Mama2c

Mama2c

środa, 22 lutego 2017

...to nie będzie post tylko o jedzeniu

... ale w głównej mierze tak :) Jestem na urlopie, w związku z feriami Elizy, i ze względu na fatalną pogodę- realizuję się głównie w kuchni. Mam chyba skłonności autodestrukcyjne- wiosna za pasem, kuchnię powinnam omijać szerokim łukiem, ale nie- mi się zachciało gotować, piec, smażyć... No nic- cały czas powtarzam Marcinowi, że do wesela mojego brata zdążymy schudnąć (buhaha) i tego się trzyma(j)my...

Właśnie- urlop. W sumie- nic ciekawego nie mam na ten temat do napisania. Niestety. No może poza tym, że jednak liczyłam na ciut korzystniejsze warunki atmosferyczne... Tym bardziej, że wiedziałam z góry, że (ewentualnie) czekają nas atrakcje na miejscu. Miałam jednak nadzieję, że pojedziemy na spacer, to tu, to tam- a jak wiecie- mamy tych fajnych miejsc w pobliżu sporo. Nasz sukces na chwilę obecną? Wczorajszy spacer w czwórkę, z psem, po naszych okolicznych polach... Wiało, ale nie padało!!! Kolejny powtórzymy chyba dopiero w piątek- prognozy mówią, że dopiero wtedy czeka nas dzień bez deszczu... Ech!

Żeby jednak nie brzmiało to tak pesymistycznie, jak brzmi do tej pory, napiszę, że w sumie ten domowy, leniwy urlop też nie jest zły... Naprawdę :) Takie zwykłe posiedzenie w domu też jest czasem potrzebne. Chociaż i tak nie narzekam, bo przecież każdy weekend mam wolny, a to już spory luksus.

Siedzenie w domu zaowocowało w pierwszej kolejności grubszymi niż zazwyczaj porządkami- a jakże :) Jak nie trudno wywnioskować z powyższego- okien myć nie ma sensu i przyznam, że wyjątkowo mnie to nie cieszy, bo nawet ja widzę, że już wymagają "przejechania ścierą"... Szanujmy jednak swoją pracę, i wiedząc, że czeka nas w najbliższym czasie sporo deszczu- no co ja się będę wysilać...

A, że się nie wysilam, to w wolnych chwilach, kiedy Eliza się uczyła, albo czytała lekturę, wertowałam internety... No a to już zaowocowało poważną rewolucją w mojej głowie :) Nie no- może nie aż tak... Zwyczajnie-poczytałam, poklikałam i stwierdziłam, że fakt skończenia w maju 36lat zobowiązuje mnie, żeby w końcu kłaść na buzię coś więcej niż krem na dzień do każdego rodzaju cery :) Tak, tak- też zawsze chciałam zestarzeć się godnie, nie patrząc na zmarszczki, bruzdy, kurze łapki, czwarty podbródek, pielęgnując swoje wewnętrzne piękno itd... Chciałam, naprawdę. Dopóki nie zobaczyłam u siebie tych zmarszczek, kurzych łapek... Tylko bruzdy i czwarty podbródek jeszcze przede mną :)

Bogatsza o sporo rzetelnych informacji postanowiłam moją pielęgnację oprzeć głównie na olejach. Jeśli któraś z Was byłaby zainteresowana moimi odkryciami, zostawiam Wam linki do stron wartych uwagi:

MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA- tu przede wszystkim warto zwrócić uwagę na olej śliwkowy i malinowy. Bardzo korzystne ceny.

MYDLARNIA U FRANCISZKA- tu zajrzałam ze względu na olej z opuncji figowej- wszędzie go wychwalają pod niebiosa. Ma zabójczą cenę- ok. 65 za... 10ml. Tak, tu nie brakuje zera i miałam faktycznie na myśli dziesięć mililitrów. Myślę jednak, że warto i mam nadzieję, że wkrótce sama się o tym przekonam. W końcu z okazji dnia kobiet też sobie mogę zrobić prezent :D Przytaczając słowa pewnej reklamy: jestem tego warta :D
Zainteresował mnie także olej z awokado. Tym bardziej, że czytając opis, mogłabym stosować go nie tylko na twarz, ale i na włosy, z którymi od daaaaaaawna mam problemy.

SROKA O...- czy jest ktoś, kto nie zna Sroki? Kosmetyczne guru, składy kosmetyków ma w małym palcu, nieoceniona skarbnica wiedzy. To właśnie u Niej znajdziecie bardzo dużo cennych informacji nie tylko o olejach, ale także o sposobie ich nakładania- i tu polecam Wam dobrze się wczytać, bo ja- laik kompletny wszystko zrobiłabym źle. Poniżej linkuję Wam wpisy godny uwagi:
oleje Sroki

instrukcja obsługi olejów naturalnych 

Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak powoli nabywać kolejne, malutkie, pełne naturalnego dobra buteleczki. A potem nie zapominać z nich korzystać :) I podziwiać efekty :D

Jak wspominałam- pogotowałam trochę, popiekłam, wino też się znalazło- jakże by inaczej...




