Mama2c

Mama2c

piątek, 14 października 2016

Monotematycznie

Obawiam się, że teraz każdy mój post będzie zaczynał się utyskiwaniem typu: Jak ten czas leci/Boszzzzz, nie wyrabiam na zakrętach/Nie wiem w co mam ręce włożyć/Dlaczego doba jest taka krótka?!

Ech, no właśnie- czas to towar deficytowy. Ale w sumie nie tylko o to chodzi. Wiem już od dziewczyn, że to jakaś szersza zaraza, ten brak zapału do pisania. A jesień miała być przecież wielkim powrotem w tej kwestii, prawda? No nic, zarazom się nie dajemy, bo przecież gdyby nie pisanie, nie poznałybyśmy się wszystkie :)

I od czego by tu teraz zacząć po takiej przerwie?!

Może od formalności- dostałam umowę na rok, a wczoraj rozliczyłam się w Urzędzie Pracy ze stażu... Nie wiem, czy ten rok powinien mnie cieszyć, bo w kontekście tego, na czym mi zależy- czyli umowy na czas nieokreślony, to chyba lepiej wyszłabym na 3miesięcznym okresie próbnym, umowie na rok i kolejnej już na stałe, ale... Ale po ostatnich przeżyciach, których Wam tu jeszcze nie opisałam, wiem, że rok to jest taaaaaaaki szmat czasu, że wszystko może się zdarzyć i dziś nie ma to już dla mnie znaczenie- 3miesiące, rok... Nikt nie wie co będzie jutro, a co dopiero za rok.

W każdym razie- widnieję już w kadrze placówki jako wychowawca grupy żłobkowej i wiem, że na tę chwilę będę z moimi maluszkami do końca września 2017. A przynajmniej taki mam zamiar.

W pracy jest naprawdę fajnie. Nie chcę przechwalić, ale bardzo dobrze dogadujemy się z dziewczynami. Co prawda jestem tam najstarsza, jako jedyna mam dzieci (już nie wspomnę o tym, że jedno takie duże!), ale muszę przyznać, że z każdą z Nich mam fajną nić porozumienia. Każda jest inna, a mimo to dogadujemy się super. I oby tak zostało. Czasami, owszem, trzeba iść na kompromis, trzeba coś przemilczeć, ale na tym między innymi polega praca z ludźmi :)

Finanse minimalnie lepsze niż na stażu, ale umówmy się- po tylu latach w domu cieszy mnie każda kwota, tym bardziej, że zwyczajnie lubię tę pracę. O dzieciakach nie jestem w stanie myśleć inaczej, niż moje maluchy :) I to jest naprawdę niesamowite, kiedy na moich oczach uczą się chodzić, mówić, korzystać z nocnika. A ja mam w tym wszystkim swój spory udział. Poza tym, to mega satysfakcja, kiedy dzieci, które przepłakały cały okres adaptacji, teraz śmieją się i wpadają nam w ramiona :) Dosłownie!

Żeby jednak nie przesłodzić...
Byłam już pierwszy raz przeziębiona- nie jakoś bardzo, ale gardło i katar dały o sobie znać. No i coś, co jest totalną zmorą- wymioty i biegunka od paru dni u nas szaleją, także mamy jakiegoś wirusa. I pomijając oczywisty fakt, że to mało przyjemne przypadłości, to zważywszy na to, że ja mam w domu dzieci (a w niedzielę robimy Elizy urodziny) jestem lekko przerażona... Staram się nie nakręcać, bo co ma być to będzie, ale już tyle dzieci poległo, że szkoda mówić. No i tu mogłabym wysmarować elaborat o podejściu rodziców, ale że blog jest nadal blogiem otwartym, a ja jednak mimo wszystko szanuję prawo do prywatności tych ludzi, łaskawie się powstrzymam :) Jasne, że nie wymieniłabym tu nikogo z imienia i nazwiska, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi... Napiszę tylko, że czasami naprawdę włos się na głowie jeży. I tyle.

Zmieniając temat...
W niedzielę, jak wspominałam, Elizy urodziny... Pogoda co prawda grozi nam trochę palcem, a już na pewno nie pozostawia złudzeń... Jednak, jak to już ustaliłam z kuzynką- trzymajmy się tego, że najważniejsze jest, aby nie padało :) No i rzeczywiście- pomimo ledwo 6stopni, opadów nie zapowiadają... Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało i Eliza była zadowolona. Już wiemy, że parę osób, na których Jej zależało, nie będzie... Szkoda.

