Mama2c

Mama2c

sobota, 13 sierpnia 2016

...ale dokąd?!

Nasz tegoroczny urlop, podobnie jak ten dwa lata temu, poprzedzony był mało sympatycznymi wydarzeniami w naszym domu.  I naprawdę, niech wystarczy Wam wzmianka "mało sympatyczne", bo są rzeczy, które nawet tu, nie powinny wyjść na światło dzienne. Pominę fakt, że pewnie było nas wtedy słychać na pół osiedla, ale kto by tam w stanie silnego wzburzenia martwił się o otwarte okna, czy tam balkon. Na parterze... Cóż. Te włoskie małżeństwa i polskie realia życia rodzinnego :)

W każdym razie, "czule", ale jednomyślnie wykrzyczeliśmy sobie, że nigdzie w tym roku nie jedziemy. Każde z nas swoją decyzją inaczej argumentowało, ale to w zasadzie nie ma już teraz żadnego znaczenia.

Jak to we włoskich (choć tylko pod względem emocjonalnym) małżeństwach bywa, emocje opadły i do głosu doszedł rozsądek. Tak, słyszymy czasem takie głosy, gdzieś z tyłu głowy :) A ten brzmiał tak, że ja tego urlopu naprawdę bardzo, bardzo potrzebuję. Jak co roku, ale mniejsza z tym :) Kompletnie nie czułam zmęczona się pracą- przecież tę dopiero co zaczęłam. Byłam zmęczona całym poprzednim rokiem. Szukanie pracy, wieczna sinusoida stosunków małżeńskich, macierzyńska orka na ugorze (czasami), itd, itd... Ręka do góry, kto tego nie rozumie :)

Fakty były więc następujące- cała rodzina potrzebowała wspólnego wyjazdu, ale jakoś nam się finanse z tym faktem nie bardzo zgadzały. Powiedzmy sobie szczerze- gdybyśmy byli normalni, to na ten urlop byśmy nie pojechali. Bo nie powinniśmy i koniec, kropka. Normalni na szczęście nie jesteśmy, o czym niech świadczy fakt, że od kilku dobrych lat wymieniamy drzwi w całym domu, bo zawsze jest ważniejszy urlop :)

Okazuje się jednak, że nawet w tym swoim braku normalności, jednak gdzieś tam odpowiedzialność bierze górę, bo stanęło na tym, że urlop-tak, ale bardzo krótki: 2-3noce góra. Tym samym odpadł nam problem, który zagraniczny kurort wybrać, bo same przyznacie, że lecieć na Bali, czy Bora-Bora na 3dni nie ma sensu :)

Na tak krótko musi być gdzieś blisko. Oczywiście ciągnęło nas w góry... Zakopane odpadało- za daleko i ŚDM. Karpacz? Czemu nie. A, już wiem "czemu"- każde sprawdzanie pogody powodowało u nas głęboką depresję. Serio? Deszcz cały czas? Tam w ogóle świeci jeszcze słońce? Albo chociaż nie pada...

Stanęło więc na tym, że albo Poznań, albo Wrocław. Wiedzieliśmy już kiedy możemy pojechać, także zaczęło się sprawdzanie pogody. Nigdzie nie składało się tak, żeby nie zapowiadali solidnych opadów przez całe 3dni. No to inna kombinacja- trochę w Poznaniu i trochę we Wrocławiu. Wtedy prognoza się zmieniła i w Poznaniu miało lać już non stop. No to ok- Wrocław. Może z Wrocławia uda nam się wyskoczyć na jeden dzień do Karpacza... I tak w kółko Macieju.

Wyjeżdżać mieliśmy w poniedziałek skoro świt. Kierunek Poznań, stamtąd do Wrocławia, bo taki układ był najlepszy ze względu na pogodę. W niedzielę pojechaliśmy jeszcze do zoo, o którym czytałyście w poprzednim poście. Po powrocie biegusiem na działkę dobrze podlać. Latam więc z tą konewką, Marcin w telefonie... Nagle mówi: "A może jednak Karpacz? Ma nie padać."
Pyta chorego- no pewnie, że Karpacz :)

I tak oto, po ponad godzinnym szukaniu noclegu w necie, zasnęliśmy błogim snem, wiedząc, że już następnego dnia przywitamy góry, których nie widzieliśmy z 6lat... A kiedyś byliśmy tam dwa razy w roku...

