Mama2c

Mama2c

czwartek, 30 czerwca 2016

Odwagi, Marta... Odwagi!

Dokładnie, nie inaczej...



źródło 


W związku z tym, że w Waszych komentarzach pod poprzednim postem, wypłynął podobny problem, co u nas, postanowiłam się dziś do niego odnieść, opowiadając Wam krótką historię z (naszego) życia wziętą. Pokuszę się nawet o nadanie jej tytułu, a brzmi niech on tak:

Do czego kobiecie telefon/laptop...

Czwartek po 20. Za chwilę mecz. TEN mecz. TEN! Idę usypiać Małą. Kiedy wracam, Marcina już nie ma. Oczywiście, domyślam się, że jest u kolegi z bloku obok. Nie, nic nie powiedział, bo od jakiegoś czasu znowu mamy ciche dni. Dlaczego? Ano po raz kolejny mieliśmy małą wymianę zdań, na temat pewnej dolegliwości, na którą cierpię od dawna. To się nawet jakoś nazywa... Generalnie chodzi o to, że (ponoć) mam mega zajebistych teściów, którzy są równie mega oddanymi, zakochanymi w swoich wnuczkach dziadkach, a ja tego w ogóle nie widzę i (!!!) nie doceniam. O, już sobie przypomniałam, jak się to nazywa- synową jestem, znaczy się.

Nie, nie- niech Wam nie będzie mnie żal. Zrobiłam sobie kolację, włączyłam tv w jadalni... i laptopa na stole i... I właśnie zaczęła się druga połowa, a ja czuję się tak, jakbym oglądała ten mecz w naprawdę doborowym towarzystwie. Śmiejemy się, komentujemy, wymieniamy uwagami- i dementuję- nie, nie sikam na widok Lewego :) Za to Fabiański jest spoko :)

Cóż mogę napisać więcej? Puenta chyba jest oczywista, co Panowie?

75 komentarzy:

  1. Myślałam że tylko mój mąż wychodzi gdzie chce nic mi nie mówiąc gdy jest nabzdyczony:/ tak też czasem czułam ulgę na taki samotny wieczór tylko to nie jest dobry zwiastun niestety:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko, oczywiście, że to nie jest dobry zwiastun. Ale uwierz mi, że przy innych rzeczach, które się ostatnio dzieją miedzy nami, to takie wyjście bez słowa nie robi na mnie wrażenia. Poza tym, M. pewnie wiedział, że ja wiem, gdzie i po co idzie. Zazwyczaj mówi, gdzie wychodzi o to trzeba mu oddać.

      Usuń
  2. Fabiański, zdecydowanie tylko on! Buziaki! Popijam szkocką za zwycięstwo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wymiata facet. Także toast za przystojnych bramkarzy :)

      Usuń
  3. Ja wpadłam do domu juz w czasie dogrywki. Nie mam jak oglądać meczu, ale co minutę wchodzę na Onet i sprawdzam wynik. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, szkoda, że nie mogłaś obejrzeć. Naprawdę piękny mecz.

      Usuń
  4. Ja zerkam na mecze tylko jednym okiem, to M. siedzi obok i się mocno ekscytuje. Gdybym to ja miała ochotę wyjść bez słowa i zamknąć za sobą drzwi od mieszkania - to w takich momentach pewnie nawet by nie zauważył ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie i jeszcze oddałby nieświadomie kartę kredytową, kluczyki do auta i nerkę :)
      Faceci!!!

      Usuń
  5. Ja uwielbiam KUbę :))
    "Znamy się" jeszcze z wiślackich czasów:)

    ps. ta choroba, jakaś powszechna taka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że Kubuś jest fajny.
      No, może zaraźliwa :)

      Usuń
  6. Uwielbiam mecze reprezentacji. Jestem z nich bardzo dumna!!!!ze tak daleko doszli... chociaz nie kryje smutku, ze te karne mogly skonczyc sie lepiej dla Nas.
    Wedlug mnie Lewandowski ma to "cos", Kapustka jest slodki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja może nie uwielbiam, ale jakaś siła każe mi je oglądać i kibicować naszym :) A to Euro to w ogóle było super. Jestem bardzo, bardzo dumna z chłopaków. Ktoś powiedział w tv, że karne to nie loteria, nie szczęście, tylko wyuczona technika. No być może, ja się nie znam, ale moim zdaniem ten łut szczęścia też jest potrzebny.
      Jasne, że Lewandowski jest przystojny, ale dla mnie Fabiański, jest z tej drużyny naj, naj, naj :) Kapustka? Teraz już nie pamiętam, który to był :)

      Usuń
  7. Wynalazki 21 wieku sprawiają , że człowiek nie jest sam . Nawet Człowiek - Synowa . Laptop , telefon ... Szkoda tylko , że nie przytulają , nie potrzymają za rękę ... Jeszcze !
    A gdyby tak Człowiek - Synowa wyszedł bez slowa np w któryś sobotni wieczór ? Bardziej złym człowiekiem juz chyba i tak być nie moze ?

    Fabian jest zdecydowanie ok ! Ja uwielbiam tez Kubusia - jeszcze z Wisły . No i nasza młoda Kapustka - wschodząca gwiazda ( lubię pomimo żydowskich barw )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezpośrednio może i nie przytulą i nie potrzymają za rękę, ale potem panowie są zdziwieni, że kobieta znajduje w necie pocieszenie, prawda?

