Mama2c

Mama2c

piątek, 10 lutego 2017

Co (pi)jemy podczas choroby...

Sezon chorobowy w pełni. Teoretycznie- trochę mnie to dziwi. U nas od dłuższego czasu temperatura utrzymuje się na minusie, nie ma żadnych wahań... Na mój mały rozumek właśnie powinny ginąć wszelkie wirusy i bakterie, a tymczasem...

Tymczasem wygląda to tak, że po poniedziałku, kiedy miałam w żłobku komplet, od wczoraj nie ma już dwójki dzieci, kolejna trójka ma solidny katar i kaszel. A dziś? Dziś Ich ukochana ciocia i jej mąż dołączyli do zacnego grona zainfekowanych... Póki co- nie mamy tylko gorączki, ale wszelkie pozostałe objawy niestety już tak.

Dziewczyny z pracy twierdzą, że i tak długo się uchowałam. Racja. Jednak umówmy się- swoje przy własnych dzieciach już odchorowałam :)

Ech, pominę fakt, że dziś właśnie dzieciaki ostatni raz przed feriami szły do szkoły. Przemilczę również, że na jutro planowaliśmy wyjazd nad morze... I chociaż morze przejdzie nam w ten weekend na pewno koło nosa (wybacz Basiu, nie pozdrowię go od Ciebie :)), to i tak trzeba się przed tym paskudztwem bronić rękami i nogami.

I dziś właśnie, póki czuję się jeszcze nawet- nawet, chciałabym się z Wami podzielić moimi sposobami na walkę z przeziębieniem.

Póki nasz stan nie wymaga brania antybiotyku, a tę opcję dopuszczamy dopiero wtedy, gdy dopadnie nas coś bakteryjnego, stawiamy głównie na naturalne sposoby.

Jeszcze kiedy Eliza była mała (1-2 rok życia) zdarzało nam się podać Jej coś na odporność z apteki... Teraz takie mikstury robię sama :)

Przede wszystkim- stary, poczciwy i jakże skuteczny syrop z cebuli. Ewoluował przez lata i dziś nie dodajemy do niego cukru (u nas miód), za to wzbogacamy go o czosnek i imbir.  Nie powiem, żeby dziewczyny rzucały się na niego, jak na frytki :) ale piją bez większych sprzeciwów. Serwuję Im go trzy razy dziennie, Eliza łyżkę stołową, Lila łyżeczkę do herbaty. Codziennie, bez względu na to, czy ktoś u nas pociąga nosem, czy nie, pijemy po szklance czystka. W czasie choroby tym bardziej o nim pamiętamy. Na noc daję dziewczynom po stołowej łyżce soku malinowego z ksylitolem.

W czasie przeziębienia ograniczamy cukier do absolutnego minimum. Nikt się nie sprzeciwia... poza Lilą. Wiadomo. Jemy za to bardzo dużo kaszy jaglanej, która ma działanie antywirusowe, zmniejsza stany zapalne błon śluzowych (idealne lekarstwo na katar!). U nas w tym "przekichanym" okresie obowiązkowo na śniadania i kolację (ze świeżymi i ewentualnie suszonymi owocami, ze sporym dodatkiem siemienia lnianego), a jak się uda, to również jako dodatek do zupy (jutro pomidorowa) i drugiego dania. O ile ja i Marcin nie robilibyśmy problemu, o tyle wiadomo- nie chcę, żeby dziewczyny się zniechęciły, w związku z tym zamiennie gotujemy niepaloną kaszę gryczaną. Ma ona dużo rutyny, która uszczelnia naczynia krwionośne.

Owoce. U nas dziewczyny nie muszą być chore, żeby pochłaniać je w ilościach znacznych, czasem kłócąc się na śmierć i życie o ostatniego pomarańcza... Czasem zjadają również pomarańczę, która czekała na wieczór, żeby wylądować w grzańcu :)

I to by było na tyle, jeśli chodzi o dziewczyny. Ja i Marcin mamy jeszcze jedną tajną broń- czosnek. Czosnek do wszystkiego :D Na kolację jedliśmy guacamole. Podejrzewam, że jeszcze jeden czosnek więcej i byłby to czosnek z awokado, a nie guacamole ;)

Dziś zamiast zdjęć syropów, czosnku i kasz, coś o wiele bardziej pozytywnego... Bo przecież to już za chwilę, za momencik...
Prawda?!