Dziś relacja, głównie w zdjęciach, z pierwszego dnia. Na miejscu byliśmy o 12, a chwilę po 13 weszliśmy na szlak :)

Nie wszystkim to się podobało, oj nie wszystkim... Cóż, ściemniać nie ma co- jeśli chodzi o Lilę, to nie do końca był udany wyjazd. Rok temu w Tatrach maszerowała znacznie żwawiej, chętniej, bez większego marudzenia.

Z jednej strony rozumieliśmy, że ma prawo być zmęczona i śpiąca- nie "cisnęliśmy" Jej więc nie wiadomo jak... Lekki spacerek do... dwóch schronisk :)

No to teraz zdjęcia:































Wiem, wiem- jesteście zawiedzione małą ilością zdjęć, dorzucę więc jeszcze te z telefonu :)






A teraz szybko opis dokonań dnia pierwszego- wyruszyliśmy spod Wangu do Samotni, tam jedni wypili ochoczo piwo, inni mniej ochoczo zjedli pomidorową- fakt, nie powalała smakiem. Potem w drogę do Strzechy Akademickiej- a tam już pełna rozpusta- szarlotka, kwaśnica, pierogi... I z powrotem w dół :)

Cóż, powoli ogarniam jakoś zaległości z postów urlopowych :) Może niedługo uda mi się ogarnąć pozostałe :)

I jeszcze jedna ważna informacja dla Milenki, czytelniczki z Berlina.

Milenko! 
Lody w Kamieniu, którymi notorycznie się ekscytuję, są zaraz przy Ratuszu. Idąc od tego ala molo w stronę mostu na drugą stronę wyspy jest taka spora kawiarnia z ogródkiem letnim- Pistacchio.
Pozdrawiam :)

35 komentarzy:

  1. Zdjęcia obłędne ! Pięknie wyglądacie na tle gór . Moim faworytem jest zdjęcie dziewczynek trzymających się za ręce - na moście : przepiękne !

    A urlop to ważna sprawa . Człowiek cały rok zasuwa w taki czy inny sposób , żeby choć przez pare chwil zrobić coś dla siebie . Najpiękniejsze drzwi - nawet w całym domu nie zregenerują tak sił jak nawet krótki wybór . Dlatego tez znikacie z mojej listy nienormalnych rodzin :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      To prawda. Ten reset, zmiana otoczenia są bardzo, bardzo ważne.
      Dziewczynki miały fajne, siostrzane momenty :) Momenty- podkreślam ;)
      Buziaki!

      Usuń
  2. Krótki urlop -miało być . Mój przemądrzały telefon jednak wie lepiej co " chcę " napisać ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak- znam to. Mój też zawsze wie lepiej :)

      Usuń
  3. Noo no no:) super,my też byliśmy w tych stronach i pocieszę Cię- nie zwiedziliśmy praktycznie nic,bo były fochy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, zawsze coś, prawda? Może za rok będzie lepiej <3

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło widzieć was razem takich uśmiechniętych:) wiesz u nas też leciały różne podłe słowa na pół osiedla a ostatnio siedząc na balkonie byłam świadkiem podobnej kłótni do naszych i oj mam teraz świadomość jak mogli czuć się sąsiedzi słuchając nas:/ także ten... lepiej jednak trzymać nerwy na wodzy. No i wiadomo że takie sytuacje nie wpływają dobrze na dzieci:(
      Karpacz❤ nie byłam jeszcze ale to jest mój kolejny punkt wyjazdowy. Mam cichą nadzieję na wyjazd tam przyszłą wiosną na week tylko z mężem bo właśnie chcę uniknąć nerwówki z naszymi piecio- i dwulatkiem. Jak będą starsi to napewno pojedziemy wszyscy razem.

      Usuń
    2. Justyno, takie wyjazdy we dwoje też są potrzebne- gdziekolwiek. Nie każda para ma regularnie ku temu sposobność, ale naprawdę- warto czasem się wyrwać. Z naszymi możliwości sprawa wygląda tak, że cieszą nas zakupy we dwoje w Biedronce. Ale też myślimy o tym, żeby jednak zorganizować sobie taki wypadzik.

      Te kłótnie... To prawda- kiedy słyszysz albo widzisz inną parę w takiej sytuacji, jednak inaczej człowiek zaczyna patrzeć.
      Aczkolwiek, czasem te emocje są tak silne, albo sytuacja jest taka a nie inna, że rozsądek rozsądkiem, a życie życiem... Choć dumna z siebie nigdy po takich awanturach nie jestem...

