Mama2c

Mama2c

wtorek, 24 stycznia 2017

To może być długi post...


...o ile starczy mi sił, żeby go napisać :) Godzina już niemłoda, a ja odgruzowałam dziś połowę mieszkania... Przy jego obecnym stanie, to chyba cięższe zadanie, aniżeli praca w kamieniołomach i niestety- nie ma w tym cienia kokieterii. Nie wiem czy to ta zima i brak słońca, ale moja aktywność poza pracą czasami spada do absolutnego minimum- ugotować obiad na następny dzień, wstawić pranie, nalać sobie wina, naszykować ubrania dla siebie i dla Lilki i paść na wyrko. Jeśli zdarzy się, że muszę z czegoś odpytać Elizkę, albo sprawdzić Jej zadanie domowe, to najpierw muszę sprawdzać sama siebie, czy jeszcze myślę, czy już się wyłączyłam :)


Co tam też u nas słychać. Hmmm. Niech zerknę do poprzedniego posta, na czym to ja skończyłam :)
No to tak...

Zanim udaliśmy się na poniedziałkowe zebranie u Elizy, byliśmy w weekend na urodzinach kolegi Lilki z przedszkola. Dziecko się ponownie wybawiło, o czym niech świadczy fakt, że pot lał się z Niej strumieniami :)

Ponownie mieliśmy okazję być na sali zabaw, której nie znaliśmy. Jak to człowiek, szczególnie rodzić, całe życie poszerza horyzonty...




W poniedziałek po pracy przyjechał po mnie Marcin robiąc mi niespodziankę- przywiózł mi sajgonki, o których parę dni wcześniej podobno wspominałam. Chyba przez sen :) W każdym razie- wie jak mi dogodzić, oj wie :) Pominę już fakt, że poważna pani bliżej 40-tki jadła je w aucie na lidlowskim parkingu, ale to tylko dodawało smaczku całej sytuacji. Poczułam się niemal jak podczas studiów... Tak to ja się mogę odmładzać, choćby co drugi dzień :)


Zebranie u Elizy... Rzadko mam okazję na nich być, częściej to Marcin na nie chodzi. Za Elizą pierwszy semestr. Oceny bardzo przyzwoite i szczerze mówiąc- nie spodziewałam się, że tak dobrze zakończy to półrocze, choć kiedy przyjrzałam się im bliżej- były przedmioty, z których mogła mieć jeszcze lepsze oceny, ale zwyczajnie- chyba się nie postarała. W każdym razie, średnia 5,1 napawa mnie dumą. Natomiast zachowanie naszego dziecka... Cóż, zachowanie pozostawia trochę do życzenia, że to tak enigmatycznie napiszę. I Eliza i my mamy nad czym popracować.


Ferie u nas dopiero w połowie lutego i oczywiście czekamy na nie z utęsknieniem. Prawdopodobnie wezmę wtedy tydzień wolnego, żeby pobyć z dziewczynami. Ferie ma co prawda tylko Eliza, ale Lilce też oczywiście zrobilibyśmy wolne. Mieliśmy takie nieśmiałe plany wyjechać na kilka dni... Już cieszyłam się na spotkanie z Iwoną, a może też z Visenną... Jednak, niestety. Wyjechać nie wyjedziemy. Przed nami wesele mojego brata i trzeba trochę pieniędzy na nie odłożyć. Ferie musimy sobie odpuścić- bardziej zależy nam na wyjeździe na majówkę, kiedy to mamy zamiar hucznie obchodzić 60te urodziny mojej Mamy. Jednak na razie nic nie będę planować, bo jak widać- plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać.

W pracy... W zasadzie wszystko w najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że jakiś paskudny wirus (chyba grypa) zdziesiątkował nam dzieci. W czwartek i piątek z mojej grupy była tylko dwójka dzieci... Tu mogłabym w zasadzie wysmarować kolejny post o tym, jakie przeprawy stoczyłyśmy z rodzicami naszych maluchów, które się pochorowały... ale, nie mam na to siły, a dwa- bez względu na to, jak ktoś jest w tej sytuacji nie w porządku wobec mnie (że o własnym dziecku nie wspomnę), uszanuję anonimowość i prywatność tych ludzi. Pozostanie oczywiście ogromny niesmak, a w głowie pytanie na ile to znak naszych czasów, a na ile totalny brak odpowiedzialności... ale jakoś muszę to wszystko przetrawić.

