Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 12 grudnia 2016

...a życie toczy się dalej.

I nawet, przy odpowiedniej ilości wina albo innych trunków, nie wydaje się taką farsą, jaką jest w rzeczywistości :)




Pieczemy więc pierniki- bo przecież wszyscy pieką, no i "czemu dzieci są winne"...
No niczemu, to upiekłyśmy. Prym wiodła Lila z Babcią, ja byłam jedynie ich małym pomocnikiem. A głównie to... robiłam zdjęcia.








Lila po chorobie wróciła dziś do przedszkola. Ech, napędziła mi stracha Maleńka Moja. W piątek, tydzień temu, przywitała mnie po pracy 39stopniami i miała je przez 4dni. Do tego, mimo nurofenu forte temperatura wracała bardzo szybko. W sobotę był lekarz, niby winowajcą był katar spływający po ścianie gardła... Kiedy w niedzielę Lila zaczęła skarżyć się na ból brzucha, a temperatura wciąż wysoka, oczyma wyobraźni widziałam już zapalenie wyrostka. Dlatego w poniedziałek rano wezwaliśmy lekarza raz jeszcze i mogłam odetchnąć, bo na szczęście- nic nowego się nie działo. Brzuszek może boleć przy takiej gorączce... Na szczęście od wtorku szło już ku lepszemu...

U Elizy wyraźnie widać, że zbliża się koniec semestru- proponowane oceny, wyliczanie średnich, kombinowanie co można podciągnąć... Odpukać, Elizie idzie naprawdę dobrze. Miała kilka niepotrzebnych wpadek, ale generalnie na niczym one nie zaważyły. W sobotę odbył się kolejny egzamin z karate. Ku mojemu zaskoczeniu, Eliza właśnie zdała na niebieski pas... Pogubiłam się już kompletnie w tych belkach, kolorach i kiedy dziś zostałam oświecona, że to już niebieski- szok i niedowierzanie :) Cieszę się bardzo! Choć to półrocze było dla Elizy dość kryzysowe, miała wiele akcji pt. "Nie chcę już chodzić na karate"... Mam nadzieję, że przeszło Jej to bezpowrotnie.

W pracy- grudzień pełną gębą!  U maluszków był Mikołaj. Jestem z Nich bardzo dumna- żaden Bąbelek nie uderzył w płacz :) Co prawda z najmłodszymi musiałam podejść po prezent, ale obyło się bez scen dantejskich. Za to moje dwulatki- doskonale wiedziały, co trzeba w takiej sytuacji robić :) Aczkolwiek- zdjęcie ciężko Im było zrobić, bo wzrok utkwiony w prezencie- ale mam nadzieję, że każdy z rodziców będzie miał miłą pamiątkę.

Mnie też spotkało w pracy miłe zaskoczenie- dostałam od Mikołaja prezenty dla moich dziewczynek!

Dziś piekłyśmy pierniczki- w środę mamy po pracy spotkanie z rodzicami dzieci przy wspólnym piernikowaniu. To już taka tradycja w przedszkolu, dziewczyny świetnie je wspominają, dlatego stało się to już imprezą cykliczną.

Można powiedzieć, że jeszcze trochę i wejdziemy na ostatnią przedświąteczną prostą... Najchętniej, w związku ze zbliżającymi się świętami, poddałabym się emocjonalnej hibernacji, bo bez względu na to, jak bardzo bym chciała, jeszcze mnie to trochę rusza. Może za rok zimna suka weźmie już górę nad wzruszaniem się przy Last Christmas... Chociaż- akurat te wspomnienia będę pielęgnować, bo są wyjątkowo miłe. W przeciwieństwie do wielu innych.Ot, życie.

Póki co...
Lilki podwieczorki wyglądają tak:



W miłości do pierników jest stała w uczuciach...
A tak Dziewczynki  piernikowały dwa lata temu...



Do usłyszenia... Pewnie jeszcze przed świętami.

