Mama2c

Mama2c

środa, 13 lipca 2016

Dużo tego!


Tych zaległości, z życia Dziewczyn, dużo... Aj, tak to jest, jak człowiek roztrząsa kto ile razy wytarł  kurze i takie tam inne :) A blog w najlepsze porasta sobie właśnie grubą warstewką kurzu... Najwyższa pora, żeby go strzepnąć :)

Po kolei zatem.
Zakończenia roku u Dziewczyn. Niewiele brakowało, a nie byłabym na żadnym. I nie powiem, łezka z nerwów, bezsilności i niemocy poleciała, ale ufff- jednak się udało. U Lilki było tak:






Piękna część artystyczna ( przekrój z zajęć rytmiki z całego roku- coś wspaniałego), rozdanie dyplomów dla przedszkolaków i  rodziców, którzy zasłużyli się do przedszkola- dostałam, a jakże :)
A później? Później były loooody :)



Pełnia szczęścia, jak widać. Jak wtedy było gorąco- no niemiłosiernie wręcz. I w sumie to był chyba ostatni dzień takich upałów. Od tamtego czasu mamy pogodę mocno w kratkę i może nie uwielbiam upałów, ale taka pogoda latem? Też ciężko to zaakceptować. Niby ciepło, ale o żadnym plażowaniu, czy kąpielach nie ma mowy.


Następnego dnia, rok szkolny kończyła Eliza, która żegnała się z wychowawczynią i częścią kolegów i koleżanek. Od września zaczynamy czwartą klasę o profilu usportowionym.

Klucha w gardle non stop... Moja mała córeczka, taka duża... Zdjęć mało, bo nie dość, że aparat w rękach taty, to pannica nie życzy sobie upubliczniania Jej wizerunku :) Chyba niedługo zacznę Ją przekupywać, żebym mogła wrzucić fotkę :)

Polonez w wykonaniu dzieciaków- mega. Mieli naprawdę świetny układ, myślę, że dość złożony jak na trzecioklasistów, ale świetnie dali mu radę.




W niedzielę dziecko wyjeżdżało na obóz...

Tyyyyyle Ich było :)











I było zuuuupełnie inaczej, niż w zeszłym roku. Lepiej :) W sensie, że w tamtym roku obóz też był super, ale Eliza bardzo tęskniła. To był Jej pierwszy wyjazd na tak długo (12dni) i chyba to Ją głównie dobiło. W tym roku wyciągnęła wnioski, wiedziała, że wróci, a my będziemy stęsknieni czekać :) No i mając tą świadomość, tak się dziewczynka wyluzowała ze swoją dobrą koleżanką, że omal zostałaby ukarana niemożliwością przystąpienia do egzaminu. Także ten... Już nie wiem, co lepsze :) 

Czerwiec minął. Za szybko w dodatku, bo w przeciwieństwie do Anetki, ja truskawkami nie nacieszyłam się wcale! Dzięki mamie miałam co jakiś czas ich dostawę, ale energii starczało mi tylko na mrożenie (i tak dużo mniejsze zapasy niż w zeszłym roku) i na robienie dziewczynom musu. W tamte lato namiętnie piły koktajl truskawkowy i truskawkowo-bananowy. W tym? Mus, mus i jeszcze raz mus. Ani razu nie udało mi się Ich namówić na połączenie truskawek z jogurtem...
Poniżej- konsumpcja musu na działce :)



W gwoli ścisłości, to jednak udało mi się zrobić coś z truskawek- moje ulubione, najprostsze ciasto ucierane, do którego pasują wszystkie owoce, jakie lubimy, albo akurat mamy pod ręką:








W przedszkolu również panowały "truskawkowe klimaty", moje maluszki wyżyły się kreatywnie :) Oto Ich dzieła:


Także w czerwcu, miało miejsce pierwsze złodziejstwo na naszej działce. I co ciekawe, nie pozbawiono nas narzędzi czy zabawek Lilki (niektóre porządne, jak choćby plastikowa ślizgawka, czy wózek dla lalek) ale... ktoś uciął sobie lilię.


Bez komentarza, po prostu. Dobrze, że robię tych zdjęć moich kwiatków niemiłosiernie dużo, to chociaż mam teraz wspomnień czar :p

Co poza tym na działce? W czerwcu wszystko zaczęło kwitnąć, i działka mieni się ferią barw.







 W międzyczasie Lila skróciła włosy. Do fryzjera lubi jeździć tak samo, jak mama :)




 I wracamy z powrotem na działkę, gdzie cieszyliśmy się smakiem własnych, czerwonych porzeczek...







 ... i malin, które w tym roku owocują na całego. W tamtym roku mieliśmy chyba tylko pięć malinek (tak, tak), za to w tym- szaleństwo. I dobrze, bo uwielbiamy! U mnie obowiązkowo w porannej owsiance :)





Wielka chwila- moja hortensja ogrodowa zaczęła kwitnąć :) 


Mamy też poziomki, ale te sześć krzaczków niestety nie daje tyle owoców, żeby dziewczyny czuły się usatysfakcjonowane :)


Jest i ona- czarna porzeczka. Taka "blada" była w czerwcu, bo na chwilę obecną, jesteśmy już po pierwszym obrywaniu owoców.