Od minionego weekendu przygotowywałam się już na Dzień Babci i Dziadka. Nie szykowałam z maluszkami żadnego występu/przedstawienia, bo to nie ta grupa wiekowa. Z koleżanką ustaliłyśmy, że zrobimy laurki, plakat z którym każdy maluch miał mieć zdjęcie (tego się akurat nie udało zrealizować, bo plakat został powieszony, zanim zrobiłyśmy zdjęcia, a i dzieci zaczęły się już nam wtedy wykruszać) i upieczemy ciasteczka, które potem ładnie zapakujemy i wraz z laurkami każdy maluch dostanie je do domu, w celu przekazania właściwym osobom :) Plan udało się zrealizować, poza drobnym faktem, że w piątek tylko dwoje dzieci zabrało swoje prezenty dla babć i dziadków... Reszta odbierze je, kiedy zaczną wracać do żłobka. No taki czas, cóż zrobić. Pamiętam, że o tej porze, rok temu, była w Lilki przedszkolu sytuacja, że przez kilka dni nie było ani jednego dziecka...













Dla naszej Babci też udało mi się zrobić z Lilą prezent, mimo, że po zrobieniu prawie dwudziestu laurek, miałam już lekki przesyt prac plastycznych :) Eliza na szczęście nie wymaga już pomocy i sama nie tylko zrobiła dla Babci laurkę, ale kupiła też drobny upominek.



Zanim jednak przejdziemy do obchodów babcinego święta, poubolewam jeszcze nad swym losem. Nie dość, że zima, nie dość, że słońca brak, to jeszcze... To jeszcze miałam w piątkowy wieczór randkę z moja dentystką... Na szczęście wcześniej miałam randkę z mężem, i mimo, że powód wyjścia z domu był dość bolesny (i to jak jasna cholera!), to sam fakt, że razem, we dwoje, że na spokojnie, że w miejscu, gdzie kiedyś bywaliśmy często... nastroił bardzo optymistycznie. Nastroił do częstszych wyjść z mężem, które sobie już wcześniej obiecaliśmy, a odpuściliśmy, bo do spotkań z uroczą doktor Irminą... Cóż- i tak mnie one nie miną, bo mam tam to i owo do zrobienia, i tym razem muszę nie tylko tego dopilnować, ale zrobić już to do końca i mieć święty spokój.

Natomiast jeśli chodzi nasz Dzień Babci... Lila wykorzystała obecność Babci w stu procentach. Nie tylko namówiła Ją na ponowne pieczenie pierników (ja miałam ochotę namówić Mamę na faworki, ale nie ma się takiej siły przebicia jak czteroletnia wnuczka :)), ale i na ukochane "kopytki" :) Co prawda i przy jednym i przy drugim (trochę) pomagała, więc wybaczam Jej to absorbowanie Babci w dniu Jej święta. Tym bardziej, że nam się dziewczynka trochę pochorowała. Wczoraj, po powrocie od dentysty, okazało się, że Mała bardzo się rozkaszlała i leci Jej z nosa. Dziś było jeszcze gorzej, na razie bez temperatury, ale bez lekarza nie da rady. I tak się dziewczyny dobrze trzymają, a wiadomo- przeziębienia i infekcje czasem się zdarzą. Oby rzadko i damy radę.




A, jeśli jeszcze tego nie wiecie, to nasza Babcia jest naprawdę niesamowita i najlepsza. I w zasadzie swoje święto powinna obchodzić cały rok! Poniżej- dowód w postaci pierogów na specjalne życzenie :)


A tu, kiedy jeszcze leżał śnieg, moje Gwiazdy, niczym podczas pobytu w Aspen :)
Za to teraz- nie ma ani śniegu, ani Aspen.





A takie oto zdjęcia sprzed dwóch lat znalazłam dzisiaj :) Jak te dzieci się zmieniają...
W kwestii rocznic i dat... dziś, 21.01.2017, mija dziesięć lat jak trafiliśmy z Elizą do szpitala, na cały długi miesiąc... I choć wszystko dobrze się skończyło, to gdzieś tam to nadal w człowieku siedzi... 




 

I to by było chyba na tyle... ale upsss, przypomniałam sobie, że nie mam jeszcze zgranych zdjęć do laptopa, a chciałabym je tu mimo wszystko zamieścić, także... czekam z publikacją do rana :)
A tymczasem... muszę się mocno kontrolować, żeby nie spróbować mojego dzisiejszego ciasta...
Ciasta, które na pewno Wam tu wkrótce pokażę. Ciasta, o którym śmiało można napisać- zdrowe. I tak, to naprawdę jest zdrowe CIASTO. Choć kiedyś, te dwa pojęcia zdecydowanie się dla mnie wykluczały :) Czekajcie cierpliwie :*

PARĘ DNI PÓŹNIEJ...

