Mama2c

Mama2c

wtorek, 21 marca 2017

Czekając na wiosnę...

Mamy właśnie niedzielny wieczór- na kuchence gotuje się obiad na jutro, ubrania na jutrzejszy poranek dla żeńskiej części naszej rodziny leżą gotowe, coś na ząb na długi, pierwszy dzień pracy też przygotowane... Skoro jestem tak świetnie zorganizowana (ekhm...), to nie pozostaje nic innego, niż sobie jeszcze skrobnąć tu parę zdań :)

Jak mijały nam ostatnie dni? Chyba jak większości- na wypatrywaniu wiosny :) Przedwiośnie ma swoje prawa- nie dziwią mnie więc wiatry, deszcze, wahania temperatury... Nie dziwi mnie, że oboje z Marcinem mamy jeszcze (Boże, to naprawdę możliwe!) mniej energii niż zazwyczaj, jesteśmy jeszcze bardziej rozdrażnieni (no w to akurat jest mi nietrudno uwierzyć :)), zniecierpliwieni, ospali...
Tak, to wszystko mnie nie dziwi, co nie oznacza, że nie jestem tym już zmęczona. Chciałabym mieć mnóstwo energii i siły na realizację pomysłów i planów, które wypoczęta głowa będzie produkować znowu w nadmiarze.

Wiosna zbliża się naprawdę wielkimi krokami, i pomijając suche fakty w postaci dat- jutro początek astronomicznej wiosny, a dzień później tej kalendarzowej, to najlepiej jej bliskość dostrzec w przyrodzie... W naszym przypadku- na działce :)

Miodunka- pierwsza z kwitnących bylin dziś w końcu dała się wypatrzeć :)



Serduszka, a zaraz po niej- łubin...



No i krokusy. Zawiodły w tamtym roku, a w tym próbują się chyba zrehabilitować :)



W pracy też już typowo wiosenne klimaty...



















Wyrzuty sumienia, że po pracy nie chce mi się już działać kreatywnie z Lilą, zaowocowały mini panią wiosną :) która z wyboru córci powędrowała do Jej Pań z przedszkola. Chyba Je lubi :) Nie dziwię się- skoro dają słodycze :D



Tydzień temu, w piątek umówiliśmy się z moją kuzynką i Jej mężem do teatru na spektakl "Projekt Ojciec". Co prawda byłam przekonana, że idziemy na "Projekt Matka", ale to właśnie cała ja :)
W każdym razie, mimo wyprowadzenia mnie z mojego głębokiego przekonania, że oto właśnie zostanie obnażona cała prawda o macierzyństwie- bawiliśmy się świetnie. Chociaż przyznam, że początek jak dla mnie był słaby i już się obawiałam, że dalej będzie tylko gorzej... No ale scena z chustowaniem w wykonaniu trzech ojców- niemal sikałam ze śmiechu. Natomiast końcówka to już totalny wyciskacz łez, a że ja się w ogóle łatwo wzruszam, to łatwo nie było się pohamować...

Razem z nami na widowni siedziała klasa, pewnie jedna z ostatnich, bo młodzież wyglądała raczej dorośle, jakiegoś ogólniaka/technikum... Zanim zaczął się spektakl śmiałyśmy się z moją kuzynką, że  jedyne co z tego wieczoru wyniosą, to naturalne działanie antykoncepcyjne :) Jednak już po, stwierdziłam, że może tym bardziej myślącym i wrażliwym pozwoli spojrzeć na bycie tatą z perspektywy odpowiedzialności jaka za tym idzie.

Potem poszliśmy jeszcze coś zjeść i tak spędziliśmy ponad dwie godziny zaśmiewając się do łez, dzieląc się blaskami i cieniami bycia rodzicami :) Ach, piękny wieczór! Tak rzadko jesteśmy w mieście wieczorem, że widok oświetlonych Wałów Chrobrego zrobił na mnie ogromne wrażenie. Prawie, jakbym była turystką we własnym mieście.