49 komentarzy:

  1. Pierniczki cudo. Mnie także kojarzą się że Świętami i może warto je właśnie pięć dla dzieci :)))
    W żłobku cudnie z dziećmi, choć domyślam się, że bywa różnie :)))
    Praca marzeń, gdy chce się mieć długo kontakt z małymi dziećmi.
    Serdecznie pozdrawiam :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla dzieci wiele rzeczy warto robić... Choć idealnie byłoby, gdyby robiło się je nie tylko dla dzieci... Ale jak się nie ma co się lubi, to... wiadomo.

      Zazwyczaj jest cudnie, ale masz rację- bywa też różnie, nie powiem.
      Ja uwielbiam maluchy, także dla mnie na razie ok.
      Buziaki Kamilko!

      Usuń
  2. Ale już tam u Was świątecznie ! :) My pierniczyliśmy i tworzyliśmy świąteczne ozdoby głównie na wyjazdach i w trakcie warsztatów dla dzieciaków poza domem - bo w domu niestety całe inne mnóstwo spraw się nawarstwia (między innymi moja zbliżająca się sesja egzaminacyjna, która dosłownie leży i kwiczy). No i ja też w sumie leżę i kwiczę, bo mam zapalenie krtani takie, że aż głos straciłam. Także jeszcze się zbyt świątecznie nie czuję - mam nadzieję, że szybko mi przejdzie.

    Gratuluję Elizie "awansu" na wyższy stopień wtajemniczenia w karate i świetnych stopni - a Lili życzę, żeby już żadna choroba jej nie gnębiła.

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, widziałam- aktywni jesteście ostatnio :)
      Zapalenie krtani? Współczuję :( Paskudztwo.

      Usuń
  3. Gratulacje dla Elizy - musi być bardzo dumna, a Ty z nią:))
    Pierniczki, cóż może jak dojdę do siebie po ospie, zdążymy jeszcze coś upiec przed Świętami.
    I przesyłam ciepłe myśli, może magia świąteczna trochę zadziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, cieszy się, a ja razem z Nią.
      Ospa? Współczuję, bardzo!
      I dziękuję. Magia nie zadziała, ale miło :*

      Usuń
    2. Ściskam wobec tego. I dodatkową porcję ciepłych myśli wysyłam. Żałuję, że nie mieszkam nieco bliżej, bo na żywo czasem łatwiej pogadać.

      Usuń
    3. I nie wierzę, żeby kiedykolwiek było Ci wszystko jedno. Za dużo w Tobie ciepła i serdeczności.

      Usuń
    4. Dziękuję Visenno :* Dziękuję Ci bardzo!
      Pewnie, że łatwiej... A czasem łatwiej nawet pomilczeć, gdy jest ktoś obok.
      Nie chcę zapeszać, ale w ferie jeszcze szansa, że będę blisko Warszawy, także- kto wie.

      Usuń
    5. W takim razie pisz na priv😊

      Usuń
  4. być może i ja kiedyś upiekę własne pierniczki, ale na to potrzebuję jeszcze kilka lat przygotowań:) Gorączka u malucha to zawsze przeżycie i dobrze, że u Was wszystko dobrze się skończyło. Nie tak dawno sami chodziliśmy jak na szpilkach jak mała gorączkowała przy ząbkowaniu. Gratulacje niebieskiego pasa! Nie znam się na oznaczeniach w Karate, ale trenowałem długo Taekwondo i tam niebieski jest o dwa pasy przed czarnym:P Ja doszedłem do czerwonego:P czyli skończyłem tuż przed czarnym..:) Powiem z doświadczenia, że nie ma dla dzieci lepszych sportów rozwojowych. Ludzie niestety czasem boją się zapisać swoje dzieci, bo nie chcą, żeby ich dzieci się biły.. ehh... wystarczy pójść na kilka treningów z dzieckiem, żeby się przekonać ile to daje frajdy i jak rozwija. :) Fajnie, że był Mikołaj u dzieciaków i mam nadzieję, że nikt za brodę go nie ciągnął:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, dokładnie- bardzo nie lubię podwyższonej temperatury u Dziewczyn, a już kiedy rośnie naprawdę wysoka, to szok ze stresem...
      W karate to jednak trochę inaczej- po niebieskim jest jeszcze żółty, zielony, brązowy i dopiero czarny. A na każdym kolorze jeszcze ileś tam belek, zanim będzie nowy kolor pasa... Także to jeszcze ładnych kilka lat :)
      Ja nie miałam żadnych wątpliwości, czy zapisać Elizę na karate. W tych czasach? Siłą Ją bym tam zaciągnęła, gdyby nie chciała. Sama żałuję, że jako dziecko w coś takiego się nie wciągnęłam...

