Mama2c

Mama2c

środa, 27 lipca 2016

Pierwszy weekend tegorocznego urlopu...

...był dla nas bardzo intensywny. Co prawda urlop zaczęłam pół godziny później, niż to wynikało z grafiku, a to dlatego, że nasza koleżanka poległa w zderzeniu z gilami i innymi cudami, które przynoszą do przedszkola nasi mali podopieczni (w czwartek miałyśmy chłopca z wymiotami i biegunką- nic tak nie cieszy, jak wizja jelitówki na urlopie ;p) i chcąc nie chcąc każda z nas musiała zostać trochę dłużej. W sumie nie był to dla mnie najmniejszy problem- raz, że piątek był piękny i byłyśmy z dziećmi od 15 na ogrodzie, a dwa- wiedząc, że już za chwilkę, za momencik wolne- to co mi tam te pół godziny :)

Od czwartku trwała ósma edycja Jarmarku Jakubowego, na którym jeśli tylko możemy, staramy się być. Jarmark cieszy się sporym zainteresowaniem, bo ludzi zawsze na nim jest dużo. Nie dziwi mnie to w ogóle :)

Pogoda jak widać piękna, okolica równie przyjemna- czego chcieć więcej? Dobrego jedzenia, haha :) I oczywiście znaleźliśmy je, bo Jarmark z tego między innymi słynie, że można tu nabyć różne regionalne pyszności. Nie jadłam obiadu, więc skusiłyśmy się z Elizą na pierogi, ale te akurat były totalnym niewypałem. Te ze szpinakiem, które wzięłam dla siebie, zawierały jakąś śmieszną ilość tego zielonego warzywka. Podstawą farszu były... ziemniaki. Bleeee.

Do domu natomiast kupiliśmy sobie oryginalną, grecką chałwę. Kawałek, a raczej plasterek, bo jej cena za kilogram to dobrze ponad 100zł. Także i tak na chwilę wstrzymałam oddech, kiedy przyszło do płacenia, ale ten smak... Chyba pierwszy raz w życiu jadłam TAK dobrą chałwę. Nasza wersja była z gorzką czekoladą, pomarańczą i czymś jeszcze, czego do dziś nie zindentyfikowałam. I może nawet nie chcę tego robić ;)

Odkryłyśmy za to z Mamą coś, co nazywa się "chałwa lniana". Oczywiście mało przypomina w smaku tę oryginalną, ale muszę powiedzieć, że nam smakowała. Skład może nie powala, bo zawartość siemienia lnianego to ledwo ponad 11%, ale od czasu do czasu... Żeby nie powiało tu eko-sreko nurtem, pomaszerowaliśmy zaraz do stoiska z winami. Po degustacji zdecydowałyśmy się na wino z dzikiej róży. Od początku wiedziałyśmy z Mamą, że weźmiemy właśnie to (rok temu je odkryłyśmy i byłyśmy zachwycone), ale co sobie popróbowałyśmy to nasze :) Myślałam, że jako miłośniczkę gruszek, wino o tym smaku mnie skusi, ale jednak nie- zalatywało sztucznością.

Eliza z Lilą zajadały się świeżymi owocami... w czekoladzie, no a jakże, a ja kupiłam trochę suszonych owoców do porannej owsianki, kiedy skończą się jagody i maliny...  A ten czas nadejdzie, niestety. Z ciekawości wzięłam passiflorę i aloes, ale ani jedno, ani drugie mi nie podeszło. Za to mango i grube kawałki kokosa (już teraz łączę je z kwaskowatymi malinami- niebo w gębie) dają radę. Lila naciągnęła babcię na przytulankę-konika hand made. O, i jeszcze mydełka. No tam to już przepadłyśmy wszystkie cztery :)

Od strony "nie- konsumpcyjnej", to wjechaliśmy na wieżę widokową. Widoczność rewelacyjna, także obejrzeliśmy się sobie dokładnie nasze miasto :)
















W sobotni poranek zrealizowałam swój plan, aby nasz urlop zacząć czymś wyjątkowym. Tym czymś, było dla nas śniadanie na działce. Menu bardzo okrojone, ale prądu na działce nie mamy, także to nas jeszcze mocno ogranicza. I tak było smacznie i fajnie. Lila domaga się powtórki, a to chyba najlepsza rekomendacja. Póki co, tyle się dzieje, że nie mamy czasu na powtórkę, ale trzeba koniecznie znaleźć jeden poranek na takie proste przyjemności.