      Wiesz, pewnie, że człowiek-synowa może wyjść. Tyle, że ja na siłę ku temu okazji szukać nie będę. Jak mnie najdzie ochota i będzie z kim, to pierwsza pójdę. Ale tak? Żeby utrzeć nosa? To zdecydowanie nie. Ale pytanie to retoryczne zadałaś, bo oczywiście, że gorsza już być nie może, choć w sumie, to kto to wie, jakie mi jeszcze przywary dopiszą.

      Kuba jest fantastyczny. Dojrzały, doświadczony przez życie facet. A młodziki- nie, żaden mnie nie zainteresował.
      Buziaki

      Usuń
  8. u nas zaraz po slubie był ten problem bo znikał gdzie mu pasowało nie do kolegów czy do baru po prostu nie był nauczony z domu mówić jadę tu i tu. Ale powoli wyrobił!!!(łam w nim) sobie ten nawyk i teraz cały czas mówi idę tu czy tu. Powiem Ci szczerze że sama chciałam go wyciągnąć na strefę kibica do baru tzn żeby on poszedł a ja bym została z Młodym ale nie dał się tykać. Ach ten typ tak ma.....
    A co do teściów temat rzeka lepiej pomyśl o piwoni różowej i czerwonej już zaznaczyłam sobie gdzie która sąsiadka takową posiada żeby nie zapomnieć i nie pomylić potem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super Aniu, czekam na nie.
      Niestety, tu chodzi o moje dalsze życie, żebym mogła przestać myśleć, a przede wszystkim, żebym nie musiała podjąć decyzji co dalej.

      Każdy ma jakieś swoje nawyki/przyzwyczajenia, dlatego pewnie tyle się mówi o tym docieraniu się. I jeśli wszystko się dobrze kończy, to potem małżonkowie, po latach się z tego śmieją. No my się śmiać nie będziemy, z całą pewnością. Bo to ścieranie się o teściową już mi wszystkimi otworami wychodzi.
      Buziaki.

      Usuń
    2. Taaa, ja miałam w domu pasożyta żyjącego na mój koszt, nie robiącego nic przy dziecku, nie chcącego nawet szukać pracy. Cały dzień przesiadywał w drugim pokoju na kanapie, ze słuchawkami na uszach oglądając film za filmem (DOSŁOWNIE całymi dniami) ew. znikał tak, jak to opisujesz lub dla odmiany informując mnie że idzie na panny itp. Do tego awantury i rękoczyny. Przegoniłam, jak wiesz i nie żałowałam ani chwili, ale co najważniejsze zrobiłam to w chwili, kiedy byłam na 100% pewna. Mogłam przecież po pierwszej sytuacji i teraz nie miałabym tylu problemów formalnych, ale zawsze bym wracała do pytania; Co by było, gdyby...? Przyjemnie jest żyć spontanicznie i beztrosko, ale ważne decyzje zmieniające życie moim zdaniem nie mogą być podejmowane pod wpływem chwili i emocji, a tym bardziej w nerwach, zwłaszcza kiedy zaważą również na życiu innych.
      Kłótnie nie są niczym nadzwyczajnym ani złym, ale lepiej się kłócić niż milczeć ;) Jakkolwiek to sobie poukładacie, oby było jak najlepiej dla Waszej rodzinki. Buziaki!

      Usuń
  9. Zajrzalam wczoraj w przelocie ale musialam dac sobie czas na odpowiedz.
    Nie wiem czy Cie to pocieszy ale tez choruje na ta chorobe co Ty ;) tylko,ze moj Maciej akurat nie daje mi tego odczuc. Zawsze jest posrodku biedak- miedzy mna a mamusia. I jak juz musi wybierac wybiera moja strone ale wiem,ze nigdy nie jest mu latwo...
    Ja z tych niekibicujacych wiec o pilkarzach tym bardziej sie nie wypowiadam. Tak, wiem ,ze jakis tam Lewandowski jest ale nic ponadto :)
    Sciskam Cie Martus najmocniej jak umiem! Niech te ciche dni szybko sie skoncza, mam nadzieje,ze sobie wszystko poukladacie. Dasz rade!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, czy mnie to pocieszy? Oczywiście, że nie, bo wiem, ile to złego wnosi do rodziny, małżeństwa, jaką kością niezgody potrafi być... Są małżeństwa, które radzą sobie z tym lepiej, inne gorzej. Pewnie dużo zależy od tego, w czym konkretnie jest problem, od charakterów/temperamentów pary. Nasz "przypadek" jest dość złożony. Rzadko tu w ogóle wspominałam o teściach, a już w czym jest problem, to w ogóle i na razie tak pozostanie. Do tej pory hamowałam się ze względu na Marcina, bo wiedziałam, że dla Niego to średnio przyjemne. Teraz hamulców nie mam już żadnych, więc jeśli kiedyś poczuję taką potrzebę, to se machnę serię postów, a co :)

      W naszej sytuacji, nie mam wrażenia, że Marcin musiał wybierać. Bardzo ogólnie mówiąc podstawowy problem był w traktowaniu Elizy przez dziadków. I kiedyś Marcin widział to bardzo podobnie, o ile nie identycznie jak ja. Od jakiegoś czasu jednak, okazuje się, że teraz inaczej interpretuje tamte wydarzenia. Najbardziej śmieszy mnie wtedy świadomość, że On chyba zapomina, że ja tu cały czas byłam i pamięć mam dobrą.