      Spokojnie- maluszki mimo wszystko były na tyle onieśmielone, że nawet by o tym nie pomyślały :)

      Usuń
  5. Cudownie, że i o Twoich dziewczynkach w pracy Mikołaj pamiętał :)
    Moja młoda pierniki robiła z babcią, więc jutro ja z nią zrobię zwyczajne ciasteczka :) Co by nie było, że matka z nia nie upiecze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no jasne... Pochwal się efektami pieczenia.
      Buziaki!

      Usuń
  6. Rewelacyjne pierniczki - u nas 1 już zniknęły! Kubuś twierdzi, ze Mikołaj wszystkie zjadł! 😂😂 a ja muszę w to wierzyć:)
    Kochana zdrówka Wam życzę! Bo to najważniejsze; )

    OdpowiedzUsuń
  7. Rewelacyjne pierniczki - u nas 1 już zniknęły! Kubuś twierdzi, ze Mikołaj wszystkie zjadł! 😂😂 a ja muszę w to wierzyć:)
    Kochana zdrówka Wam życzę! Bo to najważniejsze; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Mikołaj to jednak straszny łasuch, także- kto wie :)
      Zdrówko- zawsze najważniejsze!

      Usuń
  8. nigdy nie piekłam pierników.....
    Ciesze się ze już Lilka wyzdrowiała i mogła wrócić do przedszkola.
    Ależ u Was śwątecznie ho ho

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świątecznie? Chyba nie za bardzo...
      Buziaki!

      Usuń
    2. pierniki są śa ciasteczka i lampion na czasie, mocne trunki z pomarańczą, cytryna też więc atrybuty są a reszta może się pojawi?? a jak nie to i tak Świeta to tylko jeden weekend.
      ps: W niedziele byliśmy na kawie u sąsiadki i sąsiad mówi do mnie wiesz jak ja się cieszę że świeta tak wypadły w tym roku... ja weekendu nie mogę z moją 4 dzieci ( w tym bliźniaki w Przemka wieku) wytrzymać... tak ze tego :D

      Usuń
    3. No racja, atrybutów mamy pod dostatkiem, jakby nie patrzeć... Nawet trzy choinki stoją. Tylko nastroju zero...

      Heh, no to chociaż sąsiad zadowolony, bo ja średnio :) Wzięłam dwa dni wolnego przed świętami, to trochę sobie ten czas w domu z dziewczynami wydłużę.
      Daj znać, czy listonosz był :)

      Usuń
    4. był był:* jeszcze raz dziękuje:*

      Usuń
    5. Nie ma za co! To przyjemność :*

      Usuń
  9. Podeslij mi tu Lilcie...i moze Babcie ? ;) Z przyjemnoscia zjadlabym swojskich pierniczkow :)
    Wiesz, ze normalnie wierzyc sie nie chche, ze Lilcia dopiero ma 4 lata?! :O bardzo od lata wyrosla i wydoroslala.
    Gratulacje dla Elizy- nie mam pojecia jak to jest z tymi stopniami, jednak zdecydowanie sukces warty pochwaly!
    Usciski Kochana, ja tez sie wzruszam i przezywam... wczoraj gdy sama ubieralam choinke musialam uwazac aby nie ronic lez... dzieci juz mi wyrosly, juz nie kloca sie o ozdoby... starzy zostali sami :(
    Do nastepnego, pa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewuniu, bardziej jednak Babcię, bo Lila bardzo utylizowała surowe ciasto w swoim małym brzuszku :)
      Też czasami jak na Nią patrzę, a przede wszystkim, kiedy Jej słucham, myślę sobie, że to niemożliwe, że ma dopiero 4lata :)

      Ja też tych stopni nie ogarniam, ale dumna jestem z Niej bardzo.