Z REWELACYJNEJ ORGANIZACJI WYSZŁO TYLE, ŻE W NIEDZIELĘ POKONAŁO MNIE ZMĘCZENIE I DO PISANIA WRACAM PIERWSZEGO DNIA KALENDARZOWEJ WIOSNY :)

Co poza tym? Proza życia... Przypilnować starszą z lekcjami. Zdolne to i mądre, ale leniwe jak jasna cholera! Spacyfikować młodszą- na tym polu bywa po stokroć trudniej, niż zagonić Elizę do nauki... W wielkim skrócie napiszę tylko, że trwa nasza nierówna walka z uzależnieniem Lilki od cukru. Tak, tak- wiem jak to brzmi, ale uwierzcie- niestety to prawda. I choć zabrzmi to jak marne tłumaczenie się, śmiem twierdzić, że nasze uwielbienie dla słodyczy, nie miało na taki stan rzeczy, aż takiego wpływu. Problemem jest przedszkole- niestety. Kanapki z nutellą, słodkie serki homogenizowane i typowe słodycze- ciastka, cukierki, gumy i to w większości przynoszone do przedszkole przez inne mamy, na deser... Za czasów Elizy walczyłam w przynoszeniem do przedszkola chipsów, także jestem zaprawiona w boju :) I tak łatwo się nie poddam :)

Rozmawialiśmy oczywiście o tym z paniami, ale... jak grochem o ścianę, póki co. Pani oczywiście jest przekonana, że jedna guma raz dziennie nie stanowi problemu. Dla mnie też nie stanowiła- dopóki nie zaczęło mnie niepokoić zachowanie Lilki i nie zaczęłam zgłębiać tematu. Nie mam na tym punkcie jakiejś mega obsesji, ale widzę co z się dzieje z Lilą po przyjściu do domu- jak ryczy, pokłada się, skomle wręcz o coś słodkiego... I to jest naprawdę przerażające. Dużo o tym ostatnio czytamy z Marcinem i jedno wiadomo na pewno- lepiej jak dziecko zje raz w tygodniu nawet większą ilość słodyczy, niż kiedy zjada je codziennie, dzień po dniu...

Z Elizą nigdy nie było takiego problemu. Nawet jeśli chodzi o słodycze zawsze była wybredna.

Z innej beczki- po poprzednim, pięknym weekendzie Miśkowi odnowiła się dawna kontuzja. Nie w takim stopniu jak poprzednim razem, kiedy nie mógł chodzić, ale niestety- to się będzie za nami ciągnęło do końca. Tym razem wystarczył jeden zastrzyk i tabletki do domu...

A oto, jak wykorzystaliśmy wyżej wspomniany weekend:








Dokładnie tak, jak lubimy- aktywnie, poza domem... Upiekłam nasze kultowe zdrowe ciasteczka (tylko banan, płatki owsiane/otręby i dowolne dodatki) i mogliśmy cieszyć się urokami niedzieli.

Były też miejscowe spacerki:





Po drodze był też dzień kobiet i bardzo miły akcent od naszej koleżanki, pełniącej funkcję kierownika: 


Do tego były własnoręcznie upieczone ciasteczka z chia- bardzo dobre zresztą!

A tu już z domu- jak widać Marcin pomylił tulipany z goździkami :) Na szczęście rajstop nigdy mi nie dał :)


I na działce:


Nie mogę się doczekać, kiedy wszystko zacznie kwitnąć!

Jaki był Wasz pierwszy dzień wiosny? U nas mimo nieciekawej prognozy słońce dopisało, było też w miarę ciepło. Starszaki poszły utopić marzannę, a maluszki miały dziś inaugurację ogrodu- jak to nazwałyśmy :) Ubrać i wyprawić na dwór taką wesołą gromadkę niespełna dwulatków- wyższa szkoła jazdy. Jednak dzieci, a przede wszystkim rodzice- bardzo z wyjścia na dwór byli zadowoleni. Nie dziwię się Im. Sama jako mama bardzo doceniam to, że u Lilki w przedszkolu te spacery są niemal codziennie.

Nie pozostaje mi nic innego, niż życzyć nam wszystkim pięknej, słonecznej wiosny! Chętnie rozstałabym się już z moją zimową kurtką i tymi przygnębiającymi kolorami...

36 komentarzy:

  1. Nasz pierwszy dzień wiosny był tak aktywny i tak bardzo spędzony na świeżym powietrzu - że aż zaowocował katarem, z którego nie wiadomo co wyniknie (bo zazwyczaj wynika, niestety...) No ale na razie jesteśmy dobrej myśli - byliśmy na kolorowym kreatywnym pikniku, długim spacerze i w agro-gospodarstwie, dzięki czemu Młody padł nam jak nieżywy już o godzinie 19stej.