O, nie pochwaliłam się jeszcze jednym zakupem na Jarmarku- miody. A raczej "miodziki", bo umieszczone w małych, słodkich słoiczkach. Co prawda od kiedy przeczytałam artykuł na temat tego, jak pszczelarze, a raczej pseudo pszczelarze, nas oszukują, jestem sceptycznie nastawiona do takich zakupów, ale Mama się uparła, więc uległam. Lila zakochała się miodzie faceliowym (pierwszy raz w ogóle o nim wtedy usłyszałam), który ma bardzo, ale to bardzo delikatny smak. I teraz zamiast kanapki z nutelką, domaga się kanapki z miodem. To cukier i to cukier :)






Po południu mieliśmy zaproszenie na urodziny Filipa- wnuczka Marcina kuzynki. To akurat jedyna osoba z rodziny mojego męża, z którą utrzymuję kontakt, dlatego też z przyjemnością pojechaliśmy. Filip z mamą i bratem na co dzień mieszkają w Irlandii, także dzieciaki widzą się niestety tylko raz w roku, a ewidentnie się lubią, więc szkoda.

Urodziny były na działce, a że to olbrzymie ogrody działkowe, toteż takie atrakcje jak lodziarnia na kółkach, nikogo nie dziwią. Nikogo, poza naszymi dziećmi, które patrzyły z niedowierzaniem, ubolewając na głos, że u nas nie ma takich rarytasów.

Spędziliśmy naprawdę fajne popołudnie. Mąż Wandy uwielbia dzieci, także wygłupom nie było końca. Z ciekawostek, był nawet pokaz pływania na sucho w wykonaniu... psa :) Piesiu wzięty na ręce nad basem przebiera łapkami dokładnie tak, jakby pływał. Mamy to nawet nagrane, może kiedyś nauczę się tutaj wrzucać takie cuda :)







Ale za to niedziela, ale za to niedziela...
Niedziela była po prostu cudowna. Przez ostatnie dwa tygodnie Mama opiekowała się Lilą (a to, nawet będąc najlepszą babcią na świecie, ciężka praca) postanowiliśmy więc zrobić ostatniego dnia Jej urlopu coś wyjątkowego. Wypad do Zielonej jak najbardziej jest czymś wyjątkowym. Mama, która już nie raz słuchała naszych zachwytów nad tym miastem, ani trochę się nie zawiodła. Ale o Zielonej to ja Wam osobny post napiszę ;)





A teraz krótka dygresja o tym, jak Państwo K. zaczynają urlop.
Nie pamiętam już, czy było to właśnie w sobotę, czy też w niedzielę w Zielonej (żeby nie było zbyt romantycznie), kiedy Marcin zaczął: "Wiesz, czytałem taki artykuł, że najwięcej decyzji o rozwodzie przypada w okresie urlopowym i świątecznym". "No to mamy szansę teraz, a potem dopiero w grudniu"- odparłam ze spokojem, bo artykuł o identycznej treści przeczytałam dobrych kilka lat temu...
Także cóż- miłego urlopu nam wszystkim :)

25 komentarzy:

  1. Piąteczka - my też na urlopie :) Cudne dni za Wami. Mam nadzieję, że kolejne będą równie udane, mimo tych statystyk, o których czytał Pan Mąż. My chałwę w ilościach znacznych dla siebie i znajomych zakupujemy za wschodnią granicą. Bardzo lubimy. Jest tańsza i ma ciekawsze smaki. Przez miód faceliowy przepadłam ku rozpaczy Męża. Do tej pory był jedyną osobą w rodzinie, która konsumowała miód i zapasy czynione co roku na biesiadzie miodowej Mu wystarczały. W tym roku stało się inaczej, bo doszłam ja i Młody, który od miodu jest uzależniony.
    Czekam na relację z ZG.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, czyli znasz ten miód? Ja już przez chwilę myślałam, że to w ogóle jakaś ściema, miałam sobie nawet to wyguglować :) taka żem się nieufna stała :) Ja za miodem nie przepadam w ogóle. Tzn. czasem do potraw dodaję, ale kanapki z miodem zjeść sobie nie wyobrażam :)
      Udanego urlopu :*

      Usuń
    2. Marta i nas na Podlasiu miód faceliowy jest bardzo popularny. My się zajadamy bo jest pyszny.
      I ziarnko prawdy jest w tym stwierdzeniu bo my na wyjeździe zawsze się poklocimy ale zaraz się staramy pogodzić.
      Udanego urlopu

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. To prawda, jest smaczny. Ale Dziewczyny- no nie zawstydzajcie mnie- tylko ja nie znałam tego miodu??? Ale obciach :)
      Buziaki!

      Usuń
  2. ale Lila urosła normalnie gdzie ta malutka dziewczynka która uganiała się za Przemkiem teraz to już pannica:)
    Urlopuj się Kochana i wypoczywaj ile się da o ile się da:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staramy się, staramy. Nawet nam wychodzi :) Za rok jesteśmy na urlopie w Twoich stronach, także spodziewajcie się nas z wizytą na kawkę.
      A Liluś nam rośnie. Tylko mamie trochę żal :)
      Buziaki!

      Usuń
    2. No to super wieści juz odliczam dni hehe😈 gdzie tym razem macie w planach urlopować?