      U nas te ciche dni już nie raz się kończyły, ale to niczego nie zmienia. Z awantury na awanturę jest coraz "lepiej". Do tego stopnia, że lekko przerażona, ale i rozbawiona, zastanawiam się, co następnym razem usłyszę... Także ten- jeśli ktoś traci kontakt z rzeczywistością, to ja już nic zrobić nie mogę, Haniu. Buziaki i dziękuję :*

      Ja też fanką piłki nożnej nie jestem. Jednak podczas Euro czuję jakąś taką dziwną nić identyfikacji z naszymi :)

      U nas te

      Usuń
  10. Martuś moja droga - nawet nie wiesz jak się ciesze, że min razem z Tobą mogłam przezywać ten mecz, drzeć się w smsach, denerwować, przeżywac, a nawet płakać !!!!!!! Przecież z Marcinem nie miałabyś tych przeżyć ;) Patrz na to z tej strony i głowa do góry Martuś <3 ja zawsze na takie emocje do usług jestem, mimo ogromnej odległości, no ale właśnie, do czego kobiecie laptop, telefon... :)

    ps: "zdrowka" życzę ;) paskudny jakiś ten wirus, hę :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że bym nie miała, dlatego nie żałuję :* To było piękne, kobiecie kibicowanie. Ech, mi też łzy poleciały, tak mi było żal Chłopaków.

      Iwonko, ja się obawiam, że w wielu przypadkach, w tym moim- to choroba nieuleczalna :) Ale... Damy radę. Bo jak nie my, to kto? :)
      Buziaki

      Usuń
    2. Pięknie nazwane - kobiece kibicowanie :) Emocje nie odpuszczają po dziś dzień, flaga nadal dumnie powiewa, mimo, że Drużyna już w domu...

      Nieuleczalna, ech - ale pewnie że tak, kto jak nie my :)
      Buziole - gole ;P tak mi się zrymowało hłe hłe

      Usuń
  11. Tak! Fabianski jest spoko :D :P

    OdpowiedzUsuń
  12. A propos meczu, to wczoraj kawałek widziałam i te karne nieszczęsne. Mój mąż pyta - to który to ten Leonardo? :))) Także nie wiem, które z nas bardziej ma ten football w tyle ;)
    Bycie synową - na szczęście moje niedługo nią pobyłam, teściowej nawet nie było mi dane poznać. Nic mądrego wiec nie poradzę. Między moimi rodzicami tez zawsze były awantury o dziadków, a raczej babcię. Oczywiście tę od strony taty. Mama latami znosila ten kult jednostki. Teraz, po tej wielkiej aferze, jej się przelało do tego stopnia, że nawet w towarzystwie teściowej nie chce przebywać. Ojciec o dziwo to akceptuje i chyba nagle oczy mu się otworzyły - w tym roku będą mieli 40 tą rocznicę ślubu, także ten... lepiej późno niż później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iso, co do tego pana, o którym jest mowa- bez względu na to, jak go nazwiemy- no straszny koleś jest i tyle :)

      Co do teściowych... Nad tym fragmentem pochyliłam się znacznie dłużej, bo po pierwsze- kult jednostki- co za fenomenalne określenie. Że też ja na to wcześniej nie wpadłam. Kwintesencja tego, z czym borykamy się u nas. Po drugie- chcesz mi powiedzieć, że Twoja mama znosiła to wszystko prawie 40lat? Ja wiem, że mentalność kobiet też się zmieniała- widzę to choćby patrząc na siebie i moją mamę, ale i tak... no podziwiam i jednocześnie nie dowierzam. A powiedz, czy Twoja mama nigdy nie żałowała, że ta "trzecia" była w Ich związku tyle lat? U nas w sierpniu będzie (dopiero) 11lat i szczerze? Mam ochotę podziękować za ten cyrk i wyjść. Ja mam tylko jedno życie. Moje dzieci mają tylko jedno dzieciństwo... Ileż można.

      Mojemu mężowi przez lata też się oczy otwierają, tylko trochę inaczej- to, o co początkowo miałam żale do teściów, przeżywał razem ze mną, też podobno było mu przykro, czuła żal i zawód. Po latach okazało się, że to teraz jednak widzi to wszystko trochę inaczej. Także ten- aż się boję co usłyszę podczas kolejnej awantury, chociaż wydaje mi się, że przy ostatniej osiągnął już wyżyny w nowej interpretacji starych faktów. Także ten- nie, do 40rocznicy ślubu czekać na cud nie będę.
      Buziaki.
      Ps. Jak się udały urodziny Miłoszka?

      Usuń
    2. hahahaha leonardo, padłam :D

      Usuń
    3. Martuś, nie wiem, co odpowiedzieć. To nawet nie była ta trzecia, ale ten czwarty (ojciec taty), ta piąta (jego siostra). Zawsze ich priorytety były priorytetowe. Czy mama żałuje? Nie wiem, ostatnio miałam dość ciężką emocjonalnie rozmowę z nią, trochę się o te tematy otarłyśmy, ale tylko otarłyśmy, więc nie wiem. Odnoszę wrażenie, że trochę żałuje. Nie wiem tylko, czy ze względu na siebie czy może bardziej na nas, w sensie jej córki. Ja osobiście, jako ta córka, czasem myślę, że byłabym mniej popaprana, gdyby rodzice na pewnym etapie się rozstali, że byłoby lepiej. Pewności jednak nie mam. To był taki etap, gdzie pewne nieprzekraczalne granice przekroczono i ja bardzo źle to wspominam. Co gorsza, widzę u siebie zachowania żywcem z tamtych scen wyjęte.
      Widzę, że Twój mąż jak na razie wykazuje tendencję spadkową w kwestii zrozumienia sytuacji, także rozumiem, że cudu się nie spodziewasz. I może rzeczywiście nie ma co na niego czekać. Ściskam Cię mocno.

