Mama2c

Mama2c

czwartek, 4 sierpnia 2016

Jeden dzień w Zielonej Górze...




Urlop powoli dobiega końca. Wierzyć się nie chce, że dwa tygodnie temu po raz ostatni nastawiałam budzik a przed sobą miałam wizję 14niesamowitych dni. Niesamowitych, bo takich jak dawniej- czyli z... dziećmi. Tyle, że moimi ;)

Pościk urlopowy mam nadzieję napisać w miarę szybko, w co sama średnio wierzę, zważywszy na fakt, że gdzieś tam po cichu miałam nadzieję nadrobić zaległości podczas tego wolnego, ale patrząc teraz z perspektywy czasu- no sama siebie tym pomysłem rozśmieszyłam :)

Brak czasu i konieczność ciągłych wyborów na co go spożytkuję, mocno mi doskwiera. Pod tym względem chyba jeszcze nie do końca przestawiłam się na nową rzeczywistość.

Od poniedziałku na nowo trzeba będzie spiąć pośladki, ale póki co, mogę wrócić do początków urlopu i obiecanej relacji z naszej (kolejnej) wycieczki do Zielonej Góry.

Tak jak wspominałam, wartę przy Lilce przez dwa tygodnie poprzedzające nasz urlop, pełniła moja Mama. W związku z tym należała Jej się rekompensata za ten akt łaski :) I bynajmniej nie przesadzam, bo raz, że Lila to dziecko nadal mega absorbujące oraz takie, którego naprawdę lepiej nie spuszczać z oczu, a dwa- Dziewczyny! jaki to niesamowity komfort pracować, kiedy ma się świadomość, że dzieciaki są pod taką opieką. Nic Was nie martwi- gotowanie, spacery... I tylko jeszcze większy żal, kiedy pomyślę, że przed moją Mamą wciąż ponad dobry rok pracy.

Wracając do tematu- sprawdziliśmy prognozę pogody i... w drogę. Ta okazała się jednak nieco dłuższa niż zakładaliśmy, bo mniej więcej w połowie miły pan policjant, kierujący ruchem, trochę nam ją wydłużył. W związku z czym Lilki cierpliwość się skończyła i przez ostatnie pół godziny jazdy twierdziła, że wysiada z częstotliwością co jakieś 2-3minuty. I ja wiem, że to brzmi nawet zabawnie, ale kiedy jaśnie panienka wybucha i krzyczy: "O nie! To nie ma takich sensów", a potem twierdzi, że Ona wysiada, i tak co chwilę, to to jednak nie- zabawnie już nie jest po drugim razie.

Parkując w Zielonej wszyscy byliśmy więc nieco poirytowani- jedni bardzie, inni mniej...
Co najlepiej poprawia humor małym i dużym? Czekolada. A dokładniej: "Twoja czekoladka".






Wizyta w "Twojej czekoladce" to dla nas obowiązkowy punkt programu podczas wizyty w Zielonej :)
Muszę przyznać, że przy każdej wizycie tam, stwierdzam, że mają coraz bogatszą ofertę. I ta oferta kusi, oj kusi, żeby spróbować czegoś nowego, ale... Ale wtedy przypominam sobie, po co tam przyjechałam :) A przyjeżdżam tam (między innymi) po to, aby napić się przepysznej gorącej czekolady :) Tym razem mój wybór padł na limonkową z gorącymi czarnymi porzeczkami.



Pyszne połączenie- polecam :) Lila postawiła na klasykę, czyli mleczna czekolada wzbogacona o... żelki :) Eliza zamiast żelków jako dodatek wybrała gorące maliny i bitą śmietanę. Marcin i moja Mama poprzestali na chłodnych lemoniadach. Mięczaki :)

Kiedy nastroje ustabilizowały się na tyle, że ciśnienie wszystkim opadło, udaliśmy się na spacer po Zielonej. I tu już niech mówią zdjęcia, bo to miasto ma zdecydowanie coś w sobie. Gdybym miała je określić jednym słowem, powiedziałabym o nim, że jest PRZYJEMNE.








Nie wiem, czy ja już tu wspominałam, że KOCHAM hortensje? Post o moich hortensjach na pewno powstanie (kiedyś) i nawet wiem już, jaki będzie nosił tytuł ("Zostały mi tylko zdjęcia"), ale póki co- zobaczcie, jaki bonus miała dla mnie tym razem Zielona. No i jak tu się nie uśmiechnąć? :)





 

Jak się później okazało, jeśli chodzi o hortensje, to nie był koniec mojej uczty dla wzroku, ale teraz- idziemy dalej po Zielonej. 







Po spacerku przyszła pora na obiad.  Od kiedy poprzednim razem odkryliśmy, że z karty w Palmiarni zniknął rosół, a ceny mocno uderzają już w naszą kieszeń, nawet się tam nie fatygowaliśmy. Tym razem udaliśmy się TUTAJ, czyli smaki indyjskie. I to był naprawdę dobry wybór. Zupa z soczewicy (Marcin) i słodko-kwaśna z kurczaka (to ja)- rewelacja. Dopchaliśmy się (dosłownie) samosami, ale tutaj już zdecydowanie wegetariańskie mnie urzekły, te z mięsem nie bardzo nam smakowały. 