      Usuń
  5. W pięknych okolicznościach przyrody się prezentujecie robaczki;). My mieliśmy taką samą fazę z wyborem polskich wakacji. Ja swoją wizję miałam mój chłop swoją;))).
    Ja niedługo będę w Szczecinie przelotem i mamy ambitne plany coś pokazać dzieciakom i poszaleć po sklepach-
    taka tęsknota za dużo wszystkiego;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, u nas nie do końca o wizję chodziło, bo akurat jak jest ok, to wizje urlopowe mamy z małżonkiem identyczne :) No zepsuł mi się chłop przed wakacjami i tyle :)
      O, a kiedy będziesz? Tę końcówkę sierpnia to mam bardzo napiętą, początek września również, ale może choć szybka kawa w jakiejś galerii?

      Usuń
  6. Martus deptalismy tymi samymi sciezkami :)
    Gratulacje dla dziewczynek, ze tak pomaszerowaly- nie kazdy ma "bzika" na chodzenie :)
    Wypocznek czy jak tu w Niemcowie sie mowi " zmiana tapet" jest przynajmniej raz w roku konieczna. Wazne, ze wyskoczyliscie choc na troche i naladowaliscie akumulatory :)
    Usciski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesamowite, prawda? Tak żałuję, że nasze ścieżki się tam nie zbiegły... Czas nie ten, niestety.
      Eliza lubi chodzić po górach, chętnie to robi. A Lila? No zobaczymy. Za mała jeszcze jest, żeby wyrokować. Nie tracę nadziei :)

      Fajne to określenie "zmiana tapet"- podoba mi się :)

      Usuń
  7. Super wypad no I najwazniejsze, ze nie padalo... bo deszcz moze popsuc wszystkie plany ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja Miniu, racja! Doświadczyliśmy kiedyś takiego urlopu z deszcze w tle :( fatalnie go wspominam.
      Buziaki

      Usuń
  8. No pięknie widać że zadowoleni wszyscy przynajmniej na zdjęciach 😃 co do kłótni to podobno nic tak nie oczyszcza atmosfery aczkolwiek my strasznie mało sie kłócimy więc nie wiem za bardzo czy to prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wy to jest idealni, Kochana :) To i o co kłócić się nie ma haha :)
      Generalnie wszyscy byli zadowoleni, niektórzy tylko chodzić nie chcieli :)

      Usuń
  9. Kochana, ja na szczęście tj Ty - normalna nie jestem!! I wolałam wyjechać na urlop z K. Nom kolejny remont robić! !
    Cudowne zdjęcia! A tak przy okazji wspomnienia.. A tego za żadne pieniądze nie da się kupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nas-nienormalnych więcej tutaj jest :)
      Dokładnie. Drzwi nie zając :)
      Ściskam gorąco!

      Usuń
  10. wspaniałe miejsce - wcale się nie dziwie że urlop jest ważniejszy - bo to czas dla rodziny i dla siebie ( a drzwi ... kochana .. za parę lat będą znów inne w modzie :D a tak to przynajmniej jedna wymiana wam odpadnie :) ) pozdrowienia :) od naszej powiększonej rodzinki https://wolnemiejsce.wordpress.com/ (ps. po rewolucjach, powoli znajduje czas dla siebie i postanawiam zaglądać częściej, a do ciebie zwłaszcza :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, przede wszystkim gratuluję Wam decyzji i Waszego Synka- Szymonka <3
      Byłam bardzo wzruszona, kiedy przeczytałam ostatni post. Wielkie zmiany u Was, ogromne wręcz. To poważna i odpowiedzialna decyzja, ale poradzicie sobie.
      Urlop zawsze jest ważniejszy, bo tak tworzy się wspomnienia :) Nie przez kupna nowych drzwi, choć te naprawdę bardzo by się już nam jednak przydały ;)
      Pozdrawiam Was gorąco i trzymam mocno kciuki za całą Waszą Trójkę.

      Usuń
  11. Ale u nas wcale chyba w tym czasie nie padało.......było wpaść :)
    Swoją drogą góry piękne i zdjęcia też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz Madziu, z tymi prognozami to tak właśnie jest. Nie mniej jednak, nie ma tego złego...
      A wpaść na pewno wpadniemy, bo Poznań ma nam wiele do pokazania :)
      Ściskamy!