      Ewuś, ja się nie wzruszam choinką itd... Bardziej wzruszam się na myśl, co mnie omija... Choinka i kupa żarcia nie zrobi mi świąt, bo jeśli nie ma tego czegoś, to świąt też nie będzie...
      Buziaki Kochana!

      Usuń
  10. Ja jak wiesz antytalencie do pieczenia nie robię sama pierników. Co roku dostajemy od mojej chrzestnej :) W tym roku kupiłam też świąteczne ciasteczka od koleżanki, cudne są :)

    Gratulacje dla Elizy! Super!

    A Ciebie Martuś mocno ściskam :* i bardzo żałuję, że mieszkamy tak daleko od siebie.. Tak mi przykro, że u Ciebie nie tak jak być powinno :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też żałuję Inesko... Do wszystkich fajnych Dziewczyn, z którymi mam wspaniały kontakt, mam kawałek. Niestety. Powiedz jak Wy się czujecie? Jak Mąż i Teściowa?

      Mi też przykro. Tak po ludzku przykro. Bo choć to nie moje pierwsze takie święta, to kłamstwem byłoby napisać, że przywykłam...

      Ja szczerze mówiąc średnio lubię ciasta, które trzeba zagniatać. Nie mam do tego siły :) Zresztą, u nas to już taka tradycja- moja Mama od zawsze piecze z dziewczynami pierniczki.
      Ściskam Was mocno.

      Usuń
    2. Mąż ok, trzyma sie, trzeba żyć dalej i ogarniać codzienność.. nie ma innego wyjścia. Praca, dom, synek pochłaniają cały jego czas..

      A Teściowa miała kryzys, serce odmówiło posłuszeństwa i źle się czuła parę dni, ale dostała leki i już jest lepiej. Na szczęście. Teraz zajeła się przygotowaniami do świąt i jakoś daje radę. Pewnie w święta będzie gorzej trochę..

      Dzięki za troskę Marta. Ty też się trzymaj!! Mam nadzieję, że u Ciebie ciut lepiej?

      Usuń
    3. Cieszę się, że napisałaś. Mogę sobie tylko wyobrażać jakie to są emocje i dla Męża i dla Jego Mamy, ale masz rację- zawsze trzeba żyć dalej. Ci, którzy odchodzą też by tego chcieli.
      Te pierwsze święta bez bliskiej osoby są pewnie najtrudniejsze, choć to taki szczególny czas, że tak sobie myślę, że chyba zawsze pojawiać się będzie to ukłucie żalu, że nie ma już z nami tych, których kochaliśmy...
      Lepie Inesko, trzymam się. Jeszcze tylko jutro do pracy i urlop.

      Usuń
  11. Moja Agatka tez by sie zywila tylko piernikami ;) Zdrowka zycze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te pożeraczki pierników :) Haniu, co u Ciebie? Jak się trzymasz?
      Ściskam Cię Kochana, napisz.

      Usuń
  12. Piernikowe Panny wspaniałe a pierniczki pewnie smaczne. Życzę żeby wszystko się poukładało.Wszystkiego dobrego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Dorotka. O tak, pierniczki smaczne.