A jakie są Wasze sprawdzone metody na katar, kaszel i ogólne rozbicie? Piszcie, dobrych rad nigdy dość :)

34 komentarze:

  1. Łóżko i rosol!
    właśnie leżę od rana bo połamać mnie i nie byłam w stanie stać w sklepie.
    Menzon podzielił się choroba....chyba z miłości!
    Posłałam go po kute i jarzyn i od wieczora popijam rosol. On działa cuda-mam nadzieje ze do poniedziałku stanę na nogi!
    Śle uściski z łóżka i życzę wam zdrowia! !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, racja! Rosół. Obowiązkowo z kury, z dużą ilością warzyw, gotowany bardzo, bardzo powoli. Czyli niedziela, od nie pamiętam kiedy, będzie u nas w końcu tradycyjna- z rosołem :)
      Buziaki i zdrowiej. My z Marcinem zainfekowaliśmy się chyba niezależnie od siebie :)

      Usuń
    2. Ps. Łóżko? Mnie do łóżka jest w stanie przekonać tylko ciąża :D A, że nie planuję, to prędko tam się nie położę :)

      Usuń
  2. Ja z Mezem cieple mleko, z czosnkiem, maslem I miodem. Pomaga! A chlopcom czystka, sambucol I duzo, duzo witaminy c w owocach I sokach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sambucol też podawałam Elizie, teraz mam domowy syrop z aronii, także zrezygnowaliśmy z sambucolu. Jednak rzeczywiście, to chyba jedyny preparat, który ewentualnie kupiłabym jeszcze raz dziewczynom. Mleko z miodem i czosnkiem znam z dzieciństwa. Teraz jednak ograniczam mleko w naszym domu do minimum. Musimy ratować się inaczej :)

      Usuń
  3. O jak ja bym chciała aby to " za chwilę " juz nadeszło ! Tęsknię za wiosną :-(
    U nas znowu mrozy . Brrrr
    Ja tez stawiam na naturalne sposoby . Do łask wrócił syrop dzieciństwa : czyli z cebuli . Codziennie zjadam tez łyżeczkę mikstury składającej się z cytryny , imbiru i miodu . A w stanach przeziębienia uruchamiam sok z grejpfruta , czosnku i miodu ( tzw antygrypina ) . Póki co działa .
    Chcę jednak wiosny . Juz mnie ta zima po mału wykańcza .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie natura górą. Może kuracja trwa i dłużej, ale słabo już wierzę w tę apteczną. O tej antygrypinie już słyszałam gdzieś, tyle, że tam na pewno nie było grejpfruta. Podasz dokładnie swój przepis?

      Mnie najbardziej dobija brak słońca i ilość ubrań... To poranne wychodzenie do pracy z Lilą, którą zaprowadzam do przedszkola, tra i trwa, bo jeszcze szalik, jeszcze czapka...

      Usuń
  4. U nas też czosnek, woda z cytryną i miodem, no i tran (dla Młodego w syropku, dla nas w kapsułkach). Oczywiście nie udaje się uniknąć wszystkich chorób, ale nie są też jakoś zatrważająco częste. Na razie wszędzie wokół szaleje grypa (również ta ptasia) - a my jakoś się trzymamy. Oby już tak zostało i BYLE DO WIOSNY ! Buziaki dla Was :* Szkoda, że z wypadu nad morze nic nie wyszło - ale na pewno to nadrobicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byle do wiosny, byle do wiosny... Będę powtarzać to jak mantrę :)
      Tran i witamina D3, zapomniałam! Dzięki, buziaki.

      Usuń
  5. I U mnie sprawdza się łóżko rosół i syrop z czosnku! Albo jak to mój K. Mówi z czosnyyyku :)
    P.s. jakie piękne zdj - chce już taka pogodę!!