Powoli, powoli zaczynamy też myśleć o urodzinach młodszej panny, ale tu już w ogóle brak konsensusu między nami. Lila chciałaby urodziny na sali zabaw i ten sposób świętowania mamy sprawdzony od lat, bo swego czasu niemal każde urodziny Elizy tam wyprawialiśmy. Nie wiem jednak, czy ja się starzeję, czy odkąd zarabiam, zaczęłam bardziej zwracać uwagę na co idą moje pieniądze (haha), ale płacić 350zł za 2godziny zabawy- to mi się jednak nie uśmiecha. Marcin przekonuje, że w domu wcale dużo taniej pewnie nie wyjdzie, do tego będzie jak co roku, czyli ja się narobię, dzieci omal nie przestawią nam ścian, zestresują Miśka, świnki i sąsiadów trzy piętra wyżej, ale... No nie czuję się jeszcze przekonana. Zobaczymy...

Co jeszcze...
Trochę nam dziewczyny nerwów psują. Eliza, pod względem nauki, zaczęła rok naprawdę super. Idzie Jej świetnie. Natomiast gorzej z zachowaniem- i tym w szkole, i tym w domu... Rozwodzić się nie będę, bo jak wiem, niepożądane oczy tu zaglądają :)

Co innego pisać o Lilce :) Faza na "moje przedszkole jest super i uwielbiam do niego chodzić" trwa w najlepsze. Do tego stopnia, że kiedy zaprowadza Ją babcia, i proszę mamę, żeby zaprowadziła Lilkę po 9, Mała z niepokojem dopomina się, kiedy pójdą :) Za to w domu, ostatnie dni, to był jakiś emocjonalny huragan... Przyznam, że zapomniałam już na co stać moją małą dziewczynkę. A stać Ją na naprawdę dużo... I niestety, tu mama się kaja, ale łapie się na tym, że po 8godzinach z maluszkami,, kiedy co chwilę muszę ocierać jakieś łzy, czasem brakuje mi cierpliwości do własnego dziecka... I tu wtopa po całości. I na pewno coś, nad czym muszę mocno popracować.

Z nowości to byliśmy w Poznaniu. Myślałam, że wcześniej uda nam się tam wylądować, także w planach było zoo, ale że byliśmy tam dopiero w zeszłą niedzielę- odpuściliśmy. Ze zwierzątek podejrzeliśmy jedynie słynne poznańskie koziołki :) i trochę zwierząt w palmiarni.

Dziś pokażę Wam zdjęcia ze spaceru po poznańskim rynku- palmiarnia zasługuje na osobny wpis :)














Do napisania :*

26 komentarzy:

  1. Poznań ❤ modny ostatnio hehe
    Gratuluję umowy! Rok to duży sukces i jestem pewna, że natepna będzie na stałe. Chodzenie mówienie nocniki... Czyli jak u mnie w domu ;-)
    Sto lat dla młodej i czekam na relację z palmiarni!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czas, które nikt go nie ma, gdzie on się schował?

    OdpowiedzUsuń
  3. Martus, to ja ci napiszę elaborat o naszym żłobku. Panie są super, widzę że wkładają całe serce w opiekę nad maluchami. Niesamowicie się cieszyły gdy Tymek przestał im płakać, szedł już jak do siebie, dawał rękę i szedł do dzieci, nawet się za mną nie obejrzał. Co do rodziców. 80% dzieci chodzi z gilem. W poniedziałek dwa tygodnie temu w szatni gdy odbieralam Tymka, minelam się z mamą odbierajaca dziewczynkę z grupy małego. Dziecko tak kaszlalo ze aż miałam ochotę coś kobicie powiedzieć. Ale nie powiedzialam i po czasie żałuję, bo dwa dni później zaczął kaslac Tymek. W piątek już był ewidentnie chory. Jego kumple z placu, Antoś i Nela tak samo, te same objawy. Powiem ci, ze następnym razem nie będę się powstrzymywać i walę prosto do dyrekcji z prośbą o zwrócenie uwagi, żeby nie przyprowadzac chorych dzieci. I nie mówię tu o dzieciach z katarem, ale takich z gruzliczym kaszlem. .. no nie powiem co mnie trafia. Tydzień w domu z opiekunką (tyle co żłobek za miesiąc) I ten tydzień chyba też bo chcemy go doleczyc