    A uzależnienie od słodyczy - doskonale rozumiem, bo sama na nie cierpię. Serio - czasami jest tak, że po prostu nie mogę się powstrzymać od czegoś słodkiego i mam wrażenie, że zasnę na stojąco, jeśli się czymś nie wspomogę. Ale tutaj akurat może też mieć znaczenie moja insulinooporność, którą lekarz określił jako "przedsionek cukrzycy". U dziecka naszego Babla najlepiej działa po prostu : pochować, nie pokazywać, samemu jeść tylko w ukryciu ;) Ale Lila już starsza, więc z nią pewnie nie będzie tak łatwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jednak choróbsko ominęło Was szerokim łukiem.

      Witaj w klubie uzależnionych. To okropna sprawa, kiedy włącza mi się ochota na coś słodkiego, a mam ją naprawdę codziennie.

      My też jemy słodkie, kiedy Ona nie widzi. Pilnujemy się bardzo. No ale racja- czasami bywa to trudne, bo Lila jest starsza.

      Usuń
  2. Jak u Was już wiosennie, choć wiem, że aura momentami nie sprzyja. My ciągle w zimowych kurtkach. A ileż inspiracji plastycznych tym razem i to dla maluchów, czyli dla nas :) Pani wiosna i wersji mini i maxi rewelacja.
    A słodycze... ja jestem uzależniona. I Tygrys polubił. A zaczęło się od samego słowa czekolada, której smaku nie znał, ale niestety poznał. I prosi o coś dobrego. Na szczęście chętnie zamienia czekoladę na żurawinę, ale wiem, że musimy się i babcię pilnować. A dzień wiosny? Dość pracowity. Przeprowadzka z pracy, której końca nie widać i która siły całkowicie zabiera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My w kratkę- raz zimowe, raz wiosenne- ale raczej z tych wiosennych cieplejszych :) Czekamy, wciąż czekamy :)

      Ja też jestem uzależniona, wiem to na pewno. Tyle, że ja potrafię z tym walczyć. Lilce ciężko.
      U nas dziewczyny uwielbiają żurawinę. Tyle, że niestety jest ona słodzona, mimo, że tego cukru nie widać (jest w składzie), a czasami dodawany jest też do niej olej... Także, niby zdrowiej, ale nie do końca.

      Usuń
  3. Co się dziś dzieje, ledwie pokomentowałam notki, a patrzę znów są nowe XD
    Co do słodyczy... przecież do przedszkola nie wolno przynosić własnej żywności, bo jeśli doszłoby do zatrucia to przedszkole za to odpowiada. U nas bardzo trzymają się tej zasady, dziwię się że u Was jest inaczej, ich ryzyko. Ponadto zgodnie z ustawą antysłodyczową słodycze są w takich placówkach niedopuszczalne. U nas niestety też istnieje problem tego typu, że przedszkole nie uznaje np. słodkich płatków na mleku, kanapek z dżemem, drożdżówek, zbożowych ciastek (zwykłych kupnych słodzonych), monte itp za słodycze wrrrr :/ Jednak co do cukierków, batonów i innych typowych słodyczy, możesz wręcz żądać respektowania PRAWA.
    *powiedz że Chase nie jest Polskiej narodowości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, tez mi sie ten Chase rzucil w oczy! ktos lubi Paw Patrol? :D
      A wiesz, ze u nas kazdy rodzic musi dziecku pakowac jedzenie do przedszkola? Placowka zapewnia tylko napoje (najczesciej niestety soczki, dlatego pakuje Nikowi wode) i jakies drobne przekaski w stylu batonik czy krakersiki. O reszte musza zadbac rodzice. Nie wolno przynosic nic co ma w skladzie orzechy, ale poza tym mamy wolna reke. :)

      Usuń
    2. Orzechy to bardzo silny alergen, pewnie stąd to obwarowanie. Chociaż tak naprawdę poza tym, że orzechy uczulają dość często, bardzo silne reakcje alergiczne mogą wystąpić na każdy inny produkt. Znam osobę, która puchnie po jabłku...