Jak widać, publikacja przesunęła się nie o noc, a o nocy kilka...
W tym czasie Lila rozłożyła się na dobre, żeby w ciągu jednego dnia odżyć zupełnie. Niestety, ma zapalenie oskrzeli i urlopuje się z tatą w domu, do końca tygodnia. Na szczęście to tylko wirus. Aczkolwiek- jedną noc mieliśmy całkowicie wyrwaną z życia i niestety- to już chyba nie te lata, bo naprawdę- odczuliśmy tę noc...

W dodatku od wczoraj w Szczecinie jest wysokie ciśnienie, a to oznacza dla mnie dni wyjęte z życia. Ból głowy, straszne otępienie, rozdrażnienie... Ech... W żłobku nadal pomór. Wczoraj była dwójka moich maluszków, dziś już czwórka... Z jednej strony- nie ukrywam, te luźniejsze dni, były teraz wskazane, z drugiej? Nudy, nudy, nudy...

34 komentarze:

  1. Jej dawno mnie tu nie bylo. Najwazniejsze, ze u Was wszystko w porzadku. Pozdrawiam😙

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Abby! Kochana, rzeczywiście- wieki całe! Podaj mi adres swojego bloga i wyślij zaproszenie, bo chyba się już do Ciebie nie dostanę.
      Ściskam!

      Usuń
  2. Tyle się u Was działo, że nie wiem od czego zacząć :) Przede wszystkim zdrowia dla Lili i odporności dla pozostałych domowników. Niestety taki moment przyszedł. U nas grypa zbiera żniwo. Jutro mam warsztaty z dzieciakami i już drżę po tym, jak tuż przed świętami dopadł mnie wirus Alex (czyt. chłopak który nieustannie na mnie kaszlał, mimo próśb i gróźb). Sama walczę z uczuleniem Młodego, żeby nie ładować się teraz do przychodni. Ale takiego pomoru, jak wśród Twoich maluszków to u nas nie było. Sama zachodzę w głowę skąd te babcie czerpią tyle sił. My pojechaliśmy z laurką na tort, którego zażyczył sobie Młody, zamiast samemu coś babci przygotować. Czekam na przepis na ciasto i umawiam się na randkę z Mężem, a potem do dentysty :) Choć nie wiem czy to złagodzi stres.
    Uściski i jeszcze raz zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, Babcie nasze to jednak inne pokolenie... Ale też pewnie kwestia nastawienia. My się chyba czasem za bardzo nad sobą roztkliwiamy :)

      Ja póki co będę do dentysty szła z chęcią. Ostatnio naprawdę nic, a nic nie bolało. Niesamowite!

      Zdrówka, może zachowaj odpowiedni dystans między Tobą a dziećmi podczas warsztatów?

      Usuń
  3. Post naprawde dlugi, ale tez wydarzen duzo. Dzieci rosna, rodzice mlodnieja (inaczej) i tak zycie plynie.
    Widzisz te wszystkie problemy jakie Ciebie dotykaja przy wysokim cisnieniu atmosferycznym to ja mam przy niskim, czyli obie razem moglybysmy po wymieszaniu stworzyc jednego doskonalego czlowieka i jednego do kitu;0))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Star- życie płynie, czy nam się to podoba, czy nie :)

      Z tym ciśnieniem to jakaś zagadka dla mnie. Niżej pisała Magda, która też ma niskie ciśnienie i przy wysokim czuje się ok. Ja znowu odwrotnie- przy wysokim dosłownie mnie nie ma...

      Usuń
  4. Sam tytuł już mnie zachęcił do czytania ;)
    Jak zaczęłam czytać o feriach to już w głowie mi się układała treść komentarza i miałam zamiar napisać że u nas też ferie w połowie lutego i czekam na was....kilka słów przeczytanych dalej już mi mina zzedla :/
    Szkoda ogromna!!!! Ale rozumiem, choć już sobie wyobrażałam jak nasze 4latki - bo Tola już wtedy tyle będzie mieć ;) - świetnie nawiązują kontakt.

    Pogrom w przedszkolu faktycznie ogromny!! U nas przedszkole na szczęście pelne, co bardzo mnie cieszy i mam nadzieję że tak zostanie.