      Usuń
  3. Martuś mnie mogłabyś przygarnąć na degustację winka;)))).
    Kochani wędrownicy fajnie macie. Zazdraszczam My byliśmy na urlopie w Polsce i miałam tyle planów gdzie pojedziemy a tu dupa większość czasu przesiedziałam u dentysty...Twoja młodsza bestyjka bardzo się zmieniła- nie poznałam ślicznotki.
    Najważniejsze- gratuluje pracy Martuś i trzymam kciuki żeby wszystko ułożyło się o Twojej myśli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, winko stoi i czeka, także jeśli masz ochotę :) Nie obiecuję, że dotrwa do następnych wakacji, także spiesz się :)
      O rany- dentysta?? Współczuję.
      Oj tak, Lili się zmienia. Rośnie panna.
      Dziękuję Kasiu :*

      Usuń
  4. Cudnie spędzacie czas i piękne zdjęcia! gomuummygo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. My na tą chwilę mieliśmy długi weekend... choć wcale nie odpoczęliśmy, był strasznie intensywny...to cieszymy się mogąc spędzić tyle czasu wspólnie... U Was cudownie!! Czekamy na bardziej regularne wpisy, Ty wiesz!! Dopełnieniem, tego wszystkiego są cudowne wasze zdj. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami tak właśnie jest, że jest zwyczajnie zbyt intensywnie, nawet jeśli się tą intensywność lubi :)A czas, który można spędzić wspólnie zawsze cieszy.
      Mam nadzieję, że uda mi się pisać w miarę regularnie, ale podejrzewam, że z tym może być niestety różnie. Buziaki i dziękuję za tyle miłych słów :*

      Usuń
  6. uwielbiam takie imprezy...u nas jest Jarmark Jagielloński i zawsze się obkupię na nim a dzieciaki mają wiele radości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to możemy sobie przybić piątkę. Chętnie i na ten Wasz Jarmark bym zawitała :) Mają coś w sobie takie imprezki- dużo radości dla małych i dużych :)

      Usuń
    2. Hm ... Jesli z tymi rozwodami to prawda to jestem na dobrej drodze do tego.
      No a z pozytywnycj kwestii to gratuluje urlopu o pracy chyba wspominalam ale jak zapomnialam to Hip hip hurra!!! Gratuluje kochana.
      Buziaki

      Usuń
    3. Aha a w zielonej bylismy z 3 tygodnie temu. Uwielbiam to miasto ;)

      Usuń
  7. Miło czytać o takim udanym weekendzie!!!
    A wzmianka o okresie urlopowo-świątecznym? Cóż... faceci i ich wyczucie czasu... Grunt, że Twoja riposta była w punkt - doskonała;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Udanego wypoczynku i wspaniałego urlopu życzę! Martuś zasłużyłaś :)) A tekstami męża się nie przejmuj, żartował na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Intensywnie u Was :) Punkty widokowe mam zawsze wcześniej spisane zanim gdzieś wyruszamy - lubię tak popatrzeć z góry na okolicę. A tę najbliższą to już w ogóle. Udanego urlopu!

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja także nie słyszałam o takim miodzie... będę szukać bo miody wszyscy bardzo lubimy:) tak jak i tego typu imprezy i jarmarki, na których można sobie regionalnie podjesc. Na razie jednak omijamy takie miejsca z daleka, bo przy Laurencji można zapomnieć o spokojnej degustacji. No, a teraz o chałwie. H.moglby pójść na noże, że chałwa to wyrób oryginalnie turecki a przez Greków podstępnie uzurpowany ;P ale do rzeczy - jeśli lubicie te smaki to polecam poszukać chałwę letnia (yaz helvasi) która wyglądem przypomina blok czekoladowy no i pismaniye - chałwę o strukturze waty. A może już ją znasz? :) Do dostania w Piotrze i Pawle;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nam Lila też zadania nie ułatwiała, przeżyłam także historię pt. "Mamo, a poniesiesz mi jeszcze to?"...
      Co do chałwy to zwracam honor- na pewno H. ma rację. W każdym razie, ta którą kupiliśmy na pewno leżała już bardzo blisko oryginału, ale wielkie dzięki za podpowiedź- na pewno przy najbliższej okazji zrobimy odpowiednie zakupy w Piotrze i Pawle.

      Usuń
  11. O! Ja uwielbiam miody ale pierwsze słyszę o faceliowym. Muszę zapytać pana u którego się zaopatruje. Chociaż powiem Ci,że kiedyś on miał lepsze miody i teraz chyba też oszukuje. Ja się nawet zastanawiam nad jednym ulem dla siebie i gdyby nie to,że bardzo puchne po ugryzieniu pszczoły to dawno już miałaby ul. Muszę po prostu poszukać innego dostawcy miodu. Kogoś kto nie robi tego na dużą skalę.
    A za chałwą jakoś nie przepadam.
    Ale może dlatego,że nie jadlam nigdy prawdziwej.
    Miłego urlopu

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja sobie zawsze obiecuję; kupię miód!kupię miód",bo to zdrowe i wogóle.A zazwyczaj wychodzę ze sklepu z nutellą,tudzież majonezem ;/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!