      Usuń
    4. Ciężko mi się wypowiadać za Twoją mamę, w ogóle się nawet nie podejmuję próby tego, ale sama doskonale wiem, jak to jest dorastać w klimatach, gdzie pół mojego dzieciństwa spędziłam na zastanawianiu się dlaczego moi rodzice się nie rozwiedli. To jeden z najbardziej krzywdzących mitów, że dla dobra dzieci lepiej się nie rozwodzić. Gówno prawda. Niestety, żeby rozwód miał sens i był z korzyścią (jakież to przewrotne stwierdzenie) dla dzieci, dorośli muszą być dorosłymi, a nie dwojgiem dzieci. Bo znam wiele par, które deklarowały, że dobro dzieci jest najważniejsze, a potem po rozstaniu wykorzystywały Je jako kartę przetargową. U mnie byłoby identycznie.

      Mój mąż już robi ogromną krzywdę, głównie Elizie. Paradoksalnie- zarzuca Jej, że Ona w domu czuje się trzecim dorosłym, a podczas naszych kłótni (tak, odbywają się one przy dzieciach. Niestety. Zaczynam podejrzewać, że to celowe, bo kiedy można porozmawiać bez udziału dzieci, mój mąż nie ma nigdy nic do powiedzenia)traktuje Ją właśnie jak dorosłą, wygłaszając do Niej swoje mądrości na mój temat. Żenujące to mało powiedziane. Niestety, M. to osoba, która utopiłaby w łyżce wody wszystkich, byleby udowodnić swoje racje, także z mojej strony to walka z wiatrakami.

      Wiesz, ciężko jest zrozumieć sytuację, jeśli po pierwsze się tego nie chce, a po drugie- uzależnia się coraz bardziej od rodziców, którzy napisać, że są główną kością niezgody między nami, to za mało. Trzeba staruszkom jakoś okazać wdzięczność, prawda? Przykre, że dorastamy, a w relacji z rodzicami wciąż jesteśmy dziećmi.
      Oczywiście, na żaden cud nie czekam. Iso, czekać można góra rok. Ale ja żyję z nim 11lat. To naprawdę wystarczająca ilość czasu, aby wiedzieć, co z tego będzie, a raczej, czego już nie będzie.
      Dzięki, też ściskam.

      Ps. Czytałam relację z urodzin- pęd przez park dinozaurów był uroczy. Niestety, na razie nie mam głowy do komentowania.

      Usuń
  13. Przykro mi.. i z powodu meczu i z powodu Waszych cichych dni :( Oby było lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdyby nie dzieci to i zapewne bysmy wyszly z domu. Ja ostatnio często mam taka ochotę, tylko mały mnie jeszcze trzyma w ryzach gdy na niego patrzę, serce mi sie kraje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że my-mamy mamy pod tym względem inaczej poukładane w głowach i to, co dla facetów jest mega proste, dla nas rodzi już gonitwę myśli i różne uczucia- od poczucia winy, że zostawiamy dziecko, po zastanawianie się, czy jadło, czy jest umyte i czy się akurat nie obudzi i nie będzie potrzebowało mamy...
      Ale trzeba też myśleć o sobie. Inaczej człowiek zwariuje.

      Usuń
    2. Wiesz co Martuś ja chyba juz wariuję. A klotnie to uuu nigdy w zyciu czegos takiego z moim nie przezylam co miało miejsce wczoraj. Szok i to w 100%.
      Według juz nie pamiętam czy to chiński czy jaki rok ale mamy kochane rok zmian!
      Wiec zobaczymy co będzie.
      Co do dziecka to tak, my o nim myślimy.
      Kobieta, dziewczyna, ktora nie ma dziecka nie zrozumie tego.

      Usuń
    3. No to współczuję. Nieciekawie, jak piszesz, to wygląda.
      Czy ktoś, kto nie ma dziecko nie zrozumie- czy ja wiem. Może nie w taki sposób, jak ktoś, kto tego doświadcza, ale wydaje mi się, że jest w stanie taka osoba pojąć, co nami kieruje, co mamy na myśli.
      Trzymaj się :*

      Usuń
  15. Kurcze... są takie chwile, ze i ja mam ochote rzucić wszystko w diably. Czasem robię dobrą minę do złej gry... Bycie z drugim człowiekiem to sztuka kompromisu i wymaga stalowych nerwów. ...myślę,że kluczem do sukcesu są trochę słowa mojej matki,ze każde w małżeństwie musi mieć "swoje życie ". By żyć tym "swoim" i spotykać się w połowie. Też myślę,że jak zaczniesz pracę też z powodów finansowych trochę powinno poprawić. Też wyjdziesz do ludzi,będziesz miała "swoje" pieniądze, niby w małżeństwie wszystko wspólne, racja,ale.... Tylko nie gniewaj sie na mnie za te słowa. Sprawy finansowe też potrafią napsuc krwi.