    Laurki piękne, ciasteczka też pewnie dziadków urzekły :)
    A Wasza babcia faktycznie najlepsza na swiecie. "Kopytko" i u nas funkcjonują ;) Przeslodkie to jest..

    Zdjęć sprzed dwóch lat nie otwieram, mam znaczki zakazu i tło posta i tyle :/
    Rocznica szpitalna..nam we wrześniu minęła owa trzecia i ja zawsze gdzieś ją przegapiam, być może specjalnie, bo pamiętać tego człowiek nie chce.

    Zdrowka Wam życzę, może Aspen jeszcze etoc, u nas nadal śnieżne i chwilami mroźno.

    Miłego dnia!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " kopytki" miało być ;)

      Usuń
    2. Ach, Iwosiu... Ja też już myślami byłam z Wami w tym lutym. Już sobie wyobrażałam wspólne kawy, pogaduchy, że nasi mężczyźni się w końcu poznają. Będziemy się na pewno starali latem zahaczyć o Warszawę, ale nie chcę nic planować, bo sama widzisz! Serce wciąż żałuje, ale rozum jednak swoje...

      Ja też tej rocznicy nie "celebruje", ale jednak ta data jakoś zapadła mi w pamięć... Mniej już boli, nie przeżywam tak szalenie... ale jednak gdzieś to we mnie siedzi.
      U nas już po śniegu! Czekamy na kolejny.

      Usuń
  5. Dobrze, ze u was lepiej. Ciesze sie dla was.
    "zdjęcia sprzed dwóch lat" - niewidoczne, nie laduja sie ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :*
      Nie wiem co jest z tymi zdjęciami, to już nie pierwszy raz... Podobnie było z tymi z sesji.

      Usuń
  6. U Nas w Irlandii tez grypowo. Najpierw polegl moj Maz, potem Mlodszy, a teraz ja. Poki co tylko Starszak sie trzyma. Laurki sliczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby trzymał się jak najdłużej. Paskudne są te wirusy. Zdrówka dla Was :*

      Usuń
  7. U nas to samo- paskudne wirusy krążą i w przedszkolu oraz w podstawówce pomór :( Mój Junior też trochę pokasluje i już się martwię.. Ale za chwilę ferie, więc będzie luz :)

    Laurki piękne i babcia widać szczęśliwa!

    Randki z mężem..No no no miłość kwitnie między Wami widzę - bardzo się cieszę :))

    Zdrowia dla Lilki! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czekam już na chwilę oddechu i powiew wiosny :)
      Inesko, wiesz jak to u nas- bywa różnie, teraz znowu jest lepiej :)
      Buziaki!

      Usuń
  8. Martus, tak trzymac!! Nie opatrz na ludzi, na wiek tylko szalej z M. ile dusza zapragnie a moze i co innego ;)
    zdrowka Wam zycze i troche spokoju. Babcia to skarb i fajnie, ze zadbalas o inne babcie ;) a Twoja Mame juz ostatnio chcialam pozyczyc.... teraz po tych pierogach...jeszcze bardziej :)
    Usciski dla was piekne kobietki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ewuś :*
      Babci jak wiesz nie oddamy :)
      Buziaki!

      Usuń
  9. Dwojka dzieci na zajęciach i oczywiscie, to wina pań! Ach ta mała mentalność ludzi.. Nas na tą chwilę choroby omijaja na szczescie, ale mala jest na antybiotyku, bo jej sie jęczmień zrobił. Czekam na przepis tego zdrowego ciasta;) wyczuwam tu cos podejrzanego, ale czekam cierpliwie. Sajgonki pod lidlem haha, to musial byc niezly widok dla przechodniow;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, to jednak z rodzicami nie o to chodziło. Wyjątkowo :) Myślę, że rodzice dobrze wiedzieli, dlaczego Ich dzieci nie ma... Jeśli z podjęciem decyzji, że dziecko naprawdę musi zostać w domu, albo, że w końcu powinien zobaczyć Je lekarz, to potem są konsekwencje, jakie są. No niestety. Tu większej filozofii nie ma. Jedno nawet ze smarami do kolan i z kaszle gruźlika się wyliże i nabierze odporności, ale większość w końcu "padnie" i to wtedy nie na trzy, czy pięć dni, ale wtedy idzie już w tygodniach. Mogłabym o tym książkę napisać. Trudny temat. bo o ile część rodziców cechuje wyjątkowo lekkie podejście do kwestii zdrowia dzieci, to wierzę głęboko, że są i tacy, którzy naprawdę nie mogą pójść na to zwolnienie. Nie każdy ma pod ręką babcię, ciocię czy teściową. No życie nie jest tylko czarne, albo tylko białe. Jest jeszcze kwestia nas- przedszkolnych "cioć". Nie jesteśmy robotami, na które można kichać, prychać, rzygać i my nie zachorujemy. Mamy w domu też rodziny, ja mam dzieci, do których ten syf przynoszę, choć bardzo tego nie chcę...

