Mama2c

Mama2c

środa, 8 marca 2017

Ze wszystkim...

Tak rzadko tu jestem, że dziś przychodzę do Was ze wszystkim :) O tym co było, co jest i co będzie...
Faktem jest, że im dłużej mnie tu nie ma, tym trudniej wrócić. Nadal moim głównym wrogiem jest czas i zmęczenie. I mimo, że wieczory spędzam de facto przy laptopie, to jednak jest różnica między bezmyślnym lampieniem się w niego, ewentualnie przeczytaniem paru zdań ze zrozumieniem, a skleceniem posta, który miałby ręce i nogi...

Zaczynamy więc od ferii, póki jeszcze mam (stosunkowo) jasny umysł.

Mam dowody, że jednak ten czas wykorzystałam nie tylko na pracę nad dodatkowymi kilogramami :)

Spacerowaliśmy:









 Wybraliśmy się do papugarni:









Zdjęcia ładne, prawda? I to by było w zasadzie na tyle, jeśli chodzi o plusy tego typu miejsc. Nie wiem jak w innych miastach, ale u nas otworzyły się w podobnym czasie dwie papugarnie. Ktoś chyba zwęszył łatwy zarobek. Od siebie dodam tylko, że jeśli (a wierzę, że nastąpi to szybko) zainteresują się tym obrońcy praw zwierząt, to zostaną pozamykane tak szybko, jak się otwierały. I nie chodzi o to, że zwierzęta mają tam kiepskie warunki życia. Pomijając oczywiście sam fakt życia w niewoli... Po prostu ludzie, mimo, że instruowani przy kasie, zachowują się gorzej niż te ptaki o bardzo małych móżdżkach.
Długo tam w każdym razie nie zabawiliśmy i na pewno się już nie wybierzemy. Elizie co prawda bardzo się podobało, ale ta duża papuga, którą widzicie z Nią na zdjęciach, trochę Ją podziobała- łącznie z ciągnięciem za włosy...

Ferie minęły nam także pod znakiem diagnozowania Elizy kaszlu, ale to tak pokręcona i jednak zasługująca na osobny post historia, że musi zaczekać, aż znajdę chwilę.

Mimo wszystko będę wspominać ten zimowy urlop całkiem nieźle. Upłynął nam także w oczekiwaniu na rozwiązanie pewnej kwestii, także trochę siedzieliśmy "jak na szpilkach".
Nie ukrywam, że jednak za rok chciałabym gdzieś wyjechać...

Powrót do pracy był znośny, choć nie byłyśmy jeszcze w komplecie. Co prawda teraz mamy istny "szał-ciał"- wygląda na to, że wszystkim mamom w Szczecinie właśnie kończy się urlop macierzyński. Telefon dzwoni non stop, cały czas ktoś przychodzi, adaptacje w trakcie... Ma to swoje plusy- głównie jeden- są dzieci, jest praca :) Jakby jednak nie patrzeć, to takie dochodzące w trakcie całego roku maluszki jednak rozbijają nam trochę plany, ale wszystko jest do przeżycia. Czasami tylko przydałyby się stopery do uszu :)

Eliza od razu pierwszego dnia "przyniosła" piątkę z historii- idzie w moje ślady :) Historia to był mój najukochańszy przedmiot, bo reszta to były ulubione :D
No może poza matematyką...

Co u Lilki? Pokochała miłością ogromną angielski i jak tak dalej pójdzie, to będę musiała chyba pójść na jakiś kurs, albo chodzić po domu ze słownikiem, ponieważ na okrągło słyszę: "Mamo a jak jest po angielsku...". I tu padają najbardziej wyszukane (z mojego punktu widzenia :)) słówka. Dziś na przykład pytaniem dnia były "warkocze"...
Poza tym- Lila jak zawsze- jest najsłodszym, najkochańszym, najmilszym dzieckiem pod słońcem, dopóki ma humor/wszystko idzie po Jej myśli/ niczym Jej nie podpadniemy... Najprościej podpaść Lilce odmową dania Jej czegoś słodkiego, także ja podpadam już codziennie :) Wtedy oczywiście mnie nie lubi, nie kocha i "...już nigdy nie będę się z tobą bawić". Cóż za strata :)
Babcia ostatnio nie podpada... A to kupi lizaka (podobno zdrowego- haha... cóż za oksymoron, ale nie mam serca uświadamiać Mamy...), a to zrobi kopytki (ja nie robię takich dań), a to rosół ugotuje (ja też gotuję, i podobno dobry, ale wiadomo- nie tak dobry, jak ten Babci...)


