Mama2c

Mama2c

środa, 30 listopada 2016

A może bez tytułu?

Pytacie co u mnie.
Żyję.
Wstaję. Zaczyna się. Wyścig z czasem, wariatkowo. Nieprzewidziane "atrakcje": biegunka u psa na 5minut przed wyjściem z domu, zapomniane zadanie domowe Elizy, zagubiona lalka Lili, która miała tego dnia "iść" z Nią do przedszkola. Dzieje się w moim życiu, oj dzieje... Zwłaszcza rano.
Tylko rano.
Do pracy biegnę. Najczęściej.
Nadal lubię tam chodzić. Niech mi tak zostanie.
Wracam do domu.
Jem. Coraz bardziej świadomie, zdrowiej. Nie, jeszcze nie mam obsesji, co zarzuca mi starsza córka, zawsze wtedy, kiedy w chlebaku nie ma białego pieczywa ;)
Gotuję.
Czasem odgrzewam. Dziękuję Ci Mamuś!
Sprzątam.
Czasem brudzę. Sprzątają po mnie.
Śpię. Raz lepiej, raz gorzej.
Częściej gorzej. Niestety. 
Mam plany na przyszłość: umyję okna, upiekę z Lilą muffinki, zamówię sobie ulubiony tort na święta, kupię koleżance prezent, wyjdę z dziewczynami z pracy "na miasto".
Żyję?

Chyba żyję, coś tam boli, coś tam strzyka... 

Minął listopad. Umowny koniec jesieni... Dziś, w Andrzejki (oczywiście, że moje maluszki obchodziły, a jakże ;)), na koniec pracy, pierwszy raz o tej porze roku, usłyszałyśmy z koleżanką... "Last Christmas". Rozumiecie, dlaczego musiałam to tutaj odnotować? :) Idzie zima, idą święta. Cieszmy się.
Taaa.

Na grudzień mam kilka artystycznych planów (tak, poza myciem okien itd) i już chce mi się śmiać na myśl ile z nich zrealizuję i jakie wymówki wynajdę... W tym jestem bardzo kreatywna ;)

Póki co... Zanim wyciągnę kubki z Rudolfem i powłoczki w gwiazdki... Jesień w obiektywie:

Hortensje- zachwycają mnie w każdym stadium kwitnienia... Poniżej odmiana "Polar Bear", która w pierwszym roku kwitnienia przeszła chyba samą siebie- większość gałązek leżała na ziemi pod ciężarem kwiatów...


 Złapane na spacerze po działkach...


Kolejna hortensja- Vanila Fraise. Latem wypuściła tylko jeden kwiat. Jeden, jedyny. Pilnowałam go jak oka w głowie- miałam niecny plan ściąć go po zaschnięciu do wazonu. Udało się. Za to pod koniec września, kiedy w zasadzie pilnowałam już prognoz pogody, żeby zabezpieczyć hortensje ogrodowe, krzaczek oszalał i zaczął wypuszczać nowe kwiaty...


Sentyment z dzieciństwa... Żaden inny grzyb, nie podoba mi się tak, jak poczciwy muchomorek :)
 



 Taką jesień lubię najbardziej. Taka jesień była w tym roku najrzadziej widywana.



 Jesienna stylówa Lilki :)

Zasychanie...



W Lilki urodziny, pod nasze okna, podeszły sarny... Kto je widzi? 





19 komentarzy:

  1. Stylowka Lilci - bardzo wytworna! Niemozliwe jaka z niej dorosla panienka w tym plaszczu! :)

    Muchomory tez zawsze byly moimi ulubionymi (wizualnie) grzybkami! Ale tutaj nie rosna... :(

    Czytam, ze u Ciebie dni zapierniczaja jak u mnie? Moje poranki co prawda sa teraz nieco spokojniejsze, ale i tak musze poganiac male, rozkojarzone leniuchy. ;) Jedz to sniadanie, ubieraj sie, gdzie twoja czapka, itd. to sa najczesciej slyszane o poranku zdania w moim domku. ;) Za to wieczor, to kolejka gorska! Wracam z pracy i szybko! Obiad, lekcje z Bi, przecwiczenie wyrazow czy innych zagadnien do zapamietania (tak, tak, to nadal zerowka, az boje sie co bedzie dalej!), rozladowac zmywarke, zaladowac ponownie, cos tam przetrzec, cos poukladac i juz czas klasc dzieci spac. Potem blogie pol godziny na kanapie i glowa sama opada... A jeszcze maz sie domaga, hmm... uwagi. ;)

    Wszystkie bozonarodzeniowe tradycje mam zaplanowane na weekend, ale ze tych jest przed Swietami tylko trzy, a po drodze mamy jeszcze urodziny Nika oraz przyjecie Mikolajkowe dla dzieci w kosciele, wiec wiem juz, ze bedzie ciezko zrealizowac choc polowe. Jakos to jednak przelkne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sarenki widzę! Ostatnio jedną widziałam całkiem z bliska jak na kijki chodziłam we wrześniu :)