      Jeśli chodzi o imię "Chase"... Spokojnie Dziewczyny :) Chase ma tatę Kanadyjczyka i już w te wakacje przenoszą się do Kanady na stałe.
      Ostatnio był u nas chłopczyk o imieniu Leonard... także mnie akurat już nic nie zdziwi :)

      Oczywiście wiem, że do przedszkola nie wolno przynosić żadnej żywności, ale wiem też, że w wielu miejscach zwyczajnie się tego nie przestrzega. Ot, jak to w Polsce, że tak powiem.

      Z tym, że mogłabym Panią nakazać, aby Lila nie jadła w przedszkolu nic słodkiego- wiem doskonale. Tylko wątpię, żeby Panie przeniosły to na całą grupę, a stawiać Lilę w takiej sytuacji, że wszyscy dostają ciastko/czekoladę itp, a Ona jedna jabłko... Słabe trochę, choć wiem doskonale, że zdrowie najważniejsze. Bardziej zależy mi jednak na typ, żeby przekonać Panie, że lepiej pokazywać dzieciom dobre, pozytywne wzorce żywieniowe i zachęcać do jedzenia i wybierania zdrowych produktów.

      Usuń
    3. Chyba łatwiej będzie je uświadamiać od strony tego, że jak dzieci nie będą miały skoków cukru to będą spokojniejsze, co dla pań oznacza przyjemniejszą i prostszą pracę.
      Miałam na myśli żądanie przestrzegania ustawy w ogóle a nie tylko co do Lili! Zamiast wątpić, że panie przeniosą zasadę na grupę, poprosiłabym o zwołanie zebrania i powiedziała głośno że mi się to nie podoba i nie życzę sobie żeby dzieci jadły słodycze. Może się okazać że zdecydowana większość rodziców myśli tak samo, tylko też wątpili... albo woleli się nie wychylać ;)

      Usuń
  4. U Nas przyszla pogoda od Agaty z Hameryki i spadl snieg!!!! I to nic,ze w Irlandii sniegu nikt prawie na oczy nie widzial,a juz w ogole pod koniec marca!!!!wiec przyjemnie...
    A z tym cukrem to staramy sie ograniczac. Widzialam program z badaniami na szczurach. Mialy do wyboru heroine i cukier. Poszly do cukru. Potem wstrzyknieto in dozylnie heroine by je uzaleznic,a one ponownie pokierowaly sie w strone cukru. To straszne uzaleznienie ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, no to macie sensacje! Dzieciaki pewnie sie ciesza? ;)

      Usuń
    2. Przynajmniej coś się dzieje :) Chociaż- życzę Wam jednak ciepełka i słoneczka.

      Też czytałam podobny artykuł. Niestety, cukier uzależnia najbardziej, z czego jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę. Dlatego nic mnie tak nie wkurwia, jak teksty, że ale przecież jak zje ciasteczko/gumę/czekoladkę raz dziennie to nic się nie stanie. Otóż stanie- właśnie dlatego, że to jest regularnie, dzień w dzień. Zresztą- widzę po sobie. Kiedyś faktycznie lubiłam zjeść coś słodkiego jak była okazja- urodziny, imieniny, wesele, wypad do kawiarni. Dziś? Sama szukam okazji...

      Usuń
  5. Doskonale znam problem uzależnienia od cukru. Starszak miał czas, że domagał się np Coli, bo pił ją jego Ojciec, a szelest otwieranej czekolady słyszał przez trzy ściany i koc. Nie pomagały też babcia i prababcie, które raz na jakiś czas (rzadki, bo mieszkaliśmy daleko, ale jednak...) zarzucały dzieci zapasami, które wykarmiłyby całe przedszkole przez miesiąc. Babcie spacyfikowałam otwarcie mówiąc, że JA dzieciom słodycze zjadam, i oni ich niemal nie dostają. Nie była to do końca prawda, ale najważniejsze, że zniechęciło. Teraz ograniczają się do tabliczki czekolady lub paczki żelek. Wcześniej były całe reklamówki łakoci.

    Siebie nie do końca spacyfikowałam, ale słodycze staram się jeść w pracy, lub gdy dzieci już śpią. Na zakupach jest zasada, że ja nie kupuję słodyczy - mogą zamiast tego wybrać dowolny owoc. Pomaga też Kocur, dla którego zdrowe żywienie jest ważne, więc w domu cukru jak na lekarstwo.

