Mama2c

Mama2c

sobota, 1 kwietnia 2017

Lubimy, lubimy...

Takie weekendy, jak ten ostatni- lubimy...
Kiedy naprawdę czuć, że jest wiosna. Kiedy można to poczuć, a nie tylko wnioskować, patrząc na datę w kalendarzu.
Było ciepło, ale nie upalnie.
Słonecznie...
No i byliśmy w czwórkę!  
Chętnie odkrywamy nowe miejsca, ale zdecydowanie częściej wolimy powracać do tych, które nas czymś ujęły.
Tym razem postanowiliśmy wrócić do Nowego Warpna i Trzebieży. Ja, Marcin i Eliza znamy te miejsca dobrze, za to Lila była tam dopiero po raz drugi. Na zdjęciach najlepiej widać, czy Jej się podobało :D

Nowe Warpno...

Serniczek do kawy...

Cóż mogę napisać... Nasze Dzieci mają to zdecydowanie po mnie- dla mnie każda wycieczka byłaby niepełna, gdybym nie spróbowała miejscowego jedzenia :) 
Trudno się zatem dziwić Dziewczynom, że po zaledwie kilkunastominutowym spacerze, twierdziły, że są już głodne i jeśli zaraz czegoś nie zjemy, to będziemy wracać z dwoma ciałami w bagażniku :) 
Ja tam jestem bardzo podatna na takie groźby... 


Faktem jest, że trafiliśmy naprawdę dobrze- domowe pierogi, domowe naleśniki. A to wszystko podane ze szczerym, niewymuszonym uśmiechem. Do tego tak serdecznie, że człowiek prawie wierzy, że ta młoda dziewczyna cieszy się, że mogła przyjść do pracy w niedzielę, aby obsłużyć właśnie nas :) 



Brzuchy pełne, ale to żadna przeszkoda, aby pobiegać. Właściwie to po takim posiłku, ruch był nawet wskazany- ale żeby od razu taki intensywny?! No tak, to przecież dzieci...



Nowe Warpno cd...


Trzebież i... księżniczka zmierzająca do zamku :) 


Dziewczynom póki co nadwaga nie grozi...
Nic nie zdąży się odłożyć :)
Ps. Też kiedyś taka byłam. Dawno, daaaaaaaawno temu...




Te zdjęcia zatytułowałam na fb "Każdy ma taki Zanzibar, na jaki go stać" :D 
Nasz Zanzibar był całkiem w porządku, choć jednak wiosenne kurteczki wskazane :)



Co jeszcze? Coraz ładniejsza pogoda, to coraz częstsze wizyty na działce. Z racji tego, że my nic poza kwiatami, poziomkami i paroma owocowymi krzaczkami nie uprawiamy, na razie bez spiny, na luzie- po prostu tam przychodzi. Bardziej spojrzeć, jak wszystko po zimie "ruszyło", niż coś robić...

A roślinki, co zachwyca mnie z roku na rok coraz bardziej, jakby się ścigały, która szybciej osiągnie odpowiednie rozmiary po zimie... Czasem 2-3dni i przeżywam szok, że któraś jest już taka duża. I to jest ta właśnie magia posiadania działki, która naprawdę kiedyś była mi zupełnie obca. Także jakby ktoś miał za dużo czasu i pieniędzy- polecam brać działkę bez zastanowienia :D
I daję słowo, że bez kasy i z krótką dobą, też jednak warto brać :)

Wspomnę jeszcze tylko, że odetchnęłam z ulgą, gdyż po zimie, okazało się, że grusza posadzona przez Marcina... przeżyła i ma się świetnie :) Nie spodziewamy się co prawda jeszcze w tym roku owoców, ale ale... Czy wiecie co to oznacza?  Teraz już nic Go nie zatrzyma przed budową domu i spłodzeniem syna :D
Hmm, czy aby na pewno nic? Sam zainteresowany twierdzi, że dom tak, ale jako tata czuje się już spełniony. Mamy zatem konflikt interesów :) To w zasadzie nic nowego, bo my przez większość z tych dwunastu wspólnych lat mamy konflikt :) Jakoś z tego wybrniemy... Pewnie weźmiemy kolejnego psa, samca (syn), szczeniaka (dzidziuś dla mnie) :)