    Lilka wygląda super! I kwiatki oraz muchomory też piękne ;)
    A takiej pięknej i słonecznej jesieni to ja nawet nie pamiętam z tego roku :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że potrafisz o tym swoim małym "wariatkowie" pisać z humorem i dystansem - zamiast popadać w jakieś głębokie doły i się nad sobą użalać, jak ja to mam w zwyczaju ;)

    Sarenki widzę ! Nam ostatnio lis przebiegł drogę - tuż przed nami, prawie na wyciągniecie ręki. Musiał być głodny cholernie, skoro tak blisko ludzi wyszedł - a Bąbel potem przeżywał przez tydzień czasu, że widział takiego prawdziwego, a nie "sztucznego" ;)

    No i muchomory jakie! U nas rzadko się trafiają - a nawet jeśli to jakieś takie mniej dorodne. Może to dziwne - ale też je lubię (oglądać, nie jeść - rzecz jasna ;) )

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niestety nie widzę sareneek. Minus osiem dioptri robi robote;) powiem Ci ze ostatnio muchomorka widzialem dobre 10 lat temu, a na grzyby chodze co roku;) co do mycia okien, to u nas ja sie tym zajmuje. Kiedys przeczytalismy gdzies ze kobieta nie moze tego robic. Dokladniej nie powinna dlugo z rekami w gorze przebywac. Zdjecia piekne. Jesien. Ksiazkowa;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, nie tylko sarenki, ale piękne kwiaty i Śliczną Córeczkę!Fajnie napisałaś. z poczuciem humoru i dystansem łatwiej znosić wariackie poranki - wiem cos o tym :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas to samo. Codzienny obłęd podszyty smutkiem

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam ten Twoj zwariowany świat! Uwielbiam Cię i ta wasza codzienność! Piękne jesienne kadry!

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam ten Twoj zwariowany świat! Uwielbiam Cię i ta wasza codzienność! Piękne jesienne kadry!

    OdpowiedzUsuń
  9. Martus, najnormalniejsza normalnosc :) pocieszajace jest to, ze prawie kazdy ma takie dni, okresy i etapy zycia. Wszystko mija, sie zmienia a po czasie zastanawiamy sie jak mysly daly/ dawaly rade ? ;)
    Ja wyczekuje juz sniegu i prawdziwej zimy- jesieni jako takowej nie bylo... Lilcia wyrasta, tzn dzieci nam sie starzeja ;)
    Usciski kochana :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Lilka to już pannica.Jak ją pięknie wystylizowalas. Sarenka widzę. U nas to i sarenki i jelenie i lisy. Mam las na samym podwórku a naokoło same pola. A muchomorow tu u nas pod dostatkiem. Nic tylko zapraszam do mnie jak już zrealizuje plany jakie mam co do naszego położenia

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie widzialam w tym roku ani jednego muchomor a:(

    OdpowiedzUsuń
  12. Sarenki widzimy. Mąż tak nas wyćwiczył w podglądaniu zwierząt, że i mysz bym zobaczyła :)
    Jak Lila pięknie wygląda na tym zdjęciu. Już taka duża dziewczynka.

    OdpowiedzUsuń
  13. No proszę a ja już pełną gębą w grudniu. Ale tylko dekoracyjnie bo mentalnie nie chcę mi się wierzyć, że za 3 tygodnie Wigilia. W tym roku u Mamy więc wrzucam na luz :)
    A poranków wciąż nie znoszę. Choć nie...dziś wstałam o 5 tej i się...wyrobiłam, hehe

    OdpowiedzUsuń
  14. Spojrzałam na Lilkę i mówię: chyba coś źle przeczytałam, przecież to Eliza! Bardzo urosła i wypiękniała :) Aż mi się coraz bardziej córeczki chce :) Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Najwazniejsze,ze u was wszystko dobrze. Taka polska jesien tez kocham , chociaz I nawet troszke irlandzkiej jesieni bylo w tym roku :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Smutna jestes. Szkoda.
    Widocznie teraz tak musi byc.
    ;-(

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja też uwielbiam hortensje. Lilka cudna.
    A aura trochę depresyjna, fakt. Mnie też przygnębiła. :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Śliczna ta Twoja panna!
    Ja też ostatnio zabiegana i póki co nie zanosi się przez kilka lat, że będzie inaczej. ZMiany u mnie w pracy bardzo niefajne...
    Byle do Świąt, trochę oddechu i oderwania, mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  19. Stylówa Lilki - wow!!!
    Ja też taką jesień lubie, jakiej w tym roku nie mieliśmy..

    Fajnie opisałas swoje obecne życie :)
    Zyjesz kochana, widac, że żyjesz :)

    Muchomory są przepiękne, podgrzybki również, uwielbiam je na mchu, z tymi pieknie brązowymi kapelusikami, ich widok mnie zawsze cieszy, bo jest wtedy takie - O!! Znalazłam grzyba! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!