W tak zwanym między czasie przyniosłam trochę wiosny do domu:




 

 

 Prawda, że od razu przyjemniej się w domu robi? Prawda! 

Za to w miniony weekend uznałam, że pora pojechać po bratki na balkon. Od trzech lat pokonujemy naprawdę sporą odległość aby kupić kwiatki od TEJ konkretnej Pani, w TYM konkretnym miejscu.
Jeśli miałabym Wam przedstawić tutaj osobę, która robi coś z pasją, to na pewno byłaby to ta, już pewnie po siedemdziesiątce, kobieta. To się czuje, to się słyszy, to się widzi... Dla mnie- magia! 





A tu już nasze zakupy, w swoich domkach :)



Na działce też "ruszyło" :) Mama nawet próbowała mnie przekonać, że widzi już wychodzące piwonię, ale... wierzyć w to?!




Chwilę spokoju w niedzielne popołudnie sponsorowało Pepco i ich kreatywny zestaw pod kątem Świąt Wielkanocnych:





Znalezione na spacerze...


A tu dowód na to, że w gąszczu wszystkich świetnych cech, jakie dzieci dziedziczą po swych cudownych mamach, zdarza się, że skapnie też coś w spadku po tacie... Jak pisałam- matematyka moim ulubionym przedmiotem nie była. Do dziś biegle potrafię przeliczać tylko procenty na wyprzedażach w Smyku. Jednak jak widać- Lila w moje ślady zdecydowanie nie poszła :D


To na czole to nie "kuku"... To... pieczątka. Wiecie- taki system motywacyjny. Ja się tylko pytam dlaczego na czole?! Do tej pory przychodziła z pieczątkami na rękach. Czy taki stempelek na głowie, ma jeszcze bardziej zmotywować akurat tę konkretną część ciała? :) 

Dziewczyny i chłopaki- nadrobię i u Was, widziałam, że sporo pisaliście, większość nawet już przeczytałam, ale skomentować godnie :) to tak jak z napisaniem u mnie posta- nie ten stan umysłu... 

To do następnego :) 
Może szybciej niż ostatnio...











32 komentarze:

  1. U nas tez pieczątki żądzą w przedszkolu ale na czole??? Tego nie bylo jeszcze he he.
    Pięknie wiosennie u Was już bratki ślicznie wyglądają. I zmutowana piwonia 😎 też 😉
    U nas otwierają żłobek podobno juz 4 maluchów zapisana a jak na nasze wsiowe standardy to spora liczba jest. Ja też jakoś ostatnio mam problemy z notkami. Nic mnie nie cieszy pisanie jak nie mnie normalnie....

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ta pieczatka na czole Lila wyglada jak rasowa Hinduska:))
    U nas widzialam w ogrodach krokusy, zonkile i przebisniegi a moze zawilce (zawsze myle, a moze to ten sam kwiat tylko nazwa inna a ja nie wiem:)) Zaczynaja tez kwitnac forsycje, ale weekend znow ma byc zimny. Mamy naprzemian wiosne z zima:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaka słodka Lilunia 😍
    Z tym czasem to też cierpię na jego deficyt, z tym że ja nawet na spacery nie mam czasu 😁 Ale dobrze, że chociaż Ty fotki porobisz to człowiek zobaczy co tam się z ziemi już wykluwa 😉
    Buziaki dla całej Rodzinki 😘😘

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie:)) i od razu wiosną zapachniało! Mama ma rację- u mnie tez juz piwonie wychylają się z ziemi. A te bratki jeszcze trochę w mieszkaniu chyba? Lilusia ma cenny talent, tylko pielęgnować i rozwijać:) ( a my biedni humaniści mozemy tylko pozazdrościc:)Buziaki dla Rodzinki, ze szczególnym uwzględnieniem Super-Babci!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne kwiaty! Ja jeszcze na działce w tym roku nie byłam, za zimno mi wciąż jakoś.. Ale jeszcze chwilę, jeszcze troszkę ;)

    Tą pieczątka na czole to faktycznie dziwny pomysł ;) Nasi w przedszkolu też dostają czasem od wychowawczyni, czasem od logopedki, ale na rękę, a nie na czoło ;)

    A w papugarni była w ferie moja koleżanka Marta z rodziną i mówiła, że owszem ptaki ładne i syn był zachwycony, ale że raczej więcej tam nie pojadą. Że to taka wycieczka na raz i że spędzili tam niecałą godzinę, a dojazd trwał dwa razy dłużej.. I mówiła też, że strasznie drogie bilety.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak już u Was wiosennie. Dzięki kwiatom i temu uroczemu króliczkowi :) Ja wypatrzyłam tylko przebiśniegi w ogródku sąsiadek rodziców, które są zmora wszystkich (sąsiadki, nie kwiaty), ale ogródek mają piękny.