      Usuń
  12. Krótkie, ale jakie piękne i smaczne te Wasze wakacje :)
    Lila i tak dzielna, ja Toli nie wyobrażam sobie na takich wędrówkach, choć może się mylę, nie doceniając swojego dziecka :)
    Śliczne zdjęcia, z wielką przyjemnością pooglądałam.
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne i smaczne, bo musiały być intensywne przez swoją "krótkość" :)
      Lila dzielna, dzielna, ale powiem Ci, że rok temu zdecydowanie lepiej było. No cóż, może Ona jedna z rodziny nie zapała miłością do chodzenia po górach...
      Buziaki :*

      Usuń
  13. Ach, Karpacz, moj kochany Karpacz! W to miejsce pojechalabym tez chocby na trzy dni bez mrugniecia okiem, bez wzgledu na pogode ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karpacz <3
      Zdecydowanie powtórzyłabym ten wyjazd, nawet jeśli miałabym tam spędzić jedną noc :)
      Cóż, są właśnie takie miejsca, dla których warto jechać kawał drogi, nawet na krótko.

      Usuń
  14. Wyjazd krótki, ale widać że udany. A nic nie regeneruje tak, jak spacer po górach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest :)
      Ściskamy. Czytałam co u Was, ale muszę mieć czas, żeby skomentować. Tymczasem- wielkie uściski dla Tygrysa i dla Was rodziców :*

      Usuń
  15. Ja mam urlop za 2 dni i szczerze? Mamy zarezerwowany pokoj w pensjonacie, ale jak patrze na prognozę pogody to 7 dni nad morzem, z dziecmi , w deszczu jakoś mi się nie uśmiecha...dziś rano ubrałam się w sweter tak pizgało. DZiwny ten sierpień...no i młoda zaczyna kaszleć brzydko...nas chyba czeka urlop w domu..jakoś przeżyjemy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, my byliśmy kiedyś 10dni w deszczu w górach. Uwierz mi- powiedziałam nigdy więcej. Ja wiem, że z prognozami różnie, ale po tym, co my wtedy przeżyliśmy, wolę dmuchać na zimne.
      Mam nadzieję, że Hani przejdzie szybko. Czasem ten urlop w domu, to naprawdę nie taki najgorszy wybór.
      Buziaki!

      Usuń
  16. Przeczytalam o tym Karpaczu w jakims komentarzu i czekalam na relacje! ;)

    Pieknie, pieknie, pieknie tam (nigdy nie bylam)! Jak wiesz, ja tez przepadam za gorami (ale morze tez kocham), wiec nie moglam sie napatrzec na foty! Dawaj wiecej! ;)

    Powiem tez, ze Was podziwiam, ze juz drugi raz pojechaliscie w gory z Lila! Poki Potworki sa male, jakos nie usmiecha mi sie ciagnac ich na szlak. Wole jednak spedzic czas na plazy i w basenie. A marudzenia i tak sie naslucham po dziurki w nosie. ;) O gorach nawet narazie nie mysle. Nawet jesli w przyszlym roku, kiedy Bi bedzie miala 6 lat, rzeczywiscie wyladujemy w Zakopanem, mysle, ze Potwornickich (z radoscia) opylimy tesciom, a w gory wyruszymy sami. :)

    Ciesze sie kochana, ze pomimo tych niezbyt milych przedurlopowych chwil, udalo Wam sie wyjechac i zresetowac.
    U nas przed samym wyjazdem tez az iskrzylo, ale obeszlo sie bez awantury. Nadrobilismy tydzien po powrocie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, zdjęć mam tyle, że właśnie głównie przez nie, podzieliłam wpis na 3części :)

      Ja może również mimo wszystko lubię, ale poza sezonem. Turyści wszystko psują :p

      Pisałam już wcześniej dziewczynom, że rok temu było znacznie lepiej, także wiesz- zobaczymy, czy będzie dla nas kompanem na szlaku :) Eliza jak najbardziej tak, ale Lila? Nie wiem... W tym roku była bardzo na nie.
      Zazdroszczę Wam, bo też mi się marzy wyjazd/wyście w góry bez dzieci... U nas to niestety nie takie proste.

      My w czerwcu wyczerpaliśmy chyba limit na pół roku, tak było grubo, niestety :(

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!