    Trzymaj się tam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja mama na pewno ma dużo racji, tyle, że my raczej nigdy nie byliśmy małżeństwem, w którym ktoś na kimś wisiał i żadna ze stron nie miała własnej "strefy". Kasa jest mega ważna i na pewno rodzi wiele konfliktów- czego osobiście mocno w ciągu ostatnich 2lat doświadczyliśmy. Tyle, że- paradoksalnie- czuję, że ta dodatkowa kasa nic nie zmieni, bo nasze prawdziwe problemy tkwią gdzie indzie. O, choćby przykład z balkonem- tyle na niego czekałam, miałam tam siedzieć z M. i pić kawę. Mam balkon, nawet teść (brrr) miał w tym swój udział (teraz chyba we wszystkim będzie miała...), i co? I nie mam ochoty już pić tam kawy z M. I bynajmniej nie chodzi o to, że ściągnął ojca, żeby go dokończyć. Po prostu- rozminęliśmy się.

      A za Twoje słowa absolutnie się nie gniewam- niby dlaczego?
      Buziaki :*

      Usuń
  16. Martus, wspolczuje tej sytuacji- ja osobiscie chyba nie umialabym z tym zyc... wyjazd z polski to min. wolnosc i niezaleznosc. Brak rodziny moze miec rowniez dobre strony ;) Tesciowa nie moze i dzieki bogu nie miesza sie,a gdy tylko cos na poczatku bylo nie po jej mysli- Menzon ZAWSZE byl po mojej stronie.! teraz z szacunkiem odnosze sie do rodzicow menzona- bo to oni go wychowali, na takiego wlasnie faceta. oczywiscie czasami widze odbicie rodzicow w jego zachowaniu ale nie mam prawa marudzic. Jest ok, nawet calkiem GUT ;)
    Gdyby moj maz tak, ot wyszedl... no nie wyobrazam sobie tego....
    Sciskam kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja umiem z tym żyć? Gdybym umiała, to pewnie nie byłoby tych cichych dni. Tylko, że skoro nadal tu jestem, to znaczy się na to w jakimś sensie godzę. I sama siebie ostatnio pytam. Jakoś bardziej odczuwam ostatnio ten upływający czas i towarzyszy mi takie uczucie, że nie chcę marnować dłużej swojego życia. Nie warto.
      U nas problem jest naprawdę mocno złożony i skomplikowany. Myślę jednak, że to bardzo ważne, aby mąż od początku wiedział, kto jest dla Niego najważniejszy i żeby mamie ten jasny przekaz zakomunikował. I nie ma to nic wspólnego z wybieraniem, między żoną a matką- jak niektórzy sądzą. Mama to mama, żona to żona.

      Co do wyjścia. Tak, wiem- dla niektórych może to być nie do przyjęcia, pewnie mam to, na co się godzę, ale uwierz mi Ewa, że dzieje się tyle innych rzeczy, które dotykają mnie bardziej niż takie wyjście, że nawet mnie to nie obeszło specjalnie. Tym bardziej, że wiedziałam gdzie i po co idzie.
      Buziaki :*

      Usuń
    2. Doskonale wiem o czym piszesz. U mnie od czasu urodzenia drugiej córki nieustająca sinusoida. Jeszcze wierzę, że może być dobrze, ale coraz częściej właśnie dopadają mnie te myśli... że czas ucieka, że życie jest jedno i że powtórki nie będzie. I że zasłużyłam na szczęście, spokój i szacunek. http://gomuummygo.blogspot.com/

      Usuń
  17. Ja jestem zadowolona.. nasze reprezentacja - pokazała klasę... My też mamy ciche dni.. kolejne

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jestem zadowolona.. nasze reprezentacja - pokazała klasę... My też mamy ciche dni.. kolejne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne i kolejne... U nas to sinusoida- od prawie 1lat. Ostatnio śmiałam się do mamy (choć to taki śmiech bardziej przez łzy, bo przecież- co w tym zabawnego), że nawet te ciche dni są u nas cykliczne, bo rok temu, odwożąc Elizę na obóz też się nie odzywaliśmy i tym razem było tak samo... Nawet do cichych dni można przywyknąć. Tylko, czy warto? Życie mija.

      Usuń
    2. Ostatnio się zastanawiam co gorsze ciche dni czy awantura. My mamy 14lat, jak to ostatnio wyliczyl ze 13,5roku spokoju a pól roku to klotnie podsumowując. Ale liczą sie te ostatnie miesiące z klotniami tylko.
      Tak temat 3 jedt mi znany bo go właśnie przezywam co zreszta w moich wpisach zauwazylas.

      Buziaki i trzymaj sie :-*

      Usuń
    3. No to u Was bilans całkiem niezły Ewa. U nas dużo gorzej statystyki wypadają. Mogłabym mnożyć przykłady milczących świąt, urodzin, rocznic, kiedy mój małżonek miał emocjonalną sraczkę, bo nie wiedział, czy chce być ze mną, czy z mamą.
      Jak patrzę w przeszłość, wiedząc to, co dziś wiem, to nawet te dobre chwile, były kłamstwem, bo mój mąż nigdy nie był szczery wobec siebie, a co dopiero wobec mnie.