W pracy wiosna również do nas przyszła... Wychodzimy już z maluszkami na ogród, jest z tym co prawda trochę roboty, ale dzieci i rodzice szczęśliwi. No i przyznam, że nam też od razu inaczej czas mija. A, że mamy ostatnio znowu ciąg adaptacji (to niewiarygodne, jaka w tym roku jest rotacja!), a co za tym idzie- płacz, płacz i jeszcze raz płacz (aż dziw, że na razie tylko dzieci, bo przy tym natężeniu decybeli też powinnam już dawno płakać), dobrze jest potem wyjść na powietrze, posłuchać śpiewy ptaków, popatrzeć na kojąco-uspokajającą zieleń...

Początek wiosny dla dzieci niemal zawsze kończy się falą katarów i innych dziadostw. U nas poszło po całości, bo nie tylko przeziębienia, ale i jelitówki oraz zapalenia spojówek. Skończyło się to tak, że nawet ja- bardzo odporny egzemplarz, w końcu poległam i wylądowałam w piątek rano u lekarza. Także siedzę sobie na "wolnym" do wtorku włącznie...

Cóż mogę powiedzieć- to nie tak, że odkąd zaczęłam pracować w żłobku, odkryłam w jakim stanie rodzice potrafią przyprowadzić dzieci do placówki. Widziałam już takie numery głównie za czasów przedszkola Elizy... Teraz widzę to po prostu dużo częściej. I o ile zazwyczaj mnie to już kompletnie nie dziwi, to czasem zdarzają się takie "akcje", że nadal mam ochotę powiedzieć: "NIE WIERZĘ!"

Poruszałam już tu kiedyś ten temat i wiem, że dzieli on głównie mamy niemal tak samo jak karmienie piersią a butelką, poród naturalny kontra cesarka i tak dalej, i tak dalej... Nie trzeba mnie przekonywać, że różne są w życiu sytuacje. Naprawdę to rozumiem. Są jednak też takie sytuacje, których nigdy nie zrozumiem, przy całej mojej wyobraźni i dobrych chęciach. A wiecie co jest najbardziej zatrważające? Szczerość rodziców. Tylko nie zrozumcie mnie źle- bo oczywiście, kiedy rodzic mówi mi, że ma nóż na gardle, to ja mogę spojrzeć na daną, konkretną sytuację inaczej... Ale kiedy jednak rodzic ma na tyle fantazji? odwagi? bezczelności?! powiedzieć mi, że ma co prawda dzień wolny, ale tyle wziął do domu roboty, że On nie wie, czy przypadkiem jutro nie przyprowadzi dziecka, które ja Mu dziś przekazuję z gorączką, no to przepraszam- nie, nie rozumiem! I zawsze w takich sytuacjach myślę to samo, co od lat- oczywiście nie dziwi mnie nie liczenie się z innymi dziećmi i ich rodzicami, którzy też potem będą w podobnej sytuacji, bo trzeba będzie coś z tym chorym dzieckiem zrobić, jeśli się zarazi (a uwierzcie- no większość się niestety zaraża), nie dziwi mnie, że panie przedszkolanki to ostatnie osoby, o których się w tej sytuacji myśli- w końcu rodzic płaci, i jeśli nawet wszystkie panie się w końcu rozchorują na raz, to On przecież wymaga, aby braki kadrowe uzupełnić w trybie natychmiastowym ( pamiętaj, Drogi Rodzicu, że choćby jedna z nas na zwolnieniu, to dwie ręce mniej do opieki nad Twoim dzieckiem, bo w większości placówek realia są, takie jakie są- ot, życie!), to jednak zawsze dziwi mnie, a może bardziej nawet boli, że nie myśli się kompletnie o swoim dziecku! Dziecku, które nierzadko w tej placówce jest po blisko dziesięć godzin! Długich godzin, podczas których nie ma szans, aby poświęcić Mu więcej czasu niż zazwyczaj, bo placówki mają swój rytm i nikt nie będzie go przestawiał, bo jedno dziecko ledwo chodzi, czy słania się na nogach. Posiłki o określonych porach, drzemka- czyli odpoczynek, tak samo, wyjście na dwór, zabawa...