Dziewczyny za dużego wyboru nie miały (tak, tak- ta ich słynna "otwartość" na nowe smaki), w związku z czym, tradycyjnie- nuggetsy z frytkami. Zresztą i tak obie żyły już lodami po obiedzie, także ten... 

I kiedy One zajadały się lodami, my z Mamą postanowiliśmy napić się kawy z Nigera. TEJ kawy, z żeńszeniem, którą naprawdę dobrze wspominałam... Odstałyśmy swoje, bo w niedzielę o godzinie 15, kolejka była konkretna, żeby usłyszeć, że kawa z żeńszeniem nie dojechała... Oczywiście, byłyśmy niepocieszone, ale przynajmniej będzie pretekst, żeby niedługo wybrać się tam jeszcze raz :) 

Kiedy wjeżdżaliśmy do Zielonej mignął mi gdzieś baner z reklamą ogrodu botanicznego, a że jak wiadomo- jarają mnie takie miejsca, jak inne kobiety sklepy z butami, także zleciłam mojemu osobistemu informatykowi wyguglowanie tego ogrodu. I voila- zapraszam Was do kolejnego magicznego miejsca w Zielonej. 

























I kiedy dzieci skakały na dmuchańcach, które widzicie powyżej, ja postanowiłam dokładnie zapoznać się z tym, co rośnie w ogrodzie botanicznym...

A rośnie tam między innymi to: 













Tak, tak- hortensje! Do wyboru, do koloru- dosłownie! Zdjęcia jakości takiej jak widać, ale aparat został z Marcinem, a ja miałam przy sobie tylko telefon. I tak pewnie wyglądałam zabawnie skacząc wokół każdego krzaczka i robiąc masę zdjęć... Co począć, kiedy nie mogłam się oprzeć! Zdarza mi się to tylko w cukierni i właśnie w takich miejscach, jak to :)

Ogród Botaniczny Uniwersytetu Zielonogórskiego naprawdę gorąco polecam, nie tylko wielbicielom zieleni, ale przede wszystkim rodzicom małych dzieci. Trochę żywych zwierzątek- niektóre można nawet karmić, cała masa bajkowych postaci, streszczenia bajek, sporo cienia i przyjemna dla oka okolica, a to wszystko za grosze- dosłownie. Bilet dla osoby dorosłej to zdaje się 2zł, a dla dzieci złotówka. Dmuchańce? 5zł za 20minut. Kiedy pomyślę, jak u nas kasują za tą przyjemność... Zazwyczaj jest to 5zł za 5minut, także bez porównania.
Lilę natomiast urzekło gadające drzewo i pyta co chwilę, kiedy do niego znowu przyjedziemy :) Pewnie już jesienią. Nie ma to jak gorąca czekolada w jesienny dzień :)





To jak? Namówiłam Was na wycieczkę do Zielonej? Bo mnie namawiać nie trzeba by było... Będziemy wracać, na pewno!



26 komentarzy:

  1. Namówiła!! Rewelacyjny urlop! Pełen atrakcji dla dZiewczyn i Was oczywiście!! Hortensje przeciwne!! Rewelacja!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      Staramy się to jakoś podzielić, w sensie- te atrakcje :) Staruszkowie też niech mają coś z życia.

      Usuń
  2. Nie wiem jak Ty to robisz,że każdy Twój post muszę obowiązkowo prEczytać,podczas gdy ibne w obecnej sytuacji odkładam na później,którego nie ma...i czasem nawet nie wiem co napisać pod fotką,bo moźe temat nie mój,może coś a wchodzę w " odpowiedz" machinalnie...Zarażasz swoimi postami,od razu mam ochotę pisać,fotografować,wycieczkować...ale w tej chwili życia nie robię nic,odkładam wszystko na....później...jedyne czego chciałabym trraz to spotkać się z Tobę i ppgadać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwuś :* Przytulam mocno. Szkoda, że dzieli nas taaaaaaaki kawał drogi. Najlepiej byłoby się spotkać gdzieś w połowie. Może pomyślimy o takim rozwiązaniu? Odezwę się wieczorem na fb. Ściskam mocno i głowa do góry. Jesteś wspaniałą kobietą i super mamą. Wkrótce będzie lepiej, na pewno.

