierzone a czasami koguty...
    Trzymam kciuki za Lilcie- mam nadzieje, ze bedzie juz tylko lepiej! Choc realacji z obozu sie nie doczekalysmy- moze po tym bedziesz mogla napisca porownanie- udanego wyjazdu dla Elizy!
    Usciski kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzialka piekna, tez bym tam uciekala odpoczywac od problemow.
    Moja corka ma dopiero 4 I pol roku, a tez czasem nie wiem jak do niej dotrzec, uspokoic, dyscyplinowac. Jak czytam o Twojej Elizce to wydaje mi sie, zecto ten sam charakterek :-) Tak wiec rozumiem w 100 procentach ;-)
    Pozdrawiam, GOSIA

    OdpowiedzUsuń
  6. Martusia nie wybierasz,sie w te okolice jakoś coś kiedyś? Chyba ja muszę do Ciebie przyjechać;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odnosnie posta: moja córka nie płakała w przedszkolu a teraz po roku...pierwszy raz zaczłęa wyć...jesu...myślałam, ze nie będzie takich momentów a jednak. 35 lat i kleszcz...niestety i ja mam ten wiek, i przygodę z kleszczem, Niestety ja nabawiłam się boreliozy :( Tobie życze dużo zdrowia i szczęścia z kleszczowym spotkaniu.

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurczę mam nadzieje ze ten kleszcz nie zostawi Ci żadnego paskudztwa 😢 co do Elizy to myślisz że to już młodzieńczy bunt ją dopada?
    Kwiaty piękne 😘

    OdpowiedzUsuń
  9. No z kleszczami nie ma żartów. Ja co chwilka sprawdzam siebie i Jaska,bo nasze psiaki co chwila jakiegos maja .Zobacz a mówią,że na wsi same robale i inne paskudy.
    O! A na działce masz pięknie. Co to za kwiatki? Bo wszystkich nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi ciastami to pojechałas. Mi by się teraz taki kawałek przydał na chandrę

      Usuń
  10. Haha - rozbawilas mnie z tym oknem życia;););) a to że humorki ma, to normalne.
    Też miałam kleszcza...niestety
    P.S. zazdroszczę pięknych kwiatów...moich ciągle opady deszczow nie oszczędzają;(

    OdpowiedzUsuń
  11. Haha - rozbawilas mnie z tym oknem życia;););) a to że humorki ma, to normalne.
    Też miałam kleszcza...niestety
    P.S. zazdroszczę pięknych kwiatów...moich ciągle opady deszczow nie oszczędzają;(

    OdpowiedzUsuń
  12. Okna życia !!! albo chociaż krzesło życia i do tego pasy to bym i moich wystawiła . No nieżle tych doniczek masz ale piękne . Maleńkiego kleszcza miałam ze dwa lata temu na szczęście bez śladu. Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Co ta Eliza musiała nawywijać, że matka taka zdenerwowana? :) Lila może zwyczajnie inny temperament ma,zawsze mówią, ze drugie dziecko inne jest :) Kleszcz w mieście, no widzisz, a mnie się mąz dziwi, ze córkę po powrocie z ogrodu oglądam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Kleszcza podobno mozna teraz spakowac do worka i wyslac do zbadania ( za darmo) apod katem boleriozy.
    A ja to w Anglii przez prawie 10 lat nie widzialam ani jednego kleszcza, tez mieszkaja przy lesie i lazac po lakach z trawa po kolana ;)
    Trzymam kciuki,zeby Lilci juz tak zostalo, i zeby juz tylko lepiej bylo :)
    A Elizie udanego wyjazdu zycze. Wiesz, ja mam czasem ochote moja czworke na Ebayu wystawic,powstrzymuje mnie tylko swiadomosc,ze pewnie bym musiala doplacic ;)
    Mina Miska cudna!

    OdpowiedzUsuń
  15. Tekst na temat okna życia mnie rozwalił :) Niby bardzo poważna sprawa, ale w takim kontekście jak użyty przez Ciebie po prostu nie można się z tego nie śmiać ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!