      Usuń
    4. Wiesz co Martuś rozumiem Twój bol.
      U nas to takie howno z którego nie idzie na chwile obecna wyjść.
      Gdybym miała to jakos cyklicznie to bym jakos to inaczej przeszla a tak to taka chujnia za przeproszeniem.
      Tak jak Ty mysle ze wszystko co szczęśliwe to bylo kłamstwo? Chyba raczej iluzja.
      No matrix w pełnej krasie.

      Usuń
    5. Wierzę, czasami sprawy przybierają taki, a nie inny obrót. Czasami zabrnie się już tak daleko, że powrotu nie ma.
      Kłamstwo, iluzja- jeden chuj, za przeproszeniem, też.
      Wiesz, najgorzej to przestać być szczerym przed samym sobą. Mój mąż od dawna ma ten etap, więc jak mogę oczekiwać szczerości wobec mnie?

      Usuń
    6. Aha ukochane slowo : NIE WIEM.
      Znam je aż nazbyt dobrze. Albo mówi jedno robi drugie. Albo nie pamiętam zw cos zrobić badz powiedzial, a najlepsze jest gdy mówi bo ja to powiedzialem/zlobilem w złości. A Ty kobieto myśl ile w tym prawdy ze to byla tylko złość.
      Idź z tymi facetami, najgorzej maja dzieci. Boże co on nagadal malemu to aż mnie glowa boli ale to Ci na priv jak cos to napisze bo nie wiedziałam czy mam się rozpłakać czy się wkur...c. A jak mu to wytknelam to powiedzial ze on mu nic takiego nie mowil. A z jego twierdzenia : No dziecko zawsze prawdę Ci powie to juz nic. Nagle bo nie na rękę mu to.

      Usuń
  19. Ja też samotnie oglądałam mecz. M zasnął. Alergia go pokonała. Ale dziś najbardziej rozbawił mnie, jak wyłuszczał swoje mądrości, widząc pierwsze 5 minut gry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to u Panów chyba normalne, toć to sami eksperci przecież :)

      Usuń
  20. Hehhe czyli zaliczyłas mega wieczór! ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Hehhe czyli zaliczyłas mega wieczór! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie tak. Gdyby w moim małżeństwie było inaczej, to pewnie i ten mecz wolałabym oglądać z Marcinem, ale że jest, tak jak jest- to przynajmniej miałam spokój :)

      Usuń
  22. Dziewczyny nie wiem czy juz o tym pisałam ale ten rok to ponoc rok zmian. Wiec albo wszystko walnie albo uda sie jakos to ogarnac.
    Z tego co widzę u sporej ilości osób tak w tym roku się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, to "pocieszające", że wali się nie tylko u nas :)

      Usuń
  23. Marto, nie jestem ekspertką, więc nie chcę się mONdrzyć, tym bardziej, że sama jestem PO (też kolejnych) cichych dniach z szanownym M.moim. Cóż powiedzieć..to minie! By znów powróciło.. niczym ten bumerang. Pytanie, czy warto podejmować się tego niekiedy przykrego milczenia. Ja już sobie odpowiedziałam dawno.. Tylko takam się sfrustrowana stała, że doprawdy wytrwać w swym postanowieniu nie umiem i nie bardzo potrafię być tą mądrzejszą. Chyba rozumiesz?
    Ale kocham.
    Chcę mieć rodzinę i znów dołożę starań. Ciekawe..
    Nie wiem jak jest u Ciebie, u Was, nie mogę zabierać głosu za bardzo. Niemniej jednak ściskam ogromnie i służę wirtualnym ramionkiem!
    Chciałam żebyś wiedziała, że nie jesteś sama :***

    OdpowiedzUsuń
  24. Marto, nie jestem ekspertką, więc nie chcę się mONdrzyć, tym bardziej, że sama jestem PO (też kolejnych) cichych dniach z szanownym M.moim. Cóż powiedzieć..to minie! By znów powróciło.. niczym ten bumerang. Pytanie, czy warto podejmować się tego niekiedy przykrego milczenia. Ja już sobie odpowiedziałam dawno.. Tylko takam się sfrustrowana stała, że doprawdy wytrwać w swym postanowieniu nie umiem i nie bardzo potrafię być tą mądrzejszą. Chyba rozumiesz?
    Ale kocham.
    Chcę mieć rodzinę i znów dołożę starań. Ciekawe..
    Nie wiem jak jest u Ciebie, u Was, nie mogę zabierać głosu za bardzo. Niemniej jednak ściskam ogromnie i służę wirtualnym ramionkiem!
    Chciałam żebyś wiedziała, że nie jesteś sama :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gino, pewnego dnia człowiek odkrywa, że już ma dosyć tej przewidywalności- czyli, że chwilę będzie dobrze, aby za chwilę popsuło się znów. I myślę, że wiesz o czym mówię- nie o drobiazgach, o jakiś małych małżeńskich dąsach. Ja jestem już mądrzejsza o wiedzę, że nie chcę obudzić się za kolejne 11lat ze świadomością, że nic się nie zmieniło. A nie zmieni się nic, wiem to aż za dobrze. Zmienić może się jedynie to, jak mój mąż przeinaczy kolejne fakty, które ja będę pamiętać jakie były, a on "trochę" inaczej.
      Też chciałam mieć rodzinę, ale czasami trzeba zdać sobie sprawę, że samo "chcę" nie wystarczy. A czy kocham? Tej osoby, którą kochałam, to już dawno nie ma.