I tak, ja wiem, że katar to nie choroba. I tak, biję się pierś- puszczam dzieci z katarem do przedszkola, szkoły... Ale na Boga- jest katar i katar. Wybacz Drogi Rodzicu, ale czasami wystarczy mi miesiąc z Twoim dzieckiem, żebym doskonale wiedziała, kiedy ma tylko katar, a kiedy ma taki katar, że nie funkcjonuje tak, jak zawsze. Czy Ty, która/który wychowujesz, pielęgnujesz, troszczysz (???) się o Nie od roku/dwóch jeszcze nie potrafisz tego rozróżnić? NIE WIERZĘ!

I zastanawia mnie też jedna kwestia- no przecież chyba nikt, kto posyła dziecko do żłobka/przedszkola nie wierzy w to, że Ono nie przechoruje ani jednego dnia. Trzeba się z tym liczyć, że dziecko będzie chorowało! Jedne mniej, inne więcej, ale będą.

Ach, długo by pisać, ale przynajmniej na chwilę wylałam z siebie swoje chorobowe frustracje...
Kiedyś chyba o tym książkę napiszę :)
Tylko niestety, to co widuję na co dzień, naprawdę nie wywołuje uśmiechu na twarzy.

Skoro jesteśmy już w takim nastroju, to odpowiedni moment, aby poprosić Was, abyście przeczytali historię... Rzadko to robię, praktycznie w ogóle, ale wyjątkowo mocno mnie to obeszło. Odkąd jestem mamą w zasadzie każda krzywda robi na mnie wrażenie, ale opowieść o tym, co spotkało rodzinę Mai... szczególnie porusza. Dlaczego? Bo tak łatwo się z Nimi utożsamić- ot, zwykła, bardzo przeciętna polska rodzina. I obraz tego, że życie naprawdę potrafi zmienić się w jednej sekundzie. Niestety- nie zawsze na lepsze...

Choć zdarza mi się (ostatnio częściej!) psioczyć na moją, osobistą rodzinkę, widzę jej niedoskonałości, wściekam się co rusz, to zimny pot mnie oblewa na samą myśl, że miałoby to się zmienić, że nagle nic, nie byłoby tak, jak jeszcze przed chwilą. Nie dziwi mnie więc, kiedy Mama dziewczynki mówi, że dzieli swoje życie na to przed i po wypadku...

Długo nie pisałam, to nadrobiłam... Jak to pisze Agata- wyszedł tasiemiec :)

16 komentarzy:

  1. od zawsze apeluję, proszę, przekonuję rodziców - dziecko jest małe zaledwie kilka lat, miejcie trochę empatii, jeśli jest chore to dajcie mu wyzdrowieć w domu. O zarażaniu i narażaniu innych nawet już nie wspominam, mam słabą odporność.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia! Widać, że potraficie i spędzacie wspólnie wolny czas- to czas na wagę złota, bezcenne chwile, które budują dzieciństwo dzieci.

    W temacie przyprowadzania chorych dzieci do szkoł - z chorym dzieckiem idzie się do lekarza, nie do przedszkola :( Szanujmy pracowników, szanujmy inne dzieci, szanujmy przede wszystkim swoje dziecko! Nie wyobrażam sobie takiego maluszka czy 3/4-latka tyle godzin poza domem w zorganizowanym czasie, kiedy ten maluch czuje się najzwyczajniej chorym :( Współczuję pracującym rodzicom - kiedy dziecko choruje, a trzeba iść do pracy, ale Myślmy sercem, sercem matki. Chory dorosły potrzebuje w czasie choroby ciszy, spokoju, troski - a co dopiero dziecko?!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że grusza przetrwała, będzie Was niebawem cieszyć owocami :)
    Takie wycieczki i taki serniczek to ja bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia! Wycieczka na pewno udana!!pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiosna jest cudna, chcę więcej :) Wycieczka widać, że udała. A co do chorych dzieci w przedszkolu to nie rozumiem tego, że taki rodzic sam nie pamięta (nie chce pamiętać) jak sam się czuję jak jest chory. Już nie mówię o tym, że chore dziecko zaraża innych wokół.