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, ze tak dobrze sobie radzisz w pracy I gratuluje umowy :-) daje jakies zabiezpieczenie ma zycie.
    My poki co nadal sie trzymamy... picie tranu I czystka daje efekty.
    A cena za sale zabaw to chyba z nieba? Strasznie drogo, chociaz I u Nas 11e/osobe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś wiem o tym braku zapału;) Zaległe posty się piętrzą i jeszcze bardziej utrudniają podjęcie wysiłku w tym temacie;)
    A co do rodziców w żłobkach i przedszkolach... Temat rzeka i wbrew pozorom trudna sprawa. Znam takich, którzy przy najmniejszym katarze zatrzymują dziecko w domu i takich, którzy z gorączką posyłają do żłobka. Rozumiem oburzenie osób przyprowadzających zdrowe dzieci. Szlag człowieka trafia, gdy sam chucha i dnucha, podaje witaminy, szczepionki, czosnek, cytrynę, imbir, a otoczenie ma to wszystko w nosie. Ale wiem też, że czasem taka mama zwyczajnie nie ma z kim dziecka zostawić, kiedy zachoruje trzeci raz w ciągu miesiąca. Pracodawca przymknie oko na zwolnienie od czasu do czasu, ale jeśli sytuacja powtarza się co drugi tydzień... hmmm... czarne chmury zbierają się nad taką mamą. Są jeszcze rodzice, którzy nie z braku wyjścia, ale zwyczajnie z bezmyślności(?) i nie sięgania dalej niż czubek własnego nosa nie liczą się z niczym i z nikim. Tacy budzą we mnie bestię;)
    Trudny to temat. Są żłobki, gdzie bardzo restrykcyjnie przestrzega się zasad i nie wpuszczają nawet dzieci z gilem, albo zawracają rodziców w połowie drogi do pracy. Ale mam wrażenie, że to mniejszość.
    Nie wiem czy istnieje idealne wyjście z sytuacji...

    OdpowiedzUsuń
  7. Brak zapału, czasu ...... temat rzeka. Ja swojego październikowego urlopu wyglądam już bardzo niecierpliwie.
    Cieszę się, że masz umowę o pracę i że się w pracy zadomowiłaś. Atmosfera jest bardzo ważna.
    Co do chorych dzieci, wiem, że temat jest trudny, w końcu ja też mam dzieci. Katar ma 80% grupy T, bawią się z nim i wrzeszczą jak zdrowe. Nasz pediatra nie ma nic przeciwko kontaktom T z dziećmi, bo newralgiczne dni zarażania T przesiedział w domu.
    I rozumiem, że ciężko wykombinować opiekę nad dzieckiem, gdy dziadków i babć nie ma pod ręką, a do pracy chodzić trzeba. Ja Babcię i Dziadka w Warszawie mam. I ponieważ pracuję na zmiany jakoś sobie radzę. Ale nie mogę wziąć pracy do domu.
    Z gorączką albo kaszlem utrudniającym życie (bo jeśli dziecko zanosi się kaszlem przy każdym podbiegnięciu) do przedszkola nie puszczam. Nawet jeśli to tylko alergia. Bo po pierwsze Młody nie ma siły, a panie mają 14 dzieci oprócz niego. Po drugie jeśli mu się ostro pogorszy i tak będę musiała go zabrać z placówki.
    Idealnego wyjścia nie ma pewnie...
    Pozdrawiam z mojego pendolino :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ciagle mam nadzieje, ze jesienia wroci mi zapal do pisania:) ale narazie to u mnie jeszcze lato, tyle ze troche chlodniejsze i dzien krotszy.
    Ciesze sie, ze lubisz swoja prace, ale tez wcale mnie to nie dziwi bo wiem jaka jestes cudowna matka, a to sie przeklada na lubienie wszystkich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  9. O mój Poznań <3 Kocham to miasto i widzę, że coraz więcej blogerek tu zagląda :)
    http://zuzia-i-zosia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. oooo... mój Poznań :) Martuś, nie dziwię Ci się, że czasem cierpliwości Ci do własnych dzieci nie starczy. No przykre to, fakt, ale jednak jesteśmy tylko ludźmi, więc nic dziwnego, że skoro cały dzień spędzasz z malutkimi dziećmi to jesteś zmęczona i masz dość. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluje Marto umowy!! i masz racje, nie ma sie co zastanawiac, wazne tu i teraz- a potem sie bedziesz martwic.
    Nigdy nie bylam w Poznaniu- po twych zdjeciach kolejny punkt do zaliczenia w podrozy po Polsce!
    Dawno dziewczynek nie widzialam- wyrosly, wydluzyly sie :) a i Ty jakos tak inaczej wygladasz- chyba jednak zajecie nie idzie w parze z kulinarnymi wyskokami ;) ?
    Powodzenia na dalsze dni i cierpliwosci we wlasnym gniazdzie!
    Usciski :**