      Usuń
  3. Ja ma tak, ze tęsknie za weekendami aby nacieszyć się pobytem w domu. Autentycznie po 10h czasem nieobecności w ciągu dnia ciagnie mnie jak wilka do lasu :). Zresztą uwielbiam nasze małe mieszkanko. Choć w realu i tak kończy się szybkim obiadem i wyjściem na podwórko z młoda :).
    Więc kiedy nastaje sobota i niedziela ja marzę o błogim lenistwie. I przyznaje uczciwie...tylko dla dzieci ruszam cztery litery aby wyjechać po za miasto. Potem okazuje się , ze warto było. Bo zmiana otoczenia działa kojąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ten mechanizm to akurat rozumiem. Miałam czasem podobnie, nawet kiedy nie pracowałam. Czasami bywały tak intensywne dni, czy weekendy, że marzyłam jedynie o tym, żeby właśnie nie robić nic, posiedzieć, napić się kawy w spokoju... Nie mniej jednak już wiem, że ja jestem takim typem, że weekend w domu mnie męczy. A już te, kiedy mamy ciche dni (czyli w naszym przypadku nie tak rzadko) to już w ogóle dramat emocjonalny...

      Usuń
  4. He he mnie tez urzekło to drzewo no boskie jest😈 super wycieczka i to razem czyli urlop ku końcowi rozwodu nie ma 😋

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urlop się jeszcze nie skończył, hehe :) Najwyżej zostanie grudzień. U nas zawsze przed świętami nerwowo :)
      Drzewo super, to fakt.
      Buziaki!

      Usuń
  5. Jak piękne to miasto. I ja dołączam do fanek drzewa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepiękne, szczerze polecam odwiedzić. A drzewo- cóż... Zaskakujące :) Trochę się zdziwiłam, kiedy przemówiło :)

      Usuń
  6. Byliśmy w Zielonej już kilka razy, ale nosiło nas tam głównie w czasach "przed Bąblem", na obiadki do Palmiarni albo po prostu szwendanie się po Rynku. Nie miałam pojęcia, że mają tam taki świetny Ogród Botaniczny! Dzięki za cynk - dodaję do naszej listy i na pewno przy najbliższej okazji się tam wybierzemy, już we trójkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybierzcie się koniecznie, bo jest tam naprawdę super. Może nawet kiedyś się tam spotkamy, byłoby świetnie.

      Usuń
  7. O na zdjęciach widać, jak fajnie :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie namówiłas ! Juz chyba ze sto lat nie byłam w Zielonej ! I czuję , że chcę to zmienić :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że serio- pora to zmienić :) Podejrzewam, że escape roomu tam jeszcze może nie być, ale i tak jest fajnie ;)

      Usuń
  9. Super miejsce, super miasto, nigdy nie byłam! Nawet nie wiem ile km mamy do ZG.. muszę sprawdzić :)
    Kwiatki piękne! Buzka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź, koniecznie. Naprawdę warto się tam przejechać.
      Buziaki!

      Usuń
  10. Zdecydowanie mnie namówiłaś! I co lepsze - mam tam znajomych, chyba się wprosimy :D
    Ogród przepiękny, a te smaki... mniam, nabrałam ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach... zazdroszczę znajomych :) Nie chciałabyś nas z nimi poznać ;)
      Zupa z soczewicy i ta z kurczaka- no mega!!! Tę z soczewicy na pewno spróbuję odtworzyć w domu. A ja bym nie pogardziła pastą ze słonecznika :)
      Juti, właśnie- czy Ty pieczesz w domu jakiś chleb sama?

      Usuń
  11. Nie przypuszczałam, że Zielona Góra jest tak urokliwa. A drzewo fantastyczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kiedy razem się wybieramy, hę? :)

      Usuń
  12. Och Martus! ta Zielona zawsze kusisz :) Powiem Ci, ze przyjaciolka Pana K. wlasnie w Zielonej mieszka i Pan K. plasa po tych uliczkach i placach :) nawet w Czekoladce byl z mego polecenia- po Twym wpisie na blogu!
    Musimy i my sie tam kiedys wybrac.
    Kochana, zycze Ci duzo sil na nadchodzacy tydzien- startujemy jutro razem? Walka i praca niech beda "przyjemnoscia" ;)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak- ale Panu K. zazdroszczę :)
      Jak będziecie się tam wybierać- daj znać, dojedziemy :)

      Usuń
  13. Marto, zachęciłaś mnie. Zresztą Zieloną mamy w planach od kilku lat, ale nie udało się znaleźć na nią czasu. Myśleliśmy nad festiwalem wina.
    Ale za to na ostatnie dni sierpnia chyba przyjeżdżamy w okolice Szczecina. Może się spotkamy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem jak to jest, nam też często chodzi wypad gdzieś, ale zwyczajnie się nie składa. Gdybyście jednak się zdecydowali, to na pewno czeka Was przyjemny pobyt.
      Festiwal wina marzy nam się już od kilku lat, ale właśnie- zawsze coś. Albo Marcina nie ma, albo Elizy urodziny. I tak- dojechać tam nie możemy.

      Wiecie już może kiedy dokładnie byłby ten Szczecin? Bo prawdopodobnie będę tu sama na stanowisku, bez auta... Do tego koniec sierpnia to u nas czas adaptacji w żłobku (zaczęłam tam pracę) i pikników integracyjnych z rodzicami. Ale może przy odrobinie szczęścia się uda.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!