    OdpowiedzUsuń
  6. Martus, wiesz ze zawsze chcialam jechac na Sansibar?? nawet byloby to wszystko realne...do chwili gdy zobaczylam relacje turystek ze Szwajcarki i "podrywu" tamtejszych "chlopakow" :O odechcialo mi sie.... wole Twoj Sansibar :)
    Wycieczka wasza w naszym stylu- rodzinnie, w dobrych humorach- cudnie!!
    Mam nadzieje, ze juz zdrowko wrocilo?
    Usciski ogromne!!

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas nawet nie tylko wiosnę było czuć, ale wręcz lato - wszyscy biegali z krótkimi rękawkami, a ja to już nawet miałam ochotę bikini założyć (ale zachowałam resztki rozsądku) ;)

    Widać, że za Wami fajnie spędzony czas. W tych miejscowościach jeszcze nigdy nie byliśmy - na Zanzibarze również nie ;)

    A odnośnie przedszkola i chorób - u nas to się dopiero zacznie. Dziś mamy pierwsze spotkanie organizacyjne, za jakiś czas adaptacja...Jestem bardzo ciekawa, czy w ogóle będę mogła wrócić do pracy - bo jeśli Młody będzie nam chorował co pięć minut to chyba żaden pracodawca nie zdzierży moich ciągłych nieobecności...Ale na pewno nie posłałabym dziecka w takim paskudnym stanie do placówki - z troski o niego oraz z szacunku dla pań (bo wiem, jaki męczący potrafi być, kiedy kiepsko się czuje).

    OdpowiedzUsuń
  8. Też lubimy takie wycieczki, a miejsce na dobry sernik i kawę zawsze się znajdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Patrzac na moje Potworki, sama czesto zastanawiam sie, jakim cudem oni tak "dobrze" wygladaja. Przy ich dziennej dawce ruchu, powinni byc chudzi jak patyki! :)

    Ja poki co chodze po ogrodzie i patrze co rosnie, co zabiera sie za kwitniecie, ale moze juz w nastepnym tygodniu, moze za dwa, mam nadzieje, ze M. zdola przekopac mi warzywnik. Potem wyprawa po sadzonki i mozna sadzic! Jak ja to lubie! :)

    U nas poczatek wiosny to tez przeziebienia. Bi smarkala w zeszlym tygodniu, ale wybronila sie w sumie bardzo szybko. Obecnie Nik ma katar i coz... przechodzi go niczym rasowy mezczyzna. ;) W dzien w sumie rozpiera go energia i nie widac po nim choroby, ale za to noca wydzielina mu splywa, przytyka nochala i budzi sie wsciekly, stawiajac na rowne nogi caly dom. ;)

    U nas, zarowno w przedszkolu, jak i w szkole, jesli dziecko ma goraczke, musi natychmiast zostac odebrane i zostac w domu kolejny dzien. W zasadzie, to przed przyprowadzeniem z powrotem do placowki, musi byc wolne od goraczki przez 24 godziny, ale czy rodzice tak skrupulatnie to przestrzegaja, w to akurat watpie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Strasznie dawno mnie tu nie było.
    Cieszę się że u Was wszystko w porządku.
    Czyli wycieczka udana :)
    Zdjęcia jak zawsze świetne.
    Pozdrawiam!
    trzy-m.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo sympatyczny tasiemiec wyszedł :)
    I jak zawsze smakowity.
    Super był ten miniony weekend, ciepły. My odpaliliśmy pierwszego grilla :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale pięknie tam, a w szczegolności ta klimatyczna plaża.
    I te pyszności.. Maaartaaaaa !!!
    jest po 22.00 a ja zrobiłam się głoooodna ;)
    Pierogi i nalesniki... jejuniu

    "NIE WIERZĘ" - rozumiem Cię i podzielam frustrację.
    ech..