    OdpowiedzUsuń
  7. No wiosna wiosna, mój jeden jedyny hiacynt na oknie już przekwitł. Papugi ładne ale te dzioby to konkretne mają i chyba to miłe dla Elizy nie było..U nas w pobliżu nie słyszałam o takim przybytku więc się nie wybierzemy ,zresztą za stare dzieci mam ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama wybralabym sie do tej pani po bratki. Super! A historie ja tez lubilam w podstawowce. W liceum jednak mielismy okropna nauczycielke I tyle bylo po moim ulubionym jezyku. Angielski to przyszlosc :-) swietnie, ze Lilce tak szybko wchodzi :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Warkocze, to po angielsku "braids". Sluze korepetycjami, jak cos. ;)

    Ja nie znosilam historii w podstawowce (zasluga szurnietej nauczycielki), bleee... W liceum zaakceptowalam ja na tyle, zeby miec porzadne oceny, chociaz na kazdej klasowce mialam komentarz: "swietny opis wydarzen, a gdzie daty?". No, glowy do cyferek to ja nigdy nie mialam. :D

    Skad ja znam te humorki pewnych 4-latkow... Wczoraj Nik urzadzil awanture kiedy przyjechal moj tata (ze slodyczami, a jak!), a ja oswiadczylam, ze najpierw musi zjesc obiad. Ile to sie dziecko nawrzeszczalo, nachowalo obrazone w kacie, probowalo mnie trzepnac! :O A potem skierowalo zlosc na dziadka, oswiadczajac, ze on nie chcial lizaka, tylko jajko z niespodzianka! Tego jeszcze nie grali! :O A na koniec okazalo sie, ze Mlody byl po prostu glodny, bo kiedy w koncu zjadl, humor natychmiast mu sie poprawil. Szkoda, ze zamiast siasc i zjesc, godzine sie awanturowal. :/

    Pieczatka na czole - maja panie fantazje! ;)
    A co do medalu, to kiedy widze jak Bi z latwoscia zalapuje przeliczanie oraz wszelkie matematyczne niuanse, tez stwierdzam, ze dochodza do glosu geny ojca. Bo moje napewno nie! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś już którąś z kolei osobą narzekającą na te papugarnie, więc chyba sobie dopuścimy wizytę w takim przybytku. Zresztą od dziecka mam traumę i uprzedzenia w stosunku do ptactwa, bo kiedy byłam mała pewien szalony kogut prawie wydziobał mi oczy.

    Ewidentnie już widać u Was wiosnę - a Dziewczyny wyglądają tak samo kwitnąco jak te piękne bratki, które kupiliście :) Pozdrawiam ciepło i czekam na kolejne posty :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak u Ciebie już wiosennie. A ja nadal jakaś zastygnięta jestem między zimą a odwilżą ;) Zdjęcia jak zwykle cudne. Tak samo jak wspaniale się patrzy na Waszą rodzinkę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lilka...? Potrzebuje kursu z liczenia. Wyrobimy się do maja? :D
    Brawo, zdolne dziewczyny! Po rodzicach jak nic <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba się dziś po bratki wybiorę, natchnęłaś mnie!
    Gratulacje za świetne liczenie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Kupione i posadzone?
      Dziękujemy!

      Usuń
  14. Poczytalam juz kilka dni temu, dzis dopiero siadam i pisze- tak to wyglada niestety ostatnio u mnie...praca zabiera mi naprawde duzo czasu...
    Wlasnie spaceru i szukania wiosny bardzo mi brakuje...na bratki juz tez spogladalam i...sie wstrzymalam bo zima robi sobie zagrywki- choc to kwiatki wytrwale na przymrozki...a moze wlasnie praca znowu winna....
    Zdolnosci matematycznych zazdroszcze- moje wystarczaja mi tylko na obsluge kassy- komputerowej ;) reszta czarna magia- niech liczenie i inne zawilosci matmy beda dla ÖLÖilci zawsze lekka zabawa i przyjemnoscia!
    Sciskam Was mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie wygląda to identycznie- jestem obecna u Was, czytam, ale żeby potem logicznie skomentować? Często brakuje mi już na to sił.
      Tak, spokojnie- bratki to odporne roślinki.
      Też mam nadzieję, że do matematyki będzie podchodziła entuzjastycznie :) A już na pewno chętniej niż ja...

