Mama2c

Mama2c

czwartek, 21 lipca 2016

Lato zmian...

Skoro napisałam już o pracy, to mogę teraz spokojnie zalać Was falą postów działkowych :) Nie, nie- spokojnie. Wplotę tu też inne treści, niż tylko ten roślinny bełkot. 

Właśnie dziś na działce, kiedy zostałam sama (Lila na dzień dobry wylała na siebie całą konewkę wody...) zrobiło mi się tak... tak sama nie wiem ja? Nostalgicznie? Cofnęłam się myślami do zeszłego lata. Było bardzo podobne do tego, które mamy obecnie. Dokładnie rok temu Eliza także wróciła z obozu, również zaliczyliśmy bardzo chłodne, jak na lipiec, dni... A ja? A ja żyłam w przekonaniu, że to moje ostatnie lato w domu. I rzeczywiście tak się ostatecznie stało, bo pracę zaczęłam niecały rok później, no ale właśnie- nie przypuszczałam wtedy, że czeka mnie jeszcze prawie rok w domu. 
Ciężki rok, pod różnymi względami. 
Szukanie pracy mnie zmasakrowało. Na wiele z Was mogłam wtedy liczyć i ciągnęłyście mnie mocno do góry, kiedy jedyne na co miałam ochotę, to zakopać się gdzieś głęboko. Ten miniony rok przyniósł sporo zmian. Niektóre już rzuciły się cieniem na nasze życie, z czasem pewnie dopiero "wyjdzie" jak bardzo. I mimo, że wiąże się to dla mnie ze sporymi emocjami, to jednocześnie, paradoksalnie, doświadczam jakiejś takiej obojętności w stylu: "A chuj z tym wszystkim". Serio. Nie wiem, czy jestem już tak zmęczona, czy tak bardzo mam dosyć, ale mimo, że gotuję się w środku, nie mam siły i co gorsza- nie widzę już sensu, ani potrzeby, żeby walczyć. Może to jakiś mechanizm obronny, żeby z tym, czego zmienić nie mogę, pogodzić się? Nie sądzę, żeby w przypadku, o którym myślę, pogodzić się, równało się z akceptacją. To raczej machnięcie ręką dla własnego zdrowia. 

Rok. I takie zmiany. Ile może zmienić się podczas 12miesięcy? Wszystko i nic. Właściwie, czasem do życiowej rewolucji wystarczy jeden dzień, czym się tu zatem ekscytować w kontekście roku...

Najważniejsze, że póki co mam pracę. I niech tak już zostanie, bo to była ta zmiana, ta decyzja, którą powinnam podjąć dużo, dużo wcześniej. Przede wszystkim dla siebie. Chociaż, znów paradoksalnie, mimo ceny jaką poniosłam ja, jaką poniosła cała nasza rodzina, jestem szczęśliwa, że mogłam być tak długo w domu z moimi dziewczynkami. Wiem, że konsekwencje tego mogły być, a nawet mogą być nadal dla mnie dotkliwe, ale dziś myślę tylko o tym, że to był nasz czas. I nikt nam go nie odbierze. 

Rok temu na działce też było inaczej. Spokojniej. Celebrowaliśmy nasze rodzinne popołudnia, chodziliśmy na nią odpocząć. Teraz wbiegamy, rozglądając się gdzie podlanie jest priorytetem, a gdzie może zaczekać. O takich chwilach jak te, już nawet nie marzę: 

 




Nie żałuję, skądże! Trzeba jedynie przywyknąć do nowej rzeczywistości, albo jeszcze lepiej się zorganizować. Prawdą jest, że każdy weekend staramy się spędzić poza domem, a to już wyklucza posiedzenie na działce... Jednak... Już jutro... idę do pracy, żeby od 16.30... mieć urlop ;) 
Tak, tak- przedszkole, w którym mam staż, ma przerwę wakacyjną (2tygodnie), więc i ja będę wypoczywać. Może wtedy łykniemy tego całego slow life, którego czasem jednak odrobinę mi brakuje. 