    Okrutny los Majeczki i Jej Rodziny.... ciężko to było przeczytać, ale co tam, to Oni mają ciężko i nie mogą od tego uciec. Trzeba pomóc, w każdy możliwy sposób trzeba Im pomóc.
    Dziękuję Martuś w imieniu tej Rodziny, że nagłośniłaś sprawę. To bardzo dużo!!
    <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiem, o czym piszesz. Rodzice mają takie pomysły, o których jeszcze kilka lat temu nie było nawet mowy. A potem te emocjonalnie zaniedbane dzieci idą dalej i zaczyna się jazda z różnego rodzaju zaburzeniami i problemy wychowawcze. Często cierpią te zwykłe dzieci, które powoli zaczynają być mniejszością.
    Jedno - to nadmiar pracy, naprawdę ciężko pracujący rodzice, którzy faktycznie mają nóż na gardle. Drugie - (w moim mieście nie tak rzadkie niestety)to fakt, że wmówiono wielu rodzicom, że zostawienie dziecka w żłobku to nic wielkiego, natomiast ważna jest przede wszystkim samorealizacja. Współczuję dzieciom z takich rodzin i paniom opiekunkom takich maluchów.
    Fundacja Siepomaga robi świetną robotę bez fety, wielkiej reklamy od jakiegoś czasu. Ostatnio Polacy wpłacili 3 mln złotych dla Kordianka. Wspieramy.
    mama trójeczki

    OdpowiedzUsuń
  14. kocham takie miejsca..:) Cisza spokój, grusza..:) ee tam tasiemiec. Może faktycznie powinnaś pomyśleć nad książką. choroby.. Co prawda nasz zuch siedzi jeszcze w domu, a do przedszkola w przyszłym roku pewnie, ale zdajemy sobie sprawę, że choroby będą. Taka kolej rzeczy. Różne środowiska, rózne bakteriw i koniec:)

    OdpowiedzUsuń
  15. I my lubimy posmakować podczas wycieczek, szczególnie słodyczy. Piękne miejsca, świetne rodzinne wyjazdy.
    Moja mama ostatnio przerabiała temat zarażeń z moją babcią. Oczywiście starsza pani prychała na coś takiego. Co my tam wiemy. Ale sama widzę, jak łapię wszystko od prychających dzieciaków, a jeszcze mam to szczęście, że taki kaszlący/plujący siada na pierwszym miejscu. Od następnego spotkania, będę przesadzać, nie ma zmiłuj się. Bo moja budowana latami odporność siada. Jak ja w myślach daję wtedy na rodziców. Jak już posłała(e)ś do szkoły, naucz przynajmniej zasłaniać buzię, żeby nie użyć słowa na g. Ale nie dajemy się i korzystamy, a raczej do wczoraj korzystaliśmy z wiosny. I jak już nam się spodobała droga do/z pracy piechotką lub rowerem pogoda się popsuła.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  16. Od jakiegoś czasu nie czytam podobnych historii do Maji, bo serce mi płacze i długo potem nie mogę dojść do siebie. Nie wiem, co mnie skusiło, ale teraz przeczytałam i oczywiście popłakałam się, jak beksa. Żal mi Mai i jej rodziny. Biedne dziecko...
    Tymczasem moje dzieci także ciągle mają katar i łapią jakieś paskudne choroby. Obecnie zostaje z nimi w domu, ale jak to będzie, gdy wrócę do pracy...? Nie mam pojęcia. Zastanawiamy się z mężem i na razie liczymy na cud w totolotka, by starczyło na życie i jedna osoba nie musiała pracować, a zajęła się dziećmi. Żal mi dzieci długo zostawiać z żłobku, czy przedszkolu, choć czasami bywa różnie. To takie ciężkie wybory, a żyć z czegoś trzeba, kredyty także musimy spłacać. może szczęście nam dopisze;-)
    U nas także kilka dni była cudna pogoda. Od razu serduszko się cieszyło;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!