      Usuń
  13. Zrobiłaś mi ochotę na odpicowaną herbatę! Chyba nawet gwiazdki anyżu powinnam mieć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ale... to nie herbatka :) To grzaniec :)

      Usuń
  14. Ten napój ( chyba nie herbatka) bardzo inspiruje:) ze o piernikach już nie wspomnę! Tyle w Tobie ciepła, że zasługujesz na nie w dwójnasób!Wiesz, powiem Ci z mojego wieloletniego doświadczenia, że takie gorsze dni( tygodnie?0 przecież się maja prawo zdarzyć...może właśnie w święta coś się naprawi, odmieni? zyczętego najserdeczniej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie to nie herbatka :) Grzaniec wypity z Mamą.
      Basiu... U nas to już w miesiącach raczej (tak, wiem jak to brzmi... I niestety, nie ma się czym chwalić) ale też nie chodzi o rzucane pod łóżko skarpetki. Z wielu względów nie chcę tu pisać o co dokładnie chodzi (zresztą to wymagałoby streszczenia od okresu naszego narzeczeństwa...) ale dla mnie to kwestia, na którą nie mogę machnąć ręką.
      Czy w święta się odmieni? Z pewnością nie. Z doświadczenia wiem (niestety), że w święta to się może jedynie pogorszyć.
      Ale dziękuję Ci za dobre słowo i ściskam Cię serdecznie :*

      Usuń
  15. Kochana, tak mi smutno, ze nie czujesz magii Swiat... Na zdjeciach taka piekna sielanka, normalnie jak z zurnala, a w sercu zgorzknienie... Przytulam. :*

    Ja w tym roku, paradoksalnie, ciesze sie na Swieta. Paradoksalnie, bo nie mam zupelnie czasu na przygotowania. Wracajac do domu o 17:30, wieczory uciekaja mi przez palce i gubie sie w datach. Wczoraj zadzwonilam do pediatry potwierdzic wizyte Nika, a pani zdziwiona mowi mi, ze dwa dni wczesniej powinnam byla dostac automatyczne przypomnienie. Po przeszukaniu telefonu okazalo sie, ze dostalam je, a jakze. Zakrecona jestem niczym sloik na zime. ;)

    Wszystko mam skumulowane na nadchodzacy weekend. Chcemy kupic i ubrac choinke, upiec pierniczki, chcialam jeszcze z dziecmi zrobic ozdoby na choinke z masy solnej... I zastanawiam sie czy choc jeden z wymienionych punktow odhacze. Bo tez i zakupy swiateczne i zwykla spozywka na caly tydzien czeka. I chalupe odgruzowac by sie przydalo. I ze 4 prania zrobic. A to tylko dwa dni... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, zdjęcia już nie raz kłamały... Czasami oddają to co w sercu, ale czasem, jak u mnie teraz, mogą mocno przeklamywac rzeczywistość. Mi też przykro. Jednak...nic na siłę. Nie jestem w stanie wskrzesić w sobie choć trochę radości, kiedy wokół mnie tyle fałszu, obłudy i zakłamania. Ja wiem, że byłoby mi łatwiej, gdybym udawała, że deszcz pada, kiedy pluja mi w twarz, ale nigdy tego nie umiałam i nawet nie chce się nauczyć. Pozostanę w tym całym syfie sobą. Z nadzieją, że jeszcze kiedyś, sama bądź dzięki komuś, przeżyje święta o jakich marze.

      Ciesze się natomiast, że u Ciebie tak pozytywnie. Nawet w gonitwie i z językiem na wierzchu można czuć radość, jak widać :) bo to po prostu jest w nas. Jeśli jest.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Martuś, nie smutaj! Przykro kiedy tak się wszystko składa, ale podobno w każdej sytuacji da się znaleźć coś pozytywnego, spróbuj. (Ja ostatnio znalazłam pozytyw nawet w przegranej sprawie sądowej, naciągany pewnie ale zawsze- chyba mam taką fazę w życiu że chcę widzieć to co dobre, cholernie tego potrzebuję.). Mnie wizja świąt przestała cieszyć jakieś dwa lata temu. Dopiero wówczas (zawsze jeździmy na gotowe) nagle mnie olśniło że to wszystko przepych, konsumpcjonizm, ogrom przygotowań, pracy, przerażające wydatki i sztuczna uprzejmość przy stole. Chyba nie tak powinno być, ale moja rodzina już od dłuższego czasu nie ma wcale ochoty urządzać świąt, a ja wiem jakie to ważne dla dziecka i chciałabym żeby Mi zawsze je miała, takie duże, rodzinne.
      Po napisaniu tego komentarza wyjdę z domu na przedszkolne jasełka. Dziewczyny, trzymajcie kciuki za udany występ Małej Mi, pewnie podzielę się efektami na blogu ;)
      Buziaki Martuś, znajdziesz spokój.