Kotlety z batata- przepyszne. Zgodnie potwierdzone przez Marcina i moją Mamę. Choć mina tego pierwszego, kiedy obwieściłam na głos, co zamierzam zrobić na obiad... bezcenna. Do tego dołączone zrezygnowanym głosem pytanie: "To już nie będziemy jeść schabowych"... Od razu wyjaśnię- my nie jemy w ogóle schabowych :D To był zwyczajnie taki akt rozpaczy w obronie każdego mięsa, które przewija się przez naszą kuchnię.

Nie wiem, czy Marcin byłby w stanie całkowicie zrezygnować z mięsa. Ja na pewno tak. W każdym razie- kotlety są rewelacyjne, spróbujcie koniecznie.

Przepis TU.




Lemon curd... Mój pierwszy, zupełnie samodzielny...
Wcześniej robiła moja Mama, ja odważyłam się dopiero teraz i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, czego ja się tak bałam w przygotowaniu tego owocowego budyniu, jak się potocznie to smarowidło nazywa :) Dziś zakupiłam mrożone maliny i sporo pomarańczy- powstaną nowe smaki.
Ten cytrynowy, widoczny na zdjęciu, był mi potrzebny do posmarowania pavlovej... Muszę przyznać, że całe wieki jej nie piekłam. Po ostatnim razie, który zbiegł się z naszą jelitówką, niemal rok temu, jakoś skutecznie się zniechęciłam... Jednak, jak dobrze widać na zdjęciach- nie wyszłam z wprawy :)




Kanapeczki... W końcu można sobie dogodzić, zamiast jeść w biegu jaglankę :)







Nie samym jedzeniem człowiek żyje, czyli gdzie i jak poznałam mojego męża :)
Tak, tak- połączyła nas siatkówka, której teraz wielką fanką jest Eliza. Nie mogło być inaczej :)
Byłam ostatnio z Nimi na dwóch meczach i muszę przyznać, że przypomniałam sobie, jakie to są fajne emocje :) W pewnym momencie, dzięki Marcinowi i Jego karierze sędziego, miałam zwyczajnie przesyt siatkówki i wszystkiego, co jest z nią związane.

Oczywiście kibicujemy drużynie Chemika Police, a Eliza, ku swojej wielkiej radości miała przyjemność razem z koleżanką wycierać mopami parkiet podczas meczu. 




Zdjęcia z ostatniego meczu- z drużyną z Baku, z Azerbejdżanu.




Po meczu, korzystając z okazji, że blisko, pojechaliśmy z dziewczynami na pizzę do lokalu z naszej pierwszej randki :) Ech, sentymentalny się robi człowiek na stare lata...


I w zasadzie to na tyle chyba. Uciekam wklepywać krem na noc :) Można odhaczyć kolejny dzień do wiosny... Jak ja na nią czekam...

Tymczasem:

Rzeczywistość...

Oczekiwania...



24 komentarze:

  1. A ja już zapomniałam o feriach. Nasze podlaskie dzieciaki miały szczęście, bo pogoda wymarzona do odpoczynku. A teraz i u nas leje i wieje, że myśli własnych nie słychać. Mam nadzieję, że jednak aura okaże się łaskawsza i Wy skorzystacie. Testuj Marta te oleje i pisz nam tutaj. Może i ja skorzystam, wszak 40 coraz bliżej.
    Dzięki za ten przepis z batata. Bardzo lubimy, a tu w ciekawej odsłonie.
    I oby do wiosny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My w tym roku stosunkowo późno, chyba jako jedni z ostatnich. W zeszłym tygodniu trafiły się co prawda dwa piękne dni, ale w tym obecnym to już po prostu katastrofa.
      Oleje najpierw muszę zakupić- to przedsięwzięcie rozłożone w czasie, ale tak- mam zamiar coś zacząć w końcu robić :)
      Też lubię bataty. Najczęściej lądują u mnie w zupie albo w curry, te kotlety robiłam już drugi raz i bardzo nam smakują.
      Buziaki!