    OdpowiedzUsuń
  12. My właśnie z powodu ceny nie robimy urodzin Młodemu w Sali Zabaw, w zeszłym roku było 25zl/osobe za 2godz. zabawy, a w tym roku 35zl :( Oszaleli chyba!! Bez przesady. I choć uważam, że to fajne miejsce i świetny pomysł na urządzenie urodzin, to nie za taką cenę. Bo oprócz wstępów trzeba kupić i przywieźć tort i słodycze. Tylko napoje są w cenie. Także wolałabym mieć spokój i porządek w domu, a dzieciaki zaprosic do Sali Zabaw, ale za drogo to wyjdzie. W domu to tylko koszt tortu, napojów i smakołyków oraz balonów ;)

    W Poznaniu też byłam niedawno z siostrą, ale nie miałyśmy czasu na zwiedzanie. Ale w tamtejszym zoo byliśmy już kilka razy :)

    Gratuluje umowy, fajnie, że ta praca ci się podoba i daje tyle satysfakcji :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję! :)))
    I się obrażam! Byliście w Poznaniu i nie dałaś znać! Żółta kartka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Poznań- rewelacja!!
    Gratulacje umowy!! - bo fajnie gdy my kobiety możemy się spełniać!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Poznań- rewelacja!!
    Gratulacje umowy!! - bo fajnie gdy my kobiety możemy się spełniać!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak ja dawno nie byłam na rynku!!!!! I właśnie sobie uświadomiłam, że pomomo, że mieszkam w P.już 17 lat, jeszcze nie widziałam koziołków;-0
    Ja też gratuluję umowy, tym bardziej, że czytająć Cię widać, że lubisz tę robotę;-)A umowa na rok nie jest zła. Ja miałam najpierw umowę zlecenie - bo a nuż zjde w ciąże=słowa mojej szefowej. Potem umowa na rok, kolejna na 3 lata i dopiero na nieokreślony. Po czym po roku się zwolniłam i wkurzałam się, że mam 3-miesięczny okres wypowiedzenia;-0
    Co do cierpliwości to też z nią u mnie ostatnio krucho w stosunku do mojej 3-latki. Choć Ty to chociaż masz jakieś wytłumaczenie, a ja jedynie na pogodę moge zrzucić tę moją "drażliwość".

    OdpowiedzUsuń
  17. ten huragan chyba jest zarażliwy, albo to pogoda tak zmienia dzieci, bo trudno zapanować nad ich humorami

    OdpowiedzUsuń
  18. Poznański rynek - to ostatnie miejsce, które zwiedziliśmy przed Tygrysem. Piękny. Czekam na relację z palmiarni, bo nie miałam okazji być.
    Marta, gratuluję umowy. Może zarobki nie najlepsze, ale od czegoś trzeba zacząć,a z tego, co piszesz, wynika, że jesteś zadowolona. Ja tam takiej Pani, jak Ty powierzyłabym Tygrysa bez wahania.
    Wierzę, że urodziny Elizy były udane. Pogoda, humory, goście dopisały.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ach, moj Poznan! Pieknie Ci na zdjeciach wyszedl ;) Gratuluje oczywiscie umowy- super wiesci!