    Oczywiście zdarzają się dni, że on lub ja przyniesiemy wafelki/czekoladę. Ale już nie jest tak, że dzieciaki stoją przy nas, do ostatniej kostki i krzyczą gdy tylko któres z nas postanowi zjeść też. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że dzieci biorą przykład z nas- dorosłych. Nie zachęcisz dzieci do zjedzenia kremu z brokułów, jeśli Ty na obiad będziesz zjadała ociekającą tłuszczem golonkę :)
      U nas akurat z tym nie ma problemu- ja i Marcin uwielbiamy warzywa, owoce, pełnoziarniste makarony, kaszę jaglaną, orzechy, pestki. Gdyby nie szaleńcza miłość do cukru u Lilki, to odważyłabym się napisać, że ma naprawdę super nawyki żywieniowe i że każdemu życzyłabym takiego dziecka. Bo Lila je pięknie i domaga się zdrowych produktów. Sama prosi o jaglankę, sama bierze po obiedzie jabłko, czy banana. Niestety- za samo potrzymanie w ręce lizaka dałaby z sobą zrobić wszystko. Dosłownie.
      Moja Mama naprawdę przestrzega moich "przykazań" i wie, że Lila ma kategoryczny zakaz na słodycze. Drudzy dziadkowie... Kiedy powiedziałam w wakacje, że zamiast słodyczy (które hojnie dali). prosimy o owoce- posłuchali. Do świąt, kiedy dali dziewczynom tyle łakoci- tych najgorszej jakości, że jadłyby to przez miesiąc. Skończyło się na tym, że nie zjadły z tego nic, bo większość po prostu wywaliłam. Bez cienia żalu.

      My również stosujemy metodę, że w domu jemy słodycze albo jak Lilki nie ma, albo kiedy śpi. Na zakupach mamy identycznie- albo owoc, albo notesik, długopis- cokolwiek małego, ale nie słodycze. Lila już to zaakceptowała, z tym, że za każdym razem prosi, żebyśmy poszli zobaczyć jakie są lody. Ciężko mi wtedy mega, bo widzę, jak Ona sama ze sobą walczy, ale jednocześnie nie mam problemu z tym, żeby Jej tych lodów nie kupić. Chociaż Ona już nawet nie prosi, mam wrażenie, że po prostu "pomaga" Jej ich widok...

      Kluczem do sukcesu jest na pewno uświadamianie dzieci, że to co jest w sklepach dzielimy na to co zdrowe i korzystne dla nas, i na to, czego jeść nie powinniśmy w ogóle. Im mniejsze dziecko, tym wiadomo- ciężej to wytłumaczyć. U Elizy już bardziej można uderzyć do wyobraźni- czyli do zachorowań na nowotwory, cukrzyce, miażdżyce itd...

      Ja podczas jednej akcji Lilki, kiedy miała taki głód cukrowy, że Marcin musiał Ją trzymać, bo tak atakowała szafkę, gdzie były słodycze, że wywaliłam WSZYSTKO. Dosłownie. I nie mamy od tej pory nic, poza suszonymi owcami i czekoladą 90%kakao.

      Usuń
    2. Siebie spacyfikować jest mi bardzo ciężko, więc... rozumiem Lilę bardzo dobrze. Tyle, że ja potrafię jednak sobie odmówić. I odwołać się do swojego zdrowego rozsądku.

      Usuń
  6. Ja rownież wypatruje wiosny ! Wczoraj jakby była a dziś znów jesień . Szaro , buro i deszczowo . Juz marzę o balerinkach i lekkiej kurteczce . A tymczasem dziś gruby szal poszedł w ruch . I centralne rownież . Na jutro jednak zapowiadają 17 stopni . A ja mam dzień wolny - chciałabym pootwierac wszystkie okna i powdychać troche świeżego , wiosennego powietrza !

    Z tym cukrem to jest masakra . Nawet w ketchupie są jego ogromne ilości ! Dramat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas podobnie- jakby wiosna przeplatana listopadem... A tej szarzyzny mam chyba najbardziej dość.

      Oczywiście- cukier występuje niemal wszędzie, czasem nawet tam, gdzie się go nie spodziewamy, o choćby w słonych krakersach. Dopóki nie zmieni się świadomość Polaków, dopóki nie zaczną sprawdzać etykiet, albo chociaż zastanawiać się nad tym co jedzą- nic się u nas nie zmieni. Znam rodziców, którzy wręcz cieszą się, że ich dzieci jedzą słodycze, bo od tego trochę ciałka nabiorą. Zgroza, to mało powiedziane.