      Usuń
  2. Olej z opuncji figowej mnie rozwalil. Matko.. Co on potrafi, ze taka cena? Powiem Ci, ze marzy mi sie kilka dni urlopu typowo domowego. Mam tyle zaplanowanych prac w domu na ktore obecnie nie mam czasu. Od roku juz piwnicę sprzatam... Zawsze chcialem byc dzieckiem, ktore czy to wyciera parkiet, czy wyprowadza pilkarzy. Moze Twoja corka za parę lat sama bedzie grala w tej druzynie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olej z opuncji sama sprawdzałam, czy ktoś tam o jednym zerze nie zapomniał :D Cena imponująca, ale z drugiej strony tego się używa po parę kropli, także myślę, że i tak na jakiś czas ta mini buteleczka starczy... Na jakiś tydzień, czy dwa :)
      A co on potrafi? Myślę, że czas nagle stanie w miejscu i z mini zmarszczkami dotrwam do 70-tki :) Albo cofnie czas i będę miała skórę jak pupa niemowlaka.... No zobaczymy :)

      O, to przybij piątkę z moim mężem- On też sprząta piwnicę od roku, a uwierz- jest tam co robić :)

      Myślę, że każde dziecko marzy o czymś takim, jeśli jest związane z jakimś zespołem :) I pewnie, że Eliza marzy o graniu w Chemiku- jak większość Jej klasy pewnie :) Na razie cieszy się ze swojej roli na mopie, w końcu jest tak blisko swoich ulubionych siatkarek. Od czegoś trzeba zacząć :)
      A w przyszłości chciałabym żeby zawsze była związana ze sportem- czy to zawodowo, czy dla przyjemności :)

      Usuń
  3. Moglabym sie podpisac pod tym wpisem z imienia I nazwiska :) U nas tez ferie, pogoda fatalna, siedzimy w domu i jemy;) Tylko wesela nie mamy jako motywacji do chudniecia, zreszta jakos wogole brak mi motywacji. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, jakoś mi się mimo wszystko raźniej zrobiło, że nie tylko ja nie potrafię sobie narzucić reżimu :) Aczkolwiek, właśnie z myślą o tym weselu trzeba będzie podjąć w końcu tę męską decyzję...
      Haniu, jak miło, że (znowu) jesteś!
      Ściskam gorąco.

      Usuń
  4. My właśnie kończyny ferie.. Niestety jeszcze w 3a nie w 4! Tyle pyszności i sentymentow, że ciepło się na serduchu robi!😍 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie w czwórkę będziecie lada moment? Czekam razem z Wami :)

      Usuń
  5. U ciebie jak zwykle same pyszności aż głodny człowiek się robi ;)))

    Ferie.. już o nich zapomnieliśmy ;) Ale nawet pomimo kiepskiej pogody można się dobrze bawić i nawet nie wyjeżdżając daleko od domu :)

    A kiedy to wesele brata??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wesele mojego Brata jest 5sierpnia... Wiem, wiem- mam jeszcze trochę czasu, no i tego się trzymam. Jeśli jednak w porę nie powiem sobie basta... Marnie to widzę :)
      Buziaki!

      Usuń
  6. U Nas ferii zimowych zaledwie dwa dni. Wczoraj I dzisiaj :-) takie szalenstwo, ale za to dzieci na Wielkanoc maja 2 tygodnie wolnego :-)
    SLinka mi leci za kazdym razem, gdy pokazujesz te swoje kuchenne umiejetnosci!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jak pamiętasz pewnie jeszcze, u nas w Wielkanoc nie ma tak dobrze :) Coś za coś, jak widać.
      Buziaki!

      Usuń
  7. Wiosna się już zbliża coraz większymi krokami i choćby zima chciała powiedzieć jeszcze ostatnie zdanie to do ciepełka bliżej niż dalej :) wspólne pasje są super, fajnie, że Wasza córka odziedziczyła po Was akurat taką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O taaaaak, i tego właśnie z tym ciepełkiem bardzo mocno się trzymam. Kurczowo, wręcz!
      Zobaczymy jak to z tą pasją u Elizy będzie, ale byłoby super :)

      Usuń
  8. u nas tez pogoda fatalna i nawet mnie wzielo na lepienie pierogów :-) a sniadania boskie! blagam zrob jakis wpis o sniadaniach bo ja nie mam pojecia co robić zeby bylo smacznie i ciekawie! racuchy z jablkiem, jaja na miekko, czasem jajecznica albo caprese a tak to chleb ze serem i szynka czego nikt nie chce jeść! no nie mamy weny do śniadań!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety- u mnie brak pogody równa się "wydziwianie" w kuchni, a to równa się dodatkowym kilogramom. I to teraz- kiedy powinnam chudnąć :) Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
      Ok, obiecuje post śniadaniowy w tym tygodniu :) Miałam podobnie z tymi śniadaniami, też mi się wydawało, że w kółko jemy to samo...