Dziś było trochę nerwów- rano dostałam od mamy sms, że Lila ma między paluszkami u nóg kleszcza. Co gorsza, mama nie wyciągnęła go Jej całego... Do 11 siedziałam jak na bombie, bo wtedy dopiero przychodziła do przychodni pielęgniarka. Dobrze, że przy maluszkach zawsze jest co robić, bo inaczej bym oszalała. 

Pielęgniarka wyciągnęła kleszcza sprawnie, ale moja mama nie dopytała już, co dalej. I nie powiem, poirytowało mnie to strasznie. Najbliższe 2-3tygodnie mam pewnie z głowy. 
Niestety, coraz częściej przytrafiają nam się te cholerne kleszcze- z 10dni wcześniej Lilcia miała tego "dziada" pod kolanem, a ja, zaraz o moim pierwszym razie, miałam następnego dnia kolejnego kleszcza. Tak jak 35lat nie miałam żadnego, to potem dwa dni pod rząd... Mama kupiła dziś nowy płyn, bo już zwątpiłam, czy tamten zeszłoroczny jeszcze działa... Chociaż prawdą jest, że mama Lilki nie psikała. No bo jak nie powiem, to wiadomo... Ech, no zła jestem jak nie wiem.  

Było już trochę treści, teraz pora na zdjęcia. 
Działkowi ulubieńcy, część pierwsza :) 
Lilie- moja wielka miłość. Na zdjęciach (!!!) jeszcze nie wszystkie!























Uwielbiam patrzeć, jak się zmieniają... Na tych różowych, w doniczce, widać tę metamorfozę najlepiej. Te poniżej absolutnie skradły moje serce w tym roku.










A już jutro wybieramy się po pracy na Jarmark Jakubowy. Pogoda ma być, mam nadzieję, że humory też będą lepsze niż dzisiaj... Tak bardzo potrzeba mi ostatnio odskoczni... No i jest szansa, że zjem oscypka :)

O planach urlopowych napiszę wkrótce. Choć gdybym nie potrzebowała się zresetować po minionym roku, to pewnie za ten urlop bym podziękowała, taką miał wstępnie "dobrą" otoczkę.
Że też nie mogę tu ju sobie tak beztrosko pisać jak kiedyś...
Że też wiem, że absolutnie nie mam teraz czasu na rozesłanie tych wszystkich zaproszeń do bloga zamkniętego.
Czas, czas... Wciąż go, cholera, za mało.

15 komentarzy:

  1. Kochana, kup w aptece taki preparat moskito do zamrażania kleszczy. On jest rekomendowany przez to całe towarzystwo od boleriozy, więc myślę, że bezpieczny. My też mieliśmy z kleszczami masakrę. A najbardziej stresowało mnie, że jestem z Milą sama i nie umiem jej wyciągnąć. Ten preparat zamraża i zabija kleszcza od razu, więc już nie zagraża, można go na spokojnie wyjąć, dodatkowo martwy kleszcz puszcza trochę więc jest łatwiej. Ja to mam pod ręką i dobrze że przeczytałam notkę, bo dopakuję na wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym roku z kleszczami jest jakaś masakra . I o zgrozo najwiecej ich w trawie !
    Martusiu mam nadzieję , że odpoczniesz na tym urlopie . Ja rownież ponownie za dwa dni zaczynam urlop . Po ciężkim lipcu czekam na niego . Brak czasu - to jakaś zmora . Przyjeżdżam do domu tak padnięta , że zasypiam niemal w biegu . A nie tak dawno przecież odpoczywałam ...
    Pięknie na Teojej działce !

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dlugo mnie tu nie bylo, a teraz wpadlam i widze zmiany ogromne, a ja i tak nie mam czasu na przeczytanie zaleglosci:(( Pomysl zamkniecia bloga tez mi chodzi po glowie, tylko, wlasnie... te zaproszenia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak sobie myślę ze chyba muszę zrobić fotki swoich kwiatków (ze trzy rodzaje to mam :)) a Ty jako specjalistka napiszesz mi co to ;) bo Ze mnie taki ogrodnik ze pokupowałam w szkółce ale nie raczylam sobie napisać co to :) Łapiesz sie pewnie teraz za głowę jak tak można... a no można :)

    Z tymi kleszczami to pecha macie... kurde (odpukac) to mój pies o dziwo w tym roku jeszcze ani jednego nie złapał. Koniecznie dobry środek kup zebyscie boleriozy się nie na bawili jak moja tesciowa.