      Usuń
  7. Jestem! :) melduję się! :)
    U nas pierwszy dzień wiosny na podwórku przed domem "u ptasi" i "esi" czyt. Papug i eski-naszego psa ;)
    Cieszę się, bardzo z tego, że jednak wszystko w porządku u Was :)
    Postaram się zaglądać.
    Sama szukam kogoś do laptopa, kogoś sensownego żeby naprawił mój komputerek jak potrzeba. I będę częściej! :)
    Dziewczyny takie fajne już, ach tak strasznie leci ten czas!
    Uwielbiam Twoje zdjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kochana! Super, że jesteś. Odpukać, na razie u nas ok. Niech tak już zostanie.
      A czas leci jak szalony. Zaraz "pójdę" zobaczyć co u Was.
      Buziaki!

      Usuń
  8. U nas znowu zima.. Niestety! Czekamy na wiosnę taka prawdziwa!! Kwiaty, jak zawsze przepiękne!! Zazdroszczę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Kochana, czy Ty już urodziłaś? Spojrzałam na bloga- nic nie widzę :)
      Ściskam.

      Usuń
  9. Pieknie wiosennie się u was zrobiło :)
    Przypilnowac młodą z lekcjami....ach, zdolne to a leniwe ile to ja sie nawalczę, żeby młoda powtórzyła materiał przed testem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zawsze jest to sam- raz przeczyta i uważa, że umie, już czytać więcej nie musi. Brrrr, wrrrr, zabić to mało!

      Usuń
    2. A ja słysze teksty, w stylu "jak dostnę dobra praca albo wspaniale z testu to mi dasz spokój z nauką"? I na niewiele sie zdaje tłumaczenie, że ma tak dobra ocenę dlatego, że przycisnłęam ją do powtórzenia materiału :)

      Usuń
  10. U nas w przedszkolu też są słodkie podwieczorki, ale tak poza tym dzieci nie przynoszą słodyczy. Jedynie na urodziny. Ja mam spokój, bo moje dziecko nie jada ani gum, ani cukierków, serków i słodkich jogurtów też się nie chwyci, a na widok pączka ucieka :D
    W domu, owszem, mufinkę, czasem maślane herbatniki lub wafelka. Zasmakowała za to w koktajlach :D Mamy autentyczne autystyczne szczęście, bo wiem, jak jest ciężko przy takich dzieciach. Oby się nie odmieniło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, masz złote dziecko :) Eliza była bardzo podobna i w dużej mierze tak Jej zostało. Uff, przynajmniej z jedną nie mam pod tym względem problemu.
      Koktajle są super. Moje dziewczyny też uwielbiają, zarówno te mleczne z owocami, jak i zielone :)

      Usuń
  11. Ja poprosze przepis na te zdrowe ciasteczka!!! :)

    Moim krokusom, ktore zaczely wylaniac sie spod kupy sniegu, cos odgryzlo lebki - buuuuu... :(

    Przedszkole i slodycze... Ech... U Nika na porzadku dziennym sa batoniki, niby z platkow owsianych oraz np. zurawiny, ale tez z czekolada oraz sztucznosciami... Zarowno u niego, jak i u Bi, daja dzieciom slodkie soczki albo czekoladowe mleko... :/

    Tak jak Ty, ciesze sie, ze moje Potworki wychodza w szkole/przedszkolu codziennie na dwor. Moze na krocej niz bym chciala, ale jednak. I niewazne, ze az dreszcze mnie przechodza, kiedy odbieram moje dziecko, a ono przy 13 stopniach biega w jednej, cienkiej bluzeczce... ;)

    Ja wlasciwie nie lubie wiosny... przynajmniej tej wczesnej. Chcialabym, zeby od razu zrobilo sie 20 stopni. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepis będzie na dniach- obiecuję!

      Osobiście nie ufam żadnym batonikom/ciasteczkom owsianym itp. Z doświadczenia wiem, że mogę zawierać znikomą ilość "zdrowego" składnika, a poza tym mieć w sobie sam syf, a w najlepszym wypadku- nic zdrowego. Przeraża mnie to wszystko, bo od małego wychowuje się pokolenie uzależnione od cukru. Ja wiem, że ktoś może pomyśleć, że uległam teraz modzie na anty cukier, ale absolutnie tak nie jest. Po prostu- pierwsze dziecko miałam pod tym względem wzorowe (i nie było w tym żadnej mojej zasługi, bo Ona po prostu sama z siebie nie przepadała za słodyczami) i dopiero przy Lilce, która za potrzymanie w ręce kostki czekolady dałaby się pokroić, zobaczyłam jak wielki to jest problem. Ale jak to mówią- karma wraca. Kiedyś śmiałam się z rodziców, którzy musieli słodycze chować po szafkach. No to teraz mam- ja w domu już nawet nie trzymam słodyczy, żeby nie rozjuszać Lili...