    OdpowiedzUsuń
  6. I U mnie sprawdza się łóżko rosół i syrop z czosnku! Albo jak to mój K. Mówi z czosnyyyku :)
    P.s. jakie piękne zdj - chce już taka pogodę!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jest ktoś, kto nie chce? ;)
      W łóżku leżeć nie lubię, kiedy nie muszę, więc u mnie niestety to nie zadziała. Za rosołkiem średnio przepadam, ale dla reszty ugotuję!
      Buziaki

      Usuń
  7. my również preferujemy naturalne środki walki z chorobą. Dostałem nawet naturalny antybiotyk. Dosłownie tak to się nazywa i przepis podobno w necie można znaleźć. Z czosnku chrzanu, kurkumy, cebuli, imbiru, miodu, octu jabłkowego. Smakuje obrzydliwie, ale po wypiciu od razu czuć ulgę w gardle. Nam niestety nic nie pomogło i obecnie jesteśmy oboje na antybiotyku mimo wzbraniania się do ostatniej chwili. Zapalenie oskrzeli podczas ostatniej choroby jednak zadecydowało o poddaniu się. Na szczęście małej nic nie bierze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukam tego przepisu, już widząc składniki buzia mi się śmieje- wszystko co naturalnie antybakteryjne i antywirusowe. Chrzan? Genialny na zatoki!

      Mała niech się zdrowo trzyma, mleko mamy robi swoje.

      Co do brania antybiotyków- myślę, że najważniejsze, to zachować zdrowy rozsądek. Wzbranianie się przed nimi, jeśli naprawdę jest kiepsko, nie jest dobrym rozwiązaniem. Także uszy do góry i zdrowiejcie.

      Usuń
  8. Ja jestem wielka przeciwniczka wzmacniania odporności dziecka preparatami z apteki. Leków tez unikam jak nie muszę. U nas tylko przy chorobie probiotyk, a na co dzień tran obowiązkowo no i 2 razy do roku syrop od alergii jak już mu się krosty pojawia od nie wiadomo czego.
    Po zeszłorocznym maratonie chorób ( ale to był pierwszy rok w przedszkolu wiec norma) teraz mamy tylko za sobą jeden katar i jedna grypopodobną chorobę zakończona antybiotykiem ( ale przy gorączce ponad 39 spanikowaliśmy i daliśmy i po 24h dziecko jak nowe).
    Sama dla siebie tez unikam lekarstw. Jak najmniej i jak najwięcej hartowania siebie i dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodałabym do tego zdrową, zbilansowaną dietę i mamy pełen sukces na drodze do dobrej odporności :)

      Skład preparatów na odporność powoduje u mnie palpitacje...
      Zdrówka!

      Usuń
  9. My pijemy eyeq na łepetynę, a to prawie, jak tran. Za to myślę o czarnym bzie, tylko zrobić nie umiem :P
    Rosół zawsze się sprawdza, gdy trzeba się rozgrzać. Gdyby Milenka bardziej lubiła owoce, byłoby super, na szczęście warzywa się jej podobają bardziej. Nie skroisz przy niej czosnku czy cebuli, żeby nie podprowadziła i nie schrupała. Tylko całować się potem dziecka nie da :P

    ps. co to czystek? Bo kojarzy mi się z pustką w portfelu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz czarny bez to koniecznie rób. Jest genialny. Poszukaj w necie przepisów. Moja Mama dawała nam to, kiedy byliśmy mali. Ja teraz do bzu nie mam dostępu.

      Chrupie czosnek i cebulę? No nie, u nas tak pięknie nie jest :) Za to owoce uwielbiają. Wybrane oczywiście, ale sporo tych ulubionych.