    OdpowiedzUsuń
  20. Noż masz babo szczęście, że na FB pisałaś, że sami nie byliście bo bym ci głowę ukręciła :) Byc pod moim nosem.....
    Co do pracy, masz rację, że po takiej przerwie każda gotówka jest na wagę złota :)
    Mnie obecnie młoda przywlokła katar i o ile ona łagodnie przechodzi to mnie ścina niemiłosiernie a do tego w sobotę wyladowałam na ostrym dyżurze i tyle ci powiem, że nie wygląda jak na filmach :)

    OdpowiedzUsuń
  21. No to znowu pozwiedzałam z Wami;)
    Umowa na rok-myślę że ok,gratuluję a Eliza no to co matka myślisz ;) to w nastoletni wiek wchodzi więc wiesz.....będzie dobrze!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. No cóż. My z przedszkolem po prostu mamy pecha. Jak już się trafiła przedsiębiorcza opiekunka to po półtora mca...odchodzi. sprawy rodzinne. Najlepsze jest to że chyba tylko 5 rodziców o tym wie. Dziwne że przedszkole o tym nie informuję..

    OdpowiedzUsuń
  23. Puk, puk, jest tu kto?! ;) Czekam i czekam na post o urodzinach Elizki, a tu juz prawie urodziny Lili! :D

    Hehe, moja mama do dzis na swoja grupe mowi "moje maluszki". ;) A co do braku cierpliwosci do wlasnych dzieci, to lacze sie w bolu (i wstydzie). Ja z dziecmi nie pracuje, ale po 8 godzinach w pracy tez mam dosc i czasem najchetniej przywiazalabym Potworki do krzesel i zakneblowala... ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. ja w obecnej pracy dostalem najpierw na 3 miesiace umowe, nastepna na rok, i za 4 miesiace się kończy. teraz zaczynam szukać alternatyw, żeby było pole do negocjacji. dla mnie umowa na czas określony to dobre rozwiązanie. Niestety w Poznaniu nie dane mi było być jeszcze, ale zaległości turystyczne napewno nadrobię:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Z czasem u mnie podobnie - a niestety najbardziej widać to po częstotliwości odwiedzin na blogach innych
    dziewczyn, z którymi zwyczajnie się zżyłam przez ten czas blogowania...Ale staram się, jak mogę :)

    Czyli jesteście już po jednej imprezce urodzinowej :) Mam nadzieję, że się udała - czekam na relację i obu Solenizantkom życzę wszystkiego NAJ ! :)

    A może Ty mnie oświecisz w kwestii uprawnień do wykonywania zawodu po pedagogice wczesnoszkolnej? Bo na uczelni próbowałam się orientować i jedni twierdzą, że będę miała uprawnienia - a inni, że niekoniecznie i że będzie mi potrzebna "z automatu" jeszcze podyplomówka. Chyba w końcu uderzę do kuratorium z tym pytaniem, bo trochę mi się nie uśmiecha przez dwa lata studiów nie wiedzieć, na czym tak naprawdę stoję ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. och kochana, ta tegoroczna jesien to porażka, zapał zabiła totalnie, a tak na nią liczyłam...dziś ledwie, LEDWIE coś skrobnęłam, zaraz wrzucę, bo to jak zawsze z doskoku wszystko. Do bani, co.
    Gratuluję umowy i trzymam kciuki, za kolejną na czas już nieokreślony.
    Musiałam spojrzec na datę posta, bo już chciałam życzyć udanych urodzin... hehehe, jakos nie przyzwyczajona jestem, aby u ciebie były takie przestoje, myślalam, że tylko ja w tym wiodę prym ;)
    Nie mniej jednak WSZYSTKIEGO DOBREGO dla panny Elizy :)
    Z sala zabaw już wiem, że się przekonałas ;) ale fakt, argumenty Marcina trafne, choć my w przyszłym roku rezygnujemy z Tymona urodzin na sali, nad Tolą jeszcze się zastanowimy, czy aby nie dopiero na kolejne takie się zdecydować. Nie mniej jednak, sala zabaw to rozwiązanie idealne.
    A wiesz, że ja chyba nigdy nie byłam w Poznaniu? Tak mi się wydaje ;)
    Buziaki Martuś, Pavlova była pychaaaa... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!