      O, co do ciasta się nie mylisz :) To dłuższa historia i bez happy endu.

      Sajgonki były bezbłędne, tym bardziej, że Lidl tuż koło mojej pracy :) Musiałam uważać, żeby mnie nikt nie widział :)

      Usuń
  10. Nalać sobie wina- haha uwielbiam Cię Marta! Tak długo czytałam że już nie wiem co chciałam napisać. No przede wszystkim nie chorujcie już ani z wirusów ani z ciśnienia. Dentysta---nienawidzę ich--- brr. Ale niestety trzeba od czasu do czasu.Laurki ładne,ja nigdy w życiu takich nie umiałam i nie umiem. Randka no dobra i taka ale..sajgonki toż to jak kwiatki potraktuj ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nalać sobie wina to tej zimy ulubiona czynność :) Poza jedzeniem.
      Staramy się nie chorować, i na pewno napiszę o tym, co robimy, żeby nie chorować :) Ale widzisz- no nie da się tak zupełnie bez.
      Prace plastyczne to wbrew pozorom nie jest moja mocna strona :) Ale jak mus, to mus.

      A sajgonki? Są nawet lepsze niż kwiatki. Serio!

      Usuń
  11. Nas na razie - odpukać - żadne choróbsko nie dopadło. Ale faktycznie słyszałam, że wszędzie wokół panuje jakiś wyjątkowo upierdliwy i zaraźliwy wirus - więc zdrówka Wam życzę i niech te "Twoje" grupowe dzieci jak najszybciej wracają, żebyś miała z kim realizować kolejne kreatywne zajęcia :) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to trzymajcie się w zdrowiu jak najdłużej!
      Moje maluszki już wracają :) Pewnie od poniedziałku będzie komplet.
      Buziaki.

      Usuń
  12. jako niskociśnieniowiec lubię wysokie ciśnienie, ale rozumiem Twój ból :(
    Średnia 5,1 - wow, gratulacje, a zachowanie cóż...trafiły na się egzemplarze trudne w obyciu i tyle :) Znam to!
    Oj wie Twój Marcin jak ci dogodzić, może mówiłaś o sajgonkach i ze zmęczenia nie pamiętasz? :) Buziole, u nas ferie od poniedziałku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, ale ja też mam niskie ciśnienie! I przy tym wysokim czuję się jak żywy trup. Autentycznie. Zazwyczaj kończy się wzięciem tabletki, ale to i tak niewiele daje- nie czuję bólu, to fakt, ale jestem tak okropnie otępiała.

      Tak, tak- średnią ma super i naprawdę jestem z Niej bardzo, bardzo dumna. A zachowanie? Wystarczy mi bardzo dobre, bo nie chcę Jej zmieniać o 180 stopni. Ale bez zachowania minimum bdb nie będzie czerwonego paska.

      O sajgonkach na pewno mówiłam, bo generalnie na chińszczyznę, to mnie nigdy namawiać nie trzeba :D

      Usuń
  13. Kochana! Tak lubię wieści od Ciebie, a tym bardziej te dobre:)no, zawsze musi byc ta łyżka dziegciu w beczce miodu...ale zdrówko wróci :) czego z całego serca życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, nic o Tobie nie wiem, nie mam pojęcia kim jesteś, skąd jesteś, jak tu do mnie trafiłaś- ale zawsze tak miło mi tu coś napiszesz, że aż się robi człowiekowi cieplej na sercu. Dziękuję :*

      Takie kłopoty w raju, to naprawdę pestka. Nie narzekam. Ludzie mają dużo, dużo gorsze zmartwienia związane z chorobą dzieci, Marcin mógł z Lilą zostać w domu... Pewnie, że wolałabym bez chorób, ale taka choroba to nie choroba :)