      Usuń
  9. O pogodzie nawet nie mówię, ech...
    Bardzo lubię takie domowe urlopowanie, zauważyłam, że bardziej odpoczywam niż podczas wyjazdów.
    I wiesz co, ostatnio bardzo podobną herbatkę zimową piję! :)
    Jak zwykle smacznie u Ciebie i będę się musiała zabrać za te kotlety :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, ja sobie cały czas powtarzam, że bez względu na to, jak bardzo mnie właśnie trafia patrząc za okno- to i tak z każdym dniem bliżej wiosny!!!
      Z jednej strony potrzebowałam tego urlopu i na pewno odpoczęłam fizycznie, jednak zdecydowanie bardziej lubię urlopy poza domem, aktywne. Choć one, nie ukrywam, na swój sposób męczą, szczególnie jak się ma dzieci.
      Kotlety zrób koniecznie- fajne są, naprawdę.
      A "herbatka"... Cóż. Nie wiem, czy mamy na myśli tę samą, ale jeśli masz na myśli delikatnie procentową, to witaj w klubie :D

      Usuń
  10. Prawdziwe pyszności. Mniaaam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Marta wrocila :)))
    Piekne i zapewne smakowite dziela- juz Ci wspolczuje gdy kiedys przyjade, nie wypuszcze Ci z kuchni :)
    Ty mi tu przestan z tymi kg, bo nie masz czego sie pozbywac- sylwetka jak u nastolatki, no chyba, ze koniecznie chcesz na wesele zalozyc sukienke w rozmiarze 36??
    Usciski :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki za te stronki z olejkami - muszę tam bardziej wnikliwie pogrzebać i coś sobie pozamawiać, bo na wiosnę mam jeszcze większą ochotę się trochę wypięknić i odmłodzić ;) Tylko u mnie tez problem z mobilizacją i późniejszym wklepywaniem - więc dość często stoi to na półce nieużywane albo stosowane sporadycznie...

    Twoje zdjęcia jedzenia jak z jakiegoś restauracyjnego menu. No i grzaniec - nektar bogów, którym od czasu do czasu raczyłam się w te mroźne zimowe wieczory :) Ale i tak chętnie zamienię go na bardziej orzeźwiające wiosenne napoje, bo też mam już dość tego zimowego kiszenia się w czterech ścianach.

    A dzisiaj pierwsze śnieżyczki znaleźliśmy - także wiosna już tuż, tuż :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Musze wyprobowac te kotlety z batatow, jako ze to jedno z niewielu moich hamerykanckich "odkryc" (w kuchni mojej matki nie istnialy), ktore polubil moj maz. Zwykle jemy je pieczone, ale moze w takiej formie tez by podeszly. ;) Chociaz M., jak przystalo na prawdziwego Polaka, schabowe uwielbia i co gorsza, zarazil ta miloscia Potworki! :O A ja, coz... Przelknac, przelkne, ale zebym sie zachwycala, to nie powiem. ;)
    U nas pogoda na tydzien ferii byla w porzadku, to znaczy slonecznie przynajmniej. Za to, slonce prazylo, a wszedzie lezal snieg. Nie wiadomo co robic, ani jak sie ubrac. A moich kilka pomyslow, tak jak pisalam u siebie, spalilo na panewce. Za to, podobnie jak u Ciebie, dawno nie mialam tak czysto w domu. Szkoda, ze przy dwojce dzieci ta czystosc nie ma szans sie utrzymac. ;)
    I zgadzam sie, ze taki domowy urlop tez jest czasem potrzebny. Fizycznie czuje sie wypoczeta, psychicznie juz mniej, bo Potworki wyklocaly sie o wszystko od momentu wstania, az po wieczor, kiedy dokuczali sobie lezac juz w lozkach. Cisnienie wiec troche mi poskakalo... ;)
    Ja akurat praktycznie nie gotowalam (juhuuu!), bo spojrzalam do zamrazarnika i znalazlam tyle pomrozonych specjalow, ze stwierdzilam, ze czas troche tego przejesc. Za to pieklam jak szalona, choc tu dogadzalam glownie Potworkom - a to muffinki, a to ciasteczka, a to chlebek bananowy... ;)
    Na wiosne nadal NIE czekam. ;) Od czwartku mamy zaliczyc spadek temperatury i w sobote pogoda zapowiada sie "narciarska". Zacieram juz lapki i modle sie, zeby zadne z nas sie nie pochorowalo, bo kolejnej szansy w tym sezonie mozemy juz nie dostac. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Martuś, a ja nie używam żadnych nadprogramowych kosmetyków, nic nie wcieram i nie wklepuję, ale też się nie maluję (tylko tusz od wielkiego dzwonu i usta jeszcze rzadziej), tylko takie do higieny jak szampon, odżywka, czy żel pod prysznic. A wyglądam na osiemnastkę :P
    Za to z dietą mam aktualnie podobnie do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  15. daj znać jak te olejki...Bo coraz częściej myslę o stosowaniu jakichś naturalnych środków, moja cera woła o pomstę...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!