      Usuń
  16. Ale dzidziusiowo slodka Lilunia sprzed dwóch lat :) Teraz to już taka mała panieneczke, śliczna jest i jaka skupiona na pracy, oczywiście widzę biżuteria obowiązuje nawet przy robieniu pierniczków - cudownie mieć w domu taką małą księżniczkę, co :)

    Pięknie to wszystko przedstawiasz, pięknie opisujesz, ale między wierszami czuć tak bardzo tą gorycz... nawet nie wiesz jak mi smutno z tego powodu. Przydałby nam się taki babski wieczór co, na wygadanie, na popłakanie, na poplotkowanie. Czemu ten Szczecin tak daleko od Warszawy :(
    Przytulam Cię Martuś.
    Super niespodzianka z prezentami dla dziewczynek w przedszkolu. Miłe są takie gesty, prawda.
    Moc ciepełka posyłam do Twego serca <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a w ogóle zapomniałam dodac, ze gratuluję bardzo Elizie. Nasz tymon już kolejny rok trenuje karate w przedszkolu z prawdziwym karateką i jest w niebowziety - nie wiem tylko czy samą karatą, czy panem od karate ;) Nie mniej jednak, po zakończeniu przedszkola, zamierzamy to kontynuować. Bardzo fajna sprawa.
      Gorączka Lilci - wyobrazam sobie Twój strach, ja pewnie myślałabym już o najgorszym..

      Usuń
    2. Ech, Iwonka... I popłakałam się. A siedzę właśnie z maseczką na twarzy... Nie dane mi być piękną i jędrną :)
      Masz rację, niby to nie dwa końce świata, a jednak przy pracy, dzieciach, finansach, to wciąż mamy do siebie (ZA)daleko. Ale kiedyś na pewno się uda.

      Co do Tymonka, to nawet jeśli zafascynowany jest trenerem to już bardzo dużo i może fajnie procentować na przyszłość. Idealnie jeśli trenerem jest dla dziecka jakimś guru/autorytetem. Eliza w tym roku przeżyła falę buntu wobec swojego trenera, a to naprawdę świetny, poukładany chłopak. U Niej to już chyba naprawdę hormony dochodzą do głosu, do tego atmosfera w domu, mieszanie Jej siłą rzeczy w sprawy, które nie powinny być na Jej głowie... To wszystko wychodzi.

      Lila- tak, Ona nawet do robienia kupy szła by najchętniej w tiulowej spódnicy, misternej fryzurze i obwieszona biżuterią :) Małe damy mamy w domu, prawda? Bo Twoja Tolcia chyba identyczna?

      Ściskam Was mocno, mocno :*

      Usuń
  17. Gorzkie te świąteczne słodkości Martuś...Trzymaj się ciepło. Rozumiem ten stan i żal za tym jak mogłoby być, ale nie jest się w stanie nic poprawić samemu.

    OdpowiedzUsuń
  18. Super pierniczki, też piekłyśmy :-) Wesołych Świąt dla Was dziewczyny :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja pierniczków nie robiłam, ale w następnym roku na pewno zrobię. Ja również w kuchni często robię zdjęcia niż pomagam.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeszcze raz życzę Cudownych Świąt!
    PS Łucja też jest wielką miłośniczką pierników :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wiem, czy się tu jeszcze pojawisz przed Bożym Narodzeniem - ale tak czy siak zostawiam swoje życzenia :) Zdrowych, spokojnych i rodzinnych Świąt - zdecydowanie bardziej radosnych i beztroskich niż niektóre akcenty przewijające się w Twoich ostatnich postach... Dużo szczęścia, siły i miłości ! :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!