      Czystek... No tak, w portfelu też zazwyczaj go nie mam. Wpisz w google i wyskoczy Ci tryliard stron o wspaniałych właściwościach czystka :) Jest dobry chyba na wszystko :)

      Usuń
  10. Mam własnej roboty sok z pigwy z malin czosnku mam warkocze i używam tak samo jak cebuli . Kasza jaglana co dzień tak samo jak owsianka i otręby ,pestki dyni czy słonecznik.Kiszone ogórki zjadane są kilogramami. O naturalnych jogurtach nie wspomnę i cóż mogę napisać . Nie choruje, nie chorujemy. Ja poszłam krok dalej od tego roku robię sobie co sobotę jedno dniową głodówkę pijać tylko wodę z sokiem z cytryny a w niedziele rano czuje się jak młody bóg. To się opłaca zdrowo jeść ..Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sok z pigwy też mieliśmy, ale już się skończył. Niestety. U nas słonecznik i dynię też dziewczyny uwielbiają. W naturze siła :)
      Ściskam i zdrówka.

      Usuń
  11. Syrop z cebuli i z pędów sosny to całe moje dzieciństwo :)
    Zdrówka Wam zycze i patrząc na to co się dzieje z chorobami wszędzie wokół dziękuję opatrzności, że nas (póki co) zyczliwie omija! Młoda za to stale walczy z zębami, może przez to zarazki się nad nią litują, co by za bardzo jej nie gnębić :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiedziałam, że kasza jaglana ma takie właściwośći. Na pewno skorzystam w przyszłości z jej dobrodziejstw :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nic nie dodam:( Wiesz więcej ode mnie! O kaszy jaglanej TEGO nie wiedziałam:) Dziękuję! I za piękne zdjęcia, które napawaja optymizmem, ze znów bedzie wiosna:) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  14. Łączę się w bólach. My oboje polegliśmy. Wirus jak się patrzy z pokrzywką w gratisie. Tygrys się trzyma i drżę o to, żeby tak zostało.
    Zdrówka

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedyś robiłam syrop z czarnego bzu, miodu, cytryny. Teraz-tradycyjnie- z cebuli albo tymianku. Rosół też gotuję, w ogóle przy infekcjach wirusowych- białko i tłuszcz. Zwłaszcza przy bakteryjnych- won z cukrem. Poza tym inhalacje solą, żeby łatwiej było oddychać w czasie kataru, olejek kamforowy i heja. Chłopcy są przeziębieni średnio 3-4 razy w roku. W pewnym momencie, gdy starsi panowie byli jeszcze mali, zauważyłam, że nie ma żadnej różnicy w długości i przebiegu infekcji- czy będę leczyć ich syropem z tymianku, czy kupnym Lipomalem załóżmy. Lekarz nie widział Stiflera już ponad dwa lata, wcześniej w Polsce- przy okazji szczepień. Tu bilans robi health visitor (pielęgniarka nadzorująca rozwój dzieciaków do 5 lat- absolutnie boski wynalezek;)), a szczepi zwykła pielęgniarka w przychodni, toteż nawet nie ma po co i nie ma (na szczęście) okazji. Starsi chłopcy w Polsce u lekarza bywali właściwie tylko przy okazji bilansów, teraz regularnie odwiedzamy wyłącznie dentystę. No i doszły nam kontrole u okulisty. W przychodni muszą nas kochać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jeszcze tylko, że żadne z chłopaków nie chodził do przedszkola. Sale zabaw, markety i inne skupiska- owszem, ale przedszkole nie było im dane. Zgodnie z tutejszym prawem 4-letni Stifler od września idzie prosto do zerówki. I wtedy się okaże, czy nie będę musiała tego tymianku częściej przygotowywać ;)

      Usuń
  16. Odrabiam hurtowo zaległości na blogach więc i tu zacznę od życzeń powrotu do zdrowia ;-) Taaak... widzę, że z naszym nowym postem wbiłam się idealnie w blogowy trend :-P

    Domowe metody, spoko, fajnie, sama chętnie z nich korzystam, ale moje dziecko w życiu tego nie przełknie. Taki z niej niejadek, że ostatnio totalnie wszystko jest ble. Ale ale. Za to H. po mamusi to totalny fan czosnku. Szkoda tylko, że aplikuje go sobie w morderczej dawce około godz. 22, i kiedy włazi mi taki czosnkowy do łóżka to jak Boga kocham mam ochotę go rozszarpać na strzępy!!!!! Całą noc dzisiaj spałam w chmurze czosnkowych wyziewów, grrrrr.....