Na balkonie surfinie mają się dobrze, choć niewiele mam dla nich czasu:



Dziś to tyle. Czekam na weekend, żeby móc na spokojnie usiąść i napisać o tym, co naprawdę u nas, bo jak wiadomo, kwiatki i porzeczki, to tylko fragment :)
Jednak brakuje mi tego pisania tutaj, kiedy długo tego nie robię :)

22 komentarze:

  1. No to nadrobiłaś troszkę tym wpisem, no i nie przesadzaj... kwiatki i porzeczki są również ważne ;)
    Lila pięknie wygląda w tym warkoczu. Elizka.. no no.. rośnie nam sportowiec- super!
    Pozdrawiam Martuś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że są ważne, to integralna część mojego życia :D Z zaległości długo się jeszcze nie odkopię, ale to zawsze jeden wpis mniej :)
      Elizka, tak, tak- dziewczyna musi mieć dużo ruchu, bo energii ma zawsze baaaaardzo dużo. Buziaki!

      Usuń
  2. Jejciu, ale ta dzialeczke masz super, od razu przypomina mi sie dziecinstwo.
    Wloski pieknie obciete, Eliza zadowolona na obozie...czekam na kolejna garsc informacji... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj już zasypiam, nie potrafię się skupić, literki mi skaczą przed oczami...więc jutro wrócę i się wczytam, żeby jakiejś gafy tu nie walnąć ze zmęczenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapracowana Mamo! Dzięki i za ten piękny wpis, a do niedzieli zaczekamy, a co tam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo czytania, ale muszę przyznać przyjemnie się czyta Twój blog i ogląda zdjęcia. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Fryzura Lilki - najmodniejsza...codziennie słysze od Hanki "mamo uczesz mnie na Elzę" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Twój blog czytam od baardzo dawna, ale dopiero teraz sie ujawniam :) Lubię Cię czytać :) gomuummygo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. super, że się Elizka wyluzował i zrozumiala, że obóz to przeciez tylko kilka dni!
    Fajną książkę Lila dostala, nasze dzieciaczki dostały "W 80dni dookoła świata" pisaną gęstą czcionką, co oznacza, że jeszcze przez kilka lat do niej nie zajrzą :( Ale Panie z naszej klasy nie chcą mnie słuchać, mimo, iż wiedzą, że recenzuje książki dla dzieci to jakieś pojęcie o nich mam :)
    ZDjęcia jak zwykle cudne, wczoraj przeglądałam blogi i myślałam o Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Napisze to jeszcze raz- pieknie tam na tej twojej dzialce :0 Widac jak bardzo dbacie o ten kawalek ziemii :)Ja na swoje pozeczki czerwone sobie poczekam- w tym roku wsadzilam krzaczek, tzn z lasu przynioslam ;) Eliza- super dziewczyna! Jaka juz samodzielna jest ! :)
    Sciskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny coraz piękniejsze, a działeczka widzę pracuje na najwyższych obrotach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jesteś to najważniejsze:) Czekam na więcej choć czasu to i u mnie mniej ,pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  12. chociaż troszeczkę tą Naszą rozłąkę nadrobiłaś. Działka cudowna!! a te twoje wypieki... mmmm :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajnie dostać od Ciebie taką porcję informacji wszelakich - zwłaszcza w obliczu tego "rzadziej", które nam ostatnio zapowiedziałaś. A jaki główny wniosek mi się nasuwa po przeczytaniu tego wpisu ? Że Ty masz po prostu te kwiatki za ładne i zbyt zadbane - skoro aż kraść je ktoś przychodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękny czerwcowy przekrój, fajnie że na obozie się podobało, może ja też spróbuje wysłać dziewczyny w przyszłym roku, a owocowe pyszności...ślinka leci :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak zwykle cudny fotoreportaż :)
    My też mamy porzeczki i maliny! My też! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja tam o kwiatkach i porzeczkach zawsze chetnie poczytam. Nawet jesli zazdrosc mnie chwyci, bo moje hortensje ani mysla kwitnac, zolzy jedne! ;)

    Lilci slicznie w takim warkoczyku, chociaz na zdjeciach z konca roku w przedszkolu, tez piekna ma czupryne. Bedzie miala chyba takie wlosy jak Eliza - cudownie geste i w dodatku falujace! :)

    A Elizka nam dorasta... ;) Szkoda, ze nie zgadza sie na zamieszczanie zdjec, bo to taka sliczna dziewczyna, az milo popatrzec. :( A jak zaczynalam Cie czytac, to byla jeszcze slodka 6-latka... Teraz Bi jest juz w podobnym wieku. Ech...

    OdpowiedzUsuń
  17. Najpiękniejsze to te Lile w ogrodzie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ależ pieknie i smakowicie u Was :)

    OdpowiedzUsuń
  19. No widzisz Marta! Takie piękne lilie chodujesz, że nawet znalazły jakiegoś amatora. U nas też maliny w tym roku dobrze owocowaly ale w zeszłym tygodniu przyszedł grad i po prostu jakiś huragan i potluklo mi maliny,wręcz połamało. Także tego. W ogródku też zniszczenia: ogórki zrównane z ziemią, szczypiorek jakby ktoś ściął, buraki i marchew potłuczone.
    Jaką masz odmianę malin? I który już rok?

    OdpowiedzUsuń
  20. Martuś daje tylko znak, że czytam ciężko mi o wenę ostatnio:*

    OdpowiedzUsuń
  21. Ale powiało z tego posta latem:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!