      W każdym razie dziękuję Gino. Trzymajcie się i oby u Was lepiej się skończyło.

      Usuń
  25. U mnie to raczej cichych dni nie ma. Jest za to mój wkurw potrafię brzydko do małża mówić niestety....Ale po nim i to spływa tak że ten....
    No nie ruszysz go,na mecz to ja pojechałam sama rowerem na strefe do kolegów hehe a że z drinkiem w torebce to inna sprawa. Na dodatek to w drugiej połowie zaczęło padać ,przyszła burza i z drugim znajomym i jego synem galopem wracałam do domu. Ulało mnie ale mecz dokończyłam już w domu A małż potrafi grać na kompie i ogladać mecz,no ja sie pytam -cos Ty za kibic jak potrafisz grać w pierdoły jak tu taki mecz!
    Naszymi jestem zachwycona Jędrzejczyk z mojego miasta,Kapustka niedaleko młodziutki starszy od syna rok albo dwa ale dali czadu,brawo!!
    A juz jak mój jest specjalistą od piłki to z synem sie nabijamy czasem....
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Iskro ja myślę, że samo mówienie brzydko w nerwach, nijak się ma do tego, jak ktoś się zachowuje tak na chłodno, gdzie emocje się nie gotują. W sensie, że co to jest do kogoś brzydko powiedzieć, jeśli ktoś jest frajerem na co dzień.

      Z tym specjalistą od piłki, to pewnie 90% panów poczuwa się, że lepiej by każdy mecz zagrali :) To taka pewnie nasza cecha narodowa :)

      Usuń
  26. Marto, właściwie, to nie bardzo wiem co napisać. Radzić w sprawach między Tobą a M nie będę, bo co mogłabym powiedzieć? Że będzie dobrze, że dacie radę, że wszystko się poukłada????? To możliwe, ale musicie chcieć tego oboje, a o tym czy tak jest wiesz tylko Ty i Twój mąż. Ściskam Cię więc i ślę dobre myśli i uśmiech. Jak byś chciała pogadać pisz na priv.
    A co do meczu, to wstyd się przyznać, ale go przespałam przytulona do Młodszego. Usłyszałam tylko okrzyki radości zza drzwi, gdy Lewy strzelił gola. I szczerze, żal mi było szczególnie Fabiańskiego i Błaszczykowskiego, bo ich najmocniej dotknęła strata w karnych. Ale i tak jestem DUMNA z naszej reprezentacji, wreszcie mogłam kibicować Polakom, z przyjemnością oglądać ich grę, a nie przełączać kanał, żeby się nie wkurzać.
    Lewandowski, Fabiański czy Błaszczykowski, bardzo trudny wybór :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Visenko, bardzo dziękuję za mądry wstęp- masz rację, tu nikt z zewnątrz nie doradzi, ani nie wymyśli nic mądrego.

      Dla mnie wybór oczywisty- kolejno: Fabiański, Błaszczykowski i Lewandowski :)
      Buziaki!

      Usuń
    2. To ja wolę Błaszczykowski, Lewandowski, Fabiański

      Usuń
  27. Znam tę chorobę, bycie synową, inaczej to nazywam...jestem czarną owcą w tej rodzinie, zbytecznym dodatkiem do syna i wnuczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty też? Myślałam, że ten "zaszczyt" przypadł tylko mnie. Bo u nas IDENTYCZNIE. No dobrze, ciut inaczej, bo u nas "ukochane" wnuczki aż dwie.
      Heh, zabawne prawda? Jakie te synowe okropne, ojojoj, naprawdę. I te biedne mamusie, takie kochające, oddane, takie naj, naj. No cóż my od nich chcemy? Mój mąż mi ostatnio wyjaśnił- no ja nie dałam szansy teściom! Może Ty też Madziu? Wiesz, gdyby pusty śmiech mógł zabijać, to mój mąż umarłby tego dnia, kiedy to powiedział, z dziesięć razy...
      Buziaki, złe synowe mają moc :)
      Ps. W tym szambie dobrze mieć męża, który nie zatracił kontaktu z rzeczywistością. Mój niestety odleciał ostatnio bardziej niż Macierewicz. No ale- rodzice przyjęli syna marnotrawnego, to musi śpiewać jak oni.

      Usuń
  28. Lubie czytac ten blog. Ale tu i teraz - nie mam pojecia o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  29. Oj Marta. To widzę,że Twoja "mamusia" podobną do mojej. Tylko,że jak na razie M ma w jej kwestii to samo zdanie. Ona twierdzi,że on jest złym synkiem,bo kiedyś taki nie były,bo jak nie znał mnie to był inny itp. Książkę mogę napisać o tej Babie. Ideał od 100 boleści cholera jedna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mamusie widać w większości tak samo idealne. No święte za życia niemalże. Nic tylko czcić. Ciesz się Ewa, naprawdę, że M. widzi i ma takie samo zdanie, jak Ty. Bo u mnie od dostrzegania tego wszystkiego co ja widziałam, do chwili obecnej odbyła się w głowie mojego męża "mała" rewolucja. I nadziwić się nie może, że ja nie mogę zapomnieć, że taka urażona się czuję... I tak sobie myślę, że z częścią facetów jest taki problem, że gdyby tak dobrze rozumieli swoje żony, jak te swoje mamusie, to naprawdę dużo mniej rozwodów i rozczarowań by było. A najlepiej to, żeby dupy nie zawracali i całe życie z mamusią mieszkali.
      Książkę napisać? To był mój ulubiony tekst odnośnie mojej teściowej... Tyle, że dziś musiałabym pozwolić Marcinowi zrobić w tej książce erratę, bo On przecież inaczej już widzi tamte wszystkie zdarzenia.
      Skoda gadać.