    No kochana juz urlop?! Fantastycznie! Mam nadzieje ze spedzisz go tak jak sobie wymarzysz... no dobra może jak sobie zaplanujesz bo marzenia mogą być dalekie np. Wyspy Kanaryjskie ;)
    Wypoczywaj! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. zdjęcia cudowne - byłaś na jakimś kursie?! Kwiaty cudne..ach - zazdroszcze!! :) tytuł chwytliwy... i oby te zmiany były dobre!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj ta mama!!! Z kleszczem to się do lekarza leci,a nie samemu wyciąga :(
    Alez masz piękne lilie! Zwłaszcza te krótkie, blisko ziemi rosnące mnie urzekły :) No i te różowe.... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje lilie są przepiękne. Uwielbiam oglądać lilie, tylko ich zapach....,mnie akurat nie odpowiada.
    Zmiany zawsze są stresem, ale przyzwyczaisz się.
    I bardzo się cieszę, że znalazłaś pracę, taką jaką chciałabyś na stałe. Trzymam kciuki za etat. I podziwiam. Ja po wczorajszych odwiedzinach kolegów stwierdzam, że panie w przedszkolu mają mega cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
  8. To powodzenia na jutro! Z tymi kleszczami to rzeczywiscie az strach. Moja kocia poki co (odpukac) ma razie nic nie przyniosla.
    Czytalam na gazecie, ze normalnie to jakis wysyp kleszczy w Polsce w tym roku.
    Kwiatuszki sliczne, az chcialoby sie je powachac :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę ci tych lilii, są przepiękne !! Kiedy je sadzilas? Jesienią?

    Slow life hehe dobre ;) Staram się tak żyć, ale pomimo, że"siedzę" całe lato z dzieckiem w domu to jakoś tego czasu brakuje na wszystko i stale jesteśmy w biegu ;) Ale ja to lubię!

    Czekam na posta o planach urlopowych :) Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  10. Piekne kwiaty, jak zawsze :-)
    Taki dwutygodniowy urlop na pewno pozwoli zlapac oddech i wyrwac troche czasu tylko dla siebie.
    GOSIA

    OdpowiedzUsuń
  11. O, widzę, że mogłybyśmy spokojnie razem winiacza obalić :) u nas to samo z tym, że właśnie kończy się drugi miesiąc od kiedy zaczęłam pracować i powiem Ci na pocieszenie, że serio, da się przyzwyczaić do tej nowej rzeczywistości, w której każdą minutkę masz wypełnioną mnóstwem zajęć. Ja działam jak robot, ale najgorszy okres już za mną, teraz jestem już niemal przyzwyczajona do tego innego szalonego funkcjonowania na na najwyższych obrotach.

    Lilie piękne. Bajeczne.

    Gdyby się nie udało z oscypkiem, mogę wysłać ;) Może nie najwyższej jakości, ale całkiem niezłe sprzedawane są nieopodal mojej pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lilie Masz przepiękne. Też bardzo lubię. Niektórzy mówią,ze to "cmentarne" kwiaty,Ale ja się z tym nie zgadzam: )są piękne i ten zapach! Kiedyś też sobie takie posadze: )

    Co do pracy...inaczej się dzień układa i ten czas wolny.ja będę to za tydzień przeżywać.coz,w głębi serca wiem,że dobrze robię dla siebie, dla rodziny,dla dzieci. Chociaż siedzenie w domu było fajne i będę to dobrze wspominać!

    Obie się przyzwyczaimy do nowej rzeczywistości. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Moje lilie w tym roku obżarly jakieś robale. W przyszłym roku muszę je spryskać. A Twoje wyglądają bajecznie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!