      Usuń
  15. Wiosna - u nas objawiła się zakupem butów dla chłopaków i wiosennymi kurkami.
    Na przyspieszony kurs liczenia zabierze Was gra planszowa King's Domino. Polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję za podpowiedź :)
      No tak- każda pora roku= zakupy :) Dzieci tak szybko rosną!

      Usuń
  16. Ja historii nie znosiłam, więc podziwiam :) Lilka polubiła angielski-brawo Ona :)
    U nas nie ma papugarni, więc chętnie kiedyś (wkońcu!) wpadnę :) Mamy jedynie motylarnię, ale tak mała że aż żal!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W motylarni byliśmy kiedyś w Niechorzu... Krótko, bo Lila była mała i dostawała tam palmy... Ale to była taka prowizoryczna.

      Usuń
  17. Moja kara na brak słodyczy to "nie będziesz ze mną spała niedobra mamo ;)" I tak razem nie śpimy więc nie wiem skąd wymyśliła tą karę. Młodsza szczególnie łasa na słodycze. Macie cudne bratki. Ilość imponująca. Ja z dziewczynkami właśnie zaczynam obsadzanie doniczek na kuchenne okno. Ostatnio dziewczyny posadziły słoneczniki w miejscu, gdzie ma być taras więc długo tam nie porosną. Super ta trasa spacerowa nad jeziorem :) Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, czyli wszystkie dzieci wymierzają nam te same kary emocjonalne i nam biednym rodzicom jest tak samo strasznie żal z ich powodu :)
      U nas podobnie, Lila uwielbia. Eliza bardzo rozsądnie podchodzi do tematu, wie, że są niezdrowe i rzadko może je jeść. Lubi też ich zdrowszą alternatywę.

      Taras... Świetna sprawa! I taka kawka na tarasie... Bajka!

      Usuń
  18. Ależ ja mam tutaj do nadrobienia. Życie mnie z bloga wyrzuciło na niemal rok, I o ile Eliza nadal siebie przypomina, to Lilka bardzo wydoroślała i się zmieniła.
    Strzyga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooooo, Strzyga! Strzyga???!!!
      Witaj ponownie :* Jak miło. Wróciłaś też do siebie? Zaraz sprawdzę zresztą.
      O tak, Lila zmieniła się bardzo, głównie wizualnie. Bo nadal jest czortem :)

      Usuń
    2. Niestety, nie ma i nie będzie mnie na starym blogu. Z racji sytuacji rodzinnej musiałam zmienić wszystko. Profil na fb, bloga... Jestem na www.ladwchaosie.blogspot.com gdybyś chciała zajrzeć :)

      Usuń
  19. papugarnie...nigdy nie byłam ale z tego co piszesz to jakiś koszmar dla ptaków. Babcie za to sa najlepsze a nasze już całkowicie bo każda z nich mieszka ponad 200 km od nas i jak się pojawiają to są niczym dobre wróżki, które potrafią zaczarować najbardziej krnąbrne serce córki. pozdrawiam wiosennie z baziami na stole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babcie to prawdziwy skarb a jeszcze takim, którym się chce, to już w ogóle! Właśnie tak- dla ptaków to prawdziwy koszmar.
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  20. To o braku czasu i zmęczeniu - jakbym czytała o sobie... Plus mam jeszcze tak malo cierpliwości do wszystkiego, że w domu non stop atmosfera jak przed wybuchem bomby :-(((

    Kiedy Lilci tak włosy urosły?! Co za czupryna!

    OdpowiedzUsuń
  21. Haha, może wdrażają kulturę hinduską, tylko ciut wyżej..?
    Uwielbiam kwiaty w domu, no uwielbiam :))

    OdpowiedzUsuń
  22. Zakochałam się w tych papugach 😁

    OdpowiedzUsuń
  23. U nas też otworzyli papugarnię niedawno. Jeszcze nas nie przyciągnęła.
    Lila bardzo się ostatnio zmieniła, chyba Ci urosła co? (po zdjęciach trudno ocenić)
    U nas też angielski króluje, do spółki z tematyką kosmosu (w notce pisałam dlaczego).
    Mamy końcówkę marca i czuję że już mnie zmęczył ten rok, a tu jeszcze trzy miesiące do wakacji= zmiany tygodniowego trybu funkcjonowania. W każdym razie dużo się u nas dzieje (u mnie samej też) i z jednej strony się cieszę, a z drugiej fizycznie wysiadam już.
    Nie miałaś takich znów dużych zaległości, pamiętasz moje notki sklejane z dwóch miesięcy? ...ostatnio na szczęście udaje się pisać częściej, co znaczy że może być lepiej :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!