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że M nigdy nie odwali i nie zacznie kochać mamusi za bardzo. Zresztą u nas jest jeszcze kwestia tego typu,że ona M zawsze miała na ostatnim końcu.Nawet ostatnio na jakiś urodzinach powiedziała, że nie widać,że Mirek jest jej synem,bo dwaj pozostali są do siebie podobni a Mirek nie. On jest rudy i dlatego ona traktuje go jak gorszego. Najukochańszy jest jej pierworodny. Tylko też żonę złą ma. Ona nawet go na rozwód namawia. Oj. Jedna masakra. Kiedyś może napiszę o niej też serie postów. Tylko powiedziałam o moim blogu jednej bratowej M i obawiam się,że jego brat też wie. A to jeden z tych lepszych wyników,więc czasem może jej się chcieć przypodobać i nie daj Boże mamusia dowie się co nieco o sobie.M już i tak przez mnie odsunięty jako syn i nie chcę,żeby było gorzej. Widzę jak go to boli.

      Usuń
    3. Spokojnie Ewa, nie wszystkim tak odwala. Niektórzy nie zapominają co myśleli i mówili kilka lat temu. Także życzę Tobie i Twojemu M. "niechwiejności" przekonań i pamięci.
      No nie jest łatwo, ani wesoło. Często zastanawiam się co było przez te 11lat prawdą, a co totalną ściemą. Może wszystko?
      No to u nas podobnie- M. jest środkowy. Też się kiedyś czuł najgorzej traktowany. Teraz pewnie inaczej już to widzi i pamięta.
      U nas mamusia z kolei chciała odwieźć ukochanego synka od ślubu z dziewczyną starszą od niego. Nawet księdza-wujka do tej misji "zatrudniła". Nie udało się. A teraz Beatka jest najlepszą synową, która dała jej najukochańszą wnuczkę. Także widzisz, w tej rodzinie to normalne, że jak wiatr zawieje...

      Usuń
    4. Moja teściowa właśnie tamta synową kochała jak córkę, bo jest chuda. Problem zaczął się,gdy zaczęła się stawiać, pokazywać,że ma swoje zdanie. Teraz teściowa jej nie cierpi. A mieszkają razem. Osobne wejście sobie zrobili. Mnie i M też chcieli rozdzielić na początku. M zrobił awanturę mamusi to powiedziała, że ja mu narkotyki dałam. A ja o niczym nie wiedziałam.
      Teraz jak M mnie wkurzy to przypominam mu,że mógł mnie przecież wtedy zostawić, posłuchać mamuśki. Wtedy on się na mnie wścieka.

      Usuń
  30. To bardzo smutne, co piszesz o swoim małżeństwie. Nie jestem pewna, czy wywlekanie tego na blogach do publicznej wiadomości pomoże Wam (to trudna sytuacja dla Twojego męża). Może powinniście pomyśleć o jakiejś terapii rodzinnej, przepracować te tematy na poważnie?
    Nie podpiszę się pod chór "jakie to kobiety są dzielne, a faceci źli". Mam świetnego męża, który pomaga w domu bez problemu i jest dla nas ogromnym oparciem. Doceniam to i czuję wdzięczność. Ale to lata naszej ciężkiej pracy, wiele rozmów i także, gdy było trzeba, korzystania z pomocy specjalistów. Takie powtarzające się kłótnie i ciche dnia brzmią bardzo niepokojąco.
    Poza tym zagdądam tu sporadycznie (choć zawsze ciekawością:) i to co piszesz o zachowaniu starszej córki, też jest coraz bardziej niepokojące. Oczywiście mogłabym teraz napisac tekst "Martuniu nie martw się, ja też tak mam, faceci są do bani, a dzieci to najlepiej sprzedać na allegro, ale cóż taka nasza ciężka dola matek..." itp, ale to chyba ślepa uliczka.
    Szukałabym profesjonalnego wsparcia dla rodziny.
    Życzę, aby było coraz lepiej
    mama trójeczki


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Mamo Trójeczki.
      Zgadzam się, mnie również pewne rzeczy mocno niepokoją i nie zostawiam ich samych sobie, ale o ile faktycznie, sporo rzeczy tutaj piszę, to jednak nie wszystko tutaj "ląduje"- że tak pozwolę to sobie ująć.
      Pozdrawiam i cieszę się, że u Was tak to się skończyło- to daje nadzieję innym parom. Nie od dziś wiadomo, że małżeństwo to ciężka praca dwojga ludzi...

      Usuń
  31. U Was też może się dobrze skończyć i wierzę, że tak będzie: nie poddawaj się!
    Poza tym czas powrotu po długiej przerwie do pracy na pewno generuje nowe napięcia (przecież rodzina potrzebuje czasu, żeby "ustawić" się w tej nowej sytuacji). Ale wierz mi, to minie:)
    Powodzenia:)
    mama trójeczki

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!