      Wczesnej wiosny też nie lubię, bo ja to generalnie zmarźluch jestem i też czekam na te +20 :)

      Usuń
  12. Pogoda u nas też bardzo kapryśna raz słońce raz deszcz. Niby ciepło, ale nie do końca..

    Kwiatki u nas na działce też wybijają i są cudne i piękne :))

    A słodyczy w przedszkolu Juniora nie ma na szczęście poza urodzinami, gdy każdy solenizant może przynieść i częstować kolegów i koleżanki ;) Na podwieczorek są najczęściej owoce lub jogurt naturalny z miodem lub chrupki kukurydziane i ciasteczka zbożowe. Albo jogurt z owocami. Ale Junior jak (prawie) każde dziecko lubi słodycze i chętnie jadlby je codziennie, ale ograniczam mu i pilnuję, żeby nie jadł za dużo. Na szczęście nie ma histerii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas oczywiście podczas urodzin też jest ten zwyczaj, no i przyznaję- też dałam Lilce do zaniesienia słodycze po urodzinach...
      Co do płatków kukurydzianych, to mam o nich fatalne zdanie, ciasteczka zbożowe- też musiałabym zobaczyć skład, żeby mnie przekonały :) Jogurt z owocami- to super rozwiązanie. Pod warunkiem, że mówimy o naturalnym jogurcie i świeżych owocach. Często ostatnio robię w domu dziewczynom taki deser. Dodajemy do niego też słonecznik, odrobinę żurawiny...

      Lila niestety urządza okropne histerie i to wzbudziło mój niepokój w tym temacie.

      U nas już cieplej, cieplej... Niech tylko temperatura regularnie rośnie i będzie suuuuuper!

      Usuń
  13. U nas w przedszkolu na szczęście nie ma takiego problemu, jeśli są słodycze to są odkładane do szafek dzieci i rodzice decydują czy dadzą czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że jestem okropną idealistką, ale marzy mi się, że w przedszkolu nie ma żadnych słodyczy :) Same owoce :)

      Usuń
  14. Kurczę, niby słońce, niby wiosennie, ale zimno. Choć dziś było bardzo ładnie.
    Już mi się chce spodnie 7/8 zakładać! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. U nas od kilku dni wiosna i to taka sloneczna, sucha i bardzo przyjemna- zyc sie chce :) pewnie za chwilke zawita do was :)
    Cukier...temat wazny, bardzo wazny. Sama staram sie go ograniczac, czasami jednak mam taki glod cukrowy... rozumie Lilcie :(
    najbardziej denerwuja mnie matki z maluchami- jada np na zakupy i aby miec spokoj bobas dostaje do reki ciasteczko, precelka czy chce czy nie... byle by cicho siedzial...a potem te popsute mleczaki i nadwaga juz u przedszkolaka...

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiosna, dziś chyba pierwszy naprawdę ciepły dzień.
    Słodycze to problem.
    W naszym przedszkolu bywają słodkie podwieczorki. Ale albo są to owocowe rzeczy, albo ciasto robione na miejscu. Słodkie podwieczorki są w mniejszości, bo Rodzice się skarżyli, że o 17.00 były głodne. Zima jednak robi swoje.
    W domu jest zasada, że słodycze badamy tylko w weekendy. I poza świętowaniem urodzin nie ma odstępstw. Z kupnych słodyczy preferuję lody i czekoladę. Cukierki ze względu na zęby są zakazane. A do przedszkola nie przenosimy żadnych słodyczy. Raz, że takie założenie przedszkola, deszczowy że jest sporo dzieci - alergików. Bardzo dobry pomysł moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodycze jadamy tylko w weekendy miało być. Słownik w telefonie bywają irytujący.😉

      Usuń
  17. Oj tak - weekend był piękny :) My również wykorzystaliśmy go na 100% :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!