      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  14. Mozliwe, ze bedziemy sie "feriowac" w tym samym czasie! ;) Potworki maja wolne 20-24 luty i nie ma wyjscia - musze wziac wolne i z nimi posiedziec. I chociaz szkoda mi dni z urlopu, to z drugiej strony czekam na odpoczynek po tym szale, ktory praca zafundowala mi w pierwszej polowie stycznia. :)
    Mam tez cicha nadzieje, ze dopisze i pogoda i zdrowie i uda mi sie zabrac Potworki na narty. To juz bedzie koniec sezonu, niech skorzystaja. :)

    Ja mam niskie cisnienie i cierpie w deszczowe i pochmurne dni. Bol glowy co prawda miewam rzadko, ale czuje sie zamulona i mozgownice mam przytepiona. ;)

    Moje Potwory lapia przeziebienie na zmiane. W zeszlym tygodniu smarkal Nik, w tym Bi chodzi z obtartym, czerwonym kinolem... Tyle, ze tutaj nie ma zwolnien chorobowych, a juz na dziecko to w ogole, wiec jesli nie maja goraczki, maszeruja do placowki edukacyjnej. Inaczej moj urlop juz dawno poszedlby w zapomnienie... :/ Zreszta, jak czytam na polskich blogach jaki tam pomor panuje u Was w przedszkolach, w szoku jestem! U Nika w klasie, jedynym kaszlacym regularnie, jest wlasnie moj syn, a na liscie obecnosci, nie ma czasem jednego, gora dwojki dzieci. Reszta grupy sie trzyma i oby tak pozostalo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Agatko, "zaliczymy" wspólny tydzień ferii :) To będzie nasz drugi- ten ostatni. Ja będę już wtedy w pracy... U nas, ODPUKAĆ, Eliza przeziębień jako takich nie łapie od jakiegoś czasu. Jej odporność na pewno drastycznie się zmieniła wraz z wiekiem. Lila też generalnie się trzyma, ale jak już polegnie, to bez zwolnienia nie da rady. Zaintrygowałaś mnie natomiast faktem, że u Was nie ma zwolnień lekarskich. Ale, że jak to?? No a jeśli rodzicowi skończy się już (brrr) urlop? To wtedy drugi rodzic? A jeśli, odpukać, wylądowałabyś z dzieckiem w szpitalu? To jest to jakoś wyjątkowo traktowane i nie tracisz tych dni z urlopu? Z tego co piszesz, można wyczytać, że jednak ze zdrowiem nie tak źle wśród amerykańskich dzieci, więc może jest w tym wszystkim jakaś metoda? Może w ten sposób dzieci też łapią odporność, bo stykają się z tymi zarazkami? Nie są automatycznie ewakuowane, bo ktoś w grupie kichnął?

      Ech, mi z jednej strony też nie uśmiecha się brać tych wolnych dni w lutym... ale z drugiej strony jest we mnie potrzeba spędzenia tego czasu z dziećmi i Marcinem, także- coś za coś :)

      A pomór to widzisz różnie. W niektórych placówkach nie ma dzieci, a w innych wszystko w najlepszym porządku. Np u Lilki też mało dzieci jest chorych. Iwosia też pisała, że u nich frekwencja ok.

      Usuń
  15. Niektórzy rodzice o takiej średniej u swojego dziecka to mogą tylko pomarzyć.:)
    Życzę dużo zdrówka całej rodzince:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Wirusy chyba wszędzie są- istna masakra! ;(
    Moi rodzice zawsze najbardziej zadowoleni sa z prezentów wykonanych przez Kubusia własnoręcznie!
    Pozazdrościć randki ;)
    Pozdrawiamy :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Wirusy chyba wszędzie są- istna masakra! ;(
    Moi rodzice zawsze najbardziej zadowoleni sa z prezentów wykonanych przez Kubusia własnoręcznie!
    Pozazdrościć randki ;)
    Pozdrawiamy :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Poznan też zawirusowany. W pracy wczoraj nie było u nas 14 na 38 pracowników! W jednej klasie miałam czwórkę dzieci.
    U mnie w domu tylko ja się jeszcze trzymam. Niby tylko kaszą i smarkają, mam nadzieję, że się na tym skończy bo my właśnie mamy ferie i za tydzień wykupione wakacje w górach.
    Zdrówka dla Lili - buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wirusom i gorączce mówimy głośne i stanowcze wynocha. U nas po pogromie w przedszkolu dziś powrót dzieciaków. Wreszcie jest ich okolo 10.
    Średnia Elizy imponującą.
    Szkoda, że w ferie się nie spotkamy. Ale wesele to wesele.
    Pozdrawiam z zalodzonej stolicy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!