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej, wiesz co, ja nic nie daję na katar ani kaszel. Tzn. Ł dostaje przeciwalergiczne, ale to inna bajka.
    Jak jest zwykły kaszel i katar, to czekam, ewentualnie daję coś łagodzącego typu syrop z sosny czy prawoślaz.
    Dużo zdrówka! U nas też smarki i kaszel.

    OdpowiedzUsuń
  18. U nas codziennie obowiązkowo rano na czczo przegotowana woda z miodem. Potam tran i witamina C z naturalnej aceroli. Probiotyki. Chętnie herbata z cytryną, miodem i imbirem. Czystek też bardzo lubimy. Sok z malin z własnej działki :) Od teściowej mam soki z czarnej porzeczki i z bzu. Czosnek i takie przyprawy jak czarnuszka i kurkuma staram się dodawać do wszystkiego dosłownie ostatnio :) Owoce i warzywa to wiadomo podstawa na codzień. I rosół też często gotuje nawet jak nie chorujemy ;) Zresztą odpukać chorujemy rzadko i mało i nie jakoś poważnie i niech tak zostanie! Młody miał katar we wrześniu i w styczniu (razem z kaszlem) Nigdy jeszcze nie brał antybiotyk pu w życiu. Ja i mąż tez się trzymamy, nie pamiętam kiedy ostatnio coś nas złapało, chyba dawno. Więc nie jest źle :)

    Zdrowia życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiesz co, jako wnuczka pszczelarza podpowiem Ci tak:
    Łyżeczka - koniecznie drewniana - miodu rozpuszczona w pół szklance chłodnej wody. Odstaw to na minimum 12 godzin, przykryj chusteczką/ściereczką i po tych 12h dodaj sok z cytryny i wypij. Nadal mieszając drewnianą łyżeczką, metal zabija wiele dobrego w miodzie. My tak pijemy po kilka dni co jakiś czas i odpukac jest ok, nie chorujemy, nie mamy katarów, dzieci w minimalnych ilościach chorują jak na dzieci.
    Po 12h miód w tej chłodnej wodzie wytwarza naturalny antybiotyk.

    Zdrówka i piękną wiosnę wspomniałaś na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
  20. No właśnie...też mnie to dziwi... Niby mróz jest, a bakterii nadal pełno i tych chorób...
    Ach zazdroszczę Wam takiej bliskości do morza (No może poza tym że jednak za daleko do tej Krynicy macie :<)
    Byle do wiosny <3

    OdpowiedzUsuń
  21. U mnie także syrop z cebuli z dodatkami. Do tego rosół i czosnek we wszystkim, co się da :-)
    Zaciekawiłaś mnie guacamole. Nie znam. Muszę sprawdzić :-)
    Dużo zdrowia dla Was :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. No patrz, a ja gadam, ze u nas tyle gryp i innych przypadlosci, bo zime mamy marna, bez porzadnego mrozu... To tyle teorii. ;)

    Ja tez robie stary, dobry syrop z cebuli. Tylko u nas tradycyjnie - z cukrem. Za Nikiem musze ganiac z lyzeczka i prosic, grozic oraz przekupywac, zeby wypil. Bi wypija niczym soczek i prosi o wiecej. ;)
    Tak samo, Bi pozera pewnie wrecz nadmiar witaminy C w ilosci pochlanianych owocow. U Kokusia jest cud, jesli mu banana wcisne. ZADNYCH innych owocow nie przelknie, taki gagatek! :/

    U nas M. sie poki co uchowal. Dzieciaki przechorowaly grype, wyzdrowialy, zdazyly znow kilka dni posmarkac, ale chyba im przeszlo. Tylko ja, po tej pieprzonej grypie, nie moge sie poskladac do kupy i ciagle jeszcze smarcze i kaszle. Ale czuje sie duzo lepiej, wiec licze, ze to takie poinfekcyjne "zawalenie" i wkrotce przejdzie. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja właśnie dzisiaj do męża mówiłam, że jeszcze trochę i bez zakwitnie. Wchodzę do Ciebie a tu takie fotki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!